moja historia-mój problem

02.03.12, 20:17
Od jakiegoś czasu zastananawiam się nad napisaniem Wam tutaj swojej historii. Zapewne znajdzie się wiele osób krytykujących moją sytuację, moje błędy jednak licząc się z tym zdecydowałam się ją Wam opisać, zrzucając z siebie ciężar i traktując to jako formę "psychoterapii".

Przez wiele lat byłam z jednym, wspaniałym mężczyzną. Mężczyzna ten zawsze dawał mi poczucie, że jestem dla niego najważniejsza i dla mnie zrobi wszystko. Bardzo go kochałam. W pewnym momencie postanowiliśmy ze sobą zamieszkać. W związku z tym, że zarabiał grosze (niecałe tysiąc złotych), co stało się dla nas w pewnym momencie sporym problemem - często dochodziło na tym tle do sprzeczek, bo ja zarabiałam bardzo dobrze postanowił wyjechać za granicę by zarobić na nasz ślub. Ja zostałam w Polsce czekając na jego powrót...

Wyjechałam w kilkumiesięczną delegację. Poznałam wspaniałych ludzi. Stworzyliśmy tzw. "paczkę" na cały okres delegacji. Wśród tych osób znalazł się on. Bardzo sympatyczny kolega okazał się moim adoratorem. Nie byłam zainteresowana znajomością na delegacji bo nigdy nie interesowały mnie przygodne romanse. Każde jego zaloty obracałam w żart i nie pozwalałam się zbytnio do siebie zbliżać. Wróciliśmy swoich domów.

Brakowało mi mojego mężczyzny. Dzwoniłam, płakałam, prosiłam by wrócił. Czułam, że zaczynam wątpić w sens naszego związku. Nie czułam zainteresowania ze strony mojego mężczyzny, który ciągle opowiadał mi o swojej pracy i mało kiedy pytał co u mnie. Było mi przykro...

A mężczyzna z delegacji? Cały czas był ze mną w kontakcie. Czułam się jakbym zyskała przyjaciela. Jaka byłam naiwna! Przyjaźń między kobietą a mężczyzną? Niemożliwe! Przecież już się przekonałam, że w końcu chociażby jedna ze stron się zakochuje... Po jakimś czasie zdecydowaliśmy się na spotkanie. W związku z tym, że jesteśmy z dwóch stron Polski miał to być weekend. Osobne łóżka. Taki postawiłam warunek. Dzień przed wyjazdem płakałam, wątpiłam w sens wyjazdu. Obiecałam sobie, że to będzie tylko przyjaźń bo jestem w związku. Miałam dzwonić, że nie mogę, jednak tego nie zrobiłam. Pojechałam. Wszystko zapowiadało się zupełnie niewinnie. Faktycznie, wygłupy, żarty, osobne łóżka. Wszystko było niewinne. Zbliżał się wieczór. Poszłam się wykąpać. Wchodzę do pokoju a tam co? Cały pokój w świecach, kwiaty i szampan. Pomyślałam, że miło z jego strony i przyznam, że byłam w szoku. Ale mówię że rozsądek musi trzymać górę nad emocjami. Rozmawialiśmy, żartowaliśmy, piliśmy szampana. No i stało się. Pocałował mnie a później kochaliśmy się przez resztę wieczora...

Rano dopiero zaczęłam mieć wyrzuty sumienia. Wiedziałam, że nie powinnam tego robić. Jednak nie potrafiłam się powstrzymać. Zaczęliśmy spotykać się regularnie. Zakochałam się. Czekałam na powrót mojego mężczyzny by się z nim rozstać. Byłam zakochana po uszy. Mój partner przyjechał na urlop. Dowiedział się, że kogoś mam. Bardzo cierpiał ale postanowił, że nie pozwoli mi tak po prostu odejść. Wybaczył mi. Czułam się strasznie, bo po jakimś czasie czułam że jest dla nas jeszcze szansa. Ale on postanowił wrócić do pracy... I pojechał. Zostałam sama.

Mężczyzna z którym się spotykałam cały czas się ze mną kontaktował. Bał się że go porzucę. Początkowo czuł że zbliżyliśmy się do siebie z moim pratnerem (jednak nie fizycznie) i starał się o mnie jeszcze bardziej. A ja znów wdałam się w tą naszą szaloną miłość zakochując się w nim jeszcze bardziej... Proponował mi wspólne zamieszkanie, zmianę miejsca pracy.. Miał poważne plany.. Byłam przeszczęśliwa.

W końcu mój partner wrócił a ja powiedziałam, że chcę być z nowo poznaną osobą. Mieszkałam z moim już "byłym" z uwagi na to, że po powrocie z Norwegii jest bezrobotny i chciałam mu pomóc. Mieszkałam z nim ale byliśmy dla siebie zupełnie obcy. Kochałam tamtego.. Spotykaliśmy się regularnie i coraz bardziej w sobie zakochiwaliśmy.Byyłam przeszczęśliwa i czekałam aż mój "były" dostanie upragnioną pracę bym mogła się wyprowadzić.

Moja rodzina nie wiedziała o mojej nowej znajomości. Moi rodzice są typem "władczych" i bardzo lubią planować mi życie. Nie chciałam im nic mówić do czasu wyprowadzki od mojego "byłego". Myśleli, że jest wszystko ok.


W pewnym momencie z moim partnerem z delegacjii rozstaliśmy się. To była moja decyzja. Pomyślałam, że byłam nie fair w stosunku do mojego byłego i musimy spróbować jeszcze raz. Chciałam stwierdzić czy ta znajomość z delegacji nie była dla mnie tylko romansem. Bo przecież ja nigdy nie romansowałam? Nie wiedziałam jak to jest? Przecież zawsze byłam taka zasadnicza... Nie w głowie mi były romanse. Z moim wieloletnim "byłym" wyjechaliśmy na urlop. Był wspaniały. Jednak ja tęskniłam... Stwierdziłam, że kocham tego z delegacjii... Spotkaliśmy się. Postanowiliśmy być ze sobą. Miałam zmienić całe swoje dotychczasowe życie. Zaszłam w ciążę. Z mężczyzną z delegacji. Powiedział, że jeśli teraz go zostawię to nie wybaczy sobie tego, że nie zaszłam z nim w ciążę. Zaśmiałam się. Myślałam, że żartuje. Pierwsze nasze zbliżenie po takiej przerwie zakończyło się ciążą. Byłam przerażona! Kilka testów-wszystkie pozytywne. Dla mnie to był szok! Dopiero co awansowałam w pracy. Moja rodzina, znajomi, przyjaciele - nic nie wiedzą o mojej nowej znajomości. Myślę sobie: jak to? Przecież to niemożliwe! Dzwonię do niego... Mówię, że jestem w ciąży-był przeszczęśliwy. Poczułam się oszukana. Pomyślałam, że zrobił to celowo. Wbrew mnie....
A mój już "współlokator"? Przytulił mnie i powiedział, że mimo wszystko bardzo mnie kocha i chce ze mną być!

Boże... To balansowanie między jednym a drugim mężczyzną postawiło mnie w takiej sytuacji. Czuję się oszukana. Nie mam pojęcia co robić :(
    • six_a Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 20:25
      ooooooooszfak

      ale to byłby hit potańcówek: zaszłam w ciążę z mężczyzną z delegacji...
    • raohszana Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 20:25
      Było...
      Czujesz się oszukana? Proszę? Przecież to TY kombinujesz. Weź się w końcu zdecyduj, a nie jęczysz i jęczysz, jakby Cie kto zmuszał i za Ciebie decyzje podejmował.
    • zamysleniee Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 20:32
      nie
      to musi być wymyślone albo mi wina brakować zaczyna
      • jan_hus_na_stosie Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 20:34
        ja mam dobrego grzańca jakby co, mogę się podzielić :)
        • xyz1.2.3 Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 20:36
          No tak, kolejny raz okazałam się zbyt naiwna tym razem oczekując czegokolwiek od forumowiczek. Zapomnijmy o temacie.
          • zamysleniee Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 20:38
            dobra
            zapominamy wina polewamy
          • raohszana Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 20:38
            I będziesz płakać? Bo ktoś Ci prawdę w oczy powiedział?
            • xyz1.2.3 Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 20:40
              Wybacz, jaką prawdę? Że brakuje wina? Wyczuwam ironię. Prawdy nie dostrzegam.
              • raohszana Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 20:42
                Prawda jest taka, że problem tak udziwniony, że bez wódki nie razbieriosz. W dodatku opisałaś chaotycznie i połowa nie załapała o co chodzi.
                • xyz1.2.3 Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 20:46
                  Nie ma sensu się rozpisywać bo widzę, że stało się to tematem żartów. Więc może lepiej zakończyć ten wątek.
                  • raohszana Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 20:48
                    A czego się spodziewałaś, czego oczekiwałaś?
                    Nawywijałaś jak w telenoweli, to co się dziwisz, że to bawi niektórych? Ludzka głupota często bawi.
                • martishia7 Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 20:48
                  No przesadziłeś. Chodzi o to, że pani sama nie wie, czego chce. Najlepiej to by chciała, żeby ktoś podjął decyzję za nią, jak zwykli to robić apodyktyczni rodzice. Ponieważ rodzicom z zaistniałych kłopotów zwierzyć się nie może, szuka porady na forum.
                  • xyz1.2.3 Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 20:51
                    Ciężko mi się do tego przyznac ale chyba masz dużo racji...
                    • martishia7 Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 21:02
                      Najbardziej to byś chciała nie być w ciąży, nie mieć romansu no ale żeby pierwszy narzeczony, to był inny niż jest. Chciałabyś nie musieć sobie powiedzieć, że zrobiłaś coś brzydkiego, a następnie z tym żyć. Przeraża Cię, że zło zostanie ukarane. Bez sensu. Włącz rozum, posłuchaj siebie, wciel w życie.
                  • raohszana Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 20:52
                    Myślisz, że jak zrobimy ankietę i podamy jej wyniki, to się ucieszy i zrobi co każemy? :D
                    • xyz1.2.3 Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 20:55
                      Jasne, na nic innego nie liczę. Proszę Ciebie. Jak już pisałam-nie ma sensu dalej tego komentowac bo to zwykła ironiczna przepychanka słowna.
                    • martishia7 Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 20:57
                      Mam nadzieję, że nie. jeśli nie jest trollem, to powinna sobie odpowiedzieć na jedno zajebiście ważna pytania - czego chce i co może. Rozważywszy swoje uczucia, realistyczne scenariusze oraz możliwości materialno-organizacyjne. A potem to już tylko wcielić w życie.
        • tora83 Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 20:37
          jan_hus_na_stosie napisał:

          > ja mam dobrego grzańca jakby co, mogę się podzielić :)
          >
          >
          A mię mój męźczyzna egoista właśnie wiezie piwo, też zapraszam :)
    • stephanie.plum Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 20:34
      ...a ja nic nie zrozumiałam.

      może autorka dla tych mniej bystrych jakiś diagram rozrysuje, kto kiedy z kim kogo?
      • raohszana Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 20:39
        No bo ona z nim, a on wyjechał, a ona też i tego i się kochali, a potem on wrócił, a on walczył, a ten tego i potem, że on kocha, ale ciąża :P
        • zamysleniee Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 20:44
          czekaj czekaj za szybko piszesz, telenowela zapowiada się interesująco
          lecę po popcorn :D
        • stephanie.plum Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 20:47
          ... i wszystko jasne!
        • funny_game Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 21:10
          Ojezukurwjapie..., naprawdę?! :D
          • funny_game Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 21:11
            PS. Znaczy, nadal nie rozómię :D
            • stephanie.plum Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 21:18
              no właśnie.
              ja też: rozumię, że nie zrozumię.
              • funny_game Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 21:22
                Ach, gdybyś jeszcze do tego zdania dodała "bynajmniej", bym je kochała :D
    • zamysleniee Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 20:39
      zaproszenie na wino są, to ja swojego nie oszczędzam i do dna :D
    • lonely.stoner Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 20:41
      rece opadaja...

      rozumiem w sumie - miec 18-20 lat na karku i sie tak wyglupiac, ale pozniej?>?? to juz nawet smieszne nie jest.
    • funny_game Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 20:46
      Przeprószam, ale nie zrozumiałam tego nawiedzonego słowotoku :/
      • stephanie.plum Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 20:48
        Rao Ci rozrysuje.
        • funny_game Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 21:10
          Tylko, żeby dużo kółek było, bo kółka kumam :F
      • raohszana Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 20:50
        No przeesz wyjaśnione masz, pod postem Stephanie :D
        • funny_game Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 21:10
          Tup, tup...
    • jan_hus_na_stosie a morał z tego 02.03.12, 20:48
      taki ;D
      www.youtube.com/watch?v=w6n3tTzvTIs&feature=related
    • letnia_burza Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 20:58
      > iego... Mówię, że jestem w ciąży-był przeszczęśliwy. Poczułam się oszukana. Pom
      > yślałam, że zrobił to celowo. Wbrew mnie....

      Oszukana? Zrobił dziurę w prezerwatywie, a Ty nie stosujesz antykoncepcji hormonalnej?
    • princess_yo_yo Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 20:59
      ale co jest problemem? bo sie zgubilam, to ze cie wrobil w ciaze?
      • xyz1.2.3 Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 21:05
        Problemem jest to, że ja się w tym wszystkim sama pogubiłam, nie byłam do końca pewna czego chcę a zaszłam w ciążę. To moja wina. Poza tym kolejnym problemem jest moja rodzina. Myślałam, że jestem w stanie zaplanować swoje życie i wdrożę wszystko według planu. tj. poinformowanie rodzinki o zmianach w moim życiu, wyprowadzka do niego i zmiana miejsca pracy. Nie zdążyłam zrobić nic z tych rzeczy. Zaszłam w ciążę gdzie wszystcy myślą, że jestem z byłym. Nie chcę wyjść na potwora w oczach wszystkich. Przeraża mnie to.
        • six_a Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 21:10
          powiedz rodzinie, że były zarabiał tysiaka i go skreśliłaś.
          a ile wogle masz lat, że ta rodzinka tak cię uwiera?
          • xyz1.2.3 Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 21:13
            Wystarczająco dużo by dali mi już spokój! Kłotnie, prośby, groźby nic nie zmieniają.
        • to_ja_tola Re: moja historia-mój problem 03.03.12, 12:25
          Ale chcesz być z tym z delegacji?No to bądź.Czy powstrzymuje cię tylko to,że rodzina nic nie wie?A co to ich obchodzi?Twoje zycie nio nie?;)
    • lusseiana Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 21:06
      Kobieto, na co ty liczysz, hę? Zachowujesz się jak rozkapryszony bachor, za przeproszeniem, który nie może się zdecydować, czy bawić się w tej piaskownicy, czy jednak w tej drugiej, więc lata z foremkami i łopatką, raz tu, raz tam, w zależności od nastroju. Czujesz się oszukana? Że co, k**wa? TY??? Walisz w poroże dwóch facetów jednocześnie i jeszcze czujesz się OSZUKANA?! Chyba masz bardzo płytką wyobraźnię, bo mnie by takie stwierdzenie przez gardło nie przeszło w tej sytuacji - przemknęło ci chociaż przez myśl, jak bardzo oszukany czuje się każdy z nich? No to się zastanów i spuść uszy po sobie, bo sama jesteś sobie winna.

      Chcesz rady? Najlepiej zostaw obu, bo robisz im krzywdę, na którą nie zasłużyli i wracaj do rodziców - wierz mi, z takim podejściem do związków, jak twoje, lepiej wyjdziesz jeśli to jednak rodzice zaplanują ci życie do emerytury. Tym bardziej, że i tak lubią to robić. Dzieciaka tylko szkoda, ale cóż... cuda się zdarzają, może wyjdzie na ludzi.

      A psychoterapia to by ci się przydała, ale raczej nie taka, na jaką zdaje mi się liczysz...

      Mimo wszystko pozdrawiam i rozsądku więcej życzę.
      • xyz1.2.3 Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 21:08
        Walisz w poroże
        > dwóch facetów jednocześnie i jeszcze czujesz się OSZUKANA?!

        Nie spałam na zmianę to jednym to z drugim! Spałam tylko z tym jednym od czasu poznania go.
        • raohszana Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 21:16
          Najpierw ten od tysiąca, potem ten z delegacji, potem znowu były, potem kolejny raz ten z delegacji... Bogowie...
          • six_a Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 21:18
            noooo, niektórzy to se pożyjom;)
            • raohszana Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 21:20
              Nu nie? Zazdrościm! :D
        • lusseiana Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 21:25
          A co to zmienia? Oficjalnie jesteś z jednym (i związku jak widać kończyć nie zamierzasz), ale sypiasz już z drugim, z jednym mieszkasz, a do drugiego jeździsz (czy tam zapraszasz) na dupakę - jak na moje ramy etyczne i moralne, to zdradzasz i jednego i drugiego, tak, że jeszcze trochę, a tymi rogami będą szorować po sklepieniu niebieskim. A ujmując to w krótkich, żołnierskich słowach - szmacisz się. Do tego stopnia, że aż przykro czytać. Poważnie. Gościu pojechał zarobić na ślub z tobą, a ty w międzyczasie strzeliłaś sobie dzieciaka z drugim... nie no, to jest tak żenujące, że aż śmieszne. Tym bardziej, że jak widać głównym problemem zaprzątającym twoją głowę jest jak wyjść z tego gnoju z twarzą, jednocześnie nie ponosząc za nic odpowiedzialności. Wybacz, ale dalej komentować nie będę, bo czytając o tak bezdennej i bezbrzeżnej głupocie ciśnie mi się na usta masa hejtu i słów powszechnie uznanych za obraźliwe.

          Pozdrawiam.
          • kariolafor Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 22:41
            Nie nie, pogubiłaś się. Ona go nie zdradziła jak pojechał wyjechać na ślub. On już wrócił, zdążył wyjechać drugi raz i znowu wrócił. Ona w między czasie już mieszkała z tym z delegacji. Czytajcie uważniej, jak nie potraficie to punktujcie.

            A tak w ogóle, to powinnaś się cieszyć, że oni w ogóle z tobą jeszcze rozmawiają. Masz niebywałe szczęście.
      • xyz1.2.3 Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 21:18
        Dzieciaka tylko szkoda, ale cóż... cuda się zda
        > rzają, może wyjdzie na ludzi.

        Wytłumacz mi skąd taki wniosek? Co Ty o mnie wiesz? Opisałam jedną historię ze swojego życia i zdaje Ci się że wiesz o mnie wszystko? Jakim jestem człowiekiem? To wcale nie świadczy o tym jak wychowam moje dziecko bo kocham je najbardziej nad życie i zrobię wszystko by było szczęśliwe! O jakich Ty cudach piszesz??!!
        • raohszana Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 21:21
          Aha, tak to jesteś rozsądna, poukładana, mądra i tak dalej, a tylko w tej sytuacji, tak nagle, ktoś, coś... No, lusse ma rację - dziecko, które w dodatku ma pretensje, że miast głaskać po główce za piramidalną głupotę w danej sytuacji, to wytyka. Zobacz coś Ty narobiła, zastanów się chwilę zamiast pienić. Waliłaś w rogi raz jednego, raz drugiego, i co, urodzisz to przestaniesz się tak zachowywać nagle, skoro do tej pory nie przestałaś?
          • xyz1.2.3 Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 21:24
            Przecież pisałam, że od momentu poznania tego mężczyzny spałam tylko z nim. To jak będę traktować moje dziecko to zupełnie inna sprawa!
            • raohszana Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 21:29
              Tak, tak, jasssne. Wcale nie. To, jak się zachowałaś daje pogląd na to jakimi wartościami się kierujesz, na to, że nie umiesz się zdecydować na jedno, na to, że sama nie wiesz o co Ci chodzi, że rodzinie pozwalasz wchodzić na głowę i chciałabyś żeby za Ciebie ktoś podjął decyzję. Nagle się zmieni to, taaak?
        • lusseiana Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 21:32
          Między innymi z tego, że zbliżonymi słowami do powyższych najpierw opisałaś jednego faceta, potem drugiego, teraz to samo twierdzisz o przyszłym dziecku... dla mnie związek, rodzina, dziecko, to dość równoważne kwestie, więc jak będziesz w stosunku do młodego tak samo słowna, jak do "narzeczonych", to zostaje mi tylko współczuć. Nie muszę wiedzieć wszystkiego, żeby móc wyciągnąć jakiekolwiek wnioski. To co opisałaś jest na tyle znaczące, że sporej reszty o Twojej osobie pozwala się domyślić. Wszak to nie rozterki w stylu "czy kupić wołowinę, czy jednak drób", ewentualnie "sukienka w grochy, czy może jednak paski?", prawda? W pewnych kwestiach wypadało by mieć odrobinę zdecydowania i szczyptę rozumu, zamiast siana.
          • xyz1.2.3 Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 21:39
            lusseiana napisała:

            > Między innymi z tego, że zbliżonymi słowami do powyższych najpierw opisałaś jed
            > nego faceta, potem drugiego, teraz to samo twierdzisz o przyszłym dziecku... dl
            > a mnie związek, rodzina, dziecko, to dość równoważne kwestie, więc jak będziesz
            > w stosunku do młodego tak samo słowna, jak do "narzeczonych", to zostaje mi ty
            > lko współczuć. Nie muszę wiedzieć wszystkiego, żeby móc wyciągnąć jakiekolwiek
            > wnioski. To co opisałaś jest na tyle znaczące, że sporej reszty o Twojej osobie
            > pozwala się domyślić. Wszak to nie rozterki w stylu "czy kupić wołowinę, czy j
            > ednak drób", ewentualnie "sukienka w grochy, czy może jednak paski?", prawda? W
            > pewnych kwestiach wypadało by mieć odrobinę zdecydowania i szczyptę rozumu, za
            > miast siana.

            Zgadzam się. To nie jest zwykły wybór. To decyzja na całe życie dla mnie i mojego dziecka. Sytuacja do jakiej doprowadziłam mnie przeraziła. Nigdy do czegoś podobnego nie dopuściłam. Zawsze miałam wszystko poukładane. Aż tu takie coś. Nawet nie wiedziałam w jaki sposób sensownie to opisać i zapewne dlatego moja wypowiedź na samym początku była zbyt chaotyczna. Kiedy staję z boku i patrzę co się dzieje, nie mogę uwierzyć że się tak zachowałam. A gdy wracam zastanawiam się co robić by było dobrze. Przede wszystkim dla malucha. Bo nie teraz ja jestem najważniejsza. Możecie myśleć o mnie co chcecie ale moje dziecko jest w tej chwili dla mnie najważniejsze. To że zachowałam się jak nastolatka balansując między jednym a drugim i mimo wszystko nie wiedzieć czego chcę doporowadziło mnie do takiej sytuacji. Napisałam tutaj bo moja przyjaciółka jest stronnicza. Bardzo lubi mężczyznę z którym mieszkam bo przecież przyjaźnimy się od lat. A rodzice? Będą kazali mi wszystko ukryć, zatuszować i będą mi tylko narzucać co mam robić a ja będę się z nimi kłócić i robić po swojemu. dlatego napisałam tutaj. Nieprzyjemnych słów pod moim adresem się spodziewałam bo sama wiem, że popełniłam mnóstwo błędów.
        • princess_yo_yo Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 21:49
          ale zdajesz sobie sprawe ze dzieci ktore maja niezrownowazonych rodzicow maja pod gore, chociaz rzeczywiscie zdaza sie ze wychodza na ludzi ale to raczej wbrew a nie dzieki rodzicowi ktory jest przypadkiem psychiatrycznym.
          • xyz1.2.3 Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 21:55
            Co Ty o mnie wiesz? Tyle co nic. Akurat to czy jestem zrównoważona nie wynika z moich wypowiedzi.Czy jesteś psychologiem lub psychiatrą? Nie sądzę. Po kimś kto wykonuje taki zawód spodziewałabym się czegoś mądrego. Na podstawie moich postów nie można ocenić jakim jestem człowiekiem. To jak "miłość przez internet". Nie możesz ocenić człowieka póki go nie poznasz i nie spędzisz z nim czasu.
            • princess_yo_yo Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 22:08
              sugerujesz ze jestes niezrownowazona tylko w pismie a nie w uczynkach? z tego by wynikalo ze opisane uczynki sa tworem li tylko wyobrazni, to akurat mnie nie dziwi :D
              • raohszana Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 22:11
                No przecież skoro sama nabruździła, a czuje się oszukana to świadczy o zrównoważeniu i poważnym podejściu do tematu! :D
          • koham.mihnika.copyright szczesliwe dzieci maja szczesliwych rodzicow nt 03.03.12, 03:39

    • butellishka Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 21:08
      a myślałam, że to ja jestem nienormalna!!
      :>
    • khadroma Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 21:20
      xyz1.2.3 napisała:
      > Po jakimś czasie zdecydowaliśmy się na spotkanie. W związku z tym,
      > że jesteśmy z dwóch stron Polski miał to być weekend. Osobne łóżka. Taki postaw
      > iłam warunek. Dzień przed wyjazdem płakałam, wątpiłam w sens wyjazdu. Obiecałam
      > sobie, że to będzie tylko przyjaźń bo jestem w związku. Miałam dzwonić, że nie
      > mogę, jednak tego nie zrobiłam. Pojechałam. Wszystko zapowiadało się zupełnie
      > niewinnie. Faktycznie, wygłupy, żarty, osobne łóżka. Wszystko było niewinne. Zb
      > liżał się wieczór. Poszłam się wykąpać. Wchodzę do pokoju a tam co?

      Wszystko jestem w stanie zrozumiec, poaz tym, co powyżej.
      To już jest wyższa szkoła jazdy, jeśli chodzi o zakłamanie.
      Kobita jedzie na drugi koniec Polski, by spac w łózku obok faceta, który ją od dawna kręci.
      W dodatku ma narzeczonego.
      Sorry, nie chce Ci dowalić, ale jesli nie przestaniesz okszukiwać samej siebie, to nie wyjdziesz na prostą.
      • xyz1.2.3 Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 21:23
        Możesz to rozszerzyć? Co masz na myśli pisząc o zakłamaniu? Przecież ja pisałam że na początku traktowałam go jak przyjaciela i że mnie nie kręcił.
        • khadroma Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 21:29
          Ok. W takim razie odpowiedz na pytanie: po co tam jechałas?
          Przeciez porozmawiac można przez telefon. Jesli chciałas sie z nim zobaczyc po przyjacielsku mogłas sie z nim spotkac przy kawie czy piwie wspolnie z Twoim facetem.
          • xyz1.2.3 Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 21:32
            khadroma napisała:

            > Ok. W takim razie odpowiedz na pytanie: po co tam jechałas?
            > Przeciez porozmawiac można przez telefon. Jesli chciałas sie z nim zobaczyc po
            > przyjacielsku mogłas sie z nim spotkac przy kawie czy piwie wspolnie z Twoim fa
            > cetem.

            Wiem. Dokładnie tak jak napisałaś. Byłam naiwna, liczyłam na przyjacielskie spotkanie. A od niego się wszystko zaczęło.
            • khadroma Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 21:37
              Aż tak naiwna? Nie wierze. :)
              Myśle, ze to wygodne zrzucac odpowiedzialność za Twoją podwójną moralnośc na tego faceta.
              To wszystko jego wina, Ty jestes ok. ;)
            • koham.mihnika.copyright Cnotliwa kobieta daje do pocalowania zimna dlon 03.03.12, 03:43
              umawiasz sie z facetem w hotelu i liczysz na koperkowe gadki?
              u nas pada, ale buzia mi sie smieje, dziekuje bardzo.
              • koham.mihnika.copyright czemu nie zamowiliscie osobnych pokoi? 03.03.12, 03:44
                hotele w Polsce sa tanie.
            • coelka Re: moja historia-mój problem 04.03.12, 03:37
              liczyłaś na przyjecielskie spotkanie heh to odrazu da sie wyczuć czy facet ma coś czy nie to sie wyczuwa na delegacji na pewno czułąś ze patrzy na ciebie bardziej niz na kolezanke tylko nie kłam ze nie
        • martishia7 Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 21:31
          Nieprawda. Sama sobie to wmawiasz, żeby nie ponosić odpowiedzialności za to, co się stało. Gdyby nie było "chemii", to deklaracje o dwóch łóżkach byłyby zbędne. Potrzebowałaś tego, żeby poczuć się tak dobrze, pewnie i moralnie. A wszystko co potem... no to już on zadziałał, a Ty "nie umiałaś się oprzeć", "sama nie wiesz jak to się stało".
    • gaviota44 Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 21:21
      Dejcie se na wstrzymanie.Tylko troll upisze tyle i az tak bez sensu
    • kalarepka30 Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 21:26
      oszukana?? przez kogo? przez faceta który nie ładnie mówiąc zrobił Tobie dziecko?? Do tanga trzeba dwojga chyba siłą nie zaciągnął Ciebie do łóżka ani nie wykorzystał - więc nie przesadzaj i nie rób z siebie ofiary. To raczej Ty kombinujesz, sama nie wiesz którego chcesz.
    • fajnajozia Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 21:38
      Streści mi ktoś uprzejmie? Pagibłam przy mężczyźnie z delegacji, który był w kontakcie.
      • fajnajozia Re: moja historia-mój problem 04.03.12, 09:06
        Bez łachy samoluby :( Sama przeczytałam. I sobie teraz podśpiewuję:
        "Osiołkowi w żłoby dano,
        W jeden owies, w drugi siano.
        Uchem strzyże, głową kręci
        I to pachnie, i to nęci.
        Od którego teraz zacznie,
        Aby sobie podjeść smacznie?
        Trudny wybór, trudna zgoda
        Chwyci siano, owsa szkoda,
        Chwyci owies, żal mu siana.
        I tak stoi aż do rana,
        A od rana do wieczora;
        Aż nareszcie przyszła pora,
        Że oślina pośród jadła
        W CIĄŻĘ ZASZŁA"
        PS Wersjo, ten tekst (jakby co) jest własnością publiczną:)
    • kadfael Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 22:31
      Masakra.
      Kompletny brak odpowiedzialności za własne postępowanie. Czy Ty jesteś jakimś zwierzątkiem, które sie kieruje tylko popedem?
      Jak z tego wybrnąć? Nie mam pojęcia. Z pewnością będziesz musiała wypić piwo, którego nawarzyłaś. Jedyne co moge poradzić - zrób wszystko, by na tym jak najmniej ucierpiało dziecko.
    • moonogamistka Re: moja historia-mój problem 02.03.12, 22:44
      Jaka oszukana?? Jestes w ciazy z mezczyzna, ktory bardziej Cie pociagal:-) Baranek w sciane i uwolnij biednego jelenia zamotanego ciagle w zwiazek emocjonalny z Toba.
      Pisze o rogaczu, czyli bylym.
      To fajnie miec kilku facetow szalejacych, ale badz odpowiedzialna i daj mu szanse na ulozenie sobie zycia.
    • zmierzwiony_baranek Re: moja historia-mój problem 03.03.12, 11:10
      xyz1.2.3 napisała:
      >
      > Boże... To balansowanie między jednym a drugim mężczyzną postawiło mnie w takie
      > j sytuacji. Czuję się oszukana. Nie mam pojęcia co robić :(

      Wiesz co, jakbym czytała o "moim" facecie... On też biedne, skrzywdzone niewiniątko i nie wie co robić. Może to brat bliźniak? Poczytaj se tu forum.gazeta.pl/forum/w,150,133697077,133697077,trudny_zwiazek_z_rozwiedzionym_i_jego_znajoma_.html
    • to_ja_tola Re: moja historia-mój problem 03.03.12, 12:20
      ale czym czujesz się oszukana???Tym,że sama nie zdbałaś o zabezpieczenie przed ciążą?
      To kogo ty kochasz?bo sie pogubiłam.
      • zdesp2 Re: moja historia-mój problem 04.03.12, 07:52
        Wyglada ze masz poczucie winy co do pierwszego, ale kochasz tego z delegacji.
        Idz za sercem , a dziecko bedzie szczesliwe jak bedzie w domu gdzie jest milosc.

        A tak z ciekawosci komu przeszkadzal maly zarobek tego pierwszego?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja