doka72
28.08.15, 18:53
Mój maż stracił dobrze płatną pracę w biurze i od trzech lat pracuje fizycznie. Nie mógł sie długo uporać z tą sytuacją ale w tej chwili zarabia całkiem dobrze, z tym ze pracuje nieprawdopodobnie ciężko. Praktycznie nie ma go od świtu do nocy, bo bardzo chce zapewnić nam w miarę dobrą sytuację finansową. Przez to wszystko bardzo łatwo jest go wyprowadzic z równowagi, tym bardziej że jest typem choleryka i jest wybuchowy. Nie przebiera w słowach a co najgorsze ciągnie i drąży temat w nieskończoność, przez co wszyscy w domu są wykończeni. Ostatnio poprosił o coś naszego 15 letniego syna, syn odłozył to w czasie i nie zrobił tego jak należy. Mąż sie zdenerwował i zaczął go wyzywać od najgorszych, powiedzial ze go nie lubi , że nie chce go znać i dla niego on nie istnieje. Taka sytuacja powtórzyła się już kilka razy. Syn jest rzeczywiście trochę leniwy , uczy się na trójkach i czwórkach, często wychodzi z kolegami ale nie pali, nie pije i nie jest w złym towarzystwie. Jest introwertykiem i często siedzi u siebie w pokoju albo gra w gry. Jak o coś go poproszę to to zrobi ale nigdy sam z siebie. Mąż ma do niego wiecznie pretensje ze syn nic nie robi a on zaharowuje się na śmierć. Najgorsze jest to że mąż wrzeszczy i mowi tak strasznie przykre rzeczy do syna że go nie chce znac. Syn wpada w histerię i mimo swoich 15 lat zaczyna płakać. Mąż ciągle uważa że syn ma wszystko w nosie (ladnie powiedziane) i ze jest nic nie wart. Zupełnie nie wiem co mam robić. Nie wiem jak mam postepować. Mam już od tego wszystkiego nerwice i biore leki. Z mężem zupełnie nie da sie rozmawiać. Ucina rozmowę i uważa że to moja wina ze syn nie ma samych piątek i nie uczy się non stop a do tego nie jest obowiązkowy. Sam jednak nigdy nie angażowal się w wychowywanie dzieci i jego sprawy zawsze były najważniejsze, praca a potem sport. Wszyscy musieli byc na jego zawołanie bo inaczej zamęczał nas swoim krzykiem. Potrafiło to trwac pól nocy. Strasznie mi żal syna. On nie ma w ogóle kontaktu z ojcem, bo wszelkie próby konczą się awanturą. Dochodzi do tego że ne wychodzę z domu w sytuacjach gdy mąż miałby zostać z synem sam na sam, bo wiem że od razu będzie kłótnia,bo mąż zaraz coś wynajdzie że syn coś robi nie tak. Bardzo często myslę ze chcialabym się poprostu odejść z dziećmi ale nie mam dokąd, bo mieszkanie jest moje, więc dokąd? A dodatkowo nie wiem czy dam radę finansowo sama.