Dodaj do ulubionych

rozwod: manipulacja dziecmi - nie ma rozwiazania?

IP: *.11.vie.surfer.at 17.04.02, 11:38
Moja przyjaciolka sie rozwodzi od roku. Ma dwoje dzieci 8 i 13. Jej maz
utrudnia przedluzajac sprawe i wszyscy wiedza ze chce ja "wykonczyc" jak sie
wyrazil (urazona ambicja, ze ona pozew zlozyla)
Sprawa jest o orzeczenie o wine (jego wina jest ewidentna, mial przez rok
kobiete i wynajmowal mieszkanie, nic go nigdy nie obchodzilo). Gdy przyjaciolka
zlozyla pozew on stal sie nagle kochajacym tatusiem do tego stopnia, ze odsuwa
ja od dzieci, nastawia je przeciwko niej. A wobec niej stosuje terror
psychiczny. Wiem ze to brzmi dziwnie, ale w jednym poscie trudno opisac cala
sytuacje. Podobno na cos takiego nie ma rozwiazan prawnych.
Czy ma ktos jakis pomysl jak jej pomoc? Instytucje nie reaguja. Nie mieszkamy w
Polsce, ale sprawa odbywa sie wg prawa polskiego bo wszyscy maja obywatelstwo
polskie.
Obserwuj wątek
    • viper40 Re: rozwod: manipulacja dziecmi - nie ma rozwiazania? 17.04.02, 11:48
      Nigdy się nie wypowiadam, bo w tak delikatnej sprawie, jak rozwód. Trzeba być
      obiektywnym, a trudno o obiektywizm znając relację jednej strony ( i to nawet
      nie strony, ale osoby zaprzyjaźnionej ze stroną).
      Nie chce mi się wierzyć, że można manipulować dziećmi , które już powinny mieć
      swój rozum (przynajmniej to starsze). Mam dziecko w zbliżonym wieku i wiem, że
      gdyby u mnie doszło do rozwodu nie dało by sobą manipulować. A swoją drogą
      manipulowanie dziećmi jest obrzydliwe.
      Opisana przez Ciebie sytuacja wskazuje ewidentnie na winę małżonka, tak więc
      koleżanka nie powinna mieć trudności w udowodnieniu winy męza. W czym problem
      więc?
      • Gość: mirelka2 Re: rozwod: manipulacja dziecmi - nie ma rozwiazania? IP: *.ath.spark.net.gr 17.04.02, 11:53
        viper40 napisał(a):

        > Nigdy się nie wypowiadam, bo w tak delikatnej sprawie, jak rozwód. Trzeba być
        > obiektywnym, a trudno o obiektywizm znając relację jednej strony


        Czym jest zatem twoj post jak nie wypowiedzia? A dzieciakami da sie manipulowac,
        nie agadj, doroslymi ludzmi mozna manipulowac, a co dopiero dziecmi...
        • viper40 Re: rozwod: manipulacja dziecmi - nie ma rozwiazania? 17.04.02, 12:00
          Gość portalu: mirelka2 napisał(a):

          > viper40 napisał(a):
          >
          > > Nigdy się nie wypowiadam, bo w tak delikatnej sprawie, jak rozwód. Trzeba
          > być
          > > obiektywnym, a trudno o obiektywizm znając relację jednej strony
          >
          >
          > Czym jest zatem twoj post jak nie wypowiedzia? A dzieciakami da sie manipulowac
          > ,
          > nie agadj, doroslymi ludzmi mozna manipulowac, a co dopiero dziecmi...


          Może sprecyzuję. Jeżeli dziećmi manipulowano podczas trwania związku (zakładam,
          że zupełnie nieświadomie, a mogło to mieć miejsce, bo w końcu doszło do rozkładu
          pożycia, a więc były jakieś problemy, w których musiały uczestniczyć dzieci chcąc
          czy nie) to będą dalej podatne na manipulację. U mnie w domu dzieckiem nie
          manipulujemy chcąc osiągnąć zamierzony efekt, stąd moje stwierdzenie, że mój syn
          nie poddałby się manipulacji.
          Po drugie, wkurzają mnie takie stwierdzenia, że nie wypowiedziałeś się, a
          zabrałeś głos. To jak to zrobić na forum, jak powiedzieć : "nie zabieram głosu".
          Nie zabierając go?
          • Gość: mirelka2 Re: rozwod: manipulacja dziecmi - nie ma rozwiazania? IP: *.ath.spark.net.gr 17.04.02, 12:05
            viper40 napisał(a):

            > Gość portalu: mirelka2 napisał(a):
            >
            > > viper40 napisał(a):
            > >
            > > > Nigdy się nie wypowiadam, bo w tak delikatnej sprawie, jak rozwód. Tr
            > zeba
            > > być
            > > > obiektywnym, a trudno o obiektywizm znając relację jednej strony
            > >
            > >
            > > Czym jest zatem twoj post jak nie wypowiedzia? A dzieciakami da sie manipu
            > lowac
            > > ,
            > > nie agadj, doroslymi ludzmi mozna manipulowac, a co dopiero dziecmi...
            >
            >
            > Może sprecyzuję. Jeżeli dziećmi manipulowano podczas trwania związku (zakładam,
            >
            > że zupełnie nieświadomie, a mogło to mieć miejsce, bo w końcu doszło do rozkład
            > u
            > pożycia, a więc były jakieś problemy, w których musiały uczestniczyć dzieci chc
            > ąc
            > czy nie) to będą dalej podatne na manipulację. U mnie w domu dzieckiem nie
            > manipulujemy chcąc osiągnąć zamierzony efekt, stąd moje stwierdzenie, że mój sy
            > n
            > nie poddałby się manipulacji.
            > Po drugie, wkurzają mnie takie stwierdzenia, że nie wypowiedziałeś się, a
            > zabrałeś głos. To jak to zrobić na forum, jak powiedzieć : "nie zabieram głosu"
            > .
            > Nie zabierając go?

            po prostu nie mow ze nie zabierasz glosu skoro go zabierasz, twoje swiete prawo
            go zabierac, ale po co mowic ze sie nie wypowiadasz w momencie wypowiadania
            sie... oki sorry, to co teraz robie to jest czepianie sie, ale przyznasz, ze nie
            bylo to logiczne z twojej strony. Cmok
            • viper40 Re: rozwod: manipulacja dziecmi - nie ma rozwiazania? 17.04.02, 12:18
              Gość portalu: mirelka2 napisał(a):

              > viper40 napisał(a):
              >
              > > Gość portalu: mirelka2 napisał(a):
              > >
              > > > viper40 napisał(a):
              > > >
              > > > > Nigdy się nie wypowiadam, bo w tak delikatnej sprawie, jak rozwó
              > d. Tr
              > > zeba
              > > > być
              > > > > obiektywnym, a trudno o obiektywizm znając relację jednej strony
              >
              > > >
              > > >
              > > > Czym jest zatem twoj post jak nie wypowiedzia? A dzieciakami da sie m
              > anipu
              > > lowac
              > > > ,
              > > > nie agadj, doroslymi ludzmi mozna manipulowac, a co dopiero dziecmi..
              > .
              > >
              > >
              > > Może sprecyzuję. Jeżeli dziećmi manipulowano podczas trwania związku (zakł
              > adam,
              > >
              > > że zupełnie nieświadomie, a mogło to mieć miejsce, bo w końcu doszło do ro
              > zkład
              > > u
              > > pożycia, a więc były jakieś problemy, w których musiały uczestniczyć dziec
              > i chc
              > > ąc
              > > czy nie) to będą dalej podatne na manipulację. U mnie w domu dzieckiem nie
              >
              > > manipulujemy chcąc osiągnąć zamierzony efekt, stąd moje stwierdzenie, że m
              > ój sy
              > > n
              > > nie poddałby się manipulacji.
              > > Po drugie, wkurzają mnie takie stwierdzenia, że nie wypowiedziałeś się, a
              > > zabrałeś głos. To jak to zrobić na forum, jak powiedzieć : "nie zabieram g
              > łosu"
              > > .
              > > Nie zabierając go?
              >
              > po prostu nie mow ze nie zabierasz glosu skoro go zabierasz, twoje swiete prawo
              >
              > go zabierac, ale po co mowic ze sie nie wypowiadasz w momencie wypowiadania
              > sie... oki sorry, to co teraz robie to jest czepianie sie, ale przyznasz, ze ni
              > e
              > bylo to logiczne z twojej strony. Cmok


              I vice versa.
      • Gość: liloom Re: rozwod: manipulacja dziecmi - nie ma rozwiazania? IP: *.11.vie.surfer.at 17.04.02, 12:04
        problem w tym, ze w sprawie w orzeczeniu o wine sprowadza sie swiadkow. jak juz
        mowilam mieszkamy zagranica. on zameldowal wielu swiadkow z polski, prawo
        nakazuje wszystkich ich przesluchac. kilka osob jest znajomymi sprzed 15 lat -
        wiec moim zdaniem nie moga miec sensownego wplywu na decyzje. ale prawo jest
        prawem sad ich musi przesluchac. 6 swiadkow zza granicy, odstepy czasowe w
        zaleznosci od mozliwosci dojazdu przedluzaja sprawe, prawda? on twierdzi ze
        czas biegnie na jego korzysc. ona pracuje, on nie. w ciagu tygodnia on ma wiec
        czas zeby zajac sie tym czym nie zajmuje sie zaden znany mi ojciec: sniadania w
        rodzaju najlepszy hotel (owoce w pucharkach itp itd), w weekendy on zabiera
        dzieci na caly dzien, na pytania lub protesty matki osmiesza ja przy dzieciach
        w stylu "patrzcie matka znow swiruje"...
        Ostatnio synek mial operacje (wlasciwie zabieg w szpitalu). Matka dowiedziala
        sie o tym dlatego, ze nie wrocili na noc. Policja nie przyjmuje zgloszen przed
        24 h, a on przed uplywem czasu zadzwonil i poinformowal o fakcie dokonanym.
        Ale nie powiedzial w ktorym jest szpitalu. Dopiero na MOJA interwencje (bo
        bylam swiadkiem ze ona nie zostala przez niego poinfomowana).
        I tak sie dzieje w kazdym drobiazgu, dziewczyna jest zrozpaczona, bo facet
        zachowuje sie jakby nie byl zupelnie normalny.
        Chcialabym jej pomoc, ale z drugiej strony mam swoje zycie (takze rodzinne) i
        nie chce by ono na tym ucierpialo.
        I zapewniam Cie, ze dziecmi bardzo latwo manipulowac, takze tymi starszymi -
        jest to przerazajace.
    • viper40 Re: rozwod: manipulacja dziecmi - nie ma rozwiazania? 17.04.02, 11:52
      Aha, zorientuj się czy nie można by było przeprowadzić rozwodu przed sądem
      polskim (jeżeli ślub był zawarty w Polsce). Może by było łatwiej i taniej. Sądy
      polskie ciągle przychylniej patrzą na kobiety, więc łatwiej byłoby roztrząsnąc,
      kto winny.
    • Gość: jendza Re: rozwod: manipulacja dziecmi - nie ma rozwiazania? IP: *.abo.wanadoo.fr 17.04.02, 11:56
      Gość portalu: liloom napisał(a):

      > Moja przyjaciolka sie rozwodzi od roku. Ma dwoje dzieci 8 i 13. Jej maz
      > utrudnia przedluzajac sprawe i wszyscy wiedza ze chce ja "wykonczyc" jak sie
      > wyrazil (urazona ambicja, ze ona pozew zlozyla)
      > Sprawa jest o orzeczenie o wine (jego wina jest ewidentna, mial przez rok
      > kobiete i wynajmowal mieszkanie, nic go nigdy nie obchodzilo). Gdy przyjaciolka
      >
      > zlozyla pozew on stal sie nagle kochajacym tatusiem do tego stopnia, ze odsuwa
      > ja od dzieci, nastawia je przeciwko niej. A wobec niej stosuje terror
      > psychiczny. Wiem ze to brzmi dziwnie, ale w jednym poscie trudno opisac cala
      > sytuacje. Podobno na cos takiego nie ma rozwiazan prawnych.
      > Czy ma ktos jakis pomysl jak jej pomoc? Instytucje nie reaguja. Nie mieszkamy w
      >
      > Polsce, ale sprawa odbywa sie wg prawa polskiego bo wszyscy maja obywatelstwo
      > polskie.

      Sprawa trudna i bolesna bardzo, jak wiele tego typu.
      Paradoksalnie ta 'wielosc' moze tu zadzialac. Pomoc prawnie chyba nie
      mozna, choc nie wiem, nie jestem prawnikiem. Niewatpliwie mozna
      pomoc przyjaciolce wspierajac ja psychicznie, swiadczac za nia
      w sadzie. Waznym momentem sa dzieci. Dzieci w tym wieku wiedza
      i widza, powinny sie zatem nie dac manipulacyjnym dzialaniom
      'tatusia'. Powinna byc tez mozliwosc przesluchania dzieci przez
      bieglego sadowego, psychologa...
      Mama powinna w tej sytuacji skoncentrowac sie bardzo na dzieciach,
      nie tyle po to, zeby 'wygrac', ile - zeby jak najmniej na tym
      wszystkim ucierpialy. A prawda wyjdzie na jaw, bo musi.
      Czy jest ewentualnosc, by jeszcze przed rozwodem odseparowac
      'tatusia' od dzieci? Nie generalnie, oczywiscie; codziennosc
      w takich warunkach to pieklo...
      • viper40 Re: Jendza 17.04.02, 12:09
        Bez sensu jest radzenie odseparowania dziecka od któregokolwiek z rodziców.
        Daje to akurat skutek odwrotny. Można więcej zdziałać swoją postawą, uczciwym
        podejściem do dziecka, wyjaśnianiem mu niektórych (nie mówię wszystkich )
        zawiłości sprawy, a dziecko samo roztrzygnie, które z rodziców jest w porządku
        wobec niego. Bo to o to przecież chodzi. Oni się żrą, ale wobec dzieci muszą
        być w porządku.
        • Gość: liloom viper40 IP: *.11.vie.surfer.at 17.04.02, 12:17
          wlasnie o to chodzi ze facet nie jest wobec dzieci w porzadku!
        • Gość: mirelka2 Re: Jendza IP: *.ath.spark.net.gr 17.04.02, 12:21
          viper40 napisał(a):

          Bo to o to przecież chodzi. Oni się żrą, ale wobec dzieci muszą
          > być w porządku.

          Oj viper viper, malo wiesz o zyciu, chyba twoje 40 przy nicku to faktycznie tylko
          rozmiar kolnierzyka. Nie patrz na wszystko przez pryzmat towjego udanego
          malzenstwa, nawet ci sie nie snilo, co ludzie wyrabiaja ze swoimi rodzinami,
          malzemstwami, dziecmi, i nie zycze Ci poznawac takich sytuacji...
          • viper40 Re: Jendza 17.04.02, 12:28
            Gość portalu: mirelka2 napisał(a):

            > viper40 napisał(a):
            >
            > Bo to o to przecież chodzi. Oni się żrą, ale wobec dzieci muszą
            > > być w porządku.
            >
            > Oj viper viper, malo wiesz o zyciu, chyba twoje 40 przy nicku to faktycznie tyl
            > ko
            > rozmiar kolnierzyka. Nie patrz na wszystko przez pryzmat towjego udanego
            > malzenstwa, nawet ci sie nie snilo, co ludzie wyrabiaja ze swoimi rodzinami,
            > malzemstwami, dziecmi, i nie zycze Ci poznawac takich sytuacji...

            Nie wiem, ile ty masz lat, bo ja rzeczywiście 40, ale życie znam bardzo dobrze,
            dlatego może tyle lat jestem w stałym związku. Po prostu umiem wyciągać wnioski.
            Moje życie, to przed zawarciem związku, nie było łatwe i nie twierdzę, że jest,
            bo żyć w Polsce nie jest łatwo. Dziękuję za życzenia, a moim ulubionym
            powiedzonkiem jest: "każdy ma to na co zasłużył".

          • viper40 Re: Jendza 17.04.02, 12:29
            Mój ostatni post był skierowany do Mireli, przepraszam.
            • Gość: mirelka2 Re: Jendza IP: *.ath.spark.net.gr 17.04.02, 12:39
              viper40 napisał(a):

              > Mój ostatni post był skierowany do Mireli, przepraszam.

              mam 29 i niestety poznalam sytuacje, w ktorych dorosli ludzie nawet na grosz nie
              sa w porzadku wobec swoich dizeci, dlatego dziwi mnie twoje stwierdzenie, ze
              ktokolwiek musi byc w porzadku wobec dzieci, jak nie bedzie chcial, jak jest
              prymitywny i chce zrobic pieklo z zycia zonie i to go zaslepia, to nie bedzie
              patrzyl na to, ze krzywdzi dzieci, tylko bedzie ich uzywal jako narzedzia w
              swoich podlych podchodzach i tak niestety jest, a czy kazdy ma to na co zasluzyl?
              nie sadze, a nawet jesli tak, to co z tego? Lepiej sie czujesz z tego powodu ze
              ty masz dobrze, znaczy zasluzyles sobie na to? Corka mojego brata nie ma ojca ani
              matki od piatego miesiaca zycia i co zasluzyla sobie na to? daj spokoj viper...
              • viper40 Re: Jendza 17.04.02, 13:47
                Gość portalu: mirelka2 napisał(a):

                > viper40 napisał(a):
                >
                > > Mój ostatni post był skierowany do Mireli, przepraszam.
                >
                > mam 29 i niestety poznalam sytuacje, w ktorych dorosli ludzie nawet na grosz ni
                > e
                > sa w porzadku wobec swoich dizeci, dlatego dziwi mnie twoje stwierdzenie, ze
                > ktokolwiek musi byc w porzadku wobec dzieci, jak nie bedzie chcial, jak jest
                > prymitywny i chce zrobic pieklo z zycia zonie i to go zaslepia, to nie bedzie
                > patrzyl na to, ze krzywdzi dzieci, tylko bedzie ich uzywal jako narzedzia w
                > swoich podlych podchodzach i tak niestety jest, a czy kazdy ma to na co zasluzy
                > l?
                > nie sadze, a nawet jesli tak, to co z tego? Lepiej sie czujesz z tego powodu ze
                >
                > ty masz dobrze, znaczy zasluzyles sobie na to? Corka mojego brata nie ma ojca a
                > ni
                > matki od piatego miesiaca zycia i co zasluzyla sobie na to? daj spokoj viper...

                Nie wiem, dlaczego nie ma rodziców, ale nie stało się to bez przyczyny. Dzieli
                nas trochę lat i niestety, nie zrozumiemy się.

                • Gość: jendza Re: Jendza IP: *.abo.wanadoo.fr 17.04.02, 14:12
                  viper40 napisał(a):

                  > Gość portalu: mirelka2 napisał(a):
                  >
                  > > viper40 napisał(a):
                  > >
                  > > > Mój ostatni post był skierowany do Mireli, przepraszam.
                  > >
                  > > mam 29 i niestety poznalam sytuacje, w ktorych dorosli ludzie nawet na gro
                  > sz ni
                  > > e
                  > > sa w porzadku wobec swoich dizeci, dlatego dziwi mnie twoje stwierdzenie,
                  > ze
                  > > ktokolwiek musi byc w porzadku wobec dzieci, jak nie bedzie chcial, jak je
                  > st
                  > > prymitywny i chce zrobic pieklo z zycia zonie i to go zaslepia, to nie bed
                  > zie
                  > > patrzyl na to, ze krzywdzi dzieci, tylko bedzie ich uzywal jako narzedzia
                  > w
                  > > swoich podlych podchodzach i tak niestety jest, a czy kazdy ma to na co za
                  > sluzy
                  > > l?
                  > > nie sadze, a nawet jesli tak, to co z tego? Lepiej sie czujesz z tego powo
                  > du ze
                  > >
                  > > ty masz dobrze, znaczy zasluzyles sobie na to? Corka mojego brata nie ma o
                  > jca a
                  > > ni
                  > > matki od piatego miesiaca zycia i co zasluzyla sobie na to? daj spokoj vip
                  > er...
                  >
                  > Nie wiem, dlaczego nie ma rodziców, ale nie stało się to bez przyczyny. Dzieli
                  > nas trochę lat i niestety, nie zrozumiemy się.
                  >

                  Brak zrozumienia miedzy ludzmi to nie kwestia lat,
                  VIper, tylko konstrukcji psychicznej i czegos jeszcze....
                  Ja mam lat wiecej, niz Ty, a rozumiem o co chodzi
                  Twojej przedmowczyni...
                  Pozdrawiam!
                  jendza
        • Gość: Jendza Re: Jendza IP: *.abo.wanadoo.fr 17.04.02, 12:23
          viper40 napisał(a):

          > Bez sensu jest radzenie odseparowania dziecka od któregokolwiek z rodziców.
          > Daje to akurat skutek odwrotny. Można więcej zdziałać swoją postawą, uczciwym
          > podejściem do dziecka, wyjaśnianiem mu niektórych (nie mówię wszystkich )
          > zawiłości sprawy, a dziecko samo roztrzygnie, które z rodziców jest w porządku
          > wobec niego. Bo to o to przecież chodzi. Oni się żrą, ale wobec dzieci muszą
          > być w porządku.

          To prawda, ze oni sie zra, ale wobec dzieci powinni byc w porzadku.
          Z tego jednak, co juz wiemy, wynika, ze nie sa. Przynajmniej on
          nie jest. Oczywiscie mozemy wiedziec zle, sytuacje rodzinne
          tego typu sa zawsze bardzo dramatyczne. Radzilam ewentualna
          separacje, jesli jest mozliwa, kierujac sie doswiadczeniami
          i swiadectwami wielu dzieci z rozbitych rodzin, z moja
          wlasna wlacznie. Dopiero po rozwodzie rodzicow, kiedy
          jasne sa juz reguly 'gry', mozna zaczac w przyblizeniu
          normalne zycie, bo o rzeczywiscie 'normalnym' nie moze
          byc mowy. Ta potencjalna separacja uniemozliwilaby ojcu
          zagrywki w stylu tej ze szpitalem. W rzadszych
          kontaktach z dziecmi bylby moze bardziej zdyscyplinowany...
          Moze by wreszcie dostrzegl ich dobro, a nie tylko
          wlasne ambicje? Jesli rzeczywiscie tak jest, jak pisze
          Zalozycielka watku, ten ojciec krzywdzi swoje dzieci
          wlasnym egoizmem, a ponadto probuje je pozbawic matki...
          Tu mozna juz tylko wybrac mniejsze zlo...
          Pozdrawiam
          jendza
          • Gość: liloom Re: Jendza IP: *.11.vie.surfer.at 17.04.02, 12:29
            tzn co bys zrobila jendza?
            • Gość: jendza Re: Jendza IP: *.abo.wanadoo.fr 17.04.02, 13:08
              Gość portalu: liloom napisał(a):

              > tzn co bys zrobila jendza?

              ale to szybko idzie...
              Odpowiedzialam o 12.56 bodaj, nizej w kazdym razie.

          • viper40 Re: Jendza 17.04.02, 12:37
            Gość portalu: Jendza napisał(a):

            > viper40 napisał(a):
            >
            > > Bez sensu jest radzenie odseparowania dziecka od któregokolwiek z rodziców
            > .
            > > Daje to akurat skutek odwrotny. Można więcej zdziałać swoją postawą, uczci
            > wym
            > > podejściem do dziecka, wyjaśnianiem mu niektórych (nie mówię wszystkich )
            > > zawiłości sprawy, a dziecko samo roztrzygnie, które z rodziców jest w porz
            > ądku
            > > wobec niego. Bo to o to przecież chodzi. Oni się żrą, ale wobec dzieci mus
            > zą
            > > być w porządku.
            >
            > To prawda, ze oni sie zra, ale wobec dzieci powinni byc w porzadku.
            > Z tego jednak, co juz wiemy, wynika, ze nie sa. Przynajmniej on
            > nie jest. Oczywiscie mozemy wiedziec zle, sytuacje rodzinne
            > tego typu sa zawsze bardzo dramatyczne. Radzilam ewentualna
            > separacje, jesli jest mozliwa, kierujac sie doswiadczeniami
            > i swiadectwami wielu dzieci z rozbitych rodzin, z moja
            > wlasna wlacznie. Dopiero po rozwodzie rodzicow, kiedy
            > jasne sa juz reguly 'gry', mozna zaczac w przyblizeniu
            > normalne zycie, bo o rzeczywiscie 'normalnym' nie moze
            > byc mowy. Ta potencjalna separacja uniemozliwilaby ojcu
            > zagrywki w stylu tej ze szpitalem. W rzadszych
            > kontaktach z dziecmi bylby moze bardziej zdyscyplinowany...
            > Moze by wreszcie dostrzegl ich dobro, a nie tylko
            > wlasne ambicje? Jesli rzeczywiscie tak jest, jak pisze
            > Zalozycielka watku, ten ojciec krzywdzi swoje dzieci
            > wlasnym egoizmem, a ponadto probuje je pozbawic matki...
            > Tu mozna juz tylko wybrac mniejsze zlo...
            > Pozdrawiam
            > jendza

            Ale jak sobie wyobrażasz separację, jeżeli ojciec ma też prawo do dzieci, a
            podczas spotkań z nimi nie robi im krzywdy, wręcz przeciwnie - rozpieszcza
            prezentami i pieniędzmi? Tutaj wiele zależy od ich matki. Musi zacieśnić kontakt
            emocjonalny z dziećmi, bo inaczej rzeczywiście psychicznie je straci. Dzieci
            muszą wiedzieć, że wartości materialne nie są w życiu tymi nawyższymi. Wiem, jak
            ciężko to przekazać, bo nasze dziecko też zbyt dużą wagę w wieku 12lat
            przywiązuje do rzeczy materialnych, ale staramy się z tym walczyć. Ona po prostu
            musi być teraz bardzo blisko nich.
      • Gość: liloom do jendzy IP: *.11.vie.surfer.at 17.04.02, 12:16
        jendza, rozwod jest w toku od ca. roku. dziewczyna pracuje, a on nie - co ma
        naprawde bardzo duze znaczenie. on ma rodzicow ktorzy wyraznie wspieraja go
        finansowo, ona takich mozliwosci nie ma. wiec on kupuje dzieciom drogie
        prezenty i zabiera je w miejsca w jakie mamusi sie nigdy nie snilo.
        nie wiem co tym dzieciom wtedy opowiada, a co musi, bo kiedys bylismy
        zaprzyjaznionymi rodzinami, a teraz widze jak corka zareagowala na mnie gdy ja
        (mama sie spoznila, taka byla sytuacja) odebralam z wycieczki szkolnej. czulam
        sie jakbym to ja byla czemus winna, chociaz staram sie byc tylko sluchaczem.
        jeszcze jeden kwiatek: moja przyjaciolka dorabiala w restauracji jako kelnerka
        (pracuje normalnie w biurze), a on opowiedzial dzieciom, ze mamusia "robi
        streaptise w spelunie" , w koncu zrezygnowala z tej pracy.
        jendza przeczytaj moj drugi post
        • Gość: jendza Do Liloom IP: *.abo.wanadoo.fr 17.04.02, 12:56
          Gość portalu: liloom napisał(a):

          > jendza, rozwod jest w toku od ca. roku. dziewczyna pracuje, a on nie - co ma
          > naprawde bardzo duze znaczenie. on ma rodzicow ktorzy wyraznie wspieraja go
          > finansowo, ona takich mozliwosci nie ma. wiec on kupuje dzieciom drogie
          > prezenty i zabiera je w miejsca w jakie mamusi sie nigdy nie snilo.
          > nie wiem co tym dzieciom wtedy opowiada, a co musi, bo kiedys bylismy
          > zaprzyjaznionymi rodzinami, a teraz widze jak corka zareagowala na mnie gdy ja
          > (mama sie spoznila, taka byla sytuacja) odebralam z wycieczki szkolnej. czulam
          > sie jakbym to ja byla czemus winna, chociaz staram sie byc tylko sluchaczem.
          > jeszcze jeden kwiatek: moja przyjaciolka dorabiala w restauracji jako kelnerka
          > (pracuje normalnie w biurze), a on opowiedzial dzieciom, ze mamusia "robi
          > streaptise w spelunie" , w koncu zrezygnowala z tej pracy.
          > jendza przeczytaj moj drugi post

          Przeczytalam wszystkie.
          O cholera!
          Na miejscu tej mamy staralabym sie poruszyc niebo i ziemie.
          Najwazniejsze jest chyba ustalenie, co da sie zrobic
          prawnie w tej sytuacji, szczegolnie skomplikowanej z racji
          pobytu poza krajem. Rozumiem, ze cala ta rodzina ma oficjalne
          zgody na pobyt tam, gdzie jestescie? Jesli na przyklad tato
          nie ma (niewielka szansa, jak mniemam, ale sprobuje...),
          to nalezy to wykorzystac, najpierw go ostrzegajac, a w razie
          potrzeby po prostu...
          Mozna probowac dowiedziec
          sie w polskich przedstawicielstwach dyplomatycznych, czy jest
          tam ktos oddelegowany do takich problemow, nie wiem, chocby
          jeden z konsulow... A moze tylko ktos, kto moglby/ chcialby
          pomoc, bo jest wrazliwy na takie problemy...
          Jest w Warszawie (a w kazdym razie powinien byc) przy ul.
          Bolesci Komitet Ochrony Praw Dziecka, jesli sie nie myle,
          jest tez instytucja rzecznika praw dziecka... Te instytucje
          mozna probowac uruchomic. One w koncu powstaly, by chronic
          dzieci wlasnie w takich, piekielnie trudnych sytuacjach,
          gdy prawo bywa bezradne. Warto starac sie NATYCHMIAST
          o kontakt dzieci z psychologiem. I to naprawde dobrym
          psychologiem.
          Wazna jest jeszcze rzecz jedna, a mianowicie kontakt,
          jaki mama ma jeszcze z dziecmi. Nie wiem, jakie to dzieci,
          ile moze zniesc ta 13latka (jak rozumiem, to dziewczynka?)?
          Moze warto, zeby mama, i tylko mama, zabrala gdzies dzieci na
          weekend, pobyla z nimi w miare spokojnie i w dogodnym
          momencie probowala porozmawiac o calej sytuacji otwarcie?
          Moze przeciez zaprowadzic swoje dzieci do knajpy, gdzie
          dorabia, zdemaskowac manipulacje ojca przy sprawie ze
          szpitalem itd. Oczywiscie stale trzeba dzieci utwierdzac,
          ze sa kochane przez oboje rodzicow, bo taka pewnie jest
          prawda, przy czym w aktualnym momencie rodzice nie radza
          sobie z wlasnymi problemami i dlatego dzieci na tym
          cierpia. Maja zatem PRAWO, by znac PRAWDE. I tak trzeba
          mowic do dzieci. To ryzyko, oczywiscie. NIemniej jednak
          i te dzieci musza wydoroslec w tej sytuacji, jak wiele
          dzieci, bedacych swiadkami i uczestnikami rozwodu
          przed nimi i po nich, niestety. A co gorsza - mysle, ze
          taka szczera do bolu rozmowa matki z dziecmi na zasadzie
          partnerskiej to podstawowy krok do tego, by UCHRONIC
          dzieci, przed zametem i innymi, gorszymi zagrozeniami
          Tyle mi na razie przyszlo do glowy.
          Aha, mialam 11 lat, gdy mamie wreszcie udalo sie rozwiezc.
          Widzialam to wowczas tak, jak wygladalo, i do dzis nie
          zmienilam opinii na ten temat... A pani psycholog,
          wowczas mnie 'badajaca' stwierdzala 'uczenie', ze...
          ja (11-letnie dziecko) manipuluje moim mlodszym
          bratem... Uwazajcie na psychologow!
          Pozdrawiam i bardzo zycze znalezienia jakiejs sciezki
          chociaz!
          jendza

          • Gość: liloom a co na to dzieci i wogole IP: *.11.vie.surfer.at 17.04.02, 13:24
            13 letnia corka jest bardzo zbuntowana, traktuje matke jak ostatnia szmate
            (sorry za wyrazenie), moja kolezanka jest zalamana i nie wie jak reagowac.
            dzieci praktycznie robia co chca. Gdy mama "nie pozwala" ida "na skarge" do
            taty i tata wtedy oczywiscie pozwoli. Ale ilez mozna miec ciepliwosc i zgadzac
            sie na wszystkie pomysly wyraznie zbuntowanej 13-latki?
            Psycholog wyslany z Urzedu zapytal dzieci czy im zle i to bylo zalatwienie
            sprawy.
            Moja kolezanka mowi ze nie chce walczyc tymi metodami co on (byly i takie
            pomysly), bo nie chce jeszcze bardziej niszczyc swoich dzieci.
            Ja bylam w zeszlym tygodniu swiadkiem w sadzie i mimo ze od pozwu prawie nie
            bywam u nich, nie rozmawiam z jej mezem - mialam probke ataku na moja osobe
            temacie zupelnie nie zwiazanym z ich malzenstwem, mianowicie on komentowal moje
            zeznania przed sadem odnosnie MOJEGO malzenstwa, w sposob ktory naprawde budzil
            u mnie agresje. Dlatego wierze jej wypowiedziom mimo ze nie bylam przeciez
            swiadkiem wszystkiego co mi przyjaciolka opowiada.
            • Gość: jendza Re: a co na to dzieci i wogole IP: *.abo.wanadoo.fr 17.04.02, 14:09
              Gość portalu: liloom napisał(a):

              > 13 letnia corka jest bardzo zbuntowana, traktuje matke jak ostatnia szmate
              > (sorry za wyrazenie), moja kolezanka jest zalamana i nie wie jak reagowac.
              > dzieci praktycznie robia co chca. Gdy mama "nie pozwala" ida "na skarge" do
              > taty i tata wtedy oczywiscie pozwoli. Ale ilez mozna miec ciepliwosc i zgadzac
              > sie na wszystkie pomysly wyraznie zbuntowanej 13-latki?
              > Psycholog wyslany z Urzedu zapytal dzieci czy im zle i to bylo zalatwienie
              > sprawy.
              > Moja kolezanka mowi ze nie chce walczyc tymi metodami co on (byly i takie
              > pomysly), bo nie chce jeszcze bardziej niszczyc swoich dzieci.
              > Ja bylam w zeszlym tygodniu swiadkiem w sadzie i mimo ze od pozwu prawie nie
              > bywam u nich, nie rozmawiam z jej mezem - mialam probke ataku na moja osobe
              > temacie zupelnie nie zwiazanym z ich malzenstwem, mianowicie on komentowal moje
              >
              > zeznania przed sadem odnosnie MOJEGO malzenstwa, w sposob ktory naprawde budzil
              >
              > u mnie agresje. Dlatego wierze jej wypowiedziom mimo ze nie bylam przeciez
              > swiadkiem wszystkiego co mi przyjaciolka opowiada.

              Jest wazne, tak mi sie przynajmniej wydaje, CO napisal
              psycholog, i czy jest podstawa prawna i jaka ewent.,
              by prosic o nastepne spotkanie z psychologiem, wskazanym
              przez kogos innego. Wazne, by opinia psychologa zgadzala
              sie z rzeczywista sytuacja dzieci.
              Nie upieram sie przy rozmowie powaznej z dziecmi, choc
              kto wie, jak ewent. zareaguja, majac do przemyslania
              rzeczywiste problemy, a nie te zastepcze w tym
              momencie, czyli dorazne zyczenia o kupno czegos tam,
              czy wyjscie na impreze, jak sie domyslam.

              Mlodsza siostra mojej przyjaciolki, oczko w glowie
              tatusia analogicznego, ktory na dodatek pracowal
              w organach scigania, bardzo byla w niego oraz jego
              system wartosci zapatrzona
              do czasu... gdy przejrzala... Miala wowczas ok.
              16 lat. Przezyla taki szok, ze poszla do karmelu.
              Jest tam do dzis, choc...
              Nie mnie rozstrzygac, na ile to bylo rzeczywiste
              powolanie...

              Liloom, dzieci JUZ zostaly skrzywdzone, a z
              biegiem czasu proces ich dezintegracji
              poglebia sie, zwlaszcza ze czynnikiem destabili
              zujacym jest ojciec.
              Mysle wiec, ze trzeba zrobic WSZYSTKO, by
              sytacje rozwiazac jak najszybciej.
              Zaciesniac wiezy z dziecmi, szukac
              pomocy prawnej, chocby poprzez wspomniane
              instytucje w Polsce, stojace na strazy dobra
              dzieci...
              Moze tez znajdzie sie jakis sposob, zeby
              postraszyc pana, a skutecznie. Nie walczac
              jego metoda, bo nie naciskac przez dzieci;
              inaczej.Jak - nie wiem, za malo mamy
              szczegolow; rozumiem, ze niewiele mozesz
              podac.
              Wazne, zeby matka w miare mozliwosci nie reagowala
              lekowo. Jesli sie da przestraszyc, wyprowadzic
              z rownowagi - ma mniejsze szanse.
              Niezaleznie od tego, jak teraz potoczy sie
              sytuacja, ona sie musi ocalic dla dzieci.
              BO one beda jej potrzebowac. Jesli dadza sie
              omamic teraz, to i tak potem beda jej szukac.
              Jej ocalenie w tej sytuacji jest warunkiem
              w miare zdrowego rozwoju dzieci. Niezaleznie
              od doraznych orzeczen sadu.
              Musze leciec na razie, zajrze wieczorkiem.
              Sciskam
              jendza
    • mario2 Re: rozwod: manipulacja dziecmi - nie ma rozwiazania? 17.04.02, 12:36
      Odpowiem prawdziwa historia. Moja wlasna. Bylem zonaty lat 12. Mieszkalismy na
      zachodzie. Zapierdalalem na rodzine, jak bozia przykazala. Nie brakowalo
      niczego, a musze przyznac, ze bylo ciezko, bo w miedzyczasie studiowalem.
      Urodzila nam sie coreczka. Niestety sielanke wzorcowo rozpierdalali nam
      tesciowie! Tesciowie mieszkajac w Polsce siedzieli u nas na zachodzie 10
      miesiecy w roku. Rozpizdzili dokladnie wszystko!
      Koniec koncow rozeszlismy sie. Wiesz co.? Facet jesli chodzi o dziecko ma w/g
      litery prawa tylko obowiazki, praw, kurwa nie ma!
      Place - mieszkajac i pracujac w Polsce (od lutego) niemieckie alimenty(chodzi o
      ich wysokosc) po to tylko , by moc bez przeszkod widywac sie z corka!

      Niektore baby to sa chuje!
      • Gość: mirelka2 do viper - mirelka IP: *.ath.spark.net.gr 17.04.02, 12:42
        Nie przeocz prosze mojego posta kilka wpisow wyzej bo naprawde zalezy mi zebys
        zastanowil sie co mowisz
        • mario2 Re: do viper - mirelka 17.04.02, 14:47
          akurat ja WIEM co mowie!
          • Gość: mirelka2 do Mario IP: *.ath.spark.net.gr 17.04.02, 17:46
            mario2 napisał(a):

            > akurat ja WIEM co mowie!

            Mario mowilam do vipera a nie do ciebie z tym zastanowieniem sie co mowi, bo
            viper nie za bardzo wie co mowi niestety....
            (ty zreszta tez nie zawsze potworo cmok ;))
      • viper40 Re: Jak Kobiety z Forum oddziaływują na Mario! 17.04.02, 12:43
        mario2 napisał(a):

        > Odpowiem prawdziwa historia. Moja wlasna. Bylem zonaty lat 12. Mieszkalismy na
        > zachodzie. Zapierdalalem na rodzine, jak bozia przykazala. Nie brakowalo
        > niczego, a musze przyznac, ze bylo ciezko, bo w miedzyczasie studiowalem.
        > Urodzila nam sie coreczka. Niestety sielanke wzorcowo rozpierdalali nam
        > tesciowie! Tesciowie mieszkajac w Polsce siedzieli u nas na zachodzie 10
        > miesiecy w roku. Rozpizdzili dokladnie wszystko!
        > Koniec koncow rozeszlismy sie. Wiesz co.? Facet jesli chodzi o dziecko ma w/g
        > litery prawa tylko obowiazki, praw, kurwa nie ma!
        > Place - mieszkajac i pracujac w Polsce (od lutego) niemieckie alimenty(chodzi o
        >
        > ich wysokosc) po to tylko , by moc bez przeszkod widywac sie z corka!
        >
        > Niektore baby to sa chuje!


        Brawo, robisz postępy, bo to tej kobiety ogólnie kojarzyły ci się z tym męskim
        narządem, de facto pisanym przez samo "h".
        • Gość: liloom czy moglibysmy wrocic do tematu? IP: *.11.vie.surfer.at 17.04.02, 12:52
          ciesze sie niezmiernie jesli moge pokazac mario druga strone medalu, znam tez
          historie gdy baba wywiozla dziecko za granice a facet podpisal zgode (byli po
          rozwodzie juz) bo to mialy byc tylko wakacje efekt jest taki ze nigdy juz corki
          nie zobaczyl.
          sorry mario bardzo mi ciebie szkoda, ale co mam powiedziec o facecie ktory cale
          zycie mial baby i balangowal, a teraz raptem gdy zobaczyl ze mu sie grunt pali
          pod nogami staje na glowie, zeby dopiec bylej zonie ? powiedzial przed sadem
          nawet ze NIGDY jej nie kochal! niszczy ja z jakas dziwnie pojeta satysfakcja
          ale niszczy takze SWOJE WLASNE DZIECI. Ja tego pojac nie moge! Jak to mozliwe
          zeby to bylo mozliwe!?
          • mario2 Re: czy moglibysmy wrocic do tematu? 17.04.02, 14:46
            To jest skurwysyn i nie ma wiecej o czym gadac!
        • Gość: Aton W obronie ortografii IP: 195.94.207.* 17.04.02, 15:54
          viper40 napisał(a):
          > mario2 napisał(a):
          > > Niektore baby to sa chuje!
          > Brawo, robisz postępy, bo to tej kobiety ogólnie
          kojarzyły ci się z tym męskim
          > narządem, de facto pisanym przez samo "h".

          O nie, w imię ortografii protestuję. Pisanie "chuj" przez
          samo "h" dopuszczalne jest jedynie w ramach eksperymentu
          artystycznego. Normalnie stosujemy tylko i wyłącznie "ch".
    • viper40 Re: Mirela 17.04.02, 12:48
      Mój post do ciebie widnieje pod tytułem JENDZA (pomyłkowo), wysłany o 12,28
      (czasu warszawskiego).
      • Gość: mirelka2 Re: Mirela IP: *.ath.spark.net.gr 17.04.02, 12:52
        viper40 napisał(a):

        > Mój post do ciebie widnieje pod tytułem JENDZA (pomyłkowo), wysłany o 12,28
        > (czasu warszawskiego).

        i tam wlasnie ci odpowiedzialam o godz. 12.39 tez warszawskiego.
    • Gość: mirelka2 do viper - mirelka IP: *.ath.spark.net.gr 17.04.02, 14:29
      Ja wiem ze byla jakas przyczyna (samochod wpadl w poslizg walnal w drzewo,
      oboje zgineli na miejscu - oto przyczyna tego, ze dziecko nie ma rodzicow,
      pytam cie, czy uwazasz, ze ono sobie na to zasluzylo, bo napisales, ze kazdy ma
      to na co sobie zasluzyl. Wiec jak piesiomiesieczne niemowle moze sobie zasluzyc
      na to, ze nigdy nie pozna kim sa rodzice.... Jestes niekonsekwentny viper, nie
      odpowiadasz na pytania dlaczego?
      • mario2 Re: do viper - mirelka 17.04.02, 14:49
        To prawda! co moze dziecko za to, ze ma takiego pierdolnietego ojca jak Ty?
        biedne!!!
      • viper40 Re: do viper - mirelka 17.04.02, 15:14
        Gość portalu: mirelka2 napisał(a):

        > Ja wiem ze byla jakas przyczyna (samochod wpadl w poslizg walnal w drzewo,
        > oboje zgineli na miejscu - oto przyczyna tego, ze dziecko nie ma rodzicow,
        > pytam cie, czy uwazasz, ze ono sobie na to zasluzylo, bo napisales, ze kazdy ma
        >
        > to na co sobie zasluzyl. Wiec jak piesiomiesieczne niemowle moze sobie zasluzyc
        >
        > na to, ze nigdy nie pozna kim sa rodzice.... Jestes niekonsekwentny viper, nie
        > odpowiadasz na pytania dlaczego?

        Ale co dlaczego? To o czym ty piszesz to jest wypadek, na który nikt nie miał
        wpływu.
        Natomiast można w życiu zasłużyć na to co się ma np. złym postępowaniem,
        pochopnymi decyzjami, złymi wyborami, niewykorzystywaniem szansy. Zresztą
        odbiegamy od meritum, a nie o to chodzi w tej dyskusji.
        • Gość: mirelka2 Re: do viper - mirelka IP: *.ath.spark.net.gr 17.04.02, 17:34
          viper40 napisał(a):

          > > Natomiast można w życiu zasłużyć na to co się ma np. złym postępowaniem,
          > pochopnymi decyzjami, złymi wyborami, niewykorzystywaniem szansy. Zresztą
          > odbiegamy od meritum, a nie o to chodzi w tej dyskusji.

          No wlasnie -MOZNA ale wcale nie trzeba jedni maja to na co zasluzyli, a inni maja
          to na co nie mieli wplywu i to tyle w sprawie twej madrej sekwencji o tym co kto
          w zyciu ma
    • mario2 ...u przez samo 17.04.02, 16:21
      I ty chcesz mnie zasad ortografii uczyc!? ...nij sie w te pusta makowke! ... przez samo "H" pisze sie w odniesieniu do takich krotkich polmozgow jak Ty!
    • Gość: jendza Re: rozwod: manipulacja dziecmi - nie ma rozwiazania? IP: *.abo.wanadoo.fr 17.04.02, 21:35
      Hej,Liloom.
      Myslalam o tych biednych maluchach przez caly dzien.
      Znowu popaprane zyciorysy, znowu przytlaczajace gory
      rzeczy do 'przepracowania', bezsensowne poczucia
      winy i wszystko inne, co znam tak dobrze...
      Nie wymyslilam niczego innego, a jak widze -
      inni Forumowicze dobrze sie bawia, z calym
      szacunkiem... To tez potrzebne.
      Kogo, poza Toba, ta rodzina ma wokol siebie?
      Moze jest jeszcze ktos, kto moglby byc dodatkowym
      wsparciem dla matki? NIe wiem, jakis przyjaciel,
      nauczyciel, ksiadz? Ich opinia bylaby wazna dla
      sadu. A co z rodzicami meza? Moze oni potrafia
      byc obiektywni? Moze maja wplyw na syna? A moze dziadko-
      wie dzieci ze strony mamy mogliby pomoc? Komu dzieci ufaja?
      Niezaleznie od wszelkich orzeczen sadu matka musi
      miec wlasciwy kontakt z dziecmi. Taki jest warunek
      konieczny ich w miare dobrej przyszlosci.
      I prawda. Jesli dadza sie teraz omamic ojcu, w przyszlosci
      albo beda zyc w jakims koszmarnym zaklamaniu, albo
      beda musialy przejsc trudna droge, by poradzic sobie
      z zasadnym wowczas poczuciem winy. Wybaczyc ojcu, ale i sobie...
      Matka ma zatem nie tylko sprawe do wygrania w sadzie...
      Jesli przegra, co zdarzyc sie moze, musi pamietac, ze to
      tylko jedna bitwa,z traktatem niekoniecznie pokojowym.
      A rannych trzeba opatrywac stale, bo te rany goja sie
      bardzo trudno i przez dlugie lata...
      Dobrej nocy, bo trzeba wypoczywac...
      jendza
      • Gość: liloom jaka tam z ciebie jendza aniolku IP: *.11.vie.surfer.at 18.04.02, 11:36
        jedza dzieki za odpowiedz jeszcze raz. liczylam na wiecej konkretnych
        podpowiedzi, normalnie tutaj az huczy, no coz.
        dzieki ci bardzo ze o nas myslisz, wysle kopie tego forum mojej kolezance,
        niech to bedzie dla niej podpora.
        fakt, duzo jest szczegolow, ktore nawet nie o to chodzi ze nie moge ujawnic, bo
        moge, ale to sie w takich kilku postach po prostu nie da.
        na obczyznie jak sama pewnie wiesz jest tak, ze czlowiek jest czesto z dla od
        rodziny (rodzicow, ciotek, wujkow i innych bliskich) i jest czesto zdany na
        obcych ludzi. u mojej kolezanki tez tak jest. wiekszosc znajomych trzyma jej
        strone, ale przeciez kazdy ma tez swoje zycie rodzinne i nie zawsze nwet gdy
        chce pomoc ma na to po prostu czas. czasem tez jest tak i ze mna.
        mam nadzieje ze sama swiadomosc, ze sa ludzie ktorzy w razie czego stana za
        nia - jej pomaga. jak chcesz jendza to odezwij sie jeszcze kiedys.
        • Gość: jendza Re: jaka tam z ciebie jendza aniolku IP: *.abo.wanadoo.fr 18.04.02, 11:57
          No to trzymajcie sie, DZIEWCZYNY!
          Niech Temida bedzie SPRAWIEDLIWA...
          A moze by tak przypadkiem rzeczona 13 latka
          przeczytala te forumowe rozmowki?
          Wszystkiego, co najlepsze!
          zdecydowanie jendza
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka