ydorius
11.04.02, 09:51
Zauważyłem dziwną rzecz.
Ludzie sobie piszą listy, niektórym wychodzi lepiej, innym gorzej, jedne
tematy są rzeczowe, inne zupełnie nie. Jedno się tylko przewija przez nie
wszystkie, jest to istny wątek niezniszczalny: prowokacja.
Kiedy nie wiadomo co napisać, nie chce się napisać, że ktoś jest
a) kretynem
b) schizofrenikiem
c) pod wpływem środków odurzających
pisze mu się, że prowokuje.
Zawsze mi się wydawało, że aby prowokować, trzeba mieć do czego, tymczasem
wydaje się to wartością autoteliczną. Zdarzają się prowokacje dla prowokacji i
odpowiedzi na prowokacje dla samych odpowiedzi.
O co w tym chodzi? Czy nie można pisać wprost, co się myśli, zaprzestać rozmów
z ludźmi, którzy nie odpowiadają nam intelektualnie, czy wyprecyzować siebie
bez uciekania się do taniego chwytu "prowokowania"?
Oczywiście, forum jest publiczne. Nie zaprzeczam. Nikt mi również nie każe nic
czytać - nie zaprzeczam ponownie.
Ale - drodzy prowokatorzy i pseudo-prowokatorzy - po co?
p,
.y.