youcouldbehappy
10.08.15, 16:26
Hej, postanowiłam zasięgnąć pomocy ze strony osób obcych, ponieważ bliscy już chyba nie są w stanie mi tego wyperswadować z głowy. Sama niezbyt rozumiem już swoje położenie w tej sytuacji, za dużo się dzieje, parę dni spokoju i od nowa masakra.
Z moim chłopakiem jestem od dwóch lat, na początku było, jak to na początku ''jak w niebie'', później pojawiły się pierwsze problemy,które wynikły z zazdrości, o zwykłego kumpla sprzed lat np. Nigdy nie widziałam nic w tym złego, ponieważ niejednokrotnie namawiałam chłopaka to poznania moich znajomych, ale nie chciał. Z czasem zwykłe 'cześć' robiło problem. Zaczęłam się izolować, koleżanki zaczęły mi mówić,że to złe, że jest nie dla mnie, ale się nie słuchałam,uważałam,że to bzdury, bo przecież ON MNIE KOCHA. No właśnie, i nie wiem czy mogę teraz tak powiedzieć. Nie mam praktycznie nikogo, są tylko jego znajomi, pasje, wyjazdy (fakt faktem czasami też zrobimy coś na co ja mam ochotę) ale zazwyczaj każdy wyjazd kończy się kłótnią. Moje koleżanki są puste, ja za bardzo patrzę na moją mamę, a przecież nie powinnam słuchać tego co ma do powiedzenia, bo on wie lepiej. Od 4 mies w ogóle nie chce do mnie przychodzić, wykręca się tym,że dawno nie był, ze kłótnie między nami zrobiły swoje itp. Twierdzi,że nie będzie żył z moją mamą, tylko ze mną jak się wyprowadzimy, mi nie chodzi o to,że ma siedzieć z moimi rodzicami codziennie, ale o takie okazje jak urodziny,święta itp. Na prawie każdej imprezie mnie zostawia, upija się i idzie, później jeszcze mi wmawia,że to moja wina, bo mogłam za nim iść. Na weselu ostatnio przesiedziałam pół nocy sama, bo zniknął, zatańczył ze mną może z 2 razy i uważa to za wyczyn. Zawsze kiedy gdzieś wychodzę robi mi awantury, jak nie będę do 22, to mogę już się nie odzywać. Za to on jeździ beze mnie, jak ja nie mogę, nawet mi o tym nie mówiąc, nie odzywa się, tylko wraca i oczekuje,że przylecę, nawet nie mogę powiedzieć co mi leży na sercu, bo lekceważy, wyśmiewa, i zaraz przywołuje jakieś moje wady. Czasami już nie wiem, czy to moja wina, czy jego. Nie jestem idealna, chciałabym zwykłych rozmów, czuć się bezpieczna. Nie mamy żądnych portali itp, ja usunęłam i po czasie on też, teraz ciągle się wypytuje,czy na pewno nic nie mam, bo byłby to koniec. Potrafi się pokłócić i przy znajomych mi ubliżyć. Moja mama jest bardzo chora, nie pracuje w Polsce, i nawet takiego argumentu potrafi użyć jak np kłócimy się o to,że ja chcę iść na studia, a nie jechać za granicę i pracować w fabryce. Oczywiście rozważałam opcję nauki tam, oraz pracy, ale boję się z nim jechać sama, czasami potrafił mi o 3 w nocy zrobić awanturę o to,że się nie kochaliśmy, a przecież mieliśmy, bo się źle czułam. Wychodziłam w nocy, i jeszcze dzwonił i mnie opierniczał. Stoję na rozstaju dróg, nie wiem co mam robić, nieraz próbowałam,było bardzo cieżko, czułam się nieswojo, byłam zazdrosna jak go gdzieś z kimś widziałam, może nie tyle zazdrosna co było mi przykro. Po czasie mniej, ale wtedy on wznawiał kontakt , choćby widział mnie gdzieś, groził moim znajomym , płakał przy mnie i prosił o powrót. Ciężko mi cholernie, ale boję się takiej przyszłości,że nie nie da mi spokojnego życia, a jakbyśmy kiedyś mieli mieć dziecko to nie będzie mi w niczym pomagał, bo nawet teraz ja muszę mu sprzątać, o syf w w aucie, który robi ze swoimi kolegami też mnie obwinia, bo przecież ja jeżdżę tym autem to powinnam posprzątać. Kompletnie jestem załamana, i mówię mu o tym,że już wysiadam nerwowo, mam depresję, a on tylko się awanturuje i ma pretensje o wszystko. Doradźcie coś. :(