Dodaj do ulubionych

Więc wybrał żonę...

05.07.04, 15:43
Kocham go. Nie umiem sobie poradzić z tym, że wybrał spokój, żonę, z którą
był dwadzieścia ileś lat...
Piekna, wspaniała miłość. Obietnice wspólnego zycia. Dzieci. A teraz on
jedzie z żoną na wycieczkę za miasto. A mi wysyła maila, że kocha i żebym
uważała na siebie.
Kiedy mu mówię, że już nie chcę takiego zycia, Że chcę być z nim. Na dobre i
na złe, Że kocham go ponad wszystko i że chcę się budzić przy nim
codziennie...

Nie umiem sie rozstać. Nie umiem odejść, choć wiem, że on nigdy tego nie
skończy. Mam 24 lata. On prawie dwa razy więcej. Właśnie zrozumiałam, że on
nigdy nie odejdzie od żony. Dlaczego to tak boli...

Chciałabym umrzeć. Albo nigdy się nie urodzic.
Ile czasu potrzeba, żeby uwolnić mysli?
Żeby przestać kochać?

ja
Obserwuj wątek
      • souri Re: ludzie, czy wy nie potraficie 05.07.04, 15:49
        Widzisz. tak to jest - nie wszyscy potrafią.

        Mysle, że rozpieprzanie małżeństw nie jest domeną dzisiejszego swiata. I mysle,
        że jesteś niesprawiedliwa. Nie wiesz o mnie nic. Nie wolno Ci więc mnie
        oceniac. A razem ze mną całego swiata

        lena_zienkiewicz napisała:

        > tworzyć normalnych związków?Czy domeną dzisiejszego świata jest rozpieprzanie
        > małżeństw albo puszczanie się na boku?
              • Gość: ania Re: ludzie, czy wy nie potraficie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.07.04, 22:20
                Stanowczość to nie uleganie wahaniom a nie niesprawiedliwe ocenianie człowieka.
                Nie zrozum mnie źle, nie piszę tego aby Ciebie urazić ale wydaję mi się że tak
                mocne i ostre słowa dla kogoś kto najwyraźniej cierpi to napewno nie jest
                stanowczośc ale brak empatii. Troszkę zrozumienia dla drugiego człowieka. Nikt
                nie wybiera sobie cierpienia i nie zawsze jest tak że zakochujemy się we
                właściwym człowieku. Życie pisze różne scenariusze. Na jakimś etapie życia
                każdy może ulokować swe uczucia nie tam gdzie powinien. I co ma wtedy zrobić?
                Wyrwać sobie serce i kopnąć w kąt?
                Pozdrawiam iżyczę miłego wieczoru :)
                • souri Re: ludzie, czy wy nie potraficie 06.07.04, 13:34
                  Dziekuję.
                  To miałam właśnie na mysli.
                  Dziekuję - tym razem za empatie!

                  Gość portalu: ania napisał(a):

                  > Stanowczość to nie uleganie wahaniom a nie niesprawiedliwe ocenianie
                  człowieka.
                  >
                  > Nie zrozum mnie źle, nie piszę tego aby Ciebie urazić ale wydaję mi się że
                  tak
                  > mocne i ostre słowa dla kogoś kto najwyraźniej cierpi to napewno nie jest
                  > stanowczośc ale brak empatii. Troszkę zrozumienia dla drugiego człowieka.
                  Nikt
                  > nie wybiera sobie cierpienia i nie zawsze jest tak że zakochujemy się we
                  > właściwym człowieku. Życie pisze różne scenariusze. Na jakimś etapie życia
                  > każdy może ulokować swe uczucia nie tam gdzie powinien. I co ma wtedy zrobić?
                  > Wyrwać sobie serce i kopnąć w kąt?
                  > Pozdrawiam iżyczę miłego wieczoru :)
                  • Gość: ania Re: ludzie, czy wy nie potraficie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.07.04, 19:28
                    Porządny kop może i działa cuda ale odrobina zrozumienia też by się przydała.
                    Łatwo osądzać i pogrążać drugiego człowieka. Trudniej postarać się zrozumieć.
                    Ja nie chcę oceniać nikogo ale wszyscy którzy tutaj piszą i próbują moralizować
                    powinni może zrobić rachunek sumienia i zastanowić się czy zawsze (w KAŻDEJ
                    sytuacji) zachowują się jak mówi rozsądek. Czasem serce zagłusza rozum.
                    Napisałam wyżej ale powtórze jeszcze raz - NIE MOŻNA WYRWAĆ SOBIE SERCA I
                    KOPNĄĆ W KĄT.
                    Pozdrawiam
                • Gość: kuna Re: ludzie, czy wy nie potraficie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.07.04, 00:18
                  Tak, wyrwać sobie serce i kopnąć.
                  Dobrze to ujęłaś.
                  Kiedyś ludzie mieli honor, a teraz tylko potrzeby własne.
                  Mój mąż jest właśnie na randce z kochanką, a ja jutro idę na piwo z przyszłym
                  kochankiem. Gdyby ktoś z nas sobie kiedyś powiedział stop, to ta biedna
                  dziewczyna (21 lat)mojego męża (38)nie cierpiałaby teraz z zazdrości, jaką
                  nagle zaczął okazywać mi (32) mój mąż.
                  Ale ogólnie jest fajnie.
                • medycynka Re: ludzie, czy wy nie potraficie 08.07.04, 10:02
                  Troszkę zrozumienia dla drugiego człowieka. Nikt
                  > nie wybiera sobie cierpienia i nie zawsze jest tak że zakochujemy się we
                  > właściwym człowieku. Życie pisze różne scenariusze. Na jakimś etapie życia
                  > każdy może ulokować swe uczucia nie tam gdzie powinien. I co ma wtedy zrobić?
                  > Wyrwać sobie serce i kopnąć w kąt?
                  > Pozdrawiam iżyczę miłego wieczoru :)

                  STEK FRAZESOW. jedno krotkie pytanko: To samo mowilabys bedac na miejscu zony
                  tego pana???

                • maretina Re: ludzie, czy wy nie potraficie 23.07.04, 08:31
                  niektorzy z piszacych tu zarzucili lenie zienkieiwcz brak empatii..... a co z
                  empatia autorki watki? dzieci kochanka ja nie wzruszyly? a tamta kobieta- zona?
                  ona nie miala litosci a teraz szuka jej tu?
                  nie wiem dlaczego, ale nie umiem sie litowac nat souri. mam tylko nadzieje, ze
                  ulozy sobie zycie z facetem, i ze nigdy zadna kobieta nie sprawi, ze poczuje to
                  co zona tego faceta.
                  • nglka Re: ludzie, czy wy nie potraficie 30.07.04, 16:25
                    Za zostawienie dzieci (o tyle o ile) odpowiedzialni są rodzice, nie osoby
                    trzecie. Nie ma co tu roztrząsać - co do żony. Nikt nie wie jak im się w
                    małżeństwie układało - czy jest sens robić z żony cierpiętnicę?
                    Uważam, że za związek autorki z tym facetem odpowiedzialni są po połowie. On za
                    to, że oszukiwał dwie strony, autorka za to, że uległa iluzjom i związała się z
                    żonatym wiedząc, że może tym skrzywdzić inne osoby.
                    Nie uważam jednak by na miejscu było roztrząsanie sprawy dzieci, których matką
                    autorka nie jest. Miłość to nie przyrzeczenie, że będzie się odpowiedzialnym za
                    cudze dzieci w przypadku, gdy mają własną matkę.
                    Całe życie kogoś krzywdzimy, czasem zdaża się też, że robimy to nie mając o tym
                    pojęcia. Uważam jednak, że każdy powinien dbać o swoje szczęście a jak napisała
                    Ania - serca się nie kopnie. Serce nie sługa. Rozum często z miłością przegrywa
                    (gdyby wygrywał, moglibyśmy dalej tkwić w czasach, gdy to rodzice wybierają nam
                    mężów).
                    Wybieganie w stronę dzieci i żony, które w chwili obecnej są u Ciebie białymi
                    kartkami, które ktoś drze - jest lekko mówiąc bezmyślne. Nie chciałabym nigdy,
                    by moja matka, mój ojciec - rezygnowali dla mnie z miłości. Nie chciałabym, by
                    byli nieszczęśliwi. Myślisz, że te dzieci byłyby szczęśliwe mając tatusia, który
                    nie kocha ich matki? Byłyby szczęśliwe przy stałych kłótniach? Oczywiście to
                    wszystko jest założeniem ale nie ma innej możliwości - w małżeństwie MUSIAŁO
                    dziać się coś, co spowodowało, że facet znalazł "sobie" kochankę.
              • funeralny no, lena to prosta dziewka 06.07.04, 12:49
                w wieku 18 lat zrobila se dzidzi, pracuje, a teraz nawet jest na magisterskich,
                nie miesci mi sie to w glowie. tak, sluchajcie kazdy powinien sobie ulozyc
                zycie, jak lena, wszystko by bylo klarowniejsze, łee, co ja mowie, kazdy musi
                sobie ulozyc tak zycie, bo wedlug leny nie moze byc inaczej!
            • Gość: anna Re: ludzie, czy wy nie potraficie IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 06.07.04, 18:27
              Souri, wybacz, ale byłam kiedyś z facetem dwa razy ode mnie starszym. Miałam 23
              lata on był ustawiony (wdowiec z 3 dzieci). I wiesz co, teraz mam 36 lat i jak
              sobie wyobrażę, że on jest już mocno starszym panem, to myślę, że dobrze stało
              się, że nie zostałam z nim. Jesteś młoda, całe życie przed tobą, pomyśl, co
              byłoby za 30 lat..........:):)
        • astrit Re: ludzie, czy wy nie potraficie 06.07.04, 09:58
          Dziewczyno ( bo " kobieto to raczej jeszcze nie...)! Facet 2x starszy, żona,
          dzieci - i ty na prawdę wierzysz, że on to wszystko rzuci w diabły, przekreśli
          ileś tam lat wspólnego życia i doświadczeń dla - bez obrazy - siksy w wieku
          własnej córki? Boszszszszzzzzz... dziewczyny, więcej rozsądku, mniej naiwności.
      • maretina Re: ludzie, czy wy nie potraficie 23.07.04, 08:28
        przepraszam, ale nie mam dla Ciebie nawet cienia wspolczucia.
        nie umiem szanowac kobiet spotykajacych sie z zonatymi facetami. jak je
        szanowac, kiedy one same tego nie robia i godza sie na bycie ta druga....
        banaly o rozwalaniu malzenstwa odloze na bok. kazdy je zna.
      • souri Re: Więc wybrał żonę... 05.07.04, 15:53
        Poszantazowałam go już kilka razy. To zawsze skutkuje.
        Ale na chwile.
        Nie chcę, żeby mój związek istniał dzięki szantażowi...

        Cholera...

        lukrecja8 napisała:

        > może poszantażuj go trochę? może je?li zagrozisz, że znikniesz z jego życia,
        to
        >
        > się opamięta, skoro cię kocha?
        > jak nie - poszukaj innego, to najlepsze lekarstwo!
        • Gość: FACET pogłupiałyscie? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 06.07.04, 02:58
          poszantazowac????zeby łaskawie raczył was zaliczyc???(sorry "dac
          miłosc","cudnie spedzic czas")przepraszam ze pisze tak ostro ale moze to
          otworzy wam oczy. ten układ nie ulegnie zmianie, facet nie zostawi zony, a
          młoda naiwna kochanka przyjemnie łechocze jego próznosc...skad to wiem? bo
          jestem facetem i go doskonale rozumiem...a dlaczego nas facetów"dekonspiruje"?
          bo mam taki dylemat, z jednej strony zajebiscie fajnie miec młoda dupe bez
          zobowiazan na boku...ale z drugiej strony zal wykorzystywac młoda i naiwna dupe
          no i obdziera to mnie z resztek tego młodzienczego przekonania o boskim
          pochodzeniu kobiet...:)ech widzicie, facetom tez nie jest łatwo...:)
                  • souri Re: ciekawe czy wogole to przeczytala 07.07.04, 11:52
                    odpowiedam: ZASTANOWIŁA SIĘ i CODZIENNIE, 100 RAZY DZIENNIE SIĘ ZASTANAWIA!
                    Ale: BYŁO I JEST JEJ TEŻ PRZYKRO, KIEDY CZYTA TYLE OSTRYCH SŁÓW POZBAWIONYCH
                    ZROZUMIENIA!

                    Gość portalu: f napisał(a):

                    > moja wypowiedz owszem zawierała mało delikatne okreslenia stosunku ale w
                    mojej
                    > ocenie nie była obrazliwa.inna sprawa ze jestem moze mniej czoly niz
                    > statystyczna kobieta.wyjasnij prosze co masz na mysli
                    • astrit Re: ciekawe czy wogole to przeczytala 07.07.04, 13:21
                      souri napisała:

                      > odpowiedam: ZASTANOWIŁA SIĘ i CODZIENNIE, 100 RAZY DZIENNIE SIĘ ZASTANAWIA!
                      > Ale: BYŁO I JEST JEJ TEŻ PRZYKRO, KIEDY CZYTA TYLE OSTRYCH SŁÓW POZBAWIONYCH
                      > ZROZUMIENIA!

                      Masz romans z żonatym facetem, który - co było do przewidzenia - wybrał żonę,
                      wchodzisz w małzeństwo wiedząc, że ono istnieje i oczekujesz zrozumienia i
                      współczucia? Jesli o mnie chodzi, mogę ci zaoferować najwyżej litość dla twojej
                      naiwności, żeby nie nazwać tego ostrzej.
                      • souri Re: echhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhh 09.07.04, 11:30
                        To bylo do mnie?
                        Wakacje niestety nie zmieniaja nic dla mnie, bo ucze sie, pisze prace mag i
                        pracuje...
                        A co do ostrych slow - nie mow mi, ze to zrozumienie.
                        Bo ten, ktory zrozumie - wezmie za reke i przytuli, a nie dobije...

                        Gość portalu: FACET napisał(a):

                        > to dobrze ze mamy wakacje bo bys sie nie mogla skupic na nauce;) tak dla
                        > rozładowania napiecia. A powaznie, wiesz obawiam sie ze te słowa moga
                        wypływac
                        > własnie ze zrozumienia...jak chcesz pogadac to zapraszam michalmat@polbox.pl
                        • maria_rosa Re: :) 09.07.04, 14:04
                          >A co do ostrych slow - nie mow mi, ze to zrozumienie.
                          >Bo ten, ktory zrozumie - wezmie za reke i przytuli, a nie dobije...


                          Postaw się w sytuacji jego żony....
                          Ona zrozumie, przytuli....ale prędzej dobije.
                          To tyle w tym wątku:)
                          • souri Re: :) 09.07.04, 14:22
                            Sa dwie strony!!!

                            Nie chce mi sie z Toba dyskutowac, bo nie zrozumiesz - to pewne.
                            Mam nadzieje, ze Wam sie to nie przytrafi, Waszym corkom, wnuczkom czy
                            przyjaciolka.
                            Nie wyobrazasz sobie, jakie to cierpienie.
                            A o zonie mysle. Gdyby nie to, nie milczalabym, tylko walczyla.

                            maria_rosa napisała:

                            > >A co do ostrych slow - nie mow mi, ze to zrozumienie.
                            > >Bo ten, ktory zrozumie - wezmie za reke i przytuli, a nie dobije...
                            >
                            >
                            > Postaw się w sytuacji jego żony....
                            > Ona zrozumie, przytuli....ale prędzej dobije.
                            > To tyle w tym wątku:)
                            >
                          • nglka Re: :) 30.07.04, 16:48
                            maria_rosa napisała:

                            > Postaw się w sytuacji jego żony....
                            > Ona zrozumie, przytuli....ale prędzej dobije.

                            Skąd możesz wiedzieć w jakiej sytuacji znajduje się jego żona? A jesli go
                            zdradza, terroryzuje emocjonalnie? Takie paplanie to głupota.
                            • souri Re: :) 30.07.04, 21:28
                              Nie zdradza go, ale terroryzuje emocjonalnie - o, to tak!!!
                              Szantazuje go, ze sie zabije. Dwa razy to robila, jeszcze zanim pojawilam sie
                              ja.
                              A potem przywiazala go do siebie roznymi sposobami... I nie chodzilo o dzieci.
                              Tylko o jej kobiecosc, dome, zawziecie etc.

                              nglka napisała:

                              > maria_rosa napisała:
                              >
                              > > Postaw się w sytuacji jego żony....
                              > > Ona zrozumie, przytuli....ale prędzej dobije.
                              >
                              > Skąd możesz wiedzieć w jakiej sytuacji znajduje się jego żona? A jesli go
                              > zdradza, terroryzuje emocjonalnie? Takie paplanie to głupota.
                                • souri Re: :) 31.07.04, 08:46
                                  Oczywiscie masz racje!
                                  Szczesliwa?

                                  Gość portalu: noell napisał(a):

                                  > A on biedactwo, taki podatny na szantaż i taki wrażliwy... A ona taka
                                  > przebiegła.... Tylko, ze to z nia jest i ją kocha. Bo liczą się czyny.
                                  > Souri, oprzytomnij wreszcie.
                                  • Gość: noell Re: :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.04, 10:44
                                    Szczęśliwa? Kto?
                                    Souri, przestan się użalac i dzielić włos na czworo. Nie wyszło? Shit happens.
                                    Machnij ręką i idz dalej. Nie pochylaj się nad pekniętym sercem, bo w zyciu się
                                    nie zabliźni. Mniej litości dla siebie, bo w tej chwili pogrążasz się w
                                    rozpaczy.
                                    A tak w ogole -
                                    Szczęscie to pojęcie względne. Każdemu co innego daje to poczucie.
                                    • souri Re: :) 31.07.04, 15:41
                                      Nie uzalac sie.,..
                                      Staram sie. Ale wlasnie teraz, w tej chwili, to wszystko wrocilo. Caly bol.
                                      Samotnosc. Poczucie bycia opuszczona, zostawiona, niechciana...
                                      to czasami wraca. jak teraz. Boli.

                                      Gość portalu: noell napisał(a):

                                      > Szczęśliwa? Kto?
                                      > Souri, przestan się użalac i dzielić włos na czworo. Nie wyszło? Shit
                                      happens.
                                      > Machnij ręką i idz dalej. Nie pochylaj się nad pekniętym sercem, bo w zyciu
                                      się
                                      >
                                      > nie zabliźni. Mniej litości dla siebie, bo w tej chwili pogrążasz się w
                                      > rozpaczy.
                                      > A tak w ogole -
                                      > Szczęscie to pojęcie względne. Każdemu co innego daje to poczucie.
            • Gość: Namiętna G... prawda!!! IP: 213.77.38.* 15.07.04, 10:51
              Jestem przekonana,że niejeden "rozsądny" gość rzuciłby w diabły rodzinę dla
              mojej ponętnej pupci :)
              Znam niejeden przypadek, gdzie faceci zostawili swoje spróchniałe żony i dzieci
              WŁAŚNIE dla młodej dupci. Nie udawajcie, że faceci to takie rozsądne
              stworzenia. Ci, co zostają w domu dla wygody to TCHÓRZE.

              Z drugiej strony z przerażeniem myślę o wieku dojrzałym. Mam jedynie nadzieję,
              ze zdrowy tryb życia i reguralne ćwiczenia pozwolą mi długo zachować młody i
              atrakcyjny wygląd.
              Świat jest nieźle schrzaniony ale trzeba nauczyć się brać, bo dawanie sie nie
              opłaca. To smutne ale dużo w tym prawdy, zwłaszcza w sytuacji bohaterki wątku.
        • souri Re: Więc wybrał żonę... 06.07.04, 13:39
          Wczoraj byla poważna rozmowa.
          Ja, że juz nie mogę. A on na to - że kocha i że to jakos wszystko zmieni. Tylko
          musze byc cierpliwa.
          Czasami już nie potrafię byc spokojna. Nie potrafie być też czasami juz
          cierpliwa...

          Gość portalu: Małgoś napisał(a):

          > ja tez kocham faceta,który ma zonę i wiem,że nie odejdzie od niej ale
          dlaczego
          >
          > nie cieszyć się chwilami które mi daje- skoro zdradza zonę to widocznie nie
          > jestw tym zwiazku szczęsliwy-trwa w nim bo sa dzieci,układy finansowe itp.. a
          > gdzie miłość? nie przejmuj sie i walcz o szczęście nikt za ciebie ego nie
          zrobi
        • Gość: rene Re: o święta naiwności... IP: 212.160.172.* 06.07.04, 13:57
          Gość portalu: Małgoś napisał(a):

          >- skoro zdradza zonę to widocznie nie
          > jestw tym zwiazku szczęsliwy-trwa w nim bo sa dzieci,układy finansowe itp.. a
          > gdzie miłość? nie przejmuj sie i walcz o szczęście nikt za ciebie ego nie
          zrobi


          oj dziewczyny, nie bądźcie takie naiwne. Gdyby był taki nieszczęśliwy to by
          odszedł. Co najwyżej jest lekko znudzony po wielu latach małżeństwa, i stąd
          potrzeba "świeżej krwi". Nie wierzcie w teksty dla naiwnych typu "nie rozwiodę
          się, bo dzieci, bo układy finansowe", ponieważ, poza nielicznymi przypadkami,
          te układy finansowe bardzo łatwo rozwiązać a z dziećmi spotykać się w weekendy -
          wielu tak robi.
          Facetom pasuje układ żona + panienka na boku, bo po prostu tak jest wygodnie!


    • pierozek_monika Re: Więc wybrał żonę... 05.07.04, 15:52
      Pewnie nigdy nie zdecyduje się odejść od żony, bądź bardziej stanowcza, odejdź
      od niego teraz, póki krótko to trwa i jest prościej. Żałować że naprawdę to
      możesz zacząć za parę lat, że nie odeszłaś wcześniej.
      • souri Re: Więc wybrał żonę... 05.07.04, 15:54
        Krótko jak krótko - dwa lata.
        Tyle przez ten czas przeszłam, że na prawdę chcę się już uwolnic.
        Tylko do cholery - JA GO KOCHAM!


        pierozek_monika napisała:

        > Pewnie nigdy nie zdecyduje się odejść od żony, bądź bardziej stanowcza,
        odejdź
        > od niego teraz, póki krótko to trwa i jest prościej. Żałować że naprawdę to
        > możesz zacząć za parę lat, że nie odeszłaś wcześniej.
          • souri Re: Więc wybrał żonę... 05.07.04, 15:59
            Próbuję. Ale uwierz -to nie jest łatwe...


            pierozek_monika napisała:

            > czymże jest dwa lata w porównaniu z 20 letnim stażem małżeństwa..
            > Lepiej pogódź się z myślą o swojej przegranej.
            • pierozek_monika Re: Więc wybrał żonę... 05.07.04, 16:04
              wierzę Ci. Podsumuj sobie wszystkie fakty, nie oszukuj się i oceń wasz związek.
              Pomyśl, kto najbardziej na nim traci i jest poszkodowany. Pomyśl, czy ten
              związek tworzy coś pozytywnego? Czy czasem nie jesteś jego ofiarą? Zakochana,
              mamiona obietnicami na małrzeństwo dzieci, normalną rodzinę? Tacy faceci są
              słabi. Jeśli jeszcze mówisz, że nie odważył się odejść od żony, mało tego bo
              żyje z nią jak po prostu z żoną, spacerki itd., to świadczy to tylko o jego
              nieprzekonaniu, czy on wogóle chce coś zmieniać w swoim życiu.
              • souri Re: Więc wybrał żonę... 05.07.04, 16:06
                Cóż Monikio...

                Masz świętą rację. On jest słaby. Niezdecydowany. Odchodził od niej wiele razy
                już. Wyprowadzał się. Ale zawsze w końcu wracał. Nawet po kilku latach.

                Nie wiem, gdzie jest błąd.

                Wierzę, wiem, że on mnie kocha.
                Tylko nie rozumie, czemu jednak jest go coraz mniej...

                pierozek_monika napisała:

                > wierzę Ci. Podsumuj sobie wszystkie fakty, nie oszukuj się i oceń wasz
                związek.
                >
                > Pomyśl, kto najbardziej na nim traci i jest poszkodowany. Pomyśl, czy ten
                > związek tworzy coś pozytywnego? Czy czasem nie jesteś jego ofiarą? Zakochana,
                > mamiona obietnicami na małrzeństwo dzieci, normalną rodzinę? Tacy faceci są
                > słabi. Jeśli jeszcze mówisz, że nie odważył się odejść od żony, mało tego bo
                > żyje z nią jak po prostu z żoną, spacerki itd., to świadczy to tylko o jego
                > nieprzekonaniu, czy on wogóle chce coś zmieniać w swoim życiu.
              • mam-darynka Re: Więc wybrał żonę... 05.07.04, 16:20
                Sama nie wiem, czy nie powinno byc w szkolach przedmiotu obowiazkowego "jak nie
                popelniac bledow, ktory juz zostaly popelnione przez miliony (kobiet)" albo cos
                w tym rodzaju. Opisana historia jest tak banalna i nieoryginalna jak malo
                ktora - facet kolo 40-tki i zakochana dwudziestoparolatka. On ma zone i dzieci,
                opowiada tej Mlodej, ze z ta zona juz zyc nie moze, ze znudzony, zmeczony, nie
                podniecony, ze zone opusci juz za tydzien, za miesiac, za rok, na Swiety Nigdy.
                A ta Mloda wierzy, planuje, marzy, kocha coraz bardziej. On swojej zony nigdy
                nie opusci, zreszta nigdy przeciez tego nie planowal - tak gadal, zeby te Mloda
                przy sobie przytrzymac. On te zone pewnie nawet i kocha, pomaga Jej w praniu i
                opiece nad dziecmi, chodzi z Nia do teatru i do znajomych, chwali Jej kuchnie i
                nowa fryzure a do Mlodej wpadnie czasem na szybki seks i na dodatkowa porcje
                obietnic, ktorych nie zamierza spelnic. Souri - czy Ci mama nie mowila o takich
                scenariuszach jak mialas 15-16-17 lat? To jest czas kiedy mamy powinny swoim
                corkom wkladac w glowe, ze zonaty mezczyna jest OFF LIMITS! Chocby sie skrecal
                i blagal, i pod balkonem spiewal serenady - dopoki jest zonaty, mozna mu
                najwyzej powiedziec uprzejmie "splywaj!". Przeciez Ty sama, gdzies w glebi
                duszy, wcale nie jestes az tak bardzo zdziwiona tym, ze wybral zone; tak mi sie
                wydaje. Bo ludzie (obojga plci) najczesciej jednak pozostaja w zwiazkach, ktore
                maja "zaplecze" - czas, dzieci, wspolne dobra itd. Tak to juz jest, to sie po
                prostu wie. I dorosly czlowiek w romanse z zonatymi (czy mezatymi) sie nie
                wdaje zeby nie tracic godnosci, zeby nie umierac z milosci, zeby nie marnowac
                czasu i nadziei. Bardzo mi przykro, ze nie udalo Ci sie uchronic przed
                powtorzeniem bledow popelnionych juz tyle razy w przeszlosci przez miliony
                kobiet. Gdy bedziesz miala kiedys corke, nie zapomnij Ja ostrzec :) Trzymaj sie
                dzielnie, swiat naprawde nie zaczyna sie i nie konczy na jakims 40-latku z zona
                i dziecmi w odwodzie.
                  • souri Re: Więc wybrał żonę... 05.07.04, 16:29
                    Wiem. Prawda.
                    Właśnie próbuję odejść.
                    Tylko, że to i tak mnie boli najbardziej

                    Gość portalu: m napisał(a):

                    > BRAWO!!! Święta prawda. Mam wrażenie, że Souri o tym wszystkim wie, tylko
                    > najtrudniej przynać się przed sobą. Souri - on nigdy nie będzie z Tobą! Wyjdź
                    z
                    >
                    > tego z godnością i zostaw go pierwsza. Wiem, że to boli, ale uwierz, że to
                    > najlepsze rozwiązanie.
                • souri Re: Więc wybrał żonę... 05.07.04, 16:27
                  Mandarynko,

                  takie błędy kobiety popełniają od zawsze i pewnie zawsze będa.
                  Miłość, uczucia, ufność - to takie zwierzątka, którym nie możesz czegoś
                  podyktować, nauczyć, wymusić czy nawet kazać rozumieć.
                  Historia, że banalna - to wiem. Ale co z tego? - skoro ból, poczucie
                  odrzucenia, samotności, bycia niepotrzebnym - to wszystko jest realne i ja to
                  właśnie tak teraz czuję.
                  Czego oczekuję? - zrozumienia.
                  i tego, że mnie ktoś przytuli.

                  Czy moja Mama mi nie mówiła?
                  Zaczęła, jak już było za późno. Co miała mi powiedzieć? Przecież to, że żonaci
                  są off wiem sama, z życia. Wiedziałam zawsze.
                  Gdybym mogła cofną czas, wiedziałabym też, że mój nie jest wyjątkiem. A
                  przecież zawsze się nam tak wydaje...

                  mam-darynka napisała:

                  > Sama nie wiem, czy nie powinno byc w szkolach przedmiotu obowiazkowego "jak
                  nie
                  >
                  > popelniac bledow, ktory juz zostaly popelnione przez miliony (kobiet)" albo
                  cos
                  >
                  > w tym rodzaju. Opisana historia jest tak banalna i nieoryginalna jak malo
                  > ktora - facet kolo 40-tki i zakochana dwudziestoparolatka. On ma zone i
                  dzieci,
                  >
                  > opowiada tej Mlodej, ze z ta zona juz zyc nie moze, ze znudzony, zmeczony,
                  nie
                  > podniecony, ze zone opusci juz za tydzien, za miesiac, za rok, na Swiety
                  Nigdy.
                  >
                  > A ta Mloda wierzy, planuje, marzy, kocha coraz bardziej. On swojej zony nigdy
                  > nie opusci, zreszta nigdy przeciez tego nie planowal - tak gadal, zeby te
                  Mloda
                  >
                  > przy sobie przytrzymac. On te zone pewnie nawet i kocha, pomaga Jej w praniu
                  i
                  > opiece nad dziecmi, chodzi z Nia do teatru i do znajomych, chwali Jej kuchnie
                  i
                  >
                  > nowa fryzure a do Mlodej wpadnie czasem na szybki seks i na dodatkowa porcje
                  > obietnic, ktorych nie zamierza spelnic. Souri - czy Ci mama nie mowila o
                  takich
                  >
                  > scenariuszach jak mialas 15-16-17 lat? To jest czas kiedy mamy powinny swoim
                  > corkom wkladac w glowe, ze zonaty mezczyna jest OFF LIMITS! Chocby sie
                  skrecal
                  > i blagal, i pod balkonem spiewal serenady - dopoki jest zonaty, mozna mu
                  > najwyzej powiedziec uprzejmie "splywaj!". Przeciez Ty sama, gdzies w glebi
                  > duszy, wcale nie jestes az tak bardzo zdziwiona tym, ze wybral zone; tak mi
                  sie
                  >
                  > wydaje. Bo ludzie (obojga plci) najczesciej jednak pozostaja w zwiazkach,
                  ktore
                  >
                  > maja "zaplecze" - czas, dzieci, wspolne dobra itd. Tak to juz jest, to sie po
                  > prostu wie. I dorosly czlowiek w romanse z zonatymi (czy mezatymi) sie nie
                  > wdaje zeby nie tracic godnosci, zeby nie umierac z milosci, zeby nie marnowac
                  > czasu i nadziei. Bardzo mi przykro, ze nie udalo Ci sie uchronic przed
                  > powtorzeniem bledow popelnionych juz tyle razy w przeszlosci przez miliony
                  > kobiet. Gdy bedziesz miala kiedys corke, nie zapomnij Ja ostrzec :) Trzymaj
                  sie
                  >
                  > dzielnie, swiat naprawde nie zaczyna sie i nie konczy na jakims 40-latku z
                  zona
                  >
                  > i dziecmi w odwodzie.
        • Gość: nebraska Re: Więc wybrał żonę... IP: *.ld.euro-net.pl 05.07.04, 20:06
          souri napisała:
          "Tylko do cholery - JA GO KOCHAM!"
          A chcesz się odkochać? To mu wykrzycz to wyznanie przy jego żonie, może
          jeszcze "przy ludziach".
          Zobaczysz, jak się speszy, jak ją weźmie pod ramię i odejdzie w siną dal, jak
          czerwony i przerażony będzie się tłumaczył (JEJ, nie Tobie): Ależ kochanie,
          ta sprawa jest już definitywnie skończona...

          Też miałam 24 lata i myślałam, że większej miłości nie znajdę. Teraz jestem
          zażenowana, za każdym razem, kiedy sobie o tym przypomnę.
    • Gość: kohol Re: Więc wybrał żonę... IP: *.crowley.pl 05.07.04, 16:05
      Przejdzie. Musi.
      On miał tutaj mozliwość decyzji, taką decyzję podjął. Jaka by ona nie była,
      ktoś będzie skrzywdzony. Zdajesz sobie sprawę z tego, że musisz ją przyjąć,
      jaka by nie była. Zrób to tak, żeby Cię to jak najmniej bolało, bo tylko tyle
      możesz zrobić.
      • souri Re: Więc wybrał żonę... 05.07.04, 16:09
        wiem cholera...

        tylko dlaczego o najważniejszych rzeczach w życiu decyduje jednak ktoś, a nie
        ja sama. A ja muszę się tylko nauczyć z tym żyć.

        Nigdy nie byłam z nikim tak szczęśliwa, jak z nim.
        I wciąż wierzę, że on wróci. Do mnie.


        Gość portalu: kohol napisał(a):

        > Przejdzie. Musi.
        > On miał tutaj mozliwość decyzji, taką decyzję podjął. Jaka by ona nie była,
        > ktoś będzie skrzywdzony. Zdajesz sobie sprawę z tego, że musisz ją przyjąć,
        > jaka by nie była. Zrób to tak, żeby Cię to jak najmniej bolało, bo tylko tyle
        > możesz zrobić.
    • ozlem Re: Więc wybrał żonę... 05.07.04, 19:12
      To nie jest tak, ze zonaty facet jest off limits, nie. Z zonatym facetem mozna robic bardzo wiele fajnych rzeczy, nie mozna robic tylko jednej- uwierzyc w jego zapewnienia (lub swoje urojenia) o wspolnym zyciu, o tym, ze odejdzie od zony(albo, ze juz jest w trakcie rozwodu...)... Ty jak widze popelnilas ten blad...
      Bylam kochanka zonatego faceta, nie bede sie rozpisywac co mi obiecywal, bo chociaz bylo to mile,to na szczescie nie wierzylam w to co mowi, choc nie raz i nie dwa byl tak przekonujacy, ze niewiele brakowalo... I powiem to co juz wiele dziewczyn juz powiedzialo- jesli to wyglada tak jak piszesz, to on nigdy od zony nie odejdzie, bo gdzyby chcial to zrobic to by to juz dawno zrobil.
      Po prostu jest mu wygodnie. Wez z tego zwiazku to co najlepsze i kopnij gnoja w dupe. Raz a dobrze.
      • Gość: Ania Re: Więc wybrał żonę... IP: *.acn.waw.pl 05.07.04, 23:02
        popieram w 100%. Nie istnieje cos takiego jak off limits. Trzeba jdnak zdac
        sobie sprawe ze taki Pan nie jest dobrym materialem na cokolwiek
        powaznego....Boze chron pzred niezdecydowanymi i niewiedzacymi czego sami chca
        facetami.....taki zwiazek to droga pzrez meke...sugeruje wykorzystac
        maksymalnie i kopnac w dupe. A jak Pan zacznie byc niegrzecznie to postraszyc
        opowiedzeniem malzonce wszystkiego z DETALAMI - zaraczam ze podkuli ogonek i
        zastanowi sie dwa rzy zanim z czyms wyskoczy....
          • Gość: Ania Re: Więc wybrał żonę... IP: *.acn.waw.pl 06.07.04, 15:18
            zdac sobie sprawe z tego, ze w pewnym momencie, nawet jezeli z jego strny bylo
            to poczatkowo uczucie to sie po porstu rozmylo....nagle z zakochanego czlowieka
            wylazl ktos kto po porstu zaczal cie wykrzystywac i leczyc swoje kompleksy. Bo
            niczym innym nie moge wytlumaczyc utrzymywania takiego zwiazku i niszczenia
            ciebie psychicznie. bo t ocie niszczy nawet jezeli bedziesz twierdzic ze jest
            to milosc...zareczam ci ze jezeli dojdzie do wymiany zdan i powiesz ze
            skontaktujesz sie z zona z pana wylezie takie male tchorzliwe cos...
            • souri Re: Więc wybrał żonę... 07.07.04, 11:55
              tylko, że żona wie o wszystkim od początku właściwie...

              Gość portalu: Ania napisał(a):

              > zdac sobie sprawe z tego, ze w pewnym momencie, nawet jezeli z jego strny
              bylo
              > to poczatkowo uczucie to sie po porstu rozmylo....nagle z zakochanego
              czlowieka
              >
              > wylazl ktos kto po porstu zaczal cie wykrzystywac i leczyc swoje kompleksy.
              Bo
              > niczym innym nie moge wytlumaczyc utrzymywania takiego zwiazku i niszczenia
              > ciebie psychicznie. bo t ocie niszczy nawet jezeli bedziesz twierdzic ze jest
              > to milosc...zareczam ci ze jezeli dojdzie do wymiany zdan i powiesz ze
              > skontaktujesz sie z zona z pana wylezie takie male tchorzliwe cos...
              • Gość: gosc Re: Więc wybrał żonę... IP: 213.134.131.* 07.07.04, 13:13
                Trwałam w takim związku przez kilka lat, to była
                wilka miłość. Tak mi się wydawało, a może rzeczywiście tak było.
                Ale nie przetrwała, choć ja i On bardzo w to wierzyliśmy.
                Mężczyzna, który ma żonę i dzieci nie jest Twój, jest zawsze bardziej ich.
                Jeśli żona wie o wszystkim na to się godzi, to jest to patologiczne.
                I jeśli on jawnie krzywdzi i ją i Ciebie i nie ma zamiaru z tym skończyć,
                to jest kompletnym palantem, który - uwierz nie wie, co to miłość, bo nie umie
                prawdziwie kochać ani jej ani Ciebie. Nie szanuje ani Ciebie ani jej.
                To nie zabrzmi tak jak byś chciała by to zabrzmiało - on nigdy z Tobą nie
                będzie, a jeśli kiedyś zostawi żonę to nie dla Ciebie ( chyba, że ona kopnie go
                w tyłek wcześniej, bo jak sądzę trwa w tym związku tylko dla dzieci, a on jak
                sądzę karmi ją tekstami, że z wami wszystko skończone i że nie było to nic
                ważnego). Zostaw to jak najszybciej. Nie będzie łatwo, ale będzie zdrowiej. Z
                nic nie powróciłabym do czasów, w których tak bardzo kochałam i czułam się
                kochana, a jednocześnie żyłam w ciągłym lęku i stresie na skraju depresji. NIE
                NA TO SOBIE ZASŁUŻYŁAŚ, A PEWNIE CZUJESZ SIĘ WŁAŚNIE TAK SAMO JAK JA WTEDY.
                • souri Re: Więc wybrał żonę... 09.07.04, 10:40
                  Gość portalu: gosc napisał(a):

                  > Za
                  > nic nie powróciłabym do czasów, w których tak bardzo kochałam i czułam się
                  > kochana, a jednocześnie żyłam w ciągłym lęku i stresie na skraju depresji.
                  NIE
                  > NA TO SOBIE ZASŁUŻYŁAŚ, A PEWNIE CZUJESZ SIĘ WŁAŚNIE TAK SAMO JAK JA WTEDY.

                  Tak, tak sie czuje. Depresja. Wiem, ze on mnie kocha, a jednoczesnie czuje sie
                  tak bardzo samotna, tak odrzucowa, tak niepotrzebna, niewazna...
                  I kiedy prosze go po raz kolejny, zeby zadbal o mnie, bo jestem juz na skraju,
                  to on mowi, ze oczywiscie zadba o mnie, ale nic sie nie zmienia. I wtedy czuje
                  sie jeszcze gorzej...
                  Probowalam juz sie otruc. Na szczescie w pore opamietalam sie.
                  Boje sie byc sama.
    • Gość: stara Re: Więc wybrał żonę... IP: *.chello.pl 05.07.04, 22:39
      Obawiam się, że ten związek nie ma przyszłości. Facet wybrał żonę i już. Miał
      prawo, ale jego perfidia polega na tym, że wypisuje maile i trzyma Cię w
      odwodzie!
      Przypuszczam, że tego związku nie da się już zreanimować. Nie usprawiedliwiaj
      go, że słaby, że niezdecydowany, że kiedyś, że może..... Nie! Tu potrzebne jest
      chirurgiczne cięcie. Żebyś mniej cierpiała, żebyś zrozumiała.
      Czas leczy rany, ale wszystko musi potrwać ( w tym przypadku jest to żałoba po
      zmarłej miłości). Nie rzucaj się w ramiona pierwszego lepszego faceta, żeby
      zrobić jemu na zlość i sobie udowodnić, że nie on jeden na świecie.
      Przestrzegam, bo możesz trafić na złego człowieka, który wykorzysta Twój dołek
      psychiczny a potem będzie Ci jeszcze ciężej.
      Wyjdź do ludzi, zrób sobie drobne przyjemności, zajmij się czymś co nie będzie
      miało z nim nic wspólnego. Jeśli możesz wyjedź, zmień otoczenie.
      Wykasuj jego numer z telefonu komórkowego. Sprawa jest zakończona i nie
      przedłużaj tej agonii. Trzymaj się ciepło. Jutro będzie już trochę lepiej.
      • souri chciałabym umieć... 06.07.04, 13:43
        Gość portalu: stara napisał(a):

        > Obawiam się, że ten związek nie ma przyszłości. Facet wybrał żonę i już. Miał
        > prawo, ale jego perfidia polega na tym, że wypisuje maile i trzyma Cię w
        > odwodzie!
        > Przypuszczam, że tego związku nie da się już zreanimować. Nie usprawiedliwiaj
        > go, że słaby, że niezdecydowany, że kiedyś, że może..... Nie! Tu potrzebne
        jest
        >
        > chirurgiczne cięcie. Żebyś mniej cierpiała, żebyś zrozumiała.
        > Czas leczy rany, ale wszystko musi potrwać ( w tym przypadku jest to żałoba
        po
        > zmarłej miłości). Nie rzucaj się w ramiona pierwszego lepszego faceta, żeby
        > zrobić jemu na zlość i sobie udowodnić, że nie on jeden na świecie.
        > Przestrzegam, bo możesz trafić na złego człowieka, który wykorzysta Twój
        dołek
        > psychiczny a potem będzie Ci jeszcze ciężej.
        > Wyjdź do ludzi, zrób sobie drobne przyjemności, zajmij się czymś co nie
        będzie
        > miało z nim nic wspólnego. Jeśli możesz wyjedź, zmień otoczenie.
        > Wykasuj jego numer z telefonu komórkowego. Sprawa jest zakończona i nie
        > przedłużaj tej agonii. Trzymaj się ciepło. Jutro będzie już trochę lepiej.

        Uwierz - bardzo, BARDZO chcialabym umiec to zrobić...
    • Gość: mmm Re: Więc wybrał żonę... IP: *.klaudyny.waw.pl / *.waw.pl 06.07.04, 08:42
      a nie przyszlo ci do glowy ze ty i twoj kochanek (szczegolnie on)
      postepowaliscie niemoralnie - zrobiliscie straszne swinstwo jego zonie i
      dzieciom? chcialas budowac na cudzym nieszczesciu - i teraz zbierasz tego
      efekty. jestes bardzo mloda wiec nawet ci wspolczuje, bo prawdopodobnie nie do
      konca zdawalas sobie sprawe z tego co robisz, ale nie zycze ci zebys za kilka-
      kilkanascie lat znalazla sie w roli zdradzanej zony. twoje obecne cierpienie z
      cierpieniem tamtej to nic (choc ten argument chyba cie nie przekona, bo co cie
      obchodzi cierpienie rywalki). i poczytaj sobie piesn nad piesniami - dowiesz
      sie moze czym jest tak naprawde milosc (bo to nie tylko seks, czule slowka i
      namietne spotkania w tajemnicy przed wszystkimi ale takze odpowiedzialnosc,
      UCZCIWOSC, WIERNOSC)
      • Gość: labatt Re: Więc wybrał żonę... IP: *.se.client2.attbi.com 06.07.04, 09:17
        Zanosze sie smiechem..Czytam i nie wierze.Miau,miau,miau........Ok-troche to
        cynicznie brzmi.Ale mam ochote kopnac w tylek wszystkie infantylne
        panienki,ktore jeszcze wierza w milosc panow z andropauza.Czy wy nie czytacie
        niczego poza 'Zyciem na goraco'?Panowie po czterdziestce,a przed
        szescdziesiatka sa tak strasznie zaprojektowani,ze kazda kobieta powinna sie
        poslugiwac instrukcja.Czasami sa to ksiazki,czasami madra matka,czasami
        przypadek w zyciu.Jak sie ma 23 lata i sie nie slyszalo o tym jeszcze- czas
        siegnac po rozum...........Przysluchiwalam sie przez lata dojrzalym / bo
        pekne / facetom i rada dla mlodych kobiet...trzymajcie sie swojej grupy
        wiekowej.Inaczej - traci to glupota.
    • Gość: Obca Re: Więc wybrał żonę... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.07.04, 11:35
      Dziewczyno, potrafisz sie z tego wyrwac, tylko o tym nie wiesz. Rozumiem cie.
      Uczucie powstaje, dopada nas czasem niespodziewanie i nie patrzy najpierw na
      reke zaobraczkowana czy nie. To nie zawsze jest celowe roz... malzenstwa.
      Potem jednak to juz od ciebie wszystko zalezy, kiedy sie dowiesz, ze jest
      zona...
      Mezczyzni starsi potrzebuja tych mlodszych kobiet, potrzebuja owego
      zwierciadla, ktore poprawia im owal twarzy, nadaje blasku oczom i prostuje
      sylwetke. Oni potrzebuja mlodych i pieknych, zeby przypomniec sobie miniona
      mlodosc, zeby znowu poczuc swoja atrakcyjnosc. A przy tym sa atrakcyjny swoja
      dojrzaloscia.
      Pamietaj o tym prosze: to nie milosc do ciebie nim powoduje. On kocha siebie i
      uwielbia ciebie za twoje dary dla niego. I kocha zone, bo nie jest gotowy, zeby
      odejsc. Skoro tak potrafisz obdarowywac, uwierz, ze na te wszystkie podarunki
      zasluguje ktos inny, kto powie TY i zadna inna.
      Uwierz, ze potem nie odczuwa sie bolu, kiedy pojawi sie inne uczucie. Ale
      uwolnic musisz sie sama. Im szybciej, tym lepiej!
      • mara6 Re:czASAMI LUDZIE MAJA NISKIE POPRZECZKI 06.07.04, 12:41
        JA MAM podobna sytuacje tylko ze mój odszedł od zony na razie wszystko jest w
        trakcie i wie ze przegrała z 18 lat młodsza od siebie.wiele jest takich par co
        im sie udaje..czemu męzczyzna ma inna na boku?? mozliwe nie zaznaje miłosci
        tego czego mu potrzeba w domu..Niektórym sie to nie miesci w głowie.. bo to
        niemoralne nieetyncze itp. a znam takich którzy zrezygnowali z tej drugiej
        miłosci a teraz pija i cierpia bo niezaryzkowali..KAzdy ma prawo do zycia i
        wybierania tego co dla niego lepsze i ludzi z którymi lepiej sie
        czuje..niekazdego jednak stac na to by cos zmienić -tu przeciez sie rozchodzi o
        17 ,20 lat zycia..po prostu niektórzy ludzie skacza na 1,2m a niektórzy na
        1,6
        • Gość: ida76 Re: może wcale nie kocha jej mocniej... IP: *.migutmedia.pl 06.07.04, 14:19
          Souri,
          jako jedna z niewielu "doświadczonych" w takiej sytuacji mogę ci powiedzieć
          jedno.
          Byłam tak samo jak ty w identycznej sytuacji. Ja 24 lata i zwiążek już trwał
          tylko mój od twojego różnił się jednym. Ja od początku wiedziałam że on nie
          zostawi swojej żony i dziecka i dlatego przyjęłam jego taktykę działania.
          Czerpałam z tego związku ile się dało. On oczywiście niegdy nie powiedział że
          mnie kocha. Nawet tego nie oczekiwałam. Wiedziałam jedno, bo to powiedział mi
          na samym początku "Nie możesz się we mnie zakochać". Oczywiści było to
          niewykonalne. Jednak kiedy nastąpiło zakochanie nadal nie oczekiwałam od niego
          rozstania z żoną. Zresztą nie chciałam takiego faceta na zawsze. Czułam że
          kiedyś znajdę sobie kogoś innego i ciągle szukałam. Miałam tylko nadzieję że
          będzie choć trochę podobny do TAMTEGO że będzie mnie traktować tak samo z
          szacunkiem co TAMTEN. I wiesz co?? Znalazłam. Jest nawet jeszcze lepszy niż ten
          żonaty bo JEST MÓJ w pełnym tego słowa znaczeniu.
          Ja też kiedyś myślałam że ta znajomość, związek będzie trwać wiecznie, ale
          zakończyło się wszystko nieco drastycznie bo szlag go trafił jak dowiedział się
          że spotykam się z innymi, że nie jestem na wyłączność. Myślę że powinnaś zacząć
          od nowa, wejść na nową drogę życia. Zacznij bywać z ludżmi, pamietaj że uśmiech
          nie jest tylko dla niego. Zapewniam cie kiedy dowie się że nie wysiadujesz w
          domu nie wyczekujesz telefonu zmieni się. Ale ty nie możesz miec z tego pwodu
          zadnych wyrzutów sumienia. Pamietaj on nie opusci żony, bo może ma takie
          zasady, bo jest mu wygodnie, cokolwiek.
          Ty masz teraz jedno zadanie: wyjść do ludzi i zacząć żyć włanym życiem, bez
          niego.
          Życzę wytrwałości.
          Powodzenia.
          Uda ci się.
        • bool nie dziwie sie, ze tak Ci powiedzial, Souri 06.07.04, 14:50
          Ja tez, po 20-tu latach malzenstwa, spotkalem fantastyczna dziewczyne,
          duzo mlodsza ode mnie, byc moze najciekawsza w moim zyciu.
          Gdybym byl sam, ozenilbym sie z nia natychmiast
          Po szeregu dyskusji (i awantur) powiedzialem jej, ze "porzadny" facet,
          zony
          i dzieci, tak po prostu nie zostawia.
          Kochanka byc na stale byc nie chciala. Poszla sobie.
          Jest mi cholernie ciezko, ale nie moglem postapic inaczej.
      • Gość: Obiektywna Re: Więc wybrał żonę... IP: *.futuro.pl 06.07.04, 14:27
        Uderzające jest to, jak kochanki są zapatrzone w siebie, jak egoistyczne. Liczy
        się tylko to co one czują. Zupełnie nie biorą pod uwagę uczuć innych (np.żony).
        Czy na tym prawdziwa miłość? Czy miłość prawdziwa jest egoistyczna? Chyba nie...
        Kochanki nie mogą zrozumieć że faceci mają potrzebę różnorodności, zmian. Myślą
        że są jedyne. Ale to do czasu.
        • souri Re: Więc wybrał żonę... 06.07.04, 14:29
          To nie jest obiektywizm.
          Tak samo zony zapatrzone są w siebie a mężowie czy kochankowie też w siebie.
          Tak jest skonstruowany człowiek. I Ty obiektywna zapewne też...

          Gość portalu: Obiektywna napisał(a):

          > Uderzające jest to, jak kochanki są zapatrzone w siebie, jak egoistyczne.
          Liczy
          >
          > się tylko to co one czują. Zupełnie nie biorą pod uwagę uczuć innych
          (np.żony).
          >
          > Czy na tym prawdziwa miłość? Czy miłość prawdziwa jest egoistyczna? Chyba
          nie..
          > .
          > Kochanki nie mogą zrozumieć że faceci mają potrzebę różnorodności, zmian.
          Myślą
          >
          > że są jedyne. Ale to do czasu.
    • cyganeeczka Re: Więc wybrał żonę... 06.07.04, 14:23
      hurraaaa! Dobrze Ci tak!
      Pamietam jak nasz tata mial kochanke mloda. Dla nas nie bylo pieniedzy,bo
      wydawal na nia kupe forsy. Mama byla zapracowana,zmeczona, a jego nie bylo dla
      nas.Strasznie cierpielismy. Znienawidzielismy ja (do taty tez mielismy
      pretensje)

      Placisz za swoj egoizm.
      • souri Re: Więc wybrał żonę... 06.07.04, 14:27
        Ale z ciebie okrutnica...
        Wyobraź sobie, że ludzie maja inne doświadczenia. I że nie wolno wszystkich
        oceniać względem siebie...
        I wyobraź sobie, jak cierpi kobieta, kiedy wie, że człowiek, którego kocha nad
        życie jest gdzieś z inną kobietą, która ma do niego prawo... a Ty nie masz nic


        cyganeeczka napisała:

        > hurraaaa! Dobrze Ci tak!
        > Pamietam jak nasz tata mial kochanke mloda. Dla nas nie bylo pieniedzy,bo
        > wydawal na nia kupe forsy. Mama byla zapracowana,zmeczona, a jego nie bylo
        dla
        > nas.Strasznie cierpielismy. Znienawidzielismy ja (do taty tez mielismy
        > pretensje)
        >
        > Placisz za swoj egoizm.
        • astrit Re: Więc wybrał żonę... 06.07.04, 14:39
          souri napisała:

          > Ale z ciebie okrutnica...
          > Wyobraź sobie, że ludzie maja inne doświadczenia. I że nie wolno wszystkich
          > oceniać względem siebie...
          > I wyobraź sobie, jak cierpi kobieta, kiedy wie, że człowiek, którego kocha
          nad
          > życie jest gdzieś z inną kobietą, która ma do niego prawo... a Ty nie masz nic
          >

          A czego tak na prawdę się spodziewałaś romansując z żonatym facetem? Żal mi
          ciebie, bo swoim brakiem rozsądku pokomplikowałaś sobie życie - na szczęscie
          nie na zawsze, mogłaś zniszczyć życie drugiej kobiecie i zapaprać jej dzieciom.
          A wszystko przez zauroczenie nieodpowiedzialnym facetem i brak wyobraźni. I -
          tak uwazam - brak przyzwoitości z twojej strony. Cudzego się nie rusza. A
          faceta, który mając rodzinę wdaje się w potajemne romanse kopnęłabym w 4
          litery, bo tylko tego jest wart. Weź pod uwagę, że oszukuje i żonę i ciebie.
          Nie jest lojalny wobec ŻADNEJ z was. To śmieć i tyle. Ciesz się, że masz przed
          sobą mnóstwo czasu, nie jesteś obciążona odpowiedzialnością za dziecko z tego
          związku i masz doświadczenie, z którego - jesli jesteś wystarczająco mądra
          wyciagniesz wnioski na przyszłosć. Cudze życie - w tym przypadku mam na myśli
          jego żonę - nie jest zabawką, a w sytuacji, w jakiej się znalazłaś jesteś
          również za nie odpowiedzialna. Zakończ to i ciesz się, że nie wyszliscie z
          tego - ty, on i jego rodzina - bardziej poturbowani.
          • bool ostroznie z z tymi "smieciami" 06.07.04, 14:55
            palantko.

            komus zonatemu tez sie moze przytrafic po ilus latach nowe uczucie.
            (inna sprawa, jak potem to przytomnie rozegrac)
            jezeli ty jestes zawsze zimna i wyrachowana, to nie znaczy, ze wszyscy sa tacy.
                • astrit Re: ostroznie z z tymi "smieciami" 06.07.04, 15:15
                  Niejaka astrit napisała cytuję: "Nie jest lojalny wobec ŻADNEJ z was. To śmieć
                  i tyle". Poćwicz drogi kolego czytanie ze zrozumieniem. Facet kochankę
                  wykorzystuje do seksu bez zobowiązań, opowiadając jej dyrdymały o wielkiej
                  miłości, żonę kantuje. Śmieć i tyle.
                  • bool Re: ostroznie z z tymi "smieciami" 06.07.04, 15:34
                    1. trudno mowic zonie o fakcie, ze masz kochanke
                    zaden przytomny facet tego nie robi.
                    2. gdybym nie byl zakochany w owej dziewczynie, a chcialbym tylko wykorzystywac
                    ja dla seksu, to potrafilbym to wszystko zgrabnie ukryc.
                    a tak, przez moje zauroczenie, wydalo sie to i w koncu peklo.

                    Jezeli jestem dla Ciebie "smieciem" - ty, za twoje uproszczenia i powierzchowne
                    generalizacje jestes dla mnie palantka - jasne?
                    • astrit Re: ostroznie z z tymi "smieciami" 06.07.04, 15:40
                      Mój drogi, to, kim jestem dla ciebie w ogóle mnie nie obchodzi, ani cię nigdy
                      nie widziałam, ani cię nie znam. Natomiast wydaje mi się, że masz ze sobą
                      jakieś problemy, bo wskaż mi, w którym to miejscu zaatakowałam cię osobiście,
                      pisząc, że jesteś śmieciem? Może zwróć się do specjalisty, urojenia można
                      leczyć, jeśli choroba nie jest za bardzo zaawansowana.
                      • bool Re: ostroznie z z tymi "smieciami" 06.07.04, 15:45
                        nie badz smieszna, dobra kobieto.
                        dobrze wiem, ze nie atakowalas mnie!

                        Usilujesz wciskac tylko "kit" innym kobietom, ze zonaty facet majacy kochanke
                        jest s...synem i oszukuje je obie.
                        To co robisz nazywa sie MANIPULACJA.
                        nie czuje sie obrazony.
                        na moim przykladzie pokazuje Ci tylko, ze zonaty facet moze sie tez po prostu
                        zakochac. I nie musi byc od razu s...synem.

                        Jasne, czy moze uproscic?
                        • astrit Re: ostroznie z z tymi "smieciami" 06.07.04, 16:01
                          bool napisał:

                          > nie badz smieszna, dobra kobieto.
                          > dobrze wiem, ze nie atakowalas mnie!
                          >
                          > Usilujesz wciskac tylko "kit" innym kobietom, ze zonaty facet majacy kochanke
                          > jest s...synem i oszukuje je obie.
                          > To co robisz nazywa sie MANIPULACJA.
                          > nie czuje sie obrazony.
                          > na moim przykladzie pokazuje Ci tylko, ze zonaty facet moze sie tez po prostu
                          > zakochac. I nie musi byc od razu s...synem.
                          >
                          > Jasne, czy moze uproscic?


                          Sory, ale jeśli żonaty facet wdaje się w romans OSZUKUJĄC obie strony, robiąc
                          kochance nadzieje na zalegalizowanie ich związku, łamie przyrzeczenie
                          małżeńskie ZDRADZAJĄC żonę, nie jest w porządku wobec nikogo, to dla mnie jest
                          śmieciem i nic tu nie pomoże zasłanianie się tzw. wielką miłością. Gdyby miał w
                          sobie odrobinę przyzwoitości i odwagi to albo spełnił by swoje obietnice wobec
                          kochanki i rozwiódł z żoną, albo zastanowił by się nad wartością swojego
                          małżeństwa i nie wdawał w romans z dziewczyną w wieku swojej córki. A w
                          przypadku, kiedy taki ktoś próbuje trzymać dwie sroki za ogon - jest dla mnie
                          śmieciem. I tchórzem.
                          Rozumiem jednak, że według ciebie żonaty facet zdradzający żonę jest O.K. i
                          właściwie należałoby go po głowie pogłaskać... No cóż...
                    • astrit Re: ostroznie z z tymi "smieciami" 06.07.04, 16:04
                      Gość portalu: Souri napisał(a):

                      > Chciałabym, zebys coś takiego przeżyła.
                      > Może coś byś zrozumiała.
                      >
                      > I może byłabyś ostrożniejsza w osądach...

                      Miałam kilkakrotnie możliwośc przeżycia czegoś takiego. Na szczęście nie
                      skorzystałam, bo nie uważam, żeby było to doświadczenie które koniecznie
                      powinnam mieć w swojej historii.
        • anusia29 Re: Więc wybrał żonę... 06.07.04, 14:43
          Nie, to z Ciebie jest "okrutnica" rozbijasz małzeństwo.
          Mam prawo się tak wypowiadac i tak osądzać, bo doświadczylam tego. jako 22
          latka wdałam się w romans. Ale się opamiętałam. Od 2 lat jestem w nowym
          związku, z wolnym człowiekiem (nota bene - pobieramy się). I wiesz co? Nie jada
          się wygodnie ani dobrze z rozbitej porcelany...
          Poszukaj sobie kogoś innego. W życiu nie można mieć wszystkiego, na co ma się
          ochotę. Życie to sztuka wyboru i czasem rezygnacji.
          Ja cieszę się ze swojej rezygnacji, bo dzieki temu odnalazłam spokój, swoje
          szczęście i... drugą połówkę.
          A