kolejna
08.08.04, 11:33
miotam sie.
otoz: mam przyjaciela, spotykamy sie od kilku lat w weekendy. bardzo go
szanuje, lubie ale tylko szanuje i lubie.
zarazem daje mi, w pewnym stopniu, poczucie bezpieczenstwa, czuje, ze nie
jestem sama.
tylko, ze nasz zwiazek jest nudny! chociaz mamy podobne poglady na zycie,
podobne zainteresowania.
lapie sie czasami na tym, ze dobrze by bylo byc jeszcze z kims innym. tak dla
odskoczni od codziennosci. tak dla zywszych emocji.
miotanie sie zas wynika stad, ze nie chce go stracic a czasami mam go dosc.
takie ambiwalentne uczucia targaja mna od jakiegos czasu.
musze podjac jakas rozsadna lub nierozsadna, ale jakas decyzje, a nie mam
pojecia jeszcze jaka ona ma byc.
bo jesli zostaniemy dalej razem, tak naprawde razem, to boje sie, ze zaczne
mu wywijac numery z innymi facetami, a on na to nie zasluguje, a zarazem brak
mi tych zwariowanych chwil, gdy czlowiek jest w niepewnosci, ze cos...
pisze bardzo chaotycznie, ale nadmiar mysli galopujacych we lbie przeszkadza
wyrazic to, co czuje!
stabilizacja czy niepewnosc - oto jest pytanie!
serio prosze - napiszcie cos, bo juz sama nie wiem, co o tym myslec!
zaznaczam, ze nie jestem mlodka, a zachowuje sie tak, jakbym miala
dwadziescia lat:)
plizzz, plizzz, plizzz, napiszcie cokolwiek, chociazby i bluzgi :P