tb13
30.05.15, 17:30
Mężczyzna zaręczony... Spotyka kobietę, w której się zakochuje. Po około roku kiedy ona chce zostawić wszystko dla niego decyduje się wziąć jednak ślub. Rozstanie nie było łatwe dla obojga, cierpiał też on. Po 3 latach spotyka kobietę i sytuacja się powtarza - zakochują się w sobie, uczucie jest bardzo silne ale po 2 latach ona chce decyzji - płacz, ból ale zostaje z żoną, z którą związek nazywa relacją... nie miłością... Stabilizacja finansowa, żona dobrze zarabia... Związek kończy się dużym cierpieniem i jego postanowieniem, że nigdy więcej się nie zakocha.
Rok temu spotyka mnie. Łączy nas wszystko - sposób patrzenia na świat, poglądy religijne (on ateista, żona praktykująca katoliczka), ta sama wrażliwość na detale, zapachy, drobiazgi. Jest chemia niewątpliwie. Nie trzeba sexu żeby było fantastycznie, czas możemy spędzać na czymkolwiek i dążymy do tego. Zawsze powtarzam mu, że to co między nami było i będzie tajne, nigdy nie wspominałam o jakiejkolwiek możliwości bycia oficjalnie razem. Pilnuję tej tajności bardziej niż on. Wszelkie sygnały jakie mi wysyła mówią wkrótce o tym, że to uczucie. Z mojej strony również, o czym mówię mu po roku. Jego dzika radość z tego faktu... i nic. Po kilku kolejnych miesiącach rozterek decyduję się na rozmowę i dowiaduję się, że "nie może mi powiedzieć, że mnie kocha bo ... tak nie jest..." Że czuje coś do mnie, bardzo mu zależy, boli go kiedy wracam do swojego męża (też mam rodzinę...) i jestem tak bardzo idealna dla niego, że gdyby sobie pozwolił na popłynięcie w to w całości byłoby tak samo jak zawsze, czyli rozstanie, ból, łzy i rozpacz a on tego nie chce. Po ostatnim rozstaniu przyrzekł sobie, że nigdy więcej się nie zakocha a to co czuje to nie zwykła przyjaźń ale też nie miłość. Określa, że to coś jak między godziną 18 a 19. Przy czym jego uczucia są za 5 minut 19 -przed wielką miłością...
Na mój argument, że nigdy nie sugerowałam, że chciałabym dla niego zostawić to co mam mówi, że on nie boi się o mnie ale o siebie, że gdyby sobie pozwolił, to on mógłby chcieć odejść od żony bo nie wytrzymałby tego, że jestem z innym mężczyzną, że ma mnie raz w tygodniu a chciałby wtedy cały czas...
Nie proszę o ocenę związku na boku, tego czy to dobrze czy źle... Proszę o opinię- czy wg Was można po prostu postanowić nie kochać...? I nawet spotykając osobę idealną, do której coś się czuje zablokować się na uczucie do końca...? Jak to możliwe być za pięć przed wielkim uczuciem i powstrzymać je...?