piataziuta
16.06.13, 17:54
Wielokrotnie były tu maglowane tematy dotyczące kobiet i ich uciśnienia kodem kulturowym i formatowaniem do niewłaściwej roli społecznej.
Co z uciśnieniem mężczyzn przez analogiczne zjawisko? Tudzież, uciśnieniem mężczyzn przez kody kulturowe skierowane do kobiet? :D
Jako nastolatka wysłuchiwałam mantry moich rodziców:
"Zapamiętaj sobie! Zakochany facet będzie w stanie zrobić dla ciebie wszystko! Jeżeli nie będzie w stanie czegoś zrobić, to znaczy że mu na tobie NIE ZALEŻY!" i tu padały opowieści ojca, jak to on był w stanie przychylić świat do stóp matki, okraszone jej intensywnym przytakiwaniem.
I tak oto powstało coś, co nazwałam sobie syndromem księżniczki.
Dużo minęło czasu w moim nastoletnim życiu zanim zrozumiałam, że gdy zawinię i wychodzę trzaskając drzwiami, oczekiwanie, że chłopak pobiegnie za mną i będzie przepraszał, jest raczej niewłaściwe. Ani to, że ciągłe mieszanie go z błotem i oczekiwanie że w zamian rozsypie mi płatki róż pod stopy, nie doprowadzi do niczego innego niż rozpadu związku.
Podobne zjawisko zauważyłam u moich starszych sióstr. Jedna będąc w raczej chyba satysfakcjonującym związku, bywała głęboko sfrustrowana, że jej facet nie kupuje jej kwiatów, a gdy się kłócą, ona zaczyna się pakować, a on nie prosił żeby została. Druga, mówiąc w bardzo wielkim skrócie, zrobiła sobie z męża podwładnego.
Co by nie było, że tylko moja rodzina jest bandą świrów, podam przykład znajomej pary:
5 lat bardzo udanego związku i nagle zaczęło się psuć. On ją bardzo zaniedbał, ona będąc jedną nogą w tym w związku, drugą weszła już w nowy. Blablabla.
On się jednak ocknął i postanowił, że to wszystko naprawi.
I można powiedzieć, że naprawił.
Ona wróciła do niego obiema nogami i jest zachwycona tym co się dzieje teraz w ich związku.
A on nocami pije do monitora i pisze, że nie może na nią patrzeć.
Na sugestię, żeby to z nią porozmawiał, odpowiada w stylu: "Nie będę jej tego wszystkiego mówił, bo się załamie, a ma ważny projekt teraz.",
"Nie. Powie mi, że wiedziała, że tak będzie i że to nie ma sensu i się wyprowadzi.",
"Wpadnie w histerię, a jak widzę jak płacze, to jest mi tylko gorzej."
Czyli, w moim mniemaniu, mimo, że razem nabroili, to dla niego nie ma miejsca dla niego w tym związku. Znam ją jednak i wiem, że ona widzi to zupełnie inaczej.
A jak to jest u was?
Czy pod zasłoną dymną swojej płci, terroryzujecie swoich facetów? :)