itsmeala
28.10.15, 22:38
Znałam Mateusza już kilka lat, poznaliśmy się przez wspólnych znajomych. Mateusz był w związku z moją znajomą i równocześnie kuzynem mojej dobrej koleżanki. Po zerwaniu z dziewczyną (w sumie już potem narzeczoną) zaczęliśmy się widywać i kolegować coraz częściej, praktycznie każde wyjście jakie było organizowane ze znajomymi zawsze się pojawiał. Dogadywaliśmy się znakomicie, żartowaliśmy. Było naprawdę fajnie. Między czasie coś zaczęło między nami iskrzyć, pojawiła się "chemia". Początkowo były to po prostu całodzienne rozmowy tekstowe, flirt i takie tam. Przyjeżdżał do mnie a to na fajkę wieczorem, potem wpraszał się na filmy, coś się we mnie ruszyło, zaczęło mi na nim zależeć, na prawdę pomyślałam, że coś niebawem z tego wyniknie. Rodzina też już się dopytywała kim on dla mnie jest czy to coś więcej niż zwykła znajomość. Byliśmy raz ze znajomymi na wakacjach i on postanowił już przed wyjazdem, że będzie ze mną spał w łóżku, uparł się i ogłosił naszym znajomym, że śpimy razem. Żartowaliśmy z tego i w ogóle. Podczas wyjazdu prawie nie rozmawialiśmy ze sobą, czułam jak unikamy kontaktu ze sobą, ale oboje świetnie się bawiliśmy. Rzeczywiście spaliśmy razem. Całowaliśmy się i poszliśmy spać. Rano już widziałam, że mnie unika, nie rozmawiał ze mną prawie w ogóle. Wracając do domu usiadłam dla od miany z tyłu, żeby nie mieć z nim kontaktu, zdziwił się i zapytał tylko czy jestem obrażona na niego, widocznie nie dało się ukryć. Po powrocie wszystko wróciło do normy, znowu zaczął przyjeżdżać i normalnie ze mną rozmawiać. Cały czas dusiłam w sobie uczucia i bałam się w prost z nim porozmawiać o tym czy coś z tego będzie. No i moja "super" przyjaciółka nie mogła znieść naszego dziecinnego zachowania i postanowiła mnie wyręczyć. Podpuściła go do rozmowy o nas. On jej powiedział, że nie chce nikogo teraz w swoim życiu, że niczego mi nie obiecywał i takie tam, ona oczywiście mu wygarnęła, że jego zachowanie wskazywało coś innego. Bała się mi o tym powiedzieć, ale w końcu to zrobiła, czytając ich rozmowę serce mi pękło, dosłownie. Równocześnie byłam taka zła jak nigdy. Wygarnęłam mu wszystko! Powiedziałam, że nie potrzebnie mnie zwodził, mogliśmy się tylko kolegować jak kiedyś. On zaczął mnie przepraszać i się tłumaczyć, że nie wiedział, że aż tak się wkręciłam w to. Porażka, w jednej chwili go znienawidziłam. Byłam na niego tak zła, że nawet wypłakać się nie potrafiłam. Napisałam mu, że nie będę mogła się z nim dalej kolegować, on nie mógł tego zrozumieć. Po kilku dniach napisał czy moglibyśmy się kolegować dalej, że nie chce tego tak po prostu zerwać, zgodziłam się. Poprosił o spotkanie ze mną abyśmy mogli spokojnie porozmawiać. Spotkaliśmy się i powiedział najgorszą rzecz jaką mógł: "Zależy mi na Tobie, podobasz mi się, ale nie chce nikogo na razie w moim życiu, przepraszam, że cię tak zwodziłem. Ta rozmowa przebiegła za wcześnie, kto wie co by było za 2-3 miesiące, może bym potrafił wejść w to cały bez zawahania, chcę odpocząć po poprzednim związku." Ja głupia oczywiście zgodziłam się z nim kolegować chociaż za każdym razem gdy się spotykaliśmy dusiłam się od środka. I nagle z dnia na dzień po prostu zniknął z mojego życia, przestał się odzywać do mnie i moich znajomych, jedyną osobą z którą ma kontakt jest jego kuzynka moja koleżanka. Za równo ja jak i moi znajomi nie wiedzą o co mu chodzi, a ja nadal o nim myślę.