Dodaj do ulubionych

Czy potępiacie... ?

29.02.12, 09:34
... faceta (kobietę), który-a rozwodzi się dla innej kobiety (mężczyzny)? Czy to jest takie jednoznaczne? Bo z jednej strony rujnuje się komuś poukładany świat, a z drugiej- przecież każdy ma prawo do szczęścia... Jakie jest Wasze zdanie?
Obserwuj wątek
    • triismegistos Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 09:58
      Nie, czegoś takiego nie potępiam, wręcz przeciwnie. Potępiam niemanie jaj i prowadzeniu podwójnego życia.
      • facettt Widze to dokladnie odwrotnie: 01.03.12, 14:17
        triismegistos napisała:
        Nie, czegoś takiego nie potępiam, wręcz przeciwnie. Potępiam niemanie jaj i pro
        > wadzeniu podwójnego życia.

        Malzenstwo jest rzecza swieta i skoro sie zawarlo pewna umowe, to trzeba jej dotrzymywac.
        A kochanke ma sie nie po to, by sie rozwodzic, tylko po to, by ja miec.

        Twoje potepienie zatem, ani nas grzeje, ani ziebi, bo to nie Twoja sprawa.
        • sundry Re: Widze to dokladnie odwrotnie: 02.03.12, 10:50
          > Malzenstwo jest rzecza swieta i skoro sie zawarlo pewna umowe, to trzeba jej do
          > trzymywac.

          A było też w tej umowie coś o wierności/dbaniu o trwałość?

          > A kochanke ma sie nie po to, by sie rozwodzic, tylko po to, by ja miec.

          Jak rozumiem, żona o tym wie i nie ma nic przeciwko.

          > Twoje potepienie zatem, ani nas grzeje, ani ziebi, bo to nie Twoja sprawa.

          Jakich nas? W ilu osobach występujesz?
          • facettt Re: Widze to dokladnie odwrotnie: 02.03.12, 11:36
            sundry napisała:

            > A było też w tej umowie coś o wierności/dbaniu o trwałość?

            o dbaniu o trwalosc tak, o wiernosci - NIE.

            > Jakich nas? W ilu osobach występujesz?

            - gdy ktos pyta , co WY o tym myslicie, to mu w tym samym stylu odpowiadamy.
            poprawnie po "polskiemu" byloby:
            - co panstwo o tym mysla ?
            - co forumowicze o tym mysla ?
            • sundry Re: Widze to dokladnie odwrotnie: 02.03.12, 11:44
              Nie odpowiedziałeś na pytanie o zdanie żony:)
              • facettt Re: Widze to dokladnie odwrotnie: 05.03.12, 11:28
                sundry napisała:
                Nie odpowiedziałeś na pytanie o zdanie żony:)

                Jest w tym wypadku bez znaczenia. mnie tez nie pyta o to, co ma zrobic na obiad. tylko zapodaje tonem nie znoszacym sprzeciwu :)
          • grzeczna_dziewczynka15 Re: Widze to dokladnie odwrotnie: 02.03.12, 11:36
            W trzech;> Taki prastary zwyczaj.
    • mmagi Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 10:04
      jesli małzenstwo jest sielskie i anielskie to nikt go nie rozbije,jesli ktos decyduje sie na rozwód znaczy ze cos nie gra,czasem ktos nie widzi ze w tym poukładanym swiecie cos nie gra a potem bidoli ze sie zrowód mu/jej zycie zrujnował:/
    • sundry Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 10:20
      Nie potępiam, ale trudno coś takiego zrobić z klasą i bez krzywdzenia małżonka.
      • 3artka Re: Czy potępiacie... ? 01.03.12, 16:50
        No właśnie - z klasą... Mało kogo na to stać. Niestety.
      • krakoma Re: Czy potępiacie... ? 03.03.12, 08:16
        po co sie od razu rozwodzic? ja mysle, ze poligamia zalatwilaby sprawe. wiele kobiet i tak dzieli meza, wiec czemu nie grac w otwarte karty?
    • j00lka Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 10:27
      Nie potępiam, ale uważam to za niedojrzałe zachowanie. Skoro przysiega małżeńska nic dla takiej osoby nie znaczy, to co w takim razie będzie w stanie respektować?
      • masklina Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 10:40
        j00lka, niedojrzałe zachowanie? Nie sądzę aby ktokolwiek brał rozwód bo ma taki kaprys. Rozwód nie oznacza, że przysięgę ma się gdzieś. Ludzie popełniają błędy, zmieniają się. Życzę Ci abyś tego nigdy nie doświadczyła.
        • raohszana Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 10:41
          Nie przesadzajmy z tym "zmieniają się".
        • j00lka Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 11:26
          A mi się wydaje, że coraz więcej mamy niepoważnych ludzi na świecie, dla których wzięcie kilku razy ślubu, to pikuś. Przysiega, to przysiega.
          • masklina Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 11:49
            Być może, nie znam nikogo kto ślub i rozwód traktował by lekko. Masz rację, ze przysięga jest czymś ważnym, nie byle formułką do bezmyślnego wyklepania.
            Ale co powiesz w takiej sytuacji: wieloletni związek, mąż nie wykazuje żadnych skłonności do uzależnień, jednak zaczyna być uzależniony. Są terapie, psychologowie i inne cuda mające pomóc zerwać z nałogiem, jednak okazują się nieskuteczne. W trakcie jednego ze swoich amoków, bije tak, że żona budzi się na intensywnej terapii. Po tym wszystkim rozwodzi się. Czy według Ciebie powinna trwać przy mężu bo przysięgała?
            • j00lka Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 11:54
              Nie można porównywać psychopaty maltretującego żonę, z romansem znudzonej mężem i życiem żonki.
              • masklina Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 12:00
                Masz rację, osobiste doświadczenia przysłoniły mi myśl przewodnią wątku. Mój błąd.
                Zżyma mnie po prostu jak ktoś pisze uogólniając, że ten co się rozwiódł nie myślał przed ślubem.
                • ursyda Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 12:55
                  O właśnie, jedno z durniejszych tekstów to: widziały gały co brały.
                  • chersona Re: Czy potępiacie... ? 02.03.12, 17:06
                    oraz jak suka nie da, to pies nie weźmie. miałam jeszcze trzeci nieulubiony tekst, ale mi wyleciał.
    • bosa_stokrotka Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 10:39
      skoro cos się między nimi nie układa , nie wychodzi to lepiej się nie męczyć
      każde z nich może sobie jeszcze ułożyć nowe życie . Nie potępiam , rozumiem
    • raohszana Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 10:40
      Potępiać? Nie. Ale to jakieś głupie - po co się było pchać do ślubu, skoro potem się chce rozwodzić? Myśleć to trzeba przed, a nie po.
      • masklina Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 10:47
        Tak, bo wszystko jest albo czarne, albo białe. Po prostu wystarczy pomyśleć i długowieczne szczęście gwarantowane. Wszyscy rozwodnicy mają kłopoty z myśleniem.
        • raohszana Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 10:51
          A kto mówi o długotrwałym szczęściu? Nie dorabiaj ideologii, droga pani, do tego, czego nie ma.
          Idea jest znacznie prostsza - brak ślubu ułatwia odchodzenie do innych osób i znacznie upraszcza życie w przypadku takowym.

          I tak, wyświechtany argumenty o czarnym i białym. Życie jest proste, ludzie na siłę komplikują, a potem rzucają tymże argumentem.
          • masklina Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 11:01
            Dla Ciebie, drogi Panie, wyświechtany, dla mnie prawdziwy.
            Według Ciebie to myślenie "przed" odnosi się tylko do tych, którzy decydują się na małżeństwo, czy też do tych, którzy zwiążą się z kimś tak po prostu a potem odchodzą bo się nie udało? Co ślub tu zmienia? I krzywda jest i majątek często podzielić trzeba a i dzieci czasem są. Wszak wyłączności na dzieci małżeństwa nie posiadają. Gdzie tu ta "łatwość" według Ciebie?
            • raohszana Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 11:09
              masklina napisała:

              > Dla Ciebie, drogi Panie, wyświechtany, dla mnie prawdziwy.
              *
              Uważam to za argument-zasłonę dymną. Wyjaśnia wszystkie wątpliwości i można stwierdzić "nic nie zrobię, bo nie jest czarno-białe"

              > Według Ciebie to myślenie "przed" odnosi się tylko do tych, którzy decydują się
              > na małżeństwo, czy też do tych, którzy zwiążą się z kimś tak po prostu a potem
              > odchodzą bo się nie udało? Co ślub tu zmienia? I krzywda jest i majątek często
              > podzielić trzeba a i dzieci czasem są. Wszak wyłączności na dzieci małżeństwa
              > nie posiadają. Gdzie tu ta "łatwość" według Ciebie?
              *
              Wiesz, może ja jestem dziwnym przypadkiem - ale o tym, czy się udaje czy nie to można zdecydować znacznie wcześniej niż przed majątkiem i dziećmi. A to, że ludzie nie pomyślą czego chcą, zapakują się w związek, nie uregulują kwestii odrębnej własności, a potem rozwody, sądy, cuda-wianki - no to co ja mogę na głupotę ludzką?
              Tylko tak myślę - jaka krzywda, skoro "się nie udało" i obie strony o tym wiedzą, że się nie udało?
              Natomiast bez ślubu i w skoro obie strony wiedzą, że nie wyszło i ojejku, nic nie jest czarno-białe, to się grzecznie dzielą majątkiem i opieką nad dziećmi i już, nie trzeba procedury sądowej dla unieważnienia małżeństwa i można raz-dwa wskakiwać w nowy związek, yaaay!
              • masklina Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 11:33
                raohszana napisał:

                > Wiesz, może ja jestem dziwnym przypadkiem - ale o tym, czy się udaje czy nie to
                > można zdecydować znacznie wcześniej niż przed majątkiem i dziećmi.

                Podziwiam i szczerze zazdroszczę. Moim zdaniem nigdy nie jest się tak do końca pewnym drugiego człowieka. Moja babcia mawiała "worek soli zjesz a człowieka nie poznasz" (wiem, głupio to brzmi i nie wiem skąd ta sól :) )

                > Tylko tak myślę - jaka krzywda, skoro "się nie udało" i obie strony o tym wiedz
                > ą, że się nie udało?

                Bo ta świadomość, ze się nie udało nie oznacza, że nie towarzyszą temu emocje.


                > Natomiast bez ślubu i w skoro obie strony wiedzą, że nie wyszło i ojejku, nic n
                > ie jest czarno-białe, to się grzecznie dzielą majątkiem i opieką nad dziećmi i
                > już, nie trzeba procedury sądowej dla unieważnienia małżeństwa i można raz-dwa
                > wskakiwać w nowy związek, yaaay!
                >
                Każdy argument może być obosieczny.
                Wyznam, ze po rozwodzie absolutnie nie jest mi łatwo wskoczyć w związek, przeciwnie - jest trudniej.
                • raohszana Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 11:59
                  masklina napisała:

                  > Podziwiam i szczerze zazdroszczę. Moim zdaniem nigdy nie jest się tak do końca
                  > pewnym drugiego człowieka. Moja babcia mawiała "worek soli zjesz a człowieka ni
                  > e poznasz" (wiem, głupio to brzmi i nie wiem skąd ta sól :) )
                  *
                  To nie tak - ja po prostu wiem czego chcę JA i asekuruję się na tzw. wszelkie wypadki i pewności nie pokładam :)

                  > Bo ta świadomość, ze się nie udało nie oznacza, że nie towarzyszą temu emocje.
                  *
                  Kay, zgodzę się - ale zakładamy dwoje dojrzałych, dorosłych ludzi, którzy jednakowoż nad nimi zapanują i zrobią porządek. Znaczy, wiem, że to nielogiczne wymagać od wszystkich myślenia i dojrzałości, ale tak sobie hipotetyzuję ;)

                  > Każdy argument może być obosieczny.
                  *
                  Owszem, ale akurat, moim zdaniem, tego z czarnym i białym się nadużywa, niestety.

                  > Wyznam, ze po rozwodzie absolutnie nie jest mi łatwo wskoczyć w związek, przeci
                  > wnie - jest trudniej.
                  *
                  Bo wiesz czym to grozi, jak to jest i analizujesz sytuację na chłodno :)
                  Natomiast sytuacja ze startera to nie żadne "trudne sprawy" tylko zostawianie małżona/małżony dla innej osoby - nie dorzucono dodatkowych informacji, wobec czego chyba idzie o to, że to znudzony osobnik zostawia.
                  • masklina Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 12:02
                    Tak, przyznałam rację już j00lce, że za bardzo dałam się ponieść emocjom z racji własnych doświadczeń i zgubiłam myśl przewodnią wątku. Niepotrzebne to było.
                  • masklina Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 15:04
                    raohszana napisał:

                    > To nie tak - ja po prostu wiem czego chcę JA i asekuruję się na tzw. wszelkie w
                    > ypadki i pewności nie pokładam :)

                    Dało mi do myślenia to, co napisałeś i zastanawiam się jak taka asekuracja wygląda w praktyce, tzn. czy druga osoba dobrze się z tym czuje, czy nie czuje braku zaufania, czy asekurując się na te jak to ująłeś "wszelkie wypadki" można stworzyć "pełny" związek?
                    • raohszana Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 17:35
                      To nie jest całkowity brak zaufania - ale zaufanie ograniczone. Jak to wygląda? Przede wszystkim - żadnej zależności: ani emocjonalnej, ani finansowej. Jako osobnik zdystansowany panuję nad emocjami i "łojesu, ja go kocham i niech on robi co chce, oddam mu ostatnie oszczędności" [ tak, to skrajny przykład, ale specjalnie tutaj troszkę przejaskrawiam :) ] nie będzie. Mam swoje pieniądze, swoje miejsce zamieszkania, swoje życie i swoje sprawy. W część wtajemniczam, w część nie. Polegam głównie na sobie i jestem w stanie bez problemu wrócić do życia w pojedynkę i nie muszę nikogo o nic prosić. Swoje sprawy zwyczajnie załatwiam samodzielnie. Wspólne sprawy - to wspólnie, ale nigdy nie ładuję w nie całego swojego dorobku, czasu i wysiłku, bo na ewentualność porażki coś mi zostać musi :)

                      Powiedz mi jeszcze co rozumiesz przez "pełny związek", a i do tego się odniosę :)
                      • masklina Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 20:55
                        Już pisząc "pełny związek" wiedziałam, że to niefortunne wyrażenie. Miałam na myśli, bez wartościowania, przeciwieństwo czysto luźnej relacji. Właściwie już mi udzieliłeś odpowiedzi, jednak nurtuje mnie jeszcze jedna kwestia. Czy w taki model związku jaki opisujesz da się wpisać dzieci? Nie wiem czy je masz, czy chcesz czy nie i nie moja to rzecz, ale wydaje mi się, że nie jest możliwe utrzymanie związku na takich zasadach gdy pojawia się potomstwo.

                        Piszesz o zależności emocjonalnej. Może i ja nadal romantyczna dusza jestem, ale popraw mnie jeśli się mylę - chyba w miłość, chciał nie chciał, takowa zależność jest z góry wpisana.
                        Związek, który opisujesz nie chroni przed emocjonalnym potłuczeniem, choć praktycznie rzeczywiście dużo łatwiej pójść w swoją stronę.
                        • raohszana Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 21:06
                          masklina napisała:

                          >. Czy w taki
                          > model związku jaki opisujesz da się wpisać dzieci? Nie wiem czy je masz, czy ch
                          > cesz czy nie i nie moja to rzecz, ale wydaje mi się, że nie jest możliwe utrzym
                          > anie związku na takich zasadach gdy pojawia się potomstwo.
                          *
                          Myślę, że się da. Taki związek zakłada nie to, że nie ma strefy wspólnej, ale to, że oprócz wspólnej jest jeszcze moja, która jest zabezpieczeniem. Osobiście potomstwa nie posiadam i nie zamierzam, ale jestem w stanie "rozpisać" teoretycznie wersję z dziećmi. Dzieci zmieniają tylko to, że oboje jesteście za nie odpowiedzialni, więc w kwestii "ja" nie zmienia to wiele, bo zabezpieczenie zostaje, a oboje "wkładamy" pieniądze, czas i co tam jeszcze, w dzieci.

                          > Piszesz o zależności emocjonalnej. Może i ja nadal romantyczna dusza jestem, al
                          > e popraw mnie jeśli się mylę - chyba w miłość, chciał nie chciał, takowa zależn
                          > ość jest z góry wpisana.
                          *
                          Moim zdaniem nie jest. Nie zależność. Zależność emocjonalna to stan chorobowy, niepożądany. To nadmierne napadanie z uczuciami na drugą osobę i zatracenie siebie.

                          > Związek, który opisujesz nie chroni przed emocjonalnym potłuczeniem, choć prakt
                          > ycznie rzeczywiście dużo łatwiej pójść w swoją stronę.
                          *
                          Związek jako taki nie chroni - bo to JA siebie chronię przed emocjonalnym potłuczeniem, trzymając się na wodzy i pamiętając o tym, że różnie bywa. Fajnie jak jest, ale jak się sypnie... no to trudno, ja nie mam zwyczajnie czasu na jęki, płacze i potłuczenia emocjonalne. To męczące, tak poza tym ;)
                          • masklina Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 21:33
                            Ok, ale tak najzupełniej przyziemnie. Skoro wcześniej piszesz o swoim własnym miejscu zamieszkania, rozumiem ze druga strona tez posiada takowe i w momencie, gdy pojawia się dziecko to co? Pół tygodnia z mamą pół z tatą, bo wspólne zamieszkanie już rodzi zależność finansową? Na utrzymywanie swojego i wspólnego mieszkania oraz łożenie na dziecko mało kogo stać.

                            Również nie należę do osób jęczących, płaczących czy co tam jeszcze, potrafię się otrząsnąć. Daleka o lata świetlne jestem od tego co ująłeś, parafrazując, "ło matko tak cię kocham, że rób co chcesz". Zdradzona nie zakładałabym na forum wątków czy mu może jednak wybaczyć i czy możliwe jest zaufanie po zdradzie, ale tez kłamałabym ze zupełnie ale to zupełnie by mnie to nie ruszyło, nie da się odkochać w minutę, to jest proces podobnie jak zakochanie, wiec jakby nie było jest to dla mnie jakaś zależność emocjonalna.
                            • raohszana Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 21:49
                              masklina napisała:

                              > Ok, ale tak najzupełniej przyziemnie. Skoro wcześniej piszesz o swoim własnym m
                              > iejscu zamieszkania, rozumiem ze druga strona tez posiada takowe i w momencie,
                              > gdy pojawia się dziecko to co? Pół tygodnia z mamą pół z tatą, bo wspólne zamie
                              > szkanie już rodzi zależność finansową? Na utrzymywanie swojego i wspólnego mies
                              > zkania oraz łożenie na dziecko mało kogo stać.
                              *
                              Może i mało kogo, ale mówimy o mojej opcji - ja się na dzieci porywać nie będę dopóki nie będę mieć mnóstwa forsy. Ale - nie, można mieszkać razem, ale, moim zdaniem, nie należy pozbywać się swojej własności. Po prostu - żeby nie zostać na lodzie. Mieszkamy razem u jednego czy drugiego albo kupujemy coś jeszcze - wolę wziąć kredyt i płacić z kasy za wynajem lokalu mojego niż sprzedać swoje żeby kupić wspólne. Po ewentualnym rozstaniu każdy ma gdzie mieszkać.

                              > Również nie należę do osób jęczących, płaczących czy co tam jeszcze, potrafię s
                              > ię otrząsnąć. Daleka o lata świetlne jestem od tego co ująłeś, parafrazując, "ł
                              > o matko tak cię kocham, że rób co chcesz". Zdradzona nie zakładałabym na forum
                              > wątków czy mu może jednak wybaczyć i czy możliwe jest zaufanie po zdradzie, ale
                              > tez kłamałabym ze zupełnie ale to zupełnie by mnie to nie ruszyło, nie da się
                              > odkochać w minutę, to jest proces podobnie jak zakochanie, wiec jakby nie było
                              > jest to dla mnie jakaś zależność emocjonalna.
                              *
                              No, a dla mnie nie. Zdradziłeś? Good luck and have a nice day, nie zobaczymy się więcej. Wyjątkowe bydle jestem i pożegnanie pana, który narozrabiał przychodzi mi bez trudu. Nie rozumiem idei - on mi zrobił kuku, ale ja gokocham.
                              Inna kwestia, że ja z tych, co kochają głównie siebie i nie zdarzyło mi się kochać faceta.
                              • masklina Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 22:00
                                raohszana napisał:

                                Zdradziłeś? Good luck and have a nice day, nie zobaczymy si
                                > ę więcej.

                                Dokładnie to samo napisałam. I pożegnanie takiej osoby też byłoby dla mnie oczywistością. Ale moje w związku z tym uczucia to już inna sprawa, co nie oznacza jęków, wzdychania do fotografii i rozpamiętywania.
                                • raohszana Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 22:38
                                  masklina napisała:

                                  > Dokładnie to samo napisałam. I pożegnanie takiej osoby też byłoby dla mnie oczy
                                  > wistością. Ale moje w związku z tym uczucia to już inna sprawa, co nie oznacza
                                  > jęków, wzdychania do fotografii i rozpamiętywania.
                                  *
                                  Uczucia? Neee, takim zachowaniem pan skutecznie niszczy uczucia. Szkoda by mi było energii na uczucia do kogoś, kto zrobił z siebie szmatę i próbuje robić ze mnie.
                          • erillzw Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 22:12
                            raohszana napisał:

                            > Związek jako taki nie chroni - bo to JA siebie chronię przed emocjonalnym potłu
                            > czeniem, trzymając się na wodzy i pamiętając o tym, że różnie bywa. Fajnie jak
                            > jest, ale jak się sypnie... no to trudno, ja nie mam zwyczajnie czasu na jęki,
                            > płacze i potłuczenia emocjonalne. To męczące, tak poza tym ;)

                            Jak trzymasz się na wodzy przy człowieku którego kochasz? Czy może po prostu macie układ współnego życia bez miłości? Bo jakoś trzymanie się na wodzy kojarzy mi się z ograniczeniem samej siebie, swoich emocji i uczuc bo byc moze ktos mnie zrani. Jaki jest sens bycia z kims skoro trzymasz sie na wodzy? Moze lepiej jest mimo wszystko byc sama? No chyba, ze twoj partner ma dokladnie takie samo podejscie i tez trzyma sie na wodzy?
                            I ze dopytam, czy juz sie zdarzyło ze twoj sposob trzymania sie na wodzy sie sprawdzil? I takie "nie bede jeczec bo nie mam na to czasu" tez? Czy po prostu to założenie, ze tak zrobie?

                            Mam taka znajoma ktora zawsze mowila, ze jak facet ja zdradzi to wyrzuci go za drzwi bez sernstymentow. Zycie pokazalo, ze nie dosc, ze go nie wyrzucila to tkwi w zwiazku z nim dalej i cholubi nienawisc do obcej laski zamiast kopnac w zad faceta co tak dumnie rozglaszala wszem i wobec poki nie zderzyla sie z taka sytuacja w realu.
                            takie patetyczne deklaracje o tym jak to sie postapi, jak sie zrobi i jak sie jest niezaleznym w zwiazku czesto okazuja sie pustymi slowami w obliczu rozpadu takiego zwiazku i nagle okazuje sie, ze jest zaangazowanie, jest walka i jest jeczenie ze boli.. stad moje pytanie.
                            • raohszana Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 22:42
                              erillzw napisała:

                              > Jak trzymasz się na wodzy przy człowieku którego kochasz?
                              *
                              Normalnie.

                              > Czy może po prostu ma
                              > cie układ współnego życia bez miłości? Bo jakoś trzymanie się na wodzy kojarzy
                              > mi się z ograniczeniem samej siebie, swoich emocji i uczuc bo byc moze ktos mni
                              > e zrani.
                              *
                              Tobie się kojarzy, mnię się kojarzy z dyscypliną.

                              Jaki jest sens bycia z kims skoro trzymasz sie na wodzy?
                              *
                              Normalny. Czy tylko z szalejącymi emocjami można?

                              Moze lepiej j
                              > est mimo wszystko byc sama? No chyba, ze twoj partner ma dokladnie takie samo p
                              > odejscie i tez trzyma sie na wodzy?
                              *
                              Może lepiej, może nie lepiej. To, że dla Ciebie to bez sensu, to nie znaczy, że dla innych też. Ja wychodzę na tym dobrze, reszta może szaleć emocjonalnie i "nie ograniczać się". Tyle, że tacy jak ja nie jęczą potem, jak im źle, smutno i strasznie, bo on poszedł. O tyle łatwiej żyć.

                              > I ze dopytam, czy juz sie zdarzyło ze twoj sposob trzymania sie na wodzy sie sp
                              > rawdzil? I takie "nie bede jeczec bo nie mam na to czasu" tez? Czy po prostu to
                              > założenie, ze tak zrobie?
                              *
                              Sprawdził się.

                              > Mam taka znajoma ktora zawsze mowila, ze jak facet ja zdradzi to wyrzuci go za
                              > drzwi bez sernstymentow. Zycie pokazalo, ze nie dosc, ze go nie wyrzucila to tk
                              > wi w zwiazku z nim dalej i cholubi nienawisc do obcej laski zamiast kopnac w za
                              > d faceta co tak dumnie rozglaszala wszem i wobec poki nie zderzyla sie z taka s
                              > ytuacja w realu.
                              *
                              Za mniejsze przewiny [ zdradę oceniam wyjątkowo negatywnie ]zdarzyło się panu wylądować za drzwiami i wszyscy z tym żyją.

                              > takie patetyczne deklaracje o tym jak to sie postapi, jak sie zrobi i jak sie j
                              > est niezaleznym w zwiazku czesto okazuja sie pustymi slowami w obliczu rozpadu
                              > takiego zwiazku i nagle okazuje sie, ze jest zaangazowanie, jest walka i jest j
                              > eczenie ze boli.. stad moje pytanie.
                              *
                              Patetyczne to są jęki za panami/paniami i chlipanie, że nie umiem bez niego, gokocham, nie umiem sam/sama, wykorzystał, etc., etc.
                              • erillzw Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 23:23
                                raohszana napisał:

                                > Normalnie.

                                No dla Ciebie, ale dla mnie to jest zagadka :) Sta∂ też pytanie i oczekiwanie na odpowiedź :)

                                > Tobie się kojarzy, mnię się kojarzy z dyscypliną.

                                Dyscyplina i emocje/uczucia? Nie ma czegoś takiego :) ALbo są emocje i uczucia albo jest dyscyplina :)

                                > Normalny. Czy tylko z szalejącymi emocjami można?

                                Ale dlaczego zakładasz, ze emocje tylko szaleją? :) Normalnym nie jest dysyplinowanie rzeczy nam naturalnych a tym sa emocje. Ich usilnie tłumienie swiadczy o jakims problemie a nie o normalnosci :) Czemu sie boisz emocji? :) Wbrew pozorom da sie z nimi zyc tak by nie dac sie ranic. Dot ego trzeba umiec sie z nimi pogodizc a nie udawac, ze ich nie ma bo sa zle :)

                                > Może lepiej, może nie lepiej. To, że dla Ciebie to bez sensu, to nie znaczy, że
                                > dla innych też. Ja wychodzę na tym dobrze, reszta może szaleć emocjonalnie i "
                                > nie ograniczać się". Tyle, że tacy jak ja nie jęczą potem, jak im źle, smutno i
                                > strasznie, bo on poszedł. O tyle łatwiej żyć.

                                Ja się zastanawiam po prostu jak to działa, że beztrosko piszesz i potępiasz kazdego kto sie emocjonalnie anagazuje bo go potem boli. Bol jest czescia człowieka. Unikanie go poprzez tepienie swoich emocji to nie jest normalne, tylko swiadczy o nieumiejetnosci radzenia sobie z emocjami i uczuciami. Ale skoro lepiej Ci sie zyje udajac ze emocje sa be i do dupy i lepiej sie nie angazowac i przy tym wykazywac inni jacy sa slabi bo jednak sie zaangazowali to twoja broszka :) kto co lubi :)

                                > Za mniejsze przewiny [ zdradę oceniam wyjątkowo negatywnie ]zdarzyło się panu w
                                > ylądować za drzwiami i wszyscy z tym żyją.

                                A ze zapytam, jakie?

                                > Patetyczne to są jęki za panami/paniami i chlipanie, że nie umiem bez niego, go
                                > kocham, nie umiem sam/sama, wykorzystał, etc., etc.

                                Patetyczne? Czy Ty wiesz co w oglole znaczy to słowo?
                                Ciezko mi pojac jak ktos czyjes cierpienie moze traktowac jako patetyzm.
                                • raohszana Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 23:30
                                  erillzw napisała:

                                  > Dyscyplina i emocje/uczucia? Nie ma czegoś takiego :) ALbo są emocje i uczucia
                                  > albo jest dyscyplina :)
                                  *
                                  Dla Ciebie. Dla mnie jest. Ja nie twierdzę, że Twojej wersji nie ma.

                                  > Ale dlaczego zakładasz, ze emocje tylko szaleją? :) Normalnym nie jest dysyplin
                                  > owanie rzeczy nam naturalnych a tym sa emocje. Ich usilnie tłumienie swiadczy o
                                  > jakims problemie a nie o normalnosci :) Czemu sie boisz emocji? :) Wbrew pozor
                                  > om da sie z nimi zyc tak by nie dac sie ranic. Dot ego trzeba umiec sie z nimi
                                  > pogodizc a nie udawac, ze ich nie ma bo sa zle :)
                                  *
                                  Nie zrozumiałaś ani kawałka. Moje emocje są trzymane na wodzy, a nie ich nie ma. Skoro to jest, wg.Ciebie niemożliwe, to zostaje nam tylko opcja "szalejące emocje", zasugerowana Tobie.
                                  Możesz robić mi psychoanalizę do woli, niespecjalnie tylko wiem po co. Ty już wiesz, że ja się boję emocji i udaję, że ich nie ma, bo są złe. Bogowie, litości...

                                  > Ja się zastanawiam po prostu jak to działa, że beztrosko piszesz i potępiasz ka
                                  > zdego kto sie emocjonalnie anagazuje bo go potem boli.
                                  *
                                  Potępiam każdego? Nie, stwierdzam, że jak ktoś wybiera lecenie tylko po emocjach, to niech potem nie jęczy. O konkretnym przypadku, a Ty sobie, zamiast czytać co ja piszę do Ciebie, to wykoncypowywujesz "co miał na myśli".

                                  Bol jest czescia człowie
                                  > ka. Unikanie go poprzez tepienie swoich emocji to nie jest normalne, tylko swia
                                  > dczy o nieumiejetnosci radzenia sobie z emocjami i uczuciami. Ale skoro lepiej
                                  > Ci sie zyje udajac ze emocje sa be i do dupy i lepiej sie nie angazowac i przy
                                  > tym wykazywac inni jacy sa slabi bo jednak sie zaangazowali to twoja broszka :)
                                  > kto co lubi :)
                                  *
                                  Gdzie to wyczytałaś? Naprawdę aż tak trudno przeczytać i zrozumieć, a nie wystawiać co ja myślę?

                                  > A ze zapytam, jakie?
                                  *
                                  Zapytać możesz, jednakowoż nie zamierzam przytaczać szczegółów swoich związków.

                                  > Patetyczne? Czy Ty wiesz co w oglole znaczy to słowo?
                                  > Ciezko mi pojac jak ktos czyjes cierpienie moze traktowac jako patetyzm.
                                  *
                                  Wiem co znaczy to słowo.
                                  Bardzo mi z tego powodu wszystko jedno, że ciężko Ci pojąć. Mi ciężko pojąć bezmyślność wielu ludzi i gokochanie np. bijącego faceta i wszyscy z tym muszą żyć.
                                  • erillzw Re: Czy potępiacie... ? 01.03.12, 00:08
                                    raohszana napisał:
                                    > Dla Ciebie. Dla mnie jest. Ja nie twierdzę, że Twojej wersji nie ma.

                                    Ja nie twierdzę, że Twojej wersji nie ma, ale raczej, że posługujesz sie oksymoronem :)

                                    > Nie zrozumiałaś ani kawałka. Moje emocje są trzymane na wodzy, a nie ich nie ma
                                    > . Skoro to jest, wg.Ciebie niemożliwe, to zostaje nam tylko opcja "szalejące em
                                    > ocje", zasugerowana Tobie.
                                    > Możesz robić mi psychoanalizę do woli, niespecjalnie tylko wiem po co. Ty już w
                                    > iesz, że ja się boję emocji i udaję, że ich nie ma, bo są złe. Bogowie, litości

                                    Alez jest mozliwe. Jak widac, jestes tego zywym przykładem :) Dla mnie opcja albo jestem zdyscyplinowana albo szaleja we mnie emocje jest wyjatkowo uboga i wlasciwie nie pokazuje nic poza tym, ze patrzysz na swiat czarno bialo - albo ktos jest tak ja albo ktos daleje szalec emocjom. Nie robie Ci psychoanalizy, nie badzmy smieszni. Interpretuje jedynie Twoje wlasne slowa. jesli masz problem z tym coz pozostaje miec to bardzo uprzejmie gdzies. Wyrazasz swoja opinie, jestes jakos odbierana. Rownie dobrze mozesz uznac, ze jestem niezrownowaznona emocjonalie - bedzie mi to tak samo latalo :)

                                    > Potępiam każdego?

                                    Oszem - bo wy sie angazujecie a potem jeczycie, co za glupota. takie jest przeslanie Twoich wczesniejszych wypowedzi. Jesli mialas inne intencje - nie wyszlo Ci ich przekazanie.

                                    >Nie, stwierdzam, że jak ktoś wybiera lecenie tylko po emocjac
                                    > h, to niech potem nie jęczy. O konkretnym przypadku, a Ty sobie, zamiast czytać
                                    > co ja piszę do Ciebie, to wykoncypowywujesz "co miał na myśli".

                                    Ale dlaczego? Co zlego jest w tym, ze komus jest zle, ze mu nie wyszlo? Nie kumam tego jak mozna tak jechac po tym ze ktos ma czelnosc mowic o tym, ze go boli. W hospiciujm tez pojdziesz i bedziesz ludziom mowic dlaczego cierpia skoro moga brac morfine? Czytam dokladnie to co piszesz - byc moze nie wyrazasz sie zbyt jasno.

                                    > Gdzie to wyczytałaś? Naprawdę aż tak trudno przeczytać i zrozumieć, a nie wysta
                                    > wiać co ja myślę?

                                    No coz moze we fragmenteach o tym jak sie nabijasz z tego, ze ktos sie zaangazowal i potem jeczy ze boli bo nie wyszlo? :)

                                    > Zapytać możesz, jednakowoż nie zamierzam przytaczać szczegółów swoich związków.

                                    A to zaskoczenie.


                                    > Wiem co znaczy to słowo.

                                    Nie sądze.

                                    > Bardzo mi z tego powodu wszystko jedno, że ciężko Ci pojąć. Mi ciężko pojąć bez
                                    > myślność wielu ludzi i gokochanie np. bijącego faceta i wszyscy z tym muszą żyć

                                    jasne :) To wcale nie ma nic wspołnego z tym, ze nie masz pojecia jak przekazc wlasne myslenie poza mowieniem "bo ja sie dyscyplinuje, to jest sluszne, a jak sie ktos angazuje i bo boli to ja sie tylko posumiecham, ze byl glupi" :D
                                    • raohszana Re: Czy potępiacie... ? 01.03.12, 00:18
                                      erillzw napisała:

                                      > Ja nie twierdzę, że Twojej wersji nie ma, ale raczej, że posługujesz sie oksymo
                                      > ronem :)
                                      *
                                      A ja twierdzę, że nie. No i?

                                      > Alez jest mozliwe. Jak widac, jestes tego zywym przykładem :) Dla mnie opcja al
                                      > bo jestem zdyscyplinowana albo szaleja we mnie emocje jest wyjatkowo uboga i wl
                                      > asciwie nie pokazuje nic poza tym, ze patrzysz na swiat czarno bialo - albo kto
                                      > s jest tak ja albo ktos daleje szalec emocjom.
                                      *
                                      I nadal nie rozumiesz. Dobra, wprost, bo widzę, że jakiekolwiek bardziej skomplikowane postawienie sprawy wykrzacza system. Nie, nie mam tylko dwóch opcji dla mnie. I nie, nie uważam, że jak ktoś nie zachowuje się jak ja to daje szaleć emocjom. Teraz dobrze, daje się zrozumieć i nie trzeba kombinować co Rałoś napisał?


                                      Nie robie Ci psychoanalizy, nie
                                      > badzmy smieszni. Interpretuje jedynie Twoje wlasne slowa.
                                      *
                                      Nie. Ty na podstawie moich stwierdzeń wykombinowywujesz z czym ja mam problem, co ja robię z emocjami. Nie rób tego, proszę, tylko czytaj i nie dorabiaj ideologii.

                                      jesli masz problem z
                                      > tym coz pozostaje miec to bardzo uprzejmie gdzies. Wyrazasz swoja opinie, jeste
                                      > s jakos odbierana. Rownie dobrze mozesz uznac, ze jestem niezrownowaznona emocj
                                      > onalie - bedzie mi to tak samo latalo :)
                                      *
                                      Jak wyżej.

                                      > Oszem - bo wy sie angazujecie a potem jeczycie, co za glupota. takie jest przes
                                      > lanie Twoich wczesniejszych wypowedzi. Jesli mialas inne intencje - nie wyszlo
                                      > Ci ich przekazanie.
                                      *
                                      Ty masz takie odczucia, moja interlokutorka zrozumiała o co mi chodzi i o co chodziło z przypadkami jęczącymi i dlaczego to były skrajne.

                                      > Ale dlaczego? Co zlego jest w tym, ze komus jest zle, ze mu nie wyszlo? Nie kum
                                      > am tego jak mozna tak jechac po tym ze ktos ma czelnosc mowic o tym, ze go boli
                                      > . W hospiciujm tez pojdziesz i bedziesz ludziom mowic dlaczego cierpia skoro mo
                                      > ga brac morfine? Czytam dokladnie to co piszesz - byc moze nie wyrazasz sie zby
                                      > t jasno.
                                      *
                                      Bogowie, litości... Wyrażam się jasno, tylko Ty, z jakiegoś powodu, zamiast czytać, to odwalasz ideologię i interpretację jak wierszy Mickiewicza. Skoro ktoś decyduje się zaufać tylko emocjom i się przejedzie i zostanie na lodzie, na przykład też finansowo, to niech, moim zdaniem, nie jęczy, bo wiedział w co się pakuje.
                                      A co ma hospicjum, na wszelkie świętości? Na raka się decydujesz?

                                      > No coz moze we fragmenteach o tym jak sie nabijasz z tego, ze ktos sie zaangazo
                                      > wal i potem jeczy ze boli bo nie wyszlo? :)
                                      *
                                      Chmurwa, znowu... tracę cierpliwość na takie objawy posiadania przodków rycerzy. Przykład wyżej - ktoś poleciał emocjami, nie myślał w ogóle, potem jęczy. Tak, to określam jako głupie. Brak wypośrodkowania i zaufanie tylko emocjom, bez zaplecza, to głupota.

                                      > A to zaskoczenie.
                                      *
                                      No widzisz, fajnie było?

                                      > Nie sądze.
                                      *
                                      Twój problem, my dear know-it-all lady. Daruj sobie przypierniczanie się do mojej osoby i stwierdzanie, co ja wiem, czego ja nie wiem, a?

                                      > jasne :) To wcale nie ma nic wspołnego z tym, ze nie masz pojecia jak przekazc
                                      > wlasne myslenie poza mowieniem "bo ja sie dyscyplinuje, to jest sluszne, a jak
                                      > sie ktos angazuje i bo boli to ja sie tylko posumiecham, ze byl glupi" :D
                                      *
                                      Wyczytałaś co chciałaś wyczytać, Dorobiłaś ideologię zamiast przeczytać co było napisane.
                                      Chyba nie bardzo załapałaś też kontekst wypowiedzi i dyskusję moją z panią M.
                  • erillzw Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 22:05
                    raohszana napisał:
                    >nie dorzucono dodatkowych informacji, wobec cz
                    > ego chyba idzie o to, że to znudzony osobnik zostawia.
                    >

                    Ciekawe jest odgórne założenie, ze to nuda jest wina rozwodu. Ludzie mimo wszystko małżenstwo traktuja bardziej niz zwiazek niesformalizowany. o wiele dalej przesuwa sie granica tolerowania rzeczy ktore nam nie pasuja małżonkom. Na moje oko i doswiadczenie ludzi dookola nuda jest przycyzna rozpadu zwiazkow luznych, natomiast do rozowdu ludzie podchodza przy naprawde powaznych problemach jak uzaleznienia, zdrada czy patalogiczna garesja wobec siebie. Nudzic to sie mozna w wieku szczeniecym kims, bo "nie jest jak dawniej".
                    • raohszana Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 22:43
                      A czytałaś starter? Bo tak nie ma o przewinach, o czymkolwiek - po prostu pan/pani zostawia dla kogoś innego.
                      I odgórnego założenia nie ma - "chyba" to nie "na pewno", no litości.
                      • erillzw Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 23:24
                        Tam nie ma o niczym poza pytaniem "czy potepiacie, ze ktos zostawia malzona, rowodzi sie by byc z innym". Ani o winach, ani o nudzie, ani o patologii. Mnie jedynie zaciekawiło natychmiastowe zalozenie, ze to pewnie nuda.
                        Coz.. oceniamy w koncu przez siebie :)
                        • raohszana Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 23:33
                          erillzw napisała:

                          > Tam nie ma o niczym poza pytaniem "czy potepiacie, ze ktos zostawia malzona, ro
                          > wodzi sie by byc z innym". Ani o winach, ani o nudzie, ani o patologii. Mnie je
                          > dynie zaciekawiło natychmiastowe zalozenie, ze to pewnie nuda.
                          *
                          Bogowie, jeszcze raz - jakie, chmurwa, założenie? Dobra kobieto, piszę drugi raz - stwierdzenie "chyba" jest luźnym przypuszczeniem, a nie założeniem.

                          > Coz.. oceniamy w koncu przez siebie :)
                          *
                          Wiesz co? Ad personam i próby psychoanalizowania mnie i wiedzenia lepiej jak oceniam i w ogóle - zapakuj w pudełko i wyślij do Abu Dhabi.

                          Tak, już możesz zacząć mnie uspokajać i stwierdzać, że mam się nie emocjonować. To jeszcze nie ten raz kiedy mnie przestanie bawić.
                          • erillzw Re: Czy potępiacie... ? 01.03.12, 00:12
                            raohszana napisał:
                            > Bogowie, jeszcze raz - jakie, chmurwa, założenie? Dobra kobieto, piszę drugi ra
                            > z - stwierdzenie "chyba" jest luźnym przypuszczeniem, a nie założeniem.

                            kaman, założenie, przypuszczenie - jasno mowi o tym, ze jedynym powodem na ktorym wpadłas przy watku jest nuda. Lepiej Ci jak uznamy, ze to przypuszczenie bo chyba? Chodzi oi skojarzenie - rozwod - ktos sie znudzil.

                            > Wiesz co? Ad personam i próby psychoanalizowania mnie i wiedzenia lepiej jak oc
                            > eniam i w ogóle - zapakuj w pudełko i wyślij do Abu Dhabi.

                            Co Ty sie tak gorączkujesz? :)


                            > Tak, już możesz zacząć mnie uspokajać i stwierdzać, że mam się nie emocjonować.
                            > To jeszcze nie ten raz kiedy mnie przestanie bawić.

                            Alez emocjonuj sie :) To zabawne :D
                            • raohszana Re: Czy potępiacie... ? 01.03.12, 00:19
                              erillzw napisała:

                              > kaman, założenie, przypuszczenie - jasno mowi o tym, ze jedynym powodem na ktor
                              > ym wpadłas przy watku jest nuda. Lepiej Ci jak uznamy, ze to przypuszczenie bo
                              *
                              A skąd wiesz, że jedyne? Wiesz co? Ja sobie daruję, kopać się z koniem co wie lepiej co ja mam w głowie. Nie umiesz inaczej jak ad personam, wystawiać sobie co kto myśli i na co wpadł? Dobranoc.
                              • masklina Re: Czy potępiacie... ? 01.03.12, 10:13
                                Podczytuję Wasz spór i chciałabym się wtrącić 
                                Mam koleżankę, która dla poznanego 3 miesiące wcześniej partnera rzuciła pracę, sprzedała mieszkanie i przeniosła się do innego kraju. Zerwała też kontakty ze znajomymi bo partner lubił 100% uwagi. Po około roku okazało się, ze facet prowadzi podwójne życie. Koleżanka, wówczas już narzeczona, była regularnie nachodzona przez tą drugą, a może raczej pierwszą, łącznie z jej rodziną. Została z ręka w nocniku, bez pracy, ze spalonymi mostami. Uprzedzając komentarze to naprawdę niegłupia dziewczyna i nie wiem skąd u niej taka pomroczność jasna. Minął już rok a ona autentycznie w każdej rozmowie biadoli, ze czemu on tak zrobił, przecież byli tacy dopasowani i było im tak dobrze.
                                Myślę, ze o takich skrajnych przypadkach zależności finansowej i emocjonalnej pisze rao, bo go to wkurza, tak jak i mnie po roku rozpaczania wkurzać zaczęła moja koleżanka (więcej wsparcia już nie jestem w stanie jej dać). Sądzę, że podejmując decyzje braku potomstwa model jaki opisuje może swobodnie funkcjonować. Większość z nas funkcjonuje gdzieś pomiędzy tym co pisze rao a przykładem mojej znajomej. Pobieramy się, kupujemy wspólne mieszkania lub wprowadzamy się do mieszania partnera, żyjemy wspólnie plącąc za czynsze i inne zakupy. W tym co opisuje rao jest miejsce na emocje i bycie razem, wspólne mieszkanie u jednego z partnerów i widać jemu to się sprawdza. Czy jest przez to uboższy o pewne sprawy – być może , w końcu nie na darmo się mówi, że kto nie ryzykuje, ten nic nie ma. Czy podświadomie wynika to ze strachu przed zranieniem – również może tak być, ale tez w druga stronę może ma tak duży margines niezależności ze mu to starcza i daje szczęście. Nie znam człowieka i nie będę wypowiadać się jednoznacznie. Przyjmuję jego słowa , jedynie wierzyć mi się nie chce ze go nie boli niepowodzenie, ze nie ma emocjonalnego potłuczenia w takim zwykłym, nierozhisteryzowanym wydaniu. Dlatego wykoncypowałam sobie, iż jego słowa o braku czasu na jęki oznaczają próbę szybkiego poskładania się do kupy bo skoro ktoś wywinął numer to nie jest wart rozpamiętywania. Ino to nie takie proste rao :)
                                Co do wątku przewodniego - wiadomo ze życie rzadko bywa takie jednoznaczne, ze ktoś się rozwodzi bo po prostu się zakochał w kimś innym. Ktoś tam wyżej pisał ze mocnego związku, w którym nie ma żadnych większych dramatów nic nie rozwali i ma rację. Autorka wątku nie sugerowała jednak drugiego dna, więc można było założyć ze pyta o sytuacje, w których przyczynkiem do rozwodu jest tak prozaiczna sprawa jak nuda, lub pochopne podjęcie decyzji o małżeństwie z nie odpowiednią osobą. Takie sytuacje przecież też się zdarzają.
                                • raohszana Re: Czy potępiacie... ? 01.03.12, 13:19
                                  masklina napisała:

                                  > (...)
                                  > Myślę, ze o takich skrajnych przypadkach zależności finansowej i emocjonalnej
                                  > pisze rao, bo go to wkurza, tak jak i mnie po roku rozpaczania wkurzać zaczęła
                                  > moja koleżanka (więcej wsparcia już nie jestem w stanie jej dać).
                                  *
                                  Właśnie tak, doskonale zrozumiałaś :) To nam wyszło przy okazji omawiania rozumienia "zależności" i różnic w postrzeganiu tego :)

                                  Sądzę, że po
                                  > dejmując decyzje braku potomstwa model jaki opisuje może swobodnie funkcjonowa
                                  > ć.
                                  *
                                  Wiesz co? Myślę, że w nieco zmienionej formie też dałoby radę, bo tak naprawdę idea jest elastyczna - zachować pewną niezależność i mieć coś swojego, na tzw. "czarną godzinę" - czy to oszczędności, czy nieruchomość. Inna kwestia, że takie zabezpieczenie może się przydać i w trwałym związku w razie nieprzewidzianych wypadków. Asekuracja jak u himalaisty ;)

                                  >Czy podświadomie wynika to ze strachu przed zranieniem – rów
                                  > nież może tak być, ale tez w druga stronę może ma tak duży margines niezależnoś
                                  > ci ze mu to starcza i daje szczęście.
                                  *
                                  To drugie, ja rabnięty indywidualista i moje ulubione powiedzonko to "a dajcie wy mi wszyscy święty spokój" ;)

                                  > Przyjmuję jego słowa , jedynie wierzyć mi się nie chce ze g
                                  > o nie boli niepowodzenie, ze nie ma emocjonalnego potłuczenia w takim zwykłym,
                                  > nierozhisteryzowanym wydaniu. Dlatego wykoncypowałam sobie, iż jego słowa o br
                                  > aku czasu na jęki oznaczają próbę szybkiego poskładania się do kupy bo skoro kt
                                  > oś wywinął numer to nie jest wart rozpamiętywania. Ino to nie takie proste rao
                                  > :)
                                  *
                                  Dla mię jest - dlatego, że ja siebie bardzo kocham, a poza tym jestem tyran i despota i bardziej mnie wnerwia zaburzenie mi planów i to, że ktoś się okazał niegodny mego, nawet ograniczonego, zaufania ;) A histeria jest, moim zdaniem, nigdy niewskazana, bo prowadzi do głupich pomysłów, myśli i właściwie nie daje. Natomiast rozumiem, że ludzie mają różnie i niektórzy pewną żałobę przejść chcą [ przy czym - zachować umiar i w tym ] - ino mówię, że się da inaczej, jak się spiąć i trzymać w garści :) Clou jest takie - jednym pasuje taka opcja, innym taka, jednakowoż moja jest maksymalnie asekurancka, co zresztą na początku zaznaczywszy i ubezpiecza tyłek :D
            • raohszana Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 11:12
              Tak w sumie to bez ślubu z majątkiem łatwo - coś zawsze kupione "na kogoś" i wiadomo czyje.
              • masklina Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 12:05
                Niekoniecznie. Znam parę, która bez ślubu będąc wzięła kredyt na zakup mieszkania. Straszne hocki klocki były później z tym kredytem w sądach i bankach po rozpadzie ich związku.
                • raohszana Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 12:09
                  Wyjątek potwierdzający regułę ;)
                  Generalnie znaleźć można przykłady, że "a wcale nie", ale zasada pozostaje - bez wspólnoty majątkowej wiadomo co czyje. W małżeństwie też można rozdzielność ustawić, jednakowoż z urzędu daje ono wspólnotę.
                  • masklina Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 12:33
                    Zgadzam się, ze są to sytuacje wyjątkowe. Dlatego napisałam "niekoniecznie", a nie "a wcale, że nie" :) Wspomniałam o tym bo nadal jestem pod wrażeniem tak długiej batalii w sądzie i banku z racji tego wspólnego kredytu.
                    • raohszana Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 14:40
                      Z małżeńskimi kredytami to samo. Takie cuda banki odczyniają, że się wierzyć nie chce.
    • princess_yo_yo Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 10:43
      nikt nikomu nie rujnuje poukladanego swiata, w przypadku kiedy oboje malzonkowie sa pelnosprawni umyslowo nie ma mozliwosci zeby idea rozwodu byla dla kogos zaskakujaca.

      ps. ludzi ktorzy sa na tyle rozwiedzeni z rzeczywistoscia ze nie zdaja sobie sprawy ze stanu swojego malzenstwa nie uwazam za pelnosprawnych umyslowo.
    • salma75 Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 10:45
      Tak, każdy ma prawo do szczęścia.
      Jak smakuje takie szczęście na cudzym nieszczęściu zbudowane, to już inna sprawa...
    • hotally Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 10:52
      Bóg ich rozliczy, nie Nam potępiać...
      • raohszana Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 10:57
        Alka i pierniczenie co i rusz o Bogu... Tego nam jeszcze brakowało!
      • salma75 Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 11:10
        Haha, Alka to zdjęcie masz bezbłędne :)))).
        Jak córka będzie niegrzeczna to będę ją straszyła tą fotą :))).

        Coś Ci się z ustami stało :))).


        http://i41.tinypic.com/2lsxnyr.jpg
        • raohszana Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 11:13
          To takie upodobnienie do kaczek z racji przynależności politycznej?
          • salma75 Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 11:16
            Mnie się bardziej kojarzy z maską pośmiertną ;).

            Albo taki Lenin prosto z mauzoleum :).
            • raohszana Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 11:20
              W sensie - regulaminowy wytrzeszcz oczu, usta w ciup, balsam do środka i dawaj w gablotkę? :D
        • anaisanais96 Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 12:38
          hotally piękna z ciebie kobieta:)
    • fajnajozia Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 11:28
      Nie potępiam, ale w określonych przypadkach. Jeśli partner zdradza, jest nierokującym dobrze nałogowcem, znęca się psychicznie albo fizycznie. Ale jeśli para dobrowolnie stworzyła dom, pojawiły się dzieci i nagle jedno stwierdza, że nie jest szczęśliwe i może być z kimś innym - sorry - w/g mnie to niedojrzałość ( małżeństwo to nie zabawa, tylko wspólne pokonywanie dni i wychowywanie dzieci), brak odpowiedzialności za to co się stworzyło i skrajny egoizm. I w następnym związku będzie to samo - po jakimś czasie zniechęcenie, nuda. No i poszukiwanie szczęścia z kimś innym. Good luck:D
      • ritsuko Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 12:44
        Czyli dojrzałe jest cierpiętnictwo, tak? Poza tym nie każde małżeństwo posiada dzieci. Czasem właśnie takie sytuacje wynikają ze wcześniejszych niedojrzałych decyzji- można więc dalej w tym stanie tkwić lub iść dalej.
        Wychodzę z założenia, że tyle o sobie wiemy, na ile nas sprawdzono, bo w teorii to zawsze wszystko pięknie wygląda :)
        • sundry Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 15:08
          Nie cierpiętnictwo, tylko podjęcie starań w celu naprawy związku.
          • ritsuko Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 16:21
            Ze strony o terapii par:
            "Po pięciu latach od zakończenia terapii: 25% par rozwiodło się, jednak ponad jedna trzecia par czuła się całkowicie szczęśliwa w małżeństwie. Kolejne kilkanaście procent doświadczyło znaczącej poprawy relacji, a reszta pozostawała z małżeństwie, mimo braku poprawy."

            Nie chcę mówić, że rozwód jest czymś dobrym, a tym bardziej, że jest jedynym rozwiązaniem, ale nie powiem, że zazdroszczę ostatniej grupie z powyższych statystyk.
            • sundry Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 16:24
              Może kierowały nimi jakieś inne motywy, sami zdecydowali. Może woleli byle jaki związek niż samotność.
        • fajnajozia Re: Czy potępiacie... ? 01.03.12, 14:02
          > Czyli dojrzałe jest cierpiętnictwo, tak? Poza tym nie każde małżeństwo posiada
          > dzieci. Czasem właśnie takie sytuacje wynikają ze wcześniejszych niedojrzałych

          Można być cierpiętnica I można nia nie być - kwestia wewnętrznego wyboru a także charakteru, akceptacji świata takim jaki jest i zajęcie się codziennościa, nie wciaż umartwianiem się jaka to ja biedna I nieszczęśliwa. Przecież kiedyś kochałaś swojego męża. Z moich obserwacji wynika, że nie ma mowy o emocjonalnym powrocie do męża, jeśli przynajmniej na rok nie odstawisz na bok kochanka. Niestety, kobiety nie chca tego robić, bo łatwiej i przyjemniej jest z kochankiem - szary maż zawsze przegrywa. Jedna z moich koleżanek zakochała się w kretynie ( moja ocena) - nagle okazało się, że męża nigdy nie kochała I wynajdywała wiele potwierdzeń jego beznadziejności, ow kretyn z kolei był ideałem. Dwie inne miały podobnie. Dziwiło mnie jak łatwo zapomniały jak przez lata były szczęśliwe - ja pamiętałam, byłam na ich ślubach I nawet pamiętam odkres ich narzeczeństwa :D Nagle tłumacza mi jak bardzo były nieszczęśliwe I dopiero teraz wiedza co to jest prawdziwa miłość. A dzieci? Dzieciom będzie lepiej jeśli mamusia będzie szczęśliwa, a maż? Maż teraz dopiero pokazuje swoja prawdziwe oblicze a ona tyle lat żyła w nieświadomości. Ot, ludzka natura :)
          • fajnajozia Re: Czy potępiacie... ? 01.03.12, 14:42
            PS
            Zapomniałam dodać, że każda z nich była w wyjatkowej sytuacji I każda z nich przeżywała bajkę, jakiej nikt, no może tylko w filmie, nie doświadczył:D
            • raohszana Re: Czy potępiacie... ? 01.03.12, 14:45
              I nie zapominaj, że nic nie jest czarno-białe! ;)
              • fajnajozia Re: Czy potępiacie... ? 01.03.12, 16:21
                > I nie zapominaj, że nic nie jest czarno-białe! ;)

                Ba! Nigdy! Wszystko jest szare w sraczkowate centki :)
                • ritsuko Re: Czy potępiacie... ? 02.03.12, 09:09
                  Zawsze podziwiałam ludzi z czarno białym widzeniem świata i takimiż zasadami. Zdarza się nawet, szacunek dla nich. Aczkolwiek reszta społeczeństwa rzadko tak widzi świat, nie uznaję nic za lepsze, ani gorsze, każdy ma prawo żyć jak chce. Za to wydaje mi się, że szacunek dla innych jest ważny- nie bawi mnie Wasza ironia, może Was zacznie kiedyś, życie lubi udowadniać jak kruchym pojęciem jest "pewność" :)
                  Dziękuję za personalne kierowanie do mnie wywodu fajnajoziu, ciekawie się to czyta, nie powiem ;), co do sensu natomiast- życie, a także małżeństwo (ktoś tu wyżej napisał- widziały gały co brały to bardzo durne powiedzenie) weryfikuje nasze wyobrażenia na ten temat, a miłość to nie mityczne uczucie, ale pewna składowa czynników, które trzeba stale budować. Jeśli się to zaniedba, to niezależnie czy chodzi o innych babę/faceta, czy po prostu stałą frustrację na bardzo wysokim poziomie i wewnętrzny skowyt na myśl o X latach razem dalej- znaczy, że jest niedobrze, niezależnie jakie wybuchy namiętności, dogranie czy miłość były wcześniej. Z czasem zmieniają się oczekiwania względem drugiej osoby, to są ogromne wyzwania. I nie ma co wypominać "bycia szczęśliwym przez lata", bo ja na przykład byłam mega szczęśliwa jako 6 latka, bo miałam inne potrzeby do zaspokojenia niż teraz.
                  Często osoby świetnie funkcjonują w związkach latami, a zgrzyt się zaczyna, bo okazuje się, że osoby nieświadomie zaspokajały swoje zaburzone potrzeby, a jedna osoba nagle zaczyna to zmieniać.
                  Pytanie zaś brzmi- czy potępiamy. Nie, nie potępiam. Za to warto się zastanowić ile osób tkwi w małżeństwach też ze względu na strach przed oceną m.in. takich osób jak Ty, które patrząc z boku widzą tylko ich pozorną głupotę.
                  • fajnajozia Re: Czy potępiacie... ? 02.03.12, 10:34
                    Zawsze podziwiałam ludzi z czarno białym widzeniem świata i takimiż zasadami. Zdarza się nawet, szacunek dla nich. Aczkolwiek reszta społeczeństwa rzadko tak widzi świat, nie uznaję nic za lepsze, ani gorsze, każdy ma prawo żyć jak chce. Za to wydaje mi się, że szacunek dla innych jest ważny- nie bawi mnie Wasza ironia, może Was zacznie kiedyś, życie lubi udowadniać jak kruchym pojęciem jest "pewność" :)
                    Dziękuję za personalne kierowanie do mnie wywodu fajnajoziu, ciekawie się to czyta, nie powiem ;), co do sensu natomiast- życie, a także małżeństwo (ktoś tu wyżej napisał- widziały gały co brały to bardzo durne powiedzenie) weryfikuje nasze wyobrażenia na ten temat, a miłość to nie mityczne uczucie, ale pewna składowa czynników, które trzeba stale budować. Jeśli się to zaniedba, to niezależnie czy chodzi o innych babę/faceta, czy po prostu stałą frustrację na bardzo wysokim poziomie i wewnętrzny skowyt na myśl o X latach razem dalej- znaczy, że jest niedobrze, niezależnie jakie wybuchy namiętności, dogranie czy miłość były wcześniej. Z czasem zmieniają się oczekiwania względem drugiej osoby, to są ogromne wyzwania. I nie ma co wypominać "bycia szczęśliwym przez lata", bo ja na przykład byłam mega szczęśliwa jako 6 latka, bo miałam inne potrzeby do zaspokojenia niż teraz.
                    Często osoby świetnie funkcjonują w związkach latami, a zgrzyt się zaczyna, bo okazuje się, że osoby nieświadomie zaspokajały swoje zaburzone potrzeby, a jedna osoba nagle zaczyna to zmieniać.
                    Pytanie zaś brzmi- czy potępiamy. Nie, nie potępiam. Za to warto się zastanowić ile osób tkwi w małżeństwach też ze względu na strach przed oceną m.in. takich osób jak Ty, które patrząc z boku widzą tylko ich pozorną głupotę.

                    Po pierwsze, nie kierowałam personalnie do Ciebie, raczej do autorki wątku, trwanie w małżeństwie ze strachu przed czyjąś oceną to, przepraszam, ale idiotyczny powód, jako 6 latka na szczęście nie musiałaś podjąć decyzji o małżeństwie ze wszystkimi jego konsekwencjami. Osoby z zaburzonymi potrzebami także nie bardzo nadają się do wspólnego życia z kimś innym a już na pewno nie do płodzenia dzieci - warto to wyprostować przed decyzją małżeństwa, można po prostu być ze sobą niezobowiązująco. Owszem, miłość się zmienia, czasami wygasa , ale po to wiążesz się z drugim człowiekiem żeby z nim być na dobre i złe - brak miłości to złe - umiejętność rozmowy - dobre, wspólna chęć powrotu miłości - dobre i tak na zmianę. Ale na pewno zgodzę się z Tobą, że każdy powinien żyć jak chce. Wyraziłam tylko swoje, bardzo subiektywne zdanie. Chaotycznie, bardzo się spieszę, sorry:)
                    • ritsuko Re: Czy potępiacie... ? 02.03.12, 10:52
                      > Po pierwsze, nie kierowałam personalnie do Ciebie,

                      Tak trochę zabrzmiało, bo pod moim postem ;). Ludzie tkwią w związkach, które niekoniecznie satysfakcjonują (a czasem solidnie ranią, jak już wchodzą patologie) z różnych powodów- czasem lęk przed oceną, stawianie dobra drugiej osoby nad swoje dobro, wartości moralne (mimo wewnętrznego konfliktu), lęk przed samotnością, poczucie winy, misja niesienia krzyża itd. z boku to głupota, ale potrafi trzymać jak diabli.
                      Przykład z 6 latką jak każdy inny, na studiach ludzie biorą śluby, mieszkając z rodzicami, a potem próbując razem wejść w dorosłe życie zaczyna się widzieć inne priorytety. Tak samo zmienia się sposób widzenia świata wraz z pojawieniem się dzieci. Kiedyś pisałam tu o uzgadnianiu ważnych kwestii przed ślubem- czy się chce czy nie teoria zawsze teorią pozostanie :).
                      Osoby zaburzone też nadają się do związków, czasem potrafią przeżyć razem całe życie, jeśli odpowiednio się dobiorą i żaden czynnik tego nie zakłóci. Inna sprawa, że niemal każdy w jakimś stopniu swoje za uszami ma, a nie każdy to widzi, bądź przechodzi własną terapię, która mu pozwoli nad pewnymi rzeczami pracować. Albo nie zdąży tego zrobić przed małżeństwem ;).
                      Myślę, że bycie z kimś i przejście przez życie jest czymś bardzo trudnym, wymagającym ogromu pracy i szczerego uczucia (bo miłość to raczej nie romantyzm i wielkie porywy serca, lecz bardziej pozytywizm- praca u podstaw :P). Nie każdemu się to udaje za pierwszym razem niestety (inni mogą próbować do skutku bez refleksji, ale to już zupełnie inna kwestia :))
                  • raohszana Re: Czy potępiacie... ? 02.03.12, 15:59
                    ritsuko napisała:

                    > Zawsze podziwiałam ludzi z czarno białym widzeniem świata i takimiż zasadami. Z
                    > darza się nawet, szacunek dla nich. Aczkolwiek reszta społeczeństwa rzadko tak
                    > widzi świat, nie uznaję nic za lepsze, ani gorsze, każdy ma prawo żyć jak chce.
                    > Za to wydaje mi się, że szacunek dla innych jest ważny- nie bawi mnie Wasza ir
                    > onia, może Was zacznie kiedyś, życie lubi udowadniać jak kruchym pojęciem jest
                    > "pewność" :)
                    *
                    Co "nas zacznie kiedyś"? Bawić nasza własna ironia? Jakby nas nie bawiła to byśmy nie używali.
                    A my, ironizując, okazujemy brak szacunku komukolwiek?
                    Argument "nic nie jest czarno-białe" jest wyświechtany i zwyczajnie używany przez niektórych w każdej sytuacji, w której chce się usprawiedliwić siebie i to, że się nie pomyślało. O tym sobie z fajnąjózią ironizujemy.
                    • ritsuko Re: Czy potępiacie... ? 03.03.12, 14:55
                      Znasz piosenkę "Zakochani" Heya? Na forum jest podobnie, uwielbiam czytać te wzniosłe słowa chodzących ideałów. Sumienie tak czyste, brak życiowych błędów. Szkoda, że to tylko kreacja, prawda?
                      Kto niby traktuje to jako argument mający usprawiedliwiać? To jest po prostu fakt, większość rzeczy można ująć w kontiuum, niezależnie od celu
                      • raohszana Re: Czy potępiacie... ? 03.03.12, 19:31
                        ritsuko napisała:

                        > Znasz piosenkę "Zakochani" Heya? Na forum jest podobnie, uwielbiam czytać te wz
                        > niosłe słowa chodzących ideałów. Sumienie tak czyste, brak życiowych błędów. Sz
                        > koda, że to tylko kreacja, prawda?
                        *
                        A skąd Ty wiesz, co jest kreacją a co nie? Jasnowidz, esper, we łbie komuś siedzisz?
                        I tak, akurat jestem życiowy ideał i nie miewam problemów w związku z tym, że wybiorę jakiegoś zbuka i nie muszę przekonywać, jak to świat nie jest czarno-biały i ojejku jejku.

                        > Kto niby traktuje to jako argument mający usprawiedliwiać?
                        *
                        Na przykład pani, która wzięła mitomana, a teraz nagle ma problem, wątek obok.

                        >To jest po prostu fa
                        > kt, większość rzeczy można ująć w kontiuum, niezależnie od celu.
                        *
                        Wg. mnie to jest wybieg, ludzie są prości i trzeba się bardzo starać żeby nie widzieć zbukowatości.
    • stary.dziadyga Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 11:54
      Mężczyzn nie, bo jak im się kobieta roztyje i jest niechętna to mają do tego święte prawo.
      Tak juz ich stworzyła natura.

      Natomiast kobiety owszem, nie ma żadnych socjo-biologicznych podstaw ku temu, aby kobieta zdradzała i odchodziła. Jeżeli kobieta odchodzi to z czystego wyrachowania, pewnie jest interesowną zołzą.
      • fajnajozia Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 11:59
        > Mężczyzn nie, bo jak im się kobieta roztyje i jest niechętna to mają do tego św
        > ięte prawo.
        > Tak juz ich stworzyła natura.
        >
        No I rozwód jest wskazany ze starymi dziadygami, o pogladach średnio rozwiniętej małpy:D
        • raohszana Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 12:00
          Nie obrażaj małp, nawet tych średnio rozwiniętych :P
          • fajnajozia Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 12:10

            > Nie obrażaj małp, nawet tych średnio rozwiniętych :P
            >

            Bardzo przepraszam wszystkie małpy!
            • stary.dziadyga Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 12:34
              Dobra, nastęnym razem jednak uwzględnię dopisek "żarcik" w poście
    • uleczka_k Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 12:40
      Po co to w ogóle oceniać? Żyje się własnym życiem, ma się swoje własne sumienie (a nie cudze), rozlicza się swoje własne czyny. Nie widzę powodów by oceniać czyny innych ludzi, tego samego oczekuję od otoczenia. A że społeczeństwo potrzebuje pastwić się nad innymi, koniecznie wypaść lepiej w swoich własnych oczach (bo przecież oni na miejscu tego drugiego to by "zawsze" albo "nigdy" i w ogóle "jak tak można") to już inna sprawa. Problemem jest to jak się takie opinie przyjmie i czy potrafią one bardzo zmącić życie.
      Nikt nie ma tu prawa do oceny, nawet strona porzucona. Inna rzecz, że porzuceni będą przechodzić strasznie ciężkie chwile i pewne jest, że buduje się swoje szczęście na krzywdzie tej drugiej osoby w takiej sytuacji. No, ale czy w ogóle można brać pod uwagę racje trzeciej osoby w związku dwojga ludzi?
    • sommerrrzeit.33 Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 12:42
      Nie potępiam, jesteśmy tylko ludźmi.
    • pani_frig Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 12:55
      Nie potępiam, ale co najwyżej niesmak mam.
    • kseniainc Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 13:20
      Nie pochwalam i nie potępiam. Tyle ile ludzi tyle sytuacji.....i scenariuszy.
    • martishia7 Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 13:22
      Może od razu zaznaczę, że odniosę się do siebie, bo cudzy model postępowania jakoś mało mnie interesuje. Gdybym więc w opisanej przez Ciebie sytuacji, odeszła do drugiego związku w ramach realizacji swojego "prawa do szczęścia", znaczyłoby to a contrario, że w tym pierwszym związku tego szczęścia nie miałam. Oznaczałoby to, że trwałam w nieszczęściu, zamiast spróbować ja po pierwsze zmienić lub po drugie - zakończyć. Gdybym trwała w czymś, co dla mnie jest, w mojej ocenie, złe, szkodliwe, nieuzasadnione, to owszem, nie mogłabym mieć najlepszego zdania o sobie.
    • moonogamistka Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 18:06
      Oczywiscie kazdy przypadek rozwodu jest identyczny i dotyczy identycznych spraw, wiec oceniac bedziemy rownie identycznie;_)
    • mamalgosia Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 18:39
      Żadnej osoby nigdy bym nie potępiła. Nie wiem, dlaczego coś zrobiła, nie znam jej duszy.

      Sama mam wiele za uszami, nie chciałabym aby mnie potępiono
    • maggpie Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 19:39
      Zależy. Potępiam facetów zostawiających żony z małymi dziećmi, bo 'się zakochali'. Kiedy te żony są ogólnie w porządku. Takie żony zostawiające mężów jednakowoż;)
      Ogólnie -raczej nie. Przysięga małżeńska jest ponad ludzką miarę; przeżytek.
      • moonogamistka Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 19:44
        Cos sie Pani odmienilo?;-)
        • maggpie Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 20:14
          moonogamistka napisała:

          > Cos sie Pani odmienilo?;-)

          Nic. Rozwodów nie potępiam, bab włażących w czyjeś małżeństwa dalej nie trawię, facetów zdradzających jednakowoż. Osoby z pewnym typem charakteru nie powinny zawierać związków małżeńskich i tyle w temacie jak dla mnie;)
          • moonogamistka Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 20:17
            Aha:-) Czyli watek o dziewczynie, ktora zaopiekowala sie panem, walnietym przez wspolmalzonke, zdradzajaca go, dobrze jednak pamietam;-)
            • maggpie Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 20:25
              Chyba nie pamiętasz jednak;) Tam o co innego chodziło.
              • moonogamistka Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 20:27
                Aha;-) No dobrze:-) Tolerancja mile widziana:-)
      • ka-mi-la789 Re: Czy potępiacie... ? 29.02.12, 20:51
        > Zależy. Potępiam facetów zostawiających żony z małymi dziećmi, bo 'się zakochal
        > i'. Kiedy te żony są ogólnie w porządku. Takie żony zostawiające mężów jednakow
        > oż;)

        Mężczyzn zostawiających żony bez małych dzieci, ale na przykład poważnie chore i/lub bez źródła utrzymania nie potępiasz, jak mniemam.

        > Ogólnie -raczej nie. Przysięga małżeńska jest ponad ludzką miarę; przeżytek.

        Tylko dlaczego wyznawcy tego poglądu dochodzą do niego po ślubie i zmarnowaniu komuś kilku czy kilkunastu lat, a nie przed?
    • aroden Nie potępiamy i nie pochwalamy... 01.03.12, 14:13
      Bo najczesciej zysk jednej sstrony jesz wiazany ze strata drugiej.

      Wiec jak to wywazyc ?
    • aurelia007 Re: Czy potępiacie... ? 01.03.12, 18:27
      Nie potpiam tego, potępiam natomiast zdrady i oszustwa. Jeśli zdrad i oszustw nie było, ok. Nie wszyscy muszą się doskonale dobrac...
    • lidka449 Re: Czy potępiacie... ? 01.03.12, 18:38
      ewagrab39 napisała:

      > ... faceta (kobietę), który-a rozwodzi się dla innej kobiety (mężczyzny)? Czy t
      > o jest takie jednoznaczne? Bo z jednej strony rujnuje się komuś poukładany świa
      > t, a z drugiej- przecież każdy ma prawo do szczęścia... Jakie jest Wasze zdanie
      > ?
      moim skromnym zdaniem powody do rozstania bywaja rozne
      nie mozna byc ze soba "na sile"
      z drugiej strony najbardziej zal dzieci z rozbitych zwiazkow ....
    • georgia241 Re: Czy potępiacie... ? 01.03.12, 18:42
      Tak potępiam, bo rozwodzić należy się wcześniej niż szukać kolejnej osoby.
    • anna_sla Re: Czy potępiacie... ? 01.03.12, 20:42
      no zbyt przychylnie to się o niej nie myśli. Nie chodzi tu o zakazanie bycia mu/jej szczęśliwym, ale o to, że przez swą niedojrzałość taranuje po drodze komuś życie..

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka