stephanie.plum
05.05.25, 10:30
1. Pilot: jest sobie kobieta, która odprowadziła do przejścia na tamten świat swoich dziadków, i do przed chwilą była przekonana, że w tej kwestii ma nielichą wprawę. a tu "niespodzianka"...
2. Teściowie - jak dotąd, było stabilnie...
Sytuacja jest inna. nie mieszkamy razem, odwiedzamy ich rzadko, rzadziej niż raz w miesiącu, mąż częściej, wozi regularnie mamę na jakieś zastrzyki w oko (brrr), czyści rynny, generalnie - gdy rodzice o coś go poproszą, robi to.
sęk w tym, że nie proszą właściwie o nic.
3. Opis postaci.
Oboje artyści. Ona - ilustratorka, on malarz. do tego, klasyczni dziadkowie, jak z bajki. jeśli wpadamy do nich ZAPOWIEDZIANI, to 100% że będzie zrobiona wyżerka jak na pułk wojska, z trzema daniami do wyboru, ciastem i w ogóle. ona będzie stękać, że się umęczyła, ale "inaczej nie umie", my będziemy jeść z rozkoszą i wylewnie dziękować, co ją uszczęśliwi. gdy zapraszamy ich do nas (i przywozimy), jest nie inaczej - mimo zapewnień, że jedzenie przygotujemy samodzielnie, nie zdarzyło się, by babcia nie wkroczyła z koszem wałówy - zimne nóżki, sałatka, ciasta...
szczytem było, gdy odwiedzała wnuka w szpitalu niedawno - przytaszczyła termos z rosołem, drugi z kawą, duszoną kapustę (no marzenie dla innych pacjemnów...)
dziadek majsterkowicz, człowiek anielsko cierpliwy i z cudownym poczuciem humoru.
4. I nagle coś się zepsuło.
powolne odklejanie się teścia od rzeczywistości obserwujemy od roku. po prostu tak się wycofuje z aktywnego życia, pogodny, cichy, zgodny, bezproblemowy. to znaczy - z naszej perspektywy bezproblemowy.
bo nagle się okazało, że ta para już sobie sama nie radzi życiowo. a przynajmniej - nie powinna musieć sobie radzić.
5. Wake-up call
zadzwoniła do mnie teściowa. zamiast chichotów, płacz.
bo musi wozić męża po lekarzach, kilku specjalistów, liczne badania - i mylą się jej dni, zapomina, nie daje rady zapakować go do samochodu, zawieźć, wszystkiego załatwić.
bo on przestał kontrolować potrzeby, ona musi go myć, przebierać...
mówię: przyjedziemy, pogadamy na spokojnie, ustalimy jakiś plan działania.
ona na to: nienienie, przepraszamprzepraszam, nie powinnam była dzwonić i przeszkadzać, dzieci nie zawracajcie sobie głowy, JA PRZECIEŻ SOBIE ŚWIETNIE RADZĘ, niczego absolutnie nie trzeba!!!
6. Kac moralny i morał z kaca
jak mogłam uważać dotąd, że samotnie mieszkająca w domku para lat (obecnie) 82 - 81, beztrosko żyje?!
jaki wprowadzić plan naprawczy?
dziadkowie, którymi się opiekowałam, mieszkali w tym samym domu, co ja. tutaj - raczej nie ma opcji przeprowadzki, w żadną stronę. ja NIE ZNAM ich rytmów. nie chcę się rządzić w ich życiu.
wszelkie porady osób, które mają podobny scenariusz, mile widziane!