stephanie.plum
11.07.12, 23:22
udałam się dziś, wieczorową porą, na basen.
zaczęłam pływać na torze, gdzie panował względny spokój - nie było tam gęsto od trzepoczących się w wodzie ciał.
rychło się zorientowałam, że na moim torze pływa jeden facet, szczupły i umięśniony niczym wąż morski.
on przepłynął basen - ja za nim.
on przepłynął znowu - ja za nim.
po godzinie, wyraźnie doprowadzony do ostateczności faktem, że jest bez chwili przerwy śledzony przez babę w czepku, facet uciekł.
miał jednak pecha, bo ja w tym momencie stwierdziłam, że i na mnie czas, udałam się więc poddać biczom wodnym.
gdzie ów facet właśnie zmierzał!
łypnął, pomknął na zjeżdżalnię, i to go uratowało, bo ja zjeżdżalni nie cierpię.
A WY?
:~D