Dodaj do ulubionych

Wybrał kochankę

    • bojarowski znajdź kochanka 26.07.04, 14:01
      nie pozostaje nic innego jak tylko znaleźć sobie kochanka. wyrwij mu jajca!
      egdar.blox.pl/html
    • Gość: Ulka Wybrał kochankę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.07.04, 08:54
      zakładając ten wątek, który jest dla mnie sytuacją hipotetyczną ,choć w zyciu i
      takie zdarzają się, miałam na celu poznanie Waszych opinii. Chciałam zobaczyć ,
      jak rozłożą się głosy te wspierajace mnie ,jak i te które popierają to co moj
      mąż niby uczynił - świaczą o tym wypowiedzi określajace go jako "faceta z
      jajami".
      Przekonana jestem, ze te ktore mu przyklasnęły w podjęciu takiej decyzji to
      kobiety samotne, opuszczone, zawiedzione kochanki, ktore nam żonom zazdroszczą
      bycia w stałych i stabilnych zwiazkach.
      Uwaznie czytając forumowe dyskusje nasuwają się następujące konkluzje:
      - mężczyźni zdradzają i to swe piękne, młode dziewczyny, narzeczone, jak i
      młode i stare żony
      - męzczyźni wybierają sobie na kochanki różne kobiety, czy ładniejsze,
      zgrabniejsze, młodsze, lepsze? Różnie to bywa i tak i nie, zycie daje na to
      rozmaite przykłady.
      - mężczyźni w większości przypadków pozostaja przy swych żonach- tak dobrą zonę
      moze się i zdradza, ale się jej nie porzuca, nie zostawia.
      Złej żony nie trzeba zdradzać , bo się z nią bierze rozwód i do tego nie
      trzeba mieć kochanki.
      • Gość: chwila Re: Wybrał kochankę IP: 62.121.129.* 27.07.04, 09:21
        mezczyzni to tamto i siamto...

        a moze jeszcze cos o kobietach wykonkludujesz?
        o kobietach w ogole a zonach w szczegole, no i zdradzajacych zonach koniecznie.

        a, i jeszcze rozwaz sytuacje mezczyzny/kobiety z jednym, dwojka, trojka itd
        dzieci, i ich wplyw na trwalasc malzenstwa

        itd itd/.

        widzisz:'hipotetycznie zalozylas watek, nie bedac w nim bezstronna(no souri),
        niektore osoby sie angazuja..

        to teraz wyobraz sobie sytuacje kiedy twoj malzonek opowiada mlodej dziewczynie
        hipotetyczna sytuacje ze ja kocha a juz dawno nic go z zona nie laczy itd, bo
        mial na celu poznanie (praktycznej) opinii tejze dziewczyny co do mozliwego
        stopnia jej zaangazowania w taki uklad,
        po wielokrotnie przeprowadzonych doswiadczeniach praktycznych z dziewczyna -
        twoj malzonek stwierdza, ze faktycznie takie dziewczyny potrafia sie angazowac
        calkowicie i na lata. nazywa sie je wtedy kochankami, dobrze jest jeszcze
        roztaczac przed nimi wizje przyszlego malzenstwa- oczywiscie hipotetyczna wizje.

        jesli nic nie rozumiesz to jasniej: ze zdrada ma swwoj poczatek w przyzwoleniu
        na klamstwo(hipotetyczna sytuacja), a twoje skupianie sie na tym "ko0go
        mezczyzna wybiera na kochanke" o czyms swiadczy


        "> Przekonana jestem, ze te ktore mu przyklasnęły w podjęciu takiej decyzji to
        > kobiety samotne, opuszczone, zawiedzione kochanki, ktore nam żonom
        zazdroszczą > bycia w stałych i stabilnych zwiazkach"

        -no prosze :))))))) i jak sie dziwic ze mezowie zdradzaja kiedy w domu nie maja
        kobiety tylko zone..nic wiecej.
        • Gość: Ulka Do chwili IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.07.04, 09:44
          1. nie znam zdradzajacych żon
          2. Co ma ilość dzieci do trwałości małżeństwa? W obecnych czasach ma się tyle
          dzieci ile się zaplanowało i chciało mieć !
          3 te wszystkie "panienki" lubią być( hipotetycznie )oszukiwane, wierzą , bo
          chcą wierzyć. Mało tego wiele rzeczy sobie dopowiadają i interpretują na swoją
          korzyść.
          4. Tak, przekonana jestem, ze te które pochwalają " wybór kochanki" to
          kobiety , które same chiałyby być wybrane , czy przez żonatego , czy przez
          samotnego jest im wszystko jedno, byle by był chłop i miał jaja w spodniach.
          5. mało wiesz na temat przyczyn i powodów męskich zdrad, polecam lekturę,
          opracowania naukowe nt. temat.
          6. a żona to nie kobieta? To kto to jest wg Ciebie?
          7.ZYCIE WE DWOJE TO COS WIECEJ NIZ SAM SEKS !!!!!!
          Mężczyzna też seks uprawia z prostytutką i czy to mozna nazwać związkiem?
          • Gość: chwila Re: Do chwili IP: 62.121.129.* 27.07.04, 09:56
            Gość portalu: Ulka napisał(a):

            > 1. nie znam zdradzajacych żon

            ja znam, i to chyba wiecej niz mezczyzn

            > 2. Co ma ilość dzieci do trwałości małżeństwa? W obecnych czasach ma się tyle
            > dzieci ile się zaplanowało i chciało mieć !

            albo nie masz dzieci albo nie wiesz o czym mowisz,

            > 3 te wszystkie "panienki" lubią być( hipotetycznie )oszukiwane, wierzą , bo
            > chcą wierzyć. Mało tego wiele rzeczy sobie dopowiadają i interpretują na swoją
            > > korzyść.

            jak i te zony z drugioej strony

            > 4. Tak, przekonana jestem, ze te które pochwalają " wybór kochanki" to
            > kobiety , które same chiałyby być wybrane , czy przez żonatego , czy przez
            > samotnego jest im wszystko jedno, byle by był chłop i miał jaja w spodniach.

            nie zapominaj ze nie urodzilas sie od razu mezatka wiec ciebie to rowniez
            tyczy, wystawiasz sama sobie swiadectwo dosc malo inteligentnie

            > 5. mało wiesz na temat przyczyn i powodów męskich zdrad, polecam lekturę,
            > opracowania naukowe nt. temat.

            no tak, naczytala sie teorii i udaje doswiadczona

            > 6. a żona to nie kobieta? To kto to jest wg Ciebie?

            no wlasnie...
            bo wg ciebie zona to nad-kobieta, pozostale osobniki plci zenskiej to pod-
            kobiety kierujace sie niskimi pobudkami

            > 7.ZYCIE WE DWOJE TO COS WIECEJ NIZ SAM SEKS !!!!!!

            o, w koncu na to wpadlas!

            > Mężczyzna też seks uprawia z prostytutką i czy to mozna nazwać związkiem?

            dywagujmy dalej -a jak robi to sam ze soba?

            • monopri Re: Do chwili 27.07.04, 10:08
              Gość portalu: chwila napisał(a):

              > Gość portalu: Ulka napisał(a):
              >
              > > 1. nie znam zdradzajacych żon
              >
              > ja znam, i to chyba wiecej niz mezczyzn


              > CO SAMA TAKA JESTES?


              > > 2. Co ma ilość dzieci do trwałości małżeństwa? W obecnych czasach ma się
              > tyle
              > > dzieci ile się zaplanowało i chciało mieć !
              >
              > albo nie masz dzieci albo nie wiesz o czym mowisz,

              > TO Z ŁASKI SWOJEJ NAM WYTŁUMACZ O CO CI CHODZI Z TYMI DZIEĆMI!!


              > > 3 te wszystkie "panienki" lubią być( hipotetycznie )oszukiwane, wierzą ,
              > bo
              > > chcą wierzyć. Mało tego wiele rzeczy sobie dopowiadają i interpretują na
              > swoją
              > > > korzyść.
              >
              > jak i te zony z drugioej strony

              CZY TAK ŁĄTWO WCISKAĆ KIT KOMUŚ KOGO SIE ZNA WIELE LAT? A TE KTÓRE WIERZĄ,
              WIDOCZNIE CHCĄ!
              >
              > > 4. Tak, przekonana jestem, ze te które pochwalają " wybór kochanki" to
              > > kobiety , które same chiałyby być wybrane , czy przez żonatego , czy prze
              > z
              > > samotnego jest im wszystko jedno, byle by był chłop i miał jaja w spodnia
              > ch.
              >
              > nie zapominaj ze nie urodzilas sie od razu mezatka wiec ciebie to rowniez
              > tyczy, wystawiasz sama sobie swiadectwo dosc malo inteligentnie

              JESTESMY POD WRAZENIEM TWOJEJ INTELIGENCJI! CO ZA PRZEJRZYSTOŚĆ MYŚLI< CO ZA
              ARGUMENTY< KTO KOGO OBRAŻA SAM DAJE O SOBIE ŚWIDECTWO!
              >
              > > 5. mało wiesz na temat przyczyn i powodów męskich zdrad, polecam lekturę,
              >
              > > opracowania naukowe nt. temat.
              >
              > no tak, naczytala sie teorii i udaje doswiadczona

              KTOŚ KTO CZYTA i CHCE WIEDZIEĆ JEST MĄDRZEJSZY O WIEDZĘ I DOSWIADCZENIA INNYCH
              >
              > > 6. a żona to nie kobieta? To kto to jest wg Ciebie?
              >
              > no wlasnie...
              > bo wg ciebie zona to nad-kobieta, pozostale osobniki plci zenskiej to pod-
              > kobiety kierujace sie niskimi pobudkami

              NIC TAKIEGO NIE PADŁO W WYPOWIEDZI ULKI, NADINTERPRETUJESZ.

              TO RACZEJ TY TAK UWAŻASZ TYLKO W DRUGĄ STRONE

              >
              > > 7.ZYCIE WE DWOJE TO COS WIECEJ NIZ SAM SEKS !!!!!!
              >
              > o, w koncu na to wpadlas!
              >
              > > Mężczyzna też seks uprawia z prostytutką i czy to mozna nazwać związkiem?
              >
              > dywagujmy dalej -a jak robi to sam ze soba?
              >
              BEZ KOMENTARZA< BO SZKODA SŁOW!!!!
              • Gość: chwile Re: Do chwili IP: 62.121.129.* 27.07.04, 10:17
                > BEZ KOMENTARZA< BO SZKODA SŁOW!!!!


                zdecyduj sie wiec.
          • lukrecja8 dla ciebie Ula zrobię wyjątek!!!!!!!! 28.07.04, 10:19
            wiele razy nie zgadzałam się z osobami wypowiadającymi się na forum. niektóre
            wpisy wydają mi się śmieszne, niektóre nic nie warte, ale zawsze wtedy
            powstrzymuje się od komentarza, bo stwierdzam, że po co komuś psuć nastrój. mam
            swoje, inne zdanie, znam je i nie chcę sie dzielić. obiektywnie wcale nie musi
            być trafniejsze. i tyle. nie chcę być chamska (nie mówię tu o zdrowej
            polemice). ale jak napisałam wyżej: dla ciebie zrobię wyjątek:

            JESTEŚ STRASZLIWIE, OKRUTNIE, PRZERAŻAJĄCO, BEZDENNIE GŁUPIA!!!!!!!!!!

            ręce opadają!
            pozdrawiam
            Lukrecja
      • Gość: Olinka Re: Ulka do czego to ci potrzebne? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.07.04, 12:02
        Czyżbyś chciała się ustrzec od zdrady szanownego małżonka? Jak będzie chciał to
        zdradzi. I życzę Ci żebyś nie znalazła się w takiej "hipotetycznej" sytuacji.
        Olinka
        • Gość: Ulka Re: Ulka do czego to ci potrzebne? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.07.04, 14:02
          Wręcz przeciwnie, kiedyś zdradził ,ale wybrał mnie, jak 90% facetów zostaje z
          żonami.
          Chciałam , aby kochanki miały trochę złudnej nadziei.
      • ural100 Re: Wybrał kochankę 27.07.04, 14:35
        Życie jest może tylko trochę bardziej skomplikowane, czyli nieschematyczne, niż
        się wydaje. W związku z tym możesz zrobić pewne obliczenia, ale zawsze będzie
        jakiś margines błędu i wyjątków. Stąd np. stwierdzenie "złej żony się nie
        zdradza, bierze się z nią rozwód" nie zawsze jest prawdziwe. Weź taką słynną
        choć starą parę aktorów: K.Hepburn i S.Tracy, Spencer miał żonę, a Hepburn była
        tą trzecią - ukochaną, z żoną nie rozwiódł się, choć wiedziała o sprawie. Można
        mówić, że środowisko artystyczne, wyuzdanie, a jednak. Żeby to wszystko było
        takie w istnieniu proste i jasne, marzenie. Szkooooda, że się przyznałaś do
        blefu, byłoby przynajmniej romantycznie, ta przepaść i rozpacz. ;-)
        • Gość: Ulka do ural 100 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.07.04, 14:48
          bo widocznie nie była złą żoną.
          • ural100 Re: do ural 100 27.07.04, 15:16
            Nooo. Może nie była to zła kobieta. A co to znaczy nie być złą żoną? Umiesz
            udzielić odpowiedzi, która spełni oczekiwania wszystkich i różne gusta? Aaa..
            dobra. Rozumiem, że szukasz potwierdzenia swojej teorii, to dobrze, należy
            walczyć o swoje. Ja też tak robię. :-))) Pozdrawiam.
      • jagodnik Re: Wybrał kochankę 05.08.04, 00:49
        Droga Ulko! Wystawiłas tu nasze emocje na dużą próbę,niektórzy bardzo się
        przejęli Twoim "nieszczęściem".
        Może wypada ich przeprosić że to tylko....badanie opinii???
        A co do facetów i zdradzania...cóż...
        Faceci nie są monogamiczni i bardzo proszę przyjąc to do wiadomości. Kazdy
        facet zdradza zonę - jesli nie
        fizycznie to mentalnie,wirtualnie jednym słowem sensualnie. Jesli chcecie
        drogie kobietki porozbijac swoje małżeństwa to przeszukujcie mężom komórki,
        kieszenie, kalendarze. Tylko po co ??? Przecież jesli się "nie wie"
        to się przynajmniej śpi spokojnie. Jest na forum nieliczne grono które zna
        prawdę,że "czego oko nie widzi tego
        sercu nie żal" i " od dobrej zony/męza się nie odchodzi". Strategia
        nieingerowania w ewentualne flirty swojej drugiej połówki świadczy o WIELKOŚCI
        i ŻYCIOWEJ MĄDROŚCI i będzie doceniona przez partnera/kę.
        Jeśli ta strategia zawiedzie to znaczy że partner/ka jest naszą pomyłką.
        Pozdrowienia :)
    • rozdarta_sosna Re: Wybrał kochankę 27.07.04, 13:32
      JESTEM KOCHANKĄ. I nie sprowadziłabym tego do formatu- zakręciłam tylkiem...
      nie bylo kręcenia tyłkiem.. były rozmowy i tylko rozmowy. w zyciu nie
      ruszyłabym faceta z obrączką. nigdy nie podejrzewałam ze mnie sie trafi taki
      okaz. wiec nigdy nie mów nigdy...
      nie wiem jaka bedzie przyszłość. nikomu nie jest łatwo. dwojka małych dzieci...
      i nie żałuję. ani jednej minuty spędzonej z nim.
      Bo związek to nie tylko obrączka. to dbanie o drugą osobę. to dbanie o siebie.
      nie tylko wymagania.
      rozdartasosna.blox.pl
      • Gość: pytam Do rozdartej sosny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.07.04, 13:59
        Nie wiem , co właściwie chcesz udowodnić i o czym chcesz nas przekonać pisząc
        te słowa.
        Ze jesteś świętą niewinnością. I błagam nie pisz takich wytartych komunałów o
        rozmowach, zakręcaniu tyłkiem, dbaniu, wymaganiu, obrączkach. Wszyscy rozumni
        ludzie to doskonale wiedzą. Jeżeli komuś zależy na związku , czy małzeńskim,
        czy nie ,to o niego dba.
        A rób i żyj sobie jak chcesz i tak wszystko idzie na twoj rachunek.
        Jak jest tak świetnie to dlaczego jesteś TYLKO kochanką i to ROZDARTĄ?
        • rozdarta_sosna Re: Do rozdartej sosny 27.07.04, 14:41
          Nie mam ochoty nikomu nic udowadniać. Przekonywać do siebie także nie
          zamierzam. Bo po co?
          Uważam ze forum to nie udowodnianie lecz wyrażanie swoich opinii. A że tu
          panuje atmoswera potępiania jak nie jednej to drugiej strony- trudno. Zycie
          jest sztuką wyborów. Wyborów które mają nas uczynić szczęśliwymi. A wiadomo
          człowiek jest tylko człowiekiem i popełnia błędy. Błędem może być wybór
          nieodpowiedniej osoby na męża czy żone. Na szczęście są sądy, rozwody i można
          układać sobie życie będąc bogatszym o doświadczenia. Nie ma ludzi nieomylnych.
          I jasnowidzących. Każdy ma prawo żyć tak jak chce. I ma prawo do szczęścia.
          Tylko tyle. Albo aż tyle.
        • rozdarta_sosna Re: Do rozdartej sosny 27.07.04, 14:44

          A dlaczego TYLKO Kochanką? Bo taki jest NASZ świadomy wybór. Za miesiąc może
          być inaczej. A rozdartą... Bo również kogoś zdradzam. A że jeszcze mam serce a
          nie kawał kamienia- to mnie rozdziera.
          • Gość: pytam Re: Do rozdartej sosny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.07.04, 14:59
            O wzruszona jestem do łez. Co za moralizatorski ton. Co za pouczanie innych. Co
            za mądrości zyciowe. Zdrada męza jest zapewne tą TWOJA METODĄ DBANIA o związek.
            Tego jeszcze nie znałam i o takich sposobach nie słyszałam.
            HAhaha.
            Mój boże i kto to wszystko pisze ?
            Masz serce? Nie , masz tylko chcicę i waginę!
            • angoisse Re: Do rozdartej sosny 27.07.04, 15:07
              Gość portalu: pytam napisał(a):

              > O wzruszona jestem do łez. Co za moralizatorski ton. Co za pouczanie innych.
              Co
              >
              > za mądrości zyciowe. Zdrada męza jest zapewne tą TWOJA METODĄ DBANIA o
              związek.
              > Tego jeszcze nie znałam i o takich sposobach nie słyszałam.
              > HAhaha.
              > Mój boże i kto to wszystko pisze ?
              > Masz serce? Nie , masz tylko chcicę i waginę!


              i zeszły się baby w maglu
              ktoś jeszcze cos doda ?
              • Gość: morał Re: Do rozdartej sosny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.07.04, 18:22
                to co napisałaś w wątku "Mam kochanka" mozna podsumować jednym - tak postępuje
                zwykła biur....wa.
                • angoisse Re: Do rozdartej sosny 28.07.04, 08:55
                  Gość portalu: morał napisał(a):

                  > to co napisałaś w wątku "Mam kochanka" mozna podsumować jednym - tak
                  postępuje
                  > zwykła biur....wa.


                  to chyba nie do mnie?

                  A tak na marginesie -to wypowiadaj się Jednym nickiem w Jednym wątku -tak jest
                  uczciwie. Bo taką schizofrenie w wiadomym celu tez można
                  jakośtam "podsumować".....
    • Gość: smutas Re: Wybrał kochankę IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.07.04, 18:57
      Wejdźcie na forum : "Siła zdradzonych" gdzie dyskutowany jest artykuł Pani
      Zofii Milskiej - Wrzosińskiej (Wysokie Obcasy). Jest tam ponad 700 postów. Ten
      sam temat i dwie grupy dyskutantów. Zdradzających - te same argumenty "prawo
      do szczęścia", ja, mnie, o mnie , ze mną, dla mnie, "jestem tego warta" - i
      zdradzanych - utrata zaufania, rozpacz, ból, smutek, poczucie klęski, utrata
      celu życia, cierpienie - nie byłoby tych odczuć gdyby nie było nadal uczucia
      (czego zdradzający nie przyjmują do wiadomosći). Zawsze zdradza się kogoś kto
      ufa - inaczej nie byłoby ZDRADY. Setki słów na uzasadnienie swojego
      postępowania. Zdradzający podejmują decyzję, zdradzany jest postawiony przed
      faktami dokonanymi i nie ma wyboru - bo każdy wybór jest zły i krzywdzący
      zawsze dla dzieci - ich świat sie wali. (Od zawsze w naszej kulturze byli Mama
      i Tata i Dzieci - a nie wujkowie, przyjaciele, ciocie , młode, drugie lub
      trzecie żony taty lub dziadka). Pokażcie mi bajkę o tym jak Tata , Mama ,
      Konkubina, Kochanek, Wujek, Ciocia, Koleżanka Taty, Szef Mamy i ich pomieszane
      potomnstwo ZYLI DŁUGO I SZCZĘŚLIWIE.
      • Gość: Ulka Re: Wybrał kochankę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.07.04, 19:04
        Dzięki, smutas, za mądre słowa, ktore powinny stać się podsumowaniem tego wątku.
      • Gość: awe airam od zawsze w naszej kulturze byla hiprokryzja... IP: *.devs.futuro.pl 30.07.04, 18:04
        Oj smutas... Jedna rzecz mnie martwi w twojej wypowiedzi, takie stanowcze
        przeswiadczenie zawarte w zdaniu: "Od zawsze w naszej kulturze byli Mama
        > i Tata i Dzieci - a nie wujkowie, przyjaciele, ciocie , młode, drugie lub
        > trzecie żony taty lub dziadka". Odkad pamietam, zaczelo sie pisac o tym na
        przelomie poprzedniego stulecia (a i wczesniejsza literatura na swiecie ten
        watek porusza) Stosunki pozamalzenskie mialy miejsce). Dzis roznica w tym o
        czym tak dyskutujemy polega nie na tym, ze zdrada jest efektem
        naszych "wyzwolonych" czasow, a prawda jest efektem, mowimy glosno o tym co
        mialo miejsce od zawsze...
        Malzonkowie, a w szczegolnosci kobiety uzurpuja sobie prawo do wlasnosci - bo
        malzonek po slubie staje sie ich "ubezwlasnowolnionym przedmiotem". Dlatego tez
        trudno jest takiej kobiecie, rowniez odpowiedzialnej za rozpad malzenstwa
        przyjac do wiadomosci fakt i zaakceptowac go, ze zdrada, nie tylko jest czynem
        samym w sobie, a EFEKTEM braku staran dwu stron.
        Bajka o tym, ze kiedys zyli dlugo i szczesliwie jest rownie falszywa, co mit o
        tym ze zli sa tylko faceci...
        Kiedys zony, uzaleznione materialnie od swoich malzonkow, pozwalaly na zdrady,
        bo nie mialy innego wyjscia, a owe zdrady byly zawsze...

        Strasznie tutaj generalizujecie, a nie kazdy facet to swinia, a nie kazda
        kobieta - zona, jest chodzaca dobrocia, jak nie zawsze zdrada wynika z tego ze
        kogos poniosly hormony, albo, ze jest wzrokowcem...
        Jesli ktos jest w zwiazku nie szanowany, jego uczucia i potrzeby spychane sa na
        plan dalszy, a dzieci sa jedynym szfem zwizaku poprutego jak stara skarpeta, co
        wtedy... Zakladam, ze mezczyzna kochajacy swoje dzieci nie ma odwagi rozstac
        sie z zona, ktorej od dawna nie kocha i z ktora od wielu lat nie spia... Nie ma
        marzen i zyje z dnia na dzien, nie widzi celu i sensu jakichkolwiek swoich
        dzialan...
        Spotyka kobiete, ktora powoduje w nim uczucie, ze ma szanse byc w zyciu
        szczesliwy... Jeszcze nie nastapila zdrada, bo sa dzieci i zona, ale ten
        mezczyzna widzi i poznaje kogos przy kims ma szanse byc "czlowiekiem"
        realizujacym siebie i marzenia (jaki jest sens zycia? trwanie w nieudanych
        zwiazkach dla dzieci???)
        To tylko przyklad, ile ludzi tyle roznorodnych dylematow, ale polaczkowie
        umieja jedno:
        skrytykowac, zmieszac z blotem, poodwolywac sie do wyswiechtanych idealow
        pt.: "dobro ogolne", wyrzyc swoje niepowodzenia i ucieszyc sie czyims
        nieszczesciem...
        Trudno tak popatrzyc na medal z obu stron, szukac usprawiedliwien, najlepiej
        wszystkich do jednego wora, bo sa beee

        Zycze Ci smutas, zebys uwierzyl, ze dla wielu dzieci rozpad rodziny, ktory jest
        dramatem w chwili rozpadu, nie zawsze ma zly skutek w przyszlosci...
        Pokutujemy wychowani na ideale "mama, tata, dziecko", dzieci, ktore obserwuja w
        zwiazku rodzicow brak milosci, brak ciepla, brak emocjonalnej wiezi, brak
        szacunku ect... Nie wyrosna na szczesliwych doroslych i z pewnoscia obraz
        zwiazku ich rodzicow nie pomoze im szukac, i dbac o wlasne szczescie.
        Zanim skrytykujemy cos zastanowmy sie moze nad tym, czy czlowiek jako
        jednostka, nie ma czasem prawa do szczescia, moze... spoleczenstwo byloby
        zdrowsze, mniej sfrustrowane...
        Moze na ulicy ludzie zamiast krzywic twarze w niezadowoleniu, zaczeliby sie
        usmiechac, panie sprzedawczynie bylyby mile, a nauczycielki nie wyrzywalyby sie
        na dzieciach...
        Gdyby tak ludzie mieli odwage szukac swojego szczescia i dbac o nie i nie
        mitrezyli nieudanego zycia tylko dlatego, ze tak wypada...

      • Gość: awe airam i jeszcze jedno... IP: *.devs.futuro.pl 30.07.04, 18:13
        To juz zostalo tu powiedziane: Od dobrej zony sie nie odchodzi!!!
        Jesli ktos jest moralnie zepsuty i ma problemy emocjonalne, to napewno dlatego,
        ze wychowal sie w domu, gdzie nie bylo milosci, czulosci, dobroci, szacunku itd.
        Czytajmy moze dzieciom bajki o tym, ze ludzie sa rozni, bajki prawdziwe, o
        milosci bajki o tym, ze warto w zyciu dbac o szczescie, bo bedac szczesliwym
        czlowiekiem jest sie lepszym dla ludzi...
        Jesli nasze dzieci beda mogly zaobserwowac mniej klamstwa z pewnoscia wyrosna
        na zdrowych emocjonalnie doroslych.

        pozdrawiam
    • Gość: Madzia Re: Wybrał kochankę IP: *.bis.czestochowa.pl 27.07.04, 21:52
      moze i dobrze że czasem za wczasu przekonujesz sie że facet nie był Ciebie
      wart, gorzej gdy naprawde go pokochasz. Pamietaj że zawsze jest nadzieja na
      lepsza przyszlosc i ktos odkryje w Tobie wrażliwą kobietę.
    • Gość: tulipan Re: Wybrał kochankę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.04, 20:43
      Nie mów, że nie moęsz teraz żyć, tylko po prostu żyj!!~!!!Świat nie składa się
      z samych tylko palantów-czyli zdradzających mężów. Rozejrzyj się dookoła,
      zadbaj o siebie, rób sobie codziennie małe przyjemności. To TY jesteś
      najważniejsza! A on? W cholerę z nim!!!!
      • Gość: czterojajeczny Re: Wybrał kochankę IP: *.bpb.bigpond.com 30.07.04, 04:38
        Jestem w drugim zwiazku juz 10 lat,jest dobra,kocham ja bardzo,opiekuncza,pelna
        poswiecen ale kocham tez inna,jest mi z nia tez bardzo dobrze,tez bym chcial
        byc z nia na stale i tez zyje w rozdarciu.Gdyby mozna je miec dwie razem pod
        jednym dachem?Byloby cudownie,no i co robic jak ja naprawde chce je miec dwie?
        Kocham je obydwie,jednoczesnie oszukujac.Jestem podlotkiem,podlatuje pod 60-
        ke,one sa w podobnym, sporo mlodszym roczniku,roznia sie od siebie oczywiscie
        ale obie sa sliczne i wspaniale cudownie sie uzupelniajac.
        Pzdr wszystkich w rozterkach.
    • mirjam45 Re: Wybrał kochankę 03.08.04, 20:02
      MOJA HISTORIA i złamany klucz.

      Moja historia zaczyna się banalnie.... jego zdrada i moja rozpacz. Bliskie
      spotkanie ze świętym Piotrem i powolny mozolny powrót do świata żywych
      Człowiek, którego poślubiłam oszukał mnie i robił to z całą pewnością przez
      ostatnie pięć lat naszego wspólnego bycia razem. Był miłością mojego życia
      i kochałam go przez całe ćwierć wieku. Z trudem wracałam do rzeczywistości
      i do uroków dnia codziennego. W tym samym czasie opuszczały mnie powoli, lecz
      nie ubłaganie moje ukochane już dorosłe dzieci. Praca była lekarstwem na całe
      zło tego świata i ukojeniem. Zagrzebana w stosy papierzysk spostrzegłam, że
      chwilami udaje mi się zapomnieć o bólu w moim sercu i wizerunku tak bardzo
      bliskiego mi człowieka. Szkoda, że miłość nie przemija tak jak ból brzucha albo
      katar i dlaczego tak bardzo boli? Jak człowiek jest w stanie to znieść? Boli
      dusza a to chyba najgorsze z cierpień, jakie dano nam wytrzymać. Jest pełnia
      lata, upał i mocno świeci słońce a mnie nie chce się żyć. Najgorsze są powroty
      do pustego domu wstydzę się pracowników, bo najchętniej nie wychodziłabym z
      pokoju i nie wracała do domu. Otwieram drzwi i mam nadzieję, że on czeka chce
      mnie widzieć, chce rozmawiać, przeprasza...ale nic takiego się nie zdarza
      jestem sama i bardzo samotna. Komputer i internet to jest to co zaczyna mnie
      wciągać i najważniejsze że pomaga, pomaga zapomnieć jestem przez jakiś czas w
      innym świecie tam jest dobrze i mam z kim rozmawiać. Mam poczucie, że jestem
      chciana, lubiana, podobam się a jednocześnie mogę się wygadać jak bardzo jestem
      nieszczęśliwa i jak bardzo brak mi Stefana. Unikam rozmów na temat spotkań,
      mówię, że nie jestem jeszcze gotowa jak ktoś zbyt mocno nalega przestaję do
      niego pisać i znajomość się kończy. Nawiązuję nowe korespondencyjne znajomości
      i historia cały czas się powtarza. Najgorsze są noce nie mogę spać czuję jego
      zapach, on jest wszędzie obecny we śnie jest ze mną i najczęściej się kłócimy a
      potem kocha mnie i całuje, uspakaja, że już będzie dobrze i już mnie nie
      skrzywdzi nigdy. Budzę się mokra od potu i przez moment bardzo szczęśliwa, bo
      jeszcze czuję jego pocałunki, świadomość, że to tylko sen jest straszna,
      przerażająca i ten potworny ból nie do zniesienia tak bardzo chcę umrzeć nie
      chcę żeby tak bolało. Idę do kościoła spowiadam się proszę Pana Boga i Księdza
      o pomoc, już tak nie mogę i nie chcę żyć. Ksiądz to tylko człowiek rozumie mnie
      tłumaczy i nie daje pokuty, mówi, że więcej pokuty nie zniosę. Jest już
      wrzesień, powoli lato się kończy, łykam tabletki chodzę regularnie do
      psychologa i to troszkę pomaga, schudłam to jest jedyna pozytywna strona tego,
      co się ze mną dzieje, jestem płaczliwa i byle powód jest dobry, aby ryczeć w
      poduszkę. Śpię lepiej, ale to za sprawą środków uspakajających i niekończących
      się rozmów z psychologiem. Na zewnątrz nie daję poznać po sobie, co tak
      naprawdę mnie gryzie, udaję twardziela i robię dobrą minę do bardzo złej gry.
      Jak długo jeszcze wytrzymam załamanie to tylko kwestia czasu. Spotykam się ze
      sprawcą mojego cierpienia, nie możemy się dogadać, mnie zależy na porozumieniu
      jemu widocznie nie. Nic na siłę, zniżam się do poziomu mojej rywalki, dzwonię
      do niej i proszę, aby to ona dała mi szansę i na razie usunęła się w cień i
      pozwoliła mi działać, aby on mógł wybrać. Boże, jaka jestem szczęśliwa, spędzam
      z nim kilka nocy, kochamy się mocno, żarliwie i tak do końca bez zahamowań.
      Rozmawiamy dużo rozmawiamy i to do niczego nie prowadzi, powoli do mnie dociera
      prawda okrutna, którą znałam wcześniej i nie chciałam się do tego przyznać on
      mnie nigdy nie kochał a nawet, jeśli to było to bardzo dawno. Nie chcę litości
      jestem na to zbyt dymna chyba mi rozum odjęło! On prosi jeszcze o zwlokę mówi,
      że ja jestem silna a ona nie i sobie coś zrobi......Boże, jaka ja byłam głupia,
      po co mi to było rozdrapałam swoje rany jeszcze bardziej i głębiej. Nie, nie
      dam się zniszczyć takiemu czemuś to nie człowiek to potwór nic w naturze nie
      ginie on za to kiedyś zapłaci. Zakładam sprawę o rozwód, zaczynam inaczej
      myśleć, choć kocham go nadal, ale już moje szare komórki pracują, nie chcę być
      z nim za wszelką cenę, bo nie oto mi chodzi nie to jest moim celem. Myślę, że
      trzeba zakończyć jak najszybciej ten etap mojego, naszego życia i spróbować
      istnieć na własny rachunek, zamknąć ten rozdział i dopisać dobre zakończenie.
      Doprowadzam rozwód do końca, rezygnuję dobrowolnie z dochodzenia jego winy i
      rezygnuję, z jakich kolwiek roszczeń w stosunku do niego. Jest piękna jesień i
      czuję, że zaczynam być wolna, choć serce nadal bardzo krwawi to jest mi troszkę
      lżej na duszy. Smutek i ogromny żal mnie nie opuszcza a rozum podpowiada nie
      rezygnuj doprowadź tę sprawę do końca to jest dobra droga i nią krocz do
      przodu. Internet i cały ogrom listów daje mi ukojenie i spokój zaczyna do mnie
      powolutku powracać nadzieja na lepsze jutro. Wiem, że będzie mi lepiej bez tego
      człowieka i jego zmiennych humorów. Potrzebuję tylko czasu i jeszcze raz dużo
      czasu a serce samo mi wskaże drogę. Mały promyk nadziei ma na imię Paweł jest
      poetą i prozaikiem, mówi do mnie wierszem i całuje moje dłonie. Pomaga
      przetrwać trudne rozwodowe chwile jest z zawodu adwokatem jego rady są dla mnie
      bardzo pomocne. Powoli nabieram dystansu moje emocje wyciszają się i robię się
      spokojniejsza, ale serce nie daje się oszukać dalej mocno tęskni za
      człowiekiem, który tak mnie skrzywdził. Wiem, że Paweł to nie to, czego, kogo
      szukam. Jest dobrym przyjacielem, ale nie będzie nigdy moim kochankiem.
      Jesteśmy bardzo różni, Paweł jest młodszy o de mnie prawie siedem lat, ale nie
      to jest powodem, że do niego nic nie czuję. To może dziwne, ale ta różnica
      nawet znaczna nie przeszkadza mi. Wiem, że mnie lubi, może nawet więcej niż
      lubi, ale nie oto mi chodzi ja chcę czegoś więcej, pragnę zapomnieć,
      uciszyć swoje serce i uleczyć duszę. Nie wolno mi go skrzywdzić, dał mi dużo,
      pomógł i to bardzo, na swój sposób wykorzystałam go w tym trudnym dla mnie
      czasie. Nie daję mu nadziei, mówię, wprost, że nie o niego mi chodzi,
      przepraszam jest mi przykro,odchodzę. Jestem już silniejsza o nowe
      doświadczenie, nabieram pewności siebie i o to przecież chodziło. Wiem, na co
      mnie stać i o co mi chodzi. Tadeusz zjawia się w odpowiednim dla mnie momencie.
      Jest Polakiem na stałe mieszkającym w Szwecji. Piszemy do siebie dużo i często,
      dzwoni późnym wieczorem jest miły i bardzo chce się spotkać. Los tak jakby
      czuwał na de mną i jakaś niewidzialna siła pilnuje mnie, bo choć kupiłam już
      bilet do Świnoujścia nasze spotkanie nie dochodzi do skutku. Tego samego dnia
      dostaję późnym wieczorem zawiadomienie o terminie długo oczekiwanego szpitala
      rehabilitacyjnego i już nie ma mowy, o jakim kolwiek wyjeździe. Dalej piszemy
      do siebie bardzo dużo i powoli wyłania się charakter Tadeusza jest bardzo
      zazdrosny, muszę się tłumaczyć z każdej chwili mojego życia. Dlaczego na to
      pozwalam, nie wiem? Może przypomina mi Stefana? Tak na pewno coś w tym jest z
      dawnego mojego życia i to mnie tak pociąga i cieszy mimo wszystko a do tego ten
      cały romans jest taki bezpieczny i daleki. Na dworze duży mróz, hałdy śniegu a
      w mieszkaniu ciepło i bezpiecznie, co wieczór czeka na mnie stos listów i
      stęskniony ktoś, kto pisze tak dużo i tak romantycznie o tęsknocie i kochaniu.
      Już jest luty i moja ostatnia sprawa rozwodowa zbliża się wielkimi krokami, ale
      nie jestem sama i to jest najważniejsze. Dusza boli coraz mniej, każdy dzień
      przynosi coś nowego ze sobą, mam wrażenie, że się pogodziłam ze swoją sytuacją
      i że tak już będzie zawsze, ale to na razie wystarcza mi w zupełności. Jestem
      zadowolona ze swojego nowego życia i ze swojej świeżo zdobytej wolności. Mój
      były mąż jest pokonany swoją bronią i to skutecznie, już nawet jego widok nie
      boli tak bardzo. W sądzie na sprawie rozwodowej po raz kolejny udowadnia mi, że
      pos
      • mirjam45 Re: Wybrał kochankę 03.08.04, 20:07
        MOJA HISTORIA i złamany klucz.

        W sądzie na sprawie rozwodowej po raz kolejny udowadnia mi, że postępuję
        słusznie i kroczę odpowiednią drogą. Jest taki malutki i przy tym zachowuje się
        śmiesznie i nawet żałośnie. Patrzę na niego z boku i dziwię się, że to jest
        człowiek, którego tak bardzo kochałam, za co i dlaczego? Chwilami budzi we mnie
        dziwne uczucia jest to mieszanina litości i obrzydzenia, odrobina czułości i
        żalu, tęsknoty, a jednocześnie zastanawiam się czy człowiek może się tak bardzo
        zmienić? Czy to jest możliwe? Czy był taki zawsze a jedynie ja widziałam w nim
        kogoś zupełnie innego? Bardzo trudno jest przekreślić ćwierć wieku życia z
        człowiekiem, którego się kochało, dlatego nie zamierzam tego robić, ale chcę
        zachować to, co było dobre dla mnie i dla moich dzieci. Wiem i nadal tego nie
        rozumiem, ale już się nie zastanawiam i nie staram zrozumieć, co dzieje się w
        mojej duszy, za co kocham tego człowieka? To już na szczęście nie ma dla mnie
        znaczenia. Czuję jak mocno nabieram powietrza w płuca i jak cudownie jest móc
        oddychać pełną piersią tak aż do końca bez zahamowań i bólu. Jestem wolna i to
        jest dla mnie najważniejsze a powoli cała reszta się ułoży. W moim małym
        świecie jest mnóstwo do zrobienia i do uporządkowania. Przez szereg lat żyłam
        jak w letargu, byłam uśpiona, moje zmysły nie czuły pełni życia i tego
        wszystkiego, co niesie w podarunku dla nas świat. Moja codzienność była szara i
        monotonna, moje życie ograniczało się do powrotów i wychodzenia z domu. Moja
        codzienność była całkowicie podporządkowana temu człowiekowi i toczyła się pod
        jego dyktando. Nie skarżę się, bo wtedy mi to odpowiadało, myślałam, że tak
        właśnie trzeba było postępować. Nie znaczy to wcale, że moje życie przed
        rozwodem było złe, ono było inne, bo taka była moja rzeczywistość. To paradoks,
        ale jestem wdzięczna temu od Gradkowskiej ( tak ma na nazwisko jego ostatnia
        kochanka), że zwrócił mi wolność. Może to nie było zamierzone, ale się dokonało
        chciał tego czy nie to dzięki niemu moje życie dzieli się na przed i po
        rozwodzie. W dalszych kontaktach listownych z Tadeuszem coś mnie niepokoiło i
        miałam takie wrażenie, że się zmuszam pisząc do niego i robię coś w brew samej
        siebie. On ma rodzinę w Warszawie i wybierał się tu na święta wielkanocne a ja
        powiedziałam, że wyjeżdżam w tym czasie na Mazury z siostrą, bo tak
        rzeczywiście było. Tego samego dnia jak odmówiłam spotkania napisała do mnie ze
        Szwecji jego kochanka z wielką awanturą, że ja jej go odebrałam....i to był dla
        mnie szok bo w swej naiwności prawie byłam gotowa uwierzyć w jego deklaracje o
        uczciwości i że jest taki samotny. Dałam się nabrać koncertowo, ale czuwał na
        de mną mój dobry anioł stróż i wiem, że nie pozwoli mnie nikomu skrzywdzić.
        Myślę, że los mi troszkę dopomógł, bo w tym czasie pisałam z wieloma osobami
        obojga płci. Czasami sporadycznie dawałam się namówić na spotykanie z Pawłem i
        przekonana jeszcze raz, że to nie to wracałam do swojej rzeczywistości
        komputerowej. Tam był mój świat i właśnie tam czułam się najlepiej i
        najbezpieczniej. Poznawałam coraz więcej ciekawych i różnych osób, nie czekałam
        aż ktoś do mnie napisze. Sama przeglądałam ogłoszenia i pisałam do wybranych
        ludzi, bo na przykład zaciekawiła mnie treść anonsu lub jakiś inny szczegół
        zwrócił moją uwagę. A czasami był to zwykły impuls albo głos mojego wnętrza.
        Wiosna tego roku była mokra i chłodna, co nie sprzyjało wychodzeniu na spacery.
        Dużymi krokami zbliżało się bardzo znaczące święto, święto mojej szkoły okrągła
        rocznica 50-lecia. Pracy miałam coraz więcej a ze względu na mój czas wolny i
        świeżo zdobytą wolność mój zapał był ogromny. Z dnia na dzień moje chęci do
        życia i zdobywania dnia codziennego rosły. Pisałam bardzo dużo listów a w
        zamian przychodziło jeszcze więcej, były ciekawe i zawsze coś wnosiły do mojej
        szarej rzeczywistości. Po doświadczeniach z Tadeuszem nie szukałam miłości, ale
        przyjaźni. Spotkałam na swojej internetowej drodze wielu bardzo mądrych i
        ciekawych ludzi, ludzi, którzy dzień po dniu uczyli mnie jak nie być ślepym i
        jak czuć i smakować wszystko to, co nas otacza. Opowiadali mi swoje historie i
        dawali rady namawiali, pouczali jak brać z życia to, co ono nam daje w
        prezencie, co dnia. Jak czerpać radość z tego co przynosi samo życie. Byłam jak
        okaleczone zwierze....... już ma zaleczone rany, ale oswaja się bardzo powoli.
        Stworzenie, które krok po kroku uczy się zaufania.Mój dzień zaczynał się bardzo
        wcześnie a kończył przed północą albo i po później. Stefana brakowało mi coraz
        mniej i co raz rzadziej występował w moich marzeniach sennych. Kochałam go
        nadal, ale była to miłość bardziej odczuwana duszą niż sercem i ciałem. Wracał
        do mnie w snach daleki i nieosiągalny a mnie to już nie bolało i nie pragnęłam
        z nim być a w zamian bardzo chciałam żyć. Otwierały się prze de mną nowe
        możliwości i czułam, że mogę jeszcze wiele dokonać i dużo przeżyć. Od jednego z
        panów dostałam piękną czerwoną internetową różę. Zaczęłam bliżej się przyglądać
        temu komuś do dziś nie rozumiem, dlaczego akurat jemu? W tym czasie dostawałam
        całe mnóstwo wirtualnych kwiatów. Ale najbardziej zapamiętałam tę czerwoną
        różę. Pisząc jeszcze z Tadeuszem pomyliłam się (nie rozumiem, w jaki sposób do
        tego doszło) i list przeznaczony dla tego od róży wysłałam Tadeuszowi. Były to
        początki naszej korespondencji a wtedy nasze listy były bardzo grzeczne. Szwed
        nie miał się, za co gniewać przecież uprzedzałam go, że piszę z wieloma
        osobami. A jednak się złościł, ale wtedy miałam to w nosie. Ważny był ten od
        róży i choć nie chciałam się do tego przyznać coś działo się ze mną cudownego.
        Nagle z dnia na dzień ubyło mi lat moje oczy nabrały blasku a twarz rumieńców.
        Była piękna i cieplutka wiosna wszystko wokół kwitło na czele ze mną. Czułam
        jak rośnie trawa, jak nabrzmiewają pąki drzew i jak wypełniają się zielenią.
        Moje ciało budziło się za sprawą tego od róży, moje zmysły wracały do równowagi
        czułam zapach wiosny i aromat czerwonej róży. Pisałam do niego tak cytuję „

        Witaj Piotrze, jestem pod wrażeniem podobasz mi się coraz bardziej i
        zaciekawiasz mnie ogromnie. Jesteś nietuzinkowy i tak jak przypuszczałam czuję
        się przy Tobie bardzo swobodnie i bezpiecznie. Po rozmowie z Tobą przydałaby mi
        się cała wanna lodu, bo samo obłożenie nie wiele by dało. Do tej pory mam
        wypieki na policzkach i dopiero teraz przypominam truskawkę.

    • wrocek_moon Zapytaj sama siebie dlaczego odszedl 05.08.04, 01:44
      Pewnie go zaniedbywalas i stracil do ciebie jakikolwiek pociag.
      Z meskiego punktu widzenia to jest raczej normalne.
      Idz do fryzjera,ogol nogi,duzy obcas,ladne dlugie paznokcie,schudnij z 10kg
      - i nowego ogara szybko znajdziesz.
      A na lekarstwo na smutek najlepsza jest szklanka zubrowki
    • jagodnik Re: Wybrał kochankę 16.08.04, 22:10
      Gość portalu: Ulka napisał(a):

      > Co robić? Jak teraz zyć? To boli, b. boli. Stoję przed ścianą, nad
      > przepaścią. Nie widzę dla siebie przyszłości.

      Droga Ulu!
      Nie zaglądasz już tutaj?
      Przeprosin NIE BĘDZIE????
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka