Dodaj do ulubionych

Rozwiodę się, ale nie zarobię

IP: 62.244.157.* 25.05.12, 19:51
Autorka artykułu przerywa swoją myśl w punkcie, w którym jest to korzystne dla jej tezy, że kobiety wcale nie dorabiają się na rozwodach, a pieniądze im się po prostu należą. Pociągnijmy jednak dalej te urwane rozważania.

"Niepracująca zawodowo kobieta "zarabiała" wtedy 1330 zł, a jej aktywna zawodowo koleżanka 1158 zł." Prawda - kobieta zajmująca się domem wnosi przeliczalny na pieniądze wkład. Ale dlaczego mówimy tylko o tym, ile warty jest sam ten wkład? Pomówmy też o kosztach takiej kobiety: mieszkanie, media, jedzenie, ubrania, wycieczki, kosmetyki i inne. Czy one aby nie przekraczają tych 1330 złotych? Czyli jednak taka kobieta otrzymuje więcej, niż sama daje. Dlaczego więc kobieta powinna dostać pieniądze za rozwód? Powinno być odwrotnie - powinna dopłacić, bo finansowo otrzymała więcej. Tak to właśnie bywa - jeżeli mówimy o przychodach, musimy powiedzieć też o kosztach drogie panie. Tak to właśnie jest w biznesie.

Obserwuj wątek
    • knik Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię 26.05.12, 00:43
      Drogi panie,
      pan nie chciałby zapewne pracować u kogoś, kto nie płaci panu ZUS-u i słusznie. Ja też nie.
      W życiu nie zaufałabym męzczyźnie, zdając się na jego laskę i niełaskę finansową. Pierwsze przykazanie - zawód, niezaleznosć finansowa i równy podział obowiązków domowych.
      Od tego momentu mozemy zaczac rozmawiać o małżenstwie. Są do wychowania dzieci, proszę bardzo, ale połowa zusu męza na moje konto. Za wiele już widziałam niepracujących służących wydutkanych na koniec małżenstwa, żeby iść w ciemno .
      • Gość: br00net Opinia która przeczytacie nie spodoba Wam się fem. IP: *.ip.netia.com.pl 27.05.12, 17:03
        O tym jak czy feminizm jest "zły" czy "dobry" mogą filozofowie deliberować latami, ale jedno zjawisko zrewiduje tą "filozofię życiową" kobiet "niezależnych" - imigracja i dzietność zwłaszcza ludności muzułmańskiej, oraz starzenie się ludności europejskiej . Bezsprzecznym jest że filozofia "kobiet niezależnych" jest czynnikiem hamującym przyrost naturalny w tej grupie, a nasi "goście" którzy generalnie takie rzeczy mają gdzieś głęboko(w czarnym śmierdzącym miejscu) rozmnażają się na potęgę i swoją religię i swoje poglądy mocno wpajają swoim potomkom.
        • Gość: Tifa Re: Opinia która przeczytacie nie spodoba Wam się IP: *.play-internet.pl 27.05.12, 17:16
          Ochhh my złe niezależne kobiety, wszystkiemu jesteśmy winne!!! Przy garach było siedzieć i nie spełniać swoich marzeń, nie mieć ambicji tylko być na łasce naszych panów i władców nogi rozkładać, dzieci rodzić.
          • Gość: br00net Re: Opinia która przeczytacie nie spodoba Wam się IP: *.ip.netia.com.pl 27.05.12, 17:34
            Ja wcale nie napisałem co powinniście robić, czy to jest złe czy dobre(na początku zaznaczyłem). Ja tylko zwracam uwagę na taki drobniutki niuans...
        • cytrynowe Re: Opinia która przeczytacie nie spodoba Wam się 27.05.12, 23:19
          Gość portalu: br00net napisał(a):

          > czynnikiem hamującym przyrost naturalny w tej grupie, a nasi "goście" którzy g
          > eneralnie takie rzeczy mają gdzieś głęboko(w czarnym śmierdzącym miejscu) rozmn
          > ażają się na potęgę

          Nie, kłamczuszku, w świecie arabskim dzietność leci na łeb na szyję, a dzietność imigrantów w Europie wyrównuje się w ciągu dwóch pokoleń z dzietnością kraju przyjmującego. Między innymi dzięki filozofii kobiet niezależnych, którą przejmują kobiety przyjezdne: kształcą się, zarabiają, uniezależniają.
          Lekarstwem więc nie jest niewolenie europejskich kobiet, tylko wyzwolenie muzułmańskich.
          • Gość: xxx jednego zrozumiec nie moge IP: *.adsl.inetia.pl 27.05.12, 23:44
            co takiego zlego jest w rodzeniu dzieci?
            • Gość: buahaha Re: jednego zrozumiec nie moge IP: *.adsl.inetia.pl 28.05.12, 00:59
              To ródź!!! Nie potrafisz? To nie wypowiadaj się w temacie o którym nie masz pojęcia i który dotyczy cię od fi.ta strony. Skoro to takie fajne i przyjemne to to rób. Zawsze mnie rozśmieszają takie chłopki-roztropki, które nie widzą w niczym problemu dopóki nie muszą sami czegoś zrobić i sobie gdybają i się mądrzą.
              • nikodem_73 Re: jednego zrozumiec nie moge 28.05.12, 01:20
                A mnie, dla odmiany, rozśmieszają "wyzwolone", które nie potrafią odpowiedzieć na proste, jasno sformułowane pytanie.

                Pytanie brzmiało "co złego jest w rodzeniu dzieci?" i przyznam się, że też chętnie dowiedziałbym się co jest w tym złego. Bo instynkt zachowania gatunku podpowiada mi, że jest to coś niezbędnego do... zachowania gatunku. No, ale jestem najwyraźniej tylko chłopkiem-roztropkiem, co to niczego nie rozumie.

                Tym nie mniej jestem przekonany, że tak doskonała istota jak buahaha wyłuszczy mi argumenty, nie będące skondensowanym egoizmem, że rodzenie dzieci jest złem w czystej postaci.
                • vogon.jeltz Re: jednego zrozumiec nie moge 28.05.12, 12:11
                  > Bo instynkt zachowania gatunku podpowiada mi, że jest to coś niezbędnego do...

                  Nie ma czegoś takiego jak "instynkt zachowania gatunku". Albo ktoś cię strasznie okłamał, albo - co bardziej prawdopodobne - nie jesteś na bieżąco ze stanem wiedzy.

                  > No, ale jestem najwyraźniej tylko chłopkiem-roztropkiem, co to niczego nie rozumie.

                  Wszystko na to wskazuje, skoro posługujesz się XIX-wiecznymi wyobrażeniami o przyrodzie.
                  • oteksamptis Re: jednego zrozumiec nie moge 28.05.12, 13:30
                    Faktycznie gatunek nie ma tu nic do rzeczy, ale przekazanie własnych genów potomstwu jak najbardziej.
                  • nikodem_73 Re: jednego zrozumiec nie moge 28.05.12, 14:36
                    O! Super - jakiś oświecony.

                    Napisz proszę co jest złego w rodzeniu dzieci. Pięknie proszę.
                    • vogon.jeltz Re: jednego zrozumiec nie moge 28.05.12, 17:20
                      Gdzie ja pisałem, że w rodzeniu dzieci jest coś złego? Podpowiem ci: nigdzie. Pisałem tylko o tym, że posługujesz się nieadekwatnymi, anachronicznymi pojęciami niezgodnymi ze współczesnym stanem wiedzy. Wygląda na to, że oprócz nieaktualnej wiedzy mamy u ciebie problem z nieumiejętnością czytania ze zrozumieniem.

                      Osobną sprawą jest, że na rozrodczość ma wpływ dużo więcej czynników niż sam pęd do przekazania własnych genów. Jeśli zatem rodzi się mniej dzieci, to widocznie występuje przewaga czynników hamujących przyrost naturalny i niekoniecznie jest to filozofia "wyzwolonych kobiet". Po prostu z reguły w naturze spadek populacji koreluje ze spadkiem zasobów - w świecie ludzi globalna ilość zasobów co prawda wzrasta, ale szybciej wzrastają również potrzeby per capita. Raczej w tym dopatrywałbym się niechęci do posiadania wielu dzieci.
                      • nikodem_73 Re: jednego zrozumiec nie moge 28.05.12, 20:05
                        A gdzie ja napisałem, że Ty napisałeś? Podpowiem Ci: nigdzie.

                        Wygląda na to, że oprócz aktualnej wiedzy mamy u Ciebie problem z umiejętnością czytania ze zrozumieniem.

                        Sam bezwstydnie przyznam, że mam poważny problem z nieumiejętnością czytania ze zrozumiem. Większość tekstu pisanego jednak rozumiem. Nieumiejętność wciąż wymaga podciągnięcia. Szczerze wierzę jednak, że wymiana myśli z Tobą poprawi moje osiągi w tym zakresie.

                        "Po prostu z reguły w naturze spadek populacji koreluje ze spadkiem zasobów"

                        Wybacz, ale to tak jakby nie znajduje potwierdzenia w rzeczywistości. Pokusiłbym się nawet o tezę, że istnieje ujemna korelacja pomiędzy jednostkowym poziomem konsumpcji (do której potrzebne są zasoby), a przyrostem naturalnym.

                        To zdanie byłoby prawdą gdybyśmy nigdy nie zeszli z drzew. Ponieważ jednak zeszliśmy, to tak się śmiesznie składa, że obecnie ilość pracy potrzebnej na otrzymanie jednostki dobra stale maleje. A co za tym idzie potencjalna korelacja populacja-zasoby jest coraz słabsza.

                        "Raczej w tym dopatrywałbym się niechęci do posiadania wielu dzieci."

                        Znaczy w czym? W spadku populacji? To tautologia. W spadku ilości zasobów? To nieprawda.

                        Czy może jednak widzisz problem we wzroście potrzeb przekraczającym wzrost podaży dóbr? No to ma sens.

                        Tylko niestety, ale wtedy oznacza to, że "wyzwolenie kobiet" lansujące obecnie pod pięknymi hasłami (samorealizacja, budowanie kariery, poszerzanie horyzontów dzięki podróżom, odrzucenie zniewolenia) egoizm (żeby była jasność - nie mam nic przeciwko - ani to hasła o mnie, ani do mnie a każdy ma prawo wybrać sobie taki styl życia jaki chce - jak ktoś chce to niech sobie to nazwie "zdrowym egoizmem") generuje wzrost zapotrzebowań.

                        A to z kolei oznacza, że lansowana postawa zniechęca do posiadania dzieci jako elementu ograniczającego możliwości samorealizacji, budowania kariery, etc.

                        I ponownie - nie chodzi mi o to, że "kobieta do garów i podziwiać mi tu pana i władcę", lecz sądzę, że warto zdać sobie sprawę, że owo "wyzwolenie kobiet" (to obecne, nie z feminizmu pierwszej fali) też ma pewien ukryty "koszt" - no pięknie wpisuje się w postawę indywidualnej konsumpcji jako wyznacznika szczęścia.

                        No i ciągle się nie dowiedziałem co jest złego w rodzeniu dzieci...
                        • Gość: snowshoe Re: jednego zrozumiec nie moge IP: 109.232.25.* 29.05.12, 21:47
                          To, co jest złego czy dobrego nie dowiesz się. Ponieważ dla jednych coś jest dobre, a dla innych złe. Po prostu to tylko opinia. Jedna z wielu.

                          Możesz zapytać, co powstrzymuje kobietę przed rodzeniem dzieci. Jedną i drugą i trzecią. Każda coś odpowie. Możesz te powody uznawać za zasadne, albo nie. I znowu - będzie to tylko opinia. Jedna z wielu.

                          I ciśnie mi się na usta powiedzenie, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Mężczyźni dzieci póki co nie mogą rodzić, w związku z tym mogą bezpiecznie sobie gdybać. Samo rodzenie jednakowoż to dopiero początek bajki. Obowiązki kobiety przy dziecku są inne niż mężczyzny, inne sa też jej predyspozycje i koszty. Po prostu to jest nieporównywalne. Askoro tak, to trzeba zostawić do indywidualnej oceny samych zainteresowanych, a nie ze swojej wysokości oznajmiać światu poprawną scieżkę. I przepraszam, chciałyś się znaleźć na miejscu muzłumańskiej kobiety??? Taki ona ma raj na ziemi???
                          • nikodem_73 Re: jednego zrozumiec nie moge 29.05.12, 23:49
                            Wszystko się zgadza, tylko nie wiem co w Twoim wywodzie robią muzułmańskie kobiety.

                            Tak na marginesie - niemała część z nich czuje się z tym co mają dobrze (tak, też byłem w szoku). Tak się składa, że troszkę jeżdżę służbowo po świecie i w sumie to tak ze 3 lata przeżyłem w krajach islamskich (o różnym stopni "zrycia bereta" - od Turcji do Arabii Saudyjskiej) i rozmawiałem z paroma kobietami-żonami współpracowników (od braku chusty na głowie po pełen strój "model ninja").

                            Pewnie - nie mogę być pewnym, że były ze mną szczere - tym nie mniej wszystkie one były raczej przerażone myślą o tym, że MUSIAŁYBY (bo tam możliwość pracy jest często postrzegana jako PRZYMUS pracy) pracować. Inna kultura. Ciężko porównywać.

                            A chciałbym się dowiedzieć co jest złego w rodzeniu dzieci bez uciekania się w egoizm, gdyż to co jest dobre łatwo da się uzasadnić czysto altruistycznie - "jest to potrzebne do przetrwania gatunku". Równie prostego i eleganckiego wyjaśnienia dla opcji przeciwnej nie znam. A chciałbym je poznać.
                • Gość: buahaha Re: jednego zrozumiec nie moge IP: *.adsl.inetia.pl 28.05.12, 20:03
                  Co znaczy "wyzwolone"? Chyba każdemu człowiekowi przysługuje wolność i możliwość decydowania o sobie. Chyba coś ci się pomyliło i uważasz, że tylko mężczyźni mają prawo do wolności a kobiety nie? Bo wyzwolone to te gorsze, które śmią być równe tobie, co?
                  Co jest złego w rodzeniu dzieci? Złe jest to, że jest to pasożytnictwo mężczyzn na kobietach. Jedynym uczciwym podejściem była izogamia - potem wszystko toczyło się już w kierunku coraz większego pasożytnictwa. Fajnie jest mieć niewolnika, prawda? Każdemu by się świetnie żyło gdyby miał darmowych wyrobników, bez żadnych żądań w zamian. Skoro nie potrafisz spojrzeć na to logicznie to wypiszę ci jak małemu dziecku - jest różny bilans zysków i strat dla mężczyzny i dla kobiety w związku z rozrodem. Od samego początku kobieta inwestuje w rozmnażanie nieporównywalnie dużo więcej: samiec jak wirus daje tylko DNA, a cytoplazmę z całą maszynerią energetyczną i białkami zapewnia kobieta. Tak samo środowisko rozwoju w macicy zarodka, który zachowuje się jak pasożyt - bo wszystkie składniki czerpie z krwi matki i upośledza jej organizm na czas ciąży (ciąża to niby nie choroba, ale upośledza np. zdolności motoryczne kobiety jako osobnika, dokonuje też przestawienia hormonalnego, co nie jest korzystne jak żadne skrajne skoki czegokolwiek, które zaburzają homeostazę). Poród też nie jest przyjemny delikatnie mówiąc, podobnie jak okresy comiesięczne przez 40 lat po to by mieć kilkoro dzieci (policz sobie 40 lat razy 12 - ile to bólu większego lub mniejszego i ile krwi). Co daje z drugiej strony mężczyzna? Spuszcza się i ma z tego przyjemność - to jest ten "równy inaczej' wkład w rozmnażanie płciowe. A teraz sprawdzę czy jesteś spostrzegawczy - widzisz różnicę i dysproporcje we wkładzie w przekazanie połowy swojego materiału genetycznego kolejnemu pokoleniu? I co uważasz, że to fajne i sprawiedliwe? Powiesz, że taka jest natura - dobra natura naturą, ale skoro będziemy się powoływać tylko na nią to równie dobrze wróćmy do jaskiń albo zdychajmy na proste choroby, bo to też natura a jak się bierze to z całością a nie wybiórczo. Albo traktujesz człowieka jako jednostkę, która może o sobie decydować (kobiety też) i tworzy cywilizację z jej całokształtem, albo wyrzuć komputer i żyj jak małpa - wtedy możesz poszukać innej małpy i żyć tylko po to by się rozmnażać i wtedy nie będzie nic złego w rozmnażaniu, bo natura sama pozabija wasze nadmiarowe dzieci, dla których nie będzie zasobów.
                  • nikodem_73 Re: jednego zrozumiec nie moge 28.05.12, 20:24
                    "Co znaczy "wyzwolone"? "

                    No np. takie, które wpychają mi pod palce coś czego nigdy nie napisałem. A tym się różnią od wyzwolonych, że domagają się większych praw niż inni z okazji braku penisa. Do tego, chyba dla żartu, nazywają to "sprawiedliwością".

                    "Złe jest to, że jest to pasożytnictwo mężczyzn na kobietach. (...) Powiesz, że taka jest natura"

                    DOKŁADNIE TAK POWIEM. I niestety - dopóki nie wdrożysz do produkcji tanich sztucznych macic nic nie ulegnie zmianie choćbyś nie wiem jak się nadymała.

                    A mężczyźni to owszem - pasożytowaliBY na kobietach, gdyby te rodziły wyłącznie chłopców. Lecz niestety, o ile mi wiadomo, to szanse na urodzenie chłopca oscylują w okolicach 50%

                    Zaś tak ogólnie - traktuję każdą jednostkę jak człowieka. W dodatku RÓWNEGO SOBIE. Szok?

                    O ile pamięć mnie nie myli prosiłem o argumenty nie będące czystym egoizmem... Ups... Nie mam się do czego odnieść.

                    Na koniec tylko dodam - w przeciwieństwie do Ciebie, nie odczuwam nienawiści do przedstawicieli odmiennej płci.

                    Zdrowia życzę.
                    • Gość: buahaha Re: jednego zrozumiec nie moge IP: *.adsl.inetia.pl 28.05.12, 21:14
                      Kto się domaga większych praw? O czym ty w ogóle mówisz?
                      Pasożytnictwo to by było gdyby rodzili się tylko chłopcy? Buahaha to córka nie ma połowy twojego genomu i to niewielkim twoim wysiłkiem? Ty po prostu nie rozumiesz o czym mówisz i nie rozumiesz co czytasz.
                      I od kiedy to żądanie równego wkładu we wspólny interes jest egoizmem? Teraz to już zacząłeś być śmieszny i jeszcze to stwierdzenie, że każdego traktujesz równo - tylko tak ci się wydaje bo wszystko świadczy, że jest odwrotnie.
                      • nikodem_73 Re: jednego zrozumiec nie moge 28.05.12, 22:27
                        > Kto się domaga większych praw? O czym ty w ogóle mówisz?

                        Nie o czym, lecz o kim. O takich jak Ty, które uważają, że z racji rodzenia dzieci należą się ekstrauprawnienia.

                        > Buahaha to córka nie ma połowy twojego genomu i to niewielkim twoim wysiłkiem?

                        Ma. Lecz druga połowa genomu tak jakby troszkę nie jest moja.

                        I przykro mi bardzo jeżeli nie rozumiesz, że "równo" oznacza "w taki sam sposób bez względu na cechy".
                        • Gość: buahaha Re: jednego zrozumiec nie moge IP: *.adsl.inetia.pl 28.05.12, 23:41
                          Jakie ekstrauprawnienia? Napisałam coś takiego?
                          Napisałam, że jesteście pasożytami w rozmnażaniu a ty nawet tego nie zauważasz i chciałeś twierdzić, że syn to było by pasożytnictwo a córki nie i że tylko połowa genomu jest twoja to juz nie jest pasożytnictwo pomimo, że jedna strona daje malutko a druga całą ogromną resztę. Nie dostrzegasz dysproporcji i nie nadajesz się kompletnie na wspólnika do czegokolwiek.
                          • nikodem_73 Re: jednego zrozumiec nie moge 29.05.12, 00:35
                            Powiadasz.

                            Dobrze - lećmy ekonomią.

                            Masz zajeogromne połacie ziemi. No kurcze po horyzont w każdą stronę i jeszcze kawałek.

                            Ja mam tylko takie małe ziarenka, co to się zmieściły wszystkie w kilku workach.

                            Proponuję deal - możemy je zasiać, a tym co wyrośnie dzielimy się po połowie.

                            Naturalnie możesz się nie zgodzić, tyle tylko, że w takim wypadku będziesz mieć zero. Null. Nada. Nill.

                            Uważasz, że na Tobie żeruję? No to spadówa - miej to swoje wielkie NIC. Życzę szczęścia i powodzenia. Widzisz - ja też jestem wolnym człowiekiem i też mogę podejmować wolne decyzje - takie, które uważam, że są dla mnie najkorzystniejsze.

                            Racz ogarnąć, że póki co to kobiety nie robią mężczyznom żadnej łaski z okazji dzieci. To leży w obopólnym interesie. No choćbyś i pękła to sama nie zmontujesz sobie dziecka, bo ci cholerni etycy nie pozwalają na klonowanie ludzi. No takie zacofańce jedne.

                            I tak - sądzę, że żądasz ekstrauprawnień, bo uważasz się za lepszą od mężczyzn (świadczą o tym komentarze). I w związku z tym domagasz się "sprawiedliwego" prawa. Takiego, które uwzględnia fakt, że kobieta rodzi. Nie mam racji?

                            Widzisz - ja Ci nie zabraniem tkwić w tej Twojej chorej androfobii. W końcu co mnie obchodzi Twój los? Mogę jedynie wyrazić żal dla Twej osoby - taka walka z rzeczywistością musi być ogromnie frustrująca. Po komentarzach zresztą to widać.
                • pinup Re: jednego zrozumiec nie moge 29.05.12, 12:05
                  to, ze posiadanie dziecka wiaze sie z konsekwencjami, ktore nie kazdy potrafi poniesc. jakos faceci czesto zapominaja o tym askpekcie rodzenia.

                  nikodem_73 napisał:

                  > A mnie, dla odmiany, rozśmieszają "wyzwolone", które nie potrafią odpowiedzieć
                  > na proste, jasno sformułowane pytanie.
                  >
                  > Pytanie brzmiało "co złego jest w rodzeniu dzieci?" i przyznam się, że t
                  > eż chętnie dowiedziałbym się co jest w tym złego. Bo instynkt zachowania gatunk
                  > u podpowiada mi, że jest to coś niezbędnego do... zachowania gatunku. No, ale j
                  > estem najwyraźniej tylko chłopkiem-roztropkiem, co to niczego nie rozumie.
                  >
                  > Tym nie mniej jestem przekonany, że tak doskonała istota jak buahaha wyłuszczy
                  > mi argumenty, nie będące skondensowanym egoizmem, że rodzenie dzieci jest złem
                  > w czystej postaci.
                  >
                  • nikodem_73 Re: jednego zrozumiec nie moge 29.05.12, 23:51
                    Acha. A jest jakiś test na to że potrafi się ponieść konsekwencje rodzicielstwa?

                    Czy może jednak trzeba ten test rozwiązać doświadczalnie?

                    Bo jeżeli to drugie to przykro mi bardzo, ale nie jest to argument za tym, że rodzenie dzieci jest złe.
              • Gość: . Re: jednego zrozumiec nie moge IP: *.toya.net.pl 28.05.12, 08:38
                Gość portalu: buahaha napisał(a):

                > To ródź!!! Nie potrafisz?

                nie potrafię, gdybym był kobieta to pewnie bym potrafił. Takie jest zadanie kobiet i nic na to nie poradzisz.
                • Gość: doliwao Re: jednego zrozumiec nie moge IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.05.12, 10:30
                  "nie potrafię, gdybym był kobieta to pewnie bym potrafił. Takie jest zadanie kobiet i nic na to nie poradzisz."

                  "Zadanie"- to mają dzieci w podstawówce!
                  A co to kobieta to niewolnica, a małżeństwo to kalkuta czy związek partnerski to nie epoka kamienia łupanego małomiasteczkowy bufonie!
                  • Gość: Manic_Miner Re: jednego zrozumiec nie moge IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.05.12, 12:37
                    Zauważyłem, że te "wyzwolone" na żadne pytanie nie potrafią odpowiedzieć bez obrażania negatywnych emocji i nerwów. Widać brak jakiegoś hormonu powoduje taką nienawiść.
                    Dobrze, że większość kobiet jakie znam raczej gardzi takim poglądom.
                    • Gość: buahaha Re: jednego zrozumiec nie moge IP: *.adsl.inetia.pl 28.05.12, 20:15
                      Źle rozumujesz - nikt normalny nie lubi być sprowadzany do roli przedmiotu a te "wyzwolone" zwyczajnie więcej widzą i wiedzą, że chcecie łatwo i przyjemnie sobie żyć ich kosztem a to budzi agresję. Dziwisz się? Ciekawe jak ty byś pluł jadem jak by ci ktoś odebrał wolność. Widać tu świetnie, że wy mężczyźni na prawdę macie w większości przypadków kłopoty emocjonalne i nie potraficie zrozumieć drugiej strony bo powołujecie się, że nie jesteście kobietami i jeszcze wszyscy wam mówią, że to nic bo kobiety nie da się zrozumieć i tym bardziej jeszcze spłycają waszą jakąkolwiek empatię, więc już nawet przestajecie się starać zrozumieć. No i co wy macie do zaoferowania na tym poziomie emocjonalnym na którym jesteście? Bo zupełnie nic nie przychodzi mi do głowy. Jaki macie inne walory poza pieniędzmi?
                  • Gość: Wolny , ale nie da Obserwacje z rynku singli IP: *.gdynia.mm.pl 28.05.12, 12:56
                    Mam 34 lata ,jestem wolnym facetem , wyksztalconym , mam fajny samochod , przyzwoite mieszkanie i wlasny biznes ( juz na sprzedaz hehe ) . Do polski wrocilem po wielu latach za granica jakies 9 miesiecy temu .
                    Nawet nie przeczytalem tego artykulu - sam tytul wywolal usmiech na mojej twarzy . Polka - kasa - rozwod - spa - drogie prezenty - etc. Mam rozeznanie w tej grupie w kilku europejskich krajach i kilka ciekawych spostrzezen . Od dawna nie umawialem sie z polkami , bo nie chcialem , polki za granica to dosc ciekawy gatunek . Jeszcze przed powrotem do polski , wszedlem na jakies badoo , ot tak , zeby sie nie nudzic po przyjezdzie . Pierwsze wrazenia byly takie sobie , ale to byl tylko wstep do calego splotu smiesznych sytuacji . Polki sa wyjatkowo rozwydrzone i bezczelne . Nawet te srednie maja niebotyczne wymagania i w zasadzie nie daja nic w zamian . Desperacja - ale nie taka , ze samotnosc itd . Desperacja z domieszka pazernosci . Kilka razy spotkalem sie z pytaniami , czy pojedziemy do spa . Na pierwszej randce . Norma sa pytania o prace dla czlonkow rodziny . Sugestie odnosnie luksusowych przedmiotow . W ciagu pierwszych 10 minut pada pytanie o samochod . Wszystko to takie badanie , jak zasobny portfel ma samiec . Pushing Your luck , jak mowia brytyjczycy . To sa randki z roznych miejsc , sklepow . W przypadku randek z internetu juz dawno nie bylo pierwszej randki , juz nawet tam nie wchodze .... Dzungla !!! Nie umawiam sie tez ze znajomymi znajomych i zakazalem swatania - po co mam stracic znajomych ?
                    Moim punktem odniesienia sa kobiety z innych krajow . Tak , tak - brzydkie holenderki , angielki , hiszpanki , tajki i inne . Jakos nigdy nie spotkalem sie z takimi zachowaniami u nich . Nawet jak panna nie miala nic , albo gdy sam bylem golodupcem . Tam bylo badanie jak bardzo PASUJEMY do siebie . Jest mozliwa pierwsza randka na plazy , bez drogich lokali . Bez pytan o kase . SPA ? Jak juz sie zblizylismy . Wakacje ? Jasne , ale nawet jak panna za duzo nie zarabiala to wrecz obrazala sie , jak nie chcialem , aby placila . One szukaja kogos do wspolnego zycia , nie kogos do placenia za zycie . Ponoc angielki sa brzydkie , holenderki tez . Drogie panie - nie umywacie sie do nich . To ( przynajmniej w wiekszosci ) dobre , szczere dziewczyny , ktore nie maja fochow o byle pierdoly , chociaz nierzadko doswiadczone przez zycie . Tak , sa ladne wystarczy pozbyc sie uprzedzen . I nie zachowuja sie jak damulki . Oczywiscie zaraz ktos powie , ze to podejrzane , ze singiel i po 30stce . Nigdy mi sie nie palilo a najlepsze zawsze zostawiam na potem ... Rok temu doszedlem do wniosku , ze jednak moze znajde zone i zaloze rodzine . Nie wykonalne w polsce - tutaj zony nie znajde . Tutaj znajde kogos do utrzymywania . WIec znowu sie wynosze . To smutne , ze zapomnialyscie o wartosciach innych niz te na banknotach . I do tego obnosicie sie tym ...
                    • walkaklas Re: Obserwacje z rynku singli 28.05.12, 14:08
                      100% racji, Polki w większości nie nadają się na żony
                    • Gość: eew fakt holenderki są fajne, zawsze uśmiechnięte IP: *.cm-7-4c.dynamic.ziggo.nl 28.05.12, 14:15
                      życzliwe , a dzięki tym swoim rowerkom szczuplutkie :) Tutaj duża część par z dziećmi nawet nie ma ślubu żadnego za sobą , ot tak żyją sobie wspólnie bo od siebie pasują.
                    • jakpieknyjestswiat Re: Obserwacje z rynku singli 28.05.12, 14:30
                      Ocknij się z tego dobrobytu.
                      Gdzie Ty szukasz?

                      Ciekawe swoja drogą, co sam masz do zaoferowania(poza kasą)?
                      • Gość: Wolny , ale nie da Tam wszystko jest napisane IP: *.gdynia.mm.pl 28.05.12, 15:20
                        widocznie zauwazylas tylko kase ...
                    • Gość: buahaha Re: Obserwacje z rynku singli IP: *.adsl.inetia.pl 28.05.12, 20:40
                      Ale to ty jesteś tu materialistą. Zobacz - zacząłeś od wypisywania co masz. Po co? Komu tu chcesz zaimponować? Ja wolę biedaka ale na odpowiadającym mi poziomie umysłowym i emocjonalnym a tu wszędzie biedaków w brud, tylko, że bieda to ich jedyna cecha, która dodatkowo pociąga za sobą pijaństwo albo prymitywizm. Na bogatych nie zwracam wcale uwagi, bo przeważnie mają zepsuty charakter przez pieniądze, a biedni rzadko mają jakiekolwiek plany na siebie oprócz zarobienia mnóstwa kasy i imponowania laskom. Nie ma zwyczajnie kogo z was wybierać. Jestem już całkowicie zniechęcona do was i tyle. Zrobiliście się już gorsi niż baby - wiecznie narzekacie na wszystko i jakie te kobiety złe. To bądźcie sami, ja jestem za, tylko to działa w obie strony - nie chciejcie niczego od kobiet. Proste? Ale nie bo was przypili to chcecie sobie pobzykać, albo żeby któraś wam śniadanko zrobiła. Jak samowystarczalność to pełną gębą a nie brak konsekwencji jak u bab.
                      • Gość: Wolny , ale nie da Re: Obserwacje z rynku singli IP: *.gdynia.mm.pl 30.05.12, 13:00
                        Samochod i mieszkanie to raczej standart a nie bogactwo . Chyba , ze szukasz w dolach spolecznych . Ja zrobilem dokladnie tak jak mowisz : dalem sobie spokoj . Zone znajde za granica . Po co mam sobie robic na zlosc i uzerac sie z jakas ksiezniczka ?
                • Gość: buahaha Re: jednego zrozumiec nie moge IP: *.adsl.inetia.pl 28.05.12, 19:23
                  To odpowiedz sobie - tylko szczerze (ale pewnie tego nie potrafisz), czy chciał byś być kobietą i czy chciał byś być traktowany jak inkubator, bo to twoja rola i czy chciał byś jeszcze znosić jakiegoś samca w domu, który by ci rozkazywał? Tylko nie pisz, że to co innego, bo wtedy byś myślał inaczej - bo to bzdura, podstawowe potrzeby są takie same dla kobiet i mężczyzn a tylko te związane z czystą biologią różnią się nieco wykonaniem. Rola bankomatu pewnie ci nie odpowiada, bo was nie można traktować instrumentalnie, bo wtedy kobieta to materialistka, ale już wy chętnie sprowadzacie kobiety do funkcji jaką mają dla was spełniać.
            • htoft Re: jednego zrozumiec nie moge 28.05.12, 09:06
              Gość portalu: xxx napisał(a):
              > co takiego zlego jest w rodzeniu dzieci?
              Na ziemi jest już ponad 7mld ludzi i ta liczba rośnie wykładniczo. Mało?
        • Gość: buahaha Moja opinia spodoba się jeszcze mniej IP: *.adsl.inetia.pl 28.05.12, 00:48
          A kogo to obchodzi, że jest mały przyrost naturalny, szukacie łosia do rodzenia waszych dzieci? Przyjdą ciapate to będą pracować na waszą emeryturkę, tylko strach obleciał, że wprowadzą swoje porządki, do których będziecie się musieli dostosować, co? To problem facetów, że nie stwarzają warunków żonie a nie potrafią sobie sami dziecka urodzić i wychować i tylko liczą na pasożytowanie na kobiecie w tym względzie. Robicie jakąś łaskę poprzez ślub, czy co? Czytam te wypowiedzi rozwodników i widzę, że to słabe osobniki, które nie dały sobie rady i teraz próbują się puszyć, że to wina żon, bo to złe kobiety a oni to wspaniałe samce. Skoro tak źle w małżeństwie to po co się żenili? Trafiła się żona materialistka? A jaka się miała trafić jak wy nie macie nic do zaoferowania. Przy takich jak wy altruistka była by zwykłą idio.ką i oznaczało by to że przekaże głupotę dzieciom. Prawda jest taka, że jesteście całkowicie zbędni kobietom - nawet do rozmnażania jesteście potrzebni przez 10 sekund, a potem możecie zniknąć, bo nie jesteście żadnym partnerem dla kobiety, szczególnie emocjonalnie - tu jesteście najbardziej upośledzeni i sami zdajecie sobie z tego sprawę próbując zatuszować ten fakt pieniędzmi. Tylko pieniądze was ratowały, ale odkąd baby same zarabiają to nie jesteście do niczego potrzebni. Im dłużej się nad tym zastanawiam, to dochodzę do wniosku, że wy na prawdę do niczego się nie nadajecie w przyrodzie - samice są potrzebne gatunkowi do przetrwania i są niezbędne dla rozwoju kolejnego pokolenia u większości gatunków a samce to taki dodatek na czas rui, stworzony tylko po to by mogli ze sobą walczyć, aby przekazać jak najlepsze geny a słabeusze mają wyginąć bezpotomnie. Jeżeli popatrzymy od strony gatunku to elementem ograniczającym rozwojowość populacji jest samica a nie samiec i ona jest bardziej cenna jeżeli już musimy porównywać. Nie piszę tego po to żeby wam ubliżać dla zasady - tylko dlatego że mam dość pretensji zawsze i o wszystko do kobiet - nie zarabia to znaczy jest leniwa - zarabia? - to tylko w jakiejś śmiesznej pracy za 1000 zł, żeby dała radę obrobić dom, chce zarabiać więcej - znaczy robi karierę zamiast rodzić dzieci. Zawsze źle, a wy zawsze pokrzywdzeni z pretensjami. Oczywiście najlepsza jest opcja środkowa - niech zarabia te śmieszne 1000zł - 1500zł i zajmuje się domem, bo wtedy i tak jest uwiązana - bo za taką kasę to sama nie wyżyje i łatwo od was nie ucieknie a jednocześnie koszty jej utrzymania się zwracają i dodatkowo macie gosposię, niańkę i ku.wę jednocześnie za friko. Teraz już takie numery nie przejdą - kiedyś zabranialiście kobietom dostępu do edukacji, to nie miały wyboru, a teraz mają i to was najbardziej boli. Może to brzmi jak jakiś manifest feministyczny, ale tak nie jest do końca bo znam grzechy samic, ale w porównaniu z waszymi to nic. Ten przydługi komentarz to jest mój punkt widzenia z drugiej strony, której wy samce nie widzicie, bo nie potraficie zrozumieć czegoś czego nie doświadczacie na sobie a bycia kobietą nie doświadczacie, więc widzicie tylko swój czubek czegoś tam i nie koniecznie nosa. Nie macie też żadnych głębszych refleksji na temat widzenia sprawy z drugiej strony, bo to nie jest dla was przydatne, więc po co tracić czas, jak można kogoś zwyczajnie zjechać i wyzwać od feministek nie zastanawiając się i forsować siłą swoje zdanie.
          • Gość: gienio Re: Moja opinia spodoba się jeszcze mniej IP: 193.200.51.* 28.05.12, 06:35
            no
          • Gość: Bart Re: Moja opinia spodoba się jeszcze mniej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.12, 08:30
            Co ty pierdzielisz, w realu 90% krytycznych uwag pod adresem kobiet pada z ust innych kobiet.
          • brainbox Re: Moja opinia spodoba się jeszcze mniej 28.05.12, 09:34
            Na pewno masz rację w wielu punktach, ale że zbliżenia fizyczne w relacjach emocjonalnie związanych i kochających się małżonków (czy też inaczej z sobą związanych dwojga osób) to kurestwo....hmmmmm, o tym nie wiedziałem.......
            br.
            • Gość: buahaha Re: Moja opinia spodoba się jeszcze mniej IP: *.adsl.inetia.pl 28.05.12, 21:26
              Błędnie zakładasz, że mężczyźni są emocjonalnie związani i kochający - większość ma żonę z wygody i przyzwyczajenia i chcą mieć ją na własność też seksualnie i normalnie chodzili by na dziwki, bo taniej, ale jednak wygodniej im mieć robota wielofunkcyjnego, bo dziwka nie urodzi im i nie wychowa wartościowych następców noszących ich nazwisko a to też jest dużo warte i świadomość, że raczej nie złapią syfa od żony. Gdyby nie to, to woleli by gosposię i dziwkę zatrudnić i nie mieli by z tym problemu. Poza nielicznymi to bardzo proste stworzenia.
              • czarnyhs Re: Moja opinia spodoba się jeszcze mniej 28.05.12, 21:38
                Gość portalu: buahaha napisał(a):

                >. Poza nielicznymi to bardzo proste stworzenia.

                zmień lekarza.....
          • oktawianc Re: Moja opinia spodoba się jeszcze mniej 28.05.12, 09:38
            Podoba Ci się to czy nie, jesteśmy gatunkiem dwupłciowym i cały ten wykład psu na budę się zda...
            Jakaś krzywda musiał Ci się stać chyba, skoro tak jadem plujesz.
            Jesteśmy całkowicie zbędni kobietom? Ciekawostka. Dlatego zapewne większość kobiet szuka partnera.
            Jesteśmy upośledzeni emocjonalnie? To już szowinizmem trąci. Jesteśmy trochę inni od Was. To wszystko. Czyżbyś akceptowała tylko własny model emocjonalności?
            Sprowadzasz skomplikowaną sferę emocji i płciowości do pieniędzy. Jak mają je faceci - są potrzebni. Jak mają je kobiety - mężczyźni niech wyginą.
            Ależ krwiożerczy element z Ciebie ;)
            • Gość: buahaha Re: Moja opinia spodoba się jeszcze mniej IP: *.adsl.inetia.pl 28.05.12, 21:57
              Niestety jesteśmy gatunkiem dwupłciowym, ale niestety dla ciebie kobiety mają coraz więcej rozumu. Szkodliwe to może jest dla populacji bo się nie mnożą dobrze przystosowane osobniki, tylko biedota z trzeciego świata, ale kto powiedział, że tylko jedna strona ma się poświęcać dla ogółu?
              Większość kobiet szuka partnera - bo są albo nieporadne albo mają silny instynkt stadny.
              Większość z was jest upośledzona emocjonalnie. Nazywaj sobie tą inność jak chcesz, ale nie zaprzeczysz, że najwięcej psychopatii jest wśród mężczyzn. Kobiety bywają rozchwiane emocjonalnie, mężczyźni mają obniżoną emocjonalność. Przede wszystkim macie zaniżoną empatię do minimum dla jednostki ludzkiej.
              Nie sprowadzam sfery emocji i płciowości do pieniędzy tylko do tego że nie można brać więcej niż się daje, a co takiego daje mężczyzna? Jeszcze nigdy nikt mi nie odpowiedział na to pytanie do czego przydał by mi się mąż, i z czym bym sobie bez niego nie poradziła? O to chodzi, że nie ma takiej rzeczy i rozumując czysto logicznie to nie ma powodów, żeby kobiety musiały znosić wasze towarzystwo kiedy nic od siebie nie dajecie.
              • czarnyhs Re: Moja opinia spodoba się jeszcze mniej 28.05.12, 22:00
                naprawdę zmień lekarza.....
                • Gość: buahaha Re: Moja opinia spodoba się jeszcze mniej IP: *.adsl.inetia.pl 28.05.12, 23:33
                  Najpierw ty spójrz w lustro i oceń siebie obiektywnie. Ale co ja piszę to jakby ślepemu od urodzenia kazać ocenić swój wygląd.
          • Gość: zx Re: Moja opinia spodoba się jeszcze mniej IP: 89.174.250.* 28.05.12, 09:58
            samolubnym głupim egoistycznym sukom mówimy stanowcze NIE
            • Gość: doliwao Re: Moja opinia spodoba się jeszcze mniej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.05.12, 10:44
              "samolubnym głupim egoistycznym sukom mówimy stanowcze NIE"


              "tępym, wrednym, chamskim, nieokrzesanym, ch..om po stokroć NIE"!!!
          • Gość: doliwao Re: Moja opinia spodoba się jeszcze mniej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.05.12, 10:39
            Masz rację i zgadzam się z Tobą w zupełności!
            Ale mało który z tych niedowartościowanych ogrów zwanych mężczyznami to zrozumie;(
            Strasznie smutne to pociesza mnie fakt że mozna trafić na prawdziwego mężczyznę dla którego kobieta to partnerka, a małżeństwo to związek oparty na wzajemnej pomocy, szacunku i kompromisie.
            A nie tylko samolubnym i egiostycznym wykorzystywaniu i wysysaniu z kobiety wszystkich sił.
            • Gość: twoj Pan Re: Moja opinia spodoba się jeszcze mniej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.05.12, 10:49

              jesteś bezczelna.zwracasz komuś uwagę że jest wulgarny a sama nazywasz facetów ogrami
          • Gość: MK Re: Moja opinia spodoba się jeszcze mniej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.12, 12:52
            Czemu ma się nie podobać?
            Sama tak myślę, jak patrzę na wałkonia spiącego na kanapie, przykrytego gazetą.....
          • Gość: Wolny , ale nie da Piekny foch IP: *.gdynia.mm.pl 28.05.12, 13:08
            Wlasnie takie fochy bawia mnie najbardziej . Wlasnie dlatego uwazam Polki za bezuzyteczne .
          • Gość: barabara Najpłytszy wowód jaki czytałem IP: *.adsl.inetia.pl 28.05.12, 14:01
            Przeczytaj to jeszcze raz na spokojnie, wydrukuj i zaznacz markerem to, co jest, delikatnie mówiąc, niemądre. Jeśli wybierzesz kolor żółty to będzie raziło w oczy.
        • Gość: jj Re: Opinia która przeczytacie nie spodoba Wam się IP: *.ip.netia.com.pl 28.05.12, 08:18
          Nie przepadam za feminizmem, ale to, co mówisz o "mnożeniu się" muzułmanów na potęgę, jest mitem: www.ted.com/talks/hans_rosling_religions_and_babies.html
      • Gość: emiracyjny Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: *.pools.arcor-ip.net 27.05.12, 18:01
        W Polsce kobiety nie maja zielonego pojecia jak wiele warta jest ich praca w domu. Mezczyznom czesto sie wydaje, ze "siedzi w domu i nic nie robi", tyle ze sami sobie nie zrobia zakupow, ba nie pojada po nie, nie posprzataja nie wstawia prania i go nie posegreguja, nie wywiesza i nie zbiora, nie uprasuja... a co odplamienia... coz, tez to samo?
        Porzadki? A coz to takiego zmyc te pare talerzy i sztucow, zmywarka sama sie zaladuje i wlaczy, sama sie rozladuje a naczynia same pofruna do szafek, a jesli nie zmywarka, to reczne mycie tez samo sie zrobi. Kanapki do szkoly i do pracy same sie zrobia, to samo sniadanie, obiad, kolacja. Maz albo dzieci mieli rozwolnienie?- muszla sama sie wyczsci. Maz popil i zywmiotowal obok toalety?-samo sie posprzata. Emerytury tez nie musze zonie oplacac, bo niby czemu, skoro siedzi w domu i wydaje na kosmetyki albo ciuchy, albo co gorsze..... je to co kupila i przytaszczyla i przygotowala za MOJE pieniedze. Skladki na ZUS? jakie kurcze skladki, przeciez ona nie pracuje, niech siedzi na moimi nie pyskuje. Dlaczego mam sie z nia dzielic jak nam cos nie wyjdzie?....

        Durne myslenie tradycyjnego meza polskiego.
        Panie mezu polski, zrob polowe a ona pojdzie do pracy, moze byc?- tylko nie kaz jej wydawac na dom tego co zarbi, zebys ty mogl sobie odlozyc, jak po pol, to po pol.

        Panie mezu polski, chcesz zeby wychowywala i rodzila Ci dzieci? no ok :) Oboje tego chcecie, tylko nie mow jej pozniej ze sie zaniedbala albo przytyla, bo to nie TY nociles i nie TY rodziles, a jak Ci niepasuje to kup jej ciuchy, oplac treningi albo liposukcje i bedzie kwita.

        Panie mezu polski, czy wiesz ile za godzine kosztuje w karaju UE sprzataczka, gospodyni domowa, czy opiekunka do dzieci lub Twojej schorowanej mamy? - 10 Euro netto, zaplac wiec polskiej zonie :) I bedziecie kwita

        moze wtedy bedziesz mial racje nie chcac dzielic sie majatkiem przy rozwodzie.

        emigracyjny.blogspot.de/
        • Gość: Zuza Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: *.ssp.dialog.net.pl 27.05.12, 20:38
          Wybacz ale mimo bycia kobietą nie zgodzę się. Uważam że praca w domu jest lekka, łatwa i przyjemna w porównaniu o rozkręcania firmy, użerania się z pracownikami, klientami, dostawcami i wszelkiej maści urzędami.
          A co o cen za 1 godzinę pracy pani do pomocy w UE to co ma piernik o wiatraka? U nas nikt nie zarabia co na podobnym stanowisku w UE wiec czemu taki przelicznik?
          Żona to taki niestety wspólnik w interesach męża najczęściej, że chce partycypować jedynie w zyskach - nigdy w stratach.
          A z moich obserwacji wynika, że najczęściej paniom jest wygodniej siedzieć w domu i nie pracować, bo świetnie wiedzą że to mniej stresujące
          • Gość: emigracyjny Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: *.pools.arcor-ip.net 27.05.12, 23:55
            Pani Zuzo, dla Pani ta praca jest byc moze latwa, lekka i przyjemna, ja jej nie lubie. Czy to znaczy ze mam sie godzic na jej wykonywanie extra, poza moimi godzinami pracy, calowicie za free, w ramach promocji zwanej malzenstwem? Nie sadze.
            Polo nie maja swiadomosci wartosci ani swojej ani swojej pracy a co gorsze, chetnie daja sie sprowadzac do postaci obiektow seksualnych, pozniej zon i matek a w koncu jak ich panu i wladcy sienie powiedzie-osob utrzymujacych rodzine. Niech mi Pami nie wmawia, ze po pracy kocha Pani zapitalac po calym domu i sprzatac brudne skarpety meza zucone pod lozko (zara pewnie uslysze ze swiety maz tak nie robi, ale coz... w Polsce zadko ktora kochajaca zona sie do tego przyzna), niech mi Pani nie mowi, ze w razie, gdyby Pani szanowny malzonek wzial soie pewnego dnia mlodsza kobiete, zrobil jej dzieciaka i oswiadczyl ze sie wynosi byla by Pani nadal taka wyrozumiala? Nie pisze tego na podstawie swoich dostawidczen, bo takowych nie posiadam, za to pozwalam sobie na podobne komentarze w zwiazku z obseracjami naszych bylych znajomych, ktorzy mieszkaja w Polsce.
            Nie podoba mi sie brak swiadomosci tych kobiet co do ICH wartosci i wartosci ich pracy (powtarzam sie, ale zdania nie zmienie), nie podoba mi sie patryjalchalny bunt wobec oczywistych strat finansowych ponoszonych przez kobiety w razie rozwodu w Polsce.
            I tak, NIE czuje sie obywatelka Polski, jestem czlonkiem UE i zakladam ze ceny obowiazujace w UE powinny dotyczyc Polski, ktora w UE takze jest, i ktorej ceny na ciuchy, pieluchy, jedzenie itp itd sa takie same jak w calej UE.


            emigracyjny.blogspot.de/
          • Gość: gość Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 28.05.12, 13:07
            Niestety się nie zgodzę. Żona, podobnie jak mąż, jest w małżeństwie, w rodzinie. To znaczy, że wszystkie okoliczności związane z rozkręcaniem firmy spadają na oboje. Dodatkowo bardzo często mąż, na którego jest zarejestrowana firma, korzysta z darmowej, bo brak odpowiedniej rejestracji w ZUS, pomocy żony w firmie. Nie widzi przy tym nic w tym nagannego, stara się utrzymać ten stan po cichu i jak najdłużej.

            Znam konkretny przypadek, kiedy to właśnie żona przez wiele lat załatwiała kontrakty firmowe, faktury, płatności, zajmowała się biurem i pracownikami w firmie męża. Było tak również dlatego, że inaczej mąż nie byłby w stanie rozwijać firmy w określonym kierunku, bo nie miał odpowiednich kontaktów i nie znał języka.

            Dom i firma mieściły się w jednym budynku, więc praktycznie żyło się w biurze. W pewnym momencie pan właściciel firmy bardziej "polubił" jedną z pracownic i zażądał rozwodu za porozumieniem stron z zaznaczeniem, że wszystko jest jego, a żonie się na pewno nic nie należy. Pozbawił żonę opieki i dachu nad głową (sic!) oraz poprosił o "przemyślenie" tej propozycji. Podsunął gotowe papiery do podpisania, że w małżeństwie wszystko było pięknie, że nie popełnił zdrady itd. itp.

            Sprawa jest obecnie w sądzie. Jego oczywiście swobodnie stać na dowolnego prawnika, żona mieszka kątem u znajomych i dopiero tam zyskała względne poczucie bezpieczeństwa. Kilka razy musiała się przeprowadzać. Ma o czym "myśleć", wspólnie rozkręcili kilka firm...
        • nikodem_73 Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię 27.05.12, 21:21
          Durne myślenie. Równie głupio można napisać:

          "Wiesz ile kosztuje wynajem w krajach UE? Wypracuj 1000 euro netto i zapłać to będziemy kwita".

          Jako osoba głównie zajmująca się domem (bo partnerka rozkręca firmę, a ja ostatnio mniej jeżdżę) za prawdę powiadam Ci - można prowadzić dom jednocześnie pracując zdalnie. Powaga.

          Nie jest to tak, że "nic się nie robi", tyle tylko, że nie są to czynności, które całkowicie i permanentnie Cię absorbują.

          Wiesz jak wygląda mój zwykły dzień?

          7:00 - pobudka
          7:10 - pobudka dzieciaków, robię śniadanie i drugie śniadania
          7:30 - jemy
          7:45 - wychodzimy, dzieciaki do szkoły na 8:00 (szkoły naprawdę nie są po drugiej stronie miasta), partnerka do firmy
          8:00 - jestem w sklepie i robię zakupy "bieżące"
          8:30 - jestem w domu, sortowanie wczorajszych ciuchów (pranie w weekend), nastawienie zmywarki, ogarnięcie bieżącego chaosu
          9:00 - pracuję
          13:00 - jadę po dzieciaki, "wyciągam" zmywarkę, nastawiam obiad.
          14:00 - Doglądam obiadu (po odpowiednim czasie przestawiając go do podgrzewania), pacyfikuję dzieci, jak jest potrzeba to pomagam w lekcjach. W przerwach pracuję.
          17:00 - partnerka wpada na obiad. Jemy.
          18:00 - pracuję
          20:00 - gonię dzieciaki spać, ewentualnie pomagam w toalecie.
          20:30 - pracuję
          22:00-23:00 - partnerka wraca
          00:00-04:00 - idę spać.

          DA SIĘ. W weekend to w sobotę zamiast pracy jest pranie, sprzątanie i większe zakupy. W niedzielę odsypiam i generalnie "luzuję się".

          Nie piszę tego aby pokazać swoje "męstwo", tudzież domagać się orderu za "poświęcenie". Po prostu chcę wykazać, że te "straszliwe domowe obowiązki" też da się ogarnąć. Zmywarka nie wymaga dozoru. Tak samo pralka. Ich obsługa to jednorazowo maksimum 30 minut i mogą działać jednocześnie (naprawdę!). Sprzątanie to max 4 godziny. Tygodniowo. Tak samo prasowanie.

          Proszę uprzejmie o wybaczenie, ale wszelkie teksty o "ciężkiej pracy w domu" obecnie budzą moją najgłębszą niewiarę. To nie są czasy, że garnki czyściło się popiołem i piaskiem, a pranie odbywało się w najbliższym strumieniu. Nawet czyszczenie toalety to nie jest obecnie wyzwanie. Chemia czyni cuda.

          No, ale sorry, jeżeli "pani domu" na zakupy potrzebuje minimum trzech godzin (a znam takie modele), do tego budzi się już zmęczona i tak przez te dwie godzinki musi dojść do siebie przy kawie i telewizorze (też znam takie modele), albo przynajmniej raz na tydzień musi (ale to MUSI) pójść do kosmetyczki/fryzjerki/zrobić tipsy (cztery godziny wyjęte z życiorysu) to sorry, ale ona będzie nieustannie "w niedoczasie".

          I też taka ciekawostka - nie wiem na czym to polega, ale wśród moich znajomych, to im bardziej zadbana kobieta, tym bardziej narzeka na nadmiar obowiązków domowych...
          • Gość: Rozsądek Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.05.12, 22:29
            Bardzo logiczny plan/wywód. Większość znanych mi zarobionych dziuń domowych po wyjściu dziecka do szkoły przez 2h dochodzi do siebie po nadmiarze emocji, później "musi mieć czas dla siebie"- tak koło 3-4h na zakupy, kosmetyczkę, koleżanki, a potem odbiór dziecka ze szkoły no i wtedy zaczyna się tragiczna harówka od nowa. Wieczorem oczywiście bezgraniczne zmęczenie i frustracja...
          • Gość: ooo Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: *.dynamic.chello.pl 28.05.12, 01:23
            Wszystko to przy założeniu, że dzieci są już starsze i chodzą do szkoły. Przy młodszych dzieciach, które są cały czas pod opieką rodzica sytuacja wygląda nieco inaczej i tego czasu jest jednak trochę mniej ;)
            • nikodem_73 Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię 28.05.12, 01:36
              Oczywiście, że tak. Tyle tylko, że wcześniej też zdarzało mi się zajmować dziećmi przez dłuższy czas i różnica jest tylko taka, że jest mniej snu "ciągłego" (moja partnerka nie karmi piersią - nie może - najpóźniej w 3 tygodnie po porodzie nie ma pokarmu).

              Myśmy wyrobili sobie "system zmianowy" - ja zajmuję się dziećmi od 8 wieczorem do 8 rano, ona od 8 rano do 8 wieczorem. Niestety poniżej 3 godzin na dobę snu nie jestem w stanie zejść.
          • obywatelpiszczyk na godziny wychodzi taniej 28.05.12, 08:46
            @ nikodem_73

            zgadzam się z wszystkim co napisałeś, tylko na miłość boską, co można przez maksymalnie 30 minut robić przy zmywarce lub pralce automatycznej?... chyba wymieniać programator albo grzałkę.
            Codzienna obsługa to Maksymalnie 5 minut. Zresztą najbardziej pracochłonną część prania/zmywania czyli wywieszanie/wyjmowanie, dzisiejsze dziunie najchętniej zrzucają na facetów: "zobacz ja się tak strasznie namęczyłam i pozmywałam/zrobiłam pranie a ty TYLKO wywieś/powyjmuj".

            Znajomy 50 latek kiedyś rzekł mi: " wiesz, na godziny wychodzi taniej"
            - "co?" - zapytałem,
            - "wszystko" - odpowiedział.
            • nikodem_73 Re: na godziny wychodzi taniej 28.05.12, 09:33
              Oj da się. Wystarczy, że poprzedniego dnia był obiad z sosami i akurat zapomniało się od razu zalać wodą. A wtedy trzeba najpierw namoczyć talerze, zeskrobać breję co by zmywarki nie wymieniać, to z wyjęciem poprzednich naczyń i poukładaniem zejdzie pół godzinki.

              To samo pralka - samo załadowanie to parę minut (bo trzeba np. przeszukać kieszenie w poszukiwaniu pieniędzy/innych papierów, które namoczone genialnie rozmieniają się na drobne białe kłaczki), ale wyciągnięcie dużej ilości drobiazgu wraz z rozwieszeniem tego może zająć dłuższą chwilę. Właśnie tak do pół godzinki.
              • Gość: weisek Re: na godziny wychodzi taniej IP: *.motorola-solutions.com 28.05.12, 12:13
                Ludzie, co wy za zmywarki macie? Ja tam żadnego cudu techniki CIA nie posiadam ale mnie się jeszcze nie zdarzyło, żeby mi zmywarka czegoś nie domyła. Nawet przypalonej patelni z dnia poprzedniego. Zawsze brudy ładuję prosto do niej i nigdy wcześniej niczym nie płukam. Wszystko zawsze w trybie "szybki".
                • Gość: Manic_Miner Re: na godziny wychodzi taniej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.05.12, 14:01
                  A weź ty podaj markę i model, bo moja coraz częściej niedomywa, kupie sobie taką.
        • Gość: dudzio Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: 193.160.251.* 27.05.12, 21:45
          Prawidlowe myslenie, popieram w 100%!
        • Gość: nit2144567 Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: *.183.242.14.dsl.dynamic.t-mobile.pl 27.05.12, 23:58
          A gdy o n po pracy obiera ziemniaki, zmywa te talerze. co wtedy? W wielu związkach jest podział obowiązków. I są leniwe kobiety, i leniwi mężczyźni. Ale tak łatwo mówić ogólnikami i że się należy i tylko taki myk umyka czytelniczkom... że ponad 70 procent samców zarabia poniżej średniej krajowej. No tak, to jest główna przyczyna niskich alimentów.
          A ile kobiet zrzędzeniem marudzeniem umila życie mężczyźnie, że w takim związku nie jest w stanie zarobić więcej, ani poczuć się kimś wartościowym? I odwrotnie. Coś tu nie gra.
          A panie niezadowolone, feministki spełniające się w życiu i korzystające z niego. Czego naprawdę chcecie, chłopa.
          Widuję te nowoczesne kobiety, które same, po pijaku, a czasem z córką dają się wy..chać na wakacjach jednemu facetowi z obsługi. Mało co, czy nawet nic nie oglądają i nie rozumieją tego co widzą. Taki prymitywizm wewnętrzny, a ciało się domaga swego. A gdy jeszcze taka osoba się starzeje, a starzeją się wszyscy, to co wtedy? Przycholoszki nic nie umieją doradzić i raczej się nie zajmują w mediach tą grupą wiekową. Tak single dbają o siebie, bo prawie nikt nie myśli zajrzeć do ich wnętrza i tam poszukać czegoś pięknego. A jak widać oznaki starości to zostają już popłuczyny po marzeniach, tylko fitness, marudzenie i tyle.
          Wokulski mówił: Czy one są tylko samicami, a my myślimy, że czymś wielkim. One są różne, oni też i zamiast promować prymitywne wzorce społeczne tego artykułu zajmijmy się czymś co nam da cokolwiek. Może przeczytajmy jakąś książkę, zamiast zanurzać się w emocjach i złości, że coś się należy i ile..
        • Gość: tyle Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: *.252.11.134.internetia.net.pl 28.05.12, 03:18
          Szczerze? Ta praca - dopóki nie ma dzieci - nie jest wiele warta.
          Mieszkam sam, sam sobie gotuje, prasuje, sprzątam, robię zakupy itd.
          Do tego praca na pełny etat i końcówka studiów. Wyrabiam się.
          Zakupy to chwila jak się wie co się chce kupić.
          Zmywanie naczyń - max 10 minut ręcznie. Pranie robi się samo. Porządek w domu stosunkowo łatwo utrzymać. Sprzątanie - tak jak napisał ktoś wyżej - to max 4 godziny w tygodniu. Jak się sprząta, a nie filozofuje.
          Tyle.
          • Gość: buahaha Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: *.adsl.inetia.pl 28.05.12, 22:52
            Zamieszkaj z kolegą i sprzątaj jeszcze po nim to zobaczymy czy będziesz się wyrabiał ze wszystkim i będziesz dalej taki zadowolony. To co ty robisz to żadna filozofia - piszesz o tym jak byś medal chciał dostać, że sam sprzątasz swoje rzeczy, 99% kobiet robi to co ty i się nie chwalą. Rzecz w tym że jak mieszkasz sam to nie masz wyboru a jak zamieszkasz z kobietą to będziesz pewnie oczekiwał, że ona będzie za ciebie wszystko robić, bo to przecież prosta, niewiele warta praca. A tak na marginesie to większość chłopców do 25 lat to jeszcze nieporadne maminsynki, którym mamusie robią kanapeczki na uczelnie - serio!!! W odniesieniu do nich to twoja samodzielność to ewenement. Ale to właśnie tak jest jak ktoś ma za dobrze od początku kosztem drugiej strony, to jak druga strona zaczyna żądać równości to pasożyty zaczynają się rzucać i każdy stan równowagi jest traktowany jako odchylenie od normy.
      • swiety_76 Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię 27.05.12, 20:32
        > Drogi panie,
        > pan nie chciałby zapewne pracować u kogoś, kto nie płaci panu ZUS-u i słusznie

        Zważywszy na to że ZUS to zbankrutowani złodzieje, że masa ludzi po 40 latach pracy i tak nie dożyje emerytury, że za kilkadziesiąt lat z ZUSu dostanie się ochłapy albo nic to ten argument z ZUSem trochę tobie nie wypalił
      • Gość: kibol Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.05.12, 10:54
        Wow, ależ Ty jesteś obeznana i świadoma celu.
        A kota już nabyłaś?
    • Gość: kobieta Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: *.dynamic.chello.pl 26.05.12, 18:21
      Spadaj do PIS-owskich mediów panie mikołaju, a nie podglądasz Gazetę Wyborczą. Najlepiej wysłij, to co tu napisałeś prosto do ministra gowina, zapewne zgodzi się z tobą
    • Gość: kobieta Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: *.dynamic.chello.pl 26.05.12, 18:52
      Poniosło mnie w stosunku do pana mikołaja, a powinnam była spokojnie zwrócić mu uwagę, że dziś jest Dzień Matki. Gazeta Wyborcza pamięta w tym dniu o mamach w taki sposób, jakiego mogą jej tylko pozazdrościć menadżerowie innych mediów w Polsce. Coż nie każdy rodzi się mistrzem :-) W ciągu jednego dnia dwukrotnie GW opublikowała artykuły, które mogłyby stanowić czołówki wszystkich globalnych mediów na świecie. Polskie mamy kochają Gazetę Wyborczą :-)
      • Gość: kibol Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.05.12, 12:00
        No, nic dziwnego że mamy mają 20% mniej pensji.
    • Gość: ja Szkoda to nawet komentować, bo człowiekowi zanadto IP: *.play-internet.pl 27.05.12, 16:30
      podnosi się ciśnienie.
    • Gość: fe Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: *.bynqu1.dynamic.dsl.tele.dk 27.05.12, 17:15
      Mylisz się, bo zazwyczaj można się opodatkować z niepracującą żoną i dzięki temu "domorośli" biznesmeni płacą niższe podatki, więc po przeliczeniu koszt utrzymania żony zwraca się każdego miesiąca. Poza tym, gdybyś miał zatrudnić sprzątaczkę, kucharkę, opiekunkę do dzieci, asystentkę i doradcę od wizerunku a także panienkę z agencji do towarzystwa to płacąc im płace minimalne, albo na czarno, za usługę, wydałbyś nieporównywalnie więcej. No ale musiałbyś jeszcze przeprowadzić rekrutację i do tego mieć monitoring w domu, żeby nie kradły jak Cię nie ma. Pewnie Tobie i tak by się to opłaciło, bo skoro przeliczasz żonę na pieniądze, to mniej więcej wyobrażam sobie jaki typ sobą reprezentujesz.
      • koma_5 Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię 27.05.12, 17:23
        Dobrze napisane! Wszechstronne zobrazowane. W ogóle po co faceci się żenią w takim razie? Finał artykułu skupia uwagę czytelnika na definicji miłości, a te wszystkie kalkulacje są jej przeciwieństwem. Po co mydlić sobie oczy filozofią zamiast przyznać po prostu prawdę matematyce?
      • framp społeczeństwo na dorobku, nie ma co dzielić 27.05.12, 17:59
        co może zyskać na rozwodzie statystyczna polka? połowę kredytu na mieszkanie i połowę 12-letniego opla astry? bo taki jest stan posiadania dużej części polskich małżeństw. plus dwoje dzieci oczywiście. pewnie trochę się to zmienia, ale jeszcze długo większość nie bardzo będzie miała co dzielić a standard życia po rozwodzie będzie się obniżał dla obu stron. podobnie z alimentami. znam osoby zarabiające 20 tys. miesięcznie, które płacą 2 tysiące alimentów na dziecko i rozgoryczonych byłych małżonków pomstujących że to mało, bo wszak zostaje jemu czy jej kupa pieniędzy! znam też ludzi zarabiających 1500 zł miesięcznie, którym sąd zasądził 600 zł alimentów powodując, że nie opłaca im się pracować w ogóle, już lepiej żyć z zasiłku i dorywczych prac niż pracować głównie na alimenty. i ciągle aktualny jest pogląd że kredyt na mieszkanie jest bardziej scalający dla małżeństwa niż ślub kościelny - taka polska rzeczywistość!
        • Gość: ja Re: społeczeństwo na dorobku, nie ma co dzielić IP: *.213-103-94.adsl.internet.lu 27.05.12, 20:17
          Co to znaczy, że nie opłaca się pracować, bo trzeba płacić alimenty?
          Jak się ma dzieci, to trzeba łożyć na ich utrzymanie.
          • Gość: ewa Re: społeczeństwo na dorobku, nie ma co dzielić IP: *.adsl.inetia.pl 27.05.12, 23:18
            no trzeba, ale żyć za coś też trzeba, czy ojciec mający dzieci ma umrzeć z głodu, bo nie umie zarobić na dzieci i życie? jak ma wybór żarcie czy alimenty, to każdy wybierze żarcie, zwykły instynkt samozachowawczy ...
      • Gość: znowu wolny Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: 69.31.101.* 27.05.12, 20:22
        Wyobraź sobie, ze dziwka, sprzątaczka i kucharka kosztują mnie taniej niż była żona. A jaki komfort psychiczny bez wiecznego ględzenia i niezadowolenia, a la Barbara z Nocy i Dni. Jeśli chodzi o przeliczanie na pieniądze, to chyba wy kobiety jesteście w tym wyspecjalizowane. Typ wiadomy, wszystkie babole tak mają.
        • violka-pl Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię 28.05.12, 01:03
          Gadu , gadu do następnej żony. Ciekawe tylko, która to z nich będzie dziwka, sprzątaczka czy kucharka?
      • Gość: bezens Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: *.ssp.dialog.net.pl 27.05.12, 20:26
        > Mylisz się, bo zazwyczaj można się opodatkować z niepracującą żoną i dzięki tem
        > u "domorośli" biznesmeni płacą niższe podatki, więc po przeliczeniu koszt utrzy
        > mania żony zwraca się każdego miesiąca

        za prace domowe ten bilans? Przy malutkiej, jednoosobowej firmie to nierealne. Dopiero gdy wejdziemy w makro-biznes prezes mógłby takie odliczenia poczynić. To jest spore nadużycie.

        > Poza tym, gdybyś miał zatrudnić sprzątaczkę, kucharkę, opiekunkę do dzieci,

        Gosposia - od 7.00 do 18.00, za 'wikt i okierunek' - czyt. jak gotuje tobie to ugotuje sobie i dzieciom etc - pensja minimalna (albo i to mniej, bo można taniej na umowę zlecenie czy chociażby 1/2 etatu czy cokolwiek)

        > asystentkę i doradcę od wizerunku a także
        > panienkę z agencji do towarzystwa

        często to jedna i ta sama osoba (jako asystentka) - wystarcza jej dwukrotność pensji minimalnej w przypadku dużej firmy, w przypadku małej 'średnia' pensja dla danego rejonu (1600-1800 zł brutto).

        Wiesz, co - wychodzi często-gęsto taniej niż żona na pełnym utrzymaniu a przede wszystkim
        a) płacisz i wymagasz - nie ma, że boli głowa, zmęczona to nieposprzątane, nie miała weny to nie ugotowane etc. Wszystko jest w jak najlepszym porządku i skrupulatnie rozliczane.

        > Pewnie Tobie i tak by się to opłaciło, bo skoro przeliczasz żonę na pieniądze,
        > to mniej więcej wyobrażam sobie jaki typ sobą reprezentujesz.

        Jeśli sama zaczynasz mówić o finansowych 'równaniach' w stosunku do żony/pracownicy domowej to rzeczywiście trudno z tobą polemizować.

        Dlaczego sie mężczyźni OBECNIE żenią? jakieś 10% z miłości, około 60% z przysłowiowego 'musu' bo go rodzina zmusiła (bo była wpadka, bo narzeczeństwo już 5 lat, bo już jest stary, bo cośtam...). Pozostali żenią się ze względu na np. wymogi kredytu hipotecznego (aczkolwiek tutaj jest warunek, że żona musi mieć solidny dochód, inaczej zdolność kredytowa spada).

        Dla mnie małżeństwo nie jest 'zwykłym' równaniem finansowym, bo świetnie sobie radzę samodzielnie i większość kobiet w moim wieku z jednej strony to pociąga, z drugiej odrzuca. Pociąga bo przychodzą na gotowe - jest samochód 'dla gościa', akurat kobiecy, jest dom, jest ogródek, dobra i pewna praca. I od razu by chciały na gotowe. Tylko potem się zastanawiają, ile one z tego dostaną i wychodzi, że nic i już im się taka sytuacja zupełnie nie uśmiecha. Podział majątku musi być zasądzony jedynie po zawarciu małżeństwa, a nie 'przed' czyba, że osoby przy rozwodzie tak sobie zapiszą. I co się okazuje? Że taka perspektywa nie jest wcale kusząca dla kobiety. Bo wie, że jak będzie żyła wygodnie, to prawa do dzieci uzyskam ja (jako zarabiający, posiadający majątek oraz możliwości zapewnienia dzieciom spokojnej edukacji - mam np. w pracy prywatnego szofera więc mogę go 'posłać' po dzieci do szkoły, może on też po dostarczeniu mnie do pracy o godzinie 6.30 wrócić po dzieci i zawieźć je do szkoły).

        Taka perspektywa spotyka się z OLBRZYMIĄ krytyką kobiet (jak to nic mi nie dasz, misiu?) więc pozostanę zatwardziałym samcem i będę sobie sam. Dziecko pewnie w niedługim czasie adoptuję, bo jakoś brak sensownych kobiet na horyzoncie. Nie interesuje mnie jedynie wygląd zewnętrzny (lecz oczywiście jest dla mnie niezmiernie ważny), ale również majątek, wykształcenie, kultura i obycie (aby mi nie było takiej kobiety wstyd przedstawić ważnym dla mnie ludziom i nie wyjść przy tym na ignoranta czy wręcz prostaka).

        Kobiety mają wymagania - bardzo dobrze, kibicuję, trzymam kciuki i popieram.
        Kobiety mają ambicje - jak wyżej.
        Kobiety chcą pracować/wychowywać dzieci - jestem jak najbardziej za.

        Ja się tylko nie godzę na 'sponsoring' tego wszystkiego. Abym 'chciał' to sponsorować w logicznym zakresie - niezbędne jest uczucie. Jak się w kobiecie zakocham to jej pół świata wykupię, na diamentowym tronie posadzę i złote płytki w jej łazience położę. Tylko, że kobiety są tak wyrachowane, że miłości w tym wszystkim brak. Niejedna zawróciła mi w głowie, grała ze mną w miłosne gierki, a jak wywiad w jej kierunku ruszył to się okazało, że nawet kijem nie warto dotknąć, bo można jakieś brzydkie paskudztwo złapać (czy to skazę charakteru dla dzieci, czy też dosłownie - jakąś chorobę weneryczną).

        Nie, nie i jeszcze raz nie dla niedorobionych księżniczek, które szukają frajera.
        Dochodzę do wniosku, że J.P Morgan miał rację - lepiej wynająć piękną kobietę - surogatkę - na 10 lat, a potem wymienić na inny, luksusowy model. Oczywiście za solidną opłatą, ale wszystko uporządkowane w umowie i wyznaczonymi celami do realizacji. Mówi się trudno, ten kraj nadaje się wyłącznie dla zakochanych - biednych jak myszy kościelne, albo dla samotnych singli, co sobie życia nie potrafią z drugą połową ułożyć, bo śmią mieć jakieś wymagania!

        Strach pomyśleć, co będzie za dziesięć lat. Na razie ostry szok przeżyłem po filmie 'galerianki'.
        Jak nisko można jeszcze upaść w kraju dobrobytu?
        • Gość: maja Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: *.leon.com.pl 27.05.12, 22:45
          1.Jak szukasz żony mając kasę to wspomnij tylko o tym że chcesz rozdzielności majątkowej przed ślubem, jak nie będzie miała problemów to Cię naprawdę kocha, a nie Twój "gruby portfel":).
          2. Jak żona nie ma chęci pracować choćby na półetatu to jest leniem.
          3. Mnóstwo kobiet pracuje i jakoś radzi sobie z domem, dziećmi i innymi obowiązkami. Wszystko da się pogodzić jak odpowiednio zorganizuje sobie dzień. Tylko jest jedna rzecz...nie może być tak że robi wszystko za wszystkich.. to już jest wyzysk...liczy się współpraca w małżeństwie, sprawiedliwy podział obowiązków..żona to w końcu nie jest osobista sprzątaczka, kucharka, kelnerka, opiekunka, masażystka itp
          4. Powodzenia:)
        • violka-pl Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię 28.05.12, 00:54
          "Dochodzę do wniosku, że J.P Morgan miał rację - lepiej wynająć piękną kobietę - surogatkę - na 10 lat, a potem wymienić na inny, luksusowy model. Oczywiście za solidną opłatą, ale wszystko uporządkowane w umowie i wyznaczonymi celami do realizacji."

          Przecież, to zwykłe małżeństo z intercyzą, ale skąd taki teoretyk jak ty może wiedzieć.
          Jak czytam twój wywód, to myślę, że:
          - twojej przyszłej żonie należałoby dopłacić, za to że zechce wyjść za ciebie
          - szukanie żony w agencjach towarzyskich ("bo można jakieś brzydkie paskudztwo złapać (czy to skazę charakteru dla dzieci , czy też dosłownie - jakąś chorobę weneryczną"), to głupota albo desperacja
          - tacy wybrzydzający faceci ulegają z wiekiem niewinnym panienkom, które cudnie ich dymają
          - "Na razie ostry szok przeżyłem po filmie 'galerianki'." Jest popyt, jest podaż
          - a wiesz, że można być razem bez ślubu?
      • nikodem_73 Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię 27.05.12, 21:52
        Wolne żarty.

        Przeliczając na pieniądze to żona w ogóle się nie kalkuluje. Szczególnie gdy wraz z wiekiem mężczyźnie libido maleje, a zapotrzebowanie na święty spokój rośnie.

        I tak dla Twojej informacji - zamiast wszystkich wymienionych osób potrzebujesz jedynie pomocy domowej, asystentki i doraźnie panienki z agencji. Spokojnie zamkniesz się w 5 tys. miesięcznie (z tendencją spadkową, bo z wiekiem potrzeby maleją). A to raptem 5 fajniejszych par szpilek od Guessa (a gdzie bluzeczki, płaszczyki, torebki i sukienunie, gdzie fryzjer, gdzie kosmetyczka i kosmetyki, fitness, drogie wakacje, drogi samochód, drogi dom, inne oznaki statusu?).

        Cytując Bareję:

        - Mówisz do żony "najdroższa"?
        - No tak
        - Bo widzisz... Ona naprawdę jest najdroższa.

        A jeżeli sądzisz, że z opodatkowania się z niepracującą żoną można "nieźle zarobić" to jest mi najnormalniej w świecie Ciebie żal, bo możliwe iż sądzisz, że to są "wielkie pieniądze". Bo chyba nie ma sensu pisać, że skoro "żony brak" to możesz opodatkowywać się wspólnie z dziećmi (w końcu to dla nich zatrudniasz pomoc domową zamiast sprzątaczki raz w tygodniu + posiłki na mieście).
        • Gość: bezsens Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: *.ssp.dialog.net.pl 27.05.12, 22:27
          szanowny panie Nikodemie - dokładnie to samo napisałem powyżej i widać przynajmniej część mężczyzn zdaje sobie sprawę, że utrzymanie żony (jako żony, a nie jako dodatku do wychowywania dzieci i sprzątania w domu) jest obecnie bardzo drogim luksusem. I taniej naprawdę wychodzi 'zakupić' ewentualne potrzebne usługi. Do tego zakupione usługi podlegają wymogowi wykonalności (zapłaciłeś za sprzątanie i pranie, to ma być posprzątane i wyprane, a nie 'teraz ty to zrób kochanie, bo mnie nogi bolą', podobnie z agencją czy inszymi 'wygodami' od asystentki). Kupujesz i masz gwarancję, że satysfakcja albo zwrot pieniędzy. U żony, pomijając już typowe wymówki w stylu 'głowa mnie boli', 'nie miałam czasu', 'ja też ciężko pracuję' etc. nie masz gwarancji na absolutnie nic, chyba, że dana kobieta cię kocha i się dla ciebie tak samo poświęca, jak ty dla niej wydajesz pieniądze na utrzymanie. Poza tym w każdym małżeństwie trafiają się lepsze i gorsze okresy - w przypadku zamówionej usługi po prostu zmieniasz dostawcę/wymieniasz pracownika i sprawa z głowy. A żona tak łatwo spokoju ci nie da.

          Do tego utrzymanie żony bardzo dużo kosztuje jeśli jest kobietą z aspiracjami do 'reprezentowania statusu'. Wszyscy znamy takie kobiety, które wydadzą ostatnie pieniądze na modny ciuch czy nowe, horrendalnie drogie buty tylko po to, aby się pokazać. Bo mąż to dojna krowa, zaraz zarobi tych pieniędzy więcej. Nie twierdzę, że każda kobieta jest zepsuta z wychowania czy natury. Przeważnie wystarczy nieco dłuższy kontakt z większymi pieniędzmi (w dodatku akurat w moim wypadku to nie są 'jej' pieniądze tylko 'nasze - wspólne') to od razu się 'psuje'. A potem rozpacz.

          I nie oszukujmy się - wzrost liczby rozwodów wynika w Polsce z dwóch czynników:
          1) absolutna pewność matki, poza przypadkami choroby alkoholowej i uzależnień, do sprawowania opieki nad dziećmi - mężczyźni dostają to prawo jedynie w w/w przypadkach - alkoholiczek i narkomanek. Kobieta bez środków do życia może dostać dzieci na utrzymanie, bo sądy wychodzą z założenia, że alimenty załatwią sprawę
          2) spora doza wyrachowania i dobry prawnik potrafią takiej kobiecie zapewnić solidne wynagrodzenie z racji przebytego dochodu. Plus oczywiście spore odszkodowanie z racji ubezpieczenia od nieszczęśliwych zajść w życiu osobistym skutkujących traumą (czasem w umowie jest mowa o rozwodzie, również z powództwa osoby ubiegającej się o odszkodowanie). Baby są cwane, więc trzeba się bronić przed takimi hienami.

          Sam jestem po dwóch rozwodach, z mojego powództwa i zawsze w sądzie, przy orzekaniu komu co się należy, były inwerktywy pod moim adresem. Bo 'za mało jej dałem'. Z 'pani domu' trafiła do mamusi, do malutkiego m2 w blokowisku i jej teraz źle i niewygodnie. Przyczyną dwóch rozwodów był brak chęci posiadania potomstwa 'już teraz'. Zawsze tylko 'poczekajmy z tym kilka lat'. Oczywiście przed ślubem były zapewnienia, że będziemy się intensywnie starać o potomka już od nocy poślubnej. To tak nie działa. Małżeństwo to inwestycja. Głównie w dzieci. Żona powinna być samowystarczalna zanim wyjdzie za mąż i bardzo zaradna. Inne typy kobiet po prostu mnie odrzucają i wiem to z doświadczenia.

          Tak więc 'łzawe historyjki' o tym, że kobiety nie wychodzą na rozwodach 'do przodu' tylko są stratne, można śmiało między bajki włożyć.

          Od dawna nie żywię szacunku do wszelkiej maści 'socjolożek' po kiepskich szkołach (w kraju brak sensownych szkół wyższych z tego zakresu, wszystko w ogonie świata, jesteśmy daleko za innymi krajami rozwijającymi się, o takich potęgach socjologicznych jak Finaldia, Estonia czy Islandia nie wspominając, gdzie społeczeństwo jest zgrane i świetnie przebadane, potrafi nadać 'ton' swojej wypowiedzi a także odpowiednio zareagować). Tak więc jest to kolejna wierutna be-ze-dura wyssana z palca.

          Dobre powiedzenie twierdzi, że rozwody są takie drogie, bo są tego warte. Ciekawe dlaczego akurat tego hasła panie 'rozwódki' nie mają na ustach? Moim zdaniem odpowiedź jest oczywista.

          A kobieta, która mydli facetowi oczy, a potem nie spełnia pokładanych w niej nadziei, która ma czelność mieć pretensje o presję ze strony męża - nie zasługuje na uznanie. Aha, jestem przed 30-tką, ale tata (główny sponsor i inwestor) postawił mi jasny warunek - mam mieć potomka w najbliższym czasie, inaczej on się ze mną w interesy bawić nie będzie, bo to nie ma przyszłości.
          Mój tata jest dla mnie autorytetem i żywię do niego olbrzymi szacunek bo do swoich pieniędzy doszedł prawie dosłownie na kolanach. Mimo to, że próbuję, zachowuję wszelkie zasady poszanowania godności osobistej kobiety, już mnie niekiedy krew zalewa patrząc na te rozwydrzone pi*dy, które liczą wyłącznie na luksusy bez zobowiązań. Nieraz miałem ochotę zadzwonić do agencji (pierwszy raz w życiu), zamówić kobietę odpowiadającą moim gustom i zakomunikować żonie, że skoro ona nie ma zamiaru zaciążyć, to na jej miejsce przyjdzie viola, czy inna angela (czy jak się tam prostytutki lubią nazywać) i zajmie jej miejsce, bo jest dużo tańsza w utrzymaniu.
          • Gość: ja Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: *.dynamic.chello.pl 27.05.12, 22:43
            e stary to ty inkubatora potzrebujesz a nie kobity
          • vonbingen Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię 27.05.12, 23:05
            Przed trzydziestką i po dwóch rozwodach? Cóż, jak Cię takie kobiety fascynują, to takie masz.
            Psychologa proponuję dorzucić do listy domowych wydatków, bo za chwilę wdepniesz w trzeci rozwód.
          • nikodem_73 Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię 27.05.12, 23:06
            Oczywiście, że to luksus. Wręcz powiedziałbym - ekstrawagancja.

            Właśnie dziś wróciliśmy z mą lepszą połową z zakupów w Lądynie ;) (dzieci u rodziny). Konto uszczuplało o trochę ponad 20 tysi (nie licząc hotelu i przelotu). Gdybym chciał to przeliczyć na "osobo-agencjo-godziny" to wyszłoby mi, że miałbym spokojnie zapewnione 50-150 "godzinek" w agencji, czy u jakiejś "dyskretnej". W moim wieku to przynajmniej pół roku spokoju.

            A takie wypady mamy regularnie - co dwa-trzy miesiące. Za same ciuchy mógłbym zapewnić sobie "full service" i jeszcze reszta by została. Tylko czy naprawdę o to chodzi?
            • violka-pl Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię 28.05.12, 01:38
              Biedactwo, to nawet na opiekunkę dla dzieci cię nie stać ("dzieci u rodziny").
              To na rozwód chyba też nie.
              Może zakupy żony da się przeliczyć na ileś godzin z prostytutkami i wychodzi taniej, ale pomyśl czy taka prostytutka chciałaby być z tobą na codzień i znosić bez obrzydzenia twoje fałdy tłuszczu, śmierdzące pachy i stopy, włosy w nosie, kluchy na głowie, włosy na plecach, chrapanie, niebanalną urodę, chamstwo czy co tam masz? Pomyślałeś, że gdybyś nie zapłacił, to prostytutka nie chciałaby tknąć cie nawet kijem? A żona robi to dla pieniędzy czy dlatego, że cię kocha?
              • nikodem_73 Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię 28.05.12, 01:41
                Może przeczytaj wcześniej, że nie jestem żonaty.

                A może te twoje dwa neurony już i tak są przeciążone?
                • violka-pl Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię 28.05.12, 03:59
                  Żonaty czy nie, ale wyliczasz "swojej lepszej połowie" ile wydaje na zakupy, wspominasz o dzieciach.
                  Chyba, że twój jedyny neuron został w "Lądynie" i jest to tylko bredzenie frustrata?

                  Lepsza połowa, połowica - potoczne określenie żony , ale ktoś, kto bywa w Lądynie może nie wiedzieć ;)
                  • nikodem_73 Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię 28.05.12, 09:25
                    Nie wyliczam jej tego, bo takie wyliczanie jest bez sensu. Nie oznacza to jednak, że automatycznie przestaję umieć liczyć.

                    A "Lądyn", bo "nie ma takiego miasta jak Lądyn. Jest Lądek, Lądek Zdrój... Ale Londyn, miasto w Anglii. To co mi pan nic nie mówi, to ma muszę pójść zobaczyć gdzie to jest".

                    Młode gniewne nie pamięta klasyka, czy może nigdy "Misia" nie oglądało?
          • Gość: kilerka Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: *.unregistered.net.exatel.pl 28.05.12, 11:44
            Jestem zaprzeczeniem twojej tezy. Na rozwodzie wyszłam, jak przysłowiowy Zabłocki... Po kilkunastoletniej mordędze z Panem i Władcą, mającym jedynie słuszne poglądy, złożyłam pozew, domagając się połowy majątku (oboje pracowaliśmy). Walczył jak lew, te sterty zmanipulowanych, kserowanych kwitów, pomysłowość jego wzbudzała mój "zachwyt", he, he! Zostałam z córką w sumie na lodzie, bo jak ja śmiałam, on "książę z bajki" i "ja ci pokażę!"... W trakcie odrębnej sprawy o podział majątku powolutku rezygnowałam kawałek po kawałku z pierwotnego założenia wniosku, adwokat siedział obok i milczał, a ja... odgryzałam sobie po kolei łapę za łapą, by w końcu uwolnić się i uciec na czwartej, czołgając się do drzwi sali sądowej. Pamiętam jego radosny śmiech po ogłoszeniu, cieszył się, jak dziecko! Niczego nie żałuję, odeszłam z... regałem na książki, rzeczami osobistymi swoimi i dziecka i smutnym przelewem na konto, który absolutne nie odpowiadał rzeczywistemu stanowi naszego wspólnego majątku (vide Grochola). Dzięki rodzinie i przyjaciołom stanęłam na nogi i bywam szczęśliwa, cisza i spokój... :D
            • Gość: Luna Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: 80.72.34.* 28.05.12, 19:34
              Ja podobnie jak poprzedniczka, dostałam 1/4 należnego majątku (na który też, a może nawet bardziej niż ex pracowałam). Za to chciałam gotówkę na stół przy notariuszu żeby mnie nie wykręcił. No cóż cena świętego spokoju. Alimenty na dziecko - ex (pracował jako manager za granicą) powiedział przed sądem że zarabia 1500 PLN. Sąd zapytał czy mu się to w ogóle opłaca? Alimenty dostałam "groszowe", ale się od niego uwolniłam. Coś za coś. W ogóle to znam tylko 1 kobietę po rozwodzie, której standard życia się nie pogorszył (na konto byłego męża), pozostałe mają gorzej, a co gorsze ich dzieci też. Niestety panowie często zachowują się tak jakby rozwiedli się nie tylko z własną żoną , ale i dziećmi (nie chodzi tylko o pieniądze, ale o kontakty)
              • Gość: ev_ka Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: *.pr1-nat.espol.com.pl 28.05.12, 22:25
                czytam jak panowie jezdza po paniach, ze suki, ze wredne, ze wyrachowane...
                a gdyby to wasza siostra tak walczyla o godne zycie po rozwodzie? albo wasze matki lat temu kilkadziesiat? to nadal by byly wyrachowane suki??? przeciez walcza o egzystencje takze dla WASZYCH dzieci. no chyba, ze rozwodzicie sie takze ze swoimi pociechami
                • Gość: buahaha Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: *.adsl.inetia.pl 28.05.12, 23:29
                  Przecież to urodzeni egoiści. Tacy, to pierwsze co ci zarzucą jak będziesz się śmiała upomnieć o swoje to egoizm. Bo dla każdego egoisty żądania innej osoby, które odbierają mu choćby część jego dawnej wygody to egoizm. Tak burzyli się właściciele niewolników jak chciano znieść niewolnictwo, tak samo burzyła się szlachta, jak chciano odebrać jej przywileje i tak burzą się napuszone samce gdy kobieta nie chce rodzić dzieci jak nie ma stworzonych warunków i jeszcze śmie żądać równych praw. Wszyscy są egoistami tylko nie te największe, egoistyczne pasożyty - samce :)
                  • nikodem_73 Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię 29.05.12, 00:37
                    Wiesz co? Ty musisz być jednak strasznie nieszczęśliwa.
                • czarnyhs Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię 29.05.12, 06:44
                  Gość portalu: ev_ka napisał(a):

                  > czytam jak panowie jezdza po paniach, ze suki, ze wredne, ze wyrachowane...
                  > a gdyby to wasza siostra tak walczyla o godne zycie po rozwodzie? albo wasze ma
                  > tki lat temu kilkadziesiat? to nadal by byly wyrachowane suki??? przeciez walc
                  > za o egzystencje takze dla WASZYCH dzieci. no chyba, ze rozwodzicie sie takze z
                  > e swoimi pociechami

                  PRZYGANIAŁ KOCIOŁ GARNKOWI!!!!!!! A Ty nie "ujeżdżasz" na facetach !?!?!?!?!?!? I tu i tu są ludzie i .....kanalie !!! Każde uogólnianie jest fałszem, bo każdy przypadek trzeba rozpatrywać oddzielnie. Najlepszym dowodem na Twoją rzekomą "bezstronność" jest Twój brak komentarza, na mój komentarz do Twojego poprzedniego wpisu. Po prostu - tak na prawdę, to nie masz nic do powiedzenia oprócz tendencyjnych ogólników w myśl tzw. "solidarności żeńskich organów"!!!!!!
      • Gość: kasia Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: *.leon.com.pl 27.05.12, 22:33
        już nie będzie wspólnego rozliczania....więc co tak dużo o tym tu piszesz
      • Gość: Adrian Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: *.dynamic.chello.pl 27.05.12, 23:34
        > Mylisz się, bo zazwyczaj można się opodatkować z niepracującą żoną

        Nie można opodatkować się z żoną gdy odprowadza się podatki w liniowej skali 19%.

        > Poza tym, gdybyś miał zatrudnić sprząta
        > czkę, kucharkę, opiekunkę do dzieci, asystentkę i doradcę od wizerunku a także
        > panienkę z agencji do towarzystwa to

        To :
        1. Oczekiwałbym od nich pierwszej jakości świadczonych usług. Gdy takiej bym nie dostawał bardzo łatwo o zmianę.
        2. Panienki z agencji do towarzystwa na ogół byłby w wieku lat 20-25, nie zaś w wieku "postępującym".
    • Gość: oo Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: *.warszawa.vectranet.pl 27.05.12, 17:18
      Z moich obserwacji: kobiety wygodne, niepracujące, zwykle bez trudu tolerują obojętnego emocjonalnie męża-sponsora, w razie kryzysu szukając "na boku" zaspokojenia w kwestiach fizycznego i uczuciowego spełnienia. O rozwodzie z ich inicjatywy nie ma mowy, bo ślub był jedynym pomysłem na życie, a miało być ono przede wszystkim wygodne. Z kolei tym pracującym nie wystarcza, że mąż zarabia, bo same też to potrafią. Chcą udanej relacji na innych poziomach, z większą wytrwałością walczą o jakość związku, ale potrafią z niego zrezygnować, jeśli partner/mąż źle je traktuje.
      Jeśli chodzi o "dorabianie się" na rozwodzie, to w polskich warunkach jest to zjawisko nieznane. Majątek jest dzielony na pół, nawet jeśli to kobieta utrzymywała i spłacała długi męża-pijaka. Alimenty to niby-połowa kosztów utrzymania dziecka, a tak naprawdę symboliczna kwota, którą ojciec jest łaskaw płacić (lub nie). Procedura przyznania alimentów w Polsce nie uwzględnia zaangażowania czasowo-organizacyjnego samotnej matki i wynikającego z tegoż ograniczenia możliwości zawodowych. Od ojca po rozwodzie nie oczekuje się jakichkolwiek działań związanych z wychowaniem dziecka, jeśli raz na miesiąc zabierze je na hamburgera, jest to traktowane jako szczyt ojcowskiego zaangażowania.
      • Gość: gosc Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: *.lsanca.fios.verizon.net 27.05.12, 17:35
        Szwecja ma bardzo dobre prawo, zabiera paszport ktory sie uchyla od alimentow i wsadza do osrodkow internowania gdzie ci ludzie pracuja, oddjac 70% na alimenty, praca jest ciezka np przy wyrebie lasu
        • skallesny Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię 27.05.12, 18:32
          chyba nie wiesz co piszesz w szwecji alimęty są synboliczne tj.około 1000sek przy zarobkach rzędu 20000sek. te 5% można darować.
      • Gość: nieufny Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: *.31.89.47.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 27.05.12, 20:29
        Alimenty bywają bardzo różne, ja płacę 3100, po odwołaniu bezskutecznym, na trójkę dzieci, pomimo tego, że moje podstawowe zarobki są właśnie tej wysokości. Ponadto spłacam wspólnie zaciągnięty kredyt - niedużo 300 zł miesi,ęcznie. Słowem tendencyjne twierdzenia zarówno w artykule, jak i w komentarzu. A nie jest to na pewno połowa kosztów utrzymania, ponieważ oznaczałoby to że koszty utrzymania trójki 8. 20, 23 lat wynoszą 6200. Wszyscy trzymają się swoich złudzeń, a rzeczywistość bywa niekiedy całkiem inna...
      • Gość: blah konfabulujesz IP: *.adsl.inetia.pl 27.05.12, 23:36
        niestety nie moge sie zgodzic z teza postawiona przez ciebie.
        sam jestem swiadkiem rozpadu/rozwodu zalozonego przez zone znajomego.
        byly maz placi po 2000 pln na dzieci /ma ich dwoje/ dodatkowo zyje w mieszkaniu nieobciazonym hipoteka a maz w zadluzonym /tak tak sam splaca kredyt bo byla zona nie ma zamiaru sie dokladac/
        nadmieniam ,ze wcale nie jest krezusem i te 4000 to prawie polowa jego pensji. dolicz do tego obsluge kredytu na drugie mieszkanie.
        byla zona pracuje na pol etatu i zyje z parenascie lat mlodszym kochankiem.

        i jescze jedno. facet jest porzadnym gosciem z kregoslupem i zasadami.

        wiec nie mow mi o symetrii w tym przypadku bo to jest bzdura.
      • Gość: kibol Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.05.12, 12:27
        Pieprzysz, poczytaj sobie KRiO, z którego jasno wynika, że na alimenty zaliczana jest również osobista opieka nad dzieckiem. Oznacza to, że mężczyźni płacą całość za utrzymanie dziecka.
    • Gość: espresso Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.05.12, 19:05
      Sa rozne przypadki. Nie twierdze ze moj jest czesty ale troche podobnych by sie pewnie znalazlo. Zona ( byla ) nigdy nie przejawiala checi pojscia do pracy . To nie ja chcialem zeby siedziala w domu tylko ona tak postanowila. Pozniej sie dowiedzialem ze mialem prawo nie lozyc na jej utrzymanie ale wtedy wydawalo mi sie ze musze sie z tym pogodzic.

      Po 20 latach malzentwa rozwiedlismy sie , oczywiscie zonie przypadla polowa majatku .
      Poniewaz nie wystarczyloby to na zakup mieszkania w Polsce ( mieszkalismy za granica ) musialem dolozyc i kupic jej mieszkanie bo dziecko zostalo z matka . Co z tego ze sad zasadzil dosc nieduze alimenty( 700 zl ) tylko na dziecko , bo uznal ze matka jest zdrowa i moze podjac prace , skoro i tak musze utrzymywac obydwoje plus mieszkanie i rachunki bo w przeciwnym razie dziecko chodziloby glodne .
      I nie ma takiej sily zeby kobiete w jej sytuacji cos ruszylo . Ma zapewniony byt do konca zycia.

      Ktos powie , no dobrze ale opiekowala sie domem , dzieckiem , mna . Ok ale jest tez roznica miedzy prowadzeniem domu a robieniem minimum w tym wzgledzie. Kobieta moze przeznaczyc na prace w domu 8 godzin a moze tak jak moja byla ex okolo godziny.

      Im mezczyzni beda szlachetniejsi tym wiecej kobiet bedzie to wykorzystywac .
      • Gość: oo Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: *.warszawa.vectranet.pl 27.05.12, 19:50
        Nie rozumiem o czym piszesz. Dlaczego "musiałeś" kupić żonie mieszkanie? Ja zostałam przez męża zmuszona (agresją, groźbami, obelgami, fizycznymi atakami poalkoholowymi itp.) do wyprowadzenia sie z domu. Czytaj: zostałam wyrzucona na bruk RAZEM Z DZIECKIEM. Ani męża, ani policji, ani sądu nie interesowało, gdzie będziemy mieszkać. Nie miałam żadnej możliwości schronienia się u rodziny, ani kupna mieszkania, bo to, co zarabiałam przez cały okres małżeństwa, inwestowałam we wspólne życie i dom, w którym razem mieszkaliśmy. Wychodząc za mąż, nie zdawałam sobie sprawy, że powinnam być cwana (albo kazać się utrzymywać, albo w tajemnicy odkładać zarabiane pieniądze), więc po 10 latach zostałam z niczym, zdana wyłącznie na siebie. Musiałam pracować po kilkanaście godzin dziennie, żeby wynająć mieszkanie, jednocześnie samodzielnie opiekując sie dzieckiem, bo mąż cieszył się wolnością, robił karierę i nie miał czasu na takie głupoty. W Polsce nie ma prawa, ani społecznego obyczaju, które - bez względu na okoliczności - wymuszałyby na mężu odpowiedzialność za byt byłej żony i dziecka, więc nic nie musiałeś kupować.
        • Gość: espresso Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.05.12, 20:11
          Sa faceci i faceci , tak jak kobiety i kobiety.
          Mimo wszystko jestes moralnym zwyciezca , pomysl jak on spojrzy dziecku w oczy za 20 lat ?
        • nikodem_73 Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię 27.05.12, 20:20
          To przeczytaj to co napisał powtórnie.

          On "dostał" to samo co Ty tylko "w drugą stronę".

          A mieszkanie "musiał" kupić, bo w przeciwieństwie do Twojego ex, nie jest bydlakiem i nie chciał aby jego dziecko mieszkało pod mostem. To chyba prosty przekaz?

          No może zniszczę Twój aktualny światopogląd, ale naprawdę nie wszyscy mężczyźni to skończone świnie.
          • Gość: oo Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: *.warszawa.vectranet.pl 27.05.12, 22:09
            Ależ nie uważam wcale, że "wszyscy mężczyźni to skończone świnie" :) Są różni mężczyźni i różne kobiety.
            Niestety, źle trafiłam kiedyś i mam takie doświadczenie, a nie inne. Teraz z kolei jeszcze nie trafiłam na takiego, dla którego kobieta sama wychowująca dziecko, bez majątku, ale za to samodzielnie spłacająca kredyt na mieszkanie, byłaby atrakcyją partnerką. Jakoś zawsze, gdy wychodzi na jaw moja sytuacja rodzinno-materialna, gwałtownie przestaję być interesująca. Ale myślę sobie, że to taka selekcja naturalna :P
            • nikodem_73 Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię 28.05.12, 01:31
              Wybacz szczerość, ale masz to co wybrałaś. Nie chcę bynajmniej Cię potępiać - po prostu konstatuję fakt.

              Obecnie mamy czasy "wyzwolonych", a tym samym mamy także "wyzwolonych" mężczyzn.

              Spróbuj na to popatrzeć z punktu widzenia potencjalnego partnera - czy związałabyś się z facetem, który połowę pensji oddaje byłej żonie, żyje w wynajętej kawalerce, a jedyne co ma to kredyt gotówkowy do spłaty i wezwanie do sądu o zwiększenie alimentów?

              Sądzisz, że to byłby dobry materiał na męża? Tylko szczerze.

              Bo moim zdaniem, to Twój tok myślenia byłby mniej więcej taki: "No fajne ciacho. Na raz, no może parę razy może być, ale brać go na stałe? Mało to mam już problemów? Może lepiej poszukam takiego, który nie ma takiego bagażu?"

              Na swoją obronę dodam, że w przytoczonej analogii przyjąłem założenie, że jesteś nieprzeciętnie atrakcyjna ;)
              • Gość: oo Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: *.warszawa.vectranet.pl 28.05.12, 13:04
                Nielojalność mojego byłego męża i brak zamożnych rodziców, którzy kupiliby mi mieszkanie, to mój "wybór"? No to gratuluję logicznego myślenia i kryteriów oceny.
                Niestety, potwierdzasz tezę, że dla mężczyzn liczy się przede wszystkim kasa i wybierają partnerki pod takim kątem. Czyli bogata z domu ale rozkapryszona, leniwa i niewierna dziunia po kilku skrobankach jest o wiele bardziej pożądana niż wartościowa kobieta ciężko pracująca na siebie i dziecko. Potem żalicie się, że żona was nie docenia, nie lubi seksu, a po rozwodzie zostajecie bez kasy. Parafrazując Twój wywód: sami tak wybieracie.
                PS. Założenie końcowe było słuszne :)
                • nikodem_73 Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię 28.05.12, 14:35
                  Tak, bo to był Twój wybór. Nie musiałaś za niego wychodzić. Nikt Cię nie zmuszał do małżeństwa (o ile mi wiadomo, to nie jest to praktykowane obecnie).

                  Jak pisałem wcześniej - nie potępiam (i nie oceniam). Po prostu stwierdzam, że dokonałaś nietrafnego wyboru. I nie myśl proszę, że chcę Ci "weprzeć" jakąkolwiek winę. Bo to co przeżywasz to nie kara, lecz konsekwencja. No tak już bywa, że się mylimy.

                  A "wygodni" wybierają wygodne rozwiązania. I to dotyczy obu stron. No przykro mi bardzo.

                  Wg mnie to tak się śmiesznie złożyło, że największymi beneficjentami "ruchu walki o równouprawnienie kobiet" są mężczyźni. I to w dodatku ci najmniej wartościowi. O ile wcześniej istniała jakaś społeczna presja na nich, że to on ma utrzymywać rodzinę (a co za tym idzie majątek potencjalnej żony nie ma znaczenia), o tyle obecnie presja ta jest przejawem "patriarchalnego myślenia".

                  I mężczyźni skwapliwie korzystają z tego (nie przeszkadza im to naturalnie nadal używać "patriarchalnego myślenia" gdy jest im to wygodne) i stąd masz wysyp panów, którzy nie chcą stałego związku z kimś, kto nie zapewni im dostatniego życia.

                  Tak pogardzany dawniej "ożenek dla pieniędzy" stał się obecnie niemal akceptowaną formą "zaradności życiowej".

                  Pozwól, że przedstawię Ci sposób rozumowania takiego "wygodnego": "A powiedz mi - po co mam z nią być na stałe? A mało to kobitek się kręci? Jak potrzebuję to zabajeruję, przelecę parę razy i wystarczy. Na cholerę mi taka co sama nic nie ma i jeszcze trzeba będzie do niej dopłacać? Jak już to lepiej znaleźć taką co ma wszystko."

                  Wywodu tego nie wymyśliłem, lecz usłyszałem z ust znajomego (nieco młodszego ode mnie) po tym jak rzucił przesympatyczną dziewczynę (no "nie rozumiała jego potrzeb" /sypiania z innymi kobietami/).

                  No gość jest "nowoczesny", szuka "samorealizacji" i nie chce "ograniczeń". Brzmi znajomo? Bo powinno.

                  Przykro mi bardzo, ale tacy faceci to są niechciane konsekwencje "wyzwolenia" kobiet. Takie swoiste "skutki uboczne". Można by rzec: "chciałyście seksu bez zobowiązań? no to macie". Bo przecież "jak chcę się napić mleka to nie kupuję sobie krowy" (prawda, że "ładne" powiedzonko?)

                  Jeżeli od lat w mediach lansuje się egoizm (pod pięknymi hasłami "zadbania o siebie", "samorealizacji", czy "robienia kariery" /to dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn/), a o poziomie szczęścia ma świadczyć wyłącznie poziom konsumpcji to ciężko oczekiwać, że mężczyźni będą chętnie szukać na żonę kobiety bez kasy, a kobiety będą chciały mieć gromadkę dzieci.

                  No przecież to są wszystko "balasty" - coś co nie pozwala "żyć pełnią życia". Aktualnie "w modzie" są single, którzy uprawiają seks, podróżują, "realizują się", "robią karierę" i dla których dziecko jest co najwyżej dodatkiem do wózka Chicco (ale co najwyżej jedno i dopiero po "dorobieniu się" i "realizacji marzeń"). Naturalnie dziecko najlepiej w żłobku/przedszkolu/szkole od 6:30 do 20:00, bo rodzice "robią karierę".

                  I na koniec - oczywiście, że "sami wybieramy". Jak któryś wybierze hmm... powiedzmy nimfomankę to jest to jego wybór i można co najwyżej powiedzieć "zamknij się" gdy narzeka na jej rozwiązłość.
                  • Gość: oo Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: *.warszawa.vectranet.pl 29.05.12, 21:55
                    Nie. Podstawą Twojego rozumowania jest definicja wyboru, z którą nie mogę się zgodzić. Nie wybrałam takiego partnera, jakim okazał się moj mąż. Nie miałam wiedzy (ani nawet szansy na wiedzę) o jego ciemnych stronach i skłonnościach, bo na etapie adoracji świadomie, bardzo starannie i inteligentnie je ukrywał. Czy człowiek okradziony, napadnięty lub pobity dokonał takiego wyboru? Nie. Moim wyborem było, owszem, zakończenie tego związku i cieszę się, że żyję w czasach, gdy kobieta może się na taki krok zdecydować.
                    Niestety to, co piszesz o "nowoczesnych" mężczyznach, jest prawdą. Ale ta postawa nie jest konsekwencją "wyzwolenia" kobiet (cokolwiek przez to rozumiesz). Ludzie płytcy, niedojrzali, wygodni i bezrefleksyjni funkcjonowali w społeczeństwie od zawsze. Ale jeśli ktoś woli inny model życia, będzie żył inaczej. Ja np. mam w d..., co lansują media i czy facet pokroju tego, którego opisałeś, byłby mną zainteresowany. Niech zalicza ile może, mnie by nie mógł.
                    • nikodem_73 Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię 29.05.12, 23:39
                      Po raz kolejny. Nie jest moją intencją Cię obrazić, czy nawet tylko urazić.

                      Przypominasz mi jednak klienta banku, który podpisał umowę, a później drze szaty, że jej nie rozumiał. Nie zostałaś okradziona, napadnięta, czy pobita. Co najwyżej wprowadzona w błąd przez nieetycznego clerka.

                      Dokonałaś wyboru. Złego. Przykro mi.

                      M.in. dlatego sam nie ożeniłem się nigdy. Swojej partnerce, w pewnym momencie, wprost powiedziałem, że miałem za mało czasu aby ją poznać na tyle aby jednoznacznie stwierdzić, że chcę być z nią do końca życia. Zrozumiała. A później... gdy już stwierdziłem, że ją znam, to wspólnie uznaliśmy, że w sumie to kwit państwowo uznający nasz związek to jest nam potrzebny jak świni siodło. I tak zostało.

                      Przez "wyzwolenie" rozumiem postulaty feminizmu drugiej i trzeciej fali. Jeżeli zabierasz się za demontaż "starego systemu", jeżeli propagujesz np. "wolną miłość", to tym samym zachęcasz mężczyzn do unikania trwałych związków. W "starym systemie" mężczyzna, który "zbałamucił dziewoję" był społecznie przymuszany bądź to do ślubu, bądź przynajmniej do REKOMPENSATY (no osobną kategorię stanowiły prostytutki, choć i te w pewnych czasach cieszyły się swoistą estymą).

                      Obecnie? "Wolna miłość brachu! Po co się żenić, jak to wszystko masz za darmo? Bez zobowiązań! Zero kosztów!". "Wyzwolenie moralne" zadziałało tak naprawdę na szkodę kobiet. No przynajmniej tych, które szukają ojca swoich dzieci, a nie kochanka.

                      Wcześniej "patriarchalne społeczeństwo", poza ograniczeniami nakładanymi na kobiety, nakładało na mężczyzn obowiązki. Pamiętaj, że obok "starej panny" funkcjonowało pojęcie "stary kawaler". I też miało znaczenie pejoratywne. Teraz? "Jestem singlem! A co! To, że nie jestem w stanie być w związku z żadną kobietą jest powodem do dumy". Rozumiesz różnicę?

                      I masz rację - ludzie płytcy, niedojrzali, wygodni i bezrefleksyjni funkcjonowali od zawsze. Tyle tylko, że wcześniej nie istniało społeczne przyzwolenie dla ich zachowań. Teraz zaś są oni "nowocześni". A przecież "nowoczesny" brzmi lepiej niż "płytki" - prawda?

                      A przez to, że masz w d... co lansują media to zamiast szukać "wibratora o napędzie jądrowym" szukasz partnera do związku. A wybacz, lecz większość jednak nie jest obojętna. Stąd i Twoje problemy ze znalezieniem kogoś "zainteresowanego".

                      Pamiętaj - liczy się "brak zobowiązań", "samorealizacja" i "brak ograniczeń". To jest na topie. A jeżeli chcesz zobowiązania i chcesz wprowadzać jakieś ograniczenia... No to sorry... to facet "musi" mieć jakąś "rekompensatę" za to. A Ty takiej "rekompensaty" nie jesteś w stanie mu zapewnić... Nawet jeżeli w ciągu jednej nocy przerobisz z nim całą kamasutrę. Trzy razy. Z czego raz na suficie.

                      Dlatego uważam, że "wyzwolenie" to był strzał w stopę.
                      • Gość: oo Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: *.warszawa.vectranet.pl 30.05.12, 01:07
                        Nie, Twój przykład jest naciągany, albo nie rozumiesz sytuacji. Przeczytałam i podpisałam umowę, zawierającą korzystne dla mnie zapisy. Tyle, że druga strona nie wywiązała się z ustaleń. To nie był mój wybór, tylko od początku świadome działanie na moją szkodę - zresztą przy wykorzystaniu tak przez Ciebie chwalonego systemu małżeńskiego, który miałby rzekomo być dla kobiet stanem najbardziej pożądanym i bezpiecznym. Ja ten "raj" miałam i zapewniam Cię, że nie marzę by wrócić do podobnego układu. W tym sensie jestem ta "be" - czyli "wyzwolona" :)
                        Nie zrozumiałeś też jeszcze jednego. Nie zależy mi na "złowieniu" za wszelką cenę pustaka, dla którego celem związku z kobietą jest "ustawienie się" i według którego "nic" mu nie mogę zaproponować. Wręcz przeciwnie, facetów przekonanych o własnej niebotycznej atrakcyjności WYŁĄCZNIE ze względu na posiadaną kasę traktuję jak nieciekawych, upośledzonych emocjonalnie ludzi. I jeśli większość mężczyzn ma (jak piszesz) takie podejście, to trudno. Pozostanę i będę szukać w ramach mniejszości.
                        • nikodem_73 Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię 30.05.12, 01:44
                          Nie zgodzę się z Tobą.

                          Przeczytałaś i podpisałaś umowę, choć nie rozumiałaś kilku zapisów, które clerk (kurcze - jak to jest po polsku?) "zabajerował" miłymi zdaniami, które wzięłaś za dobrą monetę.

                          No wiesz coś w stylu

                          "Będę Ci wierny aż do śmierci*

                          *klauzula obowiązuje w sytuacjach, gdy podmiot autorytatywnie zobligowany jest do jednostronnego i dobrowolnego powstrzymywania się od jakichkolwiek kontaktów z osobnikami płci przeciwnej. W wypadku braku jednostronności i dobrowolności zapis uznaje się za niewiążący, o ile beneficjent nie wyrazi jednoznacznego sprzeciwu, lub w wypadku gdy osobnik inicjujący zbliżenie jest wyjątkowo atrakcyjny. Klauzulę nie uznaje się za wiążącą także po wypiciu piątego piwa, oraz w każdy trzeci piątek miesiąca"

                          Tekst z gwiazdką został zapisany czcionką wysokości 6 punktów, na ostatniej stronie kontraktu o 24 stronach. Strona była dostępna. Była przyklejona na tylnej ściance dwutonowej szafy. Wstawionej do czwartej toalety trzeciego terminala Heathrow. A na drzwiach był napis "Uwaga! Zły leopard".

                          Wybacz, lecz albo dokonałaś wyboru zbyt szybko (a co za tym idzie - "nie doczytałaś gwiazdek"), albo clerk Cię "zbajerował", że to taka standardowa regułka, która nic nie znaczy.

                          Nie wiem co było przyczyną rozpadu Twojego małżeństwa. I nie - nie musisz pisać. Bo to w sumie nieistotne dla mojego wywodu, a sam czułbym się niezręcznie wyciągając to z Ciebie. Tym nie mniej jestem przekonany, że pewne "znaki ostrzegawcze" albo mogłaś zobaczyć przed ślubem, albo ślub był zawarty zbyt szybko.

                          Bo pewnie - każdy może grać inną osobę niż jest w rzeczywistości. Tyle tylko, że nie da się tego robić stale. Pewne "sygnały ostrzegawcze" pojawiają się w sumie dość szybko. Teksty w stylu "nie musisz mnie stale kontrolować", "potrzebuję trochę swobody/przestrzeni dla siebie", "idę dziś z kolegami na piwo - nie czekaj z kolacją", "potrzebuję trochę prywatności", etc. etc. etc. A z innej beczki - "sam sobie zasłużył na to co mu zrobiłem - nie powinien mnie denerwować", albo "jak się stawia to musi wiedzieć, że może oberwać".

                          Sorry. Nikt z czasem się nie zmienia. A jeżeli już to na gorsze. Moja babcia (gdy byłem w sumie nastoletnim brzdącem) mawiała: "Małżeństwo jest jak garnitur. Jeżeli na początku coś Cię uwiera, to z czasem nie będzie lepiej, a tylko gorzej". To była mądra kobieta.

                          I faktycznie - nie zrozumieliśmy się. Nie imputuję Ci bynajmniej, że szukasz "pustaka". I to za wszelką cenę. Sądzę, że szukasz miłego, zabawnego, wartościowego faceta, który będzie miał w d... Twoją sytuację finansową (bo będzie chciał znaleźć kogoś na resztę życia, a nie "rekompensaty"). Chcę Ci jedynie wytłumaczyć, że o takich jest obecnie bardzo, BARDZO, BARDZO trudno.
                          • Gość: oo Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: *.warszawa.vectranet.pl 30.05.12, 14:15
                            Wiedziałam, że się nie zgodzisz i nieźle kombinujesz broniąc swojej tezy. Ale ja również nie do końca zgadzam sie z Tobą, mimo że doceniam inwencję twórczą.
                            Generalnie o wartościowych ludzi jest bardzo bardzo trudno.
                            Tylko że nie każdy potrzebuje wartościowego partnera czy przyjaźni. Niektórym wystarcza portfel/dupa, plotkowanie z fryzjerką/paru kolesi od piwa.
                            Mam pecha (szczęście?), że nie mieszczę się w tej grupie.
                            Naprawdę "nie muszę":) pisać, dlaczego rozpadło się moje małżeństwo? Ufff dzięki, już się bałam, że jednak będziesz tego wymagał i będę "musiała" takich informacji udzielić.
                            W kwestii "wyboru" i mojego wpływu na to, jak potoczyło się moje małżeństwo, mam inny przykład. Twoja partnerka i dziecko przechodzą przez ulicę, na zielonym świetle, po pasach. Nagle przejeżdża po nich rozpędzone auto, dziecko traci nogi, kobieta jest sparaliżowana do końca życia, pijany kierowca wesoło jedzie dalej. Oto, co powiedziałby policjant, kierujący się Twoim tokiem rozumowania: "Cóż, z mojego punktu widzenia nic złego się nie stało. Przecież ani pani ani dziecko nie zostali napadnięci lub pobici. A obecna sytuacja to był wyłącznie tej pani wybór. Wprawdzie przechodzili po pasach, przy zielonym świetle, rozejrzeli się przed wejściem na ulicę w lewo i w prawo, i jeszcze raz w lewo, a kierowca nadjechał zza rogu i wchodząc na jezdnię nie mieli szansy go zobaczyć, ale cóż...weszli na złe pasy, o złej porze. Takiego wyboru ta pani dokonała, przykro mi, niestety złego. Ja też dziś przechodziłem dwa razy przez ulicę i - proszę - nic mi się nie stało! Przecież mogła się pani spodziewać, że trafi na pijanego kierowcę. Więc teraz niestety, trzeba ponosić konsekwencje swojego wyboru." I dodałby jeszcze: "A w ogóle to wina feminizmu. W takim Afganistanie, na przykład, byłoby nie do pomyślenia, żeby baba sama po ulicy chodziła, bo tam dbają o dobro kobiet. A w Polsce - chciały być "wyzwolone", łażą same po pasach, no to teraz mają, co chciały. Pretensje więc, droga pani, tylko do siebie."
                            Rozumiem, że policjant ma rację?
                            • nikodem_73 Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię 30.05.12, 19:46
                              Wybacz, ale chyba emocje przesłaniają Ci nieco zdrowy rozsądek.

                              Ty po prostu wychodzisz z założenia, że nie mogłaś wiedzieć. To niby jak - on Cię napadł, ogłuszył i obudziłaś się z obrączką na palcu, ale za to bez nóg? (że tak się przytrzymam poetyki wypowiedzi).

                              A może jednak znałaś go przed ślubem? Nie widziałaś jak się zachowuje? Nie wiedziałaś co sądzą o nim jego (i Twoi) znajomi? Czy może po prostu nie miałaś dość czasu aby się zorientować jaki jest?

                              No wiesz... tak fajnie bajerował, że endorfinki zadziałały, motyle w brzuchu, te sprawy, szast-prast i po ślubie. Bo kolo przecież taki suuper jest... I taki męęęski...

                              Bo chyba nie wyszłaś z tego zabawnego, kobiecego mitu, że "dla Ciebie to on się zmieni na lepsze"?

                              Pytam o to wszystko, bo dość często "w drugą stronę" tak to mniej-więcej wygląda. Kolo łazi na ciągłym rauszu endorfinkowym i poza trzeciorzędnymi cechami płciowymi świata nie widzi. A później żale, że taka, że owaka, że "wcześniej taka nie była".

                              Kurcze - gdybym za każdy tekst "przed ślubem taka nie była" dostawał stówę to bym normalnie mógł już dziś żyć z odsetek. Bo najlepsze jest to, że nawet jak im się powie, że generalnie to ona zawsze taka była tylko oni tego nie widzieli, to nie wierzą.

                              Ale chyba zacznę im sprzedawać Twoją anegdotę o policjancie - dzięki temu będą mogli tkwić w ułudzie, że postępowali prawidłowo, nie popełnili żadnego błędu w ocenie, a ona to po prostu "zła kobieta była" i tylko dobrze się maskowała. No taki normalnie "pijany kierowca zza zakrętu". Taki DOPUST BOŻY! Jak tornado, albo trzęsienie ziemi! O! To jest dobre!

                              Bo ta Twoja opowiastka w ogóle jest od czapy, bo poruszasz w niej kwestię winy (i to do tego w wybitnie emocjonalny sposób, co nigdy nie służy racjonalności argumentów), a nie wyboru jako-takiego. To nie jest kwestia tego, czy "stało się coś złego", czy też nie. Bo to chyba jest oczywiste.

                              Podkreślę (chyba po raz kolejny), że sam nie obarczam Cię winą za cokolwiek.

                              Nie miałaś wyboru? A trzecia prawda Tischnera. Miałaś wybór. Taki sam jaki ma konsument kupujący szeroko reklamowany towar. Gdy okazuje się, że ten psuje się w dwa dni po upływie gwarancji nie zmienia to faktu, że konsument wyboru dokonał. Niewłaściwego, ale jednak.

                              Mógł ulec magii reklamy. Mógł nie sprawdzić co sądzą o danym produkcie inni. W końcu mógł stwierdzić "shut up and take my money! I want it and I want it now". To niczego nie zmienia.

                              Widzisz. Z mojego punktu widzenia dokonałaś wyboru i "kupiłaś bubel". Później zaś dokonałaś drugiego wyboru i bubel wyrzuciłaś. A każdy wybór ma jakieś konsekwencje (i to zarówno pozytywne, jak i negatywne).

                              Dodatkowo twierdzę, że im pochopniej dokonuje się wyborów, nie biorąc pod uwagę potencjalnych konsekwencji, tym na rynku będzie więcej bubli.

                              Stąd taka np. "wolna miłość" (nie tylko ona zresztą - ta dawna presja na "staropanieństwo" też niczego dobrego nie powodowała) nakłania do dokonywania nieprzemyślanych wyborów, a co za tym idzie powoduje, że bubli na rynku jest znacznie więcej (i będzie coraz więcej).

                              PS. Kurcze - ten Afganistan mnie rozpirzył w drobny mak. Wiesz czym się różniła pierwsza fala feminizmu od drugiej? Bo podejrzewam, iż sądzisz, że chciałbym widzieć kobiety jako własność mężczyzn.
                              • Gość: oo Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: *.warszawa.vectranet.pl 30.05.12, 22:15
                                Twoje wcześniejsze wypowiedzi były nawet interesujące, pewne rzeczy przemyślałam, pewne z uśmiechem przeczytałam. Nie ze wszystkim się zgadzałam, ale wymiana opinii wydawała mi się warta czasu.
                                Ostatni wpis - protekcjonalny bełkot przemądrego, posiadającego (w swoich oczach) nieograniczoną wiedzę o życiu faceta, nie dopuszczającego nawet cienia myśli, że jednakowoż pewne doświadczenia (tudzież wiedza o nich) go ominęły. I że nie powinien w związku z tym pouczać tak agresywnie kogoś, czyjej historii NAPRAWADĘ nie zna. Bardzo typowe (dla facetów, nie tylko w Afganistanie, jak widać).
                                Dziękuję za rozmowę.
                              • Gość: kilerka Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: *.unregistered.net.exatel.pl 31.05.12, 12:17
                                Popieram koleżankę, która "nie mogła wiedzieć", bo tego się nigdy do końca nie wie. Poznajesz świetnego faceta, inteligentny (czyta książki!!!! :D), fascynują go góry, Mazury, skałki, jaskinie, przystojny, wysportowany, dżentelmen, przychodzi na randki w samodzielnie wyprasowanych ciuchach!!!!, lubi dobrą kuchnię, sam też coś upichci, przynosi naręcza kwiatów i płaci za lody... Idealny, bo... "zanęca", he, he! Jak rozpoznać w tym wzajemnym tańcu grę, fikcję? Fascynacja, endorfiny, klapki na oczach, motyle w żołądku wielkości słoni, och i ach. A po latach okazuje się, że naręcza kwiatów były z klombów, ogródków sąsiadów, wyjazdy i wycieczki w góry i na Mazury z kumplami beze mnie, gotuje, bo właśnie była wyprzedaż produktów w markecie, którym kończy się termin ważności albo "lekko" przeterminowanych i trzeba to wykorzystać... A te lody wypomina przez następne lata pod hasłem : zobacz, jak ja cię kocham - kupiłem najdroższe lody i jeszcze lampkę wina.
                                W codziennym życiu dowiadujesz się, kim jest drugi człowiek, twoja "alfa i omega", która spierdziela ci się z piedestału z prędkością światła, gdy zakręca ci ogrzewanie, oszczędza na każdym aspekcie życia (zimna woda), bo to za dużo kosztuje, a ja taka niegospodarna, niezaradna (patrz : nie kupuję przeterminowanej żywności albo zafoliowanej "kiełbasy" za 5,99zl z półrocznym terminem ważności). I do tego jeszcze mamusia odmieniana przez wszystkie przypadki. Pomyślałam : mam wybór, tak jak przed laty, gdy związałam swój los z tym człowiekiem. Mogę zmienić los mój i dziecka, nikt nigdy nie powie mi już, że jestem debilką, idiotką, kretynką, bo nie wykonuję jego poleceń. Wybieram, bo wolę być sama, płacić własne rachunki i utrzymywać się ze smutnej pensji, nie szukam "następcy tronu", bo przecież jestem hubą, bluszczem i pasożytem, który nie da sobie bez żywiciela rady. Jesteśmy same już 2 lata, życie jest fajne, raz na wozie, a raz nie, mam mnóstwo przyjaciół, rodzinę, czasami ktoś fajny pojawi się na horyzoncie, ale generalnie nic na siłę, bo nie muszę udowadniać swojej wartości faktem "posiadania" drugiego człowieka. I tym optymistycznym akcentem kończę, i pozdrawiam "oo" oraz "nikodema_73". :D
      • Gość: kasia Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: *.leon.com.pl 27.05.12, 22:35
        Proponuję Ci walczyć o prawa nad opieką nad dzieckiem bo bez problemu dasz sobie radę:) a ja zostawić na lodzie skoro takim nierobem jest.
        • nikodem_73 Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię 27.05.12, 23:12
          Pewnie - wystąpić może. Tylko kto mu ją przyzna skoro "dziecko musi mieć matkę"?
    • Gość: TW w sutannie Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: *.internetia.net.pl 27.05.12, 20:29
      Czy pani dr hab. Joanna Mizielińska może mi wyjaśnić,jakie obowiązki domowe ma kobieta w domu milionera?Bo nie chce mi pani wmówić,że pranie,gotowanie,sprzątanie....kpiny sobie pani urządza?
    • Gość: brandy Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: *.dynamic.chello.pl 27.05.12, 21:00
      a myslisz, ze jakby zarabiala, to by sobie tego nie kupila sama? ale moze wolala twojej tlustej dupci gotowac obiadki :)
    • Gość: Joannn Statystyki czyli brednie IP: *.adsl.inetia.pl 27.05.12, 21:52
      "Pewne jest jednak, że zgodnie z danymi GUS na początku tego roku co druga Polka w wieku produkcyjnym (18-59 lat) nie pracowała. "

      W takie coś nie uwierzę. Ponieważ sama mam 8-10 godzinną pracę biurową tyle, że... na czarno. Szef nie zatrudni mnie legalnie bo mu się to wtedy "nie opłaca" - podatki są zbyt duże. A ja nie mogę zrezygnować z obecnego zatrudnienia ponieważ mam dzieci na utrzymaniu. Tak więc zarabiam średnią krajową, chociaż widnieje w statystykach jako nie pracująca.
    • Gość: "Sprywatyzowany" Nieustanna indoktrynacja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.05.12, 21:55
      I znowu te bzdury. "Czasy, gdy na półkach stał tylko ocet". Już wiem czemu w telewizji pełno ogłupiajacego śmiecia. Chodzi o to, by nie było ludzi myślących i nikt nie zadał sobie pytania, jak to możliwe, że był tylko ocet, a nikt nie umarł z głodu i nikt nie chodził nago.
      Teraz za to mamy raj. W Polsce prawie nie ma majątku polskiego, bo sprzedawczyki oddały go za grosze, pozbawiając panstwo polskie dochodów i wpływu na gospodarkę.
      A tak w ogóle, to niewolnikowi nie potrzebne jest własne panstwo ani tożsamość narodowa - wystarczy, że nie ma kolejek po papier toaletowy.
      • nikodem_73 Re: Nieustanna indoktrynacja 27.05.12, 22:34
        To nie indoktrynacja, lecz stwierdzenie faktu.

        No ocet stał, bo zwykle nie pija się go litrami, a i możliwości jego wykorzystania są dość skromne. Reszta towaru "się rozchodziła" niedługo po tym jak został "rzucony".

        Tłumacząc dla ludzi "myślących" - ocet był stale - reszta bywała okazjonalnie. Dlatego nikt nie umarł z głodu. Należy dorzucić do tego kwitnący czarny rynek i wszechobecny barter. Np. mój ojciec wymienił układ wydechowy do malucha (miał w piwnicy 3 - udało mu się przechodzić obok Polmozbytu, gdy "rzucili") na świniaka (dwie półtusze), którego trzymaliśmy w zamrażarce, która zajmowała pół kuchni.

        Pamiętasz jak były kartki na cukier, czy mięso? A na papierosy i wódkę? A to, że np. pieluchy (tetrowe) kupowało się na podstawie książeczki zdrowia dziecka? A to, że papier toaletowy to generalnie był dostępny po "zdaniu makulatury? Czy może też już to wszystko wyparłeś z pamięci i zarzucisz mi "indoktrynację"?

        Kurcze - sam nie pamiętam już wszystkich "uroków" PRL. Pamiętam jednak, że normalnym było, że się szło stać do kolejki do mięsnego o 8mej rano, bo już o 10tej otwierali więc trzeba było być w miarę wcześnie, co by w ogóle załapać się na cokolwiek oprócz "towaru nie ma - może rzucą coś o 14tej".

        Na koniec przytoczę Ci "żarcik z epoki":

        Mówi jedna staruszka do drugiej
        - Patrz pani jak to się wszystko zmieniło... Przed wojną - wchodzę do sklepu z napisem "Rzeźnik", patrzę, a tam mięso. Teraz? Wchodzę do sklepu z napisem "Mięso", patrzę, a tam rzeźnik.
    • Gość: kasia Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: *.leon.com.pl 27.05.12, 22:28
      A kobieta pracująca niby nie zajmuje się domem..ma na głowie to i to i jakoś sobie radzić musi ..więc przynosi wg tej teorii wypłatę plus te 1300zł. więc wniosek prosty..niepracująca kobieta jest leniem śmierdzącym żerującym na pensji męża.
      • nikodem_73 Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię 27.05.12, 22:51
        Jeżeli chcesz przeliczać wszystko na pieniądze to tak - kobieta, która nie pracuje zawodowo jest pasożytem albowiem obecnie praca przez nią wykonywana warta jest (wg artykułu) troszkę ponad 1300 zł, a za to to ciężko jest nawet wynająć mieszkanie i przeżyć.

        Tylko widzisz - problem w tym, że większość mężczyzn nie żeni się po to aby na tym zarabiać i nie rozpatruje małżeństwa w kategoriach księgowych.
        • Gość: weisek Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: *.motorola-solutions.com 28.05.12, 12:27
          > Tylko widzisz - problem w tym, że większość mężczyzn nie żeni się po to aby na
          > tym zarabiać i nie rozpatruje małżeństwa w kategoriach księgowych.

          Może szkoda, bo kobiety (większość?) chyba tak właśnie robią.
    • Gość: ksionc probostrz Kurestwo się opłaca. Kur.wom. IP: *.play-internet.pl 27.05.12, 23:45
      Małżeństwo to zalegalizowana forma prostytucji. Nic więc dziwnego, że kiedy sponsorowi braknie sałaty to dziwka się odmeldowuje a przy okazji obdziera swojego dobroczyńcę z ostatniej koszuli.
      • nikodem_73 Re: Kurestwo się opłaca. Kur.wom. 28.05.12, 01:40
        1. Prostytucja w Polsce jest legalna. Nielegalnym jest tylko czerpanie korzyści z prostytucji innych osób.
        2. Jeżeli naprawdę uważasz, że "małżeństwo to zalegalizowana forma prostytucji" to mogę jedynie Ci współczuć. I poważnie - nie żeń się nawet jak zniosą celibat. Dziwki wyniosą Cię taniej, a i tak nie poznasz różnicy.
    • Gość: zenek Bardzo jednostronny i stereotypowy opis. IP: *.4-2.cable.virginmedia.com 28.05.12, 00:20
      I feminizm do potęgi ętej, aż żal czytać. Teza jest z góry założona, że kobieta nie może się realizować, jest zamknięta w domu z dzieckiem, biedna prawda... ;-( , a mężczyzna drań może i MA wszystko co chce, i potem napewno znajdzie młodszą, bo jak inaczej. nie?.

      A realia są jednak często inne.

      W dodatku o sensie małżenstwa nikt nawet nie wspomniał. Niestety żyjemy w czasach w których dużo kobiet WALCZY!!! o Swoje!!! ale nie wiadomo do końca z kim, i czym... zapominając czesto o swoich (I NIE TYLKO!!!) dzieciach i o ludzich którym "po trupach" robią krzywdę. (np. rodzinie takiego wystawionego faceta.. siosta, babcia, matka)

      Małżeństwo powinno być dwustronne i zrównoważone... a prawda jest często taka że "wyzwolone" kobiety szukając oczywiście idealnego faceta milionera, alpha male nieustannie (modela z ferrari i winiarnią i domem w monako jeszcze), - których nigdzie nie ma... jakimś cudem, się okazuje,.. w praktycze wykorzystują(bardzo) i niszczą normalnych miłych facetów którzy chcą dobrze, spełnić się w roli ojca i męża "głowy rodziny", a nie dostają na to szansy, bo wszyscy WALCZĄ o więcej!!! więcej rzeczy, dóbr materialnych (kosmetyków, mieszkan) i tego typu bzdur, a nie rzeczywistego bezpieczeństwa jakie małżenstwo ma zapewnić obojgu - wspólnie (bez względu na ilość pokoi w mieszkaniu).
      Partnerstwo to... banalna sprawa!!!!!!!, ale niestety medialny mętlik (jak ten artykuł) i feministyczny aktywizm robią wielu ludziom wodę z mózgu, i upewnia ich w błędach. Facetów róznież że są "za słabi" na wyzwolone kobiety, a to również bzdura z błędnej tezy, z początku.
      A taki alpha male to by sobie poradził z pięcioma "wyzwolonymi kobietami" na utrzymaniu, nie?

      Niech ktoś mi wytłumaczy sytuację: Mój brat znalazł super dziwczynę, mądrą, miłą, ładną - nowoczesną kobietę, zakochali się, zaręczyli się, zrobili sobie dziecko, kupili mieszkanie (na kredy 25-letni oczywiscie, bo jak?) wszystko trwało 3 lata razem wzięte... ("takie czasy, szybkie tempo zycia", nie? super) aż pewnego dnia "wyzwolona kobieta" powiedziała mu że ma dosyć - chce "czegoś" więcej..., i ze go nie kochała wcale (tylko kocha Bolka z pod w-wy), ale zaszła w ciąże... więc tak trzeba było...nie? ślub, prawda "dla rodziny" a jaki mamy efekt?

      Gość w 3 lata zrelizował to o czym marzył, i w jeden dzien zostało mu to odebrane... jego marzenie normalnej rodziny której nigdy nie miał (bo był z rozwiedzionych rodziców) Wylądował na ulicy, z kredtem za mieszkanie (25 lat) w którym nie może mieszkać (bo jak by mógł wywalić matkę swojego dziecka na ulicę, nie? nie do pomyślenia), a bo ONA zawsze kochała innego,juz za nim się zaręczyli, ale wygodniej? JEJ było ciągnąc ten "bezpieczny wózek", Jak dla mnie to perfidna manipulacja (pani psycholog z wykstałcenia), a nie przypadek.

      PAT. A jeszcze ktoś w komentarzach słusznie zauwarzył że nie zostały poruszone koszta, Pani nie dość że ma mieszkanie dla Siebie i dziecka to jeszcze przeciez zasługuje na alimety bo z czegoś musi żyć... i "biedne dziecko", nie? I niech mi ktoś powie gdzie tu jest odpowiedzialność (za np.dziecko) tej że "kobiety wyzwolonej"? I dlaczego dziecko jest biedne?

      Odpowiedzialność jest gdzie? ...na barkach gościa któremu odebrała marzenie "normalnej rodziny" i bycia normalnym ojcem dla swojego syna. On mieszka udało mu się, w 24m, pracuje na nią, na dziecko, na siebie, zajmuje sią małym (jak mu da) jak będzie miała ochotę za jego forsę pojechać pod warszawe do jakiegoś bolka, który uwierzył w ten bełkot o "kobietach wyzwolonych" i pewnie jeszcze inne rodziny rozwali... Fajnie, nie? wszyscy bądzmy sami, a niech płaci za nas ktoś inny.

      Chore!!!
      A jeszcze smieszniej będzie jak faceci zaczną byc "wyzwoleni" i żaden na ślub się nie złapie... wtedy będzie "równość" :-) a nie jak teraz, na zasadach socjalnych nie pasujących do aktualnego stanu rzeczy. "wszyscy bądzmy sami, a niech płaci za nas ktoś inny." :-D
      • violka-pl Re: Bardzo jednostronny i stereotypowy opis. 28.05.12, 02:09
        Biedny żuczek. Widać taka sytuacja mu odpowiada, jest coś takiego jak podział majatku, sprzedaż mieszkania. Naprawdę myślisz, że ta kobieta mieszkałby z dzieckiem pod mostem?
        Gdy twój kuzyn znów się zakocha, nie będzie miał skrupułów aby odzyskać mieszkanie.
    • Gość: vigo Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: *.warszawa.vectranet.pl 28.05.12, 00:43
      O ja pier.... Chyba miało być ambitnie i publicystycznie, o kondycji polskich (eks)żon. Tymczasem wyszedł pełen goryczy, chciwości, frustracji, pozbawiony jakiegokolwiek obiektywizmu zabełkotany banalny pamiętnik, topornej polskiej carrie bradshaw dla ubogich.
      Feministyczny bełkot. Posiadanie dzieci i męża to nie choroba, przynajmniej jeśli ma się głowę na karku. Kumata kobieta potrafi pracować i wychować dzieci. Nie szuka wymówek, tylko robi swoje. Usprawiedliwień, rozwodów (i pieniędzy w nich) szukają tłuste, leniwe, zmanierowane, niedopchane, prymitywne kobiety, które same chętnie wchodzą w rolę kury domowej, aby uniknąć konfrontacji swoich niskich umiejętności i możliwości z rzeczywistością, m.in. zawodową. Oczywiście, że są mężowie - ch...., którzy potrafią uziemić każdą kobietę. Ale pamiętajmy o tym, że są też żony-kotwice, harpie które chcą tylko więcej i więcej, mają wiecznie pretensję, daaaaaaawno zapomniały co przyrzekały na ślubie i na czym małżeństwo tak naprawdę polega. Nie bierzmy ich w obronę takim bełkotem, bo zniszczyły one nie jedną firmę, nie jedną karierę, nie jedno życie, nie jeden związek. Takich przykładów nawet w Polsce są tysiące, wystarczyło zapytać o to p. Dolińskiego. Swoją drogą dziwie się, że w tak tendencyjnym tekście zgodził się wystąpić.
      • lukrrecja Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię 28.05.12, 11:12
        "Kumata kobieta potrafi pracować i wychować dzieci." - Wiesz, taka naprawdę kumata pracuje i wychowuje wspólnie z mężem.
      • Gość: Alina Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: *.ssp.dialog.net.pl 12.07.12, 09:11
        "Takich przykładów nawet w Polsce są tysiące, wystarczyło zapytać o to p. Dolińskiego. Swoją drogą dziwie się, że w tak tendencyjnym tekście zgodził się wystąpić. "

        Chyba mylisz profesora Dolińskiego i Jacka Dolińskiego, który udzielał wywiadu
    • Gość: bankier Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: *.warszawa.vectranet.pl 28.05.12, 07:42
      od tysięcy lat mądrzy ludzie podpisują intercyzy i nie dają się okradać chciwym samicom,
      a idioci wierzą w czyste intencje samic (bo myślą jajnikami matek) i zostają z niczym.

      głupota nie boli ale sporo kosztuje - więc serdecznie radzę facetom nie ulegać
      romantycznym bzdurom wmasowywanym przez matki i narzeczone.
      Żeby rodzina była zdrowa dzieci muszą mieć ojca, a żeby ojciec był w domu
      trzeba mieć narzędzia zarządzania domową koorewką. Koło się zamyka - zdrowa rodzina
      to taka, w której jest intercyza a z złodziejskie ciągotki samicy są pod kontrolą.
    • Gość: bankier Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: *.warszawa.vectranet.pl 28.05.12, 07:50
      wracając do ZUS, który manipuluje statystykami pokazując ilość lat na emeryturze mężczyzn, którzy dożyli do emerytury zamiast mężczyzn, którzy płacili ZUS.

      w ten sposób ukrywana jest prawda, że statystyczny mężczyzna jest na emeryturze 4 miesiące, czyli średnio potrzebuje odłożyć ok. 10-12 tysięcy zł na swoją emeryturę.

      Ta sama niezakłamana statystyka pokaże, że statystyczna polka jest na emeryturze 7,5 roku
      czyli ok. 18 razy dłużej niż mężczyzna.

      Teraz można wykazać, że kobiety pobierają z ZUS ok. 94% wszystkich świadczeń, wpłacając tam niecałe 38%.

      To jest przekręt tysiąclecia, bo de facto faceci całe życie odkładają pieniądze na emerytury obcych kobiet, których nie znają. Kradzież systemowa w majestacie pokoorwionego prawa!

      Jeśli faceci potrzebują odłożyć średnio tylko 12tyś zł na swoją emeryturę to dlaczego odkładają średnio 250tyś na emeryturę jakiejś obcej kobiety ?
      Może warto założyć ubezpieczalnię dla facetów i ubezpieczać się uczciwie a nie dawać się
      koorwom okradać ?

      • vogon.jeltz Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię 28.05.12, 12:58
        Gość portalu: bankier napisał(a):

        > To jest przekręt tysiąclecia, bo de facto faceci całe życie odkładają pieniądze
        > na emerytury obcych kobiet, których nie znają. Kradzież systemowa w majestacie
        > pokoorwionego prawa!

        Mam dla ciebie przerażającą wiadomość, misiaczku: tak działają każde ubezpieczenia.
        • Gość: bankier Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: *.warszawa.vectranet.pl 28.05.12, 13:28
          nie masz racji żuczku.

          uczciwe ubezpieczenia działają na zasadzie, że żadna grupa ubezpieczonych nie
          sponsoruje innej w sposób systemowy, bo to z definicji jest kradzież a nie ubezpieczenie.
          Tęgie głowy siedzą i liczą jak w miarę uczciwie liczyć składki - w przypadku mężczyzn
          prącujących średnio 45 lat, czyli 540 miesięcy składka w sile nabywczej będzie wynosiła
          12.000 / 540 czyli 22zł a nie płacone przez facetów tysiące.
          22zł miesięcznie to uczciwa składka dla emerytury w wysokości 3000zł. ZUS pobiera 80x więcej
          i to jest właśnie złodziejstwo systemowe.

    • Gość: Bert Oj zarabiają i to bardzo IP: 194.110.64.* 28.05.12, 09:26
      Pełno jest takich "zarabiających kobiet". Nie chce im się pracować, bo "trzeba wcześnie wstawać". "Dziewczyna" mojego kolegi miała z nim dziecko, po czym wzięła alimenty i żyje na jego koszt z innym "kochasiem". I co? Nie zarabia - jasne, że zarabia!
    • robmar2007 Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię 28.05.12, 10:09
      Gość portalu: mikołaj napisał(a):

      > Autorka artykułu przerywa swoją myśl w punkcie, w którym jest to korzystne dla
      > jej tezy, że kobiety wcale nie dorabiają się na rozwodach, a pieniądze im się p
      > o prostu należą. Pociągnijmy jednak dalej te urwane rozważania.
      >
      > "Niepracująca zawodowo kobieta "zarabiała" wtedy 1330 zł, a jej aktywna zawodow
      > o koleżanka 1158 zł." Prawda - kobieta zajmująca się domem wnosi przeliczalny n
      > a pieniądze wkład. Ale dlaczego mówimy tylko o tym, ile warty jest sam ten wkła
      > d? Pomówmy też o kosztach takiej kobiety: mieszkanie, media, jedzenie, ubrania,
      > wycieczki, kosmetyki i inne. Czy one aby nie przekraczają tych 1330 złotych? C
      > zyli jednak taka kobieta otrzymuje więcej, niż sama daje. Dlaczego więc kobieta
      > powinna dostać pieniądze za rozwód? Powinno być odwrotnie - powinna dopłacić,
      > bo finansowo otrzymała więcej. Tak to właśnie bywa - jeżeli mówimy o przychodac
      > h, musimy powiedzieć też o kosztach drogie panie. Tak to właśnie jest w biznesi
      > e.
      >

      Zgadzam się. Utrzymanie kobiety to są zdecydowanie większe koszty. Poza tym co w przypadku, gdy mężczyzna w domu również pracuje, zajmuje się dzieckiem, wykonuje różne naprawy, kosi trawnik, maluje itd. lub pełni funkcję domowego szofera???:))
      Jemu też się należy minimalne wynagrodzenie???
    • Gość: feministka Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: *.215.34.192.getinternet.no 28.05.12, 11:49
      Tak sobie czytam i czytam o kosztach utrzymania kobiety – to dlaczego je utrzymujecie? Dlaczego nie wiążecie się z kobietami aktywnymi zawodowo, które same się utrzymują?
      Mam 26 lat, większość moich koleżanek pracuje - mają OK zarobki, niektóre więcej, niektóre mniej. Niektóre pobrały już, samodzielnie, kredyt na mieszkanie. Są atrakcyjnymi kobietami (obiektywnie - uwierzcie), dbają o siebie (siłka, kosmetyczka co jakiś czas, niezły gust). I co? Są same. Faceci niby są zainteresowani, pokręcą się gdzieś tam wokół, ale ostatecznie tracą zainteresowanie. Potem spotykają ich na imprezach z wymalowanymi dziunami, gdzie mogą być podziwiani i dokonać prostej wymiany za kasę. Ja wiem, że to nie jest regułą, ale mam wrażenie, że faceci idą na łatwiznę - więc sorry, jak mawiała moja babcia - widziały gały co brały.
      Kobiety i mężczyźni - dwa razy się zastanówcie nad tym kogo wybieracie. Jeżeli poślubiasz „dziunię» z tipsami i dwukilogramowym makijażem - czego oczekujesz? Weż ją przed ślubem na jakąś wycieczkę pod namiot i zobacz jak sobie będzie radziła. Płacisz za nią na wspólnych randkach, kupujesz mnóstwo drogich prezentów? Dlaczego oczekujesz, że to się zmieni po ślubie. Taki model funckjonowania związku świadomie wybierasz. Dlaczego oczekujesz, że nagle ta dziunia zmieni się w samodzielną, mądrą kobietę?
      Ja się czuję niekomfortowo jak facet płaci za mnie na wspólnych wyjściach. Dlaczego miałby? Nie chcę mu dawać poczucie, że sobie coś kupuję, że coś mu się za to należy. Uważam, że oboje powinnyśmy ponosić podobne koszta jeżeli jesteśmy zaintersowani.
      A ten feministyczny bełkot nie mówi o tym , że wszyscy mężczyźni są źli. Bo nie są. Kobiety też nie. Jest wielu świetnych ludzi wkoło, czasem niestety trzeba trochę się naszukać. Feministki walczą o to, żeby było więcej przedzkoli, żłóbków, lepsze rozwiązania socjalne dla świeżo upieczonych rodziców. O to, żeby zmienić priorytety jeżeli chodzi o wydawanie publicznych pieniędzy. Także o to, żebyście to Wy mężczyźni, mieli szansę na związanie się z Waszymi dziećmi. Widzieć ich pierwsze kroki, słyszeć pierwsze słowa etc. Żeby być tego częścią. Z mojego *więc wielce subiektywnego_ doświadczenia, ok 80% znajomych ma skopane realcje emocjonalne z ojcami. Wszyscy szanują się wzajmenie etc, ale nie ma takiej więzi jak z matką, ojców nigdy przy nich nie było / bo własnie robili kolejne nadgodziny.

      Są różne rodzaje feminizmu i różne rodzaje feministek. Ja jestem zadeklarowaną, aktywną feministką. Uwielbiam facetów i nie wybrażam sobie życia bez nich. Chciałabym mieć dzieci i móc tworzyć szczęśliwy związek. Chcę być szanowana na wszsytkich poziomach życia. Niestety teraz w Polsce tak nie jest. I to jest fakt, tak po prostu nie jest, kobietom żyje się gorzej, ubóstwo ma twarz kobiety. Oczywiście zdarzają siw wyjątki i sytuacja kobiet w miastach jest o niebo lepsza niż kobiet na wsi, ale cały czas jest źle.
      Męczy mnie to uogólnianie i generalizacja jak z podstawówki, że feministki nienawidzą dzieci. I pewnie połowa (albo i więcej) z nich to ukryte lesbijki albo sfustrowane seksualnie „ brzydule”. A jak czytam tu o trzymaniu „złodziejskich ciągotek samicy pod kontrolą” to moja frustracja sięga sufitu.
      Życzę powodzenia w poszukiwanich drugiej połówki i wzajemnego szacunku.
      • Gość: ev_ka Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: *.pr1-nat.espol.com.pl 28.05.12, 12:45
        utrzymuja je, bo im tak pasuje. bo maja sprzataczke, kucharke, nianie do dzieci i kochanke za free ;) od czasu do czasu jakis ochlap w postaci kolacji poza domem lub wycieczki. utrzymuja, bo tak najprosciej, najlatwiej i zawsze jest pod reka kobita...a jak sie trafi jakas bardziej inteligentna i zechce pojsc do pracy, to argument brzmi:" alez kochana, nie bedziesz harowac za marne1000 zlotych!! ja zrobie wszystko, zeby Tobie i dzieciom niczego nigdy nie brakowalo!" wiec ona dalej jest w domu i "pracuje" nas jego kariere i firme; zawsze obok, zawsze do pomocy.
        i faktycznie facet robi wszystko ale do czasu, gdy nie trafi na panienke niewiele starsza od swojego syna...wtedy bierze walizeczke i wychodzi z domu jak zlodziej, nie ogladajac sie na nic .a babka zostaje sama. to nic, ze zostaje z niczym, ze wszystko zaczyna od zera. najbardziej boli, ze taki gostek do tej walizki pakuje wiare w milosc i w drugiego czlowieka; ze pakuje tam poczucie bezpieczenstwa, wszystkie marzenia i sny. to tez drodzy Panowie przeliczycie na pieniadze????
        • czarnyhs Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię 28.05.12, 13:00
          A odwróć sytuację - mąż i żona w chwili ślubu - wykształcenie średnie, on urzędnik, ona nauczycielka. Małe dziecko, w oświacie wymóg wyższego wykształcenia, więc on rezygnuje ze studiów, aby ona wykonywała swoja "ukochaną, wymarzoną pracę" - ona idzie na studia, ale w oświacie "płace mizerne", więc on tyra na 1,5 etatu, aby ona mogła studiować( studia płatne ) i jednocześnie aby w domu niczego nie brakowało ( i nie chodzi tu o najnowszy model Mercedesa czy złote klamki w domu ), w międzyczasie jeszcze większość prac domowych bo "bidulka i pracuje, i uczy się więc trzeba jej pomóc i ułatwić życie" w końcu jemu zdrowie siada ( 2 zawały ), ona kończy studia wpierw inżynierskie, później magisterskie, podyplomowe, robi doktorat i awansuje ( zostaje dyrektorem gimnazjum ) i.......... wypina się na tego który tyrał przez naście lat po to, aby ona mogła skończyć studia i awansować..... bo ona teraz zarabia kilka razy więcej niż jego renta, więc "wybiera nowszy, młodszy model" - bo -cytuję: " nie jestem pielęgniarką, a ty i tak g....o już możesz, a ja chcę żyć". KANALIA DO N-TEJ POTĘGI!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      • Gość: zx Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: 89.174.250.* 28.05.12, 13:56
        a może to nie faceci idą na łatwiznę tylko te twoje koleażanki gwiazdy/rozgwiazdy mają zbyt duże wymagania i są leniwe emocjonalnie. Pewnie chcą wysokiego przystojnego dobrze zbudowanego i zarabiającego i żeby im gotował, prał, sprzątał. Pewnie że żaden się na to nie godzi bo niby po co miałby to robić. Jeśli sam gotuje i sprząta to nie potrzeba mu rozwydrzonej nowoczesnej baby, jeśli domem się nie zajmuje to też taka baba nie jest mu do niczego potrzebna.
        • Gość: femi Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: *.215.34.192.getinternet.no 28.05.12, 14:19

          Oczywiście, jak są samotne - to mają za wysokie wymagania, są rozwydrzone etc.
          Błąd. Same się zajmują domem (mieszkają same, więc to raczej oczywiste, że, jako cywilizowane istoty, nie będą żyły w chlewie), dobrze gotują (w miarę ;)) itd. Niektóre konserwatystki, bez problemu widzą się w roli kury domowej przez kilka lat jeżeli akurat tak się ułożą losy. Fajne babki, można z nimi konie kraść ;)

          „jeśli domem się nie zajmuje to też taka baba nie jest mu do niczego potrzebna.” No właśnie! One, ja też nie, nie chcą być z facetami, którzy chcą być w związku tylko po to, żeby ktoś im się zajął domem. Jeżeli tylko tego wymagasz od kobiety to naprawdę powinieneś zatrudnić sobie gosposię - wyjdzie taniej (szczególnie patrząc na wyliczenia powyżej).
          Mam wrażenie, że większość facetów boi się kobiet, które są samowystarczalne pod względem ekonomicznym. Naprawdę, ja nie uważam, moje znajome też nie, że mężczyzna zarabiający mniej ode mnie jest mniej „męski”. Myślę, że to mężczyźni mają większe trudności z przedfiniowaniem swojej roli. Uważam za błędne rozumowanie, że wyższe zarobki w związku muszą się równać wyższej decyzyjności.
          • Gość: zx Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: 89.174.250.* 28.05.12, 15:52
            pytanie o to, jakich facetów szukają jest jednak nadal aktualne, jak się problem zaczyna badać szczegółowo to prawie zawsze wychodzi że ... chodzi o zbyt wysokie wymagania
            • Gość: femi Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: *.215.34.192.getinternet.no 28.05.12, 16:29
              Naprawdę? Zawsze? To bardzo smutne...

              Nie jestem pewna jakbyś zdefiniował za wysokie wymagania. Wymagają tyle od potencjalnych partnerów, ile wymagają od siebie. Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że mniej (spotykały się z facetami "z brzuszkiem" etc., kobiety nie są w tak dużym stopniu wzrokowcami jak mężczyźni, przywiązują mniejszą wadę do wygląu potencjalnego partnera. Oczywiście nie oznacza to, że wcale :))
              Wydaję mi się, że jeżeli osoba jest w miarę inteligentna wie, że mężczyzna/kobieta jest tylko istotą ludzką i nie moży być alfą i omegą, ma swoje słabości itd. Osoba w miarę ogarnięta nie szuka supermana czy księcia, gdyż wie, że oni nie istnieją "w realu".


              • Gość: zx Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: *.dynamic.chello.pl 28.05.12, 18:37
                No jasne i dlatego np. jest tyle par gdzie facet jest niższy od kobiety - nie rozśmieszaj mnie. Nie raz słyszałem co kobiety mówią na ten temat. No chyba że uznamy, że wzrost faceta nie jest oceniany wzrokiem tylko np. słuchem :)). To samo dotyczy innych aspektów fiz. Twoja teoryjka to typowy produkt społecznej hipokryzji.
                • Gość: femi Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: *.215.34.192.getinternet.no 28.05.12, 20:17
                  Generalnie faceci są wyższi od kobiet i też nie zauważyłam, żeby podbijali do dziewczyn wyższych od siebie. Ale oczywiście to nie jest regułą, przykłady / Carla Bruni + Sarkozy, Katie Holmes + Tom Cruise, Ethan Hawke + Uma Thurman itd.
                  Ja nie twierdzę, że kobiety w ogóle nie zwracają uwagi na wygląd, ale w mniejszym stopniu. Wiem, że istnieją dane popierające moją tezę, ale nie jestem teraz w stanie znaleźć źródła... (ok, wiem, nie liczy sie wtedy ;))
                  A to, że rzadko widzi się atrakcyjną kobietę z tzw. brzydalem i vice versa jest oczywiste - wiążemy się z osobami na podobnym poziomie atrakcyjności (i udowodnione). Może z Twojego doświadczenia wynika inaczej, ale nie oznacza to, że jest to regułą. Społeczne wymagania dot. wyglądu są zdecydowanie wyższe wobec kobiet niż mężczyzn. Wystarczy, że Hilarry Clinton wypowie się publicznie bez mascary na rzęsach, a następnego dnia jest linczowana przez połowę amerykańskich gazet...

                  Zresztą wracając do mojej głównej tezy, warto po prostu zastanowić się z kim naprawdę się wiążemy i czy chcemy iść przez życie z kimś kto będzie nas wspierał i inspirował do rozwoju, czy po prostu z gosposią. Ciężko mi uwierzyć, że kobiety pasożytujące mężczyznę w małżenstwie były inne jako singielki. Bierz za żonę kogoś , kto nie oczekuje od Ciebie utrzymywania jej. Tylko wtedy trzeba się bardziej starać w innych aspektach, nie?



                  Poza tym, wracając do małżeństwa,
                  • Gość: zx Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: 89.174.250.* 29.05.12, 09:56
                    Kobiety są większymi wzrokowcami bez dwóch zdań. A przykłady rzecz jasna wzięte z sufitu - biorąc pod uwagę kasę i władzę jaka ci ludzie mają. Po drugie te twoje badania dot. podobieństwo też są kupę warte, to również bzdura myślisz że np. każdy niski czy gruby chce mieć niską i grubą kobietę czy też nie ma wyjścia, więc o jakim dobieraniu my tu mówimy toż to zwykły przymus !!!. Dajmy więc spokój pseudo-badaniom.
    • Gość: asdf Bo debile chajtaja sie bez kontraktow. A prawo jes IP: 212.209.45.* 28.05.12, 12:00
      Bo debile chajtaja sie bez kontraktow. A prawo jest tak zfeminizowane ze typa mozna pozamiatac jak male dziecko na wiele lat.

    • Gość: kibol Re: Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.05.12, 12:02
      Cóż, jak panowie świadomie rezygnują z fachowej pomocy prawnej i nie wiedzą, że kobieta nie robi wielkiej łaski rozwodząc się, do tego są wychowani w kulturze "dziewczynkom się ZAWSZE ustępuje", to nic dziwnego że tak dają się doić.
    • czarnyhs Rozwiodę się, ale nie zarobię 28.05.12, 12:05
      Zmiana ustroju "uszkodziła" nieodwracalnie psychikę kobiet. Full zaopatrzenia w sklepach, ciuchy, kosmetyki, pralnia mózgów w mediach ( reklamy ), nagminnie czytają "mózgotrzepy" czyli tzw. "damskie" piśmidła gorsze od najgorszych brukowców, dowiadują się jak to będzie im cudownie jak będą wolne, wyzwolone, jak doić facetów na maxa, jak się "wygodnie urządzić" i dlatego mamy to co mamy - niestety ogromna część tych tzw."kobiet" ( dla mnie ta część to nie KOBIETY a zwykłe szmaty - liczy się tylko grubość portfela i i stan kont ) to bezwzględne hieny, sepy, pasożyty - mówiąc krótko zwykłe pospolite kanalie. Ale cóż - zdarza się czasem rodzynka w tym "cieście" - są też PRAWDZIWE KOBIETY, normalne, uczciwe, uczuciowe, dla których Dom, Rodzina, Dzieci mają prawdziwą wartość. I takie KOBIETY trzeba cenić i szanować. A te pozostałe - czyli kanalie - traktować tak jak na to zasługują, czyli jak ściery!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    • Gość: Katolik Rozwiodę się, ale nie zarobię IP: *.rev.stofanet.dk 28.05.12, 12:10
      Może po prostu się poznajmy przed małżeństwem. Nie słuchajmy kleru ,że to grzech ( mówię tu o seksie przed małżeńskim,mieszkaniu razem itp.) Klecha wam moi mili przyjaciele nie pomoże. Ja preferuje małżeństwo partnerskie na zasadzie kompromisu.
      A panowie najpierw się biją o żonę potem ją biją ( bohater za 5 pln) Oczywiście pomijając panów żyjących w prawdziwym XIX wiek a nie pseudo patologiczne małpki ( popatrzyłeś sie w oczy mojej świni muszę ci zaj bać!!!) musiałem to napisać bo to widzę. I jak tu nie rozumieć kobiet.
      Kobieto jeśli dostajesz sygnał ,że coś jest nie tak uciekaj od niego.
      Panowie was też się to tyczy. Życie z idiotą(ką) nie ma sensu.


      Panowie szanujmy swoje żony a dobro wróci.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka