bupu
18.09.24, 09:57
W Jezycjadzie istnieje dziwny rozjazd poglądów na temat ciała i zdrowia.
No bo z jednej strony mamy kult szczupłości i galopującą fatfobie, osoba z nadwagą może tam być co najwyżej Borejkowną najniższej kategorii, przeznaczoną do usługiwania reszcie familii, tępadłem albo wredotą. Mamy też kult urody, w ostatnich tomach wszyscy bohaterowie pozytywni jak jeden i jedna są zachwycająco piękni, rodzinna młodzież nie ma pryszczy (wyjątkiem IGS, ale wiadomo, to miągwa), wszyscy mają piękne włosy i nikt nie łysieje (żaden z czterech mężów Borejkowien nie stracił ni włoska), nikomu żadne uczulenie nie wychodzi na twarz, nikt nie traci na urodzie z wiekiem. No chyba że jest CKNUKiem, wtedy z zabójczego amanta przeobraża się w ciężki, obrzękły klops.
Z drugiej jednak strony aktywne dbanie o wygląd i zdrowie jest obśmiewane bez litości. Makijaże są tylko dla upadłych pompadur, porządne syrenki chodzą z twarzą saute. Fryzjer jest be i fuj, siostra lub narzeczony zrobią lepsze uczesanie. Ładne ciuchy to już w ogóle upadek i zgroza i w ogóle nie należy mieć. Bieganie Idy jest traktowane jak fanaberia wariatki, podobnie jak jej zapędy dietetyczne, z jej ust zaś witriol się leje na zumbę. Odchudzanie Pyzy to nastoletnia fanaberia, dziewczę wszak jest pięciogwiazdkowe. Aktywne fizycznie kobiety są przedstawiane jako żylaste dziwadła, aktywnych fizycznie facetów brak, bo chyba, że zaliczymy tu Bogatke, te muskuły nie wyrosły mu od podnoszenia puszki z piwem.
Płynie z tego morał nader wątpliwej urody: jak nie jesteś śliczny, człowieku, sam z siebie, to masz pecha, nic się nie da z tym zrobić, a poza tym na pewno jesteś tępym prymitywem, gdybyś miał czółko, byłbyś śliczny i już. Trochę jednak mnie to dziwi, to stanowcze potępienie dbania o siebie. Nie każdy ma taki metabolizm, że może żreć pierogi in toto i nie tyć...