Dodaj do ulubionych

W zawieszeniu

27.04.15, 18:38
Na przyjaciół i znajomych liczyć nie mogę, bo w zasadzie są częścią problemu, to może anonimowo w internecie na forum ktoś mi coś sensownego doradzi...

Jestem w 7-letnim związku z chłopakiem. Od ostatniego roku studiów, ale wcześniej znaliśmy się już przez kilka lat. Oprócz nas są jeszcze dwie pary, nasi przyjaciele także z czasów studenckich. Wszyscy w okolicach lub lekko po 30-stce. Trzymamy się blisko od wspomnianych czasów studiów. 6 lat temu jedna z tych par "zalegalizowała się", wzięli ślub i wyjechali do Holandii, oczywiście za pracą. W miarę dobrze im się ułożyło, mieszkają tam na stałe, starają się o obywatelstwo, dziecko urodziło się już tam. Kilka razy w roku ich widujemy, samolotem nie jest daleko, oni też w miarę regularnie Polskę odwiedzają. Po trzech latach bytności tam "namówili" drugą parę z naszego kręgu do przeprowadzki. Piszę w cudzysłowie "namówili', bo pomogli im tam znaleźć w miarę dobrą (jak na emigrantów) pracę.

Na placu boju, czyli w kraju, zostaliśmy tylko my z dawnej paczki, czyli ja i mój facet. Oczywiście przy każdej okazji tam czy tutaj, jesteśmy zachęcani do wyjazdu. I tu zaczyna się właściwy problem. Ja wyjeżdżać nie chcę. Mam tu stabilną, niezłą pracę w administracji publicznej. Gorzej z moją drugą połówką. Pracował w różnych miejscach, od dwóch lat w korporacji, jest bardzo niezadowolony z pracy (pensja, atmosfera, towarzystwo, strona merytoryczna, generalnie wszystko). Naprawdę chciałby wyjechać, tym bardziej, że jak mówi mamy idealną sytuację: czwórkę przyjaciół, którzy nam pomogą coś znaleźć na miejscu i się jakoś ogarnąć, więc nie jedziemy w ciemno. Zależy mu tak bardzo, że od roku w wolnych chwilach uczy się intensywnie niderlandzkiego, chodzi na kurs i w sumie zna już solidnie podstawy.

Planowaliśmy wcześniej nasz ślub, przyszłość, domek, dzieci itp. ale czuję, że wkrótce będę musiała dokonać wyboru. Oczywiście rozmawiałam z nim poważnie i szczerze o priorytetach, powiedziałam, że ja nie chcę wyjeżdżać, że jestem zadowolona z tego, co jest tutaj, że powinien znaleźć sobie lepszą pracę na miejscu itp. On przyznał mi rację, powiedział, że jestem dla niego najważniejsza, że beze mnie nie wyjedzie, ale prawdę mówiąc mam poważne wątpliwości. Poza intensywną nauką języka, w którą inwestuje czas, energię i pieniądze (na kursy), dopytuje przyjaciół, co mógłby robić na miejscu, sprawdza ceny zakwaterowania i generalnie zachowuje się, jakby szykował się na wyjazd. Za każdym razem, gdy go pytam, czemu to wszystko robi, skoro nie wyjeżdżamy, zawsze znajduje jakąś logiczną odpowiedź, np. uczę się języka i w ten sposób podnoszę swoje kwalifikację, albo chcę wiedzieć więcej o kraju, gdzie mieszkają nasi przyjaciele.

Boję się, że któregoś dnia i to w niedalekiej przyszłości poinformuje mnie, że wyjeżdża tam na 3 miesiące do pracy "na próbę", że później wróci, będzie co dziennie dzwonił i takie tam, a tak naprawdę wszystko się wtedy skończy. Albo że po prostu postawi mi ultimatum: wyjeżdżam na stałe, jedziesz ze mną czy nie, Twój wybór... :( Moi najbliższi znajomi i przyjaciele trzymają oczywiście jego stronę, więc na nich nie mam specjalnie co w tej sprawie liczyć.

Czy mam rację przewidując taki czarny scenariusz, czy martwię się niepotrzebne? Co powinnam zrobić, gdyby się jednak zrealizował? Ulec i jechać razem z nim, czy jednak zostać tutaj? Kocham go i bardzo mi na nim zależy, ale w pracy doszłam już dość wysoko (jestem główną specjalistką w ważnym urzędzie) a wiem, że za granicą byłabym tylko kolejną na zmywaku. Może nie na zmywaku, bo przyjaciele znaleźliby nam coś lepszego, ale bez porównania z tym, co tutaj. Co dalej?
Obserwuj wątek
    • lled Re: W zawieszeniu 27.04.15, 18:43
      inni sie "legalizuja" a wy bierzecie slub?
      • dziala_nawalony Re: W zawieszeniu 27.04.15, 18:57
        nie czekaj na rozwoj wypadkow , tylko sama uprzedz go,a jesli nie chcesz wyjazdzac, postaw wrecz ultimatum, niech wybiera ty albo holandia i bylabys ciezka frajerka, gdybys porzucila dobra prace, dlla jakiegos mglistego mirazu..czegos lepszego...i jeszcze jedno, jesli proponuje ,ze to on pierwszy wyjedzie, to musisz sie liczyc z tym, ze twoj osobisty narzeczony odplynie ci predzej, czy pozniej..hi..hi bo celibat u trzydziestolatka nie jest czyms, na co mozna postawic chocby piataka. no i masz niezla zagwozdke, co?
        • nissina Re: W zawieszeniu 27.04.15, 20:06
          dziala_nawalony napisał:

          > nie czekaj na rozwoj wypadkow , tylko sama uprzedz go,a jesli nie chcesz wyjaz
          > dzac, postaw wrecz ultimatum, niech wybiera ty albo holandia i bylabys ciezka
          > frajerka, gdybys porzucila dobra prace, dlla jakiegos mglistego mirazu..czegos
          > lepszego...i jeszcze jedno, jesli proponuje ,ze to on pierwszy wyjedzie, to mus
          > isz sie liczyc z tym, ze twoj osobisty narzeczony odplynie ci predzej, czy pozn
          > iej..hi..hi bo celibat u trzydziestolatka nie jest czyms, na co mozna postawic
          > chocby piataka. no i masz niezla zagwozdke, co?

          Ale co mam konkretnie zrobić? Przecież napisałam, że postawiłam sprawę jasno, że ja nie wyjeżdżam a on powiedział, że też beze mnie nie wyjedzie i nie ma o czym mówić. On zapewnia, że beze mnie się nie ruszy. Ale jego zapewnienia mnie po prostu nie przekonują, zbyt wiele czasu, kasy i wysiłku wkłada w naukę języka (2 godzinny dziennie, łącznie z weekendami) oraz zdobywanie informacji na temat tamtejszego rynku pracy, warunków zakwaterowania itp. Formalnie nie mogę się do niczego przyczepić, bo gdy mu mówię, że się boję, że pomimo jego deklaracji nie jestem pewna tego, co zrobi, on odpowiada, że nie rozumie, bo jasno powiedział, że ja jestem dla niego najważniejsza a uczy się i dowiaduje, bo to jego hobby. A ja mu po prostu nie wierzę i myślę, że czeka tylko na okazję, aż będzie znał język w stopniu średniozaawansowanym a przyjaciele znajdą jakąś ciekawą ofertę pracy dla niego (prosił ich, aby go bezzwłocznie informowali o wszystkich interesujących okazjach na rynku pracy dla osób takich, jak on) i gdy to się stanie, w ciągu 24 godzin spakuje się i wyjedzie, nie zważając na to, co mówił. Na tym polega mój problem. Nie wiem co robić, męczy mnie ten stan zawieszenia, kocham go a on jest przecież wobec mnie, póki co przynajmniej, w porządku, bo zdeklarował się, że zostaje tutaj. Może to ja jestem problemem, że mu nie wierzę, ale jego energia i zaangażowanie w swoje "hobby" sprawia, że mam chyba solidne podstawy, aby mu nie wierzyć.
          • dziala_nawalony Re: W zawieszeniu 27.04.15, 20:23
            nissina napisała:
            >
            > Ale co mam konkretnie zrobić? Przecież napisałam, że postawiłam sprawę jasno, ż
            > e ja nie wyjeżdżam a on powiedział, że też beze mnie nie wyjedzie i nie ma o cz
            > ym mówić. On zapewnia, że beze mnie się nie ruszy.

            lal, mowisz, zepewnial, zapewnia!..a przeciez jednoczesnie intensywnie angazuje sie w przygotownia do wyjazdu!!
            ..klamie facet,bo jesli nie mialby zamiaru wyjechac odpuscilby sobie takie dzialania, lze, lze jak pies.


            Ale jego zapewnienia mnie po
            > prostu nie przekonują, zbyt wiele czasu, kasy i wysiłku wkłada w naukę języka
            > (2 godzinny dziennie, łącznie z weekendami) oraz zdobywanie informacji na temat
            > tamtejszego rynku pracy, warunków zakwaterowania itp. Formalnie nie mogę się d
            > o niczego przyczepić, bo gdy mu mówię, że się boję, że pomimo jego deklaracji n
            > ie jestem pewna tego, co zrobi, on odpowiada, że nie rozumie, bo jasno powiedzi
            > ał, że ja jestem dla niego najważniejsza a uczy się i dowiaduje, bo to jego hob
            > by. A ja mu po prostu nie wierzę i myślę, że czeka tylko na okazję,

            i slusznie, bo tak to wyglada, ze pewnego dnia zobaczysz go z walizka i biletem w reku,




            Nie wiem co robić, męczy mnie ten stan zawieszenia, ko
            > cham go a on jest przecież wobec mnie, póki co przynajmniej, w porządku,

            poki co?.. watpie, ewidentnie zataja przed toba swoje rzeczywiste zamiary, ty go kochasz, ale on ciebie juz raczej chyba nie,..co mozesz jeszcze zrobic? ..nie wiem , chyba juz nic poza czekaniem na to co sie wydarzy..


          • czoklitka Re: W zawieszeniu 27.04.15, 20:50
            a może to jest tak, że on liczy, że się ugniesz lub nie ma co robić, więc się uczy bo liczy, że się zmienisz zdanie sama z siebie. W każdym razie ma ochotę na wyjazd.
            Albo cię nie kocha i chce znaleźć Holenderkę.
            • dziala_nawalony Re: W zawieszeniu 27.04.15, 20:57
              czoklitka napisała:

              > /..../ W każdym razie ma ochotę na
              > wyjazd.
              > Albo cię nie kocha i chce znaleźć Holenderkę.

              ..hi..hi..jasne,ze tak!! ..i beda razem, z nowopoznana laciata prowadzali sie kopytko w kopytko, po lakach wokol szumiacych wiatrakow, i lanow polnych makow..ha..ha..8)
              • czoklitka Re: W zawieszeniu 27.04.15, 21:20
                i niech się prowadzają, na zdrowie
          • kall_inka Re: W zawieszeniu 27.04.15, 21:16
            A dlaczego nie chcesz wyjechać? Czy jedynie względy zawodowe wchodzą w grę czy także np. tęsknota za rodziną. Rozumiem, że jesteś teraz głównym specjalistą - kolejne 37 lat chcesz być tym głównym specjalistą w administracji? To mit że za granicą pracuje się jedynie na zmywaku. Szczerze mówiąc nikt z moich znajomych nie pracuje w taki sposób, wszyscy mają zajęcia adekwatne do wykształcenia a przy tym poziom życia lepszy niż w Polsce.
            • magnusg Re: W zawieszeniu 29.04.15, 15:39
              A dlaczego ma wyjezdzac skoro jest zadowolona??Co to za jakis durny owczy ped,ze kazdy musi sprobowac za granica?Jak ma dobra prace w PL,to bylaby glupia,gdyby to ryzykowala.
            • babcia.stefa Re: W zawieszeniu 05.05.15, 22:13
              Bo nie ma ochoty być straconym pokoleniem? Niderlandzki jest trudny, minie ładnych parę lat, zanim będzie w stanie posługiwać się nim w pracy i będzie musiała 5-10 lat pracować na to, co ma już tutaj.
    • mendigo Re: W zawieszeniu 27.04.15, 19:07
      I niech jak najszybciej wyjeżdża na próbę. Albo się odbije od ściany i wróci, albo zostanie. Tak czy owak będziesz wiedziała, na czym stoisz. Czego się tu bać?
      --
      My cock is much bigger than yours
    • czoklitka Re: W zawieszeniu 27.04.15, 19:11
      Nie wyjeżdżaj, ale jego puść jeśli ma ochotę. Może się po czasie okazać, że ta cała miłość jest tylko miłostką.
    • samuela_vimes Re: W zawieszeniu 27.04.15, 19:24
      mój niemąż wyjechał dla mnie, bo jemu się w PL trochę podobało. Też miał pracę- no nie najgorszą i dostał awans.
      Na początku miał wątpliwości i trochę go namawiałam, teraz uważa, że to najlepsza decyzja jaką podjął.
      Zawsze może wziąć urlop i zobaczyć jak się tam żyje, ja bym tam za swoim na koniec świata pojechała.
      • dziala_nawalony Re: W zawieszeniu 27.04.15, 20:31
        samuela_vimes napisała:

        > mój niemąż wyjechał dla mnie, bo jemu się w PL trochę podobało. Też miał pracę-
        > no nie najgorszą i dostał awans.

        .no to tak jak moja,w kraju porzucila robote gdzie miala dziewiec lat temu 4700 na reke, ,.. a tu pracuje w restauracji, kasa podobna ,ale robota ciezka..a zrobila to bez namawiania z mojej strony..chyba musiala mnie wtedy jeszcze zaje..cie kochac..hi..hi,..

        > Na początku miał wątpliwości i trochę go namawiałam, teraz uważa, że to najleps
        > za decyzja jaką podjął.

        ..od niedawna,oboje tez tak uwazamy..8)
    • kall_inka Re: W zawieszeniu 27.04.15, 19:50
      Ja byłam w podobnej sytuacji przed kilkoma laty, podobnej ale odwrotnej tzn. ja chciałam wyjechać, mój wieloletni partner - nie. Ja postawiłam na siebie tzn wyjechałam. Przed wyjazdem postawił mi ultimatum - jak wyjedziesz to koniec - i to była nasza ostatnia rozmowa. Nie żałuję i wydaje mi się, że jeśli twojemu chłopakowi naprawdę zależy na "nowym życiu" - też wyjedzie. Sama widzisz że angazuje i czas i pieniądze. Dodatkowo wydaje mi się, że jednak mało który facet przed 30 poważnie snuje wizje typu: ślub, domek i dzieci i zw to były bardziej twoje plany.
    • facettt szczesliwej drogi... 27.04.15, 20:03
      i niech jedzie...
      skoro tego pragnie.
      a Tobie - szczesliwego zycia i rozwoju - tu na miejscu

      kazdemu wedlug oczekiwan i nic na sile.
    • zeberdee28 Re: W zawieszeniu 27.04.15, 20:27
      Ty masz tu pewny dobry kawałek chleba a on ma tam gruszki na wierzbie. Jeżeli jesteście na etapie myślenia kategorią 'my' to tutaj macie dobry kawałek chleba na pół+ewentualny bonus jak on znajdzie tu pracę, tam macie gruszki na wierzbie na pół. Chyba że jeszcze nie myślicie kategorią 'my', wtedy każde z was będzie szukać SWOJEJ drogi.
      • ingeborg Re: W zawieszeniu 28.04.15, 13:45
        Dobry kawałek chleba na pół to ledwie pół kromki.
    • varia1 Re: W zawieszeniu 27.04.15, 20:48
      to co on robi, wskazuje na przygotowania do wyjazdu
      i wcale się nie dziwię że obawiasz się tego, że pewnego dnia zobaczysz go spakowanego i z biletem w jedną stronę
      pytanie tylko - czy bardziej kochasz siebie i tę małą stabilizację w Polsce, czy też jego i życie z nim

      • czoklitka Re: W zawieszeniu 27.04.15, 20:53
        Pytanie tylko - czy on kocha bardziej siebie i tę małą stabilizacje holenderską, czy ją i życie z nią. ;)
        • varia1 Re: W zawieszeniu 29.04.15, 16:20
          no tak, ale to ona prosi o radę, więc jej odpowiadam
    • potworski Hehe= 27.04.15, 20:53
      Himillsbach powiedział kiedyś mądre słowa="Tylu fajnych chłopaków zmarnowało się przez dziewczyny" i jest to absolutnie ponadczasowe określenie. Chłopak chciałby się realizować, coś osiągnąć w życiu, spełnić swoje marzenie, być może zapewnić swojej przyszłej rodzinie jakiś lepszy byt, ale nie=bo jego partnerka już mu zaaranżowała świetlaną przyszłość=czyli najlepiej praca w firmie sprzedającej butle gazowe za 2500 na rękę plus premia ze sprzedaży, laptop, Skoda Fabia, chata w bliźniaku, ogródek tak zajebisty, że huśtając się na huśtawce nogi wychodza na ulicę, wspólne oglądanie Familiady, pieczenie serników w niedzielę i rozwiązywanie krzyżówek panoramicznych. Wszystko dlatego, że pani ma robotę jako urzędas, została starszą specjalistką sztabową od stawiania rzeczy na innych rzeczach i po wypiciu galona kawy może opuścić swoją świątynię o 15-tej aby mieć więcej czasu na snucie wizji białej sukni i zapachu osranych pieluch.
      Mam nadzieję, że twój chłopak jednak zrealizuje swoje zamierzenia i nie da się pociągnąć w dół za nogawkę.
      • dziala_nawalony Re: Hehe= 27.04.15, 21:16
        potworski napisał:

        > Himillsbach powiedział kiedyś mądre słowa="Tylu fajnych chłopaków zmarnowało si
        > ę przez dziewczyny" i jest to absolutnie ponadczasowe określenie. Chłopak chcia
        > łby się realizować, coś osiągnąć w życiu, spełnić swoje marzenie,/......../
        > Mam nadzieję, że twój chłopak jednak zrealizuje swoje zamierzenia i nie da się
        > pociągnąć w dół za nogawkę.
        >

        fajnie, tylko co z jej marzeniami ? ..uwazasz,ze w jej domek, dzieciaki i osrane pielichy nie sa warte funta klakow i gostek powinien wyjechac, a w/w fanaberie dziwczecia olac, ot tak po prostu...?
        • kall_inka Re: Hehe= 27.04.15, 21:18
          Jeśli to nie są także jego marzenia to tak. Niespełniony człowiek i tak nie będzie dobrym partnerem (mężem, ojcem).
        • potworski Re: Hehe= 27.04.15, 21:21
          A kto jej broni spełniać? Stawiam piątaka, że w naszym kraju znajdzie się niejeden amator perspektywy domku, dzieci i żony-urzędniczki na wysokim stanowisku.

          dziala_nawalony napisał:

          > fajnie, tylko co z jej marzeniami ? ..uwazasz,ze w jej domek, dzieciaki i o
          > srane pielichy nie sa warte funta klakow i gostek powinien wyjechac, a w/w fana
          > berie dziwczecia olac, ot tak po prostu...?
          • dziala_nawalony Re: Hehe= 27.04.15, 21:30
            potworski napisał:

            > A kto jej broni spełniać? Stawiam piątaka, że w naszym kraju znajdzie się nieje
            > den amator perspektywy domku, dzieci i żony-urzędniczki na wysokim stanowisku.
            >

            ..nikt, pozostaje jedynie taki drobiazg, ze to z nim pani chce zamieszkac w tym domku z pomidorowa co niedziela i familiada w tygodniu..ale w koncu przeciez to duza dziewczynka, to sobie tak mysle, ze poradzi sobie sama, bez nas..
            >
            • potworski Re: Hehe= 27.04.15, 21:39
              Życie ma się jedno=nie ma próby generalnej. Tyle z niego wyniesiesz ile zdążysz nałapać póki się nie odmeldujesz z tego świata. Marzenia są po to żeby je spełniać i druga połówka powinna w tym pomagać a nie robić pod górkę. Jeśli dzieje się druga opcja=widocznie ich priorytety rozjeżdżają się już na etapie fundamentu=oznacza to, że któreś z nich zawsze będzie czuło się niespełnione, a to lipna perspektywa.
              • dziala_nawalony Re: Hehe= 27.04.15, 21:49


                ..jasne!!!, ..a moze uda im sie dogadac w oparciu o stary,poczciwy i wygodny prawie zawsze..kompromis?
              • minszelka Re: Hehe= 27.04.15, 21:50
                potworski napisał:

                > Życie ma się jedno=nie ma próby generalnej. Tyle z niego wyniesiesz ile zdążysz
                > nałapać póki się nie odmeldujesz z tego świata. Marzenia są po to żeby je speł
                > niać i druga połówka powinna w tym pomagać a nie robić pod górkę. Jeśli dzieje
                > się druga opcja=widocznie ich priorytety rozjeżdżają się już na etapie fundamen
                > tu=oznacza to, że któreś z nich zawsze będzie czuło się niespełnione, a to lipn
                > a perspektywa.

                Ale z jej opisu wynika właśnie, że dzieję się tak, jak Ty byś chciał: czyli chłopak zamierza podążać za swoimi marzeniami, realizować i robi w tym celu całkiem dużo (bo obiektywnie rzecz biorąc systematyczna nauka nietypowego języka obcego 2 godziny dziennie + śledzenie ofert pracy i zamieszkania, to jak na moje standardy = bardzo dużo). Także on w zasadzie postępuje wg Twoich wytycznych a to ona ma z tym problem i nie może tego zaakceptować.
          • koszmarna.baba Re: Hehe= 27.04.15, 21:38
            Po co pytać przecież z każdego wpisu Potworskiego wyłazi egoizm w czystej postaci. To jeden z tych "samotnych wilków" co to nie liczą się z nikim i niczym dopóki im starość/choroba d...py nie ściśnie, wtedy zaczną ciągać po sądach te "niepotrzebne bachory" żeby im zapewniły opiekę i godne życie.
            • potworski Re: Hehe= 27.04.15, 21:40
              Z twojego wpisu jasno wynika, że dawno nie jadłaś czegoś ciepłego.

              koszmarna.baba napisała:

              > Po co pytać przecież z każdego wpisu Potworskiego wyłazi egoizm w czystej posta
              > ci. To jeden z tych "samotnych wilków" co to nie liczą się z nikim i niczym dop
              > óki im starość/choroba d...py nie ściśnie, wtedy zaczną ciągać po sądach te "ni
              > epotrzebne bachory" żeby im zapewniły opiekę i godne życie.
              • koszmarna.baba Re: Hehe= 27.04.15, 21:49
                ???

                Po prostu mam wśród znajomych DWA takie przypadki gdzie "tatuś" nawet alimentów nie płacił (bo on nie chciał bachorów) a teraz żąda opieki od DZIECI.
                Moim zdaniem to jest żałosne ale Ty pewnie jak zwykle masz inne zdanie.
                • potworski Re: Hehe= 27.04.15, 21:53
                  Złóż wniosek o założenie osobnego internetu, gdzie forum będzie wyświetlało się w formie historyjki obrazkowej, bo z rozumieniem teksu masz wyraźne problemy. Najwyraźniej jad zalał ci mózg i jedziesz na autopilocie, bo w swoim poście nie zawarłem ani jednej myśli, która choćby potencjalnie prowadziłaby do opisanej przez ciebie sytuacji.

                  koszmarna.baba napisała:

                  > ???
                  >
                  > Po prostu mam wśród znajomych DWA takie przypadki gdzie "tatuś" nawet alimentów
                  > nie płacił (bo on nie chciał bachorów) a teraz żąda opieki od DZIECI.
                  > Moim zdaniem to jest żałosne ale Ty pewnie jak zwykle masz inne zdanie.
                  • koszmarna.baba Re: Hehe= 27.04.15, 22:00
                    potworski napisał:

                    > Złóż wniosek o założenie osobnego internetu, gdzie forum będzie wyświetlało się
                    > w formie historyjki obrazkowej, bo z rozumieniem teksu masz wyraźne problemy.
                    > Najwyraźniej jad zalał ci mózg i jedziesz na autopilocie, bo w swoim poście nie
                    > zawarłem ani jednej myśli, która choćby potencjalnie prowadziłaby do opisanej
                    > przez ciebie sytuacji.

                    Chyba Ciebie cóś ugryzło bo to Ty nie zauważyłeś, że nie odnosiłam się do konkretnego postu tylko Twoich wpisów ogólnie.
                    • potworski Re: Hehe= 27.04.15, 22:09
                      Powiem ci tak=potworski istnieje na forach dyskusyjnych już parę (chyba nawet naście) lat. Już nie takie mózgi forumowe jak ty stępiły sobie ząbki próbując zanalizować jego osobę przez pryzmat postów i wierz mi lub nie=nikomu nie udało się zbliżyć do rzeczywistości w jakimkolwiek znaczącym stopniu. A nawet gdyby komukolwiek się udało (w co wątpię) to prawdy i tak się nie dowie. Nie jesteś zatem wyjątkowa, choć pewnie bardzo byś chciała.
                      • koszmarna.baba Re: Hehe= 27.04.15, 22:13
                        Mylisz się. Nic mnie nie obchodzi jaki jesteś naprawdę, jak dla mnie możesz być nawet nowym wcieleniem Matki Teresy ja odnoszę się tylko do tego co piszesz.
                        • potworski Re: Hehe= 27.04.15, 22:19
                          Tak się zapętliłaś, że zaczęłaś zaprzeczać swoim własnym postom. Wyżej w paru słowach nakreśliłaś krótką charakterystykę potworskiego i poparłaś ją znajomością moich iluśtam postów. To nie świadczy w żaden sposób o tym, że nic cię nie obchodzę. Obchodzę cię w stopniu, który skłonił cię do nakreślenia tej domowej roboty psychoanalizy. O "nieobchodzeniu" mogę coś ja powiedzieć, bo autentycznie nie kojarzę ani jednego twojego posta. Nawet nie jestem pewien czy kiedykolwiek twój nick przewinął mi się prze oczami.
                          • koszmarna.baba Re: Hehe= 28.04.15, 12:28
                            potworski napisał:

                            > Tak się zapętliłaś, że zaczęłaś zaprzeczać swoim własnym postom. Wyżej w paru s
                            > łowach nakreśliłaś krótką charakterystykę potworskiego i poparłaś ją znajomości
                            > ą moich iluśtam postów. To nie świadczy w żaden sposób o tym, że nic cię nie ob
                            > chodzę. Obchodzę cię w stopniu, który skłonił cię do nakreślenia tej domowej ro
                            > boty psychoanalizy. O "nieobchodzeniu" mogę coś ja powiedzieć, bo autentycznie
                            > nie kojarzę ani jednego twojego posta. Nawet nie jestem pewien czy kiedykolwiek
                            > twój nick przewinął mi się prze oczami.
                            >
                          • koszmarna.baba Re: Hehe= 28.04.15, 12:32
                            Aleś się zapienił. Czyżby na kolację zamiast owsianych były płatki mydlane? :P
                            • potworski Re: Hehe= 28.04.15, 13:19
                              Nie=garść żwiru, woda z kałuży i modlitwa do Jahwe.
                              A ma to jakiś związek z tematem?
            • facettt smiech na sali 27.04.15, 21:45
              koszmarna.baba napisała:

              > przecież z każdego wpisu Potworskiego wyłazi egoizm w czystej posta
              > ci. To jeden z tych "samotnych wilków" co to nie liczą się z nikim i niczym dop
              > óki im starość/choroba d...py nie ściśnie, wtedy zaczną ciągać po sądach te "ni
              > epotrzebne bachory" żeby im zapewniły opiekę i godne życie.

              nie mam bachorow i nie mam kogo ciagac po sondach,
              - cos pomoglem potworskiemu ?
              • koszmarna.baba Re: smiech na sali 27.04.15, 21:51
                facettt napisał:


                > nie mam bachorow i nie mam kogo ciagac po sondach,


                Oprócz permanentnie zdradzanej żony.
                • facettt Re: smiech na sali 27.04.15, 22:47
                  koszmarna.baba napisała:
                  > Oprócz permanentnie zdradzanej żony.


                  ael to na moj koszt, a nie na koszt bachorstwa ?
                  • koszmarna.baba Re: smiech na sali 28.04.15, 12:24
                    facettt napisał:
                    >
                    > ael to na moj koszt, a nie na koszt bachorstwa ?

                    Fakt nie na koszt "bachorstwa" ale czy naprawdę tylko Twój? O ile mnie pamięć nie zawodzi to kiedyś pisałeś, że z żoną ożeniłeś się i jesteś głównie z powodu jej pieniędzy. :P
                    • facettt Re: smiech na sali 28.04.15, 18:27
                      mylna aluzja.
                      jestem z powodu zwyklej ludzkiej przyzwoitosci.
                      Gdy sie chcialo kiedys podoopczyc i powiedzialo sie "a"
                      - to trzeba ponosic tego konsekwencje i powiedziec "b".

                      pieniadze (te spodziewane) wprawdzie ulatwiaja taka decyzje
                      - jednak - gdyby ich nie bylo - decyzja bylaby taka sama.
            • dziala_nawalony Re: Hehe= 27.04.15, 21:52
              koszmarna.baba napisała:

              > Po co pytać przecież z każdego wpisu Potworskiego wyłazi egoizm w czystej posta
              > ci. To jeden z tych "samotnych wilków" co to nie liczą się z nikim i niczym dop
              > óki im starość/choroba d...py nie ściśnie, wtedy zaczną ciągać po sądach te "ni
              > epotrzebne bachory" żeby im zapewniły opiekę i godne życie.


              Babko, i tu masz moje veto, kazdy moze byc kim chce,..nic nam do tego, czy prowadzi nocny tryb zycia jako samotny wilk, czy tez grasuje jako samiec alfa calej watachy wilkow..nie nasza to bajka,tak sadze...se-la-vi..Thx
              • koszmarna.baba Re: Hehe= 27.04.15, 21:55
                dziala_nawalony napisał:



                > Babko, i tu masz moje veto, kazdy moze byc kim chce,..nic nam do tego, czy pr
                > owadzi nocny tryb zycia jako samotny wilk, czy tez grasuje jako samiec alfa cal
                > ej watachy wilkow..nie nasza to bajka,tak sadze...se-la-vi..Thx

                Owszem pod warunkiem, że jak już stracą siły to udadzą się do swojej samotni dokonać żywota. W samotności!
                • kall_inka Re: Hehe= 27.04.15, 22:01
                  A dlaczego w samotności? Przyjaciół, rodzinę ma się całe życie. partnera mozna znależć i będąc 80latkiem. Strasznie mnie wkurzają takie "życzenia" ze strony dzietnych wobec bezdzietnych, rozwiedzionych czy samotnych w wyboru. Tak jakby bycie małżonkiem i rodzicem było "ceną" ktorą nalezy zapłacić za opiekę na starośc. Nie wyobrazasz sobie, ze mozna miec lekkie, latwe i przyjemne zycie bez poswiecen i mimo to nie byc na starosc samotnym?
                  • koszmarna.baba Re: Hehe= 27.04.15, 22:10
                    Owszem wyobrażam sobie ale na litość boską czytaj ze zrozumieniem.
                    Dałam przykład gdzie panowie wyparli się dzieci gdy były małe i potrzebowały opieki a za xxx lat jak już nie mogli "używać życia" to zażądali pieniędzy i opieki od tych, których wcześniej porzucili. Naprawdę uważasz, że to jest w porządku???
                • dziala_nawalony Re: Hehe= 27.04.15, 22:09
                  koszmarna.baba napisała:

                  > dziala_nawalony napisał:
                  >
                  >
                  >
                  > > Babko, i tu masz moje veto, kazdy moze byc kim chce,..nic nam do tego,
                  > czy pr
                  > > owadzi nocny tryb zycia jako samotny wilk, czy tez grasuje jako samiec al
                  > fa cal
                  > > ej watachy wilkow..nie nasza to bajka,tak sadze...se-la-vi..Thx
                  >
                  > Owszem pod warunkiem, że jak już stracą siły to udadzą się do swojej samotni do
                  > konać żywota. W samotności!

                  ..a z niby jakiej racji mialby sie tu przed kimkolwiek deklarowac, i na co?? ..powiem Ci,ze o ile w paru kwestich roznimy sie z potworskim i to bardzo,to jednak,i moze to wydawac sie dziwne, ale mam przekonanie, graniczace wrecz z pewnoscia,ze jestesmy z tego wrednego..hi..hi i nielubianego gatunku tych, co to do konca radza sobie w zyciu sami,i nie wyciagaja lapy do nikogo ..amen..
                  • koszmarna.baba Re: Hehe= 27.04.15, 22:17
                    dziala_nawalony napisał:

                    mam przekonanie, graniczace wrecz z pew
                    > noscia,ze jestesmy z tego wrednego..hi..hi i nielubianego gatunku tych, co to d
                    > o konca radza sobie w zyciu sami,i nie wyciagaja lapy do nikogo ..amen..

                    I bardzo dobrze :* ale niestety nie wszyscy są racy honorowi.
                    • dziala_nawalony Re: Hehe= 27.04.15, 22:26
                      koszmarna.baba napisała:
                      >
                      > I bardzo dobrze :* ale niestety nie wszyscy są racy honorowi.

                      ..ale , co tam, Babko wiecej dystansu do wszystkiego! ..moze to i dobrze, ze nie wszyscy, bo honor to qrewsko kosztowne hobby,bo bywa tak, ze placisz zawyzane zyciowe rachunki..hi..hi..8)
                      • anula36 Re: Hehe= 27.04.15, 22:42
                        najbardziej w zyciu zalujemy tego czego NIE zrobilismy, niech jedzie i zobaczy, a ty bedziesz
                        miec jasna sytuacje,a nie takie zycie na wulkanie.
                        • dziala_nawalony Re: Hehe= 27.04.15, 23:04
                          anula36 napisała:

                          > najbardziej w zyciu zalujemy tego czego NIE zrobilismy,

                          Anula, wsrod tych >niezrobionych< to chyba najbardziej zal ..wszystkich niespelnionych milosci,prawda? ..a poza chyba wszystko jest spox..masz 36-ty numer nizszych nie bylo?
                          • anula36 Re: Hehe= 27.04.15, 23:33
                            wyzszych nie bylo dlatego musialam sie zadowoli 3x2:P
            • six_a Re: Hehe= 27.04.15, 23:43
              >To jeden z tych "samotnych wilków"
              nieno, błagam, samotny wilk na pewno nie wie, co to familiada.
              nawet ja nie wiem.
          • ursyda Re: Hehe= 28.04.15, 16:12
            Wszystko super i generalnie się zgadzam ale pan pytany nie może udawać Greka tylko powiedzieć dziewczynie co i jak a nie ściemniać, że chce poznać kraj w którym mieszkają jego przyjaciele.
            A nie jak miękka faja.
      • pani_lovett Re: Hehe= Ponadczasowe ... 28.04.15, 14:53
        potworski napisał:

        > Himillsbach powiedział kiedyś mądre słowa="Tylu fajnych chłopaków zmarnowało si
        > ę przez dziewczyny" i jest to absolutnie ponadczasowe określenie.

        Ponadczasowe, zgadzam się. Ale brzmi raczej to jak wymówka dla nieudaczników życiowych, co to obwiniają o klęski życiowe wszystkich dokoła tylko nie siebie.

        Przypomina mi się sztuka Levina "Udręka życia" pokazywana w TT, z Seniuk, Gajosem i Pressem . Bohater grany przez Gajosa, Jona Popoch po 30 latach wspólnego życia chce odejść od żony. Popoch , klasyczny przeciętniak (z żoną, dwójką już dorosłych dzieci, przeciętną pracą), niczym się nie wyróżniający wypomina tej bidnej żonie, jak to ona mu zmarnowała życie! Ile on to by osiągnął w życiu, kim to by nie został, gdyby się nie ożenił z nią, gdyby żył sam. ;)
        • sid-15 Re: Hehe= Ponadczasowe ... 28.04.15, 21:14
          A to też trafne, no ale zawsze baba winna. :P
      • sid-15 Re: Hehe= 28.04.15, 20:53
        > Wszystko dlatego, że pani ma robotę jako urzędas, została starszą specjalistką sztabową
        > odstawiania rzeczy na innych rzeczach i po wypiciu galona kawy może opuścić swoją świątynię
        > o 15-tej aby mieć więcej czasu na snucie wizji białej sukni i zapachu osranych pieluch.

        Ubawiłam się i drugi raz ostatnio zgadzam się z Potworskim. Ale pewnie też dlatego, że kiedyś miałam nieszczęście pracować w urzędzie.
      • banksia Re: Hehe= 01.05.15, 09:35
        :D

        Potworski, nick masz, qrde, adekwatny!
    • ajnina_1972 Re: W zawieszeniu 27.04.15, 23:18
      i jeszcze jedno - jak to z ta praca było?każda jest zła? bo jak tak, to może lepiej niech jedzie i będziesz mieć z głowy utrzymanka?
    • six_a Re: W zawieszeniu 27.04.15, 23:41
      >którzy nam pomogą coś znaleźć na miejscu i się jakoś ogarnąć, więc nie jedziemy w ciemno.

      "pomogą coś znaleźć" to nie jest w ciemno?
      omamuniu.
    • ingeborg Re: W zawieszeniu 28.04.15, 14:01
      nissina, zadaj sobie dwa zajebiście ważne pytania:
      1. Jakie rynkowo cenne umiejętności zdobywasz i rozwijasz w aktualnej pracy?
      2. Dlaczego tak ogromna rzesza ludzi jedzie na Zachód, pracuje poniżej możliwości i jednak nie wraca?

      Co do pierwszego pytania, to jest ono bez tezy. Mam doświadczenie z pracą w administracji publicznej i wiem, że wbrew obiegowej opinii, są tam (a przynajmniej tam, gdzie pracowałam) ludzie wykształceni, lubiący swoją pracę, pracujący ciężej niż by się wydawało. Pytanie tylko, czy ta praca jest na tyle rozwojowa, że jeśli noga się powinie i będą cięcia, to czy będziesz w stanie sprzedać swoje skille komu innemu. Chodzi mi o to, że praca może być fajna i oferująca awans ale tylko tu i teraz, a tu i teraz to dość ulotny konstrukt.

      Co do drugiego pytania, to jest z tezą i wiesz z jaką.

      Wsparcie czterech bliskich osób, które się już tam zadomowiły to potężny plus.
      Jeśli jedynym problemem z Twojej strony, jest to, że masz pracę, która jest okej, to ja bym jechała. Kto nie ryzykuje, nie pije szampana. A jeśli planujesz dzieci i domek z ogródkiem, to sama wiesz, gdzie te dzieci będą miały większe szanse. Jedyne czego bym się obawiała to wykorzenienie się, no ale coś za coś.
      • mendigo Re: W zawieszeniu 28.04.15, 14:11
        Ja bym jednak widziała problem w wyjeździe z facetem, który po prostu kręci i kłamie.
        OK, jeśli autorka podejmie świadomą decyzję i zrobi to dla siebie (co wątpliwe, bo przecież wyraźnie mówi, że nie chce jechać). Jeśli jednak robić coś takiego pod presją, to niech to będzie presja wywierana przez gościa, który jest uczciwym człowiekiem, a nie krętaczem.
        • ingeborg Re: W zawieszeniu 28.04.15, 14:15
          Ale czemu według Ciebie kręci? Ja też wędruję sobie palcem po mapie i wyszukuję na Gumtree projektów domów na które długo mnie nie będzie stać, jak mi gorzej w życiu. Ot, taka strategia radzenia sobie z beznadzieją egzystencji. Koleś jest nieszczęśliwy, bo połowę życia spędza w miejscu, którego nie lubi i które go męczy. Pewnie ma nadzieję, że w końcu przekona panią, a wtedy będzie już miał solidne podstawy, język i know-how, żeby sensownie w tej Holandii wylądować. Nie musi to od razu oznaczać, że jej kłamie.
          • mendigo Re: W zawieszeniu 28.04.15, 14:37
            Nie musi, to prawda. Znam ludzi, którzy wyprawiają coś takiego, o czym piszesz ty i co robi ten koleś. Jednak ci ludzie nie proszą znajomych, by im natychmiast przekazywali informacje o dopasowanych do siebie ofertach pracy w miejscu, na punkcie którego mają hopla.
            Kwestia zaufania do gościa to już bardzo indywidualna sprawa, ale znowu - autorka wg jej własnych słów go nie ma. W tym przecież problem.
            • ingeborg Re: W zawieszeniu 28.04.15, 14:52
              Przez siedem lat nie mieli problemów z zaufaniem, skoro skłaniają się do ślubu. Ja przed wyjazdem za granicę też szukałam ofert pracy dopasowanych do moich kwalifikacji, żeby zbadać rynek.
              • mendigo Re: W zawieszeniu 28.04.15, 15:22
                "Przez siedem lat nie mieli problemów z zaufaniem, skoro skłaniają się do ślubu".

                Widzę, że zapalona z ciebie optymistka, he, he.
              • mendigo Re: W zawieszeniu 28.04.15, 15:23
                "Ja przed wyjazdem za granicę też szukałam ofert pracy dopasowanych do moich kwalifikacji, żeby zbadać rynek."

                Ale przecież pan podobno nigdzie nie jedzie?
                • ingeborg Re: W zawieszeniu 28.04.15, 15:35
                  Nigdzie nie jedzie bez niej. Jeśli ona się zgodzi pojechać to on będzie miał obadany rynek i język w małym paluszku.
              • mendigo Re: W zawieszeniu 28.04.15, 15:24
                Żartowałam. Nie chcę o tym gadać. Wszystko mi jedno. Wycofuję wszystko i na wszystko się zgadzam.
                • ursyda Re: W zawieszeniu 28.04.15, 16:18
                  I wyjeżdżam :)
                  • mendigo Re: W zawieszeniu 28.04.15, 17:56
                    Dyplomatycznie to ujęłaś. Ja nie chciałam przeklinać, więc tę część pominęłam. Ale tak też można to określić, jasne. Człowiek się uczy całe życie.
    • kura_wuja Re: W zawieszeniu 28.04.15, 20:14
      > Mam tu stabilną, niezłą pracę w administracji publicznej.
      https://i1.memy.pl/obrazki/1f2d317326_rotfl.jpg
    • sid-15 Re: W zawieszeniu 28.04.15, 20:59
      Już napisałam, że miałam kiedyś nieszczęście pracować w urzędzie, więc napiszę Ci tak. Wiem, że to specyficzne miejsce pracy i pracując w takowym można wyzbyć się cech typu spontaniczność, zgnuśnieć i nie wyobrażać sobie czym jest jakakolwiek zmiana i jak mogłoby być w normalnej pracy. Serio, w takich miejscach Bareja wiecznie żywy, chociaż coś tam powoli się zmienia (np. już nie mówi się do petenta "czego", a w ogóle petent to teraz klient:). Chyba kiedyś książkę o tym napisze, tylko nie wiem, kto by to czytał. Może chociaż blog. Zastanowię się. Tak czy owak, autorko wątku, przemyśl jeszcze raz temat i podstawy swojego "nie". Z drugiej strony może jesteś osobą, która właśnie dobrze się czuje w takiej pracy i w tego typu środowisku i jesteś tego świadoma. Natomiast to, że twój facet jedno mówi, drugie robi i najwyraźniej ściemnia, średnio wróży, więc też nie wiem, czy bym się rzucała na głęboką wodę.
    • benedyktylska Re: W zawieszeniu 28.04.15, 22:31
      Jesteś niestety w trudnej sytuacji, ale nie bez wyjścia. Co byś nie zrobiła, będzie źle, za wyjątkiem jednego rozwiązania (na końcu wiadomości). Twój partner wybrał bardzo sprytny sposób. Oficjalnie się "rozwija", ale w rzeczywistości najprawdopodobniej myśli dalekosiężnie i ma konkretny plan. Nawet jeśli nie świadomie, to gdy już będzie na jego zdaniem wystarczającym poziomie językowym oraz pojawi się ciekawa oferta pracy dla niego, wtedy wyjedzie. Na 95%. Bo oczywiście pozostaje te 5%, że jest całkowicie szczery i bez Ciebie nie wyjedzie. Porównałabym jego zachowanie do szukania nowej pracy, gdy ciągle pozostajesz w starej i nie rzucasz jej tylko dlatego, że wygodniej szuka się zatrudnienia już gdzieś pracując. Albo do szukania nowej dziewczyny (chłopaka). Zostajesz w związku, ale szukasz lepszej alternatywy. Tak jest właśnie w tym wypadku.

      Jak już napisałam, praktycznie nie masz dobrego ruchu. Gdy tylko on poczuje się wystarczająco kompetentny i nadarzy się dobra okazja, wyjedzie. Proponuję Ci zacznij się godzić z myślą, że Cię zostawi i jeśli nie chcesz wyjeżdżać, powoli sama rozglądaj się za alternatywą. Zainwestuj w siebie, sama zacznij się rozwijać (może też jakiś kurs językowy, sport, inne umiejętności) i poszerzać grono znajomych, żeby łatwiej było znaleźć następce Twojego chłopaka. W ten sposób Wasze szanse będą wyrównane.
    • wisienka752 Re: W zawieszeniu 29.04.15, 13:16
      czekaj cierpliwi na rozwój wydażeń jeśli pojedzie bez Ciebie to zanczy ze mu na Tobie nie zależy i bycie z takim człowiekiem dalej nie ma sensu, nie ulegaj presji i wbrew sobie nie wyjeżdzaj bo na tm facecie oparcia nie bedziesz miała nigdy !
      • magnusg Re: W zawieszeniu 29.04.15, 15:42
        w 100% popieram.Autorka nic nie musi robic,bo postawila sprawe jasno-teraz ruch nalezy do jej partnera.Niech on kombinuje jak ze swojego labiryntu wypowiedzi i zamiarow wybrnac.
    • back.office Re: W zawieszeniu 29.04.15, 15:52
      A co to za martwienie sie na zapas. Samospełniajaca się przepowiednia.
    • im.everyone.i.feel.used polskie kobiety jeszcze nie dojrzaly do wyjazdow.. 05.05.15, 00:34
      halo, przykro mi ale masz pecha. zyjemy w Polsce - kraju ograbionego z przemyslu i z nedznymi stawkami dla fizoli / technikow / inzynierow (czyli typowo meskich zawodow). nikt tego nie planowal ja tez nie przypuszczalem, ze urodze sie w takim kraju, no ale - stalo sie.

      jak ja sie ciesze, ze jestem po drugiej stronie i jestem wlasnie niedoszlym facetem kogos tam, zostawionego w PL. pracujac jeszcze w PL poznalem multum kobiet, ktore w zyciu nie zdecydowalyby sie na emigracje, a zarabialy duzo gorzej, niz ty. wszelkie tlumaczenia konczyly sie fochem i/lub agresja.

      nie czekajac dlugo (a raczej czekajac na b. dobra oferte i odrzucajac z zagranicy ochlapy) spakowalem sie i zostawilem wszystko: znajomych, rodzine, prace. znajomi maja to do siebie, ze sie zmieniaja i kazdy pilnuje tylko swojeg tylka, wiec nawet nie mam czego zalowac.

      naprawde nie ma logicznego wytlumaczenia na glupote u kobiet, ktore nie rozumieja, ze w PL jest bardzo malo ciekawej, tworczej pracy dla mezczyzny i ze nie kazdy chce pracowac w korpo i przekladac papierki za 2-4k PLN netto. jestem w miejscu, gdzie jest przemysl, duzo technicznej (na myslenie) ciekawej pracy noi zarobi sa srednio 4-7 razy wyzsze, niz w Polsce. Z kobietami nie nalezy dyskutowac za mlodu, tylko po prostu je zostawic. Bo za dlugo beda sie zastanawialy i zawsze znajda jakies 'ale'.

      Moja przyszla kobieta powinna mi byc wdzieczna, ze pozwolilem jej robic spokojnie kariere i ze nikogo nie skrzywdzilem, bo byl to dla mnie okres nauki, usamodzielniania sie, zdobywania unikalnego w skali swiatowej doswiadczenia, etc. rzeczywiscie gdybym nie wyjechal a zostal z kims w PL dzis bylbym mega sfrustrowanym gosciem.

      Aha i powidz, czemu Holandia ? Gorszych rasistow i falszywcow w UE nie uswiadczysz. Bylo wybrac Szkocje, UK, FR, BE poludniowa, etc. Niderlandzki to strata czasu i frajestwo, bo gdzie indziej to tylko RPA / poludniows Belgia sie przyda. Czas wolny przeznaczyc lepiej na francuski / angielski.
    • saraisa Re: W zawieszeniu 07.05.15, 14:03
      Szczerze mówiąc zastanawia mnie, dlaczego jesteś tak bardzo na "nie" co do wyjazdu. Skoro jesteś z facetem, powinno Ci zależeć na tym, żeby jemu też było dobrze w życiu - na tym polega związek, że czasem trzeba postawić jego dobro wyżej niż swoje - oczywiście to wymaga poświęcenia i jest ryzykowne. A ty najwyraźniej boisz się ryzyka, więc chyba nie kochasz go tak bardzo, jak myślisz =/ A jego postępowanie? Jest po prostu odpowiedzią na Twoje - skoro Ty nie interesujesz się jego przyszłością, on sam musi to zrobić i nie myśli o tym, jakie to ma skutki dla Ciebie. I masz absolutnie słuszne podejrzenia, że sam wyjedzie do Holandii, ale sorry, trochę sobie na to sama zasłużyłaś.
      Rada? Praca w administracji publicznej to naprawdę nie jest szczyt możliwości. Podejrzewam, że w Holandii po powiedzmy 3 latach będziesz na wyższym poziomie niż w Polsce kiedykolwiek ;P Rozumiem, że obawiasz się porzucić ciepłą posadę, ale szkoda, że nie rozmawiasz o tym z facetem i, że on nie pomaga Ci pokonać tego lęku. Wasz związek pod tym względem bardzo kuleje i widać, że każdy już sam sobie rzepkę skrobie, a nie na tym polega związek, że każdy myśli tylko o sobie.
      Więc widzę 2 zakończenia tej sytuacji: Albo ryzykujesz i wyjeżdżasz, rozmawiasz z facetem, żeby pomógł Ci pokonać lęk, albo niestety koniec związku - on wyjedzie i prędzej czy później to się skończy.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka