piataziuta
20.09.17, 13:25
To już!
Nastąpiła jesień, więc można być oficjalnie, zdepresjonowanym, wku...onym polakiem!
Przed chwilą wróciłam z wakacji, jeszcze opalenizna mi nie zeszła, a już mnie dopadło głębokie zło, zimno, deszcz, Polska, zepsuty samochód. Jakoś nie byłam na to wszystko gotowa.
Ale!
Mój instynkt przetrwania sprawił, że przez bity tydzień śniły mi się różne odsłony romantycznych plaż, do których docieram różnymi sposobami.
Postanowiłam, że to PRZEZNACZENIE i jeszcze raz, ten OSTATNI raz, pojadę sobie na chwilę, na jeden dzień, na jakąś ładną plażę.
Przeszukałam internety i na kilka dni serce mi urosło. Jest taka plaża, są tanie loty, tanie noclegi, to wszystko jest możliwe, tylko trzeba się pospieszyć (tanie loty szybko się robią drogie, a pogoda coraz gorsza).
MWPŻ (Mój Wspaniały Partner Życiowy a.k.a. Moja Wielka Pomyłka Życiowa), od tygodnia nękany pytaniami, czy pojedzie ze mną na plażę, na wino, po ostatnie słońce i po miełość, kolejno odpowiadał:
1) "Tak!"
2)"Tak..."
3)"Raczej tak...",
4)"Sprawdzę w pracy",
5)"Przecież dopiero wróciliśmy z urlopu!".
Dziś, przyciśnięty do ściany, oznajmił:
"Mogę, ale NIE CHCĘ, wolę jechać na dłużej zimą gdzieś".
Cóż, na wyjazd zimowy nie pojadę, bo mnie nie stać.
Plaża poszła się jebać.
MWPŻ w dupie ma moje wszystko.
Zostało zło, zimno, deszcz, Polska i zepsuty samochód.
A wy? Dlaczego macie depresję?
I czy radzicie sobie z nią, z równie xujowym skutkiem co ja?
Myślicie, że powinnam sama pojechać na tę plażę?
Trochę sram w majteczki.