elskerinne87
16.11.13, 08:29
Witam, bardzo proszę o obiektywne spojrzenie na mój problem, bo już nie wiem, co mam zrobić.
Pracuję w budżetówce, mam nad sobą kierowniczkę, siedzimy dwie w jednym pokoju. W czym jest problem? Ano na przykład w tym, że jest poranne spijanie kawki (przychodzi jeszcze parę osób), dzwoni telefon, ja idę odebrać, ktoś chce rozmawiać z kierowniczką, więc proszę ją do telefonu. Nierzadko podchodzi z wielką łaską i fochem, bywa, że powie "mogłaś powiedzieć, że mnie nie ma". Nie przerywam jej przecież ważnych obliczeń, tylko towarzyskie pogaduchy. Idąc tym tropem, musiałabym kilka razy dziennie mówić, że jej nie ma, bo kilka razy dziennie niestety przerywam jej towarzyskie rozmowy. Doszło do tego, że kiedy dzwoni telefon, jestem cała w nerwach, bo muszę podjąć decyzję, czy ona chce akurat rozmawiać, czy nie. Niektórym z Was pewnie wydaje się to dziwne i pytacie pewnie, o co ten cały szum, a dla mnie to naprawdę problem. Też lubię pogadać przy kawie, ale jak ktoś przychodzi i trzeba go obsłużyć albo dzwoni telefon, robię to bez problemu, a nie z wielkim fochem. Doszło do tego, że najlepiej się czuję, kiedy ona ma wolne, nie wspominając już o tym, że praca idzie mi dwa razy szybciej, niż kiedy ona jest. Nie umiem z nią o tym konkretnie porozmawiać, bo raz, że to moja przełożona, paręnaście lat starsza, a dwa, że charakterek ma niestety raczej wredny i jak jej coś nie pasuje, to potrafi pokazać. Bardzo proszę o rady, bo mam coraz mniejszą ochotę chodzić do pracy, kiedy ona tam jest. Odejście z pracy raczej nie wchodzi w grę, bo szukałam bardzo długo zatrudnienia i nie chcę znowu tego przerabiać, poza tym lubię swoje zajęcie, jest zgodne z moim kierunkiem studiów.