Dodaj do ulubionych

CZY NALEŻY BIĆ ŻONY (w granicach rozsądku)?

IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 17.08.01, 22:34
Czy należy bić żony? Nie wydaje się by było w tym coś niewłaściwego
(podkreślam, że chodzi o żony, a nie o zwykłe kobiety. Różnicę widzi każdy, kto
żonaty). Nie chodzi oczywiście o maltretowanie, ale o ustalenie lub
przywrócenie właściwej hierarchii w małżeństwie przy użyciu rozsądnie
zastosowanej siły. (nie używam określenia "przemocy" bowiem zakłada ona
wymuszenie, podczas gdy żona sama powinna uznać celowość kary i zgodzić się na
nią dobrowolnie). Jest to ważne zwłaszcza w pierwszej fazie małżeństwa, gdy
kształtuje się jego struktura (Już Machiavelli radził stosowanie przemocy na
początku, by potem móc cieszyć się pokojem,a rada ta odnosi się równie dobrze
do polityki, jak i do małżeństwa). Środki takie są niezbędne, zważywszy, że
dzisiejsi rodzice mało dbają o wychowanie córek i nie mogą się one później
odnaleźć w małżeństwie, bez "pomocnej dłoni" małżonka. Młoda żona jest jak
nieoszlifowany diament i mąż podiąć się musi roli szlifierza, jeśli chce
uzyskać brylant! Kara służyć ma utrwaleniu przewodniej roli męża w stadle. Nie
należy mylić jej z agresją! To działanie wychowawcze - zupełnie jak w przypadku
dziecka, któremu dajemy klapsa dla jego dobra i nikt nie może mieć o to
pretensji, a wręcz przeciwnie - czymś niewłaściwym byłoby gdyby tego
zaniedbano! Rozsądna żona sama potrafi zrozumieć, że działanie męża nie wynika
z okrucieństwa czy braku uczuć, ale jest wyrazem dążenia do porządku i
małżeńskiej harmonii. Tym większy będzie szacunek żony do współmałżonka, kiedy
zobaczy, że dla dobra ich związku jest on gotowy nawet zadać ból ukochanej
istocie. Jednak, aby kara odniosła skutek wychowawczy muszą być spełnione pewne
warunki. Po pierwsze kara musi być sprawiedliwa, to znaczy proporcjonalna do
winy. Ponadto, powinna być wymierzona po uprzednim wyjaśnieniu jaj powodów i
przedstawieniu spodziewaqnych efektów. Najlepiej wykorzystywać części ciała
niepodatne na uszkodzenia (np pośladki) i wymierzać ją ręką - bez pomocy
narzędzi. Narzędzia bowiem tworzą dystans pomiędzy karzącym a osobą karaną i
kara ulega zbytniej dehumanizacji. Zaleca się przy tym stosowanie reguły
miłosierdzia, zgodnie z którą lepiej zbyt dużo wybaczyć, niz ukarać zbyt
surowo. Mąż podczas wymierzania kary kierować sie powinien jedynie poczuciem
obowiązku, a żona powinna czuć jedynie wyrzuty sumienia, a jeżeli proces
karania wywołuje u nich coś więcej ponadto, to znaczy, że sprawiedliwość
zaczęła się wyradzać w niezdrową chuć. W takie sytuacji zalecane są zimne
kąpiele, oraz inne rodzaje umartwień, tudzież praktyki opisane przez Ignacego
de Loyolę w ksiązeczce "Ćwiczenia duchowe" Przy zachowaniu tych zasad mężowska
srogość służyć będzie dobru wspólnemu, bowiem - jak mawiają filozofowie -
wszystko co dobre rodzi się w bólach.
Zalecana lektura:
William Shakespeare, Poskromienie złośnicy
Jakub Sprenger, Henryk Insystor, Młot na czarownice
Bronisław Malinowski, Życie seksualne dzikich
Ignacy De Loyola, Ćwiczenia duchowe
Nicolo Machiavelli, Książe
Karl von Clausewitz, O wojnie
Alfons markiz de Sade, 120 dni Sodomy
Robert Cialdini, Wywieranie wpływu na ludzi. Teoria i praktyka
Obserwuj wątek
    • Gość: bess Re: CZY NALEŻY BIĆ ŻONY (w granicach rozsądku)? IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 17.08.01, 22:41
      Idz się dotlenić.
      • Gość: adamo Re: CZY NALEŻY BIĆ ŻONY (w granicach rozsądku)? IP: *.dipool.highway.telekom.at 17.08.01, 22:45
        jezeli dotlenienie nie przyniesie spodziewanych
        efektow to : WEZ KIJ I SIE PO GLOWIE BIJ.
    • Gość: Leah Re: CZY NALEŻY BIĆ ŻONY (w granicach rozsądku)? IP: *.kozienice.sdi.tpnet.pl 17.08.01, 22:44
      Słusznie i logicznie. Tylko jakiś wirus pozamieniał w Twoim poście słowa "mąż"
      i "żona".
    • Gość: Susan Re: CZY NALEŻY BIĆ ŻONY (w granicach rozsądku)? IP: 10.134.10.* / *.rzeczpospolita.pl 17.08.01, 22:49
      Żałosne. Nawet jeżeli to żart lub prowokacja. Jak
      radzili znakomici poprzednicy sam się uderz a najlepiej
      stuknij w łepetynę...
      • Gość: Anna Re: CZY NALEŻY BIĆ ŻONY (w granicach rozsądku)? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.08.01, 23:00
        W którym szpitalu psychiatrycznym pacjenci mają dostęp do internetu?
        • ssaczek Re: CZY NALEŻY BIĆ ŻONY (w granicach rozsądku)? 17.08.01, 23:19
          Czy wiesz co to znaczy "Strzel sobie baranka".
        • Gość: req Re: CZY NALEŻY BIĆ ŻONY (w granicach rozsądku)? IP: *.telia.com 18.08.01, 17:24
          Gość portalu: Anna napisał(a):

          > W którym szpitalu psychiatrycznym pacjenci mają dostęp do internetu?
          sadzac po ip''ie tej zablakanej owieczki to chyba w krosnie maja takie luksusowe
          warunki :=) a ludzie mowia ze ta reforma zdrowia jest taka zla...
          moze i tak jest bo najwidoczniej zabraklo dla naszego kochanego edzia alias
          romana (biedaczysko cierpi chyba na schizofrenie) takiego ladnego bialego
          kubraczka (niektorzy nazywaja toto kaftanik) no i dorwal sie taki do komputera i
          wstukuje swoje zlote mysli :))
          pozdr
    • Gość: max Re: CZY NALEŻY BIĆ ŻONY (w granicach rozsądku)? IP: 195.116.85.* 17.08.01, 23:29
      czesc, edek!
      czym bijesz zone?
    • Gość: EF Re: CZY NALEŻY BIĆ ŻONY (w granicach rozsądku)? IP: *.fnet.pl 17.08.01, 23:38
      Może wyjaśnij kiedy żona zasługuje na karę cielesną,a kiedy na upomnienie.Czy
      stanie w kącie,klęczenie na grochu też zalicza sie do Twojego repertuaru kar.
      Co ukarana musi zrobić,żeby pzreprosić męża.A czy zona też,może bić mężą,jeżeli
      rodzice nie mieli czasu go wychować?Czy to jest tylko jednostronne karanie?
      Czy film "Poskromienie złośnicy" oglądasz częściej niż 5 razy w tygodniu?Może
      idź do dobrego psychoterapeuty.Pzdr
    • Gość: Msych Re: CZY NALEŻY BIĆ ŻONY (w granicach rozsądku)? IP: 192.168.5.* / *.uznam.net.pl 17.08.01, 23:41
      Bicie reka nie jest jednak chyba najlepszym srodkiem. Poniewaz kara pochodzi
      wlasnie z bezposredniego kontaktu fizycznego. Dobre dzialanie wychowawcze ma
      pas badz kabel. A to wszystko przez zbyt liberalne wychowanie dziewczat,
      niestety funkcje wychowawcza w dzisiejszych czasach musza przejac mezowie.
      • Gość: bess Re: CZY NALEŻY BIĆ ŻONY (w granicach rozsądku)? IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 17.08.01, 23:47
        Moim zdaniem Edwardowi wystarczyło,że ktoś zainteresował się tym co
        napisał.Niech się facet cieszy,że ludzie mu odpisali.Edwardzie możesz na nas
        liczyć!Podziel się z nami swoim bólem:)))
        • Gość: Paweł Re: CZY NALEŻY BIĆ ŻONY (w granicach rozsądku)? IP: *.starnet.pl 17.08.01, 23:56
          Żony należy bić,
    • Gość: crimen Re: CZY NALEŻY BIĆ ŻONY (w granicach rozsądku)? IP: 10.1.2.* / *.dnet.pl 17.08.01, 23:55
      Lubię bić, ale facetów.Nigdy nie uderzyłem kobiety.A ty uderzyłeś kiedyś faceta?
      Czytałem Machiawellego i naprawdę nie wiem w którym miejscu zaleca on bicie
      kobiet.Wróg jest zawsze męszczyzną.
      • ssaczek Re: CZY NALEŻY BIĆ ŻONY (w granicach rozsądku)? 18.08.01, 00:00
        Nie będę schodził tak nisko aby dyskutować na ten temat.
        • Gość: Janek Re: CZY NALEŻY BIĆ ŻONY (w granicach rozsądku)? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 18.08.01, 00:16
          Edward, Paweł zatrzymaliście się w rozwoju nawet o tym nie wiedząc. Nawet
          szkoda mi rzucać epitetów w waszą stronę. Macie tak niski pułap intelektualny,
          że podobnie jak Ssaczek uważam, że nie warto z Wami dyskutować.
          Pozdrowienia

          P.S. Ssaczek, witaj kolego.
          • ssaczek Re: Witam Panie Janeczku!!!! 18.08.01, 00:21
      • Gość: Paweł Re: CZY NALEŻY BIĆ ŻONY (w granicach rozsądku)? IP: *.starnet.pl 18.08.01, 00:01
        no i do k.... nedzy ta niesprawiedliwosc mnie boli, coz to za rownouprawnienie
        jesli kobiet nie wolno bic ????????
    • Gość: job Re: CZY NALEŻY BIĆ ŻONY (w granicach rozsądku)? IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 18.08.01, 00:23
      Genijalne!! Przekonał mnie facet!
      • Gość: adamo Re: CZY NALEŻY BIĆ ŻONY - Do job IP: *.dipool.highway.telekom.at 18.08.01, 00:37
        Gość portalu: job napisał(a):

        > Genijalne!! Przekonał mnie facet!

        Tobie tez cos poradze w ramach terapi ( za darmo ):
        1. stan twarza do sciany w okleglosci 30 cm
        2. oprzyj sie rekami o sciane,rozstaw nogi
        3. a teraz zdecydowane ruchy glowa w kierunku sciany
        tak jakbys sie komus klanial-wykonaj minimum 5 razy
        4. CWICZ

        Jezeli nie pomoze POWTORZ


        Ps.
        W przypadku beznadziejnym zalecam Pogotowie
        4.
        • ssaczek Re: CZY NALEŻY BIĆ ŻONY - Do job 18.08.01, 00:40
          I to jest właśnie "Baranek"
          • Gość: adamo Re: CZY NALEŻY BIĆ ŻONY - Do job IP: *.dipool.highway.telekom.at 18.08.01, 00:52
            ssaczek napisał(a):

            > I to jest właśnie "Baranek"

            Nie wiedzialem ,ze to sie tak nazywa.
            prdr.
            • ssaczek Re: CZY NALEŻY BIĆ ŻONY - Do job 18.08.01, 00:54
              To gwara MON.
              Pozdr.
              • Gość: M Re: CZY NALEŻY BIĆ ŻONY - Do job IP: *.osi.gda.pl 18.08.01, 13:04
                Baranek to genialny pomysł. A swoją drogą czy należy bić żony? Nie wiem, ale
                mój mąż spróbował ... złamałam mu szczęke w dwóch miejscach. I wiecie co?
                Problem się rozwiązał sam, bo już nie jestem jego żoną. Pozdrawiam wszystkich
                tych, którzy myślą, że kobieta boi się oddać. M
                • Gość: Veni_VV Re: CZY NALEŻY BIĆ ŻONY - Do job IP: 212.160.232.* 23.08.01, 09:57
                  :))
                  potraktowałaś go młotkiem?
                  • Gość: M Re: CZY NALEŻY BIĆ ŻONY - Do job IP: *.osi.gda.pl 26.08.01, 15:25
                    Veni. Bój się Boga dziecko! Jaki młotek. Pociągnęłam my lewego sierpowego, bo
                    spodziewał się tego samego, ale z prawej strony ;) Pozdrawiam ciepło M.
    • Gość: Chamisko Re: CZY NALEŻY BIĆ ŻONY (w granicach rozsądku)? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 18.08.01, 01:20
      Ależ to drażliwy temat! Wysyłasz Pan z letka przetworzone cytaty wybrane z paru
      sztuk nowożytnej literatury i taka wrzawa. A jakie to ciekawe zadanie
      wynalezienie, skąd poszczególne zdania wziąłeś. Przekopuję te moje parę książek
      i wielu słusznych uwag nie mogę zidentyfikować. Ale może to z powodu mojego
      nieobycia.
      Ale one się boją. Mimo, że wymyśliły w ciągu wielu lat od wygłoszenia tych
      mądrości, że karcenie żony jest karalne i dowodzi tylko bezsilności męża.
      Może by tak?
      • Gość: XYZ Re: CZY NALEŻY BIĆ ŻONY (w granicach rozsądku)? IP: *.enter.net 18.08.01, 05:47
        Jezeli autor mial na mysli wiecej jak jedna to dlaczego nie Porzadek w stadzie
        musi byc.Wiadomo iz powyzej jednej sztuki moze sobie pozwolic jegomosc o
        odmiennych nieco niz Polacy pogladach na swiat.Niech panienki szukajace raju
        wiedza o hobby ich przyszlych a my i tak nic nie zmienimy.Turek Arab i inni
        bija swoje zonki zachowujac porzadek tego swiata czym starsza wiecej na
        garb,Niech sie leja po co ich uswiadamiac.Niebawem bedziemy jedynym narodem
        SZARMANCKICH MENOW I tak trzymac to forum jest tego przykladem o wysokiej
        kulturze plci meskiej/w stosunku do damskiej/ Pozdrawiam XYZ
    • Gość: Roman MOIM ADWERSARZOM - ODPOWIEDŹ AUTORA IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 18.08.01, 16:54
      Ze smutkiem muszę zauważyć, że moi adwersarze, nie tylko nie zrozumieli tego,
      co napisałem , ale zdają się w ogóle nie pojmować istoty małżeństwa. Widzą je
      oni na sposób romantyczny, podczas gdy w realnym świecie każda para ściera się
      z życiem i musi być jak oddział wojska gotowy do waliki z przeciwnościami losu,
      a każdy oddział potrzebuje wodza i dyscypliny (o zasadzie wodzostwa i wpływie
      dyscypliny na skuteczność działania poczytać można w książce Adolfa Hitlera
      pt: "Moja walka"). Opatrzność wyznaczyła mężowi rolę głowy rodziny i przyjąć on
      ją musi ze wszystkimi konsekwencjami. Zapewne wymierzanie kar jest dla wielu
      mężów czymś przykrym, ale po pierwsze - obowiązek to nie przyjemność, a po
      drugie - potrzeba karania znika, gdy żona przyjmie zasady męża za własne. Żona
      bowiem, początkowo przymuszana, z czasem sama zaczyna znajdować przyjemność w
      jasnych regułach i wypełnianiu obowiązków. Poczucie obowiązku można zresztą
      wzmacniać u żony nie tylko poprzez kary, ale też np podsuwając jej odpowiednie
      lektury - np pisma stoików ( nie należy z tym przesadzać, by nie popadła w
      apatię). Tak prowadzone małżeństwo zaczyna w końcu działać jak maszyna złożona
      z 2 dopasowanych elementów. Wola żony zlewa się z wolą męża tak ściśle, że
      zatraca się w niej zupełnie, a skoro stanowią jedność, niemożliwe jest by żona
      sprzeciwiła się mężowi - brak jest więc możliwości winy, a więc nie ma też
      konieczności kary. Nim to nastąpi - kara jest niezbędna i trudno udowodnić coś
      przeciwnego. Pozdrawiam wszystkich, których przekonałem i tych którzy nadal
      błądzą!
      • Gość: Jjj Re: MOIM ADWERSARZOM - ODPOWIEDŹ AUTORA IP: *.sk.kollegie6400.dk 18.08.01, 17:27
        Dochodzę do wniosku, że to żona ciebie bije i dlatego jesteś taki zacięty.
      • Gość: adamo Re: MOIM ADWERSARZOM - ODPOWIEDŹ AUTORA IP: *.dipool.highway.telekom.at 18.08.01, 18:04

        Roman,Edward, jezeli nie jest prawda co napisal(la) Jjj,lub
        robisz sobie zarty aby zaistniec na forum ,to udaj sie
        do psychologa.I to bylo na powaznie.
        • Gość: bess Re: MOIM ADWERSARZOM - ODPOWIEDŹ AUTORA IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 18.08.01, 19:17
          Adamo masz rację.Zwróć uwagę jak on bardzo się stara uwiarygodnić swoje
          pseudointelektualne wywody powołując się na różne zródła. My odpisując mu
          sprawiamy,że może chwilę poczuć się ważny.Może być też inne wytłumaczenie.
          Mieszkam w tym samym regionie co nasz autor i od kilku dni upały są nie do
          zniesienia. Facet jest niedotleniony lub dostał udaru i bredzi.
          • Gość: Arek Re: MOIM ADWERSARZOM - ODPOWIEDŹ AUTORA IP: *.starnet.pl 18.08.01, 19:53
            och Adamo i inni mezczyzni piszacy ze Edward,Roman to glupki,zachowujecie sie
            jak zniewiesciale rycerzyki po co w ogole sie wtracacie?niech kobiety sobie z
            nim prowadza polemike
    • Gość: Men Re: CZY NALEŻY BIĆ ŻONY (w granicach rozsądku)? IP: *.tnt7.chi1.da.uu.net 18.08.01, 21:02
      Jantek wraca do domu po ciezkiej pracy w polu,wchodzi do chalpy i lup Maryske w
      morde;
      Maryska;za co mnie bijesz?
      Jantek;jakbym wiedzial to bym cie zabil.

      Oczywiscie to jest kawal ktory moze byc smieszny dla niektorych nie.Ja sie nie
      zgadzam z zadna filizofia przemocy fizycznej zwlaszcza na kobietach.Jest o
      wiele skuteczniejsz sposob dominacji(w pozytywnym znaczeniu)poprzez czulosc i
      madrosc.To tyle ;Men
    • Gość: Ira A co to znaczy? IP: *.zgora.dialog.net.pl 18.08.01, 23:40
      Ja chyba jestem z tych, co należy bić w granicach rozsądku, żeby zrozumiały, co
      to znaczy bić w granicach rozsądku. Taki tylko wyciągnęłam z tego wniosek. Bo,
      balibóg, nic a nic z tego nie dociera do mnie. Tym bardziej, że takie
      autorytety w tej kwestii, jak np. Św. Ignacy Loyola, pomagają mi zrozumieć np.
      historię reformacji i kontrreformacji, a tym samym ikonologię i ikonografię
      zabytków sakralnych, ale nie istotę mojego związku z facetem, z którym codzień
      rozmawiam jako przyjacielem nie dlatego, że mnie "przekonał" do swoich
      poglądów, tylko dlatego, że nasza przyjażń wynika z porozumienia w tej
      dziedzinie. A nawet gorzej, sypiamy ze sobą nie po to, żeby przysporzyć nowych
      istnień "Ad maiorem Dei gloriam", ale dlatego, że łączy nas wszeteczne
      zamiłowanie do szatańskich praktyk cielesnych mających na celu wyłącznie
      obopólną przyjemność na obszarach graniczących z wynaturzoną duchowością, która
      chce mieć coś wspólnego z naszą cielesnością. A widząc w tym, za podszeptem
      szatana przychodzącego pod postacią księcia jasności, samo dobro i dla nas, i
      dla naszej pracy śród społeczności, tym chętniej owym niegodnym praktykom się
      oddajemy i z tym większą radością na spotkanie po znojnym dniu czekamy. A noc
      jest nasza, jak przystało aniołom upadłym, z lubością nurzającym się w słodkiej
      grzechu otchłani. Amen!
      • Gość: Janek Do Romana i mu podobnych IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 19.08.01, 00:23
        Kiedy słucham Twoich pseudofilozoficznych i pseudointelektualnych wypocin z
        bezdroży nauki to mi się słabo robi.
        W czasach Stevensona całe chmary "uczonych mężów" próbowały udowadniać, że
        podróż koleją prowadzi do uduszenia. Tak samo Ty skupiasz się na tych
        obszarach, które już dawno uznano za błędne. Dzieje nauki są pełne błędnych
        teorii, o których już dawno zapomniano, mimo, że były wygłaszane przez
        światłych ludzi.
        Skoro tak chętnie czytasz "Mein Kampf" to sięgnij do Rosenberga i jego dzieł o
        czystości rasy aryjskiej. Taki sam pseudonaukowy bełkot.
        Jeśli wierzysz w to co mówisz to współczuję Twojej kobiecie. Twoje poglądy są
        prymitywne. Najgorsze jest to, że nie zrozumiesz, że możesz być groźny dla
        otoczenia (zwłaszcza najbliższego).
        Ale osobom, które są w jakikolwiek sposób chore należy współczuć. Ja to
        odczuwam wobec Ciebie

        Pozdrowienia
        P.S. Ssaczek, proszę, nie mów mi "pan" - jestem całkiem młody.
        • Gość: ****** ******** IP: 63.83.145.* 19.08.01, 00:40
          Zaczynam rozumiec Wasze Zony po stosunku/zawsze po prowadze dialog/Jestescie za
          bardzo skadensowani w sobie!!!
          • Gość: x Re: IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 19.08.01, 14:23
            jest nawet takie przysłowie - dywan i żonę trzeba czasami przetrzepać!
          • Gość: Ped Re:Czy nalezy bic zony IP: 212.191.70.* 19.08.01, 14:52
            Temat jest doprawdy intrygujacy i nie nalezy pozbywac
            go ani kpina ani swietym oburzeniem. Mam watpliwa
            przyjemnosc zamieszkiwania w starej kamienicy tzw.
            slumsie i obserwowania zachowania sie mlodych ludzi z
            grupy wyksztalcenia nie przekraczajacego szkoly
            zawodowej, czyli takich , ktorzy w PRL-u okreslani byli
            jako "zdrowy trzon klasy robotniczej " , w
            przeciwienstwie do tak tzw. "zgnilej inteligencji " .
            Juz nieraz mialem okazje obserwowac zachowania tych
            ludzi w relacjach mesko- damskich jako nacechowane
            pewna brutalnoscia . Mezczyzna ciagnie dziewczyne po
            klatce schodowej i korytarzu , ona mu sie wyrywa
            ,probuje uciekac , on ja goni , rzuca o sciane , bije
            po calym ciele . Ona niby to sie broni ale tak malo
            przekonujaco i nie wola o pomoc . Potem przez
            sciane slysze znow odglosy uderzen , jakichs szamotan
            , trzeszczenia lozka przy kopulacji i tym podobne
            halasy . I takie sceny powtarzaja sie z roznych
            zestawach mesko -damskich . A sa to wszystko ludzie
            mlodzi , ladnie ubrane dziewczyny i mlodzi mezczyzni
            jezdzacy samochodanmi a nie zniszczone wodka i rozpusta
            prostytutki ani jacys pijacy z marginesu spolecznego .
            Wyglada na to ze czesc naszego spoleczenstwa wrecz nie
            wyobraza sobie seksu bez pewnej dozy brutalnosci i
            chamstwa . Ja nazywam takich ludzi dosc przekornie jako
            "wysoko wartosciowych biologicznie ". Najwyrazniej
            czesc kobiet lubi takie zachowania mezczyzn dajace im
            poczucie przewagi meskiej strony , i przejawia
            podswiadoma chec poddawania sie meskiej dominacji
            wiazac ja z poczuciem bezpieczenstwa jakie moze taki
            mezczyzna dac w sytuacji zagrozenia . Moze i stad
            bierze sie czasem niezadowolenie kobiet w mazenstwach
            gdzie maz jest zbyt ukladnym , nudnym pantoflarzem ,
            podczas gdy ona chcialaby doznawac silnych emocji
            bohaterki z filmowego ekranu gwalconej przez Tatarow i
            ciagnietej za koniem za wlosy w plomieniach palacj sie
            wioski . Sam znam przyklady z najblizszego otoczenia
            znajomych , w ktorych kobieta lub dziewczyna odeszla
            od przyzwoitego i wzorowego meza lub porzucila oddanego
            i tkliwego narzeczonego dla jakiegos prymitywnego
            brutala i alkoholika i byla z nim szczesliwa . Bo jak
            inaczej mozna wytlumaczyc takie zjawiska wcale nie az
            tak bardzo rzadkie w naszej rzeczywistosci ?
            • Gość: Janek Re:Czy nalezy bic zony IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 19.08.01, 15:35
              Wiesz Ped masz dużo racji. Niektóre kobiety lubią, kiedy się ich nie szanuje,
              wtedy bardziej kochają. Pociąga je chamstwo i brutalność. Nazywa się to ogónie
              namiętnością. Przepraszam za ten sarkazm.
              Rzecz jasna nie dotyczy to wszystkich kobiet. Na szczęście.

              Z tą nadzieją kończę.
              Pozdrowienia
              • Gość: req Re:Czy nalezy bic zony IP: *.telia.com 19.08.01, 17:02
                mi sie wydaje ze taka sytucja jest spowodowana tym ze te kobiety sa do tego
                przyzwyczajone, dla nich wlasnie to jest normalnosc i po prostu nigdy niczego
                innego nie zaznaly. takie kobietyprawdopodobnie uwazaja ze facet ktory nie
                przeklina i nie jest "zdecydowany" (czyt. damski bokser) to nie facet tylko
                jakas baba. to jest moja opinia, co prawda nie spotkalem sie jeszcze z taka
                kobieta ale takie mam wrazenie
                pozdr
                • Gość: lik Re:Czy nalezy bic zony IP: *.dipool.highway.telekom.at 19.08.01, 19:36
                  Gość portalu: req napisał(a):

                  > mi sie wydaje ze taka sytucja jest spowodowana tym ze te kobiety sa do tego
                  > przyzwyczajone, dla nich wlasnie to jest normalnosc i po prostu nigdy niczego
                  > innego nie zaznaly. takie kobietyprawdopodobnie uwazaja ze facet ktory nie
                  > przeklina i nie jest "zdecydowany" (czyt. damski bokser) to nie facet tylko
                  > jakas baba. to jest moja opinia, co prawda nie spotkalem sie jeszcze z taka
                  > kobieta ale takie mam wrazenie
                  > pozdr

                  misie sa w lesie
    • Gość: Edward O PSEUDONAUKOWOŚCI UWAG KILKA - AUTOR IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 19.08.01, 21:22
      Wielu czytelników zarzuca mi pseudonaukowość i nienormalność, Zwracam uwagę, że
      naukowe znaczy tyle co zweryfikowane przez doświadczenie, a normalne jest to co
      powszechne. Otóż, jeśli przyjrzeć się historii ludzkośći, można zauważyć, że
      regułą jest podporządkowanie żony mężowi - z możliwością wymierzania przez
      niego kar cielesnych włącznie. " Żony bądźcie poddane mężom jak przystało w
      Panu" - pisał ś Paweł w liście do Kolosan i była to (jest)zasada powszechna. W
      starożytnm Rzymie głowa rodziny - czyli mąż - mógł wręcz rozporządzać życiem
      pozostałych domowników, w Anglii zaś do niedawna prawo zezwalało mężom bić żony
      regulując jedynie kwestię długości kija, których używali w tym celu. Oparte na
      takich zasadachn rodziny tworzyły społeczeństwa, których z kolei dziełem były
      naqjdoskonalsze kultury w historii ludzkości. Zasady te nie wynikają z takiej
      czy innej ideologii, ale są odbiciem naszego dziedzictwa biologicznego.
      Ustalenia etologów, socjobiologów i psychologów ewolucyjnych wskazują bowiem,
      że model rodziny ludzkiej odpowiada modelowi rozpowszechnionemu wśród
      większości saków, a więc modelowi gdzie dominują samce. Przystępnie opisał to
      znany etolog, jeden z twórców socjobiologii Edward Willson w książeczce ; "O
      naturze ludzkiej" To "równouprawnienie" jest ewenementem, wyjątkiem od reguły,
      by nie powiedzieć - patologią, do tego nową i rozpowszechnioną (głównie zresztą
      w mediach, a nie w praktyce) na niewielkim obszarze globu. Łatwo zauwarzyć, że
      wraz z rozpowszechnieniem się pseudoideologii partnerstwa rozpoczał się na
      Zachodzie upadek zycia rodzinnego, który bez wątpienia doprowadzi do rozkładu
      społeczeństwa i kryzysu naszej cywilizacji, jeśli nie nastąpi renesans
      normalności.
      • Gość: Ira Re: O PSEUDONAUKOWOŚCI UWAG KILKA - AUTOR IP: *.zgora.dialog.net.pl 20.08.01, 01:14
        Gość portalu: Edward napisał(a):

        Otóż, jeśli przyjrzeć się historii ludzkośći, można zauważyć, że
        > regułą jest podporządkowanie żony mężowi - z możliwością wymierzania przez
        > niego kar cielesnych włącznie. " Żony bądźcie poddane mężom jak przystało w
        > Panu" - pisał ś Paweł w liście do Kolosan i była to (jest)zasada powszechna. W
        > starożytnm Rzymie głowa rodziny - czyli mąż - mógł wręcz rozporządzać życiem
        > pozostałych domowników, w Anglii zaś do niedawna prawo zezwalało mężom bić żony
        >
        > regulując jedynie kwestię długości kija, których używali w tym celu. Oparte na
        > takich zasadachn rodziny tworzyły społeczeństwa, których z kolei dziełem były
        > naqjdoskonalsze kultury w historii ludzkości. Zasady te nie wynikają z takiej
        > czy innej ideologii, ale są odbiciem naszego dziedzictwa biologicznego.
        > Ustalenia etologów, socjobiologów i psychologów ewolucyjnych wskazują bowiem,
        > że model rodziny ludzkiej odpowiada modelowi rozpowszechnionemu wśród
        > większości saków, a więc modelowi gdzie dominują samce. Przystępnie opisał to
        > znany etolog, jeden z twórców socjobiologii Edward Willson w książeczce ; "O
        > naturze ludzkiej" To "równouprawnienie" jest ewenementem, wyjątkiem od reguły,
        > by nie powiedzieć - patologią, do tego nową i rozpowszechnioną (głównie zresztą
        >
        > w mediach, a nie w praktyce) na niewielkim obszarze globu. Łatwo zauwarzyć, że
        > wraz z rozpowszechnieniem się pseudoideologii partnerstwa rozpoczał się na
        > Zachodzie upadek zycia rodzinnego, który bez wątpienia doprowadzi do rozkładu
        > społeczeństwa i kryzysu naszej cywilizacji, jeśli nie nastąpi renesans
        > normalności.

        Skoro się na naukę powołujesz, powinieneś pamiętać, że czasy, w których ludzkość
        wykroczyła nad poziom zwierzęcości, to czasy matriarchatu. Który trwał dłużej,
        niż patriarchat. Poza tym, nie można historii ludzkości sprowadzać do
        konsewkwencji dominacji którejś z płci, bo znaczące były różne czynniki
        (chociażby zmiany klimatyczne, a co za tym idzie, warunki bytowania) i w
        ostatecznym rozrachunku nie można powiedzieć, co było ważniejsze. Z kolei
        powoływanie się na obyczaje większości ssaków trąci myszką. Nowsze ustalenia są
        zgoła inne od dawnych - i Twoich - rewewlacji. W ogóle w swojej "naukowości"
        notorycznie powołujesz się na lektury o charakterze historycznym, za to o
        watpliwej wartości naukowej, tudzież na autorów, którzy są ignorowani przez
        autorytety z powodu kuriozalnej logiki.I chyba na koniec wyjawiasz szczerze powód
        swojej frustracji. "Rozkład społeczeństwa, kryzys cywilizacji, powrót do
        normalności" i w tym wszystkim "słuszne" bicie żony, progenitury pewnie też,
        powoływanie się na Listy Apostolskie w kwestiach, w których nawet Kościół zmienił
        zdanie, bo myśl społeczna Kościoła ewoluuje (w przeciwnym razie Jan XXIII nie
        byłby kandydatem na ołtarz, ale na stos). A Św Paweł, którego listy wprawdzie
        należą do kanonu, jest jednak postacią kontrowersyjną (jeśli coś Ci o tym
        wiadomo, a wydaje mi się, że powinno być) i tylko z woli Kościoła traktowane są
        jego jako Słowo Boże - z racji szczególnych wartości, które uznał Kościół dawno
        temu. To może w imię tych wartości powiedz, jakie są prawdziwe pobudki, dla
        których na tym forum chcesz kijem zawracać rzekę historii! Szczęść Boże!






        • Gość: Edward Re: O PSEUDONAUKOWOŚCI UWAG KILKA - AUTOR IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 20.08.01, 21:30
          Gość portalu: Ira napisał(a):

          > > normalności.
          >
          > Skoro się na naukę powołujesz, powinieneś pamiętać, że czasy, w których ludzkoś
          > ć
          > wykroczyła nad poziom zwierzęcości, to czasy matriarchatu. Który trwał dłużej,
          > niż patriarchat. Poza tym, nie można historii ludzkości sprowadzać do
          > konsewkwencji dominacji którejś z płci, bo znaczące były różne czynniki
          > (chociażby zmiany klimatyczne, a co za tym idzie, warunki bytowania) i w
          > ostatecznym rozrachunku nie można powiedzieć, co było ważniejsze. Z kolei
          > powoływanie się na obyczaje większości ssaków trąci myszką. Nowsze ustalenia są
          >
          > zgoła inne od dawnych - i Twoich - rewewlacji. W ogóle w swojej "naukowości"
          > notorycznie powołujesz się na lektury o charakterze historycznym, za to o
          > watpliwej wartości naukowej, tudzież na autorów, którzy są ignorowani przez
          > autorytety z powodu kuriozalnej logiki.I chyba na koniec wyjawiasz szczerze pow
          > ód
          > swojej frustracji. "Rozkład społeczeństwa, kryzys cywilizacji, powrót do
          > normalności" i w tym wszystkim "słuszne" bicie żony, progenitury pewnie też,
          > powoływanie się na Listy Apostolskie w kwestiach, w których nawet Kościół zmien
          > ił
          > zdanie, bo myśl społeczna Kościoła ewoluuje (w przeciwnym razie Jan XXIII nie
          > byłby kandydatem na ołtarz, ale na stos). A Św Paweł, którego listy wprawdzie
          > należą do kanonu, jest jednak postacią kontrowersyjną (jeśli coś Ci o tym
          > wiadomo, a wydaje mi się, że powinno być) i tylko z woli Kościoła traktowane są
          >
          > jego jako Słowo Boże - z racji szczególnych wartości, które uznał Kościół dawno
          >
          > temu. To może w imię tych wartości powiedz, jakie są prawdziwe pobudki, dla
          > których na tym forum chcesz kijem zawracać rzekę historii! Szczęść Boże!
          >
          >
          >
          >
          >
          >
          Przykro mi ale teoria o matriarchacie jest nieprawdziwa. Matriarchat nigdy nie
          istniał - jeśli masz jakieś dowody - podaj je. Z czaów w jakich rzekomo istniał
          matriarchat brak jest z przyczyn oczywistych przekazów pisemnych, można więc coś
          o nich powiedzieć na podstawie:
          1. znalezisk archeologicznych - a te sugerują co najwyżej istnienie kultów
          płodnści, co nie oznacza dominacji kobiet w tamtych społecznościach
          2. na podstawie analogii do dziś jeszcze występujących społeczności żyjących w
          warunkach tzw wspólnoty plemiennej - otóż w zdecydowanej większości z nich
          dominują mężczyźni, jedyne znane i rzadkie wyjątki, to społeczności egzystujące
          w skrajnych i wyjątkowych warunkach - a więc niereprezentatywne dla całości obrazu
          3. na podstawie porównań z blisko spokrewnionymi genetycznie z ludźmi małpami
          człekokształtnymi - przede wszystkim z szympansem, z którym dzielimy ponad 98%
          genów - i tu dominują samce.(i proszę nie powoływać się na przykład szympansów
          bonobo, ponieważ jest on nieadekwatny. Chodzi o stosunek wielkości jąder do
          wielkości ciała - u bonobo jest on zupełnie różny niż u człowieka i szympansów,
          stąd inna hierarchia stada im zwyczaje seksualne.
          O ile mi wiadomo teoria matriarchatu rozpowszechniła się w następujący sposób:
          w poł 19 wieku jakiś niemiecki student napisał broszurę na ten temat, broszura ta
          wpadła w ręce Fryderyka Engelsa, który wprowadził zawarte w niej tezy do swojej
          książki o pochodzeniu rodziny, a ponieważ później marksizm rozpowszechnił się
          wśród części elit intelektualnych - rozpowszechniła się też sama teoria.
          Jeszcze raz proszę - podaj źródła skąd wzięłaś informacje o tym, że matriarchat
          był dominującym modelem społeczności ludzkich?
      • Gość: Aguś Cytatu ciąg dalszy IP: *.*.*.* 20.08.01, 10:11
        "Mężowie, kochajcie swoje żony i nie bądźcie im przykrymi"

        A w ogóle, to który to rok mamy dzisiaj? Bo chyba nie żyjesz w mojej strefie
        czasowej.
    • Gość: Piotras Re: CZY NALEŻY BIĆ ŻONY (w granicach rozsądku)? IP: *.legnica.dialog.net.pl 20.08.01, 05:46
      Popieram!
      "Jak się baby nie bije,to w niej wątroba gnije."
      "Bije-znaczy kocha."
      Przysłowia są mądrością narodu!

      • Gość: aria Re: CZY NALEŻY BIĆ ŻONY (w granicach rozsądku)? IP: *.pp.com.pl 21.08.01, 11:57
        Gość portalu: Piotras napisał(a):

        > Popieram!
        > "Jak się baby nie bije,to w niej wątroba gnije."
        > "Bije-znaczy kocha."
        > Przysłowia są mądrością narodu!
        >
        Jaki naród - takie mądrości!

        • Gość: Piotraso Re: CZY NALEŻY BIĆ ŻONY (w granicach rozsądku)? IP: *.legnica.dialog.net.pl 22.08.01, 20:30
          ...wa,powinno byc,ale sie nie zmiescilo.
          On już tak nie mysli >:[
    • Gość: suzume Re: CZY NALEŻY BIĆ ŻONY (w granicach rozsądku)? IP: *.man.polbox.pl 21.08.01, 12:41
      Sama się sobie dziwię, że chce mi się na takie bzdety odpowiadać. Ale trudno,
      mnie nikt uporczywym biciem nie wytlumaczył, że idiotów należy ignorować. Aby
      lepiej zrozumieć zbyt dla mojego kobiecego mózgu skomplikowane wywody pozwolę
      sobie zadać kilka pytań. odpowiedź na nie byłaby mile widziana...

      Na czym polega właściwa hierarchia? Na, jak to był łaskaw ująć
      Edward, "przewodniej roli męża w stadle"?
      Kto decyduje o granicach rozsądku w stosowaniu siły (o ile o czymś takim można
      wogóle mówić)? Mąż?
      Co to znaczy kara sprawiedliwa i proporcjonalna? Kto określa kryteria (sam mąż
      czy oboje małżonkowie), gdzie znajduje się wzorzec i jak taki "cennik" powinien
      być zredagowany?
      I co zrobić, jeśli mąż okaże się osiłkowatym kretynem? Czy można się zbuntować?

      > żona sama powinna uznać celowość kary i zgodzić się na
      > nią dobrowolnie).

      To znaczy co? przynieść pas albo namawiać męża (może nawet błagać), żeby ją
      stłukł, bo sobie zasłużyła?

      Czy harmonia wymuszona biciem nie nazywa się aby "tresura"?

      > Tym większy będzie szacunek żony do współmałżonka, kiedy
      > zobaczy, że dla dobra ich związku jest on gotowy nawet zadać ból ukochanej
      > istocie.

      Taaaaak, a jego to boli bardziej niż ją...

      Po lekturze tytułowych wypocin pozostaje mi tylko życzyć Edwardowi dużo zdrowia
      (bo na rozum już za późno) i dużej silnej żony, żeby na własnej pupie mógł odczuć
      zbawienne skutki szlifowania diamentów (oczywiście gołą ręką...).
      Co do zalecanych lektur, to "Młot na czarownice" zaleca wiele narzędzi kar, co
      owe kary "dehumanizuje". Ergo, lektura jest nieprzydatna.

      pzdr
      suzume

      PS: co na Edwarda doktor wasia?
      • Gość: MUNIEK Re: CZY NALEŻY BIĆ ŻONY W GRANICACH ROZSĄDKU? IP: *.*.*.* 21.08.01, 13:04
        GRATULACJE DLA POMYSŁODAWCY!!!
      • Gość: Edward odpowiedź dla czytelniczki IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 21.08.01, 22:12
        Gość portalu: suzume napisał(a):

        > Sama się sobie dziwię, że chce mi się na takie bzdety odpowiadać. Ale trudno,
        > mnie nikt uporczywym biciem nie wytlumaczył, że idiotów należy ignorować. Aby
        > lepiej zrozumieć zbyt dla mojego kobiecego mózgu skomplikowane wywody pozwolę
        > sobie zadać kilka pytań. odpowiedź na nie byłaby mile widziana...
        >
        > Na czym polega właściwa hierarchia? Na, jak to był łaskaw ująć
        > Edward, "przewodniej roli męża w stadle"?
        > Kto decyduje o granicach rozsądku w stosowaniu siły (o ile o czymś takim można
        > wogóle mówić)? Mąż?
        > Co to znaczy kara sprawiedliwa i proporcjonalna? Kto określa kryteria (sam mąż
        > czy oboje małżonkowie), gdzie znajduje się wzorzec i jak taki "cennik" powinien
        >
        > być zredagowany?
        > I co zrobić, jeśli mąż okaże się osiłkowatym kretynem? Czy można się zbuntować?
        >
        > > żona sama powinna uznać celowość kary i zgodzić się na
        > > nią dobrowolnie).
        >
        > To znaczy co? przynieść pas albo namawiać męża (może nawet błagać), żeby ją
        > stłukł, bo sobie zasłużyła?
        >
        > Czy harmonia wymuszona biciem nie nazywa się aby "tresura"?
        >
        > > Tym większy będzie szacunek żony do współmałżonka, kiedy
        > > zobaczy, że dla dobra ich związku jest on gotowy nawet zadać ból ukochanej
        >
        > > istocie.
        >
        > Taaaaak, a jego to boli bardziej niż ją...
        >
        > Po lekturze tytułowych wypocin pozostaje mi tylko życzyć Edwardowi dużo zdrowia
        >
        > (bo na rozum już za późno) i dużej silnej żony, żeby na własnej pupie mógł odcz
        > uć
        > zbawienne skutki szlifowania diamentów (oczywiście gołą ręką...).
        > Co do zalecanych lektur, to "Młot na czarownice" zaleca wiele narzędzi kar, co
        > owe kary "dehumanizuje". Ergo, lektura jest nieprzydatna.
        >
        > pzdr
        > suzume
        >
        > PS: co na Edwarda doktor wasia?

        Do kwestii poruszonych w Pani liście odniosę się w terminie późniejszym, gdy
        sklecę odpowiedź.
    • Gość: Edward KILKA SPRAW TECHNICZNYCH - AUTOR IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 21.08.01, 22:10
      Jeden z czytelników zwrócił uwagę, że popełniam błąd polecając w procesie
      kkarania wykorzystywanie jedynie ręki, a rezygnując zupełnie z narzędzi.
      Istotnie, są też zwolennicy narzędzi. Takim był np. zapomniany już dziś
      niesłusznie XVII wieczny znawca kobiet i prawideł małżeńskich pan Paprocki,
      który zalecał, by żonę traktować w następujący sposób:
      Naprzód weźmij surowiec, ów tęgi bykowy
      A obwiąż jej koszulę, czyście koło głowy:
      Smarujże ją po członkach, a polewaj wodą
      Niechajże chodzi kłósem a nie jednochodą
      Podobne metody polecał sam Fryderyk Nietsche napominając:idziesz do niewiast?
      Nie zapomnij bata! Znakomici to doradcy, a i rady skuteczne, ja jedna upieram
      się, że ręka jest lepsza. Wymierzana nią kara ma - według znawców
      psychoanalizy - charakter niejako "ojcowski", przez co wywołuje w mózgu kobiety
      wspomnienia domu rodzinnego, dzięki czemu mąż łatwiej zajmie w jej umyśle
      miejsce rodziciela, a ponadto, bezpośredni kontakt ciał stwarza atmosferę
      bliskości i porozumienia. Jedyny wyjątek, co do stosowania narzędzi czynię w
      przypadku, gdy się jakiemu nieszczęśnikowi trafi żona - feministka. Wtedy
      istotnie narzędzia wydają się niezbędne, bowiem mąż taki nadwerężyłby sobie
      zbytnio rękę nim by ową cholerę ręcznie odpowiednio "uregulował". Można by
      wiele pisać na ten temat, ale ograniczę się tylko do uwagi, że samo wymierzanie
      kary można odpowiednio wzbogacić. Jest to pole popisu dla mężowskiej fantazji.
      Duże wrażenie robi np. odpowiedni podkład muzyczny, chociażby co bardziej
      podniosłe fragmenty oper Ryszarda Wagnera. Tak oprawiony akt wymierzania kary
      zmienia się w rytuał, a wpływ rytuałó na trwałość każdego związku został już
      dawno zauważony i dostrzeżony( opisy ciekawych rytuałów, które przy odrobinie
      dobrej woli przerobić mozna do użytku domowego, znajdzie ciekawy czytelnik w
      książce pióra Antona Szandora La Veya pt: "Biblia Szatana")
      • Gość: Sailor do autora IP: *.swietochlowice.dialup.inetia.pl 21.08.01, 23:40
        Jaja sobie pan robi, prawda ? nabija się pan z tego jak wszyscy się tu pienią
        i wieszają "psy" na nim. Wiem, że mam rację :-))

        pozdro dla wszystkich prześmiewców

        P.S. Najbardziej podobał mi się pomysł z podkładem muzycznym
      • Gość: Chamisko Re: KILKA SPRAW TECHNICZNYCH - AUTOR IP: *.waw.ppp.coolnet.pl 22.08.01, 01:41
        Dzięki za polecenie ciekawej lektury. Pożyczyłem od znajomych R.
        Cialdiniego "Wywieranie wpływu na ludzi" GWP 1998.
        Nie czytało się do tej pory tzw. poradników i innych popularnych wydawnictw o
        psychologii, bo to takie hmm... babskie.
        Ale ten wydaje się użyteczny.
        Zgadzam się z Sailorem, pewnie już się Pan dusisz od śmiechu, czytając teksty
        tego forum.
        Pan wybiera na chybił-trafił parę uwag o wychowaniu kobiety, a odpowiadają w
        sumie miłe dziewczyny, którym trafiłeś w czuły punkt. Bo żyją z panami, którzy,
        co bardziej drastyczne i podpadające pod paragraf uwagi, traktują całkiem na
        serio.
    • Gość: Strzyga Re: CZY NALEŻY BIĆ ŻONY (w granicach rozsądku)? IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 22.08.01, 15:35
      A wiecie co ja myślę.
      Jest taka książka z krągu obowiązkowej lektury świadków Jehowy (tytułu niestety
      nie pamiętam ale dotyczy pożycia rodzinnego). Wspomniana zawiera rozdział o
      wychowywaniu dzieci. Pierwszy poruszony w niej temat to kara, i to od razu
      cielesna. Wypisane są tam teksty prawie toższame z przytaczanymi przez Edwarda.
      Najlepszą metodą wychowawczą w tak miłującej się rodzinie wg
      zaleceń "podręcznika" jest używanie pasa, lub dłoni wobec upartego małego
      przedstawiciela rodzaju ludzkiego.
      Może nasz biedaczek został w taki sposó wychowany i przenosi to dalej, jak
      wstrętne choróbsko.
      Osobiście lekturę polecam, bo warto wiedzieć jakie są wartości rodzinne innych
      ludzi.
      • Gość: borys Re: CZY NALEŻY BIĆ ŻONY (w granicach rozsądku)? IP: *.waw.cdp.pl 22.08.01, 17:12
        Polecasz książkę, której nie znasz autora, tytułu, wydawcy, daty wydania, ani
        żadnego szczegółu pozwalającego tę książkę zidentyfikować.
        • Gość: Strzyga Re: CZY NALEŻY BIĆ ŻONY (w granicach rozsądku)? IP: 212.180.136.* 22.08.01, 17:39
          Znajdz najbliższego świadka Jehowy.
          Albo poczekaj do jutro/pojutrza - postaram się ją odnaleźć - niestety nie
          wkułam na pamięć wydawcy, tytułu itp bzdur, bo nowomowa, którą ta książka jest
          napisana przyprawia po przeczytaniu max. 2 stron o mdłości. Postaram się
          dostarczyć Ci wszelkich informacji
    • Gość: ag Re: CZY NALEŻY BIĆ ŻONY (w granicach rozsądku)? IP: *.*.*.* 22.08.01, 17:28
      hmmmm...
    • Gość: pablo Re: CZY NALEŻY BIĆ ŻONY (w granicach rozsądku)? IP: *.softlab.com.pl 22.08.01, 19:51
      chyba ci cegla na glowe spadla...
    • Gość: Edward POŻEGNANIE Z CZYTELNIKAMI - AUTOR IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 22.08.01, 21:40
      Do napisania tekstu o biciu żon skłoniła mnie lektura kilku artykułów autorek
      określających się jako "feministyczne". Zauważyć można, że pozwalają sobie one
      na - delikatnie rzecz ujmując - dużą swobodę warsztatową. W istocie napisać
      mogą każdą bzdurę, byle tylko bzdura ta mieściła się w ramach modnej aktualnie
      ideologii. Wydawać by się mogło, że niemożliwe jest, by w piśmie prowadzonym
      przez osoby rozumne znalazł się artykuł zawierajacy takie np. rewelacje: "W
      kontekście teorii Butler (...) nie ma nic naturalnego w binarnym podziale na
      dwie płcie. Nie możemy określić ani kategorii "kobiety", ani
      kategorii "mężczyzny", bowiem nasza tożsamość jest zmienna, negocjowana w
      zależności od sytuacji" - a jednak tak się dzieje - cytat jest autentyczny! O
      manipulacjach stosowanych przez autorki takich i podobnych rewelacji napisać
      można rozprawę: wyciąganie wniosków ogólnych na podstawie przykładów
      szczególnych, powoływanie się na ustalenia jeszcze nie zweryfikowane, lub już
      przebrzmiałe - jak psychoanaliza, czy teoria matriarchatu, przywoływanie
      wątpliwych autorytetów, wyrywanie odpowiadających autorkom fragmentów z
      większej całości, przenoszenie pojęć z jednej dziedziny do innej, bez zwracania
      uwagi na to, że wraz ze zmianą kontekstu zmienia się ich znaczenie, wreszcie
      manipulacje historią, polegające na stosowaniu "nowego", czy
      też "postmodernistycznego" podejścia do źródeł, co oznacza po prostu zupełną
      niemal swobodę w ich wyborze i nie zawracanie sobie głowy takimi drobiazgami
      jak opracowane przez pokolenia historyków metody krytyki, celowe lekceważenie
      obiektywizmu, na rzecz "intuicyjnego" i "osobistego" podejścia do materiału, a
      przede wszystkim zupełne lekceważenie wszystkiego co przeczy lansowanym przez
      autorki tezom. Posługując się takimi metodami udowodnić można KAŻDĄ tezę.
      Jeżeli teksty tego rodzaju są "naukowymi" to jest takim także zamieszczony tu
      tekst o biciu żon, jeżeli zaś "naukowymi" nie są, to czemu publikuje się je
      jako takie w wysokonakładowych pismach, a ich autorki chodzą w glorii sławy?
      ps
      tekst o konieczności karania żon, w zamierzeniu liczył jeszcze jeden odcinek.
      Nie zamieczczam go jednak, bo wydał mi się zbyt przekonujący!
      • Gość: hybryda Re: POŻEGNANIE Z CZYTELNIKAMI - do Autora IP: 216.51.32.* 22.08.01, 22:15
        Zdaje sie dotarl Pan do sedna tegoz Forum. I nie tylko tego. Pozdrawiam
        serdecznie...:))))
      • suzume Re: POŻEGNANIE Z CZYTELNIKAMI - DO AUTORA 23.08.01, 09:20
        W nawiązaniu do wskazanej przez Pana swobody warsztatowej zwracam uwagę na dość
        luźne potraktowanie przez Pana tematu, dowolny dobóru lektur i cytatów, niespójny
        tok myślowy oraz brak odpowiedzi na moje poprzednie pytania (mimo obietnicy).
        Nie wystarczy wyrwać z kontekstu kilku haseł, jak byl Pan to łaskaw zauważyć,
        należy jeszcze wiedzieć o czym się pisze oraz jaki jest cel prowokacji. Niestety
        w Pańskim pożegnaniu poza kilkoma ironicznymi (jak się pewnie Panu wydawało)
        uwagami nie ma treści, które by cokolwiek udowadniały lub obalały. Szkoda.

        pzdr
        suzume
        • Gość: Edward Re: POŻEGNANIE Z CZYTELNIKAMI - DO AUTORA IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 23.08.01, 22:20
          suzume napisał(a):

          > W nawiązaniu do wskazanej przez Pana swobody warsztatowej zwracam uwagę na dość
          >
          > luźne potraktowanie przez Pana tematu, dowolny dobóru lektur i cytatów, niespój
          > ny
          > tok myślowy oraz brak odpowiedzi na moje poprzednie pytania (mimo obietnicy).
          > Nie wystarczy wyrwać z kontekstu kilku haseł, jak byl Pan to łaskaw zauważyć,
          > należy jeszcze wiedzieć o czym się pisze oraz jaki jest cel prowokacji. Niestet
          > y
          > w Pańskim pożegnaniu poza kilkoma ironicznymi (jak się pewnie Panu wydawało)
          > uwagami nie ma treści, które by cokolwiek udowadniały lub obalały. Szkoda.
          >
          > pzdr
          > suzume

          Pani Barbaro
          Rzeczywiście nie odpowiedziałem na pytania Pani, chociaż obiecałem. Odpowiedź
          miałem już gotową, ale zauważyłem, że wiele osób traktuje to co tu piszę zbyt
          poważnie, więc postanowiłem nie umieszczać żadnych tekstów więcej, by nie stać
          się mimowolnie ideologiem żonbijców. Reakcja czytelników nieco mnie zaskoczyła,
          nie sądziłem że osoby odwiedzające to forum, pewnie wykształcone - bo tacy mają u
          nas dostęp do internetu - mogą potraktować poważnie kogoś, kto zaleca bicie żon
          do taktu oper Wagnera, budowę związku w oparciu o zasady wyłożone przez Hitlera
          w "Main Kampf" i przerabianie na domowy użytek rytuałów satanistycznych.
          Co do zarzutu, że mój tekst był niespójny i składał się z luźnych cytatów
          wyrwanych z zdowolnie dobranych książek - zgadzam się, ale taki właśnie miał być.
          Była to karykatura tekstów feministycznych pewnego rodzaju. Wystarczy wpisać do
          przeglądarki internetowej hasło "feminizm" i poczytać trochę, by natrafić na
          teksty równie "naukowe" jak mój. Osoby odwiedzające to forum uznały mój tekst
          za "pseudonaukowy" czy "pseudofilozoficzny",zapewne jednak te same osoby
          czytające teksty "feministyczne" budowane na tych samych zasadach uważaja je
          za "naukowe" w pełnym tego słowa znaczeniu, nie dostrzegając ich mielizn
          intelektualnych, czy zwykłej głupoty po prostu. Czy udało mi się cokolwiek
          udowodnić lub obalić? Pozostawiam to Pani ocenie, zwracając uwagę że warto mieć
          dystans do tego co się czyta, nawet jesli jest to tekst potwierdzający nasze
          przekonania.
          • suzume Re: POŻEGNANIE Z CZYTELNIKAMI - DO AUTORA 24.08.01, 16:21
            Panie Edwardzie.

            Jeśli chodzi o skutki tekstu, to obawiam się, że tylko rozgniewał Pan parę osób a
            innym dostarczył niezłej rozrywki.
            Wszystkie zagadnienia, nie tylko feministyczne, można przedstawić w dowolny
            sposób zarówno logiczny i konsekwentny jak i co najmnej wątpliwy merytorycznie.
            Ważne jest nastawienie czytelnika i jego chęć zapoznania się z tematem. Jeśli
            ktoś szuka taniej sensacji, to już jego sprawa... Z całą pewnością ją znajdzie.
            Ale żeby się tym ekscytować... To właśnie jest ten dystans, o którym zechciał Pan
            wspomnieć. Gdybym go nie miała, nie chciałoby mi się obśmiewać Pana pierwszego
            postu.

            Pozdrawiam
            suzume
    • Gość: zizi Re: CZY NALEŻY BIĆ ŻONY (w granicach rozsądku)? IP: *.sap-ag.de 23.08.01, 10:18
      Gość portalu: Edward napisał(a):

      > Czy należy bić żony? Nie wydaje się by było w tym coś niewłaściwego
      > (podkreślam, że chodzi o żony, a nie o zwykłe kobiety. Różnicę widzi każdy, kto
      >
      > żonaty). Nie chodzi oczywiście o maltretowanie, ale o ustalenie lub
      > przywrócenie właściwej hierarchii w małżeństwie przy użyciu rozsądnie
      > zastosowanej siły. (nie używam określenia "przemocy" bowiem zakłada ona
      > wymuszenie, podczas gdy żona sama powinna uznać celowość kary i zgodzić się na
      > nią dobrowolnie). Jest to ważne zwłaszcza w pierwszej fazie małżeństwa, gdy
      > kształtuje się jego struktura (Już Machiavelli radził stosowanie przemocy na
      > początku, by potem móc cieszyć się pokojem,a rada ta odnosi się równie dobrze
      > do polityki, jak i do małżeństwa). Środki takie są niezbędne, zważywszy, że
      > dzisiejsi rodzice mało dbają o wychowanie córek i nie mogą się one później
      > odnaleźć w małżeństwie, bez "pomocnej dłoni" małżonka. Młoda żona jest jak
      > nieoszlifowany diament i mąż podiąć się musi roli szlifierza, jeśli chce
      > uzyskać brylant! Kara służyć ma utrwaleniu przewodniej roli męża w stadle. Nie
      > należy mylić jej z agresją! To działanie wychowawcze - zupełnie jak w przypadku
      >
      > dziecka, któremu dajemy klapsa dla jego dobra i nikt nie może mieć o to
      > pretensji, a wręcz przeciwnie - czymś niewłaściwym byłoby gdyby tego
      > zaniedbano! Rozsądna żona sama potrafi zrozumieć, że działanie męża nie wynika
      > z okrucieństwa czy braku uczuć, ale jest wyrazem dążenia do porządku i
      > małżeńskiej harmonii. Tym większy będzie szacunek żony do współmałżonka, kiedy
      > zobaczy, że dla dobra ich związku jest on gotowy nawet zadać ból ukochanej
      > istocie. Jednak, aby kara odniosła skutek wychowawczy muszą być spełnione pewne
      >
      > warunki. Po pierwsze kara musi być sprawiedliwa, to znaczy proporcjonalna do
      > winy. Ponadto, powinna być wymierzona po uprzednim wyjaśnieniu jaj powodów i
      > przedstawieniu spodziewaqnych efektów. Najlepiej wykorzystywać części ciała
      > niepodatne na uszkodzenia (np pośladki) i wymierzać ją ręką - bez pomocy
      > narzędzi. Narzędzia bowiem tworzą dystans pomiędzy karzącym a osobą karaną i
      > kara ulega zbytniej dehumanizacji. Zaleca się przy tym stosowanie reguły
      > miłosierdzia, zgodnie z którą lepiej zbyt dużo wybaczyć, niz ukarać zbyt
      > surowo. Mąż podczas wymierzania kary kierować sie powinien jedynie poczuciem
      > obowiązku, a żona powinna czuć jedynie wyrzuty sumienia, a jeżeli proces
      > karania wywołuje u nich coś więcej ponadto, to znaczy, że sprawiedliwość
      > zaczęła się wyradzać w niezdrową chuć. W takie sytuacji zalecane są zimne
      > kąpiele, oraz inne rodzaje umartwień, tudzież praktyki opisane przez Ignacego
      > de Loyolę w ksiązeczce "Ćwiczenia duchowe" Przy zachowaniu tych zasad mężowska
      > srogość służyć będzie dobru wspólnemu, bowiem - jak mawiają filozofowie -
      > wszystko co dobre rodzi się w bólach.
      > Zalecana lektura:
      > William Shakespeare, Poskromienie złośnicy
      > Jakub Sprenger, Henryk Insystor, Młot na czarownice
      > Bronisław Malinowski, Życie seksualne dzikich
      > Ignacy De Loyola, Ćwiczenia duchowe
      > Nicolo Machiavelli, Książe
      > Karl von Clausewitz, O wojnie
      > Alfons markiz de Sade, 120 dni Sodomy
      > Robert Cialdini, Wywieranie wpływu na ludzi. Teoria i praktyka



      lubie sie droczyc, ale ten temat nie jest wlasciwym tematem
    • Gość: Piotr Re: CZY NALEŻY BIĆ ŻONY (w granicach rozsądku)? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 23.08.01, 10:49
      Sam sie zastanawiam, na ile powaznie podjoles ten temat. Ja jestem zonaty od 23
      lat i nigdy mojej zony nie uderzylem. Nigdy nie dlatego ze na to nie zasluzyla
      (choc rzeczywiscie ni zasluzyla0 ale nigdy bo uwazam stosowanie przemocy dobre
      w stosunku do bandytow czy dresiarzy chodzacych na mecze. Idac Twoim tokiem
      myslenia dziecko (wlasciwie niemowle) nalerzaloby bic w mieszych miesiacach
      zycia by potem bylo posluszne i grzeczne. Wspolczuje Ci, bo ja nigdy bym nie
      chcial by moje dzieci byly tylko dlatego poslusze, ze poczuly co zanczy dostac
      w pupe. Podobnie jest z kazdym czlowiekiem. Ja nigdy na swoich pracownikow
      nawet nie krzykne. Stosowanie przemocy uwazam za slabosc i oznake glupoty.
      Ludzie madrzy i wyrozumiali zwykle potrafia sie z soba dogadac i ustalic zasady
      takie by obu stronom pasowaly. No chyba, ze wziales sobie za zone, kobiete
      glupia, ktora z glupoty robi Ci na zlosc czy nie wiem co, ze takie pomysly
      chodza Ci po glowie. Ale zauwaz, ze ludzie zwylke otaczaja sie takimi ludzmi
      jakimi sami sa. Wyrazy wspolczucia! piotr
      • Gość: Lucy Do Autora IP: 195.94.198.* 23.08.01, 15:10
        Panie Edwardzie vel Romanie
        Czy nigdy nie przyszło Panu do tak przecież przepełnionej mądrościami głowy, że
        bicie prędzej czy później wywoła u normalnej kobiety w zależności od jej
        temperamentu nienawiść i agresję lub nienawiść i strach???
        W przypadku pierwszej ewentualności małżeństwo kończy się wśród wzajemnych
        rękoczynów, nierzadko nawet na cmentarzu (przedwcześnie!). Jeżeli chodzi o tę
        drugą opcje to naprawdę Pan sądzi, że wartościowa rodzina, a co za tym idzie,
        wartościowe społeczeństwo powinno być budowane w oparciu o nienawiść i
        strach????
        Boże, zatrzymaj świat, ja wysiadam!!!!
        • Gość: des Re: Do Lucy IP: 194.181.86.* 23.08.01, 15:37
          Lucy, daj spokój, nasz Mędrzec Dwojga Nicków Edward/Roman już się z nami
          pożegnał, zadowolony z siebie wielce, że taki zrobił świetny kawał i wykazał
          bezsens zawarty w tekstach o rodowodzie feministycznym. Jakoś przy tym nie
          zauważył, że jego ostatni post jest doskonałym przykładem tego, co tak starał
          się skrytykować (przede wszystkim - brak listy autorek tak ochoczo obśmiewanych
          teorii, źródła pochodzenia wykorzystywanych cytatów, autor posługuje się
          dosyć ''oryginalnymi'', jak na naukowe, metodami - na podstawie kilku wyrwanych z
          kontekstu haseł wysnuwa bowiem daleko idące uogólnienia). Czyżby zatem
          ostatecznym celem jego przydługich wywodów było - obśmianie SAMEGO SIEBIE? No,
          to mu się ta sztuka doskonale udała, można podziwiać ;)

          pzdr des
          • lucy1 Re: Do DES 23.08.01, 16:29
            Chyba masz rację, niepotrzebnie dałam się wciągnąć w dyskusję na takim poziomie
            (mam na mysli wyłącznie autora wątku a nie jego interlekutorów)Po prostu stary
            frustrat, którego żona leje pogrzebaczem chciał sobie pomarzyć na temat "Co by
            było gdyby...."
            Pozdr
            Lucy
            • Gość: Marcin RE !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! IP: *.starnet.pl 23.08.01, 17:26
              Ludzie jestescie idiotami!! przeciez to byla prowokacja, autor z wami wygral bo
              udalo mu sie sprowokowac polemike z wami! mu nie chodzilo o to czy trzeba bic
              zony czy nie!!! ci ktorzy podjeli polemikę dali sie oszukac... No coz , nie
              kazdy jest inteligentny [[Ps mozna jeszcze zrozumiec tych ktorzy podjeli
              polemike na poczatku tekstu ale potem...]]
              • lucy1 Re: RE !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 23.08.01, 17:32
                OK, OK, pewnie tak właśnie było. Czasem ciężko zachować zdrowy rozsądek, jak
                człowieka szlag trafia i ręka sama wali w klawiaturę :-))))
                Pozdr
                Lucy
    • Gość: Maz Re: CZY NALEŻY BIĆ ŻONY (w granicach rozsądku)? IP: *.uk.neceur.com 28.08.01, 09:46
      Szanowny Panie Edwardzie,

      od 20 lat jestem w zwiazku malzenskim a od 15 lat ten zwiazek nie funkcjonuje
      jak nalezy. Dopiero po przeczytaniu pana artykulu otworzyly siw mi oczy.
      Zaraz nastepnego dnia rozpoczalem karac moja zone. Skutki nie kazaly na siebie
      dlugo czekac. Strasznie mnie to martwi ze z tym karaniem rozpoczalem tak pozno.
      Jak Pan pisal staram sie uzywac wylacznie reki chociaz ta mnie juz bardzo boli.
      Wlasciwie to bola mnie obie bo bije na zmiane to lewa to prawa. Kabli uzywam
      wylaczenie do wiazania. Teraz jak wracam z pracy to mam obiad na stole i kapci
      tez nie musze sam wkladac. Zaczyna mi brakowac powodow do karania i troche sie
      boje ze znowu wszystko wroci do starego. Czy nie uwaza Pan ze powinienem
      stosowac bicie prewencyjne ? Bardzo bylbym rad gdyby moglby mi pan udzielic
      jakis informacji na ten temat. Zal mi tylko mezow ktorzy maja chude zony.
      Chyba bym takim polecal ubieranie rekawic przed biciem i karaniem

      Pozdrawiam goraca

      Nawrocony Maz
      • Gość: królik a możeby tak wytresować męża? IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 28.08.01, 14:46
    • Gość: maz Re: CZY NALEŻY BIĆ ŻONY (w granicach rozsądku)? IP: *.uni-forst.gwdg.de 28.08.01, 15:05
      Oczywiscie ze nalezy. Wszak madrosc ludowa glosi ze "jak sie zony nie bije to jej watroba gnije".
      Mezom tez watroby gnija i tez powinni byc bici (przez zony wzglednie dorastajace dzieci).
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka