skrytapiromanka
06.06.12, 17:03
blisko 4 miesiące temu pod moim blokiem był wypadek, nikt jakoś szczególnie nie ucierpiał, ale auto miało skasowany blok i strzaskaną przednią szybę. wiadomo, była policja karetka, standardowe procedury. kierowca nie ucierpiał, po wszystkim odjechał z miejsca wypadku taksówką. samochód został na chodniku (parkingowym) wprost pod moim oknem. od tego czasu, gdy tylko wyglądam przez okno, obserwuję jego piękny rozkład;) dziś wracałam ze sklepu i pod domem stała straż miejska, stwierdziłam więc, że skorzystam i "udam się po poradę". panowie siedzieli w aucie i byli dość niezadowoleni, że zakłóciłam im spokój. grzecznie zapytałam, co można zrobić z takim powypadkowym autem, czy jest jakieś miejsce, gdzie mogę to zgłosić, i czy ktoś może zainteresować się takim porzuconym autem. pan strażnik niestety okazał się strasznym cwaniaczkiem i potraktował mnie raczej lekceważąco, nie chciało mu się udzielać odpowiedzi ("a co panią to interesuje?"; wyraz twarzy pt.: "ja zakładam blokady, nikt mi nie płaci za udzielanie informacji obywatelom"), ale nie odpuszczałam (natrętna jestem). oto, czego się dowiedziałam:
- samochód stoi na parkingu i ma do tego prawo,
- ma tablice, więc nie ma powodu, żeby się nim interesować,
- na pewno ma właściciela i nie został porzucony (a skąd pan to wie?),
- a w ogóle to nie jest pani sprawa.
stwierdziłam zatem, że w takim razie każdy może sobie zostawić skiereszowane auto i ozdobić w ten sposób - w tym wypadku - stolicę. uczynny pan strażnik w końcu zrezygnowany odpowiedział, że jeśli auto zostanie pozbawione tablic, będzie kompletnie zdemolowane, podpalone czy doszczętnie zniszczone, wtedy gmina powinna się nim zainteresować.
czy naprawdę pozostaje mi czekać do kolejnej (a może kolejnej i kolejnej) wiosny, czy może jednak powinnam jeszcze zasięgnąć porady u jakiegoś miłego pana policjanta?
podpisano,
Obywatelka