19.04.02, 10:26
Najlepsze życzenia. Myślę, że już troszkę ochłonęłaś.
Napisz jak było???
Pozdrawiam
Agnes
Obserwuj wątek
    • bes Re: Do bes 19.04.02, 11:26
      Witam wszystkich.
      Rzeczywiście, już ochłonęłam, wróciłam do pracy wczoraj jako mężatka:-)
      Wszystko poszło wspaniale, nawet pogoda w sobotę nie była taka najgorsza. Do
      końca trwały przygotowania, bo w piątek przed ślubem zawoziliśmy jeszcze do
      lokalu, gdzie było przyjęcie, sprzęt grający, nagrane płyty CD z muzyką i
      przede wszystkim zakupiony rano alkohol i napoje, a w sobotę rano zakładaliśmy
      oboje nowo kupione pokrowce do mojej corsy, która została ślubnym autkiem.
      Mieliśmy problem z organistą w kościele, ale w końcu był i organista spoza
      parafii, i śpiewaczka- znajoma moich teściów. Msza była tak piękna, że potem
      żałowałam, że z powodu przejęcia nie mogłam jej tak "chłonąć", jak powinnam.
      Nie zmarzłam mimo sukni z krótkim rękawem, fryzjerka (osiedlowa) zrobiła mi
      piękną fryzurę, welon zgubiłam zaraz po mszy wsiadając do samochodu:-),wybrany
      i zamówiony przeze mnie bukiet był przepiękny, a w drodze do kościoła odpięła
      mi się pończocha i mój narzeczony musiał mi ją zapinać w samochodzie, bo nie
      umiałam sama tego zrobić:-) makijaż w końcu zrobiłam sobie sama, nie opalałam
      się ani w solarium, ani samoopalaczem........ A i tak wszyscy goście byli
      zachwyceni moim wyglądem, świadkowie oniemieli na mój widok. Mam nadzieję że
      nie kłamali, bo pan młody również stwierdził, że on przy mnie "niknie"......
      Przyjęcie weselne trwało do drugiej w nocy, nikt się nie upił, było wesoło i
      miło, goście przygotowali wiersze i piosenki o nas, ale pod koniec potężnie już
      ziewałam i miałam dość, sądzę, że po prostu nerwy "puściły" i poczułam ogromne
      zmęczenie, podobnie małżonek.
      Potem przez kilka dni czułam się jakaś taka przytłumiona i wyciszona, pewnie
      opuszczało mnie napięcie po całych tych przygotowaniach i stresach.
      Teraz, gdy już jestem po ślubie, myślę, że gdyby mi się udało tak nie
      stresować, nie przejmować wszystkim, przeżyłabym sam ślub pełniej i głębiej, a
      tak zdenerwowanie nie pozwalało mi na luz i spokój. Ale przypuszczam, że tak
      jest z każdą młodą parą. Mój mąż potem się przyznał, że był zdenerwowany czy
      wszystko "zagra", czy zapięliśmy wszystko na ostatni guzik, w trakcie mszy
      martwił się nawet o to, czy będę pamiętała, aby zdjąć rękawiczki przed
      włożeniem obrączek i w sumie na ślubie wyszedł na ostatniego smutasa i
      ponuraka, taki był spięty i poważny.
      Gdybym miała to zrobić jeszcze raz, byłoby inaczej, przygotowania
      ograniczyłabym do niezbędnego minimum (choć w sumie oboje przygotowywaliśmy
      wszystko sami, sami podejmowaliśmy decyzję o wszystkim i za nasze pieniądze) i
      przede wszystkim należało uwierzyć, ze wszyscy nasze jakiekolwiek potknięcia i
      błędy przyjmą życzliwie i z uśmiechem.
      Dwa dni poślubie obcięłam swoje hodowane od jesieni włosy na specjalną prośbę
      męża, bo woli mnie w króciutkich i oddałam suknię do wypożyczalni. Nasze
      mieszkanko jest jeszzcze pełne kwiatów, a my wracamy do rzeczywistości:-)
      W Boże Ciało wyruszamy w naszą podróż poślubną na Kretę:-)

      Dziękuję za życzenia

      bes
      • agniecha27 Re: Do bes 19.04.02, 14:30
        Zdenerwowanie - rzecz normalna. a przeżycia - superrrrrrrrr!
        Wszystkiego naprawdę najlepszego i niezapomnianej podróży poślubnej.
        Z całego Serducha.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka