kochanic.a.francuza
17.03.12, 10:35
Mam nadzieje na ciekawa dyskusje, bo jest na forum sporo matek i nauczycielek oraz tych dwoch kombinacji.
Zaintrygowal mnie watek z przed jakichs dwoch dni, w ktorym Salma 75 zalila sie na nauczyciela, ze "nawet nie podrzucil materialow na olimpiade" jej zdolnemu dziecku.
Abstrahuje oczywiscie od faktu, ze sa nauczyciele, ktorzy palcem nie kiwaja. Nie podwazam go.
Niemniej jednak, 45 minut lekcji podzielic na 30 uczniow to jest 1.5 minuty na ucznia, a przeciez trzeba jeszcze przeprowadzic lekcje! W kazdej klasie jest kilkoro uczniow, ktorzy absolutnie nie nadazaja. Gdybym musiala wybierac, wolalbym pomoc uczniowi slabemu. Slabe dzieci maja problemy nie tylko z nauka, ale takze z funkcjonowaniem w klasie. Tak jak powoli rachuja czy czytaja, tak samo powoli reaguja na zarty, zaczepki, staja sie oderwane od grupy. Nauczyciel wspierajacy takiego ucznia daje mu oparcie i jednoczesnie daje klasie jasny przekaz: szanujemy wszystkich ludzi.
Zdolne dzieci pochodza z zamoznych, dobrze funkcjonujacych domow. Ich rodzice im pomoga w nauce. Slabym nikt sie nie interesuje, ani instytucje, ani rodzina. Sytuacje bez porownania. Nie orientuje sie za bardzo, ale czy to jest gdzies wpisane w obowiazki nauczyciela, przygotowywanie do Olimpiad przedmiotowych?
Po lekcjach oprucz sprawdzania klasowek, sa sprawy wazniejsze: kto zniszczyl klozet, dlaczego kasia bije basie itp.
Dlaczego ludzie oczekuja pelnej, spersonalizowanej uslugi pedagogicznej na miare krolewska, w publicznej szkole masowej, dotowanej z biednego budzetu?
Uwazam, ze posiadanie zdolnego dziecka obliguje do wiekszej pokory, wdziecznosci.
Ustawianie sie w kolejce jako pierwsza po pelna obsluge, bez zwazania na potrzeby slabszych, mniej "uposazonych" jest postawa hmm...brutalna wrecz. To tak jakbym z zarobkami 10 tys. miesiecznie chodzila do Caritasu po darmowe konserwy.
Co Wy na to? Myle sie?