Dodaj do ulubionych

W obronie nauczycieli

17.03.12, 10:35
Mam nadzieje na ciekawa dyskusje, bo jest na forum sporo matek i nauczycielek oraz tych dwoch kombinacji.
Zaintrygowal mnie watek z przed jakichs dwoch dni, w ktorym Salma 75 zalila sie na nauczyciela, ze "nawet nie podrzucil materialow na olimpiade" jej zdolnemu dziecku.
Abstrahuje oczywiscie od faktu, ze sa nauczyciele, ktorzy palcem nie kiwaja. Nie podwazam go.
Niemniej jednak, 45 minut lekcji podzielic na 30 uczniow to jest 1.5 minuty na ucznia, a przeciez trzeba jeszcze przeprowadzic lekcje! W kazdej klasie jest kilkoro uczniow, ktorzy absolutnie nie nadazaja. Gdybym musiala wybierac, wolalbym pomoc uczniowi slabemu. Slabe dzieci maja problemy nie tylko z nauka, ale takze z funkcjonowaniem w klasie. Tak jak powoli rachuja czy czytaja, tak samo powoli reaguja na zarty, zaczepki, staja sie oderwane od grupy. Nauczyciel wspierajacy takiego ucznia daje mu oparcie i jednoczesnie daje klasie jasny przekaz: szanujemy wszystkich ludzi.
Zdolne dzieci pochodza z zamoznych, dobrze funkcjonujacych domow. Ich rodzice im pomoga w nauce. Slabym nikt sie nie interesuje, ani instytucje, ani rodzina. Sytuacje bez porownania. Nie orientuje sie za bardzo, ale czy to jest gdzies wpisane w obowiazki nauczyciela, przygotowywanie do Olimpiad przedmiotowych?
Po lekcjach oprucz sprawdzania klasowek, sa sprawy wazniejsze: kto zniszczyl klozet, dlaczego kasia bije basie itp.
Dlaczego ludzie oczekuja pelnej, spersonalizowanej uslugi pedagogicznej na miare krolewska, w publicznej szkole masowej, dotowanej z biednego budzetu?
Uwazam, ze posiadanie zdolnego dziecka obliguje do wiekszej pokory, wdziecznosci.
Ustawianie sie w kolejce jako pierwsza po pelna obsluge, bez zwazania na potrzeby slabszych, mniej "uposazonych" jest postawa hmm...brutalna wrecz. To tak jakbym z zarobkami 10 tys. miesiecznie chodzila do Caritasu po darmowe konserwy.
Co Wy na to? Myle sie?
Obserwuj wątek
    • headvig Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 10:41
      zaraz cię tu jakiś pseudo-pisarzyna-dziennikarz z Gazety wykasuje, bo "gazeciarze" kochają tych darmozjadów, co pracuję 3,5h dziennie... :))
      • zakochana.w.nim Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 20:42
        @ headving Przedstawiasz punkt widzenia typowego idioty.
      • georgia241 Re: W obronie nauczycieli 18.03.12, 14:50
        Nauczyciele mają 2 duże związki zawodowe. Jak nie potrafią zadbać o swoje dobre imię, to nikt im jego nie zapewni. Za dużo jest też nauczycieli zatrudnianych po znajomości a za mało tych, którzy mają odpowiednie predyspozycje osobowosciowe.
        • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 21.03.12, 13:54
          Za dużo jest też nauczycieli zatrudnianych
          > po znajomości a za mało tych, którzy mają odpowiednie predyspozycje osobowoscio
          > we.

          Prawda, tylko czy sa jakies testy na albo inna mozliwosc udokumentowania "predyspozycji osobowosciowych"?
    • kseniainc Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 10:43
      Mylisz się i to BARDZO.

      " Zdolne dzieci pochodza z zamoznych, dobrze funkcjonujacych domow. Ich rodzice i
      > m pomoga w nauce. Slabym nikt sie nie interesuje, ani instytucje, ani rodzina.

      Większej bzdury nie czytałam oprócz trolingu;-p
      Po tym zdaniu reszty nie chce mi sie nawet komentować.
      • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 11:32
        Argument "bzdury" niczego nie przekazuje. Moze sie szerzej wypowiesz, skoro tyle wiesz w temacie?
        • szarrak Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 12:59
          Nie wiem, skąd wniosek, że bogate dzieci są zdolne i wspierane przez rodziców, a biedniejsze są mniej zdolne i nikt ich nie wspiera. Moja macocha pisała pracę magisterską na temat różnic między dziećmi ze środowiska miejskiego i wiejskiego, ale z tego, co pamiętam, nie doszła do żadnych ciekawych wniosków jeśli chodzi o relację zdolność-zamożność w tym samym środowisku. Kiedy byłam w gimnazjum, dwie najbogatsze dziewczyny z mojej klasy to były wyjątkowo tępe dzidy (nie piszę tego z zazdrości, bo sama wówczas wyjątkowo nie byłam biedna) - owszem, uczyły się, ryły nawet na korkach za pieniądze rodziców, ale co z tego, skoro ledwo nadążały? Natomiast intelektualna elita, która była w moich klasach począwszy od podstawówki aż do końca liceum to były kompletne szare szaraki (nie, nie piszę o sobie) - ani najbiedniejsze, ani na pewno nie najbogatsze dzieci. Znam masę bogatych kretynów i masę bystrych osób pochodzących z biednych rodzin. Oczywiście znam także masę bystrych, bogatych osób i mnóstwo biednych kretynów... Naprawdę, nie ma tu żadnej reguły.
          • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 13:46
            to co piszesz tylko potwierdza regole, ze nie nalezy wyciagac daleko idacych wnioskow tylko na podstawie wlasnych, osobistych doswiadczen. W necie znajdziesz mnostwo opracowan we wszystkich jezykach swiata, ktore jednoznacznie pokazuja, ze im wyzsze wyksztalcenie tym zarobki wyzsze. A wyzsze wyksztalcenie jednak jest pochadna intelektu.
            Np. tu: Wynagrodzenie całkowite

            Zobacz tabelę 1. Wykształcenie a wynagrodzenie całkowite.

            Co oczywiscie nie znaczy, ze bogaty nie moze byc niezdolny. Niektorzy sa po prostu sprytni albo maja szczescie czy wplywowe rodziny.

            Jak wynika z tabeli 1 wraz z kolejnymi poziomami wykształcenia wzrasta wysokość zarobków. Najmniej zarabiają osoby z wykształceniem podstawowym.
            • szarrak Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 14:22
              O bogowie, oczywiście, że lepiej wykształceni zarabiają więcej! Nie zmienia to faktu, że mówimy o DZIECIACH, które same na siebie nie zarabiają. W pokoleniu, które miało dzieci w latach 80. i na początku 90. studia nie zależały jedynie od intelektu, ale także od mnóstwa innych czynników - a o dzieciach tego pokolenia pisałam. Najbogatsi w połowie lat 90. to bynajmniej nie byli ci po siedmiu fakultetach, lecz ci, którzy szybko rozkręcili własny biznes, chociażby sprzedając chemię z zachodu na łóżku polowym. To teraz praktycznie każdy coś studiuje, wówczas tak nie było. Dodatkowo inteligentni rodzice nie gwarantują mądrej progenitury, a z rodziców o umiarkowanych możliwościach intelektualnych może urodzić się bystre dziecko.

              BTW, w tym momencie studiuję na podobno niezłym uniwersytecie (UJ) i powiem Ci, że jakiejś rzeszy szczególnych bystrzaków nie zauważyłam...
              • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 14:32
                Lata 80-te i 90-te to rzeczywiscie specyficzny okres transformacji i wtedy kazdy kto sie sprezy, mial latwa droge do awansu ekonomicznego.

                > BTW, w tym momencie studiuję na podobno niezłym uniwersytecie (UJ) i powiem Ci,
                > że jakiejś rzeszy szczególnych bystrzaków nie zauważyłam...

                Inteligencji nikt na czole nie ma wypisanej, nie jest definiowalana. To po pierwsze, po drugie UJ plasuje sie w trzeciej setce w rankingach swiatowych, wiec co tu oczekiwac...Zreszta znam osoby z Uniwerkow z pierwszej dwudziestki, mowia to samo co Ty:), ze nie ma tam bystrzakow wiele...:)

                P.S. Po co to "O bogowie" na poczatku postu? Ma podkreslac wage Twojej wypowiedzi?
                • szarrak Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 18:14
                  No dobrze, na świecie w trzeciej setce, ale w Polsce chyba jednak w pierwszej dziesiątce - i wierz mi, na każdym kierunku można tu spotkać kretynów ;)

                  "O bogowie" jest nadużywanym przeze mnie westchnieniem. Traktuj to jak zamiennik "ech".
                  • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 18:20
                    U mnie na roku byly dwa osobniki, ktore dostaly sie po koneksjach rodzinnych? Skad wiem? Bo sie wygadali przy wodce, kto na uczelni jest wujkiem/ciocia. Oceny mieli straszne, co semestr poprawka, intelektem nie grzeszyli ale z egzaminow wstepnych z przedmiotow kontrolowanych przez te "ciocie", mieli piatki. Ciekawe, ze potem, jak juz nie cicia egzaminowala, nagle zdolnosci zmarnialy.
                    Moze i u ciebie takie asy sa?
    • headvig polska edukacja to jeden wielki absurd 17.03.12, 11:02
      Polska edukacja to jedne wielki absurd, podaję przykłady:
      a) Przychodzi szczyl o 10.00 do szkoły pijany (tak zaczyna wg planu) – rodzice oskarżają szkołę, że ta ma obowiązek zapewnić naukę i opiekę od 8 rano i to że on jest nawalony, to wina szkoły
      b) Sytuacja z Krakowa – nienormalna panna godzi nożem nastolatkę, nauczyciel traci pracę, bo nie zapobiegł tragedii, choć dyżurował bez zastrzeżeń. Pokażcie mi przepisy, co ma nauczyciel w takiej sytuacji zrobić? Domniemam, że zasłonić ucznia własnym ciałem. Przecież to sekundy są.
      c) Chłopak 100 kg spada ze schodów, nie rusza się, mdleje z bólu. Nauczyciel leci wezwać pogotowie, na dzień dobry dostaje ochrzan, że nie spisał jego danych osobowych. Na drugi dzień śledztwo, czyja to wina, bo nauczyciel miał go chwycić… w locie jak spadał.
      d) Nauczyciel ma obowiązek zrobić dwie godziny „karciane” (darmowe), odrabia 4, rodzic domaga się kolejnej dla swojego dziecka, bo… co dziecko zrobi w szkole, tego nie będzie musiało w domu robić, innymi słowami, darmowe korki
      e) Nauczyciel na wycieczce nie może spać.
      f) Nauczyciel tworzy papiery, toooony papierów, żeby chroniły mu dupę i udowadniały kolejne absurdy, procedury i sranie po ścianie, zamiast faktycznie skupiać się na tym, co powinien robić

      Nie bronię nauczycieli. Znam wielu, którzy nie powinni nimi być, niektórzy z nich to się leczyć powinni. Znam też wielu rodziców, którzy powinni się pierdyknąć w głowę, bez względu na status społeczny, czy biedny czy bogaty, czy dziecko słabe czy zdolne, za te wszystkie roszczenia i spychanie podstawowych obowiązków rodziny na szkołę.
      • rikol Re: polska edukacja to jeden wielki absurd 18.03.12, 00:19
        Praca darmowa to praca przymusowa, nielegalna. a jesli przy takiej samej pensji komus sie dorzuca dodatkowe godziny, to oznacza obnizke pensji.
    • lena.nocna Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 11:12
      Ponadprzeciętnie zdolne dzieciaki powinny chodzić na dodatkowe zajęcia, koła naukowe, itp. Szkoła jest dla wszystkich, nie można dyskryminować mniej zdolnych, bo nabawią się kompleksów, a braki w wiedzy się nie pomniejszą.

      Sama brałam udział w Kangurze i olimpiadach językowych i pamiętam, że zostawałam po lekcjach. Nauczyciele przygotowywali mnie i inne dzieciaki dodatkowo. Nigdy nie rozwalali lekcji żeby mnie doszkolić. Musieli przecież zrealizować program.

      Moja szkoła była w małym mieście, a zajęć dodatkowych organizowano w niej pod dostatkiem - od sportowych, przez taneczne po koła biologiczne, matematyczne.
      • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 11:52
        To by znaczylo, ze jednak kolka nie sa obowiazkiem nauczycieli, bo niby dlaczego w wieksizsci innych szkol kolek nie ma? Pozwolono by im sie migac od obowiazkow?
      • rikol Re: W obronie nauczycieli 18.03.12, 00:20
        sZkole utrzymuje samorzad. Kiedys byly pieniadze na zajecia dodatkowe (kolka dla zdolnych i wyrownawcze). Teraz obcieto te fundusze. Chyba nikt nie sadzi, ze nauczyciele beda za darmo w szkole siedziec?
    • six_a Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 11:16
      > Dlaczego ludzie oczekuja pelnej, spersonalizowanej uslugi pedagogicznej na miar
      > e krolewska,

      chyba sobie żartujesz?
      laureaci olimpiad to poprawa wizerunku szkoły. więc wypadałoby jak najbardziej wspierać także dzieci zdolne, bo kto te punkty szkole ma nabijać, jak nie zdolne?

      co kompletnie nie oznacza zaniedbywania mniej zdolnych i problematycznych. dobra szkoła powinna wspierać wszystkich uczniów.

      jakoś dziwnie ustawiłaś problem.
      • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 11:29
        "laureaci olimpiad to poprawa wizerunku szkoły."

        A co nauczyciel z tego ma?
        • kseniainc Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 11:33
          satysfakcję?Jesli się nie minął z powołaniem;-p
          • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 11:42
            A Ty skad sie urwalas. Myslisz, ze ktos idzie do pracy z powolania, a nie zeby na chleb zarobic?
            Nawet ksiez ida do pracy zeby przezy, a czego ty od nauczyciel oczekujesz. Meczennictwa?
            • kseniainc Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 11:48
              To specyficzny zawód i jeśli ktoś idzie do szkoły z dziećmi pracować, niejako kształtować ich charaktery z takich pobudek co Ty mówisz, to istne draństwo;-p Stąd tyle durnych nauczycielek/nauczycieli , którzy zmarnowali wiele fajnych osobowości;-p
              • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 11:55
                "jeśli ktoś idzie do szkoły z dziećmi pracować, niejako kształtować ich charaktery z takich pobudek co Ty mówisz, to istne draństwo;-"
                Praca na chleb to jakies dranskie pobudki? O innych nie mowilam.
                Wyobrazasz sobie kogos kto idzie uczyc dzieci, nie zwracajac uwage na to czy zarobi na chleb czy nie? Raczej zdrowy na taki osobnik na umysle nie bylby.
                Wolalabym, zeby taki ktos lepiej moich dzieci nie uczyl.
                • kseniainc Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 12:16
                  Pisałaś o leniach, którzy tylko na wypłatę robią;-p, a nie nauczycielach, a w zasadzie o swoich dziwacznych wyobrażeniach nauczyciela i tego co powinien , a czego nie. Nie masz zielonego pojęcia w temacie, a próbujesz prowadzić dyskusję, najpierw się zorientuj co?
                  • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 12:20
                    "Pisałaś o leniach, którzy tylko na wypłatę robią;-p"

                    A czyli nauczyciel, to z definicji ktos, kto robi za darmo dla chwaly potomstwa obcych ludzi?
                    O naiwnosci.
                    A tY na co robisz, jesli nie na wyplate? Radze dojrzec.
                    • kseniainc Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 12:25
                      To Ty zacznij jak dorosła osoba rozumować, zdajesz sobie sprawę jaki wpływ nauczyciele i szkoła ma na całokształt życia człowieka, czy też nie bardzo?Większosć czasu dzuiecko spędza właśnie w szkole, czy Ty uciekałaś ze szkoły, bo zaczynam mieć takie wrażenie;-p
                      • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 12:31
                        Jestes w stanie argumentowac bez personalnych wybiegow?

                        Zapewniam Cie, ze na pedagogocznych oprocz suchej teorii z psychologii czy pedagogiki, nie ma zadnych zajec przygotowujacych do "ksztaltowania osobowosci dzieci". Dlatego raczej trzeba dziekowac, nieprzygotowanym w tej materii nauczycielom, ze nie pchaja sie tam, gdzie moga teoretycznie zaszkodzic. Przekazuja wiedze, bo tylko tego ich nauczono na studiach. Ksztatowanie osobowosci to praca rodzicow. Wiem, ze niektorym sie nie chce.
                        • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 12:32
                          Na "pedagogicznych kierunkach" oczywiscie.
        • six_a Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 11:35
          > A co nauczyciel z tego ma?
          co to znaczy co z tego ma? pensję ma chyba? i w ramach pensji ma jakieś tam obowiązki, w tym prowadzenie kół dla utalentowanych albo reedukacyjnych.

          coś Ci ta obrona nie wyszła. jakbyś szkoły nie widziała nigdy od środka, ani jako uczeń, ani jako rodzic.
          • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 11:47
            Nie jestem pewna, czy ma w obowiazku prowadzenie kolek, moze sie jakas nauczycielka wypowie.
            Podejrzewam, ze po wykonaniu wszystkich obowiazkow, prowadzenie kolek zalezy tylko i wylacznie od checi nauczyciela. I pewnie sporo nauczycieli robi to dla satysfakcji, ale trudno oczekiwac, ze cale kilset tysiecy innych podzieli ich "hobby".
            • six_a Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 11:50
              >Podejrzewam, ze po wykonaniu wszystkich obowiazkow, prowadzenie kolek zalezy tylko i wylacznie od checi nauczyciela.

              to źle podejrzewasz.
              • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 11:56
                To dlaczego w kilku szkolach sa kolka a w innych nie ma zadnych? W tych drigich (ktorych jest wiekszosc) nauczyciele migaja sie od obowiazkow?
                • six_a Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 12:42
                  ale w jakich w ogóle szkołach?
                  oprócz tego, że wyciągnęłaś absurdalny wniosek z wypowiedzi salmy (że domaga się królewskiej obsługi), to ja w ogóle nie widzę, na czym można się oprzeć w tej dyskusji. na kilku innych, równie dupnych sorry wnioskach, jakoby inteligencja była pochodną zamożności?
                  no litości.
                  • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 12:48
                    Droga sikso, doceniam twoj ozdobny styl wypowiedzi ale prosze o mniej ozdobnikow w stylu "absurdalny" bo nudno bedzie jak moje argumenty zaczna miec takie same ozdobniki: "bzdura", "absurd", "dupne".
                    Stac Cie na wiecej.
                    W kwestii pochodzenia inteligencji od zamoznosci. Oczywiscie to nieprawda ale ze jest odwrotnie: zamoznaosc jest pochodna inteligencji to juz sa na to dane statystyczne.
                    A wracajac do Salmy, jest na tyle inteligentna i wyksztalcona, ze jest w stanie przygotowac swoje dzieci do Olimpiad, co sama przyznala. Czyli nie potrzebuje sie ustawiac w kolejce po darmowe konserwy.
                    Oczywiscie, nic do Salmy nie mam, licze na kulturalna dyskusje, o ile to mozliwe.
                    • six_a Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 13:43
                      >Czyli nie potrzebuje sie ustawiac w kolejce po darmowe konserwy.
                      żalpeel, czyli szkoda komentować.
                      • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 13:47
                        Komentarz: "ziew", ala sixa.
                        • six_a Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 13:52
                          jaki wątek, takie komenty, co dziełać. postaraj się lepi następno razo.

                          a teraz sobie potrąb.
                          www.youtube.com/watch?v=8ip8OsExLJs&feature=relmfu
                          • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 13:57
                            ziew
                            • six_a Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 14:00
                              no sama widzisz.

                              papieroska?
                              www.youtube.com/watch?v=YA_tBIOt8MY&feature=related
                              • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 14:01
                                Ziew, ale nizej jest ciekawie. a ty co zazdroscisz, to se skec watek na miare wlasnych potrzeb.
                                • six_a Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 14:03
                                  poproszem po polsku.
                                  • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 14:17
                                    Dlaczego sama nie tworzysz watkow? Bylyby zaje...ste, nie?
                                    No nie daj sie prosic, skrec cos interesujacego, sixa.
            • lacido Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 16:49
              kochanic.a.francuza napisała:

              > Nie jestem pewna, czy ma w obowiazku prowadzenie kolek, moze sie jakas nauczyci
              > elka wypowie.

              Jeśli jest to w ramach etatu, czyli płatna godzina to prowadzenie kółka jest obowiązkowe. Od jakichś dwóch lat nauczyciele mają dodatkowe 2 godziny (do całego etatu) niepłatne w zależności od potrzeb mogą je przeznaczyć na zajęcia z uczniem słaby, zdolnym itp.
      • rikol Re: W obronie nauczycieli 18.03.12, 00:23
        A kto za to zaplaci?
    • fuks0 Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 11:21
      > ! W kazdej klasie jest ki
      > lkoro uczniow, ktorzy absolutnie nie nadazaja. Gdybym musiala wybierac, wolalby
      > m pomoc uczniowi slabemu.

      Dlatego też powinna być selekcja uczniów, tak by w danej klasie wszyscy przedstawiali w miarę wyrównany poziom.

      > Slabe dzieci maja problemy nie tylko z nauka, ale tak
      > ze z funkcjonowaniem w klasie. Tak jak powoli rachuja czy czytaja, tak samo pow
      > oli reaguja na zarty, zaczepki, staja sie oderwane od grupy.

      Bzdura.


      > Zdolne dzieci pochodza z zamoznych, dobrze funkcjonujacych domow. Ich rodzice i
      > m pomoga w nauce.

      Bzdura.

      >Myle sie?

      Tak.
      • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 11:30
        Dzieki za odpowiedz, poprosze o argumenty.
      • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 11:40
        W szkole znajomej nauczycielki byla taka selkcja. Doprowadzila do komletnego "rozstroju" nerwow dzieci i nauczyciele. czy wiesz co czuje 12-latek, ktory juz jest wpisany do kategorii "przegrani"? On nie pozwoli tym zdolnym blyszczec w elitarnej kasie.
        Szkola wycowala sie z "nowoczesnego" dzielenia klas wedlug zdolnosci w podskokach. Eksperyment traw rok i doprowadzil dobra prywatna szkole na skaraj bankructwa.
        lepiej uczyc sie na doswiadczeniach innych.
        • fuks0 Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 12:48
          > W szkole znajomej nauczycielki byla taka selkcja. Doprowadzila do komletnego "r
          > ozstroju" nerwow dzieci i nauczyciele. czy wiesz co czuje 12-latek, ktory juz j
          > est wpisany do kategorii "przegrani"? On nie pozwoli tym zdolnym blyszczec w el
          > itarnej kasie.

          Czym się ów "rozstrój nerwowy" objawiał?

          > czy wiesz co czuje 12-latek, ktory juz j
          > est wpisany do kategorii "przegrani"?

          A któż to pisał o przegranym? Wiesz co czują uczniowie gdy znajdują się w klasie gdzie pozostałe osoby prezentują znacznie wyższy poziom? Gdy 90% rozumie dane zagadnienia, a a ta osoba nie? Gdy średnia jest w okolicach 4, a ona mimo nauki dostaje ciągle 2 na szynach?

          > On nie pozwoli tym zdolnym blyszczec w el
          > itarnej kasie.

          W jaki sposób nie pozwoli? Prędzej nie pozwoli błyszczeć temu uzdolnionemu ze swojej klasy, z bardzo prostego powodu: zdecydowanie więcej czasu spędza w jego towarzystwie.


          > Szkola wycowala sie z "nowoczesnego" dzielenia klas wedlug zdolnosci w podskoka
          > ch. Eksperyment traw rok i doprowadzil dobra prywatna szkole na skaraj bankruct
          > wa.

          Dlaczego niby miał on doprowadzić na skraj bankructwa?

          > lepiej uczyc sie na doswiadczeniach innych.

          Oczywiście, że tak. Tylko że powinny być to oparte na wielu przypadkach, a nie na jednym specjalnie o swojej teorii dobranym. W liceum byłem w klasie, która składała się przeciętnie ze sporo lepszych uczniów niż pozostałe. Na wcześniejszych poziomach edukacji byłem w klasie (cały czas w tej samej), w której poziom był BARDZO zróżnicowany, powodowało, to że np. poziom angielskiego, którego uczyliśmy się od 4. klasy podstawówki do końca wspólnej edukacji był na poziomie góra 2-3 lat nauczania (szkolnego), gdy my się go uczyliśmy lat 6, ale no cóż, poziom trzeba było dopasować do tych najsłabszych, którzy po 6 latach nauki mieli wielki problem ze skleceniem prościutkiego zdania po angielsku. W liceum także były różnice, ale nie były one tak duże, dzięki czemu realizacja programu szła znacznie sprawniej.

          W dużych miejscowościach już na chwilę obecną jest selekcja, tylko że nie polega ona na przydzielaniu do klas na podstawie wyników ucznia, tylko na szkoły z uczniami osiągającymi lepsze i gorsze wyniki.
          • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 13:32
            > W szkole znajomej nauczycielki byla taka selkcja. Doprowadzila do komletnego "r
            > ozstroju" nerwow dzieci i nauczyciele. czy wiesz co czuje 12-latek, ktory juz j
            > est wpisany do kategorii "przegrani"? On nie pozwoli tym zdolnym blyszczec w el
            > itarnej kasie.

            Czym się ów "rozstrój nerwowy" objawiał?

            Na dwie predkosci podzielono tylko matematyke i biologie. Inne przedmioty byly razem. Na tych "razem", uczniowie ze slabszej matematycznie klasy torpedowali wysilki nauczycieli (zapewne z zamierem niedopuszczenia do jeszcze szerszej wiedzy tych zdolnych). Ci zdolni zaszczuci udawali brak zainteresowania, ukrywali, ze cos wiedza i cha sie uczyc.
            Dzieci z "gorszej" klasy stracily motywacje do nauki. I tak na matematyce dostawaly latwe zadania dostosowane do "ich poziomu", ktore nawet nie dawaly im szansy na zdanie do tych lepszych gimnazjow. Czyli w szostej klasie podstawowki, byli juz przegrani, takoz ich rodzice. Rodzice ambitni i wpywowi walczyli z podzialem, dyrekcja, nauczycielami i rodzicami "zdolniejszej" klasy. Dzieci walczyly wedlug swoich mozliwosci: dezorganizowaly zycie szkoly, przeszkadzaly na lekcjach. ]
            Po zlikwidowaniu podzialu, problemy zniknely od reki.


            Wiesz co czują uczniowie gdy znajdują się w klasi
            > e gdzie pozostałe osoby prezentują znacznie wyższy poziom? Gdy 90% rozumie dane
            > zagadnienia, a a ta osoba nie? Gdy średnia jest w okolicach 4, a ona mimo nauk
            > i dostaje ciągle 2 na szynach?

            Sorry, ale nie wiesz jak sie przedstawia rozklad zdolnosci w przecietnej klasie. proporcje sa dokladnie odwrotne do tego co napisalas. 3 na 30 dzieci rozumie 90% ma piatki, potem jakies 10 dzieci czworki, 10 trojki, reszta ma dwoje abo jest ciagnieta za uszy z zyczliwosci nauczyciela.
            Jakby 90% procent rozumialo wszystko to mielibysmy niezwykle zdolne sppoleczenstwo w skali calego swiata. 99% procent udzi konczyloby studia wyzsze.

            > > Szkola wycowala sie z "nowoczesnego" dzielenia klas wedlug zdolnosci w po
            > dskoka
            > > ch. Eksperyment traw rok i doprowadzil dobra prywatna szkole na skaraj ba
            > nkruct
            > > wa.
            >
            > Dlaczego niby miał on doprowadzić na skraj bankructwa?

            Nauczyciele nie radzili sobie z tymi dzieciakami, poszla fama, ze szkola niedobra, stracili renome.
            • fuks0 Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 14:06
              > Na dwie predkosci podzielono tylko matematyke i biologie. Inne przedmioty byly
              > razem. Na tych "razem", uczniowie ze slabszej matematycznie klasy torpedowali w
              > ysilki nauczycieli (zapewne z zamierem niedopuszczenia do jeszcze szerszej wied
              > zy tych zdolnych). Ci zdolni zaszczuci udawali brak zainteresowania, ukrywali,
              > ze cos wiedza i cha sie uczyc.

              Duży błąd.

              > Dzieci z "gorszej" klasy stracily motywacje do nauki. I tak na matematyce dosta
              > waly latwe zadania dostosowane do "ich poziomu", ktore nawet nie dawaly im szan
              > sy na zdanie do tych lepszych gimnazjow.

              Sądzę, że gdyby byli w stanie zdać matematykę na takim poziomie, żeby dostać się do lepszych gimnazjów, to dostawaliby odpowiednie zadania. Matematyka w klasie bez podziałów spowodowałaby tylko, to że umieliby jeszcze mniej (ponieważ mieliby problemy nie tylko ze zrobieniem trudnych zadań, ale również tych łatwych)

              > Po zlikwidowaniu podzialu, problemy zniknely od reki.

              >Rodzice ambitni i wpywowi

              I to oni byli przyczyną porażki, to że nie mogli się pogodzić, że ich dzieci nie są wystarczająco zdolne, a nie selekcja sam w sobie.

              > Nauczyciele nie radzili sobie z tymi dzieciakami, poszla fama, ze szkola niedob
              > ra, stracili renome.

              Sądzę, że poszła fama od tych "ambitnych" rodziców, których dzieci były w "gorszej" grupie.
              • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 14:25
                fuks0 napisał:



                > Sądzę, że gdyby byli w stanie zdać matematykę na takim poziomie, żeby dostać si
                > ę do lepszych gimnazjów, to dostawaliby odpowiednie zadania. Matematyka w klasi
                > e bez podziałów spowodowałaby tylko, to że umieliby jeszcze mniej (ponieważ mie
                > liby problemy nie tylko ze zrobieniem trudnych zadań, ale również tych łatwych)

                >
                > Sądzę, że poszła fama od tych "ambitnych" rodziców, których dzieci były w "gors
                > zej" grupie.

                Na tym przykladzie widac, ze wzgledy merytoryczne nie moga byc decydujace. Jak przetlumaczysz zranionej ambicji kikudziesieciu ludzi (w sali kraju to by byly tysiace), ze latwiejsze zadanie beda dla nich lepsze. Oni chca trudne zadania. Nie tak latwo pogodzic sie z faktem, ze Bozia dala mniej niz chcemy. A pretensje zamiast do Bozi, pojda do szkoly, do nauczyciela.
                No i jak wytlumaczysz fakt, ze nigdzie na swiecie nie stworzono systemow edukacyjnych opartych na tym genialnie prostym pomysle: segregowania dzieci podlug zdolnosci?
                • fuks0 Re: W obronie nauczycieli 19.03.12, 21:55
                  > Na tym przykladzie widac, ze wzgledy merytoryczne nie moga byc decydujace.

                  Ależ mogą i być powinny.

                  > No i jak wytlumaczysz fakt, ze nigdzie na swiecie nie stworzono systemow edukac
                  > yjnych opartych na tym genialnie prostym pomysle: segregowania dzieci podlug zd
                  > olnosci?

                  Na jakiej podstawie twierdzisz, że nigdzie nie stworzono takiego systemu?

                  > Jak
                  > przetlumaczysz zranionej ambicji kikudziesieciu ludzi (w sali kraju to by byly
                  > tysiace), ze latwiejsze zadanie beda dla nich lepsze.

                  Jak argumenty merytoryczne nie przemówią im do rozsądku, to pałą przez łeb.
        • good_morning Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 16:55
          kochanic.a.francuza napisała:

          > W szkole znajomej nauczycielki byla taka selkcja. Doprowadzila do komletnego "r
          > ozstroju" nerwow dzieci i nauczyciele. czy wiesz co czuje 12-latek, ktory juz j
          > est wpisany do kategorii "przegrani"? On nie pozwoli tym zdolnym blyszczec w el
          > itarnej kasie.
          > Szkola wycowala sie z "nowoczesnego" dzielenia klas wedlug zdolnosci w podskoka
          > ch. Eksperyment traw rok i doprowadzil dobra prywatna szkole na skaraj bankruct
          > wa.
          > lepiej uczyc sie na doswiadczeniach innych.


          jakos w to nie wierze
          gdzie o tym pisza?
          dowody
          • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 17:30
            jakos w to nie wierze
            gdzie o tym pisza?
            dowody

            Wiesz, wymyslilam sobie na poczekaniu, bo mi sie nudzi.

            przeciez pisze, ze w szkole znajomej, za granica, moze na jakims forum tamtego kraju cos napisano, ale nic oficjelnie, bo to bylby gwozdz do trumny tej szkoly a wlasciciel ma powiazania z bonzami polityki, wiec nikt nie bedzie ryzykowal podsakaiwaniem w malo istotnym temacie.

            Skoro nie wierzysz to sobie eksperymentuj we wlasnej szkole. Szkoda dzieciakow.
    • triismegistos Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 12:13
      Nie mam pojęcia skąd pomysł, że zdolne dzieci pochodzą z zamożnych rodzin? Albo, że słabi uczniowie odstają od grupy? Albo, że uwaga nauczyciela pomoże na to odstawanie?
      • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 12:18
        Z doswiadczenia nauczycieli, ktorych mam w rodzinie i z ktorymi rozmawiam na ten temat. To wlasnie oni mi wytlumaczyli, ze takie oczekiwania jak ma Slama sa nierealne.
        Jestes nauczycielka i masz inne spostrzezenia?
        • triismegistos Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 12:22
          Nie jestem nauczycielką ani nawet nie mam potomstwa, więc d doopie mam oczekiwania nauczycieli. Pytam skąd wzięłaś bzdury, które wymieniłam.
          • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 12:25
            Skoro nie masz kontaktu z dziecmi to skad tyle pewnosci ?
            • triismegistos Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 12:31
              Czy trzeba mieć dzieci, żeby zauważyć że
              a) inteligencja nie pojawia się w magiczny sposób w zamożnych rodzinach
              b) dobre wyniki w nauce nie są czynnikiem zwiększającym atrakcyjność towarzyską
              c) protekcja nauczyciela zdecydowanie nie jest czynnikiem zwiększającym atrakcyjność towarzyską?
              • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 12:38
                W puncie a) zgadzam sie. W puntach b) i c) nie zgadzam sie.

                b)Inteligentne dzieci tak jak i dorosli, sa bardziej atrakcyjni towarzysko, aczkolwiek wcale nie musza. Przypomnij sobie kto byl w twojej podstawowce najpopularniejsza dziewczynka, chlopcem? Ci zle uczacy sie?
                c) w klasach 1-3 nauczyciel ma autorytet niemal boski, moze ucznia skazac na klasowe posmiewisko, moze tez pomoc mu zjednac sobie kolegow

                Wiedza zaczerpnieta z pierwszej reki od nauczycieli.
                • triismegistos Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 12:41
                  Ani w mojej podstawówce, ani w liceum dobre wyniki w szkole nie przyczyniały się do popularności.
                  • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 12:43
                    No to raptem dwie klasy. I na tym opierasz swoja wiedze?
                    • fuks0 Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 12:53
                      To nie są tylko jej obserwacje na podstawie dwóch klasy, takie obserwacje ma zdecydowana większość osób. A kto jest zazwyczaj najpopularniejszy? Osoby towarzyskie.
                      • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 13:04
                        A co to jest towarzyskosc?
                        Na codzien nie zauwazamy, ale towarzyskie osoby sa inteligentne: dowcipne, szybko i celnie reaguja, by cos zainicjowac, badz unikanac. Maja spora wiedza, bo sa oczytane, mimo, ze wcale nie musza byc piatkowymi uczniami. Jesli nie maja wrednego charakteru, wykorzystuje inteligencje do zjednywania sobie innych. Widzialas kiedys dusze towarzystwa bez cienia intelektu? Oczywiscie tepy miesniak w zawodowce moze trzymac "wladze" w szkole strachem, ale to sa juz inne klomaty. W moich klasach, przywodca byly osoby zdolne i towarzyskie. Dzisiaj sa na wysokich stanowiskach.
                        A kim sa dzisiaj dawni "przywodcy" Twoich klas?
                        • fuks0 Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 13:50
                          > Na codzien nie zauwazamy, ale towarzyskie osoby sa inteligentne: dowcipne, szyb
                          > ko i celnie reaguja, by cos zainicjowac, badz unikanac. Maja spora wiedza, bo s
                          > a oczytane, mimo, ze wcale nie musza byc piatkowymi uczniami. Jesli nie maja wr
                          > ednego charakteru, wykorzystuje inteligencje do zjednywania sobie innych.

                          Ehhhhh... część na pewno tak. Niemniej większość jest tak towarzyska, że niema kiedy tej rozległej wiedzy zdobywać, inteligencję też posiadają zazwyczaj przeciętną (poza tą częścią "komunikacyjną").

                          > A kim sa dzisiaj dawni "przywodcy" Twoich klas?

                          Było kilka takich osób, poza jedną osobą to zwykli przeciętniacy (albo i to nawet nie). No i ten co był "przywódcą" a "coś" osiągnął do zbyt towarzyskich nie należał, choć samotnikiem też nie był.
                          • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 14:00
                            poza jedną osobą to zwykli przeciętniacy (albo i to nawet nie).

                            No wlasnie na takich wygladaja, bo sa inteligentni i (pewnie podswiadomie) kreuja sie na sredniakow. Nikt nie lubi lepszych i kluczem do sukcesu towarzyskiego jest kreowanie swojej przecietnosci.
                            No a kim sa teraz ci przecietni, dawni przywodcy? Co robia, jak sobie radza?
                            • fuks0 Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 14:16
                              > No wlasnie na takich wygladaja, bo sa inteligentni i (pewnie podswiadomie) kreu
                              > ja sie na sredniakow.

                              :D Pracują w sklepach (nie, nie są właścicielami), warsztatach samochodowych. pracują u rodziców (formalnie są bezrobotni). Dlatego, że są tacy inteligentni (nie piszę teraz o tych z klasy licealnej, ani o tym co "coś" osiągnął"), to pewnie też część z nich miała problemy ze zdawaniem z klasy do klasy, poszła do zawodówki, albo najsłabszego ogólniaka w okolicy itd., ale to pewnie tylko dlatego, że oni chcą uchodzić za przeciętnych :D
                              • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 14:50
                                A ci "przywodcy" z liceum, tez w sklepie.
                                U mnie w szkole podstwawowej przywodca jest teraz inzynierem, inny prezesem ogolnokrajowej firmy, elita towarzyska liceum: wlasciciel duzej firmy, wlasciciel malego sklepu, elita ze studiow: prezydent miasta, taki ktos od mediow w rzadzie (jak to sie nazywa, a rzecznik), wszyscy towarzyscy zaliczali wszystkie alkoholowe imprezy, bez wrogow, lubiani.
                                • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 14:51
                                  A ci "przywodcy" z liceum, tez w sklepie?
                                  Ze znakiem zapytania mialo byc.
                                • fuks0 Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 16:01
                                  W klasie licealnej ciężko mi wskazać typowych "przywódców", ówczesny przewodniczący klasy skończył dziennie studia techniczne, ale jest obecnie bezrobotny i pomaga dorywczo ojcu w jego firmie (o czym już zresztą pisałem). Wszyscy pozostali, którzy skończyli/są w trakcie studia/ów techniczne/ych (niezależnie od tego czy były/ są to studia dzienne czy zaoczne) mają przynajmniej przyzwoitą pracę (i płacę).

                                  Natomiast były takie osoby w innych klasach na tym samym roku. Pewien dość popularny osobnik, o przywódczym charakterze, taki typ "złego chłopca" (alkohol,sterydy, papierosy, czasami agresywne zachowanie), o co najwyżej przeciętnej inteligencji i ta osoba na chwilę obecną z tego co słyszałem to jakiś czas temu pracował fizycznie. Był jeszcze inny, od tamtego inteligentniejszy, i ten z tego co wiem radzi sobie w życiu w miarę przyzwoicie.

                                  Co do osób "popularnych", to osoby które były wówczas najpopularniejsze w klasie, obecnie radzą sobie w życiu nie lepiej niż radzi sobie przeciętna osoba z tejże klasy.

                                  Przywódca w latach wczesna-szkolnych, to osoba przede wszystkim o silnym charakterze (siła fizyczna także w tym pomaga), a nie inteligencji. Osoba popularna to osoba przede wszystkim towarzyska, o nie-słabym charakterze i w miarę atrakcyjna fizycznie.
                                  • fuks0 Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 16:05
                                    >co najwyżej przeciętnej inteligencji i ta osoba na chwilę obecną z tego co słyszałem to jakiś >czas temu pracował fizycznie.

                                    poprawka: i ta osoba z tego co słyszałem jakiś czas temu pracowała gdzieś fizycznie.
                                  • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 18:42
                                    os czuje, ze mieszkasz na prowincji, gdzie zdolni ludzie sie marnuja. Nie ma tyle firm i instytucji by mogli sie rozwijac. Stad i zdolny nawet na bezrobocie pojdzie, albo wybierze opcje pracowania da firmy ojca-zawsze to lepsza perspektywa niz urzednik w "gminnym urzedzie".
                                    • fuks0 Re: W obronie nauczycieli 19.03.12, 21:51
                                      Można powiedzieć, że mieszkałem i przez to też aż do liceum (tutaj było już nieco lepiej) byłem w klasie, w której osoby z czołówki miały IQ ~2 razy wyższe niż klasowi maruderzy. Natomiast obecnie ja i większość osób z mojej klasy licealnej pracuje, studiuje/owało, mieszka w tym samym mieście/bliskich okolicach, w którym zdaje się mieszkasz i Ty. Jeżeli uważasz, że jest to prowincja, to niech Ci będzie.
                                      • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 21.03.12, 13:47
                                        Znaczy sie mieszkamy w tej samej okolicy?
                                        • fuks0 Re: W obronie nauczycieli 23.03.12, 18:52
                                          Oh, przepraszam, pomyliłem Cię z tą bardziej francuuuuuuuuuuuuuską kochanicą.
                    • triismegistos Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 12:54
                      Nie wiem skąd przyszło ci do głowy, że to tylko dwie klasy?
                      • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 13:06
                        Przeprowadzalas sie? Mieszali Wam te klasy co roku? No to ile klas mialas okazje poobserwowac? Wiecej niz nauczyciel podczas calej swojej kariery?
                        • triismegistos Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 13:13
                          Dobrze, niech będzie, ze najpopularniejsze dzieci to kujony :D
                          • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 13:50
                            Kujony to nie sa te najzdolniejsze dzieci, ale to inny temat.
                            • fuks0 Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 13:53
                              Ale jeżeli mają dobre oceny, to niezależnie do tego ile czasu na naukę poświęcają są za kujony uważane (przede wszystkim w młodszych rocznikach).
                        • good_morning Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 16:54
                          kolejna teza wzieta z sufitu: najpopularniejsi to ci najmadrzejsi
                          musi ci sie dzisiaj strasznie nudzic
                          bo nawet nie mozesz sie zdecydowac, o czym chcesz w tym watku dyskutowac
                  • lacido Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 22:31
                    a w mojej ci z piątkami byli towarzyskimi liderami
                • kseniainc Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 12:41
                  w pinkcie C, hmmm, a co z tego nauczyciel będzie miał?;-p
                  • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 12:53
                    a co z tego nauczyciel będzie miał?;-p

                    Pensje. Odpowiednia postawa nie kosztuje osobnych przygotowan, tak jak do Olimpiady.
        • kseniainc Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 12:23
          Oprócz tego, że jest się nauczycielem , to i powinno się być ludzkim człowiekiem. Zawsze można zmienić pracę na lepiej płatną nie krzywdzac swoim lenistwem innych.
          W szkole pobliskiej memu miejscu zamieszkania, dzieci nie jeżdża na biwaki bo?Bo panie nauczycielki wolą hotele, a na hotele rodziców nie stać i dzieci nie jeżdzą nigdzie. Dla mnie dziwolongi teraz są, paniusie ot tyle.
          • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 12:27
            A Ty jako 50-latka chetnie pojechalabys na biwak, spac w namiocie i myc sie w jeziorze?
            Brak szacunku dla nauczyciela, jako czlowieka tu widze.
            • kseniainc Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 12:36
              Jak widać, ja w swoim życoi trafiłam na żywotnych i przyjacielsko do młodzieży nastawionych takze i 50 latków.Jak nie mogą sprostać zadaniom, niech pracują tam gdzie im w tyłki ciepło i wygodnie.
              Dla człowieka mam ogromny szacunek, a nauczyciel nie jest dla mnie nadczłowiekiem.
              Odbębnić godziny w pracy może sobie urzędas(bez obrazy dla urzędników), a nie pedagog;-p
              • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 12:42
                "Jak widać, ja w swoim życoi trafiłam na żywotnych i przyjacielsko do młodzieży nastawionych takze i 50 latków."

                I na podstawie kilku zywotnych 50-latkow, ktorych spotkalas w zyciu, ustawiasz wymagania dla calej armii innych?
                Zapytaj znajomych 50-latkow, kto chcialby spac w namiocie przez kilka dni, nawet bez dzieci, dla wlasnej przyjemnosci, prywatnie.
                Takie zycie, cialo sie starzeje, wygoda to nie widzimisie tylko szacunek dla zaawansowanego wieku.
                • kseniainc Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 13:02
                  Oprócz tego, że głosisz interesowność nauczycieli, to robisz z tego środowiska nie wiadomo jakie guru, któremu trzeba ustępować i nie wymagać, Twoim zdaniem to nauczyciele są od tego by wymagać.Ty sobie zbyt wiele dodajesz do czyiś wypowiedzi, miałam na myśli generalnie przebywanie w plenerze, zwykły piknik to już kłopot.Wycieczki tam, gdzie nauczyciel radzi-opera.Heh można, ale nie 3 razy do roku, gdzie dzieci wolałyby inną formę. Wiele mogłabym przytoczyć sytuacji wskazujących na ignorację nauczycieli. Wszechmocni niektórzy się sobie wydają-właśnie tacy jak tutaj promujesz. .......
                  • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 21.03.12, 13:52
                    Pisalas o biwakach a na biwakach spi sie w namiocie.
          • lacido Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 22:33
            będą jeździć a potem na takim forum i tak sobie będę gęby wycierać, że nauczyciel pracuje 18godz w tygodniu :) no to jak im tyłki obsmarowują to przynajmniej niech będzie za co :P
    • berta-death Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 12:59
      Szkoła to instytucja nastawiona na przeciętnego ucznia, nie na zdolnego ani na tępego. Tam jest równanie do średniej, bardzo rzadko zdarza się nauczyciel, któremu by się chciało pomagać słabym uczniom, bądź wspierać geniuszy. Jak już się zdarzy, to jest to jego prywatna inicjatywa a nie realizowanie statutowych zadań szkoły. Zadaniem szkoły jest realizowanie odgórnie narzuconego przez ministerstwo edukacji programu i ocenianie postępów uczniów. Jak ktoś sobie radzi ponadprzeciętnie dobrze, to ma bardzo dobre i celujące oceny, jak sobie radzi ponadprzeciętnie źle to ma mierne i niedostateczne. A co z tym zrobi, to już jego prywatna sprawa.

      Dla zdolnych są kółka zainteresowań, dla mniej zdolnych są zajęcia wyrównawcze. Dla kompletnych debili są szkoły specjalne. Dla osób o ponadprzeciętnych artystycznych bądź sportowych zdolnościach są szkoły sportowe, muzyczne, baletowe i plastyczne. Są też dotowane przez państwo kluby sportowe i domy kultury. Tych ostatnich jest coraz mniej i coraz gorzej dotowane, ale są. Dla geniuszy w naszym kraju niestety nie ma nic, ale to też nie nauczycieli wina, tylko rządu.

      A co do samych nauczycieli, to obecny system edukacji nie wymaga, żeby to były osoby o jakiś szczególnych kwalifikacjach i predyspozycjach, więc nawet nie ma potrzeby żeby ich jakoś szczególnie wynagradzać za to co robią. A co za tym idzie nie ma potrzeby, żeby od kandydatów do zawodu wymagać czegokolwiek.
      • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 13:13
        "bardzo rzadko zdarza się nauczyciel, któremu by się chciało pomagać słabym uczniom, bądź wspierać geniuszy. "

        Tak samo w innych zawodach, zadko sie zdarza by pielegniarka czy lekarz chciala opiekowac sie pacjentami ponad ich statutowe obowiazki. Gornik, polityk, urzednik i cala masa innych zawodow tez.
        To jakas bardzo szkodliwy mit, ze nauczyciel musi miec powolanie. Oczekiwanie, ze kilkaset tysiecy konczy studia pedagogiczne z podziwu dla zawodu "Matka Teresa", szkodzi najbardziej dzieciom. Rodzice powtarzaja takie glupie teksty w domach podwazajac autorytet nauczycieli. To droga do nikad.
        • kseniainc Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 13:41
          Znam bardzo wielu szanowanych i szanujących sie nauczycieli.Znam i przewrażliwionych rodziców.Być może takie już mam szczęście w życiu, że nie miałam i nie mam na kogo narzekać osobiście, ale z obserwacji ogółu to już różne mam spostrzeżenia, a że nie lubię generalizować zakończę wywód w temacie.
        • berta-death Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 13:58
          Ludziom nie chodzi o to, żeby ktoś robił coś ponad statutowe obowiązki, chodzi o to, żeby chociaż te statutowe wypełniał solidnie i z zaangażowaniem. A nawet tego nie ma. To jest totalne w dupiemanie. Publiczne instytucje działają na zasadzie jałmużny. Czyli skoro świadczą darmowe usługi, to niech się dziad cieszy, że w ogóle ktoś w jego sprawie palcem kiwa, zamiast zaglądać darowanemu koniowi w zęby. No i niech dziad nie zapomina gdzie jest jego miejsce i niech się nie waży skarżyć, że czasem zamiast jałmużny kopa w zad dostanie, bo skoro jest dziadem, to jest też bezwartościowym śmieciem i oczywiste jest, że głównie służy do tego, żeby go kopać.

          I tak jest na całym świecie. Prywatne szkoły, szpitale i cokolwiek innego stworzonego dla zamożnych osób, mają kompletnie inne standardy i inny poziom niż publiczne dla biedoty. Za PRL było dokładnie tak samo. Tylko nie było oficjalnego podziału. Była za to podwójna gospodarka i za wszystko trzeba było płacić pod stołem. Uczniowie zamożnych rodziców chodzili na korepetycje a nauczyciele dostawali prezenty. Zamożni pacjenci płacili za leczenie i opiekę w szpitalach i cały personel koło nich skakał a jak trzeb było to sam profesor w klinice ich operował najnowszymi metodami i najnowocześniejsze leki się dla niego sprowadzało. A resztą nikt się nie przejmował i nikt się z nimi nie liczył. I z wszystkim innym było i jest tak samo. Nawet prawo i przepisy są inne dla biednych a inne dla bogatych.
          • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 14:15
            "Publiczne instytucje działają na zasadzie jałmużny. Czyli skoro świadczą darmowe usługi, to niech się dziad cieszy, że w ogóle ktoś w jego sprawie palcem kiwa, zamiast zaglądać darowanemu koniowi w zęby. No i niech dziad nie zapomina gdzie jest jego miejsce i niech się nie waży skarżyć, że czasem zamiast jałmużny kopa w zad dostanie, bo skoro jest dziadem, to jest też bezwartościowym śmieciem i oczywiste jest, że głównie służy do tego, żeby go kopać. "

            Jest to prawda i jest to smutne ale nie jest to konsekwencja pracy nauczycieli. Taka jest kondycja calego spoleczenstwa.
            No i niewypelnianie statutowych obowiazkow to co innego niz praca ponad obowiazki. To juz w starterze podkreslilam, ze absrtahuje od faktu, ze sa nauczyciele, ktorzy powinni byc z pracy usunieci za ich niewypelnianie.

            > I tak jest na całym świecie.
            Tu bym polemizowala. Byalam niedawno w prywatnej (finansowanej przez budzet w 705) klinice na malym zabiegu. Zabiegi tam wykonywane sa tanie, na kazda kieszen, duzo emerytow sie leczy. Doktor spisal sie na medal, zlikwidowal przykra dolegliwosc i w przyplywie wdziecznosci, pierwszy raz w zyciu zapragnelam mu czyms podzikowac (juz po zabigu i opuszczeniu kliniki). W tej samej sekundzie zobaczylam na scianie napis: "Klinika odmawia przyjmowania jakichkolwiek "przejawow wdziecznosci. Informujemy, ze naciskanie na lekarzy tutaj pracujacych by przyjmowali "gesty sympatii" naraza ich na klopoty w pracy. Prosimy o zrozumienie",
            cos w tym stylu.
            Takze wiem, ze mozna bardziej "cywilizowanie", ale to zalezy od jakosci "elit". Nasze sa marne, zakomleksione, mlode.
    • mumia_ramzesa Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 13:21
      Do pracy z uczniami bardziej zainteresowanymi danym przedmiotem sa zajecia dodatkowe. Za te godziny nauczyciel ma placone dodatkowo, ew. wchodza one w pensum. Na lekcji nie ma czasu zajmowac sie indywidualnie kazdym, ponadto przygotow. zadan dla uczniow bardziej uzdolnionych czy b. zainteresownaych wymaga dodatkowej pracy w domu. Nie sadze, zeby nagroda uzyskana w konkursie (dla nauczyciela) byla w stanie pokryc ten wysilek.
      Jesli komus nie odpowiada szkola to moze ja zmienic. Nie rozumiem bolu, ktory ma rodzic, ze nauczyciel dostal dodatkowa gratyfikacje. Chyba nie sa to kokosy? Zawsze moze napisac protest do dyr. szkoly czy kuratorium.
    • kosc_ksiezyca Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 13:40
      Z podatków i biednych, i bogatych, idą środki na publiczną oświatę. Nie wiem z jakiej okazji "bogaci i zdolni" mają "oddać" czas i zaangażowanie nauczyciela "biednym i niezdolnym".
      • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 13:49
        Dla wlasnego sumienia, normalnie z zyczliwosci, milosci blizniego?
        Im i tak dobrze w zyciu pojdzie.
        • kosc_ksiezyca Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 15:04
          Z "życzliwości" ci bogaci płacą wyższe podatki. Zresztą, dlaczego mają ponosić negatywne konsekwencje tego, że im w życiu (ekonomicznie) bardziej się powiodło?
          • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 15:47
            dlaczego mają ponosić
            > negatywne konsekwencje tego, że im w życiu (ekonomicznie) bardziej się powiodło

            Moze dlatego, ze wyznaja chcrzescijanskie wratosci? Przynajmniej w teorii.
            Ja takie wyznaje, choc raczej ateistka jestem.

            A moze dlatego, ze powodzenie w zyciu jest wypadkowa wielu warunkow nie zawsze bedacych zasluga danej jednostki. Wlasne starania to jakies 20% zyciowego powodzenia, ale trzeba duzo myslec, zeby to zrozumiec.

            > Z "życzliwości" ci bogaci płacą wyższe podatki.
            He, he, komu takie kity?
            Jakby podatki z zyczliwosci sie placilo, to by nie bylo z czego budzetu zrobic.
          • berta-death Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 16:01
            > Z "życzliwości" ci bogaci płacą wyższe podatki.

            Tylko wtedy kiedy mają legalne dochody. W PL jeszcze jakoś to tak jest, że prawdziwe pieniądze zarabia się poza systemem.
        • six_a Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 17:54
          > Dla wlasnego sumienia, normalnie z zyczliwosci, milosci blizniego?
          > Im i tak dobrze w zyciu pojdzie.

          nieno, ale pochwal się, jak uderzyłaś do szkoły swojego dziecka i błagałaś, żeby nauczyciele nie poświęcali mu uwagi, bo sama dasz radę. a za to zajęli się biednymi dziećmi ze slumsów.


          no nie wierzę po prostu, że takie można mieć przekonania, wyższa szkoła trollingu zapewne.
          • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 18:16
            "no nie wierzę po prostu, że takie można mieć przekonania, wyższa szkoła trollingu zapewne. "

            I Ty sixo! Przeciez to sa chrzescijanskie przekonania. Jestem naiwna? Ja w to wierze.
            Moje dziecko jest zdolne i swietnie sobie poradzi choc samych piatek nie ma, bez specjalnej troski nauczyciela. Blagac nie musze, bo widze jak zasuwa nauczyciel z innymi "przypadkami". Nie moglabym sobie spojrzec w twarz gdybym chciala wiecej od zycia czy od szkoly wymagac.
            Tylko ja juz to sobie gruntownie przemyslalam. Nie pien sie tylko rusz glowa, dojdziesz do podobnych wnioskow.
            • six_a Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 22:17
              no mówiłam, że trolliszcze.
    • wersja_robocza Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 13:42
      Nie wydaje mi się, że pomoc jednym uczniom musi odbywać się kosztem innych.

      > Zdolne dzieci pochodza z zamoznych, dobrze funkcjonujacych domow.

      A to już jest bzdura.
      • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 13:56
        A to już jest bzdura.

        to juz trzeci raz slysze to slowo dzisiaj ale jakos nikt nie chce rozwijac tematu.

        Moze zle sie wyrazilam? Zla kolejnosc? Powinno byc:

        Rodziny, ktor maja kapital intelektualny i spoleczny, stabilne zarobki, z regoly maja tez radzace sobie w szkole dzieci. Czyli, ze radzace sobie dzieci pochodza z klasy sredniej, generalnie.
        Lepeij?
        Zdaje sie, ze podraznilam slowem "zamozne". Polacy nie czuja sie zamozni, nawet jak naleza do klasy sredniej, maja wlasne domy i samochody. To chyba "kompleks biedaka": obiektywnie klasa srednia, ale nie czuje sie "zamozni". "Zamozni" to juz prawie szejki naftowe.
        Pewnie stad ta alergiczna reakcja.
        • wersja_robocza Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 14:00
          Może źle się wyraziłaś. Bo zdolności to jedno, a rozwijanie ich to zupełnie coś innego. I tak samo można talenty zaprzepaścić w biedniejszych jak i lepiej sytuowanych rodzinach.;)
          • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 14:35
            Troche z tematu zbieglismy. Ja chcialam dyskutowac o wygorowanych oczekiwaniach rodzicow nie o zaleznosciach pozycja spoleczna rodziny a zdolnoscu dzieci.
        • berta-death Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 14:02
          Ale one sobie wcale nie radzą dlatego, że są mądre, zdolne, inteligentne, pracowite i ambitne, tylko dlatego, że są od urodzenia za uszy ciągnięte. Rodzice albo z nimi siedzą nad lekcjami, sprawdzają zeszyty, biegają po nauczycielach, dają prezenty jak trzeba i przede wszystkim fundują korepetycje. I to zarówno te, które mają potomka czegoś nauczyć, jak i te, które są zakamuflowaną łapówką mającą wepchnąć młodziana do dobrej szkoły bądź na dobre studia.

          Dzieci z tzw gorszych rodzin zazwyczaj muszą sobie radzić same.
          • kseniainc Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 14:10
            berta, otóż teraz jest już lekkawo inaczej. Sprawdziany, testy, teściki i inne ważniejsze egzaminy sa obecnie kodowane.Marne szanse, gdybyś chciała po znajomości dziecko przepchnąć, chyba że egzaminator rozpozna wśród kilkudziesięciu ,akurat charakter stawiania krzyżyka lub kółka Twojego dziecka.
            Tak jak jestem zwolennikiem małych firm, tak samo niewielkich szkół.Jestem generalnie chyba prowincjuszką , bo i ogromniastych miast też nie lubię.
            Uważam, że latorośl lepiej się rozwija i nie koniecznie w prywatnej szkole, ale mniejszej.Gdzie dzieci znane są po imionach, nazwiskach i kojarzone z rodzicami, a nie na sztuki, jak to bywa w molochach.
            • berta-death Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 15:56
              To nie jest kwestia tego, żeby złej pracy dać dobrą ocenę, bo to zawsze było zbyt śliskie. Na "korepetycje" się chodzi, żeby dostać pytania egzaminacyjne i prawidłowe odpowiedzi. Co do oceniania, to podejrzewam, że też da się przekręt zrobić. Zwłaszcza, że prace oceniane są nie indywidualnie, tylko arkusze całej klasy jadą do jednego egzaminatora.
              A dawniej przecież podczas egzaminów wstępnych też prace były kodowane na sali egzaminacyjnej, nierzadko oceniane gdzieś poza uczelnią a odkodowywane dopiero po ocenieniu, co nie zmieniało postaci rzeczy, że dostawał się kto się miał dostać.
              • grzeczna_dziewczynka15 Re: W obronie nauczycieli 24.03.12, 08:54
                Jak ktoś chodzi na korepetycje, to niekoniecznie musi dostać konkretne odpowiedzi. (Co zresztą jest chyba niemożliwie, bo skąd niby korepetytor ma znać pytania na maturę/egzamin gimnazjalny, o ile nie pracuje w kuratorium, czy gdzie tam się te pytania układa.)

                Ale jak rodzice zapewniają dziecku dodatkowe zajęcia, to dziecko ma czas indywidualnie przećwiczyć różne rzeczy i stąd lepsze szanse.
          • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 14:56
            Ale one sobie wcale nie radzą dlatego, że są mądre, zdolne, inteligentne, pracowite i ambitne, tylko dlatego, że są od urodzenia za uszy ciągnięte.

            Zgadzam sie. Dlatego Salma moze sama ciagnac swoje dzieci za uszy i zostawic nauczycielowi energie dla tych, ktorych rodzice nie sa ws tanie, z roznych powodow.
            Poza tym, do gimnazjum, to pewna ilosc, (bardzo mala) rodzicow, moze ciagnac za uszy. W liceum nie ma juz takich rodzicow, ktorzy maja tak rozlegla wiedze we wszystkich przedmiotach, zeby oceny dzieci zalezay od wysilku rodzicow. To juz jest niemozliwe.

            No i nie zbaczamy z tenatu?
          • salma75 Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 18:09
            berta-death napisała:

            > Ale one sobie wcale nie radzą dlatego, że są mądre, zdolne, inteligentne, praco
            > wite i ambitne, tylko dlatego, że są od urodzenia za uszy ciągnięte. Rodzice al
            > bo z nimi siedzą nad lekcjami, sprawdzają zeszyty, biegają po nauczycielach, da
            > ją prezenty jak trzeba i przede wszystkim fundują korepetycje. I to zarówno te,
            > które mają potomka czegoś nauczyć, jak i te, które są zakamuflowaną łapówką ma
            > jącą wepchnąć młodziana do dobrej szkoły bądź na dobre studia.


            Wiesz co, aż przykro się czyta takie insynuacje :(. Ohydne i krzywdzące są takie uogólnienia :(.
            A klasie mojego syna jest dwóch uczniów zdecydowanie wybijających się ponad poziom całej klasy - mój syn i jego najlepszy przyjaciel.
            Zarówno jak jak i mama tego chłopca widzimy się z wychowawczynią kilka razy do roku, przy okazji wywiadówek, tylko po to, by usłyszeć "tak, jak zawsze wszytko w porządku" i po 30 minutach mieć zebranie z głowy. Nikt nigdy nie był w szkole "po prośbie", z "prezentem" czy czymś podobnym. Mój syn chodzi dodatkowo na karate i bilard oraz angielski - poza szkołą. To wszystko. Nigdy nie potrzebował i nie chodził na korepetycje. Jeśli wpadła mu gorsza ocena, albo zależało mu na lepszej na koniec semestru, SAM chodził do nauczyciela i pytał czy może ocenę poprawić. A potem siadał z książką, laptopem i uczył się. Nie zaglądam mu do zeszytów od kiedy skończył II klasę SP. SAM zapisuje się na wszystkie konkursy, SAM uczy się do I etapu. Jeśli przejdzie dalej, pomoc nasza ogranicza się do wspólnego z młodym wyszukania zagadnień (bo nauczyciel nawet na to nie ma czasu), wydrukowania materiałów, ewentualnie zakupu książek. Jeśli czegoś nie wie, pyta się nas, a my mu tłumaczymy w miarę naszych możliwości. Jedynie przed finałem, zwłaszcza teraz, gdy stawką był wolny wstęp laureata do wybranego gimnazjum (które to gimnazjum syn SAM sobie wybrał), NA ŻYCZENIE młodego, przepytywaliśmy go.
            Młody w wieku 3,5 roku czytał i znakomicie liczył, od 6 lat startuje (bo chce) we wszystkich konkursach. Czyta niesamowite ilości książek, ulubiona gazeta to Świat Nauki, w kiblu dla rozrywki wertuje encyklopedię.
            Tak berta, on wcale nie jest "mądry, zdolny, inteligentny, pracowity i ambitny", wszystko to zasługa tych jajek co noszę pani od przyrody i łiskaczy, które dostaje pan od matematyki :/.


            Zapłakałby się gdyby to przeczytał :(.
            • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 18:24
              "on wcale nie jest "mądry, zdolny, inteligentny, pracowity i ambitny", wszystko to zasługa tych jajek co noszę pani od przyrody i łiskaczy, które dostaje pan od matematyki . "

              Salma, za takie dziecko, Bogu powinnas dziekowac i spuszcac wzrok przed nauczycielem i innymi rodzicami, a nie po konserwy sie ustawiasz.
              • salma75 Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 18:32
                kochanic.a.francuza napisała:

                > "on wcale nie jest "mądry, zdolny, inteligentny, pracowity i ambitny", wszystko
                > to zasługa tych jajek co noszę pani od przyrody i łiskaczy, które dostaje pan
                > od matematyki . "
                >
                > Salma, za takie dziecko, Bogu powinnas dziekowac i spuszcac wzrok przed nauczyc
                > ielem i innymi rodzicami, a nie po konserwy sie ustawiasz.


                Nie wiem czy dziękować, coś za coś - młody to odludek, częściowo również dlatego, że tak odstaje od rówieśników poziomem wiedzy. Szkoda mi go czasami. Mam nadzieję, że w dobrym gimnazjum znajdzie wspólny język z równymi sobie.

                Nie ustawiam się po konserwy, moje dziecko obowiązek szkolny wypełnia - tylko tyle. Rozwija się przy naszej pomocy. Mnie jeno pusty śmiech ogarnia jak taki nauczyciel ustawia się obok mojego syna i szczerzy, zbierając gratulacje za sukcesy młodego.
                • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 18:50
                  "Mam nadzieję, że w dobrym gimnazjum znajdzie wspólny język z równymi sobie. "
                  Nie chce Cie martwic, ale z tego co piszesz to masz nie zdone dziecko, ale wybitnie zdolene dziecko i w gimnazjum takze nie znajdzie rownych sobie. Cos za cos, jak sama, piszesz. Wyjatkowo zdolne dzieci potrzebuja pilnej opieki, zadna szkola, nawet prywatna Ci tego nie zagwarantuje. Tylko Wasza dobra opieka nad nim zagwarantuje rozwoj i zapobiegnie poczuciu osamotnienia. No z kim on ma rozmawiac o tym co wie, co go pasjonuje?
                  Znam takiego z czerwonym paskiem do konca liceum, ktory jest teraz bezrobotnym. Na zasilku czyta Hegle i Shopenhalery. Wyjatkowo uzdolnieni bez odpowiedniej opieki wariuja.
                  Zycze powodzenia.
            • berta-death Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 22:21
              To nie są insynuacje, tylko ustosunkowanie się do postu Kochanicy. Chciałam zauważyć, że nie ma korelacji pomiędzy zdolnościami a zamożnością rodziców. Gdzieś tam nawet napisałam, że taki sam odsetek dzieci zdolnych, niezdolnych, przeciętnych, wybitnie tępych i wybitnie zdolnych znajduje się w każdej warstwie społecznej. Tylko, że osób ponadprzeciętnych jest mało i o takich nie mówimy, bo one lepiej lub gorzej, wcześniej lub później, ale zawsze jakoś na swoje wyjdą. Nie mówię też tutaj o twoim synu.

              Cały czas mam na myśli pewne statystyki, którymi Kochanica się podpiera i z których wychodzi, że dzieci zamożnych rodziców chodzą do lepszych szkół i osiągają lepsze wyniki w nauce. Ale statystyki również pokazują, że w warstwie osób zamożnych wcale nie ma obiektywnie inteligentniejszych i zdolniejszych dzieci. Więc skoro mimo, że nie są obiektywnie zdolniejsze i inteligentniejsze a osiągają ponadprzeciętne wyniki w nauce i dostają się do lepszych szkół, to gdzieś musi być przyczyna. I przyczynę Kochanicy podałam. Nie jest to żadna tajemnica ani żadna nowość, że korepetycje istnieją, istniały i zapewne będą istnieć po wsze czasy, podobnie jak i proceder dawania prezentów nauczycielom.
              • grzeczna_dziewczynka15 Re: W obronie nauczycieli 24.03.12, 09:04
                Nie wiem Berta, na jakiej wsi Ty żyjesz, że nauczycielom się wręcza jakieś prezenty. Oprócz czekoladek od uczniów i kwiatków, a także jakiś tam misiów i kartek z dedykacją nie dostałam żadnych prezentów. Nie było żadnej presji, uczniowie chcieli wyrazić swoją sympatię.

                Co do korepetycji, to nie jest tak, że one zawsze istniały i istnieć będą. Wręcz przeciwnie, korepetycje to zjawisko w Pl nowe, które pojawiło się wraz z przemianami ustrojowymi. Wcześniej nie było takiego parcia. W większości korepetycje są nieuzasadnione i są raczej wynikiem sztucznego poczucia rodziców, że zapewniają dziecku wszystko, co mogą. Bo zamiast pouczyć się razem i wyrobić dobre nawyki w latorośli, wolą kupić sobie święty spokój i czas jakiejś studentki pedagogiki. Nie mówię tu o dodatkowej nauce.

                Nie we wszystkich krajach są korepetycje na taką jak u nas skalę. I to nie dlatego, że poziom w polskiej szkole jest gorszy, ale dlatego, że ludzie mają niskie mniemanie o nauczycielach. Zresztą ci sami ludzie, co o polskich nauczycielach mają bardzo niskie mniemanie, wyjeżdżają do Niemiec i mają o nauczycielach bardzo wysokie mniemanie. Nie dlatego, że polscy nauczyciele są gorsi od niemieckich, ale dlatego, że u nas nawykiem społecznym jest ostra krytyka tego środowiska, a w Niemczech, wręcz przeciwnie, cieszą się szacunkiem. Jakość oferują identyczną - trochę idealistów-pasjonatów, większość przeciętniaków i paru partaczy. Jak to w każdym innym zawodzie.
    • koham.mihnika.copyright Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 14:27
      mylisz sie i to bardzo.
      Zalecialo mi polityczna poprawnoscia i pomyslami socjalistycznymi. Nie tedy droga.
      Mam nadzieje, ze czasy punktow za pochodzenie juz nie wroca.
      • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 14:41
        Jakie punkty jaka poprawnosc, napisz cos szczegolowiej, bo nie wiem do czego sie odniesc.
        No i jednak poczytaj drzewko, lubie Twoje komntarze, zobaczymy co masz do powiedzenia. Pare watakow pobocznych wyszlo.
      • zeberdee28 Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 20:46
        Punkty za pochodzenie były słuszne - wieś była wewnętrzną kolonią PRL, karaną za opór wobec kolektywizacji min. brakiem uczestnictwa w systemie emerytalnym, w systemie ochrony zdrowia za to zmuszaną do obowiązkowych dostaw. Taki to był system sprawiedliwości społecznej - i dobrze że ktoś poszedł po rozum do głowy i zdecydował że musi być trochę ludzi ze wsi w elitach, żeby ów stan rzeczy nieco ucywilizować. Obecnie to nie ma sensu moim zdaniem - chociaż np. w USA się taki system stosuje, i uczniowie z biedoty którzy ze swoimi wynikami nawet nie mogliby marzyć o byciu w szkołach tzw. 'preparatory' są obecnie do takich szkół przyjmowani.
        • koham.mihnika.copyright punkty za pochodzenie, podobnie jak budowa Nowej 18.03.12, 04:39
          Huty, to komunistyczne zapedy, zeby rozwalic inteligencje, przez przyspieszony awans spoleczny klasy robotniczej i chlopskiej. Chlopow sie nie karalo, wrecz przeciwnie, ich dzieci dostawaly sie studia latwiej niz te "inteligenckie". Poza dziecmi nauczycieli, bowiem ZNP to twierdza komunizmu.
          Jedna niesprawiedliwosc zastapiono inna.
          I nic nie pomoglo, dzieci robotnikow i chlopow w wiekszosci szly do technikow, zawodowek, mniej na uczelnie.
          Bowiem, po technikum czy zawodowce mialy lepsze pobory niz naukowcy czy inzynierowie.
          Patronem ich jest Prezydent Elekt(ryk), wprawdzie tylko ciut pisaty i cytaty, ale cytaty mozna z niego robic.
          Do elit nie dostaje sie z lapanki.
          • mumia_ramzesa Re: punkty za pochodzenie, podobnie jak budowa No 18.03.12, 14:48
            > Chlopow sie nie karalo, wrecz przeciwnie, ich dzieci dostawaly sie studia latwiej
            > niz te "inteligenckie". Poza dziecmi nauczycieli, bowiem ZNP to twierdza komunizmu.

            Nie jest to prawda. Dzieci nauczycielskie nie mialy zadnych forow przy przyjmow. na studia. Musialy zdawac egzaminy jak kazdy inny i nie mialy zadnych punktow dodatkowych.
            A "rozwalanie" inteigencji nie mialo sensu, bo jej prawie nie bylo po wojnie.
            • koham.mihnika.copyright z tego co pamietam, dzieci nauczycielskie mialy 19.03.12, 10:08
              punkty, ale nie bede sie spierac.
              "Inteligencja" w rozumieniu towarzysza Tomasza, Wieslawa, Edwarda.....
              Bandyci byli tolerowani, czesto wspolpracowali z ubecja, ale kazda proba "zorganizowanej grupy przestepczej" byla traktowana z maksymalna surowoscia. Dlatego karano smiercia w aferach miesnych czy skorzanych. Wladza panicznie bala sie zorganizowanego oporu grup spolecznych czy zawodowych.
              Gdyby rozwalanie nie mialo sensu, to by tego nie bylo.
              Jedynym inteligentem nie przesladowanym przez komune byl.....?
              • mumia_ramzesa Re: z tego co pamietam, dzieci nauczycielskie mia 19.03.12, 11:03
                Dzeci naucz. nie mialy punktow, bo uczelnie zawsze podlegaly innemu ministerstwu niz szkoly podst. i srednie. Zreszta punkty to byl "prikaz" z gory i uczelnie nie mogly sobie nadawac ich po uwazaniu.
      • grzeczna_dziewczynka15 Re: W obronie nauczycieli 19.03.12, 17:50
        Punkty za pochodzenie, to niejedynie polski wymysł. Affirmative action w USA to coś podobnego. Są różne sposoby na wyrównywanie szans i problem jest bardziej złożony.
    • koham.mihnika.copyright czy mozesz zdeklarowac, jaki masz osobisty interes 17.03.12, 14:34
      w tej sprawie. Bo nie jestem w stanie czytac calego drzewka. Twoje twierdzenia sa kuriozalne.
      • kochanic.a.francuza Re: czy mozesz zdeklarowac, jaki masz osobisty in 17.03.12, 16:08
        interes???
        Pewnie dzieki mojemu watkowi bedzie milion wejsc na forum dziennie, Wyborcza zarobi na reklamach i mi odpali procent.
        Boze, czy juz nie mozna nic bez interesu napisac?
    • good_morning Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 15:48
      ktos tu, widze, cwiczy w watku przed napisaniem powiesci z gatunku fantasy

      odniose sie przede wszystkim do grup o roznych poziomach mozliwosci:
      niewiarygodne, ale istnieja kraje, gdzie to w szkole normalka, i rotacja uczniow pomiedzy grupami w trakcie roku szkolnego w gore, w dol, tez jest normalka.z korzyscia dla uczniow
      i nikt sie nie bulwersuje
      kiedys nowatorsko (haha, to ironia) prowadzilam tak w kraju jezyk obcy, na zyczenie przede wszystkim uczniow(!) kazda grupa miala ten sam program, ale inne tempo

      p.s.w obowiazkach nauczyciela jest wspierac i zdolnych i niezdolnych
      p.s. 2 w rodzinach niebogatych a nawet patologicznych zdarzaja sie prawdziwe perelki intelektu i innych talentow, natomiast w rodzinach dobrze sytuowanych i z wyksztalconymi rodzicami prawdziwe hm..., osobniki odporne na wiedze. nie ma na to wzoru matematycznego.
      • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 16:07
        p.s. 2 w rodzinach niebogatych a nawet patologicznych zdarzaja sie prawdziwe perelki intelektu i innych talentow, natomiast w rodzinach dobrze sytuowanych i z wyksztalconymi rodzicami prawdziwe hm..., osobniki odporne na wiedze. nie ma na to wzoru matematycznego.

        Ale dlaczego z uporem maniaka piszecie o wyjatkach? Regola jest taka, ze wyzsze zarobki wiaza sie z lepszym wyksztaceniem, a to z kolei wynika z wiekszych mozliwosci intelektualnych. Link jest gdzies wyzej. Wiem, ze to bolesna regola, bo sprowadza sie do klamliwego stwierdzenia, ze boagaci sa madrzejsi. To nieprawda oczywiscie, ale na statystyki tez proponuje zerknac, one nie klamia.
        • good_morning zadna regula (u) 17.03.12, 16:14
          wyzsze zarobki nie wiaza sie zawsze z lepszym wyksztalceniem (oczywiscie mozna je sobie zrobic za pieniadze, ale kupisz sobie mozg nowy?)
          wiesz, co mi powiedzial uczen 14 letni na temat wyksztalcenia (uczen posiadajacy dzianego tatke)? i co pani z tych studiow ma?, moj tata ma... (tu padlo, na czym tatus zbija kase) i nie musi miec magistra.
          i uczen ow tez nie zamierzal isc nawet do ogolniaka (tatus tez nie byl).
          wiec o jakiej lepszosci my tu dywagujemy? faktycznej? papierowej? to ostatnie wynika czesto jedynie z wiekszych mozliwosci finansowych rodzicow, a nie intelektualnych ucznia.
          • kochanic.a.francuza Re: zadna regula (u) 17.03.12, 16:30
            "wyzsze zarobki nie wiaza sie zawsze z lepszym wyksztalceniem"

            A czy ja mowie, ze zawsze? Twierdze , ze generalnie, a opieram to twierdzenie o dane statystyczne dostepne wszedzie wnecie. Dane z Polski pokrywaja sie z danymi z innych krajow. Chcesz zawrocic Wisle kijem, bo u Ciebie w klasie jeden dzieciak ma ojca ...itd? Glupi dryblas, ktorego ojciec zarobil na lozku polowym, pewnie w czasach transformacji, nagadal Ci i bierzesz to jako pewnik i podstawe do rozwazan?
            Troche dyscypliny intelektualnej, prosze!
            • good_morning Re: zadna regula (u) 17.03.12, 16:50
              jakie dane statystyczne?
              z 2006 roku ,a na probie 63000 osob? badanie internetowe? czym poparte, jakimi dowodami?
              daj mi tabele ogolnoswiatowe (szeroko zakrojonych badan) ktore jednoznacznie potwierdza twoj wywod, ze tylko wyzsze wyksztalcenie jest droga do lepszych zarobkow
              poza tym poczytaj sobie o naprawde bogatych ludziach
              learnfinancialplanning.com/famous-people-who-didnt-go-to-college/
              i takich jest wiecej, niz ci sie zdaje
              i taka mala uwaga na marginesie: dyscyplina inytelektualna powinna obejmowac tez korekte ortografii, jesli wiesz, ze masz z tym problemy
              albo zacznij duzo czytac, moze ci to pomoc
              tylko nie jakis chlam

              gdzies tam wyzej rzucasz tez teze, ze lepsza kasa to wyzszy intelekt. to juz w ogole absurd. zdyscyplinuj sie w mysleniu
              • kochanic.a.francuza Re: zadna regula (u) 17.03.12, 17:11
                Tutaj masz dane z USA.
                Jak nie rozumiesz po angielsku to moge dac ci dane po japonsku, hiszpansku i niemiecku. Wszedzie to samo: magister srednio zarabia dwa razy wiecej niz ten po liceum. Tutul doktora czy profesora potraja zarobki.
                Ale oczywoscie u Ciebie w szkole niekumaty ojciec dryblasa zarabia na handlu bagietkami i to wazniejsze niz wszystkie statystyki.

                > poza tym poczytaj sobie o naprawde bogatych ludziach
                > rel="nofollow">learnfinancialplanning.com/famous-people-who-didnt-go-to-college/
                > i takich jest wiecej, niz ci sie zdaje
                No to faktycznie po co sie ksztalcilas? W brode sobie teraz plujesz czy co?
                P.S. Takie historie nie pasjonowaly mnie nawet jak nastolatka bylam, nie zamierzam tego czytac.
                • good_morning Re: zadna regula (u) 17.03.12, 17:39
                  mzesz mi dac, problem, czy ty je rozumiesz, ja poki co nie rozumiem tylko japonskiego z wymienionych przez ciebie :D
                  w Polsce tez doktorat i wyzsze stopnie naukowe dzialaja jak w USA? smiem watpic
                  zreszta nawet mgr w Polsce nie zawsze wiecej, niz czlowiek bez matury zarabia
                  o czym tu dyskutowac
                  pozegnam cie juz, bo ide sie dyscyplinowac intelektualnie (co przyniesie mi wymierne korzysci finansowe, w przeciwienstwie do dyskutowania z toba)
                  pozdrowienia z kraju w ktorym uczniowie pracuja w grupach takich, na jakie zasluguja swoja praca i mozliwosciami intelektualnymi. caly kraj nie bankrutuje z tego powodu, a nawet ma sie calkiem dobrze. szkola w ktorej pracuje rowniez
                  • kochanic.a.francuza Re: zadna regula (u) 17.03.12, 17:54
                    pozegnam cie juz, bo ide sie dyscyplinowac intelektualnie
                    To dobra nowina, potrzebujesz tego.

                    > w Polsce tez doktorat i wyzsze stopnie naukowe dzialaja jak w USA? smiem watpic
                    No to ja ci teraz zaserwuje danymi z mojego prywatnego zycia, wiem ze to ze statystykami sie nie zgadza, ale kolezanka z doktoratem zarabia w Polsce jakies 15 tys. Tyle to przeczytalam o niej w gazecie, a pewnie ma jakies inne dochody. Nantomiast kolezanka z magistrem 5 tys, a ta bez matury piastuje cudze dzieci we wlasnym domu, wyciaga jakies 600 zl.
                    A moze ty podasz linka do tego systemu, w ktorym uczysz?
                    • six_a Re: zadna regula (u) 17.03.12, 17:59
                      > pozegnam cie juz, bo ide sie dyscyplinowac intelektualnie
                      desperatki będziesz oglądać?
                      • kochanic.a.francuza Re: zadna regula (u) 17.03.12, 18:03
                        Sixa, cytaty Ci sie popierdzielily.
                        Desperatki FBA zablokowala. Jakis czas bedziesz mnie musiala znosic na forum.
                        • six_a Re: zadna regula (u) 17.03.12, 18:07
                          >Jakis czas bedziesz mnie musiala znosic na forum.
                          aaaallesz, fcale mi nie przeszkadzasz.
                    • nanelka Re: zadna regula (u) 19.03.12, 13:21
                      cholera, ja mam doktorat, a zarabiam średnią krajową. Muszę się ogarnąć w takim razie i w te pędy szukać pracy, w której dają doktorom 15tys. :P
                      • kochanic.a.francuza Re: zadna regula (u) 21.03.12, 13:57
                        A jest te doktorat z wiedzy przydatnej we wspolczesnych swiecie? Jesli tak to mozesz zarabiac znacznie wiecej niz 15 tys.
                        Jesli Twoja dziedzina jest filozofia, z calym szacunkiem dla nauk humanistycznych, najprawdobodobniej bedziesz raczej zanizac srednia.
        • mojemieszkanie24 prawda jest taka ze 17.03.12, 16:19
          Prawda jest taka, że rodzic zawsze będzie twierdził że nauczycielka poświęca jego dziecku mało czasu. Pracuję w przedszkolu i dwoję się i troje, żeby przez te 5 godzin każdemu dziecku poświęcić czas indywidualnie ale nieraz sie po prostu nie da !!! do tego codziennie przygotowuje zajęcia ( wycinam , sklejam), kupuje pomoce dydaktyczne i artykuły plastyczne, tworze tony papierów. I to ze SWOICH PIENIĘDZY i poza godzinami mojej pracy. Mam wrażenie,ze ja wiecznie jestem w pracy. Niestety wszystkim się nie dogodzi.
          • good_morning Re: prawda jest taka ze 17.03.12, 16:24
            nie
            nie ma takiej prawdy
          • kochanic.a.francuza Re: prawda jest taka ze 17.03.12, 16:35
            No bo kazdy chce zebys poswiecila jemu dziecku cale 5 godzin, a innych olala. A najlepeij jakbys byla niewolnico-guwernantka do wylacznej dyspozycji ich dzieci 24 godziny na dobe.
            I nie wyglupiaj sie z kupowaniem z wlasnej kieszeni. Za duzo kasy masz? Rodzice maja wiecej niz Twoja przedszkolankowa pensja i w nosie maja, czym ich dzieci maluja. Zostaw dla wlasnych dzieci, bo nikt Twoim dzieciom tak za darmo nie da, jak Ty dajesz.
            Chyba ze masz tam biedne dzieci, ktorych rodzice w zyciu kredek dziecku nie kupia.
          • six_a Re: prawda jest taka ze 17.03.12, 16:50
            > że rodzic zawsze będzie twierdził że nauczycielka poświęca je
            > go dziecku mało czasu.

            to jest jakaś bzdura, każdy normalny rodzic wie, że szkoła czy przedszkole to nie jest nauczanie indywidualne.
            a Ty już w każdym wątku będziesz robić z siebie męczennicę? zmień zawód, jak Ci nie pasuje.
            • kochanic.a.francuza Re: prawda jest taka ze 17.03.12, 17:18
              A Ty sixa nie zdalas egzaminu do studium dla przedszkolanek, ze jej zazdroscisz zawodu?
              • six_a Re: prawda jest taka ze 17.03.12, 17:44
                pensji jej zazdroszczę
                pono 1200 czy coś?
                kokosy.
                • kochanic.a.francuza Re: prawda jest taka ze 17.03.12, 17:56
                  Tam, pensji, wyksztalcenia jej zazdroscisz, bo do magla nie musialas nic robic, a teraz Ci sie marzy wyzsza pozycja spoleczna. Inaczej nie mozna twojej zgryzliwosci wytlumaczyc.
                  • six_a Re: prawda jest taka ze 17.03.12, 17:59
                    papa:)
                    pranie ić se zrób może.
                    • kochanic.a.francuza Re: prawda jest taka ze 17.03.12, 18:02
                      A ty do magla marsz:)
                      • six_a Re: prawda jest taka ze 17.03.12, 18:08
                        no niestety, dopiero w poniedziałek.
            • good_morning six_a 17.03.12, 17:41
              napisze Ci @ w najblizszej przyszlosci
              o ile masz czynna gazetowa
              ;)
              • six_a Re: six_a 17.03.12, 17:43
                oszywiście, mam:)
            • mojemieszkanie24 Re: prawda jest taka ze 17.03.12, 17:51
              Dobrze wiem jaki zawód wybrałam i nie muszę z siebie robić męczennicy. Jakbym chciała to bym zawód zmieniła ( nie jest to trudne). Pragnę tylko zwrócić uwagę na to jak to naprawdę wygląda. Pieniędzy nie mam ale niestety dyrektorka wymaga tego,żeby wykadac ze swoich ( oczywiscie nie mówi tego wprost tylko pyta dlaczego dekoracje nie są zrobione albo cczemu sala nie ma ozdób). No to wiadomo- ze swoich
              • swiete.jeze Re: prawda jest taka ze 18.03.12, 10:01
                Mariela idź do tej dyrektorki i przestań się mazać na forum.
          • berta-death Re: prawda jest taka ze 17.03.12, 17:13
            Bo rodzice się naczytali o edukacji przedszkolnej, oczywiście z perspektywy przedszkoli montessoriańskich, waldorfowskich czy jakiś innych elitarnych, gdzie jest o niemalże indywidualne nauczanie i dzieci od 2rż uczą się pisać, czytać, rachować, robią doświadczenia z fizyki, uczą się podstaw ekonomii i poznają problemy społeczno-polityczne współczesnego świata. A na dodatek rozwijają się artystycznie mając do dyspozycji profesjonalne sale baletowe, studia nagrań, pracownie malarskie czy obiekty sportwe. Umknęło im jedynie to, że za takie cuda to i niekiedy nawet po kilkaset dolarów za godzinę trzeba zapłacić. Do tego w domach dzieci mają własne guwernantki, które ćwiczą z nimi to co przerabiały na lekcjach, bo inaczej szybciej by pozapominały tego czego ich tam nauczyli, niż lekcja by się skończyła.

            Niestety za te kilka zł dziennie, które płacą rodzice w polskich publicznych placówkach nie da się oczekiwać niczego więcej, niż oferują zagramaniczne świetlice środowiskowe dla dzieci i młodzieży z patologicznych rodzin. Podobnie jest ze służbą zdrowia. Najpierw ludziska płacą składki takie, za jakie w zachodnich krajach nawet leczenia kataru by im nikt nie zrefundował a potem oczekują jakości usług medycznych jakie na zachodzie otrzymują ludzie pokroju Carringtona z Dynastii.
            • six_a Re: prawda jest taka ze 17.03.12, 17:47
              >Niestety za te kilka zł dziennie, które płacą rodzice w polskich publicznych placówkach nie da się oczekiwać niczego więcej,

              ależ da się, bertusiu. są przedszkola państwowe, w których się da.
            • kochanic.a.francuza Re: prawda jest taka ze 17.03.12, 17:47
              Ech, Berta troche gorycza wieja Twoje posty: bogaci maja to tamto, a biedota w doopsko kopana jest. No tragedia normalnie. A prawda jest taka, ze roznie bywa. Czasem mozna za pieniadze kupic niesamowite rzeczy, ale akurat w kwestii edukacji waznniejszy jest czynnik ludzki.
              O czym pisze?
              Ano dziecko moje poslalam do przedszkola Montessori, kosztowalo mnie to i pieniadze i dodatkowe kilometry codziennych dojazdow, mimo, ze zwykle przedszkoe pod nosem bylo.
              I co? Ano prywatne przedszkole tez chce zarobic i zatrudnia tanie, mlode niedoswiadczone nauczycielki. Czasem i niedoswiadczone sa dobre, ale "nasza" dobra nie byla.
              Materialy, owszem, prosto z Hollandii (tam jest fabryka materialow Montessori, sama ogladalam katalog w necie), edukacyjne, piekne, wysokiej jakosci i trzeba przyznac dobre.
              Zajecia takie i owakie ale co z tego, jak nauczycielka nie radzi sobie z grupa, dzieci sie jej nie sluchaja, boja, nie lubia, nie chca chodzic do przedszkola. Ma mine umeczonej zaciagnietej do tej pracy musem.
              Takze roznie to bywa. Jestem przekonana, ze syn mialby lepsza opieka w tym zwyklym panstwowym przedszkolu jaki maialam od nosem. Tym bardziej, ze chodzil tam pol roku przed tym Monterssori, poznalam nauczycielki, mile, sympatyczne, wyluzowane, nie pod presja pracy w "przedszkolu Montessori". Niepotrzebnie sie "kocabilam".
              W prywatnej szkole znajomej, o ktorej pisze wyzej to samo: oszczedzanie na pensjach dla dobrych nauczycieli, konczy sie niskim poziomem nauczanie i w konsekwencji wywalaniem przez rodzicow kasy w bloto, bo w pubicznej mieliby to samo za darmo. Nawet gdzies artykul czytalam, ze prywatne szkoly to, z malymi wyjatkami, lipa.
              • berta-death Re: prawda jest taka ze 17.03.12, 22:01
                Bo trzeba odróżnić marketing od rzeczywistego produktu. To, że coś jest drogie, jeszcze nie znaczy, że jest dobre. Tak jak z kremami z najwyższej półki. To, że coś kosztuje 500PLN za tubkę jeszcze nie oznacza, że ma w sobie coś więcej niż glicerynę, wazelinę i marketing i że jest lepsze od kremu za 50PLN. Te 450PLN różnicy to cena wyznacznika pozycji społecznej, czyli tego, że mogę sobie taki krem postawić w łazience na półce i każdy kto tam wejdzie będzie wiedział, że mnie na takie zbytki stać. I z tymi elitarnymi szkołami czy przedszkolami jest tak samo. Chodzi się tam nie dlatego, że mają wysoki poziom, tylko dla podkreślenia swojego statusu społecznego i nawiązania kontaktu z osobami, których rodzice coś znaczą w świecie. A nigdy nie wiadomo kiedy znajomość z daną osobą może zaowocować jakimiś profitami. W końcu taki Dablju Bush i jemu podobni zapewne chadzali do najlepszych i najdroższych szkół, co jednak nie przełożyło się ani na ich wiedzę ani intelekt.

                Ja miałam co innego na myśli, mówiąc o darmowych publicznych szkołach. Jednak z pustego się nie naleje. Tak ja z kosmetykami. Może się zdarzyć, że coś z najwyższej półki okaże się bublem niewartym swojej ceny, natomiast produkt z najniższej półki nie ma szansy okazać się czymś wartym więcej niż kosztuje. Nie ma szans, żeby krem za 5PLN miał w sobie coś więcej niż garść wazeliny, nawet jak sprzedają go po cenie produkcji. I z placówkami edukacyjnymi jest tak samo. Pewne rzeczy muszą kosztować i ktoś za to musi zapłacić. Nic nie ma za darmo.
                • koham.mihnika.copyright ja sie nie maszcze, ale badania robili 18.03.12, 04:47
                  kremow do ciala. Najlepszym okazal sie krem z Aldiego, najtanszy.
                  A lorale i nne juz nie.
                  drozsze kosmetyki maja marze za metke oraz kilka skladnikow, typu pachnidlo plus dodatki, ktore jednakze nie powoduja lepszego dzialania. jeno podnosza ego klienta i zysk producenta.
        • berta-death Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 16:29
          > Regola jest taka, ze wyzsze zarobki wiaza sie z lepszym wyksztaceniem, a to z kolei wynika z wiekszych mozliwosci intelektualnych.

          ???
          Nie ma żadnej korelacji pomiędzy zamożnością a możliwościami intelektualnymi. Dokładnie taki sam odsetek kretynów, wybitnie zdolnych i przeciętniaków jest wśród każdej warstwy społecznej i wśród osób o różnych dochodach. To nie IQ przesądza o zarobkach, wykształceniu i awansach.
          Ci, którzy się podorabiali to najczęściej zwykłe cwaniaki brnące po trupach do celu. Ani wykształceni ani inteligentni. A na żony sobie wybierają panny z największymi biustami w okolicy, niekoniecznie będące wulkanami intelektu. W końcu chłop zawsze pozostanie chłopem i prędzej na cycki niż mózg poleci. To skąd niby ich dzieci mają ten intelekt wziąć?
          • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 16:40
            "To nie IQ przesądza o zarobkach, wykształceniu i awansach. "

            A gdzie ja cos takiego napisalam?

            > Nie ma żadnej korelacji pomiędzy zamożnością a możliwościami intelektualnymi.

            Oczywiscie ze nie ma. Co innego korelacje pomiedzy mozliwosciami intelektualnymi a wyksztalceniem. Pomijajac dewaluacje wyksztalcenia w ostatnich czasach, chyba nie chcesz powiedziec, ze srednie IQ na Uniwersytecie bedzie takie samo jak przy tasmie fabrycznej?
            • berta-death Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 16:55
              Wykształcenie wykształceniu nie równe. Do ukończenia zdecydowanej większości studiów wystarczy jako taka pamięć i wszystko można zdać. Nie trzeba tego ani rozumieć, ani nawet zapamiętywać na stałe. Zasada zakuć, zaliczyć, zapomnieć sprawdza się doskonale. Dokładnie tak samo jak na niższych poziomach edukacji. Jak do tego dodamy korepetycje, zarówno te mające na celu władowanie łopatą wiedzy do głowy półgłówka jak i te mające na celu zapewnić sobie przychylność egzaminatora i kolokwiatora, to skończenie jakichkolwiek studiów nie będzie stanowić problemu nawet dla szeregowego robotnika stojącego przy taśmie.

              Naprawdę nie trzeba ponadprzeciętnych zdolności, żeby zostać mgr. W zasadzie to nawet doktorat spokojnie można zdobyć będąc totalnym przeciętniakiem.

              Problemem jest ambicja i chęć skorzystania z tego co oferuje człowiekowi los. I pewna mentalność wyniesiona z domu. Czyli takie oczywiste oczywistości, o których nikt nie mówi a wszyscy wiedzą, że one są. I nikomu nawet do głowy nie przychodzi, że można inaczej, bo w jego otoczeniu wszyscy myślą i postępują w pewien określony sposób.
              I w jednej rodzinie oczywista oczywistość dotyczy jedynie tego, że trzeba chodzić do szkoły, przechodzić z klasy do klasy, zdobyć jakiś zawód i dotrwać do emerytury. A w innej dotyczy tego, że trzeba mieć dobre oceny, dostać się do elitarnej szkoły, skończyć elitarne studia, zdobyć dobry zawód i zarabiać dobre pieniądze. I przez tą oczywistą oczywistość dzieci biegają na korepetycje a rodzice z prezentami do nauczycieli i nikomu nawet do głowy nie przyjdzie, że może być inaczej.
              • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 17:16
                "Do ukończenia zdecydowanej większości studiów wystarczy jako taka pamięć i wszystko można zdać."
                To co nazywasz "jako taka pamiecia" nie jest niestety naturalna cecha powszechna w 100% populacji. zapewne slyszalas, ze 80% spoeczenstwa nie rozumie slowa pisanego? Ludzie nie maja glowy do czytania, a co dopero do zapamietywania. Jestes nieswiadoma tego, ze to co masz nie jest dobrem cecha ogolnodostepna. Powie Ci to kazdy nauczyciel. Pytalas jakichs znajomych w tym temacie?
                • good_morning Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 17:43
                  piekna teoria na wytlumaczenie lenistwa umyslowego
                  • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 18:00
                    Jak tak mowi nauczycielka to dobrze, ze pracuje za granica. Szkoda by bylo polskich dzieci.
          • fuks0 Re: W obronie nauczycieli 19.03.12, 21:35
            >To nie IQ przesą
            > dza o zarobkach, wykształceniu i awansach.

            Przesądzać nie przesądza, ale korelacja jest dosyć spora :) Oczywiście mam na myśli zarabianie w uczciwy sposób.
        • mumia_ramzesa Re: W obronie nauczycieli 18.03.12, 14:58
          > Regola jest taka, ze wyzsze zarobki wiaza sie z lepszym wyksztaceniem, a to z kolei
          > wynika z wiekszych mozliwosci intelektualnych.

          To nie wynika z wiekszych mozliwosci intelektualnych tylko z podejscia do wyksztalcenia (ludzie wyksztalceni doceniaja je i wpajaja ow kult wykszt. dzieciom), mozliwosciom dopilnowania i pomocy dzieciom w nauce (jak nie samemu to za pomoca korepetytorow), mozliwosciom zaplacenia za zajecia pozaszkolne (ktore nie tylko daja wiedze i umiejetnosci ale tez rozwijaja intelektualnie).
          • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 21.03.12, 14:06
            > To nie wynika z wiekszych mozliwosci intelektualnych tylko z podejscia do wyksz
            > talcenia

            Oj, ile bedziemy tak w kolko maslo maslane tluc? A skad sie bierze to "podejscie do wyksztalcenia"? Wlasnie z intelektu. Czlowiek duzo mysli, czyta, analizuje, rozumie i dochodzi do wniosku, ze nie tylko warto, a wrecz nalezy wspomagac ksztalcenie pociech.
            Slaby intelekt, z calym szacunkiem dla wszystkich ludzi, najpierw zmeczy sie samym mysleniem, (tak jak ja sie mecze graniem na instrumencie, bo nie mam do tego predyspozycji). O analizie i calej reszcie nie ma co mowic.
            • mumia_ramzesa Re: W obronie nauczycieli 22.03.12, 18:19
              Nie bardzo. Sa ludzie niewyksztalceni, ktorzy doceniaja wyksztalcenie i wbijaja dzieciom do glow, ze warto sie uczyc. Zatem zalezy to do przekonan a nie od zdolnosci intelektualnych. A przekonania biora sie z obserwacji: ten i tamten skonczyl studia i jest im lepiej niz tym niewyksztalconym. Nie trzeba nad tym zbyt duzo dumac.
              • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 26.03.12, 10:33
                mumia_ramzesa napisała:

                > Nie bardzo. Sa ludzie niewyksztalceni, ktorzy doceniaja wyksztalcenie i wbijaja
                > dzieciom do glow, ze warto sie uczyc. Zatem zalezy to do przekonan a nie od zd
                > olnosci intelektualnych. A przekonania biora sie z obserwacji: ten i tamten sko
                > nczyl studia i jest im lepiej niz tym niewyksztalconym. Nie trzeba nad tym zbyt
                > duzo dumac.
                Ci co tylko obserwuja i wbijaja dzieciom do glow "Ucz sie" to faktycznie intelektem nie grzesza. Powtarzanie dziecku tej mantry do znuczenia tylko zniecheca. Inteligentny rodzic, wyksztalcony czu nie bedzie myslal jak wspomoc dziecko w procesie ksztalcenia i bedzie sie w ten proces angazowal. A to juz intelektu wymaga, bo wiaze sie z anaiza, planowaniem, czesto dlugofalowym, czytaniem specjalistycznej prasy czy literatury.
                Oczywiscie sa dzici, ktore i bez takich zabiegow dobrze sie wyksztalca, ale to rzadkosc.
    • devilyn Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 17:07
      Zakładając, że dziecko Salminki jest naprawdę zdolne to w świetle nowych przepisów powinno mieć założoną kartę wsparcia i powinno zostać objęte zajęciami wspierającymi.
      • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 17:12
        A nie mowilam, ze jestes nauczycielaka? Po co sie wypieralas:)
        • devilyn Re: W obronie nauczycieli 18.03.12, 14:43
          Jestem pedagogiem specjalnym, nie nauczycielem.
          • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 21.03.12, 13:59
            Heh, to i tak pogratuluj mi wyczucia. Nie pamietam juz jak i kiedy, ale czytam sobie Twoj post i mysle: o rasowa nauczycielka:)
            • devilyn Re: W obronie nauczycieli 21.03.12, 16:09
              Gratuluje Kochanico :D
          • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 21.03.12, 14:00
            Ikonka z lekka niestosowna do szacownego zawodu;)
            • devilyn Re: W obronie nauczycieli 21.03.12, 16:10
              Ikonka jest ze względu na pseudo nie na zawód :D
              • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 21.03.12, 16:13
                Fajna, taka "maskujaca":)
      • berta-death Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 17:23
        Z tego co zrozumiałam z Salminkowych postów, to jej dziecko chodzi do szkoły na zadupiu. Czyli jest to zapewne jakaś niewielka prowincjonalna szkółka z niewielką ilością dzieci. A takie szkółki zazwyczaj nie mają wystarczającej ilości funduszy, żeby dla jednego dziecka, maksymalnie kilkorga, organizować jakieś specjalne zajęcia. W takich szkołach to nawet lekcji etyki nie ma, bo nie znajdą na nią wystarczającej ilości chętnych uczniów. Niechodzący na religie, idą wcześniej do domu. Mimo, że zgodnie z przepisami MEN, powinny mieć etykę.
        Co innego w szkole typu moloch, gdzie kształci się kilkuset, bądź więcej uczniów i każdy rocznik składa się z 3-4 równoległych klas. Tam się zbierze wystarczająca ilość uczniów, żeby nawet klasy profilowane zrobić i wszystkich uzdolnionych matematycznie wsadzić do mat-fizu i im przydzielić nauczyciela, który im śrubę przykręci i będzie lekcje prowadził pod kątem olimpiad i konkursów.
      • salma75 Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 18:24
        devilyn napisała:

        > Zakładając, że dziecko Salminki jest naprawdę zdolne to w świetle nowych przepi
        > sów powinno mieć założoną kartę wsparcia i powinno zostać objęte zajęciami wspi
        > erającymi.


        No widać nie jest na tyle zdolne żeby zasługiwało na zajęcia wspierające ;). Ojciec i matka go wspierają i to musi wystarczyć ;).
        U nas nawet na kółka zainteresowań przychodzą uczniowie słabi i nauczyciele pracują z nimi by ich podciągnąć, dla kilkorga zdolnych naprawdę nikt nie ma czasu. Oczywiście zajęcia wyrównawcze są również.

        Mam nadzieję, że w gimnazjum młody będzie miał dostęp do kółek zainteresowań z prawdziwego zdarzenia.
        • lacido Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 21:58
          Czasem warto dochodzić swego

          oswiata.wip.pl/organizacja-zajec-szkolnych/praca-z-uczniem-zdolnym-wspieranie--organizacja-zajec
          Jak widać najwięcej do powiedzenia w tej kwestii ma dyrektor, który ma do swojej dyspozycji tzw "godziny dyrektorskie" i przydziela je nauczycielem, ale kieruje się swoimi względami.

          Po drugie, warto poszperać w przepisach, bo takie dzieci mają szanse na stypendia
    • moonogamistka Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 17:48
      Przez cala swoja edukacje szanowalam nauczycieli, ich trud, sa osoby, ktore do dzis moge traktowac jako autorytety. Wszystko zmienilo sie, kiedy moje dziecko trafilo do gimnazjum. Pomijam, ze to chory twor. Uwazam, ze powinno sie odstrzelic tego, ktory wymyslil ta rewolucje w edukacji.
      Szkola normalna, publiczna. W 3 klasie- wychowawczyni- przypadkowemu ojcowi na wywiadowce- nei jest w stanie po nazwisku odpowiedziec-czy dziecko jest z jej klasy... Sprawdzala przy mnie dziennik- czyli liste uczniow. Kazdy rok zaczyna sie od tego, ze nauczyciele sa obciazeni i ze nie przerobia calego programu, nei ma szans na dodatkowe tlumaczenia jesli cala klasa z jej lekcji dostenie mierne oceny- bo ona ma ograniczony czas na lekcje i temat.
      Dalej- egzaminy- ona od razu mowi, ze przegladali wspolnie z nauczycielami- i ze tematy ktore sa na egzaminie- oni nie sa w stanie przerobic i ze sorry oni sa przerazeni -ale nie maja czasu na to. Czyli bujaj sie rodzicu.
      Pani nauczycielka powiadomila na poczatku roku, ze nie jest w stanie przygotowac dzieci nalezecie do egzaminu koncowego i w zasadzie umyla rece od tego faktu.
      Jestem totalnie zniesmaczona, a etos nauczycielski umarl dla mnie.
      Nie chcialam dziecka pchac do szkol spolecznych, bo uwazalam je za getta dla snobow, ale powoli lapie sie na mysli, ze popelnilam kolosalny blad.
      Startowalam w olimpiadach i nauczyciele poswiecali mi kupe czasu i dawali materialy.
      Kiedys byli nauczyciele. Zastanawiam sie, kto teraz uczy nasze dzieci.
      Jestem przerazona.
      • berta-death Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 23:12
        Obawiam się, że kiedyś nauczyciele też mieli wszystko w dupie. Za moich czasów chodzenie na korepetycje było niemalże normą, zwłaszcza w klasach maturalnych i 8 podstawowej. Nikt się uczniami specjalnie nie przejmował, wszakże nie każdy musiał pójść do ogólniaka po podstawówce i nie każdy musiał studiować po maturze. Jak ktoś chciał to na własny rachunek. Nagminne było też odrabianie lekcji razem z rodzicami, najbiedniejsze były osoby, którym nie miał kto w domu pomóc. Inna rzecz, że na ogół znali uczniów z imienia, nazwiska i klasy. Pewnie dlatego, że było więcej godzin danego przedmiotu, nie było takiego rozdrobnienia w przedmiotach, wiedza zawierała się w tych kilku podstawowych i kilku, którymi nikt się nie przejmował. I nauczycieli od danego przedmiotu był na ogół jeden na szkołę, może z wyjątkiem polonistów i matematyków, więc siłą rzeczy mieli kontakt z wszystkimi uczniami.

        A co do szkół społecznych, to z tego co moi dzieciaci znajomi mawiają, to nie są one takie straszne jak się o nich niekiedy mówi. Prywatne są gorsze, bo jest duża szansa, że natrafi się tam na bananową młodzież i nie wyrobi finansowo z wyposażeniem latorośli w najnowsze zdobycze techniki i mody. Dodatkowo nierzadko chodzą tam osoby, którym nie w głowie nauka i szkoła może być nastawiona na to, że ma leserów, którzy płacą i w zamian wymagają tylko dyplomu.
        Natomiast do społecznych niekoniecznie idzie zamożna młodzież, natomiast bardzo często idą tam osoby, które chcą się uczyć a nie odpowiada im towarzystwo ani poziom publicznych szkół. Opinie osób, które zetknęły się z tego typu szkołami są takie, że uczą się tam całkiem normalne dzieci całkiem normalnych rodziców. Ja bym się obawiała tylko tego, że można tam na wyścig szczurów trafić, co też miłe nie jest. Podobnie jest w katolickich szkołach, ale one mają swoją specyfikę, która nie każdemu odpowiada. Tak czy owak, przecież zawsze można jakieś rozpoznanie zrobić. Są dni otwarte, jakieś spotkania dla przyszłych uczniów, można się wreszcie przejść do szkoły i rozejrzeć kto tam chodzi, są fora itp.
    • zeberdee28 Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 21:01
      Nie jestem rodzicem - ale wydaje mi się że każdy chce dla swojego dziecka jak najlepiej, więc rodzice upominają się o to żeby się talenty, albo urojone talenty ich pociech jakoś mogły rozwijać. Nie jest przecież tak że tylko zamożni ludzie mają zdolne dzieci, no i nie jest też zawsze tak że dobra szkoła prywatna jest blisko, to jest spory problem logistyczny targać dzieci do takiej szkoły w porannych korkach, tudzież zabitym tramwaju a potem jeszcze wyrobić się do pracy. W kwestii 'pomagania po lekcjach' - ludzie dużo pracują, często są w domu dosyć późno, przecież muszą coś zjeść, umyć się, odpocząć, nie dziw się że się złoszczą kiedy państwo chce na nich zwalić wszystko, a w zamian tylko przywali im ogromne podatki. Ja jestem zdania że zafajdanym obowiązkiem szkoły jest zajmować się uczniami i w pełnym wymiarze dbać o ich rozwój, bo nauczyciele zarabiają dużo a pracują mało i nie jest to tylko mój odosobniony pogląd tylko poparty opinią nauczycieli z dawniejszych czasów, kiedy kasy było dużo mniej a pracy dużo więcej.
      • lacido Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 21:49
        > . W kwestii 'pomagania po lekcjach' - ludzie dużo pracują, często są w domu dos
        > yć późno, przecież muszą coś zjeść, umyć się, odpocząć, nie dziw się że się zło
        > szczą kiedy państwo chce na nich zwalić wszystko,

        znaczy państwo zwala na nich wszystko, łącznie z obowiązkami rodzicielskimi a to dopiero :D

        Zadania domowe też nauczyciele mają odrabiać? :)
        Moi znajomi rodzice są zdania, że jak nauczyciel mało zadaje to jest hmmm dupowaty, dziecko po przyjściu ze szkoły ma siadać do nauki.
        • berta-death Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 22:11
          Ale to właśnie jest chore, żeby po przyjściu do domu, po tych kilku godzinach spędzonych w szkole, jeszcze zabierać się do pracy. Mało kto wytrzyma kondycyjnie taki kierat. To tak jakbyś ty chodziła na 8h do pracy tylko po to, żeby przez te 8h szef ci dyktował co masz zrobić w domu i kontrolował co zrobiłaś w domu dnia poprzedniego. A po powrocie do domu musiała zabrać się do pracy.
          • lacido Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 22:25
            berta-death napisała:

            > Ale to właśnie jest chore, żeby po przyjściu do domu, po tych kilku godzinach s
            > pędzonych w szkole, jeszcze zabierać się do pracy

            chyba nie rozumiesz na czym polega nauka :)
            Wiedza, która jest przekazywana w szkole wymaga utrwalenia, mało tego, są takie elementy których trzeba się wyuczyć żeby potem móc je stosować, jak sobie wyobrażasz, że pani w klasach I-III katuje dzieciaki zbiorowym ryciem tabliczki mnożenia? albo przez godzinę, dzieciaki ćwiczą pianie literki A?

            nie bądź śmieszna,

            To tak jakbyś ty chodziła na 8h do pracy tylko po to, żeby przez
            > te 8h szef ci dyktował co masz zrobić w domu i kontrolował co zrobiłaś w domu
            > dnia poprzedniego.

            <lol>
            • berta-death Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 22:41
              Po tych 5-6h w szkole to naprawdę mało kto ma siłę jeszcze się uczyć. To jest 5-6h spędzonych w hałasie, szumie informacyjnym, ciągłej konieczności bycia w stanie czuwania, nie można się wyłączyć na chwilę, usiąść, położyć się ani odpocząć, bo nie ma na to ani czasu ani miejsca ani możliwości, bo tam cały czas coś się dzieje, ktoś czegoś chce, ktoś coś gada, ktoś wrzeszczy, ktoś coś robi, itp. I dodatkowo dochodzi jeszcze stres związany z możliwością bycia wyrwanym do odpowiedzi w każdym momencie, pisaniem niezapowiedzianej kartkówki czy zapowiedzianym sprawdzianem. I jeszcze trzeba wykazać choć trochę skupienia i koncentracji, żeby wytrwać te 45min non stop, zrobić jakieś notatki i nie zdechnąć z nudów i znużenia, słuchając tego nauczycielskiego bełkotu. Niestety mało kto ma talent do prowadzenia wykładów. I po takim maratonie, to mało kto ma głowę, żeby zasiąść do książek i kolejne 2-3h jeszcze się uczyć. Dlatego w systemie nauczania, polegającym na tym, że do szkoły chodzi się jedynie po to, żeby zanotować to co się trzeba nauczyć w domu, efekty są mizerne i tak wiele osób nie wyrabia, mimo, że są zdolni.
              • lacido Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 22:47
                > Po tych 5-6h w szkole to naprawdę mało kto ma siłę jeszcze się uczyć

                Ty chyba dzieckiem nie byłaś :D

                To jest 5
                > -6h spędzonych w hałasie, szumie informacyjnym, ciągłej konieczności bycia w st
                > anie czuwania, nie można się wyłączyć na chwilę, usiąść, położyć się ani odpocz
                > ąć,

                :D:D:D jw

                > . I dodatkowo dochodzi jeszcze stres związany z możliwością bycia wyrwanym do o
                > dpowiedzi w każdym momencie, pisaniem niezapowiedzianej kartkówki czy zapowiedz
                > ianym sprawdzianem

                <lol>
                nie te czasy, dzisiejsze dzieciaki stresuje fakt, że nie mają super komórki a nie że kartkówka ma być :)

                I jeszcze trzeba wykazać choć trochę skupienia i koncentrac
                > ji, żeby wytrwać te 45min non stop, zrobić jakieś notatki i nie zdechnąć z nudó
                > w i znużenia, słuchając tego nauczycielskiego bełkotu

                i sama sobie przeczysz :) koncentrować się żeby z nudów nie zdechnąć a to ci bełkot :)

                > asiąść do książek i kolejne 2-3h jeszcze się uczyć. Dlatego w systemie nauczani
                > a, polegającym na tym, że do szkoły chodzi się jedynie po to, żeby zanotować to
                > co się trzeba nauczyć w domu, efekty są mizerne

                nie masz pojęcia o systemie nauczania ale bełkocz sobie, kraj wolny

                na marginesie.. współczuję traumatycznej edukacji :)
                • berta-death Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 22:54
                  Jak ciebie czytam, to odnoszę wrażenie, że to ty nigdy w życiu nie byłaś ani dzieckiem ani do szkoły nie chodziłaś. Że cię sklonowali w wieku 40lat, wtłoczyli do głowy stek komunałów, a teraz łazisz po świecie i te komunały powtarzasz.
                  • lacido Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 22:58
                    pasuje jak ulał do ciebie :)
                    masz ze trzydzieści lat, dziecka w okolicy brak a i w szkole ostatnio byłaś z 15lat temu - nie masz pojęcia o czym piszesz, ale trauma to trauma :)
                    • berta-death Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 23:19
                      Ty do szkoły też nie chadzasz, powtarzasz tylko jakieś slogany, do których nie potrafisz się ani ustosunkować ani ich obronić. Gadasz na zasadzie tak bo tak, bo tak przeczytałam. Z całego dotychczas wypowiadającego się towarzystwa, jedynie Salma może coś na ten temat powiedzieć z własnego doświadczenia, bo ma dwoje dzieci w szkole, w tym jedno idące do gimnazjum i sama jest mocno zaangażowana w ich naukę. Przerobiła pilnie całą podstawówkę i teraz z drugim dzieckiem przerabia ponownie. No i od kilku lat widzi jak to teraz wygląda. I z jej opisu wygląda to dokładnie tak samo jak wyglądało 15lat temu.
                      • lacido Re: W obronie nauczycieli 17.03.12, 23:27
                        > Ty do szkoły też nie chadzasz, powtarzasz tylko jakieś slogany, do których nie
                        > potrafisz się ani ustosunkować ani ich obronić

                        od sloganów specem jesteś ty, po co mam bronic rzeczywistości? telewizji nie oglądasz , z dziećmi nie rozmawiasz to nie masz pojęcia czym dla nich jest szkoła

                        Gadasz na zasadzie tak bo tak,
                        > bo tak przeczytałam.

                        <lol>
                        za to twoje wypociny są doświadczeniami sprzed 15lat a to nijak się ma do teraźniejszości

                        Z całego dotychczas wypowiadającego się towarzystwa, jedyn
                        > ie Salma może coś na ten temat powiedzieć z własnego doświadczenia, bo ma dwoje
                        > dzieci w szkole, w tym jedno idące do gimnazjum i sama jest mocno zaangażowana
                        > w ich naukę.

                        ze swojego doświadczenia to sie moze wypowiedzieć syn bo Salma tez parę lat temu konczyła

                        I z jej opisu wy
                        > gląda to dokładnie tak samo jak wyglądało 15lat temu.

                        i to jest całe sedno sprawy, nie wiesz, nie doświadczyłaś - nie odzywaj się bo głupoty gadasz
                        Akurat z przykładu Salmy wynika, że jej syn ma masę chęci i czasu na to by rozwijać zainteresowania :) a komuś takiemu byle zadania domowe nie są straszne. ma energię na to by nie tylko odrabiać co trzeba ale i robi dużo ponad to, poza tym Salma nigdzie nie labidziła jakie to dziecko przemęczone bo musi zadanie odrobić (no chyba, że przeoczyłam)
                        • good_morning Re: W obronie nauczycieli 18.03.12, 00:18
                          wez lacido nie przejmuj sie ;)

                          zapamietaj, ze generalnie:
                          nikt nie ma glowy,zeby sluchac w szkole
                          nie ma glowy, zeby czytac (czytac, po co!? przeciez to trzeba starac sie zrozumiec, co sie czyta, przewracac strony, szukac znaczenia niezrozumialych slow, trauma!)
                          nie ma glowy, zeby uczyc sie pisac
                          nie ma glowy, zeby odrabiac zadania (po co w ogole uczyc sie w domu, lekcje to wystarczajaca udreka)
                          nie ma glowy,zeby myslec!
                          rodzic po pracy nie ma glowy,zeby zajac sie dzieckiem
                          nie ma glowy,zeby pomyslec o rozwoju swego dziecka (no bo jak, skoro nie ma glowy, zeby pomyslec o swoim wlasnym rozwoju)
                          nie ma glowy do niczego, co wymaga wysilku myslowego

                          a sprobuj tylko powiedziec, ze to sie nazywa lenistwo intelektualne i ze sam sobie winien... ;P
                          (ale do tluczenia w klawiature i innych fastfoodow intelektualnych ma glowe jak najbardziej)

                          jak sie czasami zapomne, to mnie to bulwersuje tez, ale w koncu co mnie to obchodzi, nie moja przyszlosc, ani moich dzieci ;)
                          • lacido Re: W obronie nauczycieli 18.03.12, 00:23
                            > jak sie czasami zapomne, to mnie to bulwersuje tez, ale w koncu co mnie to obch
                            > odzi, nie moja przyszlosc, ani moich dzieci ;)

                            no niby tak, ale... czasem ręce opadają ;/
                            • good_morning Re: W obronie nauczycieli 20.03.12, 15:07
                              nie da sie trafic do wszystkich rodzicow
                              z wyzej wymienionej przyczyny nie mozna 'uratowac' przed takim mysleniem wszystkich uczniow
                              trzeba sie pogodzic z faktem, ze pomozesz tylko czesci z nich
                              ja tak naprawde nie umiem sie przestac przejmowac uczniami jako OSOBAMI, z uplywem lat pracy. tylko jak sie wkurze, to rzucam tekstami, jak w poprzednim poscie ;) ale potem jest nowy dzien i zaczynam od poczatku
                          • berta-death Re: W obronie nauczycieli 18.03.12, 00:37
                            A odkąd to szkoła służy temu, żeby się czegoś nauczyć? Jakby tak było, to metoda ZZZ nie byłaby najskuteczniejsza w zdobywaniu dobrych ocen i przechodzeniu z klasy do klasy. A i ludzie byliby mądrzy, nie powtarzali bezmyślnie komunałów i potrafili samodzielnie i racjonalnie myśleć. Przecież ta szkoła od czasów Gombrowicza nic a nic się nie zmieniła.

                            A internet to całkiem niegłupie rozwiązanie, daje ludziom nieograniczoną wiedzę za jednym kliknięciem. I to taką wiedzę, jaką w danej chwili potrzebują, więc dającą dużą szansę na trwałe zapamiętanie.
                            • good_morning Re: W obronie nauczycieli 20.03.12, 15:13
                              racje przyznam w tym punkcie, gdzie mowisz o nauczaniu samodzielnego myslenia. nie ejst to popularne i jestes czesto 'trudnym pracownikiem', jelsi tego uczysz i to glosisz. niemniej w jakims zakresie zawsze da sie to wykonac.

                              natomiast drugiej czesci o tluczeniu w klawiature nie zrozumialas. kontekst jest taki: rodzic, czas wolny, tluczenie w klawiature o pupce maryni, zamiast rozwijanie siebie i potomstwa.
                      • six_a Re: W obronie nauczycieli 18.03.12, 09:20
                        no popacz, jeśli tylko salma może się wypowiadać, to co w ogóle robisz w tym wątku? przecież nie masz dzieci, nie chadzasz aktualnie do szkoły, a robisz za eksperta jak zwykle. Wszystkich nauczycieli powkładałaś do jednego worka razem z tą garstką, którą miałaś nieszczęście poznać w życiu. wiesz, jak było, jak jest i jak będzie. o czym można z Tobą, berta, podyskutować?
    • koham.mihnika.copyright skoro mnie wyrwalas do odpowiedzi... sama chcialas 18.03.12, 04:18
      kochanic.a.francuza napisała:

      > Mam nadzieje na ciekawa dyskusje, bo jest na forum sporo matek i nauczycielek o
      > raz tych dwoch kombinacji.

      -ojcowie i nauczyciele pojecia o wychowaniu dzieci nie maja, oczywista oczywistosc, znaja sie tylko na pileczce kopaniutkiej i piwenku.

      > Zaintrygowal mnie watek z przed jakichs dwoch dni, w ktorym Salma 75 zalila sie
      > na nauczyciela, ze "nawet nie podrzucil materialow na olimpiade" jej zdolnemu
      > dziecku.

      ja sie ciesze, ze S75 ma dziecie, a w dodatku po mamusi zdolne. "nawet nie podrzucil" - ja tak intuicyjnie wiem, o co S75 chodzi. I rozumiem jej rozzalenie. Ale moge sie mylic, wszak jestem z Marsa.

      > Abstrahuje oczywiscie od faktu, ze sa nauczyciele, ktorzy palcem nie kiwaja. Ni
      > e podwazam go.
      > Niemniej jednak, 45 minut lekcji podzielic na 30 uczniow to jest 1.5 minuty na
      > ucznia, a przeciez trzeba jeszcze przeprowadzic lekcje! W kazdej klasie jest ki
      > lkoro uczniow, ktorzy absolutnie nie nadazaja.

      statystyka, statystyka, 25*45/30=37.5, tyle czasu powinien nauczyciel poswiecac klasie - w tym czasie 25 przecietnie zdolnych i zdolnych otrzymuje 25*37.5 minut. dzieci ucza sie rownolegle. W tym przykladzie, kazde z 25 otrzymuje 37.5 minuty. Piecioro z problemami powinno otrzymac 7.5 minuty. Bowiem nie ma powodu karac dzieci za klopoty rowiesnikow.
      Odwrotnie niz ty, uwazam, ze wiecej czasu powinno poswiecac dla zdolnych i bardzo zdolnych. Bowiem to zaowocuje w przyszlosci jakims ponadprzecietnymi osiagnieciami. Dla ludzkosci to wielki zysk.

      >Gdybym musiala wybierac, wolalby
      > m pomoc uczniowi slabemu. Slabe dzieci maja problemy nie tylko z nauka, ale tak
      > ze z funkcjonowaniem w klasie. Tak jak powoli rachuja czy czytaja, tak samo pow
      > oli reaguja na zarty, zaczepki, staja sie oderwane od grupy. Nauczyciel wspiera
      > jacy takiego ucznia daje mu oparcie i jednoczesnie daje klasie jasny przekaz: s
      > zanujemy wszystkich ludzi.

      Szacunek dla drugiej osoby niekoniecznie musi isc w parze z wyksztalceniem, co widac w naszym cyrku narodowym na Wiejskiej. Na przyklad prezes Kalczynski.
      Ja widze rozwiazanie poprzez grupowanie uczniow wedle mozliwosci intelektualnych. W Sydney sa szkoly selektywne (srednie), do ktorych dzieci dostaja sie na podstawie testow. Najlepsza z nich James Ruse od lat jest niedoscigla w wynikach maturalnych. Do tej szkoly dostaja sie dzieci, ktore chca sie uczyc, ktore maja motywacje. Ich wysilek nie jest hamowany przez niedojdy, leniow, ...Pozostale maja do dyspozycji szkoly publiczne, prywatne oraz koscielne. Zadna ze szkol z tych trzech nie dosciga przynajmniej 5 publicznych selektywnych.
      Niektore szkoly podstawowe oferuja klasy "opportunity" dla zdolnych, gdzie realizuje sie szybciej program.

      > Zdolne dzieci pochodza z zamoznych, dobrze funkcjonujacych domow.

      Nizej podpisany jest zaprzeczeniem tego twierdzenia. W domu sie nie przelewalo. Jakkolwiek, na ksiazki pieniadze jakos sie trafialy. Chociaz, NIE! Kto powiedzial, ze ja jestem zdolny???

      >Ich rodzice im pomoga w nauce.

      nikt mi w niczym nie pomagal, oprocz mamy, ktora mi czytala ksiazki, zanim sie nie nauczylem czytac samemu. Idac do szkoly potrafilem czytac, piac, rachowac bez ograniczen (dodawanie, odejmowanie, mnozenia - nie pamietam).


      >Slabym nikt sie nie interesuje, ani instytucje, ani rodzina.

      Jestes pewna????

      > Sytuacje bez porownania. Nie orientuje sie za bardzo, ale czy to jest gdzies wp
      > isane w obowiazki nauczyciela, przygotowywanie do Olimpiad przedmiotowych?

      Ja tez nie wiem, ale sprawdz wyniki olimpiad warszawskich liceuw, nastepnie zasiegnij jezyka u zrodla.

      > Po lekcjach oprucz sprawdzania klasowek, sa sprawy wazniejsze: kto zniszczyl kl
      > ozet, dlaczego kasia bije basie itp.

      oprocz

      > Dlaczego ludzie oczekuja pelnej, spersonalizowanej uslugi pedagogicznej na miar
      > e krolewska, w publicznej szkole masowej, dotowanej z biednego budzetu?

      Bo wiekszosc chce dla swoich dzieci, jak najlepiej. Gdyby budzet nie finansowal lekcji religii, to byloby wiecej na matme i jezyk polski.
      Niczego nie oczekiwalem poza normalnoscia, ale moje dzieci otrzymaly ponadprzecietna usluge. Dzieki swojej nauczycielce, ktora nie walila fochow. Moja najmlodsza skonczyla szkole jako Dux, mimo, ze w tej samej klasie byl syn tejze nauczycielki. I ona robila wiele, by ten syn byl najlepszy. Byla bardzo uczciwa i uznala, ze moje dziecko bardziej zasluguje na nagrode. Znasz takie przypadki w polskich szkolach?

      > Uwazam, ze posiadanie zdolnego dziecka obliguje do wiekszej pokory, wdziecznosci.

      I beg your pardon???? Komu mam byc wdzieczny, i dlaczego? Pokora z powodu zdolnego dziecka?? Nosz marwa kuc.....Czy to moja wina, ze jestem dobrzegeniasty?

      > Ustawianie sie w kolejce jako pierwsza po pelna obsluge, bez zwazania na potrze
      > by slabszych, mniej "uposazonych" jest postawa hmm...brutalna wrecz. To tak jak
      > bym z zarobkami 10 tys. miesiecznie chodzila do Caritasu po darmowe konserwy.

      Chcesz posluchac, jak odbywala sie dystrybucja przez caritas/KK darow dla osob przesladowanych w stanie wojennym???
      Osobiscie widze wiecej pozytku z pomocy zdolnym. Zdolnosci nie sa funkcja zamoznosci. Malo to idiotow majacych bogatych rodzicow? Znam paru ze studiow i szkoly. I odwrotnie.

      > Co Wy na to? Myle sie?

      My na to - po starej znajomosci poswiecamy ci troche czasu. Mimo, ze sie mylisz.
      Ale nie opuscimy cie w potrzebie, naprostujemy ci kregoslup.
      • kochanic.a.francuza Re: skoro mnie wyrwalas do odpowiedzi... sama chc 18.03.12, 06:20
        "-ojcowie i nauczyciele pojecia o wychowaniu dzieci nie maja, oczywista oczywistosc, znaja sie tylko na pileczce kopaniutkiej i piwenku. "

        Wszyscy, ktorzy tak pisza maja zdone dzieci i przekonani sa o swoich wielkich umiejetnosciach pedagogicznych. Prawda jest taka, ze zdolne dzieci same sie dobrze chowaja bo sa madre. Wiele to wysilku nie kosztuje.

        > Odwrotnie niz ty, uwazam, ze wiecej czasu powinno poswiecac dla zdolnych i bard
        > zo zdolnych. Bowiem to zaowocuje w przyszlosci jakims ponadprzecietnymi osiagni
        > eciami. Dla ludzkosci to wielki zysk.

        Zgadzam sie z Toba. Mysleles kiedys co dadza ludzkosci miliony wykluczonych z edukacji juz na poziomie podstawowym? Patrzac na historie takie miliony to pozywka dla rewolucji. Na Wall Street juz protestuja, zobaczymy co bedzie dalej. Troska o nich to nie tylko wrazlowosc spoleczna ale dbalosc o wlasne interesy warstw wyzszych. To trzeba samemu zrozumiec, bo zaden liczacy sie polityk nie powie tego na mownicy wyborczej. Ja sobie moge pisac i uswiadamiac tych, ktorzy nie rozumieja, bo mnie to nie kosztuje utraty posady.

        W Sydney sa szkoly selektywne (srednie), do ktorych dzieci dostaja sie na po
        > dstawie testow.
        A co to za nowosc. W kazdym polskich miescie jest kilka, klkanascie szkol srednich i choc nie nazywaja sie selektywne, kazdy wie ktora jest najlepsza, a ktora druga, trzecia itd. Na poziomie szkoly sredniej selekcja jest konieczna i sami uczniowie maja mniej wiecej pojecie o swoich mozliwosciach i checiach. Co do selekcji w podstatwowkach, jest to rasizm. Dzieci rozwijaja sie roznie, podczas gdy jedne dopiero przyzwyczajaja sie do rytmu zycia w grupie inne juz czytaja i rachuja. Po pieciu latach ten co juz czytal wcale nie jest asem, za to ten powolny ujawnil niwiarygodne zdololnoci. Powie ci to kazdy nauczyciel, ktory popracowal w klasach 1-6 odpowiedni dlugi czas.
        Niepotrzebnie uwazasz sie za specjaliste od rozwoju dzieci, tylko dlatego, ze masz zdolne dzieci. Troche pokory.

        > > Zdolne dzieci pochodza z zamoznych, dobrze funkcjonujacych domow.
        > Nizej podpisany jest zaprzeczeniem tego twierdzenia. W domu sie nie przelewalo.

        Ty piszesz o specyficznym czasie PRL-u gdzie faktycznie Inteligencja nie byla zamozna, miala jednak inny kapital wspomagajacy nauke dzieci, co przyznajesz zaraz ponizej:

        W domu sie nie przelewalo.
        > Jakkolwiek, na ksiazki pieniadze jakos sie trafialy.

        To juz jest dom dobrze funkcjonujacy z kapitalem intelektualnym. Nie masz pojecia ile daje czytanie dziecku w pierwszych latach zycia, a piszesz o tym od niechcenia, jak o blahostce, hobby rodzicielki. Teraz sa cale serie drogich systemow, ktore maja wspierac rodzicow wlasnie z intensywnych czytaniem do 5-ego roku zycia.

        > > Uwazam, ze posiadanie zdolnego dziecka obliguje do wiekszej pokory, wdzie
        > cznosci.
        > I beg your pardon???? Komu mam byc wdzieczny, i dlaczego? Pokora z powodu zdoln
        > ego dziecka?? Nosz marwa kuc.....Czy to moja wina, ze jestem dobrzegeniasty?

        Wina nie, ale zasluga tez nie. Z genami sie rodzimy i jak nie sa dobre to nic nie wskurasz wasnym wysilkiem.
        Mysle, ze ludzie, ktorzy nie chca tego zrozumiec maja "kopleks biedaka" i zanizone poczucie wlasnej wartosci. W koncu sie dorobili, wyksztalcili, dzieci tez zdobywaja laury, w koncu mozna sie podelektowac sukcesami, pozycja, ukoic bol, a tu nagle ktos Ci powie, ze to nie Twoja zasluga? Jak to boli, prawda? Ale faktem jest ze Twoja zasluga to 50%, a bez genow, ktorych sobie sam nie wypracowales, bylbys nikim.
        Uwazam, tez, ze ten "kompleks biedaka" jest charaktrystyczny dla Polakow, wychowanych w biedzie PRL-u, ale ambitnych, marzacych o dogonieniu Zachodu. Cala energia zyciowa wkladana w awans spoleczno-ekonomiczny wlasnej rodziny. Wszystko co wokol (spoleczenstwo, konsekwencje) sie nie liczy bo "Moje dziecko jest zdolne, patrzcie i pomagajcie!"
        W necie tez mamy szeroka reprezentacje tego typu, szczegolnie Polonia sie wyroznia, bo to ludzie, ktorzy duzo zrobili dla poprawy wlasnego bytu i chca, by to ktos dostrzegl. Salme tez tu niestety zalicze. Natomiast jej dziecko i wychowane przez nie nastepne pokolenia, pozbawione kopleksow, nie bedzie tak egoistycznie nastawione, bo "kompleks biedaka" nie bedzie swoim bolem przeslanial rzeczywistosci, swiadomoscci, ze jest sie uprzywilejowana, zamozna klasa srednia, ktorej przyszlosc jest wiadoma i stabilna.

        Byla bardzo uczciwa i uzn
        > ala, ze moje dziecko bardziej zasluguje na nagrode. Znasz takie przypadki w pol
        > skich szkolach?

        Masz jedno czy dwoje dzieci, ktore chodzily tylko do dwoch trzech szkol za granica i na tej podstawie twierdzisz, ze w Polsce nie znajdziesz nauczycielki o podobnej konstrukcji psychicznej? Ze takich nauzycieli jest malo, to nie wina kraju tylko ogolnej kondycji ludzkosci.
        Poza tym, nietrudno byc swietnym nauczycielem w swietnej szkole, gdzie chodza swietne dzieci z takimi rodzicami jak Ty czy Salma. Sztuka to bys swietnym nauczycielem w slamsach. Tam i nauczyciel zglupieje i wszyscy na niego zrzuca wine za istnienie slamsow. Tak jak Ty zrzucasz na nauczycieli wine, ze sa dwie godziny religii w szkolach zamiast matematyki.

        Milo poznac Ciebie i Twoja rodzine, posluchac o sukcesach. Szczerze gratutule, podziwiam i zycze powodzenia. Mam wrazenia, ze druga czesc twojego postu sluzyla zaprezentowaniu osobistych osiagniec, nie ustosunkowaniu sie do tematu watku.


        Co w Twoich statystykach oznacza liczba 25?
        • koham.mihnika.copyright niestety, serwer mnie wylogowal, a potem 18.03.12, 09:02
          odpowiedz poszla w kosmos sama z siebie.
          trzeba wersje ukamienowac. na wszelki wypadek.
          • wersja_robocza Re: niestety, serwer mnie wylogowal, a potem 18.03.12, 09:09
            Kopyrajt, no bój się Światowida. Nie mam z tym nic wspólnego. Spałam.:cool:

            A post wyżej... no ładny.;)
            • koham.mihnika.copyright jakbys nie spala, to bys skonczyla jak 18.03.12, 09:54
              Jan - na stosie.
              czy ja mowie, ze mialas?
              nie, no, q, napracowalem sie, zeby kobiecie, jak krowie na miedzy przetlumaczyc i bzdziu - poszloooo.
              cos mi sie nie kleilo, wiec obrocilem lisa i juz nie moglem sie cafnac.
              a takie madre i dowcipne bylo.
              no zesz, chyba z tej rozpaczy flaszke odkrece. (nasz wynalazek - winko z nakretka ;-{)
              • wersja_robocza Re: jakbys nie spala, to bys skonczyla jak 18.03.12, 10:20
                Ale już chciałeś mnie mordować. Za niewinność.:cool:
                I czemu nie mogłeś cofnąć?
                • koham.mihnika.copyright Re: jakbys nie spala, to bys skonczyla jak 18.03.12, 10:44
                  tosz pisze, ze mi cus nie pracowalo, wdeplem send i nic, wdeplem drugi raz, nic. poszedlem na inny watas i probowalem odpowiedziec. Wtedy mi sie tamta odpowiedz pokazywala. bessensu. to sie wq i przeladowalem firefox i bec, miglo i zniklo.
                  ja nie mialem zdrowia calego watku czytac, o odpowiedzi nie wspominajac.
                  tak czy inaczej, masz u mnie smierc menk.czenska.

                  zagadka -

                  what's the square root of 69?



                  odpowiedz - Eight something.

                  "Power is the ultimate aphrodisiac" - prezes JK za Henry Kissingerem.

                  Don't worry about the world coming to an end today. It's already tomorrow in Australia.
              • kochanic.a.francuza Re: jakbys nie spala, to bys skonczyla jak 18.03.12, 11:40
                Buk Cie skaral za dowcipkowanie na powazne tematy.
                Nie ma watpliwosci.
                • koham.mihnika.copyright z Bogiem juz mam obgadane 18.03.12, 13:59
                  on bierze grzeczne dziewczynki, a ja cysorz, same niegrzeczne, ale z iskra.
      • berta-death Re: skoro mnie wyrwalas do odpowiedzi... sama chc 18.03.12, 12:24
        To wszystko cały czas sprowadza się to tego, że uczniowie dzielą się na samouków i nieuków. Rolą nauczyciela jest wyłożyć materiał, podać przykłady, podać tytuł podręcznika, przy pomocy którego można utrwalić i uzupełnić wiedzę, ewentualnie w zależności od przedmiotu dać zestaw ćwiczeń. W dalszej kolejności następuje sprawdzenie tego co uczniowie się nauczyli i wystawienie oceny. Natomiast nie ma takiej szkoły, gdzie nauczyciele robiliby za korepetytorów, za uszy ciągnęli uczniów i stawali na głowie, żeby nawet najtępszemu coś wytłumaczyć tak, żeby zrozumiał. Nie jest też ich rolą, żeby zdolnych motywować do wzmożonej pracy i zostania geniuszami. W przeciwnym wypadku ten kilkustopniowy system oceniania byłby bezużyteczny, bo wystarczyłby zerojedynkowy. Czyli uczeń umie albo nie umie a nauczyciel ma tak zrobić, żeby wszyscy umieli na jednakowym poziomie.

        Nawet segregacja uczniów pod kątem ich zdolności i dotychczasowych umiejętności nic nie zmieni, bo nauczyciele nadal nie będą zmotywowani do indywidualnej pracy z uczniami. Zdolnym po prostu podniesie się poprzeczkę a jak ktoś sobie nie poradzi, to zostanie przeniesiony do klasy o niższym poziomie. I na tej zasadzie funkcjonują tzw elitarne szkoły o wysokim poziomie.

        Nie ma takiego cuda, żeby jakikolwiek rząd w jakimkolwiek kraju zasponsorował szkoły o indywidualnym toku nauczania dla każdego ucznia. Np 5-osobowe klasy, składające się z uczniów o tym samym poziomie zdolności i dotychczasowej wiedzy, z których nauczyciel ma za zadanie zrobić mistrzów z danego przedmiotu. Nawet jakby taki system nauczania okazał się skuteczny a rząd bogaty, to przecież krajem złożonym z samych wykształciuchów-inteligentów, którzy na dodatek potrafią samodzielnie i krytycznie myśleć, rządzić się nie da. Nikt nie podetnie gałęzi na której siedzi.
        A bogatym ludziom, których stać by było na coś takiego, tak naprawdę nie zależy na tym, żeby dzieciska na siłę pchać przez edukację. Po co, skoro one i tak mają dożywotni dobrobyt zapewniony.
        • kochanic.a.francuza Re: skoro mnie wyrwalas do odpowiedzi... sama chc 18.03.12, 12:42
          "Nie ma takiego cuda, żeby jakikolwiek rząd w jakimkolwiek kraju zasponsorował szkoły o indywidualnym toku nauczania dla każdego ucznia."

          Dlatego wszystkie marzenia, ze nauczyciel sie zajmie moim zdolnym dzieckiem sa infantylne.
          Dwoch na 30 dzieci wspolpracuje z nauczycielem. reszta idzie do szkoly pod przymusem i robi miny od ktorych nauczyciele glupieja, co jest zrozumiale. Ucz malpe, ktora nie chce sie uczyc.
          Acha, jeszcze nie slyszalam o nauczycieu, ktory polecalby tez zawod rodzinie, dziecio. Sympomatyczne jest ze kazdy kto "zasmakowal" tego zawodu mowi wlasnym dzieciom: "z dala od szkoly".

          W przeciwnym wypadku ten kilkustopniowy system oceniania
          > byłby bezużyteczny, bo wystarczyłby zerojedynkowy. Czyli uczeń umie albo nie u
          > mie a nauczyciel ma tak zrobić, żeby wszyscy umieli na jednakowym poziomie.
          >

          Dlatego uwazam, ze system jest optymalnie pomyslany, kazdy ma szanse za darmo. Lekcja jest taka sama dla wszystkich uczniow. Kto ile z tego skorzysta zalezy od niego. Wymagac wiecej to jest dziecinada i niezrozumienie systemu.
          Ja tam jestem wdzeczna, mogloby byc lepiej, ale tu jest czynnik ludzki, to nie maszyny, trzeba rozumiec nauczyciela, dla wlasnego interesu.
          Nauczyciele nie glupieja bo tak maja tylko dlatego, ze pracuja w ZOO z malpami. To jest zrozumiale, ze po prau latach robia sie z nich wraki. Gdyby choc rodzice wspierali ich niebyloby tak zle. Ale teraz kazdy jest specjalista-pedagogiem, to nie ma jak uczyc.
        • grzeczna_dziewczynka15 Re: skoro mnie wyrwalas do odpowiedzi... sama chc 24.03.12, 09:22
          Berta,
          nie generalizuj.

          Po pierwsze, zależy jak traktuje się ocenę. Widać dla Ciebie to była jakaś bardzo ważna wytyczna. Mi tam rodzice zawsze powtarzali, że mam uczyć się dla siebie, nie dla ocen. Ma takie podejście dobre i złe strony. Bo z jednej strony nauka jest przyjemnością, z drugiej strony ciężko mi było zmobilizować się i przysiąść do nielubianych przedmiotów, no ale na dwóję przecież zalicza prawie każdy, kto wykaże minimum woli.

          Szkoła, wbrew Twojemu przekonaniu, nie jest jedynie miejscem, gdzie przyswaja się wiedzę. Jak pisałaś, o wiele więcej można się nauczyć w innych miejscach, jeśli się ma chęci. Ale jest to placówka dydaktyczno-wychowawcza. Więc rolą szkoły jest ułatwienie uczenia, zapewnienie możliwości, wyrównanie szans i socjalizacja (ze wszystkimi pozytywami i negatywami). Rozmawiając o systemie szkoły brzmisz jak zbuntowana nastolatka. Nie mówię, że nie reformować, nie ulepszać, ale tak ostra krytyka, jak Twoja, mogłaby być równie dobrze skierowana w system jako taki. Bo jaki system, taka szkoła.

          Nie jesteśmy wyizolowanymi jednostkami, musimy funkcjonować w społeczeństwie, nauczyć się jak działać w grupie, jak rywalizować, jak walczyć o swoje. Więc nawet, pozornie niemiłe wspomnienia ze szkoły - niesprawiedliwa nauczycielka itd, mają swoje pozytywy - nauczyliśmy się postępować w danej sytuacji. Jedni idą w konformizm, inni walczą, ale bez względu na strategię wypracowują swoją.

          Regularne chodzenie do szkoły również wyrabia w społeczeństwu rutynę, regularność, samodyscyplinę - wartości istotne w kapitalizmie. Ocenianym się jest przez całe życie, więc nie rozumiem skąd ten bulwers. Jako pracownica też podlegasz ciągłej ewaluacji, czy to w formie idiotycznych korpo-assessmentów, czy, jeśli jesteś freelancerką, weryfikuje CIę rynek/zleceniodawcy itd. Ocena jest nie tylko idiotycznym puntkem rubryczki, ale i informacją zwrotną - nad czym popracować.
    • mariuszg2 Re: W obronie nauczycieli 18.03.12, 09:57
      przez pewien okres swojego zycia parałem sie tym zacnym zawodem w szkole sredniej... mam zwiazane przemile wspomnienia z tym...urocze dojrzale uczennice o niebanalnej urodzie i intelekcie.... żadnej nie postawilem pały...
      • koham.mihnika.copyright a nie szkoda ci? 18.03.12, 10:07

        • mariuszg2 Re: a nie szkoda ci? 18.03.12, 10:13
          do tego trzeba miec powolanie i serce... ja nie mialem....poza tym slabo placili ;)))
          • koham.mihnika.copyright o uczennicach mowie......n/t ;-{) 18.03.12, 10:23

            • mariuszg2 Re: o uczennicach mowie......n/t ;-{) 18.03.12, 10:26
              nie moglem ryzykować reputacji....poza tym jakby w pokoju nauczycielskim fajniejsze Panie były ...
              • kochanic.a.francuza Re: o uczennicach mowie......n/t ;-{) 18.03.12, 11:39
                Ja tez cierpialam na bral fajnych panow w pokoju nauczycielskim.
                Hmm, jaki anty-seksy zawod.
                • mariuszg2 Re: o uczennicach mowie......n/t ;-{) 18.03.12, 15:14
                  a panowie od WFu? dobrze zbudowani, wysportowani...świetnie sie ruszaja...nie wiem jak teraz ale kiedys byl taki przedmiot Przysposobienie Obronne (PO ;))... Mieliśmy takiego Pana bardzo wojskowego........a jakei fajne byly zajęcia z pierwszej pomocy jak treb abylo cwiczyc usta usta...albo maski włóż, maski zdejm.....
                  • kochanic.a.francuza Re: o uczennicach mowie......n/t ;-{) 18.03.12, 17:00
                    Pan od PO byl brzuchaty, lysy, nieiteresujacy. Ponadto ciezko mu bylo mu ukryc slanosc do licalistek. Zainteresowanie czulam szostym zmyslem. Potem sie dowiedzialam, juz po latach, ze mial Affair z licealistka. Ale dawniej za takie numery nic nie grozilo.
                    Tylko sie musial bardziej powstrzymywac.
                    • mariuszg2 Re: o uczennicach mowie......n/t ;-{) 18.03.12, 17:21
                      6ty zmysl? A co to takiego?
                      • kochanic.a.francuza Re: o uczennicach mowie......n/t ;-{) 21.03.12, 14:14
                        Cos czego mezczyzni nie maja:)
                        To co bede tlumaczyc.
                        • urko70 Re: o uczennicach mowie......n/t ;-{) 22.03.12, 11:26
                          kochanic.a.francuza napisała:

                          > Cos czego mezczyzni nie maja:)
                          > To co bede tlumaczyc.

                          Kiedy ktoś pyta, a Ty stwierdzasz, że tego nie ma to wtedy jest największy sens tłumaczenia.
          • lacido słabo? 18.03.12, 21:22
            toż wg osób postronnych zarabiają krocie :D
    • akle2 Re: W obronie nauczycieli 18.03.12, 13:02
      Nie wiem jak jest teraz, ale kiedyś (podstawówka, lata 80-te) przygotowanie do olimpiad odbywało się na zajęciach pozalekcyjnych, dodatkowo dla nauczyciela płatnych. I tam rozwijało się swoje zdolności, bo w ciągu dnia "niestety" trzeba było się ponudzić, bo pani była zajęta tymi słabszymi. Teraz wszystko stoi na głowie, zamiast zajęć wyrównawczych dla słabszych lub rozwojowych dla superzdolnych mamy religię, ale ksiądz jakoś matematyki nauczać w salce katechetycznej nie chce.
    • amancjuszka Re: W obronie nauczycieli 19.03.12, 15:28
      Ucze w gim i pods,
      po 1) musze miec 1,5 etatu bo z 1 nie wyzyje, praca po kilku latach wynosi ok 2400, w tym trzeba non stop konczyc kierunki, szkolenia itd, 80 % studiow platne ze swojej kieszeni,a szkolenia itd juz 100% ze swojej
      po 2) rozliczanie sie z podstawy, jak zachorujesz, i nie ma specjalisty to mimo ze kotos za Ciebie odbyl lekcje, jakby jej nie bylo, nie wlicza Ci sie to efekt nawet z grobu musisz isc na zajecia ;)
      po 3) pomoc psychologiczna, obejmuje dzieci z opiniami i orzeczaniami plus slabe czyli ana klase 35 osob okolo 27 osob, na kazda masz pol godziny ZA DARMO< i musisz organizowac im pomoc (jak?) zapraszac rodzicow itd, oczywiscie chyba w soboty i niedziele, bo kiedy?
      po 4) jestes psychologiem, bo rodzice przychodza do Ciebie z problemami malzenskimi, rodzinnymi itd
      po 5) matkujesz dzieciom, dajesz kanapki, picie bo niektore nie przynosza do szkoly a przcieciez jak pijesz na przerwie i dziecko podejdzie to co zrobisz, powiesz spadaj?
      po 6) rozwiazujesz problemy wychowawcze bo matka z ojcem wychowuje dziecko bezstresowo, wiec dziecko nie rozumie dlaczego to zle ze pobilo kolege
      po 7) piszesz analizy sprawdzianow, na 20 stron a4 co najmniej jedno w semestrze,
      po8) masz tygodniowo 2 godizny darmowe zajec z uczniami
      po 9) masz rady pedagogiczne raz na dwa m-ce po 8 godzin, w tym szkolenia w szkole itd jakies 4 godziny co 2 m-c, co m-c zebrania, dni otwarte itd
      po 10) jak chcesz wyjsc do wc na lekcji nie mozesz, jak Cie glowa boli nie mozesz jeczec, nie mozesz bluzgnac na dzieciaka, nic nie mozesz;)
      po 11) ten zawodo dla pasjonatow: inaczej wypalenie gwarantowane, a plusy?
      PLUS JEST JEDEN: jak Ci sie uda pomoc dziecku- w nauce, w domu itd, kiedy wiesz ze to co robisz nie idzie na marne
      • amancjuszka Ps 19.03.12, 15:30
        to nie koniec, moglabym wymieniac co najmniej do 100, ale po co? I tak sie znajda tacy, ktorzy beda uwazac ze nauczyciel lezy w pracy tylkiem do gory i nic nie robi. :)
        • berta-death Re: Ps 19.03.12, 15:55
          W nawiązaniu do twoich punktów to mi się przypomniał pewien dowcip z długą brodą.
          Szkolnym korytarzem biegnie do klasy młody nauczyciel. Pod jedną pachą ma stos książek, pod drugą stos notatek i jeszcze pod nosem sobie powtarza co ma uczniom powiedzieć. W pewnym momencie wpada na starego nauczyciela, który sobie pogwizduje pod nosem, ma ręce w kieszeni i nigdzie się nie śpieszy. I młody mówi do starego:
          -pan, panie kolego to po tylu latach pracy zapewne ma to wszystko w głowie, dlatego nie musi się stresować.
          Na co stary odpowiada:
          -w dupie, młodszy kolego, w dupie

          I wszystko się o tę dupę rozbija. Albo nauczyciel nauczy się olewać swoje obowiązki i udawać, że pracuje, albo się wykończy i zrezygnuje z pracy. Ewentualnie może się zdarzyć, że ma wybitne predyspozycje do zawodu i zostanie wybitnym belfrem, którego uczniowie będą wspominać jeszcze długie lata po zakończeniu edukacji. Tylko, że tacy stanowią ułamek procenta wszystkich nauczycieli. Cała reszta jest jaka jest i stąd te wszystkie głosy krytyki ze strony uczniów i rodziców.
          • amancjuszka Re: Ps 19.03.12, 17:41
            To juz nie te czasy ze mozna nauczyciela wspominac dobrze, widze co sie dzieje wokol. Nauczyciele sa tak przytloczeni obowiazkowa DARMOWA papierologia, ze po prostu uczen coraz bardziej odchodzi w dal, bo sie czlowiek nie rozerwie. Albo zajmujesz sie statystkami zamienijac uczniow w liczby albo uczniami. Na to jest jedno wyjscie wpisac nam te dodatkowe darmowe godziny ktore i tak wyrabiamy w tygodniu w 40 tygodniowy etat, ale z odpowiednia placa :D i wtedy przynajmniej czlowiek nie ma w d...bo wie ze ma za to placone. Tez jest przemeczony ale wtedy wiedziałby, ze ma z tego gratis pieniezny. Tak jest w wielu innych europejskich krajach, ale wiadomo ze rzad na to sie nie zgodzi, bo musiałby duzo dolozyc do pensji, wiec moim zdaniem bedzie coraz gorzej....Zostana w tym zawodzie frustraci -90 % i pasjonaci 10%, co widze wokol siebie.
            • urko70 Re: Ps 26.03.12, 10:24
              amancjuszka napisała:

              > Nauczyciele sa tak przytloczeni obowiazkowa DARMOWA papierologia, ze po
              > prostu uczen coraz bardziej odchodzi w dal, bo sie czlowiek nie rozerwie. Albo
              > zajmujesz sie statystkami zamienijac uczniow w liczby albo uczniami. Na to jest
              > jedno wyjscie wpisac nam te dodatkowe darmowe godziny ktore i tak wyrabiamy w
              > tygodniu w 40 tygodniowy etat, ale z odpowiednia placa :D i wtedy przynajmniej
              > czlowiek nie ma w d...bo wie ze ma za to placone.

              I o tym właśnie tu mowa: "o uczniach odchodzących w dal" i o "maniu w d"
              a odnośnie dodatkowego wynagrodzenia... :), w większości zawodów pojawiają się nowe zadania, nowe obowiązki, jesli za kazdym takim nowym szłaby konieczność podnoszenia wynagrodzenia to z inflacją wrócilibyśmy do poziomu lat 80tych.
          • grzeczna_dziewczynka15 Re: Ps 24.03.12, 09:50
            Krytyka nauczycieli jest uwarunkowana społecznie. Każdy ma jakieś tam niemiłe wspomnienia ze szkoły. No trudno nie mieć, w końcu w szkole przesiedziało się min 12 lat. Nie wiem, ile masz lat, ale w dalszym ciągu to za pewne max 1/3 życia - kawał czasu. Większość tych wspomnień popadła by dawno w zapomnienie, gdyby nie klimat w Pl sprzyjający nagonce na nauczycieli i reinterpretujący wstecznie wszystko co niemiłe, przez pryzmat niedopilnowania, niezainspirowania itp. itd, nauczycielki.

            A tak naprawdę, wszystko to się bierze z ciężkiej sytuacji ekonomicznej u nas w kraju. Bo nauczyciele zarabiają słabo, ale w zderzeniu z umową o dzieło, albo pracą na czarno, okazuje się, że stabilna posadka z ZUSem i wakacjami staje się czymś do pozazdroszczenia.
            A w Niemczech, np, gdzie wszyscy mogą dobrze żyć, choćby z zasiłku, nie budzi niczyjej zazdrości nawet to 3000 euro, czy tam ile nauczyciel zarabia, ani długie wakacje. Wręcz przeciwnie, ludzie, co mają dzieci, widzą, jaki to trudne zajęcie. Masz problem ze swoją dwójką, a taki biedny belfer męczy się z 25-tką na raz.

            Wiele rzeczy jest konstruowane społecznie, nagonka na nauczycieli też. Pada na podatny grunt, bo w ogóle lubimy se ponarzekać na wszystko - polityków, pogodę, nieżyczliwe panie w sklepie, kolejki u lekarza, zły program w TV itd.

            Ja tam może i miałam niemiłe doświadczenia w szkole jako uczennica, ale ich nie pielęgnuję, bo po co?

      • devilyn Re: W obronie nauczycieli 19.03.12, 19:47
        Ad.3) zajęcia z dziećmi które mają oks, orzeczenia, opinie są płatne nie darmowe.
        • amancjuszka Re: W obronie nauczycieli 19.03.12, 21:03
          Nie, platne sa tylko dla tych ktore maja orzeczenie, i nimi sie zajmuje osoba po socjoterapii, resocjalizacji i pedagogice specjalnej, czyli rewalidator. U nas na szkole 1500 uczniow jest osoba ktora ma z kilku klas integracyjnych 10 uczniow i ma 10 godzin, czyli troche wiecej niz POL ETATU. Uczniowie z opiniami nie maja obowiazku korzystania z zajec platnych, natomiast moga w 1 kolejnosci chodzic na reedukacje, ale u nas jest dwoch redukatorow ( 20 godzin tygodniowo, 1 godzina na dziecko) na ponad 500 uczniow. W innych szkolach wcale nie ma reedukatorow, bo brak pieniedzy na nich, tak samo rewalidatorow.
        • lacido Re: W obronie nauczycieli 19.03.12, 21:14
          Znaczy zajęcia dla np dysortografików są płatne ekstra? czyli jak sie ma z 15 w klasie to czysty zysk ;) Wiem, że godziny dodatkowe dla osób, które mają orzeczenie o np upośledzeniu w stopniu lekkim są płatne, ale żeby je prowadzić trzeba mieć skończoną bodajże oligofrenopedagogikę, w każdym razie dodatkowe kwalifikacje
          • amancjuszka Re: W obronie nauczycieli 20.03.12, 09:25
            Tak, platne ale trzeba miec ukonczona terapie, i dyrektor musi dostac przydzial na reedukatora, a niestety jak wczesniej napisalam nie dostaja, na wsiach i w malych miastach w ogole nie wiedza co to reedukator.
          • devilyn Re: W obronie nauczycieli 20.03.12, 14:37
            Nie nie nie gdzieś Ci dzwoni ale nie tutaj...trzeba mieć skończoną oligo, ale sa też zajęcia wspierające dla dzieci z opinią pp, dla dzieci z orzeczeniem etc.
            • lacido Re: W obronie nauczycieli 20.03.12, 20:52
              devilyn napisała:

              > Nie nie nie gdzieś Ci dzwoni ale nie tutaj...trzeba mieć skończoną oligo,

              nie wiem jak Ty czytasz ale właśnie to napisałam:

              Wiem, że godziny dodatkowe dla osób, które mają orzeczenie o np upośledzeniu w stopniu lekkim są płatne, ale żeby je prowadzić trzeba mieć skończoną bodajże oligofrenopedagogikę

              ale s
              > a też zajęcia wspierające dla dzieci z opinią pp, dla dzieci z orzeczeniem etc.

              Jak są jak nie ma? W żądnej ze znanych mi szkół nie ma zajęć ekstra płatnych dla dzieci z dysfunkcjami rozwojowymi typu dysleksja dysortografia, co najwyżej prowadzą je nauczyciele przedmiotu w ramach tzw godzin kartowych albo jak dostaną godziny dyrektorskie specjalne w tym celu. Suma summarum zajęć o których piszesz ( sa też zajęcia wspierające dla dzieci z opinią pp, dla dzieci z orzeczeniem etc.) w znanych mi szkołach nie ma mimo, że są uczniowie z opiniami z poradni pp
              • devilyn Re: W obronie nauczycieli 21.03.12, 16:08
                W żadnym z wątków nie napisałam że chodzi o zajęcia z dziecmi z dysleksją, dys....etc.
                • lacido Re: W obronie nauczycieli 21.03.12, 20:33
                  jak rany, to czytaj pod czym się podpisujesz bo wychodzi na to, że Twoje posty są od czapy

                  na marginesie, psiałaś o dziedzicach z opiniami z pp toż przecież są m.in. opinie o dysgrafii, dysleksji, dysortografii
    • urko70 Re: W obronie nauczycieli 20.03.12, 10:01
      kochanic.a.francuza napisała:

      > Mam nadzieje na ciekawa dyskusje,

      To zależy m.in. od tego czy w grę wejdą argumenty czy wycieczki osobiste.

      > Zaintrygowal mnie watek z przed jakichs dwoch dni, w ktorym Salma 75 zalila sie
      > na nauczyciela, ze "nawet nie podrzucil materialow na olimpiade" jej zdolnemu
      > dziecku.

      Uważam, ze to jest uzasadniony żal, nauczyciel jest tak samo dla zdolnych jak i mniej zdolnych uczniów, samo podrzucenie materiałów niemal nie wymaga czasu a mimo to nawet tego nie zrobił.

      > lkoro uczniow, ktorzy absolutnie nie nadazaja. Gdybym musiala wybierac, wolalby
      > m pomoc uczniowi slabemu. Slabe dzieci maja problemy nie tylko z nauka, ale tak
      > ze z funkcjonowaniem w klasie. Tak jak powoli rachuja czy czytaja, tak samo pow
      > oli reaguja na zarty, zaczepki, staja sie oderwane od grupy. Nauczyciel wspiera
      > jacy takiego ucznia daje mu oparcie i jednoczesnie daje klasie jasny przekaz: s
      > zanujemy wszystkich ludzi.

      Ten przekaz, związany z Twoim wyborem jest inny, mianowicie: poświęcamy czas, pochylamy się tylko nad słabymi i mamy w nosie średnich i dobrych.
      Myślę, że nie powinno się stawiać sprawy: albo albo, myślę że należy tak zorgranizować pracę aby wspierać tak zdolnych jak i słabych uczniów.
      Nie zapominajmy, że _najczesciej_ ci zdolni to sa przyszłe "lokomotywy" spoleczenstwa.


      > Zdolne dzieci pochodza z zamoznych, dobrze funkcjonujacych domow.

      Zdolne dzieci są tak w domach biednych jak i srednich czy zamoznych.

      > Ich rodzice im pomoga w nauce.

      Czyli powinni placić nizsze podatki bo nie dostają uslugi na podobnym poziomie? Nonsens.


      > Slabym nikt sie nie interesuje, ani instytucje, ani rodzina.

      Czemu?
      Po to wlasnie jest rodzina, aby się wspierać, po to są mlodziezowe domu kultury etc.

      > Sytuacje bez porownania. Nie orientuje sie za bardzo, ale czy to jest gdzies wp
      > isane w obowiazki nauczyciela, przygotowywanie do Olimpiad przedmiotowych?

      Również nie wiem, natomiast moim zdnaiem powinien tak samo poswiecac czas na zdlonych jak i slabych, a samo podrzucenie materiałów to już jego psi obowiązek i jesli nawet tego nie zrobił to jest to zwykle zaniedbanie.


      > Dlaczego ludzie oczekuja pelnej, spersonalizowanej uslugi pedagogicznej na miar
      > e krolewska, w publicznej szkole masowej, dotowanej z biednego budzetu?
      > Uwazam, ze posiadanie zdolnego dziecka obliguje do wiekszej pokory, wdziecznosc
      > i.

      Ja znów uważam, że po to jest administracja szkoły, po to są te wszystkie kuratoria meny i inne aby tak zorganizowac pracę nauczycieli aby możliwości rozwoju miały dzieci tak słabe, średnie jak i zdolne i wybitne.
      Uważam, że równanie w dól da złe skutki, uważam, że w interesie całego społeczeństwa jest tak podciąganie słabych jak i mocne wspieranie zdolnych bo jak powatrzam: to ci zdolni będą potem lokomotywami spolecznymi.

      > Co Wy na to? Myle sie?

      Nie wiem czy sie mylisz czy nie, wypowiedziałaś swoje zdanie, a inne osoby wypowiedzą swoje.
      Moje zdanie jest inne niż Twoje.

      A odnośnie nauczycieli ogólnie powiem od siebietak:
      - dawno dawno temu w pewien specyficzny sposob doświadczyłem nauczania i mimo że to była namiastka zrozumiałem i zapamiętałem sens powiedzenia "obyć cudze dzieci uczył"
      - niemniej jak widzę ile godzin pracuje nauczyciel, ile dni w ciągu roku ma wolnych (co chiwlę widzę wolne bo to wolne bo tamto), jeśli widze jakie mają możliwości dorobienia poprzez korepetycje to delikatnie mówiąc nie sądzę aby trzeba było ich bronić.
      Wręcz przeciwnie, nalezy oczekiwać, nalezy stawiac im duże oczekiwania bo oni mają istotny wpływ na przygotowanie dzieci czy młodzieży do życia.
      • amancjuszka Re: W obronie nauczycieli 20.03.12, 12:10
        Urko dni wolne to masz zaledwie 1,5 miesiaca w ciagu roku, od 2 tyg sierpnia ja juz pracuje w szkole. A w ciagu roku jak mi ojciec umarl nie moglam wziac wolnego na tydzien bo musialam pracowac, jesc tez musze dawac swojej rodzinie;) Pracowalam przez pewien czas w spolce i wiem jak ludzie pracuja te 8 godzin, z czego 5 godzin na plotkach i siedzeniu w necie... I chociaz tam zarabialam mase kasy to jednak chcialam pracowac w szkole, za marna kase i wysluchujac takich jak Ty ktorzy mysla ze sie im nalezy, moze najpierw Wy rodzice spojrzcie na swoje podworko bo skoro oczekujecie od nauczycieli prawie wszystkiego to dawajcie nam do dzieci do szkoly DOBRZE WYCHOWANE a nie jedyne CHOWANE ;) jezeli zrozumiesz roznice, wiec przez 99% czasu na lekcji nie bede sie "uzerac" z chamstwem Twojego dziecka a pozniej Twoim BO NAUCZYCIEL MUSI ALE TY RODZIC JUZ NIE MUSISZ;)a bede poswiecac czas na przekazywanie wiedzy.
        • urko70 Re: W obronie nauczycieli 20.03.12, 13:17
          amancjuszka napisała:

          > Urko dni wolne to masz zaledwie 1,5 miesiaca w ciagu roku,

          Zaledwie? 45 dni wobec 20-26 to zaledwie?
          Przerwa swiąteczna, przerwa wielkanocna, swieto MEN, egzamin 6klasistów... pełno takich jedno-kilku dni kiedy to dzieci nie maja lekcji.


          > od 2 tyg sierpnia ja juz pracuje w szkole.

          Co nauczyciele robią w szkole w tym czasie?


          > A w ciagu roku jak mi ojciec umarl nie moglam wziac woln
          > ego na tydzien bo musialam pracowac,

          Nauczyciele nie mogą brać wolnego na żądanie, okolicznościowy nie przysługuje?



          > chcialam pracowac w szkole, za marna kase i wysluchujac takich jak
          > Ty ktorzy mysla ze sie im nalezy,

          A uważasz, że rodzicowi jego dziecku nie nalezy się aby jego dziecko było traktowane tak jak inne dzieci, żeby jego dziecko miało podobne do innych dzieci wsparcie w rozwoju?


          > moze najpierw Wy rodzice spojrzcie na swoje
          > podworko bo skoro oczekujecie od nauczycieli prawie wszystkiego to dawajcie nam
          > do dzieci do szkoly DOBRZE WYCHOWANE a nie jedyne CHOWANE ;)
          > jezeli zrozumiesz
          > roznice, wiec przez 99% czasu na lekcji nie bede sie "uzerac" z chamstwem Twoj
          > ego dziecka a pozniej Twoim BO NAUCZYCIEL MUSI ALE TY RODZIC JUZ NIE MUSISZ;)a
          > bede poswiecac czas na przekazywanie wiedzy.

          Szanowna amancjuszko, jako nauczycielka z pewnością po takiej wypowiedzi kierowanej wprost do mnie "wysluchujac takich jak Ty" możesz uzasadnić czemu uważasz, że ja daję Ci do szkoły chamskie dziecko? Napisz to proszę bo zabrzmiało to wręcz oskarżycielsko.

          czy uważasz, że dziecko jedno z drugim niewychowane najlepije zwalnia Cię z obowiazku nauczania na wymaganym poziomie?
          • amancjuszka Re: W obronie nauczycieli 20.03.12, 14:12
            Jak Ciebie zwalnia z obowiazku wychowania dziecka to mnie zwalnia z nauczania, skoro Ty odwalasz swoja robota wychowawcza ja moge swoja, proste prawda? A chamskich dzieci jest 90% szczegolnie w gimnzajum, i to niestety ale wylacznie wina rodzicow, ktorzy przyjmuja postawe roszczeniowa, jakos Ciebie jako nikt rodzica nie moze rozliczac? :D ale Ty nauczycieli z ich pracy mozesz?
            Co robia w sierpniu? Siedza na radzie, pisza poprawki do programow (niestety programy nie sa dostosowane do podstawy programowej), jest organizacja roku, sa przygotowane duze projekty terapetyczne do DARMOWYCH godzin dla 15 uczniow w klasie -programy terapeutyczne, ktore obowiazuja wszystkich nauczycieli uczacych przedmiotu itd
            Owszem urlop okolicznosciowy moge wziac to dwa dni jezeli smierc, ale na zadnie nie mam, nie mam tez platnego urlopu w ciagu roku tylko moge wziac BEZPLATNY itd.
            • kseniainc Re: W obronie nauczycieli 20.03.12, 14:46
              Wiele zależy od nauczyciela.Te same chamskie dzieci u jednego są grzeczne, a u drugiego broją, jak się ma do tego rodzic?Chyba bardziej jednak nauczyciel. Chamskiemu dzieciakowi, czasem potrzeba pomocy, a nie chamskiego nauczyciela który z nim walczy-tylko po co? Jak się idzie odfajkować robotę to właśnie tak jest.
              • urko70 Re: W obronie nauczycieli 20.03.12, 15:10
                kseniainc napisała:

                > Wiele zależy od nauczyciela.Te same chamskie dzieci u jednego są grzeczne, a u
                > drugiego broją, jak się ma do tego rodzic?Chyba bardziej jednak nauczyciel. Ch
                > amskiemu dzieciakowi, czasem potrzeba pomocy, a nie chamskiego nauczyciela któr
                > y z nim walczy-tylko po co? Jak się idzie odfajkować robotę to właśnie tak jest
                > .

                Nie sądzę aby używanie określenia "chamskie" w stosunku do dzieci 6-14 letnich było właściwe. Zupełnie czym innym jest brak skupienia, ruchliwość, niegrzeczność, przemądrzanie się etc., a zupełnie czym innym jest chamstwo.
                • kseniainc Re: W obronie nauczycieli 20.03.12, 15:37
                  użyłam tego słowa celowo;-)
                  • urko70 Re: W obronie nauczycieli 20.03.12, 15:50
                    kseniainc napisała:

                    > użyłam tego słowa celowo;-)

                    Rozumiem. :)
                • amancjuszka Re: W obronie nauczycieli 21.03.12, 16:04
                  Tak samo jak Ty nie masz dowodow ze ja pracuje tyle i tyle, ja nie mam dowodwo w stosunku do Twojego dziecka bo ani ja Ciebie nie znam w realu ani Ty mnie, ale jedno na pewno sie nie zmieni, jezeli za mase tej pracy sa slabe pieniadze bo sa to i nauczyciele coraz bardziej beda to mieli w nosie. W konsekwencji dzieci wyjda ze szkoly niedouczone bo rodzicom brakuje czasu nauczycielom checi i takie beda efekty.
                  • urko70 Re: W obronie nauczycieli 22.03.12, 10:52
                    amancjuszka napisała:

                    > Tak samo jak Ty nie masz dowodow ze ja pracuje tyle i tyle, ja nie mam dowodwo
                    > w stosunku do Twojego dziecka bo ani ja Ciebie nie znam w realu ani Ty mnie,

                    Bardzo słusznie, problem tylko w tym, że ja o Tobie nic nie piszę, a Ty o mnie i owszem, piszesz wprost:
                    "Ty odwalasz swoja robota wychowawcza"
                    "chamskich dzieci jest 90%"

                    Więc pytam czemu tak stawiasz sprawę?

                    Wczoraj zobaczyłem ankietę: czy jest pan/pani w stanie zapewnić dziecku opiekę w dniu ... ... ... .. i tu podane cztery dni w najbliższych tygodniach. Kolejne wolne dni.

                    > al
                    > e jedno na pewno sie nie zmieni, jezeli za mase tej pracy sa slabe pieniadze bo
                    > sa to i nauczyciele coraz bardziej beda to mieli w nosie. W konsekwencji dziec
                    > i wyjda ze szkoly niedouczone bo rodzicom brakuje czasu nauczycielom checi i ta
                    > kie beda efekty.

                    Problem zarobków to trudna sprawa ale napewno nie usprawiedliwia to podejmowania i niewykonywania swoich obowiązków.
            • urko70 Re: W obronie nauczycieli 20.03.12, 15:02
              amancjuszka napisała:

              > Jak Ciebie zwalnia z obowiazku wychowania dziecka to mnie zwalnia z nauczania,
              > skoro Ty odwalasz swoja robota wychowawcza ja moge swoja, proste prawda?

              Kolejny raz sugestią stawiasz mi zarzut niewychowania dzieci, drugi raz proszę o dowody na to albo cofnięcie tych słów wraz z właściwym zachowaniem.

              Proste to jest to, że Tobie rodzic pośrednio płaci za wykonywania pracy i Ty godzisz się wykonywać tę pracę za uzgodnione pieniądze i masz ją wykonywać. A to że któryś 7dmiolatek jest niesforny nie zwalnia Cię z rzetelnego wykonywania pracy jakiej się podjęłaś.


              > A cham
              > skich dzieci jest 90% szczegolnie w gimnzajum, i to niestety ale wylacznie wina
              > rodzicow, ktorzy przyjmuja postawe roszczeniowa, jakos Ciebie jako nikt rodzic
              > a nie moze rozliczac? :D ale Ty nauczycieli z ich pracy mozesz?

              Twierdzisz, że na 30dzieci w klasie 27 jest chamskich, może to jakoś udowodnić? W moim odczuciu to albo nie umiesz liczyć albo po prostu jest to bujda na resorach ale mogę sie mylić więc pytam Ciebie jako autorki tej tezy.

              Jak na razie pisalismy o szkole ogolnie czyli tak samo o podstawowej i pisalas o chamstwie dzieci, mozesz to wyjaśnić?

              Wina za takie a nie inne zachiowania w gimnazjum to istota samego gimnazjum, to niczym przechowalnia, uczen bez historii bez przyszlosci odczuwa ze moze wszystko.

              Owszem, rodzice są odpowiedzialni za wychowanie swoich dzieci ale tu jakbys zapomniala mowa o nauczycielach i ich, a w zasadzie Waszym, wykonywaniu lub niewykonywaniu swoich obowiązków.
              Tak zgadza się, nauczyciela mozna rozliczać bo nauczycielowi się płaci za pracę której się podjął.


              > Co robia w sierpniu? Siedza na radzie, pisza poprawki do programow (niestety pr
              > ogramy nie sa dostosowane do podstawy programowej), jest organizacja roku, sa p
              > rzygotowane duze projekty terapetyczne do DARMOWYCH godzin dla 15 uczniow w kla
              > sie -programy terapeutyczne, ktore obowiazuja wszystkich nauczycieli uczacych p
              > rzedmiotu itd

              Jeżeli dobrze rozumiem to sprawy organizacyjno logistyczne, które powinno zrobić administracja szkoły oraz kilka-kilkanascie osób w skali kraju, a nie kazdy jeden nauczyciel w Polsce.
              Te przygotowane programy są realizowane w sierpniu? W nich uczestniczą wszyscy nauczyciele z danej szkoły?


              > Owszem urlop okolicznosciowy moge wziac to dwa dni jezeli smierc, ale na zadnie
              > nie mam, nie mam tez platnego urlopu w ciagu roku tylko moge wziac BEZPLATNY i
              > td.

              "Podstawowym aktem prawnym określającym prawa i obowiązki pracownicze nauczycieli jest ustawa Karta Nauczyciela. Artykuł 91c ust. 1 Karty Nauczyciela stanowi, że w zakresie spraw wynikających ze stosunku pracy nauczycieli, nieuregulowanych przepisami tej ustawy, mają zastosowanie przepisy kodeksu pracy. Instytucja urlopu na żądanie nie została unormowana w Kracie Nauczyciela. " czyli masz cztery dni urlopu na żądanie plus dwa okolicznosciowego.
              Czemu w takim razie piszesz, że nie masz?

              Jakoś tak cichaczem przeszłaś obok tego swojego "zaledwie" 45 dni czyli niemal dwa razy więcej wolnego i to tylko na podstawie informacji od Ciebie.
      • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 21.03.12, 14:39
        "Myślę, że nie powinno się stawiać sprawy: albo albo, myślę że należy tak zorgranizować pracę aby wspierać tak zdolnych jak i słabych uczniów.
        Nie zapominajmy, że _najczesciej_ ci zdolni to sa przyszłe "lokomotywy" spoleczenstwa. "


        Powinno sie, tak, duzo rzeczy powinno sie robic. Powinno nie byc wojen, rodzice powinni miec kwalifikacje pedagogiczne zanim dorobia sie potomstwa, powinny byc mniej liczne klasy i cztery razy wiekszy budzet na oswiate.
        A mowimy o rzeczywistosci i o tym co mozna w rzeczywstosci. A w realu czsu nie wydluzysz. Nawet dla tych najslabszych nie go dotatecznie duzo.
        Rozejrzyj sie wokol: moze biedy, patologii, rodzice tyrajacy i zyjacy w leku o prace o przyszlosc. I ich dzieci zagubine, wystrzaszone nieradzace sobie z niczym.
        Pewnie, ze lepiej wspierac lokomotywy, ale pozostawianie slabszych samym sobie jest po pierwsze niludzkie, niehumanitarne, po drugie moze zagrozic samym "lokomotywom".

        Apropos: Uwazasz siebie lub swoje dziecko za "lokomotywe" ludzkosci? Jak nie, to nie licz na
        pomoc nauczyciela.
        • urko70 Re: W obronie nauczycieli 21.03.12, 15:46
          kochanic.a.francuza napisała:

          > A mowimy o rzeczywistosci i o tym co mozna w rzeczywstosci. A w realu czsu nie
          > wydluzysz.

          Możemy mówić o tym jak powinno być, ograniczanie się tylko do tego jak jest wyklucza możliwość poprawy. Jak mówię jak powinno być.
          Owszem można czas "wydłużyć", można poprzez przykładowo zabranie nauczycielowi obowiązków typu kserowanie, nauczyciel jest od uczenia a nie kserowania, to może robić jakakolwiek inna osoba administracyjna, włącznie z porteirką czy woźną.


          > Nawet dla tych najslabszych nie go dotatecznie duzo.

          I tu właśnie istotnie róznimy się w ocenie co nauczyciel powinien. Bo z tego co piszesz, może mylnie ale zrozumiałem, że dzieci zdolne "niech sie same uczą nauczyciel ma sie zając slabymi". Więc powstają dwa pytania:
          1. po jaki wuj te zdolniejsze w ogóle mają chodzić do szkoły?
          2. czemu rodzice tych zdolniejszych nie mają korzystać z szkoły na którą płacą (bywa że znacznie więcej niz inni rodzice).


          > Rozejrzyj sie wokol: moze biedy, patologii, rodzice tyrajacy i zyjacy w leku o
          > prace o przyszlosc. I ich dzieci zagubine, wystrzaszone nieradzace sobie z nicz
          > ym.
          > Pewnie, ze lepiej wspierac lokomotywy, ale pozostawianie slabszych samym sobie
          > jest po pierwsze niludzkie, niehumanitarne, po drugie moze zagrozic samym "loko
          > motywom".

          My to chyba już kiedyś ze sobą pisaliśmy (?) i jeśli mnie Alzheimer nie myli byliśmy w sporym sporze, hę? :) Ale może mi się pokićkało, nie ważne.
          Ja tu nigdzie nie pisałem, żeby pozostawić samym sobie dzieci słabsze także daruj proszę takie teksty do mnie. Ja "zaprotestowałem" podejściu typu "pochykam się nad słabymi bo zdolni jakoś dadzą sobie radę". Zobacz co napisałem w poscie na który odpisuejsz:
          "nauczyciel jest tak samo dla zdolnych jak i mniej zdolnych uczniów".


          > Apropos: Uwazasz siebie lub swoje dziecko za "lokomotywe" ludzkosci? Jak nie, t
          > o nie licz na pomoc nauczyciela.

          Moje uważanie nie ma tu nic do rzeczy, zupełnie nic, w ogóle moja sytuacja jest lekko inna niż to o czym tu piszemy. Niemniej czemu piszesz "jesli nie to nie licz" ?
          • kochanic.a.francuza Re: W obronie nauczycieli 21.03.12, 16:25
            "1. po jaki wuj te zdolniejsze w ogóle mają chodzić do szkoły? "

            Jak to po co? Po to, zeby na standardowych lekcjach zdobywac wiedze.

            "2. czemu rodzice tych zdolniejszych nie mają korzystać z szkoły na którą płacą (bywa że znacznie więcej niz inni rodzice)."
            No przeciez korzystaja. Na standardowych lekcjach. Gdzie ja napisalam, ze nie maja korzystac?


            Niemniej czemu piszesz "jesli nie to nie
            > licz" ?

            Jesli nie jestes konstruktorem nowoczesnych maszyn, nie szukasz leku na raka czy nowych, wydajnych gatunkow roslin uprawnych, nie jestes "lokomotywa" ludzkosci, zaliczasz sie do zwyklych, "slabych" ludzi, ktorym nauczyciel nie pomoze, bo priorytetem, (wg. Ciebie samego) sa lokomotywy.

            > My to chyba już kiedyś ze sobą pisaliśmy (?) i jeśli mnie Alzheimer nie myli by
            > liśmy w sporym sporze, hę?

            Owszem, w watku o porodach, probowales mnie przekonac, ze wiesz wiecej w temacie porodow ode mnie. Sympatycznie bylo. Mam lepsza pamiec, chyba, ze sprawdzasz swoja "rozpoznawalnosc":)
            • urko70 Re: W obronie nauczycieli 22.03.12, 11:20
              kochanic.a.francuza napisała:

              > "1. po jaki wuj te zdolniejsze w ogóle mają chodzić do szkoły? "
              >
              > Jak to po co? Po to, zeby na standardowych lekcjach zdobywac wiedze.

              Jak mają zdobyć skoro widzimy tu podejście typu "zdolni sami sobie poradzą, a czasu to mało nawet na tych słabych" ?


              > "2. czemu rodzice tych zdolniejszych nie mają korzystać z szkoły na którą płacą
              > (bywa że znacznie więcej niz inni rodzice)."
              > No przeciez korzystaja. Na standardowych lekcjach. Gdzie ja napisalam, ze nie m
              > aja korzystac?

              Z Twojej i kilku innych osób wypowiedzi, zrozumiałem, że nauczyciel może, a nawet jak trzeba to powinien się zajmować słabymi bo zdolni sobie poradzą.
              "Gdybym musiala wybierac, wolalbym pomoc uczniowi slabemu"
              "Jasiu, masz taki i taki temat, poszukaj sobie źródeł i pokaż mi co znalazłeś"


              > Niemniej czemu piszesz "jesli nie to nie licz" ?
              >
              > Jesli nie jestes konstruktorem nowoczesnych maszyn, nie szukasz leku na raka cz
              > y nowych, wydajnych gatunkow roslin uprawnych, nie jestes "lokomotywa" ludzkosc
              > i, zaliczasz sie do zwyklych, "slabych" ludzi, ktorym nauczyciel nie pomoze, bo
              > priorytetem, (wg. Ciebie samego) sa lokomotywy.

              Mylisz się co do mnie, widocznie nie doczytałaś co pisałem, powtórzę:
              "nauczyciel jest tak samo dla zdolnych jak i mniej zdolnych uczniów".
              Więc czemu mam nie liczyć?


              > > My to chyba już kiedyś ze sobą pisaliśmy (?) i jeśli mnie Alzheimer nie m
              > > yli byliśmy w sporym sporze, hę?
              >
              > Owszem,

              Ano wlasnie, i zobacz proszę, co mamy w poprzednim akapicie, mimo ze napisalem ze nauczyciel jest / powinien być dla wszystkich, tak slabych jak i zdolnych" to Ty mi wcuiskasz coś innego "pozostawianie slabszych samym sobie jest po pierwsze niludzkie".


              > w watku o porodach, probowales mnie przekonac, ze wiesz wiecej w temaci
              > e porodow ode mnie. Sympatycznie bylo. Mam lepsza pamiec, chyba, ze sprawdzasz
              > swoja "rozpoznawalnosc":)

              Gdybyś miała lepszą pamięć, to być nie sugerowała mi "pozostawienie slabszych dzieci samym sobie" bo byś pamiętała co przed chwilą napisałem "nauczyciel jest tak samo dla zdolnych jak i mniej zdolnych uczniów".

              Ani nie masz lapszej pamięci, ani nie sprawdzam, subtelnie sugeruję aby nie nadinterpretować cudzych wypowiedzi bo potem same nieporozumienia, a po co? Różnijmy się na rzeczywiste poglądy, po co dorzucać do tego nadinterpretacje? :)
    • madame_charmante Re: W obronie nauczycieli 20.03.12, 22:53
      no to się podstawię.

      Uczę m.in. historii i typuję dzieci do konkursów itp. Staram się z nimi robić różne rzeczy na kółku (raz w tygodniu, niepłatne z par. 42 KN). Szykując dzieci do współzawodnictwa staram się zwykle przygotować im jakieś materiały do nauki w domu. Ale nie zawsze tak robię.

      Po pierwsze - staram się istotne rzeczy omówić na zajęciach, dzieci więcej pamiętają z tego, o czym rozmawiają, co oglądają ze mną i nad czym pracują, niż to, co czytają w kserówkach czy wydrukach.
      Po drugie - uczeń zdolny to z definicji taki, który umie sobie poradzić. Można spokojnie powiedzieć - "Jasiu, masz taki i taki temat, poszukaj sobie źródeł i pokaż mi co znalazłeś" Korzyść jeszcze większa, bo dzieciak uczy się szukać i selekcjonować informacje, a nie tylko mechanicznie wkuwać, to co podano na tacy.

      Po trzecie - czasem autentycznie brak mi czasu. Ci co pieprzą o 3.5 h dziennie, zyją chyba w kosmosie. Żeby zarobić jakieś przyzwoite pieniądze (3 tysiące zł), nauczyciele pracują najczęściej w godzinach ponadwymiarowych. Sama ciągnę 1.5 etatu. Inaczej byłaby to po prostu wegetacja, bez szans na wakacje dla moich dzieci i nowe buty na zimę. Tak robi większość moich znajomych. Ale duża ilość godzin = także duża ilość dyżurów, obowiązków dodatkowych, dokumentacji nauczania. Czasem nie mam czasu zjeść śniadania i napić się herbaty,bywa, że mam problem ze znalezieniem czasu na skorzystanie z wc. Co dopiero stać i kserować dzieciakowi materiały, które może on sobie zdobyć sam...

      Życzliwym, którzy zaraz będą mi wyjeżdżać z podsumowaniem, ze sama chciałam odpowiadam, ze nie było moim celem się użalać nad sobą. Ktoś zapytał, ktoś udzielił odpowiedzi. I tyle.
      • urko70 Re: W obronie nauczycieli 21.03.12, 10:20
        madame_charmante napisała:

        > no to się podstawię.

        Moim skromnym zdaniem podstawiasz się tylko tym, że piszesz:
        "Jasiu, masz taki i taki temat, poszukaj sobie źródeł i pokaż mi co znalazłeś".
        Oczywiście to zalezy od wieku Jasia, bo gdy Jasiu ma lat 13 to mozna go przyzwyczajać do trubu studenckiego ale gdy Jasiu ma lat 6,7,8 to Jasiu mimo że zdolny również potrzebuje aktywnego wsparcia ze strony nauczyciela a nie tylko "idź se znajdź i pokaż".


        > znalezieniem czasu na skorzystanie z wc. Co dopiero stać i kserować dziec
        > iakowi materiały, które może on sobie zdobyć sam...

        Jeśli dobrze rozumiem nawiązujesz do postawionego zarzutu +- "nawet nie dano dziecku materiału do olimpiady".
        Dać do sekretariatu materiał do kserowania to zero czasu bo dajesz przy okazji, kseruje osoba "administracyjna", a nie nauczyciel, ale jeśli nawet to jest to kilka minut co jest niczym w stosunku do pełnego przygotowywania dziecka do olimpiady o czym pisalas w pierwszym akapicie.

        Oczywiście możesz napisać "nie znasz realiów, sekretarki nie kserują, to robi nauczyciel", ja wtedy odpowiem: znam realia, znam bardzo dziwne poukladanie obowiązków w różnych instytucjach ale należy przywracać właściwy porządek rzeczy a nie tolerować sytuację kiedy nauczyciel zajmuje się nie tym co potrzeba.

        Ja nie odbieram Twojej wypowiedzi jako użalanie się, odbieram ją jako informację jak jest w Twoim przypadku. :)
        • amancjuszka Re: W obronie nauczycieli 21.03.12, 16:05
          To juz wyzej napisalam, dobrze komus mowic :D a i tak nas zawalaja sprwami administracyjnymi, niestety MY sekretarek nie mamy :D
          • urko70 Re: W obronie nauczycieli 22.03.12, 11:24
            amancjuszka napisała:

            > To juz wyzej napisalam, dobrze komus mowic :D a i tak nas zawalaja sprwami admi
            > nistracyjnymi, niestety MY sekretarek nie mamy :D

            Sugerujesz, że w szkole nie ma sekretarki? Że w szkole nie ma woźnej?
            • good_morning utopia z tym kserowaniem przez personel 22.03.12, 19:02
              typu sekretarka lub wozna, ktora ma latach kserowac np. 70 nauczycielom
              nie rozsmieszaj mnie :D
              one maja INNE obowiazki, za ktore sie im placi
              trzeba tak zadbac o zaplecze technicze szkoly,z eby nauczyciel mogl sobie to bezproblemowo skserowac/zeskanowac/wyslac do maszyny kserujacej/drukujacej ze swojego komputera, albo drukowac na swojje drukarce w swojej klasie
              a nie wydawac forse w szkole na blyszczace parkiety, firaneczki i inne bzdety, bo musi ladnie wygladac, zamiast byc ladnie zaopatrzona szkola
              (w sumie to tez utopia w polskich realiach, wiem :D)
              wracajac do obowiazkow: pozostanmy moze przy tym, zeby kazdy SWOJE wykonywal dobrze. nauczyciel swoje, personel biurowy swoje, sprzatajacy swoje. zadaniem nauczyciela bylo zawsze dostosowywanie tego, czego naucza, do uczniow i slabych, i zdolnych. niemozliwe, zeby w ostatniej pieciolatce zmienilo sie tak bardzo,ze teraz obowiazkiem nauczyciela jest tylko PRZYJSC do szkoly i odbebnic lekcje? ;) dolce vita? :D
              • urko70 Re: utopia z tym kserowaniem przez personel 23.03.12, 09:50
                Bez urazy ale co Twoje zdanie to pytanie...:

                A czemu utopia? Wielokrotnie widziałem jak taka pani siedzi i..... siedzi. Nie twierdzę, że przez cały dzień NIC nie robi, twierdzę, że SPOKOJNIE znajdzie w ciągu dnia czas na wrzucenie do ksera kilku kartek i puszczenie x30.

                W jakiego typu szkole jest 70ciu nauczycieli? W każdej jednej tylu ich? Tak +- jest ok 13 przedmiotów z każdego przedmiotu musiało by być po 5-6 nauczycieli tak faktycznie jest?

                Każdy nauczyciel codziennie ma do skserowania multum papierów?


                Zadbać o zaplecze... to znów akcja na administrację szkoły, na dyrektora odpowiedizalnego za organizację pracy i dostępnych narzędzi pracy. Obstawiam, że znacznie łatwiej, szybciej i taniej jest dołożyć pani woźnej lub opani sekretarce obowiązek kserowania niż budować w całej szkole sieć komputerową, po której nauczyciele mogliby drukować na centralnej drukarce, kupowanie i utrzymywanie w sprawności drukarki dla kazdego nauczyciela to również wyższy koszt i od takich rozwiązań od dawna sie odchodzi.

                To, że przez dekady pani woźna tylko pilnowała porzadku, sprzątała etc nie znaczy, że nie może od jutra mieć w obowiązkach obslugiwanie ksera i to powinna robić dobrze.

                Spór zaczął sie od tego, że padło stwierdzenie, że nauczycliem mąło czasu, stąd moja sugestia aby wydłużyć im czas przez przeniesienie częci ich zadań na inne osoby które są w stanie to zrobić.
                • good_morning Re: utopia z tym kserowaniem przez personel 23.03.12, 15:04
                  nie chowam urazy do ludzi, ktorzy mi (jeszcze) zadnego swinstwa nie uczynili ;)

                  dobra:

                  nie pracowalam w zyciu w skzole mniejszej niz min 50 nauczycieli
                  ucze j. obcych - nie masz pojecia, ile kserowek moge wyprodukowac dziennie :D
                  (aktualnie w mojej szkole nauczycieli jezykow obcych jest 6, plus nauczyciele jezyka ojczystego, ktorzy tez duzo drukuja, plus inne przedmioty, uczniowie dostaja mase kserowek, taki system, wcale nieglupi)

                  uwazam, ze nie fair jest dokladac woznej czy sekretarce cudze obowiazki, chyba,ze za oplata. nie wspomne o tym, ze w duzych szkolach osoby te maja wystarczajaco zajec na swoje godziny pracy.

                  rozwiazania, do ktorych, twierdzisz, sie odchodzi, sa normalne w mojej szkole, i innych tu, gdzie pracuje (pewien kraj europejski, ale nie nasza ojczyzna). i jest to wygodne i oplacalne, a rozbudowana do maksimum siec komputerowa nie jest zadnym problemem dla nikogo. to standard, a nie fanaberie.

                  p.s. przez pewien czas mozna bylo zlecac kserowanie w pewnej szkole pewnej osobie. wiazalo sie to z: planowaniem tylko z duzym wyprzedzeniem, koniecznoscia oddania na jakis czas ksiazek, z ktorymi pracujesz (wiec nie masz ich, gdy myslisz o innych zajeciach dla kogo innego), czekania i na ksiazke i kserowki (a bo to, a bo siamto, a bo snieg zaczal padac) oraz nerwami, kiedy dostawalo sie z powrotem skserowane nie to, co trzeba. dzieki bardzo za takie rozwiazania!

                  planowanie z duzym wyprzedzeniem moze byc dla kogos nawet OK, o ile nie uzywa wielu zrodel i nie zmienia cwiczen na biezaco, jesli wpadnie mu do glowy cos lepszego. nie wyobrazam sobie tego dla jezykow obcych.

                  cenie sobie luksus realizacji pomyslow wieczornych albo i nawet porannych =dokonywania zmian w moich planach takze, gdy juz zaczne zajecia.
                  • grzeczna_dziewczynka15 Re: utopia z tym kserowaniem przez personel 24.03.12, 10:05
                    A u nas w szkole sekretarka kseruje;>
                    • good_morning Re: utopia z tym kserowaniem przez personel 24.03.12, 10:17
                      nie kwestionuje sensu takiego rozwiazania w malych szkolach
                      ale z moim stylem pracy jest to i tak niekompatybilne ;D
                      • urko70 Re: utopia z tym kserowaniem przez personel 26.03.12, 10:29
                        good_morning napisała:

                        > nie kwestionuje sensu takiego rozwiazania w malych szkolach
                        > ale z moim stylem pracy jest to i tak niekompatybilne ;D

                        Wielkość szkoły nie ma znaczenia, tu mowa innym sposobie realizacji zadania administyracyjnego.
                        W dużej szkole nawet łatwiej, możnaby dać pomieszczenie firmie zewnętrznej, która maiłąby zapewniony stały wpływ kasy, pod warunkiem baku bledów w kserowaniu.
                        Albo zmień swój styl pracy, albo nie narzekaj, że masz mało czasu na nauczanie bo m.in. musisz kserować.
                        • good_morning Re: utopia z tym kserowaniem przez personel 26.03.12, 16:17
                          czy ja narzekam? GDZIE?
                          nie rozsmieszaj mnie
                          a moj styl pracy jest jak najbardziej odpowiedni dla mnie i nie zamierzam go zmieniac, bo i studenci na tym korzystaja
                          na szczescie w mojej szkole wszystko gra, nie slyszalam o osobach niezadowolonych z faktu,zer same za swoje wydruki sa odpowiedzialne LOL
                          i nikt nie zamierza organizowac do kserownia firmy zewnetrznej, pod kara smierci dla nauczyciela, jesli ten nie zechce sie podporzadkowac
                          tez mi racjonalizacja!
                          • urko70 Re: utopia z tym kserowaniem przez personel 27.03.12, 10:11
                            Priorytetem w tej całej dyskusji jest dla mnie to aby nauczyciel zajmował się tak uczniami słabymi, jak i średnimi i zdolnymi, ponieważ spotkałem się z opiniami typu "nie można zdolnymi bo na słabych nie ma czasu bo m.in. kserowanie" to dałem pomysł jak w prosty, tani i szybki sposób wydłużyć czas nauczycielom tym samym zabrac argument do niezajmowania się zdolniejszymi.

                            Nie chodziło mi o konkretnie ciebie z imienia i nazwiska czy nicka ;), chodziło mi o kogoś kto narzeka na czasobrak a równocześnie krytykuje. Faktycznie może za mało ogólnie to napisałem.

                            Racjonalizacja potrzebna jest przede wszystkim tam gdzie wystepuje problem braku czasu, jeśli u Ciebie go nie ma to nie bardzo rozumiem po co piszesz o "swojej" szkole, tu mowa o szkołach gdzie problem JEST.
                  • urko70 Re: utopia z tym kserowaniem przez personel 26.03.12, 10:15
                    good_morning napisała:

                    > nie chowam urazy do ludzi, ktorzy mi (jeszcze) zadnego swinstwa nie uczynili ;)

                    Miło słyszeć, ale do rzeczy :):

                    > nie pracowalam w zyciu w skzole mniejszej niz min 50 nauczycieli
                    > ucze j. obcych - nie masz pojecia, ile kserowek moge wyprodukowac dziennie :D
                    > (aktualnie w mojej szkole nauczycieli jezykow obcych jest 6, plus nauczyciele j
                    > ezyka ojczystego, ktorzy tez duzo drukuja, plus inne przedmioty, uczniowie dost
                    > aja mase kserowek, taki system, wcale nieglupi)

                    50 a 70 to dośc istotna róznica, po jaki wuj w takim razie książki, zeszyty do cwiczeń skoro tylko kserówki są w tak istotnej jak przedstawiasz ilości?
                    J.obce uczą się również dzieci w pierwszej klasie sp, czyli nie było pomyłki zalicząjąc Cię do takiej grupy nauczycieli :)

                    Piszesz "niegłupi" nie będę oceniał czy głupi czy nie, zastanawiam się tylko po jaką cholerę tyle książęk, zesztytów do ćwiczeń skoro szkoła kserówkami stoi?

                    Niedawno "przeszedłem" kolejno wszystkie szkoły i jakoś nie zauważyłem w domu ton kserówek.


                    > uwazam, ze nie fair jest dokladac woznej czy sekretarce cudze obowiazki, chyba,
                    > ze za oplata. nie wspomne o tym, ze w duzych szkolach osoby te maja wystarczaja
                    > co zajec na swoje godziny pracy.

                    W momencie kiedy przydziela się wożnej te obowiązki przestają one być cudze.
                    tak jak pisałem codziennie widuję skąd inąd bardzo sympatyczną panią "wioźną" siedzącą sobie przy biureczku, wpuszczającą do szkoły, obserwującą monitoring, pilnującą porządku w sporej szatni.


                    > rozwiazania, do ktorych, twierdzisz, sie odchodzi, sa normalne w mojej szkole,
                    > i innych tu, gdzie pracuje (pewien kraj europejski, ale nie nasza ojczyzna). i
                    > jest to wygodne i oplacalne, a rozbudowana do maksimum siec komputerowa nie jes
                    > t zadnym problemem dla nikogo. to standard, a nie fanaberie.

                    Ale nie jest to standard dla naszych szkół niemniej nie w tym rzecz, rzecz w tym co tańsze i szybsze we wprowadzeniu. Podtrzymuję, że postawić dużą maszyne kserującą i przydzielić woźnej obowiązek jej obslugi niż budować w kazdek szkole sieć, potem ją utrzymywać oraz kupić ww maszynę (woźnej ofc można dać dodatkowe wynagrodzenie, które sumarycznie i tak wyjdzie taniej niż czas pracy nauczycieli).


                    > p.s. przez pewien czas mozna bylo zlecac kserowanie w pewnej szkole pewnej osob
                    > ie. wiazalo sie to z: planowaniem tylko z duzym wyprzedzeniem, koniecznoscia od
                    > dania na jakis czas ksiazek, z ktorymi pracujesz (wiec nie masz ich, gdy myslis
                    > z o innych zajeciach dla kogo innego), czekania i na ksiazke i kserowki (a bo t
                    > o, a bo siamto, a bo snieg zaczal padac) oraz nerwami, kiedy dostawalo sie z po
                    > wrotem skserowane nie to, co trzeba. dzieki bardzo za takie rozwiazania!

                    Przeszedłem i robiłem różne zmiany organizacyjne i wiem, że najtrudniej zmienić ludzkie przyzwyczajenia, ot co. Problemy które wskazuejsz to problem nauczenia i wymagania od osoby kserującej.

                    > planowanie z duzym wyprzedzeniem moze byc dla kogos nawet OK, o ile nie uzywa w
                    > ielu zrodel i nie zmienia cwiczen na biezaco, jesli wpadnie mu do glowy cos lep
                    > szego. nie wyobrazam sobie tego dla jezykow obcych.
                    >
                    > cenie sobie luksus realizacji pomyslow wieczornych albo i nawet porannych =doko
                    > nywania zmian w moich planach takze, gdy juz zaczne zajecia.

                    Nie rozumiem, skad to planowanie, skad te problemy....
                    Wieczorem przygotowujesz materiał do kserowania, na kartce piszesz która strona i ile razy, rano przy wejsciu do szkoły kladziesz u danej osoby po 2-3godzinach odbierasz. Ludzie kosmos zdobywają a Ty widzisz problem we wlasciwym skopiowaniu zadanego materialu. :)
                    • good_morning Re: utopia z tym kserowaniem przez personel 26.03.12, 16:21
                      wez no, czytaj wszystko, jak juz
                      nie pracuje w ojczyznie zwanej Polska, ok?
                      ale: pracuje mi sie zdecydowanie lepiej z zapleczem technicznym, ktore mam teraz. koniec.

                      p.s. nauczyciele nie zaczynaja pracy po 2-3 godzinach od przyjscia do szkoly
                      w ten sposob nikt kosmosu by nie zdobyl ;)
                      • urko70 Re: utopia z tym kserowaniem przez personel 27.03.12, 10:18
                        good_morning napisała:

                        > wez no, czytaj wszystko, jak juz
                        > nie pracuje w ojczyznie zwanej Polska, ok?

                        Czytam wszystko co do mnie piszesz, czytam i odnoszę się do wszystykiego, do tego żę nie jesteś w PL również:
                        "Ale nie jest to standard dla naszych szkół"


                        > ale: pracuje mi sie zdecydowanie lepiej z zapleczem technicznym, ktore mam tera
                        > z. koniec.

                        Piszesz o rzeczy oczywistej... pytanie: po co?
                        Standard w polskich szkołach jest delikatnie mówiąc inny i nie zmieni się go tak szybko jak szybko można zmienić organizacyjnie zmienić pewne kwestie.


                        > p.s. nauczyciele nie zaczynaja pracy po 2-3 godzinach od przyjscia do szkoly
                        > w ten sposob nikt kosmosu by nie zdobyl ;)

                        A tu nie zrozumiałem...
                    • good_morning i jeszcze jedno 26.03.12, 16:27
                      pogadamy sobie, jak bedziesz wykonywal ten sam zawod, co ja i bedziesz tak samo zaangazowany, ok? ;)
                      przedyskutujemy wtedy planowanie lekcji (nie na papierze, oczywiscie) i korzysci wynikajace z mozliwosci naglych odstepstw i zmian w planach.
                      uwazam, ze jezyk obcy jest specyficznym przedmiotem i jesli nauczyciel nie spi na laurach, to wieczorne plany z powodzeniem moze zastapic porannymi planami, a nawet planami powstalymi podczas lekcji lub przerwy ;)
                      nie jestem jednak pewna, czy aby mnie rozumiesz ;P
                      • urko70 Re: i jeszcze jedno 27.03.12, 10:28
                        good_morning napisała:

                        > pogadamy sobie, jak bedziesz wykonywal ten sam zawod, co ja i bedziesz tak samo
                        > zaangazowany, ok? ;)

                        Aby to nie próba zamkniecia mi ust "a co ty mozesz wiedziec?". Nie rozumiem takiego podejścia. Nie trzeba być lekarzem, żeby uzdrowić dany szpital, wręcz przeciwnie, często dobrze jest być z zupełni innej bajki.


                        > przedyskutujemy wtedy planowanie lekcji (nie na papierze, oczywiscie) i korzysc
                        > i wynikajace z mozliwosci naglych odstepstw i zmian w planach.
                        > uwazam, ze jezyk obcy jest specyficznym przedmiotem i jesli nauczyciel nie spi
                        > na laurach, to wieczorne plany z powodzeniem moze zastapic porannymi planami, a
                        > nawet planami powstalymi podczas lekcji lub przerwy ;)
                        > nie jestem jednak pewna, czy aby mnie rozumiesz ;P

                        Słuszna wątpliwość, to prawda nie wiem a propos czego poruszasz problem planowania lekcji, przecież tu nie mowa o tym. No chyba..., chyba, że chodzi Ci o to, że masz wieczorem pomysł na daną lekcję, na dzien jutrzejszy, na pierwszą lekcję, i potrzebujesz kserówek na tą właśnie pierwszą lekcję i szybciej je zrobisz w domu wieczorem czy przed lekcją sama stając przed kserem. Jeśli o to chodzi to powiem krótko: to wyjątkowy przypadek "pomysl wieczorem na lekcje rano" i tu faktycznie ktoś inny moglby nie zrobic tak szybko ksera, kwestia tego jak często wystepują takie przyopadki ze planowanie jest w ostatniej chwili?
                        • good_morning Re: i jeszcze jedno 27.03.12, 15:15
                          1. ale powinno sie byc nauczycielem praktykiem, zeby uzdrowic edukacje

                          2. tak sobie pisze, bo lubie temat mojego zawodu, ok? tematy poboczne sie rodza, mozna podyskutowac ;P

                          3. po latach planowanie ogolne ma sie w glowie, planowanie poszczegolnych cwiczen mozna zmieniac z potrzeby chwili

                          4. co do kosmosu: gdyby nauczyciele olewali pierwsze 2-3 godziny pracy, policz, ile bylby straconych umyslow ;)

                          5. aha, nie powinienes wierzyc w to, ze :
                          nauczyciel nie ma czasu zajac sie zdolniejszymi
                          musi, to jego obowiazek, szkola jest, jaka jest i poki zmian nie bedzie, nauczyciel podczas lekcji ma obowiazek zajac sie kazdym, roznicowac zadania. a ze nie wszystkim sie chce, coz...
                          wbrew pozorom nie wymaga to az tak wiele czasu zajac sie tez zdolnymi po lekcjach. zdaje sobie sprawe, ze moze moje podejscie do pracy nie ejst popularne wsrod nauczycieli, ale przeciez godziny lekcyjne, to nie jedyne w etacie. a kazdy chyba wybierajac ten zawod liczy sie z faktem, ze dodatkowo w domu bedzie musial poswiecic czas na zadania zwiazane ze szkola (oczywiscie, niektore glupie, ale to wyniki przeswietnych pseudo-reform)

                          pojedynczy nauczyciel czasu na kserownie nie przeznacza az tak wiele, zeby zwrocenie mu tego w jakis spektakularny sposob go ratowalo, nie badzmy smieszni. w Polsce tez pracowalam i wiem, jak to wyglada ;)
                          • urko70 Re: i jeszcze jedno 27.03.12, 20:28
                            good_morning napisała:

                            > 1. ale powinno sie byc nauczycielem praktykiem, zeby uzdrowic edukacje

                            A czemuż to?
                            Moim zdaniem znacznie lepszym były po prostu: skuteczny manager.

                            > 2. tak sobie pisze, bo lubie temat mojego zawodu, ok? tematy poboczne sie rodz
                            > a, mozna podyskutowac ;P

                            Bardzo chętnie :).
                            Tak po znajomości i a propos tematu pobocznego ... ;), wytłumaczysz mi czemu w polskich szkołach podstawowych gdy jest egzamin szóstkoklasistów to cała szkoła ma mieć wolne?


                            > 3. po latach planowanie ogolne ma sie w glowie, planowanie poszczegolnych cwicz
                            > en mozna zmieniac z potrzeby chwili

                            Ponawiam pytanie: a propos czego to o tym planowaniu?
                            A jeśli już tak je lubisz to tym bardzije powinnaś umieć zaplanowac kiedy i jakie będziesz potrzebowała kserówki... :)

                            > 4. co do kosmosu: gdyby nauczyciele olewali pierwsze 2-3 godziny pracy, policz,
                            > ile bylby straconych umyslow ;)

                            Ale znów nie rozumiem... czemu mieliby olewać?

                            > 5. aha, nie powinienes wierzyc w to, ze :
                            > nauczyciel nie ma czasu zajac sie zdolniejszymi
                            > musi, to jego obowiazek, szkola jest, jaka jest i poki zmian nie bedzie, nauczy
                            > ciel podczas lekcji ma obowiazek zajac sie kazdym, roznicowac zadania. a ze nie
                            > wszystkim sie chce, coz...

                            Odezwałem się tu ponieważ zobaczyłem tego typu argumentacje "mało czasu więc trzeba zajmowac sie slabymi a zdolni sami dadzą sobie radę". To nie jest kwestia wiary, to kwestia przemilczenia lub oprotestowania takiej postawy / takiego podejścia.

                            > wbrew pozorom nie wymaga to az tak wiele czasu zajac sie tez zdolnymi po lekcja
                            > ch. zdaje sobie sprawe, ze moze moje podejscie do pracy nie ejst popularne wsro
                            > d nauczycieli, ale przeciez godziny lekcyjne, to nie jedyne w etacie. a kazdy c
                            > hyba wybierajac ten zawod liczy sie z faktem, ze dodatkowo w domu bedzie musial
                            > poswiecic czas na zadania zwiazane ze szkola (oczywiscie, niektore glupie, ale
                            > to wyniki przeswietnych pseudo-reform)

                            Czyli prezentujesz odmienny niż kilka tu piszących osób pogląd. Jestem ZA, tu sie nie posprzeczamy.


                            > pojedynczy nauczyciel czasu na kserownie nie przeznacza az tak wiele, zeby zwro
                            > cenie mu tego w jakis spektakularny sposob go ratowalo, nie badzmy smieszni. w
                            > Polsce tez pracowalam i wiem, jak to wyglada ;)

                            Też mi się tak wydawało ale skoro fachowcy podnoszą ten argument...
                            • good_morning Re: i jeszcze jedno 28.03.12, 15:09
                              1.bo efekty teoretykow mamy od jakiegos 1999? dno
                              2. nie mam pojecia, gdybym byla dyrektorem (ale nie bede, bo nigdy nie marzylam oz arzadzaniu i nauczaniu przez kilka godzin tylko w tygodniu, nie bawi mnie to) to cala szkola nie mialaby wolnego ;)
                              3.kserowanie nie przeze mnie wymaga wczesniejszego, z duzym wyprzedzeniem zaplanowania, co tez ja chce miec na lekcji takiej i siakiej dnia tego i tamtego. teraz rozumiesz?
                              4.bo musieliby czekac na kserowki? ;D
                              5.tak jest, protestuj (ja tez w szkole protestowalam przeciwko temu czy owemu, a potem bylo, ze 'trudny pracownik'=jak smie sie glosno nie zgadzac z kazda bzdura ;))
                              • urko70 Re: i jeszcze jedno 28.03.12, 20:06
                                good_morning napisała:

                                > 1.bo efekty teoretykow mamy od jakiegos 1999? dno

                                Dobry organizator nie jest teoretykiem.


                                > 3.kserowanie nie przeze mnie wymaga wczesniejszego, z duzym wyprzedzeniem zapl
                                > anowania, co tez ja chce miec na lekcji takiej i siakiej dnia tego i tamtego. t
                                > eraz rozumiesz?

                                Niestety nie, nie rozumiem skąd wymóg tak istotnie wcześniejszego zaplanowania kserowania, nie rozumiem też jaki masz z tym problem Ty która piszesz "po latach planowanie ogolne ma sie w glowie".

                                > 4.bo musieliby czekac na kserowki? ;D

                                Znów nie rozumiem, chcesz mi powiedzieć, że bez kserówki nauczyciele ni eumieją poprowadzić lekcji, że wtedy lekcja jest "olewana"?

                                > a potem bylo, ze 'trudny pracownik'=

                                Witaj w klubie.
                                • good_morning Re: i jeszcze jedno 28.03.12, 21:17
                                  dobry reformator nie mzoe byc tylko dobrym organizatorem, powinien byc dobrym praktykiem w swojej dziedzinie (zorientowanym od podstaw). to jest moje zdanie. wolno mi je miec, nieprawdaz?

                                  planowanie ogolne danej lekcji, planowanie ogolne ciagu lekcji, owszem, mam opanowane. i co z tego, nie lubie sie czuc uwiazana schematami i tym, ze mam cos wydrukowane, wiec nie moge zmienic, bo juz nie zdaze. wolno mi miec taki styl pracy, nieprawdaz?

                                  ;D=zart , zauwaz
                                  nie wkladaj mi w usta wlasnych interpretacji ;)
                                  • urko70 Re: i jeszcze jedno 30.03.12, 09:17
                                    good_morning napisała:

                                    > dobry reformator nie mzoe byc tylko dobrym organizatorem, powinien byc dobrym p
                                    > raktykiem w swojej dziedzinie (zorientowanym od podstaw).

                                    Dokładnie, a mówimy o organizowaniu czas pracy nauczycieli w kontekście odciążenia ich od obowiązków, które śmiało można powierzyć innym osobom. Czyli potrzeba nam tu organizatora, a nie nauczyciela.
                                    Dobry organizator zapyta nauczycieli jakie mają wymagania/potrzeby, jakie mają obowiązki, przegada z nimi, które obowiązki muszą sami wykonywać (haslowo: nauczać), a które można powierzyć innym osobom (kserowanie). Uwzględni również sytuacje wyjątkowe.

                                    > to jest moje zdanie. wolno mi je miec, nieprawdaz?

                                    Nie rozmawiajmy na tym poziomie (gdzies sugerowałem że nie możesz?)
                                    Miej jakie chcesz ale pokaż pls argumenty.

                                    > planowanie ogolne danej lekcji, planowanie ogolne ciagu lekcji, owszem, mam opa
                                    > nowane. i co z tego, nie lubie sie czuc uwiazana schematami i tym, ze mam cos w
                                    > ydrukowane, wiec nie moge zmienic, bo juz nie zdaze. wolno mi miec taki styl pr
                                    > acy, nieprawdaz?

                                    Rozumiem, chodzi o planowanie w perspektywie 45min, zdaje się wcześniej źle zrozumiałem Twoją wypowiedź o planowaniu, zrozumiałem to jako "tak długo planuję że mam to we krwi i jestem w tym dobra".

                                    Miej style jaki tylko chcesz pod warunkiem, że masz dobre wyniki w nauczaniu (ofc poza skrajnościami). Ale tu spór wyszedł do sytuacji kiedy to nauczanie nie jest na wysokim poziomie a jeden z powodów to właśnie brak czasu bo mi.in. kserowanie.
                                    • good_morning Re: i jeszcze jedno 30.03.12, 15:22
                                      w sensie odciazania nauczycieli jedynie? OK zgadzam sie z Toba
                                      w sensie reformy edukacji - pozostaje przy swoim zdaniu

                                      nie lubie planowania (w sumie zadnego, aczkolwiek rozumiem koniecznosc), chociaz jestem w tym wystarczajaco dobra. lubie miec wolnosc/mozliwosc zmian.

                                      tak, mam dobre wyniki (przeciez o to sie staram, pracujac! po latach ciagle mi sie chce i mam nadzieje, ze tak pzoostanie). tylko mi nie kaz tu dowodow publikowac ;)

                                      jesli nauczanie nie jest na wysokim poziomie, a zwala sie na przyslowiowy rabek spodnicy, to niestety, ale ktos, pracujac, nie wykonuje nalezycie swoich obowiazkow.
                                      • urko70 Re: i jeszcze jedno 30.03.12, 16:00
                                        good_morning napisała:

                                        > w sensie odciazania nauczycieli jedynie? OK zgadzam sie z Toba
                                        > w sensie reformy edukacji - pozostaje przy swoim zdaniu

                                        Hola, hola dziewczynko ;), gdzie Ty tu widziałaś dyskusję o reformie oświaty?!
                                        Cały czas mowa o sprawnym zarządzaniu czasem nauczycieli.


                                        > nie lubie planowania (w sumie zadnego, aczkolwiek rozumiem koniecznosc), chocia
                                        > z jestem w tym wystarczajaco dobra. lubie miec wolnosc/mozliwosc zmian.

                                        Efektywność lilczy się wszędzie, również w pracy nauczyciela, im ma więcej czasu na swoje podstawowe obowiązkim tym lepiej je wykonuje.

                                        > tak, mam dobre wyniki

                                        A tu mowa o tych którzy wykręcają się od zajmowania się zdolnymi.


                                        > jesli nauczanie nie jest na wysokim poziomie, a zwala sie na przyslowiowy rabek
                                        > spodnicy, to niestety, ale ktos, pracujac, nie wykonuje nalezycie swoich obowi
                                        > azkow.

                                        Czyli patrzymy tak samo na problem.
                                        • good_morning Re: i jeszcze jedno 30.03.12, 18:02
                                          ano, patrzymy
                                          co, jak widac, niektorym nauczycielom 'z lapanki' wcale sie nie podoba ;)
                                          • urko70 Re: i jeszcze jedno 01.04.12, 20:30
                                            Mam wrażenie, że to nie tyle kwestia łapanki co raczej czegoś na kształt zmanierowania, zmęczenia, przyzwyczajenia, "bo zawsze tak było", bo lepiej się nie wychylać. Ale mam nadzieję, że się mylę.
                          • kochanic.a.francuza Re: i jeszcze jedno 28.03.12, 17:30
                            ”nauczyciel podczas lekcji ma obowiazek zajac sie kazdym, roznicowac zadania. a ze nie wszystkim sie chce, coz... ”

                            No i sie zajmuje, przekazujac kazdemu dziecku i zdolnemu i mniej, taka sama porcje wiedzy wyposrodkowana tak, zeby min. 80-90% dzieciakow w danej grupie wiekowej bylo w stanie ta wiedze sobie przyswoic. Zajmowanie sie uczniami odstajacymi w jakimkolwiek kierunku od sredniej nalezaloby zlecic chyba instytucjom charytatywnym, albo nie wiem, Kosciolowi?

                            Acha, no i powiedz mi jaka uczelnia uczy studentow dzielnie 45-minutowej lekcji na kilka poziomow "zaawansowania". Kilka bo dzieci sie nie dziela tylko na zdolne i niezdolne, ale sa rozne odcienie szarosci pomiedzy, a nauczyciel ma obowiazek zajac sie KAZDYM dzieckiem, takze taki z ADHD na przyklad co to biega po klasie, nie mow, ze nie ma takich.
                            No i podaj tytuly podrecznikow, w ktorych material jest wlasnie tak podzielony na kilka odcieni wg zdolnosci. Nie ma takich? A to pech. Znaczy nauczyciel ma se najpierw podrecznik napisac czy jak ty to widzisz?
                            Napisz mi szczegolowo jak organizujesz te 45 min dla min. 3 grup. Jak je dzielisz, co im mowisz przy dzieleniu, no chyba nie "Tu osly" "Tam orly" "Tu sredniaki". I co mowisz ich rodzicom.
                            Jestem szczerze zaciekawiona, skoro sa takie szkoly i nauczyciele to warto sie uczyc. Nie trzymaj tylko dla siebie.
                            • good_morning Re: i jeszcze jedno 28.03.12, 17:46
                              jak bedziesz u mnie na praktyce, to cie bede uczyc
                              za wiedze i doswiadczenie sie placi
                              do pisania na forum wiedza ta nie jest ci potrzebna
                              • kochanic.a.francuza Re: i jeszcze jedno 30.03.12, 05:49
                                1. Wnioskuje, ze wcale nie masz osobnych programow dla dzieci roznie uzdolnionych.
                                2. Kazdy, kto chodzil do szkoly wie, ze zaden nauczyciel nie dysponowal tajemna widza, ktora tutaj nie chcesz sie dzielic, bo taka nie dysponowal. Nikt nie zajmowal sie osobno zdolnymi, osobno niezdolnymi. Czyli wg Ciebie tysiace nauczycieli migalo sie bezczelnie od wlasnych obowiazkow.

                                Z Twoich postow wnioskuje, ze:
                                1. Chcialas sie pochwalic, ze uczysz za granica.
                                2. Jestes mloda i niedoswiadczona nauczycielka, przekonana o wlasnej nieomylnosci (nawet nie zauwazasz, ze sa roznice intelektualne wsrod dzieci, awalasz na "lenistwo intelektualne"-ciekawe gdzie podpatrzylas tez jakze madry termin).
                                Juz niedlugo dostaniesz porzadne lansko i spokorniejesz.
                                Na praktyki to Ty do mnie nie ja do ciebie, ale pewnie nie wierzysz zapatrzona w swoja cudownosc.
                                Znam jedengo nauczyciela, ktory podzielil trzy rzedy na
                                1. "Ci co chca wiecej zadan do rozwiazywania niz jest w podreczniku-czyt, zdolni nudzacy sie",
                                2. "Ci, ktorzy chca zeby im pomoc-czyt. nie radzacy sobie"
                                3. " Ci, ktorzy sami sobie poradza z zawartoscia poderecznikow, cwiczen"
                                Mozliwe przesiadanie sie jednej grupy do drugiej, w zaleznosci nie od oceny nauczyciele, ale wlasnego samopoczucia ucznia.
                                Nauczyciel poswiecal wiele czasu na rozmowy z rodzicami, tlumaczenie im sensu grupowania, szczegolnie tym z grupy 2 i 3. Nauczyciel mezczyzna, po pracy walil sie na tapczan, mogl sobie pozwalac na prace ponad norme (szukanie i pisanie specjalnych cwiczen dla zdolnych, powazane z programem, duzo szukania, pisania, drukowania, katagalowania sporzadzonych materialow, sprawdzanie nadprogramowych zadan "zdolnych") W dodatku podczas lekcji biegal z wywieszonycm jezorem zeby w ciagu 20 minut poswieconych na somodzielne rozwiazywanie zadan, pomoc KAZDEMU z dziesiecu uczniow "slabych".
                                Zauwaz, ze pieknie i bez urazy nazwal kazda grupe, ale dzieciaki i tak stosowaly nazewnictwo krotowe:
                                Grupa 1 "geniusze", grupa 2 "sredniaki", grupa 3 "debile". Rodzice debili i sredniakow wsciekli sie, zaskarzyli do dyrektora "dyskryminacje w edukacji" ich dzieci i tak skonczyly sie szlachetne checi nauczyciela.
                                Zreszta nawet gdyby powidlo sie, system taki nie jest do skopiowania na masowa skale, bo:
                                wyzej wspomniny nauczyciel mial ambicje wypracowac sobie dobra marke, wysoko pozycje w oswiacie, stanowisko dyrektora w przeszlosci. Byl ambitny, silny, energiczny, zona boagata z domu nie pracowala tylko dbala o niego. Poza tym mial juz 20-letnie doswiadczenie, potrafi rozmawiac z rodzicami, mial warsztat, technike opanaowana do perfekcji.
                                Przecietny nauczyciel nie ma takich predyspozycji osobowych, bogatej zony, ktora o nie niego zadba tak, ze moze myslec tylko o pracy, nie wszyscy maja ambicje dyrektorskie, czesc jest zaraz po studiach, nie wie jak uczyc podstw, dopiero uczy sie relacji ze starszymi od siebie rodzicami, sami dzieci nie maja.
                                Systemy tworzy sie wedlug realnych mozliwosci a nie nagina rzeczywistosc do wydumanych idealow.
                                Jestes jeszcze mloda i tego nie rozumiesz. Wszyscy mlodzi wierza, ze mozna gory przenosic. Tez tak mialam. Za jakies 10 lat przyznasz mi racje. A do tego czasu lepeij sie nie przyznawaj w realu co myslisz. Taka dobra rada starszej sostry.
                                Znam nauczycielke podobna do Ciebie. Wysiudali ja z pracy, tak sie rzucala.
                                • urko70 Re: i jeszcze jedno 30.03.12, 09:44
                                  kochanic.a.francuza napisała:

                                  > 2. Kazdy, kto chodzil do szkoly wie, ze zaden nauczyciel nie dysponowal tajemna
                                  > widza, ktora tutaj nie chcesz sie dzielic, bo taka nie dysponowal. Nikt nie za
                                  > jmowal sie osobno zdolnymi, osobno niezdolnymi. Czyli wg Ciebie tysiace nauczyc
                                  > ieli migalo sie bezczelnie od wlasnych obowiazkow.

                                  Ja pamiętam, że zdolniejsi dostawali trochę inne zadania do rozwiązywania niż reszta, a przy problemach dostawali wsparcie na swoim poziomie.

                                  > 1. Chcialas sie pochwalic, ze uczysz za granica.
                                  > 2. Jestes mloda i niedoswiadczona nauczycielka, przekonana o wlasnej nieomylnos
                                  > ci (nawet nie zauwazasz, ze sa roznice intelektualne wsrod dzieci, awalasz na "
                                  > lenistwo intelektualne"-ciekawe gdzie podpatrzylas tez jakze madry termin).
                                  > Juz niedlugo dostaniesz porzadne lansko i spokorniejesz.
                                  > Na praktyki to Ty do mnie nie ja do ciebie, ale pewnie nie wierzysz zapatrzona
                                  > w swoja cudownosc.

                                  Nie podoba mi się przypisywanie innym chęci chwalenia się, sugerowanie niedoświadczenia i odnoszenia się do wieku, cudowność. Czy tak powinien zachowywać się nauczyciel?

                                  > W dodatku podczas lekcji biegal z wywieszonycm jezorem ...
                                  > Rodzice debili i sredniakow wsciekli sie, ....
                                  > Znam nauczycielke podobna do Ciebie. Wysiudali ja z pracy, tak sie rzucala.

                                  Nie wierzę, aby nauczyciel z 20letniem stażem, mówił do dzieci "debile"

                                  Czyli "róbmy tak, żeby się nie wychylać, żeby się nie przemęczać, żeby lubli nas inni nauczyciele, rodzice, dzieci a wyniki... no cóż, na wyniki składa się tyle różnych składowych niezależnych od nauczyciela, ze to przecież nie moja wina"
                                  • kochanic.a.francuza Re: i jeszcze jedno 30.03.12, 17:43
                                    Urko, mialam odpisac, bo myslalam, ze to post Good Morning, ale w ostatniej chwii zobaczylam, ze to Ty i rezygnuje. Dlaczego? Bo czytasz niechujnie, a je nie bede pisac dwa razy tego samego np. ze nie nauczyciel nazywal dzieci "debole", tylko dzieci same sie tak nazwaly.
                                    Zeby dyskutowac trzeba uwaznie czytac i nie zmieniac tego co napisam przedmowca. Zdarza Ci sie nie pierwszy raz. Zauwaz, ze wyzej tez Cie zignorowalam. Po prostu jalowa dyskusja z Toba. Piszesz jakby na sile.
                                    • urko70 Re: i jeszcze jedno 01.04.12, 20:22
                                      kochanic.a.francuza napisała:

                                      > Urko, mialam odpisac, bo myslalam, ze to post Good Morning, ale w ostatniej chw
                                      > ii zobaczylam, ze to Ty i rezygnuje. Dlaczego? Bo czytasz niechujnie,

                                      To w zasadzie wystarczy, żeby pokazać kto jak się wypowiada.
                                • good_morning Re: i jeszcze jedno 30.03.12, 15:27
                                  a wnioskuj sobie co chcesz
                                  ani mnie ziebi, ani grzeje Twoja opinia

                                  nie jestes bowiem:
                                  moim uczniem ani rodzicem mojego ucznia
                                  kolega po fachu uczacym tego samego przedmiotu
                                  metodykiem - specjalista z mojego przedmiotu
                                  kolega po fachu uczacym innego przedmiotu

                                  kazdy z wymienionych ma okazje widziec mnie w pracy i ma prawo do konstruktywnej krytyki
                                  • kochanic.a.francuza Re: i jeszcze jedno 30.03.12, 17:47
                                    ”kazdy z wymienionych ma okazje widziec mnie w pracy i ma prawo do konstruktywnej krytyki"

                                    Wobec tego dowiedz sie, ze mam jak najbardziej prawo do krytyki Twoich wypowiedzi. 
                                    Tu tez wyszlo Twoje niedoswiadczenie zyciowe. 

                                    Jak na moje oko yczysz drugi, albo trzeci rok. Zgadza sie?
                                    • good_morning Re: i jeszcze jedno 30.03.12, 18:00
                                      jak najbardziej nie masz prawa do krytykowania mojej pracy
                                      bo nic o niej nie wiesz

                                      a robisz to
                                      opanuj sie
                                    • urko70 Re: i jeszcze jedno 01.04.12, 20:25
                                      kochanic.a.francuza napisała:

                                      > ”kazdy z wymienionych ma okazje widziec mnie w pracy i ma prawo do konstr
                                      > uktywnej krytyki"
                                      >
                                      > Wobec tego dowiedz sie, ze mam jak najbardziej prawo do krytyki Twoich wypowied
                                      > zi. 
                                      > Tu tez wyszlo Twoje niedoswiadczenie zyciowe. 
                                      >
                                      > Jak na moje oko yczysz drugi, albo trzeci rok. Zgadza sie?

                                      yczy, yczy... :) ale może szybciej się nauczyła i nie skażona przyzwyczajeniami i Jej się chce.
                • ninananu Re: utopia z tym kserowaniem przez personel 28.03.12, 22:48
                  bardzo łatwo dawać gotowe rozwiązania prawda? Jest czarne, albo białe, szarości nie widać ;P
                  • urko70 Re: utopia z tym kserowaniem przez personel 30.03.12, 09:06
                    ninananu napisała:

                    > bardzo łatwo dawać gotowe rozwiązania prawda? Jest czarne, albo białe, szarości
                    > nie widać ;P

                    Jak ktoś ma w głowie rozwiązania które się sprawdziły to i owszem łatwo.
                    Są różne odcienie ale a'propos czego ten tekst to nie widzę związku z kontekstem?
        • madame_charmante Re: W obronie nauczycieli 22.03.12, 21:59
          historii w szkole nie uczy się dzieci 7 czy 8 -letnich :) Moi uczniowie z definicji maja co najmniej 10 lat. ale na konkursy (przynajmniej historyczne) raczej zabiera się V i VI -klasistów. czyli 12-13 latków. Mogę więc sobie pozwolić na puszczenie na szerokie wody dziecka.
          • urko70 Re: W obronie nauczycieli 23.03.12, 09:57
            madame_charmante napisała:

            > historii w szkole nie uczy się dzieci 7 czy 8 -letnich :)
            > Moi uczniowie z defin
            > icji maja co najmniej 10 lat. ale na konkursy (przynajmniej historyczne) raczej
            > zabiera się V i VI -klasistów. czyli 12-13 latków. Mogę więc sobie pozwolić n
            > a puszczenie na szerokie wody dziecka.


            1. wątek nie był ograniczony do żadnej z grup wiekowych
            2. napisałaś "m.in."
            :)

            Rozważania w tym wąktu nie dotyczyły konkretnego przedmiotu, nie były ograniczone do wieku dzieci. Olimpiana przyrodnicza "świetlik" obejmuje dzieci już od pierwszej klasy czyli praktycznie 6-7 latków - pomieszłem coś?

            Zostaw zdolnego 7latka samemu sobie bo trzeba podciągnąć słabego 8latka z danej klasy.
            • madame_charmante Re: W obronie nauczycieli 23.03.12, 23:17
              oki, uwagi przyjęte do wiadomości :)
        • ninananu Re: W obronie nauczycieli 28.03.12, 22:47
          z mojej szkole był zakaz kserowania nawet materiałów, więc te realia sa naprawde różne. swoją drogą 6-8 latek są nauczani innym trybem (tzw. nauczanie zintegrowane), nie sądzę aby n-l przygotowywał ich do nie wiadomo jakiej olimpiady historycznej :/, tudzież chemicznej.
          • urko70 Re: W obronie nauczycieli 30.03.12, 09:27
            ninananu napisała:

            > z mojej szkole był zakaz kserowania nawet materiałów, więc te realia sa naprawd
            > e różne.

            Realia można zmieniać, to tylko i wyłącznie decyzja dyrektora szkoły.


            > swoją drogą 6-8 latek są nauczani innym trybem (tzw. nauczanie zintegr
            > owane), nie sądzę aby n-l przygotowywał ich do nie wiadomo jakiej olimpiady his
            > torycznej :/, tudzież chemicznej.

            Jeśli czegoś nie pomyliłem to olimpiada przyrodnicza obejmowała m.in. pierwszoklasistów, jesli całe przygotowanie ma polegać na podaniu dziecku adresu do strony internetowej to moim zdaniem to cokolwiek za mało.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka