efekt_jojo
21.06.04, 09:35
Mam „urocze” sąsiadki, które skutecznie zatruwają mi życie: czerstwa 70latka,
nieco przygłucha ma wieczną depresję (krzyczy i płacze po nocach, a swój żal
usiłuje zagłuszyć telewizorem, nastawionym na maxa), która wynika z
posiadania i wychowywania 40letniej, niepełnosprawnej umysłowo córki.
Kulturalne zwracanie uwagi, że pani zakłóca ciszę nocną (zresztą w ciągu dnia
również zakłóca spokój oglądając z pasją tv „trwam”), wywołuje bardzo
agresywne zachowania u staruszki oraz nasyłanie różnych członków rodziny,
którzy wymagają ode mnie współczucia, a którzy jakoś wcale mi nie współczują.
Dodam, że tylko ja walczę o spokój - inni współmieszkańcy (staruszkowie)
boją się na cokolwiek reagować. I teraz zastanawiam się, czy osoby pokroju
moich sąsiadek nie powinny przypadkiem zamieszkiwać w jakimś ośrodku,
zamiast „urozmaicać” życie mieszkańcom bloku? Proszę o opinie