kora3
29.03.13, 12:02
mieszkania? Mam na mysli kogoś spoza domowników.
Pytam z czystej ciekawosci:) Ale nie ukrywam, że natchnęło mnie do tego zdziwienie pewnej znajomej.
Otóż klucze od naszego mieszkania poza mną i moi partnerem oczywiscie ma dwoje ludzi, nominalnie obcych. Jedna z tych osób jest moja przyjaciółka, drugą - mój eksfacet.
Mają je nie tylko wówczas, gdy wyjeżdzamy obije i pod naszą nieobecnośc trzeba karmić koty i podlewac kwiatki :) Mają je caly czas. Wydawalo mi się to naturalne, szczególnie, że moj partner przez cały roboczy tydzień pracuje poza naszym współnym miejscem zamieszkania (ok. 400 km) i swoje klucze ma z sobą. Gdybym zatem ja zgubiła klucze, skradziono mi je itp. nie miałabym mozliwości wejśc do mieszkania. Gdyby się coś stalo (no. rura pękła), a ja byłabym poza domem np. o 100 km. w pracy, to d... zbita, trzebaby czekac z zakreceniem zaworów na mój powrót.
Oczywiście gdy ja jestem i nagłej potrzeby wejścia do mieszkania nie ma - kluczy ani przyjaciolka, ani eksfacet nie wykorzystują. Dziś bylam na spotkaniu i zadzwonił moj były facet, że potrzebuje pewną rzecz i czy mogę mu podrzucić. Niestety bylam juz poza domem i nie miałam jak szybko jechać do domu po nią, a sprawa była nagląca. Powiedziałąm mu, żeby sobie sam podjechał i wziął. Słyszała to znajoma bedaca na spotkaniu ze mną i skomentowała, że ona nie rozumie, "chory uklad" i ona nigdy obcej osobie nie dałaby kluczy. Jej sprawa, ale zastanawiam się, czy to faktycznie takie dziwne, że zapasowe klucze są "zdeponowane" u kogoś niebędącego domownikiem. Szczególnie w przypadku, gdy jeden z domowników jest w tygodniu nieobecny, a przysłanie kluczy trwaloby jakiś czas.
Moi rodzice od wielu lat mają zapasowe klucze do mieszkania swoich najbliższych sasiadów, a oni do ich.
Wg mnie to normalne, oczywiscie wobec ludzi, do których m się zaufanie. A Wy jak sądzicie?