Dodaj do ulubionych

mezczyzna z przeszloscia - doradzcie prosze

13.09.04, 19:37
czy mezczyzna, ktory pochodzi z rodziny patologicznej
czyli np. doswiadczyl przemocy na sobie i bliskich,
molestowania seksualnego,
wkroczyl na droge przestepcza (jako mlody nastolatek),
nastepnie zabil oprawce swojego i swoich bliskich,
moze zalozyc normalna, NIE-patologiczna rodzine?

czyz znacie jakies 'udane' przypadki?

czy taki mezczyzna potrafi kochac jak ojciec i maz kochac powinien?

Obserwuj wątek
    • ruda_szczurka Re: mezczyzna z przeszloscia - doradzcie prosze 13.09.04, 19:41
      demi77 napisała:

      > czy mezczyzna, ktory pochodzi z rodziny patologicznej
      > czyli np. doswiadczyl przemocy na sobie i bliskich,
      > molestowania seksualnego,
      > wkroczyl na droge przestepcza (jako mlody nastolatek),
      > nastepnie zabil oprawce swojego i swoich bliskich,
      > moze zalozyc normalna, NIE-patologiczna rodzine?
      >
      > czyz znacie jakies 'udane' przypadki?
      >
      > czy taki mezczyzna potrafi kochac jak ojciec i maz kochac powinien?
      >

      Oczywiście. A świstak siedzi i zawija te sreberka...
    • tospiga Re: mezczyzna z przeszloscia - doradzcie prosze 13.09.04, 19:49
      demi77 napisała:

      > czyz znacie jakies 'udane' przypadki?
      >
      > czy taki mezczyzna potrafi kochac jak ojciec i maz kochac powinien?

      Obracam sie - z racji mohjego zawodu - rowiez w takich kregach i nie slyszalem,
      zeby BEZKONFLIKTOWO facet mogl stwozyc i utrzymac udany zwiazek. To na ogol
      wylazi - wczesniej czy pozniej.
      Jezeli nie jestes silna, zdecydowana i wytrzymala kobieta, daj se spokoj.
      Przegrasz zycie swoje i waszych ewentualnych dzieci.

      • demi77 Re: mezczyzna z przeszloscia - doradzcie prosze 13.09.04, 20:20
        wiem, ze bezkonfliktowo nie utrzyma sie zaden zwiazek :(
        i chcialabym wiedziec na ile te konflikty sa do wytrzymania?

        niedawno spotkalam sie z opinia, ze takiemu mezczyznie nie mozna matkowac
    • Gość: xxx ja bym w to nie wchodzila(n/t) IP: 217.153.79.* 13.09.04, 19:55
      • demi77 ja tak pytam ogolnie 13.09.04, 20:21
        mialas juz jakies doswiadczenia?
    • Gość: Maxima Re: mezczyzna z przeszloscia - doradzcie prosze IP: *.futuro.pl 13.09.04, 20:02
      Sorry, ale dla mnie ma to znamiona masochizmu.
      Po co Cię ciągnie do takiego związku? każdy chce coś załatwić sobie w
      związku.... na Twoim miejscu b.powaznie zastanowiłabym się. Rozsądek jest
      b.ważny.

      Mój ojciec pochodził z takiego domu, i tylko ja wiem co przeżywaliśmy z bratem
      i mamą. Nie jest dobrze choć tyle czasu minęło. I nigdy nie będzie.
      • demi77 pytam ogolnie 13.09.04, 20:22
        a czy byly u was w domu proby rozmowy na ten temat?
        jesli moge spytac
        • Gość: Maxima Re: pytam ogolnie IP: *.futuro.pl 13.09.04, 20:25
          Oczywiscie próby były, ale mój ojciec jest b.zamknięty na tego typy próby.
          Zawsze uważa że to w nas jest wina.
          • demi77 Re: pytam ogolnie 13.09.04, 20:31
            tzn w was jest wina jak cos sie na biezaco dzieje w domu zlego?

            a terapia? czy bylaby mozliwa? - chyba glupie pytanie zadaje - wiem cos o tym -
            sama mam poodbny przypadek i wiem, ze pomoglo tylko b. stanowcze postawienie sie
            • Gość: Maxima Re: pytam ogolnie IP: *.futuro.pl 13.09.04, 20:39
              to to wogóle nie wchodzi w grę. Tu zadne postawienie nie da rady.
              Ojciec "prawie jak jedynak" zawsze chce mieć rację, chce żeby go wszyscy
              słuchali. Jest b. surowy, apodyktyczny, perfekcjonista itp.

              Psycholog u której byłam powiedziała że to jest manipulacja z jego strony.
              Dlatego Tobie radziłabym się 3x zastanowić.
              • demi77 Re: pytam ogolnie 13.09.04, 20:54
                wiem po prostu dziecinstwo wpedzilo go w kompleksy

                chyba, ze nie wiem jak silna osobowosc by musial miec, ze chcec sie z tym uporac
                zastanawiam czy kobiet molyby go czego nauczyc, np. kilka nieudanych zwiazkow
                czy dalyby mu cos do myslenia?

                a moge spytac czy to zwiazek twoich rodzicow to pierwszy zwiazek twojego ojca?
                • Gość: Maxima Re: pytam ogolnie IP: *.futuro.pl 13.09.04, 20:58
                  Nauczyłaby go psychoterapia. Tylko.
                  To jest pierwszy związek. A jakie to ma znaczenie?
                  • demi77 Re: pytam ogolnie 13.09.04, 21:14
                    no wlsnie jaki ma to znaczenie - moze wlasnie ma, ze odrazu pierwsza kobieta mu
                    sie poddala (przepraszam najmocniej za slowa), moze gdyby pierwsza, druga,
                    trzecia postawily mu sie i nie zgodzily na taki zwiazek to zaczalby jakos sie
                    zastanawiac nad soba

                    wiesz absolutnie nie cche tutaj Twoje ojca jakos obrazac , tylko pytam ogolnie
                    o tego typu mezczyzn
        • Gość: corgan w takich domach nie ma rozmów tylko od razu w pysk IP: 217.11.142.* 13.09.04, 20:43
          Co prawda mój ojciec nikogo nie zamordował, nie uderzył mnie w twarz, choć
          widac było, że parę razy swierzbiła go reka hehe ale spokojnie można uznac ze
          był patologiczny. Jak mógł nie być skoro babka tez tylko potrafiła się drzeć,
          potrafiła lać w pysk jak on i jego bracia byli mali [później przestała],
          dziadek też nie był lepszy bo potrafił wyskoczyc do nich z nożem, jak ktoś sie
          na nich poskarżył, a dla dziadka to była obraza, bo wszyscy "musieli" go kochać
          i nikt sie nie miał prawa skarżyc. tzw. opinia innych była dużo ważniejsza od
          własnej rodziny.

          W takich rodzinach nie ma i nie było rozmów w stylu "mamo/tato mam problem"
          odp "tak kochanie, co się dzieje?". W takich rodzinach wyładowywanie emocji na
          kimś lub czymś co jest pod ręka to norma, darcie mordy to podstawa. Nie ma
          czegoś takiego jak poważna rozmowa, powstrzymywanie emocji itp.

          Wiem jak to było z moim ojcem - każda próba rozmów czy sygnalizowania że jest
          coś nie tak konczyła sie na ogół tekstem "powiedziałem Ci k....wa pysk zamknij"
          albo "bo z toba są zawsze k...wa jakieś problemy".

          Tacy ludzie nie potrafią sie inaczej zachowywać. Jak wynosza z rodzin to, ze
          k...wa to jak przecinek w zdaniu tak samo rozwiązywanie problemów to jak
          napisałem wyżej albo strzał w pysk albo darcie ryja itp. Są w stanie zrobic ci
          karczemną awanturę, ze np. zupa jest za mało słona albo że nie ma pieprzu albo
          że "ale ty masz ujową torebkę" [autentyczne teksty mojego ojca]

          Nie pakowałbym sie w tego typu związek, chyba ze lubisz męczeństwo.
          • Gość: Maxima Re: w takich domach nie ma rozmów tylko od razu w IP: *.futuro.pl 13.09.04, 20:52
            Tak, to rodzaj masochizmu na własnej osobie. W takie toksyczne związki uwikłani
            są ludzie toksyczni (obie strony).
            • demi77 ja nie pytam konkretnie o siebie 13.09.04, 21:09
              tylko ogolnie :)
            • Gość: corgan no dokładnie tak jest IP: 217.11.142.* 13.09.04, 21:15
              Ja nie miałem kontaktu z ojcem od połowy lat 80. Przestałem z nim spędzac czas.
              Z jego rodziną również. W 1990 zwiałem z domu na studia. W 1995 ojciec zmarł.
              Dla mnie przestał jedynie istnieć fizycznie, bo emocjonalnie przestał istnieć
              dawno dawno. Zostały "tylko" chore i przykre wspomnienia.

              Wyjscie na prostą do jakiegoś normalnego poziomu empatii czy kontaktów
              międzyludzkich kosztowało mnie sporo zdrowia w tym paromiesięczne leczenie
              nerwicy. Bo do tego doszly studia + pracocholizm a wiadomo, ze skutki chorób
              psychicznych czy nerwicy "wyłażą" dopiero po jakimś czasie.

              To było jak wyjście z ciasnej skorupy, gdzie po paru latach sam się dziwiłem
              jak mozna było tak żyć. Zostały mi tylko po tej "skorupie" siniaki i blizny.

              Ojciec był patologiczny, matka dużo mniej, choć wiele w zyciu przeszła, ale nie
              stała się przez to bardziej czuła czy kochająca, wręcz przeciwnie. Z matka mam
              jako takie stosunki, chyba lepsze niż były, choć oczywiście jak coś sie dzieje
              to "jestem pyskaty" i ten zły, bo ona chodzi do kościoła więc nic złego nie
              robi. Matka jest toksyczna, ale duzo dużo mniej niz ojciec. W każdym razie -
              nie mieszkamy razem od 15 lat, widujemy się parę razy w roku, ew. często
              dzwonimy i tak jest ok.

              Nie ładujcie się dziewczyny w toksyczne związki chocby nie wiadomo co facet
              obiecywał, nie wiadomo jakie kwiatki przynosił i nie wiadomo jakie czułe słówka
              mówił.
              • demi77 Corgan - wlasnie Ty jestes przykladem 13.09.04, 21:19
                osoby, ktorej mam wrazenie, ze choc w pewnym stopniu udalo sie wyjsc z kryzysu
                patologii
                mam racje ? :) wlsnie o takie osoby jak Ty mi chodzi :)))))
                • Gość: corgan Re: Corgan - wlasnie Ty jestes przykladem IP: 217.11.142.* 13.09.04, 22:02
                  No ok, niby jestem. Tylko że zostają tzw blizny. I chyba nadal są i bedą. Były
                  problemy z nawiązywaniem kontaków z rówieśnikami, np. NIGDY nie zapraszałem
                  kolegów do domu. Tak naprawdę przyjaźnić się z ludźmi tfu tfu "obcymi" zacząłem
                  dopiero w liceum i na studiach. Jakby teraz nie mam problemów z nawiązywaniem
                  kontaktów. Ale tak na serio bycie z kims jest dla mnie nadal jakoś problem.
                  Moze takie czasy? nie wiem... w każdym razie póki co jestem sam.

                  Przed problemami można uciec na różne sposoby. Ja nieświadomie wybrałem
                  samotność a później mnie "wybrała" nerwica, ktora w sumie i tak wcześniej była.

                  Niby wszystko jest ok lepiej lub gorzej, ale jesli uświadomie sobie ile bez
                  sensu zmarnowałem czasu na kompletnie niepotrzebne zachowania, ile mnie
                  kosztowało to np. sporo czasu zmarnowanego na studiach [dziekanki na leczenie
                  nerwicy] bo np. nie moglem sie skupić na egzaminie i na wykładzie, potrafiłem z
                  nerwów zjeśc przed egzaminem 3 czekolady hehe itp. A jak do tego dojdzie, kiedy
                  zobaczy sie u innych, ze - mimo problemow i czasami durnoty - ludzie mają o
                  niebo normalniejsze rodziny, nawet jesli sa po rozwodzie czy czasami się kłócą
                  to to wzszystko ma jakieś normalne ramy. I ten żal że nie ma się takiego domu
                  jak ma X czy Y. Nawet jesli ojciec X odchodzi od rodziny po 15 latach
                  małżeństwa czy matka Y ktora choć jest prostą kobita to jest czuła, fajna,
                  można z nią pogadac. No i widac jakie są relacje miedzy poszczególnymi
                  członkami tych rodzin. Nawet jesli sa ww. rozwody itp to widac pozytywne
                  relacje jakich ja nie mialem nawet w 20%.

                  Np. ostatnio zauważyłem, że nienawidze jak mnie matka dotyka. Ostatnio wzięło
                  ją na "czułości" ale swtierdziłem, ze tego nienawidze i powiedziałem jej zeby
                  mnie nie przytulała, że mogła to robić jak miałem 9-10 lat, a tego nie robiła a
                  teraz jest na to za późno. W sumie robiła to w jednym przypadku - jak byłem
                  chory i to ew. z tekstem "cos mu wyskoczyli na szui, pokaż cioci".

                  I np. jesli matka "poucza" mojego kuzyna z ktorym jej siostra ma kłopoty i jako
                  przykład daje mnie, że "ja w tym wieku (19 lat) byłem grzeczny i nigdzie nie
                  włóczyłem się" to ja słysząc to moge się tylko udławic obiadem ktory wtedy
                  jadłem i dojśc do wniosku ze ona nic o mnie nie wie i nie ma o mnie
                  najmniejszego pojecia.

                  Podam jeszcze przykład. To o czym opisałem, że dla ojca relacje z obcymi były
                  najważniejsze, ważniejsze od rodziny. Kiedys, chyba mialem 11 lat bylem chory
                  wiec jak to zwykle w pocz lat 80 bylo w polskiej słuzbie zdrowia - sru
                  pzepuisywali penicyline. A ze czesto bylem chory wiec czestgo ja bralem. Od
                  przedawkowania penicyliny [pozniej lekarz mojej matce to powiedzial] w
                  gabinecie pielegniarki zaslablem, dostalem jakis zawrotow, wymiotowalem, padlem
                  na podloge czy jakos tak. Bylem wtedy na zastrzyku z ojcemn. Pielgniarka dala
                  mi jakis lek i doszedlem do siebie. Kazala nam isc do lekarza i poradzila
                  odstawic penicyline. Jak wyszlismy z gabinetu to wiesz co powiedzial moj
                  ojciec? "jak ja moglem przestraszyc pielgniarke???? i ze z toba za zawsze
                  k....wa jakies klopoty" i ze "niech matka idzie z toba, ja nie bede" itp. Fakt,
                  ze "przetraszyłem" pielęgniarkę było ważniejsze od tego, co się ze mną działo.
                  a to nie był incydent - mniej lub bardziej tak było zawsze. Bo jak cos nie tak -
                  to wyżyc można się było w domu - najważniejsze żeby "ze mną nie było jakiś
                  kłopotów". Kłopoty to nie kradzieże czy włamania tylko np. to że będą
                  gówniarzem kogos wyzwałem czy ktoś się na mnie poskarżył, bo kopałem piłkę o
                  ścianę. I jesli incydent z pielegnirką porownam z ojcem kumpla [nawet jesli
                  rozwiódł sie rodziną i zostawił wszystkich po 25 latach małżeństwa] ktory jak
                  tylko mój kumpel zachorował [jakas francowata alergia] stanął na głowie, zdobył
                  dolce [pocz lat 80 jak pensja wynosiła 10 usd] i kupił odpowiedni lek za
                  granicą bo w Polsce takich nie było. Moj ojciec nidgy na cos takiego by się nie
                  zdobył.

                  Lepsze smaczki zostawiam na inną okazję hehe Ale wierz mi, ze o takich rzeczach
                  sie po prostu nie zapomina. To są te blizny o których mówiłem.

                  Jedyną chyba pozytywną rzeczą ktora "zawdzięczam" ojcu jest fakt, ze jestem
                  wyczulony na chore układy miedzyludzkie i np. nienawidze ludzi nienawidzacych
                  innych ludzi. Zero tolerancji dla braku tolerancji. Jakas zaleta no nie? hehe

                  • demi77 Re: Corgan - wlasnie Ty jestes przykladem 13.09.04, 22:17
                    no tak, to b. przykre co piszesz, saam tez niestety bylam swiadkiem
                    mowienia "spie..." do mojej mamy

                    a powiedz czy jak byles w zwiazkach to czy zauwazyles u siebie podobne cechy
                    wobec swoich partnerek, jakimi cechowal sie ojciec/
                    przepraszam, ze tak ciagne Cie za jezyk - jesli oczywiscie nie bedziesz chcial
                    odp. nie ma sprawy..

                    a z ta pielegniarka to cos ochydnego , naprawde
                    • Gość: corgan Re: Corgan - wlasnie Ty jestes przykladem IP: 217.11.142.* 13.09.04, 23:30
                      W podstawówce nieświadomie zachowywałem się podobnie do ojca - jak byłem
                      spokojny to byłem, a emocjonalnie - bardzo impulsywnie, byłem spięty,
                      przeklinałem itp. Bylem jak przestraszony pies, ktory gryzie kogos kto by go
                      chcial pogłaskać.

                      Wtedy kiedy działa instynkt zachowywalem sie chyba podobnie do ojca. W liceum i
                      na pocz. studiów starałem sie być za wszelką cenę inny niż on. Była to kwestia
                      aspiracji i porównania z innym niz rodzina otoczeniem. Starałem się robić cos
                      czego on nie robił np. na studiach wpadłem w ambitny pracocholizm [praca i
                      studia] co w sumie zakonczylo sie małą katastrofa bo zacząłem zawalać studia i
                      musiałem sie leczyć z silnej nerwicy.

                      Nadal mimo wszystko moj układ z nim przypominał negatyw-zdjęcie. Niby obie
                      rzeczy są zupełnie inne, tam gdzie jest białe jest czarne i na odwrót. Ale w
                      gruncie rzeczy - są niemal tym samym i do siebie doskonale pasują. Czujesz o co
                      mi chodzi?

                      Natomiast później starałem się [chyba z udanym skutkiem] zachowywać inaczej.
                      Tuż po terapii leczenia nerwicy [to byl rok 1994] starałem sie być sobą ale nie
                      zachowywać się odwrotnie niż ojciec tylko w ogóle inaczej. Ojciec przestał być
                      jakimś układem odniesienia, nie starałem się analizować czy to co robię to jest
                      inaczej niż on by zrobił, albo nie daj boze starać się mu przypodobać.

                      Mówiąc ze podswiadomie zachowując sie jak on np. szukałem kontaktów z ludźmi
                      ktorzy nigdy by nie powiedzieli o mnie złego zdania, starałem sie wszystkim
                      przypodobać. Ale wszystkim tzn nikomu. Bardzo źle np. znosiłem krytyke. Mój
                      ojciec [a słyszalem ze dziadek tez] utrzymywal kontakty wylacznie z ludzmi
                      ktorzy by go powazali. Na ogół były to relacje przy wódce. No cóz... może mało
                      kto pamieta ale za komuny piło się olbrzymie ilości wódki. Stąd relacje ojca z
                      ludzmi z roboty byly wylacznie wódkowe. Np. ojciec nie zniosil swojej siostry
                      [super babka, jedyna normalna w calej tej rodzinie] ktora byla bezposrednia,
                      była lubiana, samodzielna i byla jak to sie teraz mówi "asertywna" hehe

                      Ojciec nigdy chyba mnie nie zaakceptował. Tzn on chciał abym go kochał, bo np.
                      20 lat temu kupił mi samochód a ja jako gówniarz go rozwalilem. Żądał
                      autorytetu i miał pretensje ze go nie mam. w stosunku do mnie byla to jakaś
                      agresja, później kompleksy [ojciec ledwo ledwo skonczyl zawodówke]. Np. czesto
                      mi powtarzał "jak nie zdam albo obleje maturę albo nie dostane sie na studia to
                      pójde do łopaty albo wezmą mnie do wojska i tam dadzą mi popalic". hehe
                      niestety albo stety - zdałem mature bardzo dobrze i dostałem sie na studia.
                      Niestety - ileś tam lat nerwic [leczonych farmakologicznie u neurologa] i
                      przeszłośc mnie dopadła. Matka oczywiscie nigdy nie zadala sobie pytania
                      dlaczego musialem sie leczyc u neurologa.

                      Nie wiem kiedy zdałem sobie sprawe, ze nie moge sie podobać wszystkim. Chyba w
                      polowie lat 90 po tej psychoterapii zaczalem wywalac ze swojego zycia ludzi z
                      ktorymi bylo mi nie po drodze. Ojciec [i dziadek tez] musieli miec uznanie za
                      wszelka cenę [dziadkowi wystarczało poklepanie po plecach i zasuwał po 12 godz,
                      co poźniej przypłacił zdrowiem]. Stad np. skarga sąsiadów doprowadzała ich do
                      spazmów. Ja taki bylem i przestawałem być.

                      Co w takich wypadkach pomagało? Psychoterapia [leczenie nerwicy bez leków]
                      Zainteresowania, mniej lub bardziej studia, szkoła średnia, zmiana środowiska,
                      ograniczone kontakty z toksycznymi osobami. Ja juz wtedy nie mieszkałem w domu,
                      wiec moje kontakty ograniczały się do wypadów do weekend do domu, później co 2
                      tyg, później co 3 tyg. itp. Dodatkowo aspirowałem [co ojciec mi wyrzucal, ze n
                      nie chce chodzic z nim na piwo] do innego srodowiska, ze brzydze sie praca
                      fizyczna. On pracowal fizycznie i czasami mnie do tego zmuszał, ale nie po to
                      aby mu pomóc tylko po to aby mi pokazać jak to jest machać lopatą, zebym sie
                      przyzwyczajał jak nie zdam matury itp itd. Zreszta dla mnie mysl picia piwa z
                      jego "kolegami" z pracy była nie doniesienia, wysłuchiwania tego pijackiego
                      bełkotu itp. i pierd.... o niczym. niewazne.

                      W kazdym razie pomaga wywalenie w kosmos kontaktow z toksyczną rodziną,
                      pseudokolegami, pokazanie innego, moze nie do konca idealnego ale lepszego
                      świata. Ze mozna życ inaczej, że super kafelki w lazience nie są ważne, ze
                      dywan z Pewexu [bylo coś takiego jesli pamietasz hehe] w domu nie ma znaczenia
                      jesli nie ma w nim gości i nie ma kto tam wpaść. Ale nie na wódke tylko tak po
                      prostu z pytaniem co słychac i jak się czujesz. Co do rodziny to czasami bywa,
                      ze nie wszyscy są toksyczni. Akurat ze strony rodziny ojca jest z tym srednio
                      ale z paroma osobami jakos utrzymujemy kontakty.

                      Jedna z blizn ktora mi chyba pozostała to nieumiejetnosc bycia z kims blizej.
                      Nie chodzi tu o seks. Ale w sumie przez całe zycie byłem sam i radzilem sobie
                      sam, wiec ktos drugi nie byl mi potrzebny. Poza tym jestem jedynakiem. Wiesz...
                      jedni uciekają w seks, inni w związki na siłe, mi wystarczyła samotność. Dla
                      mnie samotnośc nie jest czymś obcym i złym.

                      Ale jak bylem z kims to moze trwalo to pare miesiecy, gora rok czasu. Nie
                      odczuwalem po prostu takiej potrzeby. Nie mam poczucia, ze musze sie ozenic
                      bo "w tym wieku wypada". tzn pzyznaje ze mam dopiero teraz takie potrzeby [mam
                      32 lata] ale one wynikaja z wewnetrznych potrzeb a nie dlatego, ze jak
                      mowilem "wypada". hehe matka mi truje od wielu lat "kiedy się w koncu ożenię".
                      Zauważ - nie pyta sie czy kogos mam tylko "kiedy sie ozenie". Oczywiscie -
                      wnuki to dyzurny choc przemilczany temat, ale w roli babci jej kompletnie nie
                      widze. W jej przypadku bycie babcią jest drugorzędne od tego, ze ona tez
                      chcialaby sie pochwalić wnukami czy nawet zdjęciami wnuków. Bo wszystkie jej
                      kolezanki-emerytki mają wnuki a ona nie. Wiec znowu pojawia sie stary problem
                      mojej matki "co powiedza inni i co ja powiem innym?". To co ja uwazam i mysle
                      jest w sumie nieistotne. Moj stosunek do niej m.in. jest taki ze rozumiem, ze
                      sklada sie z samych kompleksow i niskiej samooceny i jest samotna [pracowala na
                      to ciężko 20 pelnych lat], ale co moge zrobic innego jak miec to gleboko w
                      tyłku. Mam sie ozenic i strzelic dzieciaki tylko dlatego zeby miala sie przed
                      kim pochwalic? bez sensu...

                      Chyba się zmieniam, bo jakos odczuwam ostatnio potrzebe załozenia rodziny, ale
                      jak pisalem - robie to wylacznie dla siebie a nie dlatego ze tak "wypada".
                      Przyznaje ze nie mam doświadczenia, ale to forum jest taka kopalnia sytuacji i
                      pomyslów ze mysle ze dam sobie rade. heheh

                      pozdrawiam
                      • demi77 jestem dla Ciebie pelna podziwu 14.09.04, 13:41
                        bo uwazam, ze swiadomosc swojego problemu i wola przeciwstawienia sie mu,
                        spojrzenia prawdzie w oczy jest polowa sukcesu. Zdaje sobie jednak sprawe, ze
                        jest to badzo ciezka droga. Moj ojcie pochodzi z rodziny patologicznej i swoje
                        zesmy z nim przeszli.
                        To jest to, co napisala Maxima (o ile dobrze pamietam), ze wine za niektore zle
                        biezacy sprawy ponosimy a nie jego sposob rozwiazywania problemow, ktorego
                        zreszta nie zostal nauczony. Ojca mial alkoholika, a matke despotyczna, ktora
                        faworyzowala jego brata (Swietej pamieci wujka - mojego chrzestnego), a mojego
                        ojca caly czas ponizala. I teraz jest pelen kompleksow, choc i tak bardzo sie
                        uspokoil, ale nigdy mu nie wybacze, ze bil moje rodzenstwo.
                        Widzisz problemy nie sa mi obce, z roznych stron. Jestem osoba niepelnosprawna,
                        na wozku, ale mimo wszystko nie poddalam sie - studiuje , pracuje, podrozuje...

                        Nie wiem czy jeszcze to przeczytasz, moze tak, moze nie, ale pozdrawiam Cie
                        cieplutko. Jakby co to kukam tu co jkis czas

                        :)
                      • Gość: zosia do corgana i nie tylko IP: *.net.htnet.hr 26.09.04, 22:55
                        Polecam terapie i warsztaty. Ustawianie rodziny metoda Berta Hellingera.
                        Uczciwy/a tarocista/ka tez sie przyda. Inaczej nigdy nie bedziesz szczesliwy.
                        Zycze Ci pomocnych ludzi. Zycze Ci, zebys mogl soba uszczesliwic kobiete, aby
                        dziekowala Bogu, ze Cie spotkala, a Twoim Rodzicom, ze Cie splodzili.
                        Powodzenia.
                        • Gość: corgan szczęście to pojęcie bardzo względne IP: 217.11.142.* 30.09.04, 22:16
                          ktoś powiedział, ze szczęście to brak nieszczęścia. To, że mój ojciec był
                          debilem, to sie niestety zdarza. Na szczęście zdaję sobie sprawę z tych
                          zachowań, więc ryzyko, ze zacznę się kiedyś zachowywać tak jak on jest
                          minimalne.

                          Poza tym mój ojciec nie żyje wiec nie wiem kogo i co mógłbym ustawiać. A matka
                          poza tym, że ciągle mi truje kiedy się ożenię, to jest niereformowalna pod tym
                          względem.

                          Przyznaję się ze wylałem nieco żółci na to forum, ale tak na codzień nie
                          odczuwam jakoś negatywnej frustracji czy jesiennej deprechy.
              • demi77 szkoda, ze juz poszedles 13.09.04, 21:55
                ale dzieki za rozmowe
          • demi77 opinia innych wazniejsza od wlasnej rodziny 13.09.04, 20:58
            wiem cos o tym, a przeklenstwa tez nie sa mi obce, choc to dziwne bo na starosc
            moj sie bardzo zmienil i potrafi dosc czesto byc milym zyczliwym, pomocnym,
            bardzo pomocnym nawet - jak kzdy ojciec byc powinien
            • Gość: martucha do demi IP: *.proxy.aol.com 13.09.04, 23:22
              hej. jestem w takim zwiazku. wprawdzie nie pochodzi z patalogicznej rodziny ale
              ma za soba bardzo burzliwa przeszlosc ( wyrok, nieslubne dziecko, listy
              goncze )
              pomijajac to jest niezwykle inteligentnym czlowiekiem, biegle wlada kilkoma
              jezykami ale ............ nie umie swoich zdolnosci wykorzystac w odpowiedni
              sposob.
              ja dla przeciwienstwa jestem panienka z tzw bardzo dobrego domu.
              jestesmy razem juz prawie 2 lata. jest to niestety ciagla walka.
              kiedys czytalam wyznania matki dziecka z choroba Downa. Mowila ze nauczyla sie
              cieszyc z rzeczy malych bo postepy w rozwoju takiego dziecka sa male.
              ja rowniez ciesze sie z rzeczy malych ( np w zeszlym roku po raz pierwszy
              zaplacil uczciwie podatki )
              dlaczego z nim jestem ???? bo nikt nigdy tak mnie nie kochal jak on, nikt inny
              nie glaskal mnie cala noc po glowie jak mialam silna grype i nikt nie przywozil
              mi do pracy mojego ulubionego dania z 2-go konca miasta, nikt nie wstawal w
              srodku nocy zeby pojsc mi po lody bo nagle mialam taka ochote.
              Moze to male nic nie znaczace detale ale w czasach kiedy kobieta umie byc
              niezalezna finansowo i pokazywac swiatu swoja "twarda i meska strone" od czasu
              do czasu chce byc potraktowana jak mala kobietka, ktorej kaprysy trzeba
              spelniac.
              Ja to mam. Byc moze facet bez tzw "ciemnej" przeszlosci umialby sie zdobyc na
              takie gesty ale na szczescie dla mnie i dla niego trafilismy na siebie.

              Jedno co wiem - to nie jest nudny zwiazek i ewoluuje w dobrym kierunku.
              Moim zdaniem warto.
              • demi77 o widzisz - przypadek, ktory mnie interesuje :) 14.09.04, 13:43
                przepraszam za slowo 'przypadek' :)

                nie wiem czy tu jeszcze jestes, ale moge spytac czy rozmawialiscie kiedys o
                jego problemach?
                • Gość: martucha Re: o widzisz - przypadek, ktory mnie interesuje IP: *.proxy.aol.com 14.09.04, 16:32
                  hej demi
                  odkrywanie jego przeszlosci to byla zmudna praca z mojej strony moja wordzona
                  dociekliwosc. jesli facet cie kocha nie potrafi na starcie zdyskredutowac sie w
                  twoich oczach i powiedziec na pierwszej randce: sluchaj jestem bandyta, mam
                  nieciekawa przeszlosc, nieslubne dziecko i nie umiem trzymac nerwow na wodzy.
                  jak mi kiedys powiedzial na poczatku pierwszej randki bylo jeszcze za wczesnie
                  a potem zrobilo sie juz za pozno.
                  moj facet nie pochodzi z patologicznej rodziny, wrecz przeciwnie wszytsko zbyt
                  latwo w zyciu mu przychodzilo i niczego nie umial uszanowac.
                  teraz jest inaczej. zrozumial ze nie tedy droga jesli chce byc ze mna. ja nie
                  kaze mu nagle wskoczyc w garnitur, kupic teczke i opanowac rynki naftowe. jak
                  pisalam nie jest to mozliwe, ale ucze go placic za rachunki, placic podatki,
                  nie reagowac agresja jesli ktos jego zdaniem krzywo na niego spojzy.
                  nauczylam go kochac swoje dziecko.......
                  to tak wlasciwie cudowny facet tylko bez pomyslu na zycie. zawsze zyl szybko
                  nie zastanawiajac sie jakie skutki moga przyniesc jego decyzji.
                  szczerze ci powiem - pewnych spraw wolalabym nie wiedziec ale wiem ...........
                  • demi77 Re: o widzisz - przypadek, ktory mnie interesuje 14.09.04, 16:53
                    a moge spytac czy wobec Ciebie uzyj jakiejs presji psychicznej badz fizycznej?
                    rozmawialiscie o przemocy?
                    piszesz, ze bywa agresywny

                    jesli moge spytac :)
                    • Gość: martucha Re: o widzisz - przypadek, ktory mnie interesuje IP: *.proxy.aol.com 14.09.04, 16:59
                      nigdy wobec mnie chociaz czesto doprowadzalam go szalu. jesli juz doprowadze do
                      granic wytrzymalosci potrafi ostro zaklac. generalnie denerwuje sie intensywnie
                      ale bardzo krotko.
                      jest agresywny do innych ludzi to fakt. szczegolnie w stosunku do mezczyzn
                      ktorzy okazuja mi zainteresowanie - potrafi byc niebezpiecznie.
                      potrafi wybuchnac jak za dlugo musi czekac w kolejce do kasy itd.
                      nerwowo reaguje za kierownica.
                      za kazdym razem kiedy idzie na mecz boje sie ze wyladuje w areszcie.
                      poza tym dla mnie i dla swojej corki jest bardzo czulym i delikatnym
                      czlowiekiem.
                      • demi77 wiesz co Ci powiem :)) 14.09.04, 17:08
                        ze masz u swego boku wspaniaalego faceta :)

                        dlaczego?

                        bo po pierwsze idealow nie ma

                        a po drugie facet, ktory potrafi trzymac emocje na wodzy w stosunku do Ciebie i
                        dziecka pomimo, ze jest nerwusem to jednak wspanialy czlowiek :) i to uwazam za
                        jego sukces

                        natoamist ochydni sa mezczyzni, ktorzy postepuja odwrotnie:
                        na zewnatrz sa idealni, nieomylni, najlepsi pracownicy, zdobywaja tytuly i co
                        to w ogole oni nie sa, a wracaja do domow i znecaja sie nad swoja rodzina - to
                        jest wlasnie to, ze opinia innych jest wazniejsza od wlasnej rodziny

                        az jest pelna podziwu dla twojego mezczyzny - to parwdziwy facet, a nie mieczak

                        :)
                        • Gość: martucha Re: wiesz co Ci powiem :)) IP: *.proxy.aol.com 14.09.04, 17:15
                          wiesz co ... wielkie dzieki. naprawde chcialam to kiedys uslyszec do kogos. od
                          moich znajomych wiecznie slysze co ty z nim robisz to taki lysy drech, bezkark
                          i bandyta. ja w nim widze zagubionego faceta o nieprzecietnej inteligencji.
                          dodtad pamietam jak zabral mnie na randke to muzeum i opowiadal mi o kolejnych
                          etapach rozwoju malarstwa renoire'a.
                          nasz swiat jest bardzo powierzchowny. bardziej cenimy kolesia w ganiturze z
                          teczka ktory po powrocie do domu poniza swoja zone bo to on w koncu zarabia a
                          ona jest jedynie pasozytem.
                          ja wiecznie slysze ze jestem wielka bede kiedys bardzo wielka a on uwielbia
                          odbierac mnie z waznych konferencji i zawozic mnie na lotnisko jak jade w
                          kolejna delegacje.
                          jest wielki bo umial okazac swoja slabosc i nie wstydzi sie jej.
                          po latach zmarnowanych z napuszonymi bankierami, prawnikami z bozej laski i
                          innymi palantami docenilam prawdziwego czlowieka nie patrzac na jego lysa glowe
                          i polamany nos.
                          pozdrawiam :-)
                          • demi77 :)) 14.09.04, 17:22
                            Prawdziwa kobieta jest świadoma swojej siły
                            Prawdziwy mężczyzna jest świadomy swoich słabości

                            pozdrawiam :)
    • Gość: martucha a tak jeszcze na marginesie IP: *.proxy.aol.com 14.09.04, 17:37
      zgadzam sie z przedmowcami ze toksyczna rodzina wychowuje toksyczne dzieci,
      ktore z duzym prawdopodobienstwem zbuduja swoja toksyczna rodzine. w moim
      przypadku tak nie bylo. jego rodzina byla jak najbardziej "normalna" wprawdzie
      pojawil sie rozwod rodzicow ale w koncu w naszym swiecie to zaczyna byc
      normalka.
      mysle ze nie bylabym na tyle silna zeby poradzic sobie z toksyczna
      przeszloscia. jego przeszlosc to wypadkowa jego glupoty i faktu ze rodzice
      czuli sie winni wobec niego i starali sie za wszelka cene wynagrodzic mu skutki
      rozwodu.
      • demi77 Re: a tak jeszcze na marginesie 14.09.04, 17:42
        rzeczywiscie problemy Twojego partnera nie maja raczej zwiazku z toksycznoscia,
        choc podobno kazda skrajnosc jest toksyczna

        z drugiej strony ja moze troche skrajny przypadek podalam, niekoniecznie
        wszystko musi "znalezc" sie w tym jednym mezczyznie ;)
        • Gość: martucha Re: a tak jeszcze na marginesie IP: *.proxy.aol.com 14.09.04, 17:44
          piszesz prace magisterska ?????
          zauwazylam ze bardzo interesuje cie zagadnienie rozmowy jako formy
          terapeutycznej ??
          • demi77 :) 14.09.04, 17:48
            specjalizuje sie w marketingu, projektuje strony www :)
            a psychologia to jedno z moich zainteresowan :)
            i oczywiscie fakt, ze spotkalam wiele osob, ktorych los nie oszczedzal
    • demi77 Re: mezczyzna z przeszloscia - doradzcie prosze 17.09.04, 19:04
      .
      • Gość: astrolog Re: mezczyzna z przeszloscia - doradzcie prosze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.04, 20:26
        Mysle ze nie macie wielkich szans chyba ze on jest Koziorozcem w tercji Saturna
        i opozycji Plutona a ty jestes waga w tercji Marsa i opozycji Jowisza.
        Dobrze by bylo tez postawic Wielkie Arkana Tarota zeby zglebic ten problem.
        • demi77 Re: mezczyzna z przeszloscia - doradzcie prosze 17.09.04, 20:59
          dziekuje za podtrzymanie mojego tematu :DDDDDDDDDD
      • Gość: Lena Re: mezczyzna z przeszloscia - doradzcie prosze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.04, 21:18
        hej,
        moja sytuacja jest trochę podobna do Twojej,a trochę do Martuchy , jestem z nim
        od roku
        on jest z tzw rodziny alkoholowej (w 2. pokoleniu), nie mial wesoło w domu, ja
        natomiast: panna z dobrego domu
        obracaliśmy sie w zupełnie innych srodowiskach, poznaliśmy się na studiach,
        Dla wszystkich znajomych nasz zwiazek byl szokiem, tak jesteśmy różni
        ale teraz po tym wspólnym roku jestem pewna tylko jednego, chcę być z nim
        Tak jak napisała Martucha, każdy dzień to walka o najdrobniejsze rzeczy, zamin
        go poznalam nawet nie zwracałam na nie uwagi, tak były naturalne
        Dla osoby z mniej wiecej normalnego domu jest nie do pomyślenia, przez co
        codziennie przechodza ludzie wychowani w rodzinach patologicznych, nawet kilka
        lat po wyprowadzce z domu, nawet całe zycie.
        Myślę, że terapia pomaga, ale równie wazny moim zdaniem jest wzór życia, jakie
        chcielibyście razem mieć.
        Przygotuj się na to, że na porzadku dziennym bedą sytuacje typu: pralka zalana
        wodą z prysznica po niezasunięciu kabiny, sprzątanie po niewyprowadzonym na
        czas piesku i wiele innych spowodowanych po prostu brakiem wyobraźni.
        To Ty bedziesz silną i odpowiedzialną strona zwiazku.
        Przez ten wspolny rok nauczylam się więcej zycia, niż przez wczesniejsze 20.
        Ale wiem, że jeśli moj pociąg się spożnia to on nie śpi przez całą noc, jeśli
        nie mogę zasnąc, to on nie śpi ze mną. Tylko on potrafi w środku sesji zabrać
        mnie po niezdanym egzaminie w góry, zawalając przy tym dwa swoje.
        Jesli go kochasz to zawsze warto spróbować.
        Trzymaj się

        • Gość: corgan ale kupka na dywanie to chyba nie jest patologia.? IP: 217.11.142.* 17.09.04, 22:28
          kurcze... nie wiedziałem :) tzn. chyba nie pozwoliłbym aby piesek sadzil klocki
          na dywanie, ale nie trzymalbym go w budzie na dworze przez 365 dni w roku z
          tekstem "miejsce psa jest na podwórku" jak mawiał mój łojciec hehe.

          Opowiem Wam o jeszcze jednej patologii. Takiej bez wódki, bicia, bez syfu,
          chlewu itp.

          Jest sobie brat mojego ojca. Mój wujek. Ow wujek np. strasznie kocha swoje
          mieszkanie. Ciotka, jego zona sie dostosowała i tez strasznie kocha. Kochają
          siebie i swoje mieszkanie. I to wszystko. Dywany muszą być parę razy w tyg.
          odkurzane, musi byc czysto, sterylnie, co roku remont, wymiana kafelków,
          czasami mebli, sprzetu RTV AGD itp. Tak też "terroryzuje" swoich synów.
          Czystośc, zero brudu. Jeden jest w miarę inteligentny i chyba zdaje sobie z
          tego sprawe, drugi to kompletny klocek. Zaden z nich NIGDY nie zrobil imprezy w
          domu, nie zaprosili nikogo z zewnatrz do środka, nikogo ze szkoły średniej, jak
          ktos przychodzi to spotykają sie albo na korytarzu [mieszkają w bloku]. Jeden
          [ten klocek] nie mieszka w domu, drugi [ten bystrzejszy] mieszka nadal ale sie
          do nich nie odzywa. Nie odzywa sie o paru lat, tzn coś mówi ale niewiele. Nie
          utrzymuje z nikim ze szkoly średniej kontaktu. Nie pije, nie pali, nie bierze
          prochów, nie ma nikogo bliskiego. Kiedy to było jak miał 20 lat to był super,
          bo był grzeczny. Tzn był i nie był. Co prawda swietnie zdał mature [poza moją
          skromną osobą reszta rodziny jakoś nie miała szczęścia], ale nie był
          wystarczająco dobry, bo ten młodszy klockowaty to ukochany synek tatusia. "Moja
          krew" jak często mówił. A ten starszy to była "dupa wołowa". Cokolwiek by nie
          zrobił. ten młodszy [klocek] jest super i sprytny. Młodszy co prawda pracuje w
          supermarkecie i wykłada towar na półki ale ważne ze pracuje, bo ten starszy to
          jak mówiłem to dla ojca "dupa i nieudacznik", bo nic nie robi. Nie pracuje, nie
          uczy się, teraz nie odzywa się, nigdzie nie dzwoni. Ciotka dodatkowo reaguje na
          każdą sytuacje darciem mordy. Teraz już mniej, kiedys więcej, nie krępowała sie
          bluzgac i ryczec nawet przy gościach. Krzyki to była codzienność. Poniewaz
          teraz mój kuzyn nie odzywa sie wiec chciala go zaprowadzic do psychologa,
          zeby "cos z nim zrobił". Ona nie sobie nic do zarzucenia, bo "dzieci zawsze
          były czyste, ubrane i nakarmione". Wujek od zawsze uwielbial filmy akcji - im
          więcej krwi, bicia, morderstw [jego ulubione sceny to łamania kończyn i
          kręgosłupa], zabójstw itp. Gazet nie kupują, ma sporo książek ale takich w
          ładnych okładkach, bo warto miec bibliotekę bo ładnie się w segmencie komponuje.

          Rodzinka mojego wujka nie bywa na uroczystosciach, weselach, ew. laskawie w
          zeszłym roku pojechali na slub syna ciotki siostry. Jej siostra tez niezla, bo
          na wesele syna nie zaprosila żadnych kolegów jego jak i panny młodej
          [powiedziała ze sama płaci za wesele i ona chce decydowac kto będzie]. Poniżej
          35-40 lat z wyjątkiem pary młodej nikogo nie było. Żadnych kuzynów pana
          młodego!!!! Ciotka miała zakaz zabierania swoich synów!!! no total....

          To był wyjatek, bo nasza rodzine olali calkowicie. Nie przyjechali na wesele
          mojego kuzyna, bo "nikogo tam nie znaja, nie beda spac u obcych, boli ich w
          krzyzu, to daleko 200 km a poza tym rodzice pana młodego zyją od 18 lat bez
          ślubu".

          Oczywiście o zadnym zwierzaku nie może być mowy! wiadomo ze taki pies to nic
          innego nie robi tylko smierdzi i sra. Jak to pies. O kotach juz nie
          wspominając. Oficjalnym powodem jest alergia jednego z synów. Nieoficjalnie
          ciotka powiedziala ze nie wierzy w szczepionki, do lekarza nie pójdzie i szkoda
          pieniędzy. A poza tym nic już mu nie pomoże. Dodatkowo mój kuzyn ma silną
          anemię i a mało co nie załapał zaniku mięsni, bo ciotka karmiła ich mało jak
          byli dziecmi. Np. dawała im na kolację chleb z masłem posypany solą albo
          cukrem. Bo oni nic nie chcieli jesc. Ona ich tak przyzwyczaiła, bo trzeba
          byłoby im duzo dawac jesc, a wtedy trzeba było oszczędzać np. na ładne kafelki
          w kuchni albo magnetowid [to było w pocz. lat 80-tych].

          Co sie teraz dzieje - wiem wyłącznie z opowiadan rodzinki i tez nie wszystkich,
          ktora raz na ruski rok do nich zagląda. Z wieksza czescia swojej rodzinki mój
          wujek nie utrzymuje kontaków.

          No i jak? Zero wódki [oboje nie pija], zero papierosów, czasami chodzą do
          kościoła, w domu jest ładnie, zadbanie, czysto itp. I co? No i nic - rodzina
          patrologiczna do szóstej potegi...
          • Gość: Lena Re: ale kupka na dywanie to chyba nie jest patolo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.04, 22:37
            Ad pieska:
            Piesek jest zwierzakiem mieszkaniowym (maly piesek, spore mieszkanie, ale w
            bloku), jest przyzwyczajony do spacerow o ustalonych porach, a mnie czasami o
            tych porach nie ma w domu.
            pozdrawiam
            • Gość: corgan Re: ale kupka na dywanie to chyba nie jest patolo IP: 217.11.142.* 17.09.04, 22:42
              > Piesek jest zwierzakiem mieszkaniowym
              hehe powiedz to moim rodzicom. Dla nich nigdy nie bylo w domu warunków aby
              trzymac psa.
              • Gość: Lena Re: ale kupka na dywanie to chyba nie jest patolo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.04, 22:54
                my (ja) sie zdecydowałm, bo (zdaje sobie sprawe jak to głuio brzmi)wydaje mi
                się, że piesek dobrze na niego wpływa
        • demi77 dziekuje Lena :) 18.09.04, 14:59
          a moge jeszcze spytc czy on pracuje i jak to jest z utrzymaniem fibnansowym?
          • Gość: Lena Re: dziekuje Lena :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.04, 19:11
            nie wiem za co dziękujesz, ale jeśli Ci pomogłam to się cieszę
            pytasz jak jest z pieniędzmi, otóż: on jest starszy ode mnie, ja jeszcze
            studiuję, a on juz pracuje, zarabia całkiem nieźle, ja dostaję trochę funduszy
            z domu (cobym jak mówią rodzice całkiem od niego nie zależała) i tak finansowo
            żyje się nam całkiem w porządku
            napisz prosze dlaczego cię to interesuje i jak ci jeszcze mogę pomóc
            pozdrawiam
            • demi77 Re: dziekuje Lena :) 19.09.04, 21:45
              podziekowalam za to ze zechcialas sie podzielic swoja historia :)
              a pytam poniewaz sama czesto spotykam takich mezczyzn (i w ogole ludzi) i po
              prostu chce sie nauczyc radzic sobie problemami moimi i jego (ich)

              z wlasnego doswiadczenia wiem tez, ze nie wolno ulegac takim osobom na kazdym
              kroku, a to ze jestes rowniez niezalezna finansowo, to dobrze, gdyz wiem, ze
              takie ososby maja tendencje do checi uzalezniania od siebie partnera (nie tylko
              finansowo), a jak jest w Twoim przypadku?
              jesli moge... :)

              pozdrawiam :)
    • Gość: lilka Re: mezczyzna z przeszloscia - doradzcie prosze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.04, 15:12
      Demi, dlaczego pytasz o to wszystko? Czy ten temat interesuje Cie teoretycznie?
      Podoba mi sie ten watek. Moze nareszcie zobaczymy cos ogolniejszego po
      przejrzeniu ilus tam przypadkow.
      Prywatnie nie wierze w duze szanse dla takiego zwiazku, wlasnie obserwuje, jak
      chlopak z patologicznej rodziny i dziewczyna z podobnej poznali sie, pokochali
      i pedza na leb na szyje w podobne klopoty. On-ojciec alkoholik, rozwod
      rodzicow, niestety, nadal mieszkaja razem, awantury, pobicia, w koncu on
      dorasta, staje w obronie matki; ona-rodzina z wiecznymi dlugami, ciagle
      klamstwa i oszustwa, wyludzenia pieniedzy od rodziny...
      Chcialabym, aby byl jakis program naprawczy, chcialabym wiedziec co robic w
      takich przypadkach aby nie pomoc innym brnac w to glebiej...
      Pozdrawiam,
      lilka
      • demi77 Re: mezczyzna z przeszloscia - doradzcie prosze 19.09.04, 22:05
        pytam z praktycznego punktu widzenia :)
        owszem watek bardzo ciekawy, ale i smutny zarazem

        a co do programu naprawczeg to niestety nie mam pojecia, ale wydaje mi sie oni
        sami przede wszystkim musza chciec naprawy samych siebie ...


        no i... milosc.. moze pomc
        • Gość: Lena Re: mezczyzna z przeszloscia - doradzcie prosze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.04, 22:26
          Z góry przepraszam jesli uznasz poniższą wypowiedź za zbyt śmiałą. Wiem, że nie
          jestem osobę kompetentną do udzielania Ci rad, ale życia w takim związku nie
          nauczysz się czytając wybiórcze opowieści innych. Jesli się kocha to trzeba
          spróbować, powoli, rozważnie. Uda się.

          Co do uzależniania, to machanizm działa w dwie strony: z jednej strony masz
          rację, on chce (chciał) mnie od siebie uzależnić, to trzeba przeciąć na samym
          poczatku, pokazać, że jesteś silna, im póżniej tym trudniej.
          Ale jest jeszcze jeden aspekt, ta druga strona może też uzależnić się od
          Ciebie, a to moim zdaniem jest trudniejsza sytuacja (wiem z doświadczenia).

          > a co do programu naprawczeg to niestety nie mam pojecia, ale wydaje mi sie
          oni
          > sami przede wszystkim musza chciec naprawy samych siebie ...
          - masz prację, bez tego ani rusz
          pozdrawiam
          • demi77 :) 19.09.04, 23:19
            zycie mnie tego uczy :)
            a Wasze opinie? pomoc - kropla w morzu, ale to z kropelek wody sklda sie more :)

      • Gość: Lena /inna/ Re: mezczyzna z przeszloscia - doradzcie prosze IP: 83.136.224.* 19.09.04, 22:30
        Ja uważam, ze człowiek w domu rodzinnym uczy się właściwie wszystkiego jeśli
        chodzi o zachowania społeczne. Uczy się podstawowych spraw jak np.
        komunikatywności, szacunku do innych ludzi, odpowiedzialności, sposobów
        rozwiązywania problemów, konfliktów a nawet okazywania uczuć, radzenia sobie z
        negatywnymi uczuciami. Z człowiekiem który nic z tych spraw nie wyniósł z domu,
        musi uczyć się wszystkiego w dosrosłym życiu przesiewając to jeszcze przez
        wyuczone zachowania które podpowiadał mu w życiu instynkt samozachowawczy /nie
        zawsze pozytywne/ na pewno nie jest łatwe życie. Dwojgu takim ludziom nie daję
        właściwie szans na dobrą rodzinę. Nic tu miłość nie pomoże. Mądrze kochać i
        dbać o związek trzeba umieć a poranieni ludzie zwykle chcą brać bo bo nikt nie
        nauczył ich dawania. W życiu człowiek tyle może dać ile dostał i ile nauczył
        dzielenia się.
        Pozdrawiam.
        • demi77 Re: mezczyzna z przeszloscia - doradzcie prosze 19.09.04, 23:20
          dwojga na pewno nie - racja.
    • triss_merigold6 Re: mezczyzna z przeszloscia - doradzcie prosze 19.09.04, 22:51
      Biorąc pod uwagę portret jaki narysowałaś w pierwszym poście to nie. Nie sądzę
      żeby taki człowiek bez przejścia wieloletniej terapii był w stanie założyć
      normalną, niepatologiczną rodzinę i wypełniać dobrze rolę męża i ojca.

      Nie wierzę, żeby zrezygnował z przemocy skoro z rodzinnego środowiska wyniósł
      tylko taki wzorzec.
      Nie wierzę, że potrafi nie zniszczyć życia kobiecie z normalnego domu, z
      kochającej rodziny, bez kompleksów.
      Nie wierzę, że potrafi rozmawiać, negocjować, wykazywać się cierpliwością i
      spokojem.
      Oczywiście cuda się zdarzają ale jak to cuda - generalnie rzadko.
      Konkluzja - jeśli ktoś taki Cię interesuje to daj sobie spokój zanim podzielisz
      z nim jego piekło.
      • demi77 racja 19.09.04, 23:22
        portret jaki przedstawilam jest skrajny, ale niekoniecznie wszystkie elementy
        naraz musza wystepowac, jak widac z powyzszych przypdkow :)
        • Gość: Triss Merigold Re: racja IP: *.aster.pl / *.aster.pl 19.09.04, 23:35
          Corgan z forum jest wyjątkiem. Skończył liceum, studia, odciął się od rodziny
          stosunkowo wcześnie. Nie miał epizodu kryminalnego w życiu. Jest zdolnym i
          inteligentnym człowiekiem potrafiącym dokonać krytycznej analizy własnego życia.

          To co piszą dziewczyny o swoich partnerach: z patologicznych domów, bez
          wykształcenia, po pobytach w więzieniu, z zaburzonym systemem wartości to
          szalenie smutne ale jeszcze nie powód żeby z kimś takim się wiązać.

          Nie chciałabym cieszyć się z faktu, że facet z którym jestem po raz pierwszy
          uczciwie zapłacił podatki. Dla mnie to norma jak cztery pory roku w polskim
          klimacie.
          Nie wierzę, że miłość jest w stanie naprawić zaburzoną osobowość mężczyzny -
          nie dziecka. No chyba, że ktoś chce być emocjonalną pielęgniarką.
          • demi77 Re: racja 20.09.04, 00:07
            wiesz, ale ja znam takich, co placa uczciwie podatki i sa super na zewnatrz, a
            wlasnego dziecka nigdy nie przytulila - to akurat matka (az syn wkoncu
            plakal "czemu moja matka nigdy nie powieziala o mnie nic dobrego")
            2 przyklad - wraca domu, a dzieci chowaja sie po katach ze strachu..

            naprawde podatki nie maja tu nic do rzeczy
            • Gość: Lena /inna/ Re: racja IP: 83.136.224.* 20.09.04, 00:37
              Tu akurat masz rację. Patologia /w sensie alkoholizm, burdy w domu/ nie musi
              zostawić tak wielkiego piętna na człowieku jeśli miał on w domu kogoś naprawdę
              bliskiego. Z normalnej na pozór rodziny też można wyjść pokaleczonym jeśli w
              nim nie było żadnych dobrych uczuć.
              Poruszane są tu dwie kwestie, funkcjonowanie takiego człowieka w społeczeństwie
              i funkcjonowanie w związku. To, że człowiek dobrze funkcjonuje w
              społeczeństwie /jako pracownik, podatnik/ niczego jeszcze nie mówi o nim jako o
              człowieku.
          • Gość: Lena Re: racja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.04, 17:25
            Corgan wcale nie jest wyjątkiem. Tez bym tak myślała jeszcze rok temu. Ludzie
            po prostu nie widzą, nie chcą widzieć, że takich ludzi jest wielu.
            Ja żyję z człowiekiem, który obronił się na 5 na jednej z najlepszych uczelni w
            kraju i myśli o doktoracie. Wszyscy na około zazdroszczą, że tak mu się w życiu
            udało. O tym jak naprawdę jest ciężko wie tylko on i ludzie o podobnych
            przezyciach.

            "No chyba, że ktoś chce być emocjonalną pielęgniarką."
            - To najgorsza krzywda, jaką możesz wyrządzić jemu i sobie.



          • Gość: Martucha do triss IP: *.proxy.aol.com 20.09.04, 17:47
            nie zazdroszcze ci triss, ze do wszystkiego podchodzisz w zyciu z taka chlodna
            kalkulacja.
            ja wychodze z zalozenia ze w zyciu licza sie rowniez inne sprawy, w ktorych
            rozsadek nigdy nie wezmie gory.
            do takich kwestii zaliczam uczucia, ktore rzadza sie innymi prawami niz
            ekonomiczna analiza SWAT.
            dla mnie rowniez placenie podatkow jest kwestia jednoznacznie oczywista, ale
            biore rowniez pod uwage fakt, iz sa ludzie, ktorzy inaczej patrza na swiat i
            niekoniecznie jest to dobre. istotny jest jednak fakt iz chca sie zmienic i w
            swoja przemiane wkladaja wiele wysilku. jak jest to trudne wiem ja i wie moj
            partner.

            "To co piszą dziewczyny o swoich partnerach: z patologicznych domów, bez
            > wykształcenia, po pobytach w więzieniu, z zaburzonym systemem wartości to
            > szalenie smutne ale jeszcze nie powód żeby z kimś takim się wiązać. "

            => nie bardzo rozumiem wyzej przytoczona wypowiedz.
            zadna z nas ( mam na mysli dziewczyny piszace o swoich partnerach ) nie
            wspominala ze zwiazala sie ze swoim partnerem z zalu czy z litosci.
            oczywiscie do glowy ci nie przyszlo ze kogos takiego mozna po prostu i
            zwyczajnie kochac i niekoniecznie trzeba byc cycata blondyna ze sznurkiem
            laczacym uszy.
            poza tym, nie przypominam aby ktoras z nas wspomniala, iz jej partner nie ma
            wyksztalcenia. moj partner jest historykiem biegle wladajacym 5-cioma jezykami.
            ma zla przeszlosc to fakt, ale chce sie zminic i nie nie widze powodu aby
            takich ludzi a priori przekreslac.

            mam nadzieje ze sama zyjesz w szczesliwym zwiazku opartym na uczuciach a nie
            chlodnej kalkulacji.
          • Gość: lilka Re: racja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.04, 21:20
            Po pierwsze, przepraszam, ze z rzadka odpowiadam, ale taki teraz moj los, zbyt
            malo czasu.
            A po drugie... to juz jest do Triss. Ale do innych takze. Widzisz, to co
            piszesz, to takie oczywiste. Wrecz truizm. A temat jest wazny i powazny. Tak
            latwo napisac: "Nie chciałabym cieszyć się z faktu, że facet z którym jestem po
            raz pierwszy uczciwie zapłacił podatki. Dla mnie to norma jak cztery pory roku
            w polskim klimacie."
            Dla mnie tez. I dla wielu innych tez. Ale dla innych nie. I ja te radosc
            rozumiem. Ktos mi niedawno powiedzial, ze prawdziwej i glebokiej milosci mozna
            doswiadczyc jesli nie widzimy wad. Taki czlowiek ze strasznymi wadami ma szanse
            dorosnoac do tej wielkiej milosci, ktora ktos mu ofiarowuje. I czasami z tej
            szansy korzysta. Z trudem, uczac sie placic uczciwie podatki, nie spiac, bo
            ktos, kogo uczy sie kochac lub pokochal, nie moze spac... itd. Na swoj sposob
            chroni bliska osobe, mimo, ze nie potrafi kupic mleka nie wywolujac awantury.
            To meczace, czasami wrecz wykanczjace, ale jest mi lepiej, gdy wiem, ze to sie
            zdarza, ze niektorym sie udaje. Ten swiat jest wtedy bardziej ludzki.
            Wybacz mi, ale gdy czytam pisane przez Ciebie oczywistosci, to co moge
            powiedziec? Ze masz racje? I co z tego, ze ja masz? Gdzie nas to prowadzi? Czy
            Twoja recja daje komus nadzieje? Zdrowy rozsadek jest wazny, i ja to rozumiem.
            Ale ten zdrowy rozsadek powinien Ci podpowiedziec, ze czasami musisz milczec,
            bo jest szansa. Nie musisz z niej korzystac, mozesz inaczej ukladac swoje
            zycie. Ale jesli nie masz pomyslu na patologiczny rodowod, jak mu nie ulec, to
            moze kibicuj takiej dyskusji w milczeniu. Bo co komu z truizmow?
            Pozdrawiam,
            lilka
            • demi77 popieram Cie LIlka 21.09.04, 22:29
              a propo tego mleka :) dba o interes rodzinny ;)
              a awantury o mleko lepiej urzadzac obcym niz ukochanej osobie ;)

              pozdrawiam
              • demi77 Re: popieram Cie LIlka 21.09.04, 22:30
                i nie tylko w tym :)
            • Gość: Lena /inna/ Re: racja IP: 83.136.224.* 21.09.04, 23:40
              No to chyba zmuszona jestem popolemizować.
              Nie zgadzam się z tym, ze prawdziwej i głębokiej miłości można doświadczyć
              jeśli nie widzi się wad. Jeśli nie widzi się wad to wtedy przyżywa się głupią i
              ślepą miłość czyli tak zwane zauroczenie. Prawdziwą i głęboką miłość przeżywa
              się wtedy gdy gdy akceptuje się człowieka z jego wadami. Zauroczenie jest tylko
              pewnym staduim miłości gdy "fizjologicznie" tych wad się "nie widzi". Nie da
              się nie widzieć wad rzucających się ... właściwie w zycie. Tym bardziej gdy ich
              nie jesteśmy w stanie akceptować.
              Wiążąc się z człowiekiem zupełnie inaczej wychowanym /lub nie wychowanym/
              trzeba mieć nie tylko serce ale i oczy szeroko otwarte. Związek z podobnym
              człowiekiem wymaga wielu kompromisów w życiu a cóż dopiero z kimś nie tylko
              odmiennym ale często nawet nie umiejącym zawierać kompromisów. Do tego
              wszystkiego "MIŁOŚĆ" to słowo bardzo pojemne i wręcz niedefiniowalne. Dla
              jednych oznacza uczucia i odpowiedzialność /bo to wynieśli z domu/ a dla innych
              wyłącznbie zauroczenie i seks. Dlatego nieodpowiedzialnie jest budować coś
              wyłącznie na własnych uczuciach i wyborażeniach przykładanych do drugiego
              człowieka /bo wydaje nam się, że on tak samo kocha i tak samo rozumie i tego
              samego chce/ z zamkniętymi oczami. Jesli w człowieku nie nauczonym liczenia się
              z drugim człowiekiem, nie nauczonym odpowiedzialności, uczciwości, nie
              nauczonym kompromisów "nie bęziemy zauważali wad" to nawet nie łudźmy się, on
              nie dorośnie do niczego. Truizmem jest właśnie mówienie, że człowiek sam z
              siebie może dorosnąć, a naiwnością - że może sam z siebie dorosnąć do naszej
              wielkiej miłości.
              Do tego by zmienić człowieka z patologicznej rodziny często trzeba stanowczości
              wytrzymałości, odporności, cierpliwości. I jego chęci.
              • demi77 Leno rowniez masz racje 22.09.04, 16:04
                jednakze Lilce chyba nie chodzilo o to, zeby tych wad nie zauwazac to wtedy sie
                kocha (chocby dlatego, ze takich wad nie da sie nie zauwazyc).

                Zauwaz co napisala Triss, tekt Lilki byl odp. na jej post. Triss calkowicie
                potepila zwiazek z takim czlowiekiem, z czym ja absolutnie sie nie zgadzam


                swiete slowa:
                "> Do tego by zmienić człowieka z patologicznej rodziny często trzeba
                > stanowczości wytrzymałości, odporności, cierpliwości. I jego chęci."

                pozdrawiam
                • Gość: lilka Re: Leno rowniez masz racje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.09.04, 23:07
                  Masz racje, nie chodzilo mi o nie zauwazanie wad. Takich wad rzeczywiscie nie
                  da sie nie zauwazyc. I napisalam, ze ktos mi to powiedzial. Ja sie nad tymi
                  slowami zastanawiam. Gdybym miala doprecyzowac, to to niezauwazanie nazwalabym
                  miloscia mimo wad. I zgadzam sie, ze trzeba cierpliwosci, madrosci i ogromnej
                  wytrwalosci. Ale przede wszystkim uczucia.
                  Tak sobie mysle, ze nie mozna sie poswiecic, trzeba wlasnie kochac.

                  Ale nie w tym rzecz, bysmy sie zgadzali we wszystkim.
                  Doswiadczenia wielu osob pokazuja, ze rokowania nie sa zbyt dobre w takich
                  sytuacjach. I to mnie martwi. Nie cierpie wychowawczych pogadanek, uazam je za
                  calkowicie nieskuteczne. Ludzie wychowuja sie przez nasladownictwo. To wiem
                  (wiem, ze sa wyjatki). To nasladownictwo daje takie fatalne rokowania. Ludzie
                  dzialaja na zasadzie odruchu. Odtwarzaja znane sytuacje, zachowania...itd. Co
                  moge zrobic? Nie tkwie w takim zwiazku, nic takiego mi nie grozi, jestem tylko
                  obserwatorem. Nie umiem tego powstrzymac. Kiedy zaczyna sie awantura, mowie,
                  nie zgadzam sie, wychodze, nie bede wasza widownia. Ale oni nie potrafia
                  inaczej. Powstal taki mechanizm, narasta napiecie, ciete slowka, wzajemne
                  ranienie sie, kulminacja napiecia, potem rozladowanie, wzajemna zgoda, wiara,
                  ze teraz to juz zawsze bedzie dobrze. A potem od nowa. Tylko coraz czesciej,
                  coraz mocniej. Coraz dotkliwsze rany. Kiedys moze beda to rekoczyny. Czy mozna
                  to komus uswiadomic? Ze to tylko taki mechanizm, wyuczona nieswiadomie reakcja.
                  Pozdrawiam,
                  lilka
                  • Gość: Lena /inna/ Re: Leno rowniez masz racje IP: 83.136.224.* 23.09.04, 23:28
                    Człowiek /ten "zdrowy"/ powienien sam zauważyć, że ten "poraniony" tak właśnie
                    działa i starać się przerwać takie zachowania zanim się zaczną. Po kilku
                    podobnych sytuacjach można zauważyć już "prawidłowości" w nieprawidłowościach i
                    przeciwdziałać, rozmawiać i na pewno nie dać się wciągać w tą grę. Po kilku
                    latach obie strony już nie będą potrafiły inaczej, obie będą poranione przez
                    siebie nawzajem.
                    Może pomóż tej osobie zauważyć to co dla Ciebie jest widoczne.
                    • demi77 do Leny/innej/ 29.09.04, 17:21
                      ooo na przyklad :)
                      jednak najpierw dobrze jest wyczuc na ile ten "poraniony" chce zeby mu pomoc
                      (BA! nawet nie tylko "poraniony", ten "zdrowy" tez tego musi chciec), bo
                      przeciez nie chodzi o to, zeby zrobic z siebie "emocjonalna pielegniarke" -
                      niestety.
                  • demi77 Re: Leno rowniez masz racje 29.09.04, 17:14
                    > coraz mocniej. Coraz dotkliwsze rany. Kiedys moze beda to rekoczyny. Czy
                    mozna
                    > to komus uswiadomic? Ze to tylko taki mechanizm, wyuczona nieswiadomie
                    reakcja.

                    uwazam, ze mozna. Uwierz mi, ze rozmowa i ciagle uswiadamianie takiej osobie,
                    ze cos robi odruchowo pomaga, ale! trzeba to robic od zauwazenia pierwszych
                    oznak takiego postepowania. Im pozniej tym gorzej.

                    Czy uwierzysz, ze niektore takie osoby staja sie agresywne i buntuja sie w ten
                    sposob przeciwko uleglosci swojego partnera?
                    brzmi absurdalnie?? owszem, ale zauwaz - im wielokrotnie partnerka bardziej
                    ulegla, tym agresor poteguje swoje wybuchy. Czesto (nie zawsze) lekiem na
                    agresje psychiczna jest stanowczosc (NIE! agresja) drugiej strony.

                    :)

                    p.s. a czy moge spytac o ta pare, ktora opisujesz?
                    czy oboje mieli dosc nieciekawa przeszlosc.. itp ?
                  • demi77 Do Lilki 29.09.04, 17:15
                    sory, ze powtorze:

                    > coraz mocniej. Coraz dotkliwsze rany. Kiedys moze beda to rekoczyny. Czy
                    mozna
                    > to komus uswiadomic? Ze to tylko taki mechanizm, wyuczona nieswiadomie
                    reakcja.

                    uwazam, ze mozna. Uwierz mi, ze rozmowa i ciagle uswiadamianie takiej osobie,
                    ze cos robi odruchowo pomaga, ale! trzeba to robic od zauwazenia pierwszych
                    oznak takiego postepowania. Im pozniej tym gorzej.

                    Czy uwierzysz, ze niektore takie osoby staja sie agresywne i buntuja sie w ten
                    sposob przeciwko uleglosci swojego partnera?
                    brzmi absurdalnie?? owszem, ale zauwaz - im wielokrotnie partnerka bardziej
                    ulegla, tym agresor poteguje swoje wybuchy. Czesto (nie zawsze) lekiem na
                    agresje psychiczna jest stanowczosc (NIE! agresja) drugiej strony.

                    :)

                    p.s. a czy moge spytac o ta pare, ktora opisujesz?
                    czy oboje mieli dosc nieciekawa przeszlosc.. itp ?
                    • Gość: lilka Re: Do Lilki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.04, 22:55
                      Oni sa mlodzi. Nie maja jeszcze wlasnej zlej przeszlosci. Przygladam sie, jak
                      powtarzaja zachowania swoich rodzicow.

                      Czlowiek, aby zyc harmonijnie, aby dojrzec, powinien przejsc wszystkie etapy.
                      Musi byc malym dzieckiem, troche nieznosnym, troche rozkapryszonym,
                      musi "sprawdzic" rodzicow, ich uczucia do niego, musi sie wyrwac spod kontroli,
                      troche narozrabiac.. itd, ale przede wszystkim musi miec bezpieczna przystan,
                      miejsce, do ktorego wraca nabrac sil. I znow moze ruszac w swiat. Pisze o
                      pewnej normie, ktora powinna byc dostepna kazdemu. Jesli ktos tego nie ma, bo
                      rodzice zajeci soba, swoaja walka, swoimi pokreconymi sprawami, do ten rozwoj
                      sie zaburza. Ale trzeba jakos zyc. Wiec te pokretne zachowania uznaje sie za
                      norme, no bo jak powiedziec, ze oni nie maja prawa, ze nie wolno im tak.
                    • Gość: lilka Re: Do Lilki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.04, 23:05
                      Oni sa mlodzi. Nie maja jeszcze wlasnej zlej przeszlosci. Przygladam sie, jak
                      powtarzaja zachowania swoich rodzicow.

                      Czlowiek, aby zyc harmonijnie, aby dojrzec, powinien przejsc wszystkie etapy.
                      Musi byc malym dzieckiem, troche nieznosnym, troche rozkapryszonym,
                      musi "sprawdzic" rodzicow, ich uczucia do niego, musi sie wyrwac spod kontroli,
                      troche narozrabiac.. itd, ale przede wszystkim musi miec bezpieczna przystan,
                      miejsce, do ktorego wraca nabrac sil. I znow moze ruszac w swiat. Pisze o
                      pewnej normie, ktora powinna byc dostepna kazdemu. Jesli ktos tego nie ma, bo
                      rodzice zajeci soba, swoja walka, swoimi pokreconymi sprawami, to ten rozwoj
                      sie zaburza. Ale trzeba jakos zyc. Wiec te pokretne zachowania uznaje sie za
                      norme, no bo jak powiedziec, ze oni nie maja prawa, ze nie wolno im tak. I
                      trudno komus z zewnatrz namawiac ich do tego, uswiadamiac im to. Oni tego nie
                      chca, do tego trzeba dojrzalosci. A tej nie ma, bo jeszcze pewne etapy z
                      dziecinstwa nie sa zaliczone. Pisze w duzym uproszczeniu i skrocie, mam
                      nadzieje, ze zrozumiale. Najistotniejsze jest to, ze aby powiedziec sobie
                      glosno, ze moi rodzice mnie skrzywdzili, ze nie mieli prawa tak mnie traktowac,
                      trzeba wielkiej dojrzalosci. I sporo sil. Tymczasem powiela sie bledy rodzicow.
                      W przypadku, o ktorym pisze, problemem jest alkoholizm ojca chlopaka (raz na
                      jakis czas kazdy moze wypic troche za duzo-ta obiegowa opinia pozwala wiele
                      tlumaczyc), sklonnosc do agresji (on juz powoli zaczyna prowokwac swoja
                      dziewczyne do wybuchow) a w przypadku dziewczyny zgoda na oszukiwanie innych.
                      Jak dlugo sie da, nie mowi prawdy, to sa takie male drobne klamstewka i
                      oszustewka, ktore troche poprawiaja wizerunek, pozwalaja miec lepsze zdanie na
                      wlasny temat... Te klamstewka przeradzaja sie w spore klamstwa, ktore pozwalaja
                      manipulowac innymi, ale inni w koncu przejrza na oczy i bedzie bardzo samotna.
                      W rzeczywistosci oboje sa dosc bezbronni, ale na pewno nie skorzy do rozmow.
                      Czasami mysle, ze ciezkie warunki, wspolna walka o przetrwanie moglaby cos
                      zmienic. Ale tak naprawde nie mam pomyslu.
                      • demi77 Re: Do Lilki 30.09.04, 19:04
                        czy te drobne klamstewka tej dziewczyny sa na temta jej zwiazku czyli, ze ona
                        np. mowi, ze jest wporzadku i oszukuje Was jako otoczenie czy oszukuje w czyms
                        tego chlopaka?

                        a jesli chodzi o pomysl, moze podsunelabys jej jakas literature np. nt.
                        toksycznych zwiazkow, toskycznych rodzicow itp... ?
                        • Gość: lilka Re: Do Lilki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.10.04, 18:16
                          Ona klamie na kazdy temat juz na wejsciu, niemal z zasady. Jest straszna
                          egotyczka. To sa prawdopodobnie skutki nie bycia dzieckiem, ktore przezywa
                          okres egocentryzmu. Rodzice uzywali jej jako widowni, obciazali...
                          Analizowalam jej klamstwa i klamstewka. One zwykle maja poprawic jej obraz,
                          postawic ja w centrum. Zawieraja prawde, ale tak podana, ze zmienia
                          rzeczywistosc. Taki banalny przyklad, masz stluczke, mozesz powiedziec "musze
                          jechac do blacharza, bo zarysowalam samochod" a mozesz tez powiedziec "ale
                          mialam wypadek, cudem nic sie nie stalo". To drugie zdanie skupia na tobie
                          uwage otoczenia w taki specyficzny sposob, nie tylko sluchaja, zmartwili sie,
                          czuja wdziecznosc do losu, ze wyszlas z tego calo... itd. Przyklad wymyslilam,
                          ale o taki mechanizm chodzi.
                          Z ta lektura to dobry pomysl, sprobuje jej cos podsunac.
                          Ale mysle, ze najwazniejsze, wyprowadzic ja z tych klamstewek. Byc moze czas
                          cos zmieni. Smutne jest to, ze u jej rodzicow nie zmienil nieczego do tej pory,
                          nie dojrzeli.
                          • demi77 ło matko 02.10.04, 20:28
                            to panienka ma problem i to nie maly!
                            nie ma nic gorszego jak klamstwa, ktore maja poprawic obraz klamcy, a jeszcze
                            gorzej jak jest w tym "prawda zmieniajaca rzeczywistosc" - spotkalam sie z tym.

                            Czy on ja przylapuje na tych klamstwach?
                            jaki on jest?
                            moze z nim by warto porozmawiac? jakos do niego dotrzec?
                            • Gość: lilka Re: ło matko IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.04, 20:43
                              Demi, przede wszystkim dzieki, ze o tym rozmawiasz. Ja naprawde dziekuje. Ten
                              problem dotyczy wielu osob i bywa lekcewazony.

                              Jaki on jest? Chyba nie wiem. Jest dla mnie grzeczny. Ale ja jestem dla niego
                              dinozaurem. Doroslym czlowiekiem z pokolenia jego rodzicow. A takim sie nie ufa.
                              Jesli on ja przylapuje, to natychmiast wysmiewa. Kpi sobie z niej i robi to
                              publicznie. Ale jej matka tak samo byla traktowana. Jego zreszta tez. A i w
                              twarz publicznie dostawaly.
                              Pomyslalam, ze dla niej najrazsadniejszym rozwiazaniem jest dlugoterminowa
                              terapia u psychologa. I ona chetnie by na to poszla. Bo psycholog pozwoli sie
                              jej wygadac, skupi sie na niej. Pytanie, kto za to zaplaci.
                              • demi77 Re: ło matko 02.10.04, 21:41
                                a darmowy psycholog?
                                wiem, ze ciezko o takiego zeby byl dodatku dobry!!
                                ale trzeba probowac, pomoz jej, jesli ona tego chce - to bardzo wazne :)
                                na poczatek moze byc literatura na ten temat

                                platnt psycholog tez moze okazac sie sie zly

                                uswiadom ja , ze droga nie jest prosta, ze sa rozni ludzie w roznych
                                srodowiskach, nawet w tych, ktore maja niesc nam pomoc. Powiedz jej, ze jesli
                                jej sie psycholog nie spodoba, to zawsze mozna pojsc do innego

                                :)
    • demi77 Drodzy rozmowcy :) 20.09.04, 19:38
      Po pierwsze zacytuje jedna z Was, gdyz te slowa to swieta prawda:

      "Poruszane są tu dwie kwestie, funkcjonowanie takiego człowieka w
      społeczeństwie i funkcjonowanie w związku. To, że człowiek dobrze funkcjonuje w
      społeczeństwie /jako pracownik, podatnik/ niczego jeszcze nie mówi o nim jako o
      człowieku."

      czeka mnie bardzo trudna rozmowa z matka, ktora zniszczyla psychicznie swojego
      syna, a jest uczciwym podatnikiem i uczciwym chrzescijaninem. Ja i jego
      dziwczyna chcemy naprawic ich stosunki. Dlaczego ja? Bo ow Matka przelewa na
      mnie cala swoja milosc, jaka nie obdarowywuje swojego syna, nie rozumiem
      dlaczego ...


      Po drugie, wlasnie glownie chodzi o ta kwestie funkcjonowania takiej ososby w
      zwiazku, i z tego co ja zauwazylam to nie wyksztalcenie, nie podatki (choc
      trzeba by sie zastanowic, ale to za chwile) swiadcza o powodzeniu takiego
      zwiazku, a to, na ile taka osoba jest przewrazliwiona na punkcie opinii o
      sobie, zwazywszy na to iz w dziecinstwie zostala wpedzony w kompleksy. Jak
      wazniejsze jest bedzie niego co mysla inni i to aby ta opinia byla - wedlug
      niego - jak najlepsza, gotow jest pojsc po trupach do celu, po trupach nawet
      swojej wlasnej rodziny.
      Natomiast czlowiek, ktory jest swiadomy swojej zyciowej tragedii, tego skad sie
      jego kompleksy biora, bedzie umial sie nad tym zastanowic i z tym walczyc.
      Trudno jest pokonac wroga, ktorego sie nie widzi (wrog = patologia).
      To jest m.in. to o czym wspomnial Corgan, ze w pewnym momencie przestal uwazac
      ojca za jakis wyznacznik swoich czynow itp. oraz to, ze skupil sie na osobach,
      na ktorych mu zalezy. Bo byc wspanialym w oczach wszystkich, to inaczej byc
      wspanialym w oczach nikogo.

      Jeszcze kwestia tych podatkow. Moim zdaniem nie sa wazne, ale do czasu.
      Dlaczego?
      1. oszusta znajdziemy w kazdym srodowisku, na czele z politykami, dla ktorych
      placimy podatki :)
      2. a do czasu dlatego, ze jesli ktos taki nie robi nic w kierunku poprawy
      swojej sytuacji materialnej i zadowala sie, a wrecz satysfakcjonuje go tylko
      np. kradziez, to bardziej patrzy na interes wlasny niz interes rodziny. Bo jak
      ma sie czuc partner i dziecko, ktorego np. tataus (bo o mezczyznach mowa) co
      pare miesiecy laduje w pudle?
      I tu jesli chodzi o te podatki, to nie mylic pracy na czarno z notoryczna
      kradzieza (ja tez pracuje na czarno, bo z renty +/- 425 zl/m nie da sie
      wyzyc ;) )

      :)
      • demi77 moze dla jasnosci 20.09.04, 19:45
        poprawie, bo troche nieskaldnie:
        "Jak wazniejsze bedzie dla niego co mysla inni i to aby ta opinia byla - wedlug
        niego - jak najlepsza, gotow jest pojsc po trupach do celu, po trupach nawet
        swojej wlasnej rodziny."

        i jeszcze jedno: rozmowa, rozmowa, rozmowa i jeszcze raz rozmowa z takim
        partnerem + odpornoc psychiczna na sytucje o jamim sie wielu nie sni.

        Zadna "pielegniarka emocjonalna", gdyz takie osoby nawet nie lubia sluchac o
        sobie czegos dobrego, a "pielegniarka emocjonalna" doprowadzi go jeszcze do
        szalu. To wlasnie "pielegniarka emocjonalna" staje sie najczestsza ofiara
        przemocy, a ja pytalam o zwiazki, ktorym udalo sie wyjsc z patologii.

        :)
      • Gość: DO DEMI Re: Drodzy rozmowcy :) IP: *.proxy.aol.com 20.09.04, 19:51
        droga demi - nareszcie wiem, dlaczego z taka dociekliwoscia zaglebialas sie w
        tym temacie.
        na podstawie tego, co teraz piszesz uwazam jednak ze twoje pierwsze pyatnie
        bylo nie do konca precyzyjne, badz inaczej - zamieszczone tutaj wypowiedzi nie
        do konca moga byc dla ciebie miarodajne.
        z tego co sie zorientowalam osoba ta nie pochodzi z patologicznej rodziny i nie
        ma za soba trudnej przeszlosci.
        mysle ze ten chlopak to tzw. niekochane dziecko, ktore zastanwiajac sie
        dlaczego nie jest kochane dochodzi do bardzo zlego wniosku, ze nie zasluguje na
        milosc. w konsekwencji traci wiare w siebie, bo wie ze jest nie wart milosci.
        czesto jest tak ze dzieci niekochane same nie umieja kochac i w swoich
        zwiazkach rodzinnych nie okazujac milosci czesto w taki sam sposob krzywdzac
        swoje dzieci.
        to super ze chcesz razem z jego partnerka zajac sie tym problemem. bedzie to
        wazne przede wszytskim dla niego, bo uswiadomi sobie ze sa ludzie ktorzy go
        szcerze kochaja.
        powodzenia :-)

        co do podatkow - niekoniecznie trzeba krasc zeby nie placic podatkow no chyba
        ze gornolotnie okreslimy nie placenie podatkow okradaniem panstwa :-)
        • demi77 oj niestety nie jest tak jak piszesz :( 20.09.04, 19:58
          nie chodzi mi o tego chlopaka, owszem mam przeprowadzic rozmowe, ale moje
          pytanie postawione w glownym poscie jest jak najbardziej przemyslane i dotyczy
          INNEJ osoby.
          • Gość: marta Re: oj niestety nie jest tak jak piszesz :( IP: *.proxy.aol.com 20.09.04, 20:00
            w kazdym razie zycze powodzenia
            • Gość: Lena To piekne co napisałaś Lilka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.09.04, 11:05
              dziekuję.

              Do Triss: ja tez nie chciałabym się cieszyć z tego, że mój partner placi
              podatki, ale rozumiem tę radość, bo tak naprawdę nie wypływa ona z tego, że
              fiskusowi przybędzie, ale z tego, że być może z moją pomocą ukochana osoba choć
              trochę wraca o normalności. Życzę więcej zrozumienia
              pozdrawiam
              • demi77 RACJA :)))) 22.09.04, 16:07
                Czlowiek dopiero doceni "glupote" jak ja straci.
                Nie zawsze i nie wszystko jest wedlug zasady: "bo tak byc powinno" lub "tak po
                prostu jest",
                np. rodzimy sie, idziemy do przedszkola, szkoly, na studia, poznajemy partnera,
                rodzimy dzieci, dzieci dorastaja .... itepe itede
                Niektorym ludziom zycie rzuca klody pod nogi ..

                pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka