Dodaj do ulubionych

Na kogo mieszkania?

27.02.23, 07:35
Z forum w DE.
Pan mlody "otrzymal" 7 lat temu od rodzicow na slub mieszkanie. Moze nie tyle otrzymal, co rodzice zawsze mieli juz to mieszkanie i oboecali mu, ze kiedy sie ozeni zostanie przepisane na niego. Obecnie maja 2 dzieci.
Nagle od kilku miesiecy malzona zaczyna sie domagac, zeby mieszkanie bylo takze na nia. W sensie chce, zeby ja wspisac do ksiegi wieczystej jako 50% wlascicielke. Mezczyzna (i jego rodzice) nie chce sie na to zgodzic, bo w chwili rozwodu automatycznie 50% nalezalo by do zony, co znaczylo by ze musza sprzedac mieszkanie i podzielic na polowe. I jak napisal, odnosi wrazenie, ze z malzenstwem jest cos nei tak i zona obawia sie, ze jak wystapi o rozwod to zostanie bez meiszkania. Jak myslicie? Mi sie wydaje, ze skoro mieszkanie jest jego to powinno tak zostac. Agrument, ze w przypadku rozwodu stracilby polowe mieszkania jest jak najbardziej logoczny. Z drugiej strny, nie dziwie sie, ze zona chce byc wspolwlascicielka, skoro sa malzenstwem.

Obserwuj wątek
    • friend_of_women Re: Na kogo mieszkania? 27.02.23, 08:10
      Życie pokazuje, że nie ma co być dobrodusznym. Rodzice, prawdopodobnie aktem darowizny przekazali synowi mieszkanie, notarialnie zostało potwierdzone i jest jego. Żona nie ma nic to tego. To nie wchodzi do majątku wspólnego małżonków. To, że żona chce to o niczym nie świadczy, rozsądniej jest sprawy nie ruszać, to żona będzie pokorniejsza i bardziej będzie się starała ;)
      • okruchlodu Re: Na kogo mieszkania? 01.03.23, 22:07
        Wykorzystywanie przewagi finansowej nie poprawia zwiazku. To jedna z tych rzeczy, które bardzo psują relacje. Nawet jeśli partner/partnerka uda się przez jakiś czas spacyfikować to odbije sobie z drugiej strony. Zaczyna się analizować 'co się opłaca', 'jak się z układu wymigac', 'jak wyjść na swoje'. Biznes partnera/partnerki przestaje się liczyc. Nieszczęśliwy człowiek nie potrafi stworzyć szczęśliwego związku.

        Sam pomyśl, czy potrafiłbyś być szczęśliwy w układzie, w którym kobieta wykorzystuje swoją przewagę, żeby zmusić się do posłuszeństwa? Motywowałoby Cię to do uszcześliwiania jej?
    • horpyna4 Re: Na kogo mieszkania? 27.02.23, 10:44
      Jeżeli zostało przepisane przed ślubem, to stanowi jego osobisty majątek, a żonie nic do tego. Jeżeli po ślubie, to warto skonsultować się z prawnikiem, żeby mieć pewność.
      • teodor-k Re: Na kogo mieszkania? 27.02.23, 11:29
        Nie wiadomo jakie prawo obejmuje w Niemczech bo to z forum DE .Jeśli udowodnione przez notariusza to pan dysponuje mieszkaniem ,ale pani wyrzucić nie może .Są darmowe porady radców prawnych .Albo w ramach Beratungshilfescheinl lub Konsulat Generalny RP w Kolonii we współpracy z polskojęzycznymi prawnikami w Niemczech od wielu lat organizuje cykl indywidualnych spotkań w ramach bezpłatnego poradnictwa prawnego.Jeśli to jest w Niemczech .Telefon jest na stronie konsultatu .
        • camel_3d2 Re: Na kogo mieszkania? 28.02.23, 20:17
          To nie jest polsko niemieckie malzenstwo. Niemcy.
          Mysle, ze tu nie chodzi o wyrzucenie z domu. Z tego co ja zrozumialem, to raczej chodzi o to, ze gosc sie obawia, ze podczas rozwodu bedzie musial odstapic 50% mieszkania malzonce, jezeli ja wpisze do ksiegi wieczystej.
          • enith Re: Na kogo mieszkania? 28.02.23, 22:21
            Jeśli ją wpisze do księgi wieczystej jako współwłaścicielkę, to tak, w razie rozwodu majątek małżeństwa (cały, w tym mieszkanie) będzie dzielone po połowie. Jeśli pan nie chce takich komplikacji rozwodowych, to nie dopisuje żony do mieszkania. Pytanie pozostaje, czemu pani, jeśli nie wniosła do małżeństwa jakiego większego majątku, chce teraz położyć rękę na połowie mieszkania męża podarowanego mu przez jego rodziców. I czemu nie zażądała tego dopisania przed ślubem, tylko 7 lat po ślubie. Bo może darczyńcy w osobach teściów, wiedząc, że przyszła synowa czai się na połowę mieszkania ich syna, w ogóle odstąpiliby od przekazania darowizny, nie chcąc oddawać synowej części wypracowanego przez nich majątku. To żądanie żony nagle siedem lat po ślubie jest dziwne, chyba, że pani bardzo intensywnie inwestowała od samego początku we własność męża i sprawiedliwym byłoby dopisanie jej do własności w części odpowiadającej tym inwestycjom (nie musi to być fifty-fifty, może być 40% albo 20%). I pani byłaby w ten sposób zabezpieczona przed zostaniem bez dachu nad głową w razie rozwodu.
          • obrotowy to bez znaczenia 28.02.23, 22:39
            camel_3d2 napisał:

            > To nie jest polsko niemieckie malzenstwo. Niemcy.
            > Mysle, ze tu nie chodzi o wyrzucenie z domu. Z tego co ja zrozumialem, to racze
            > j chodzi o to, ze gosc sie obawia, ze podczas rozwodu bedzie musial odstapic 50
            > % mieszkania malzonce, jezeli ja wpisze do ksiegi wieczystej.


            to bez znaczenia.
            liczy sie stan prawny - ktory oceni sad.

            nawet be z wpisu w ksiedze wieczystej - jeli mieszkanie jest wspolne - to jest wspolne.
            ksiega wieczysta nie decyduje o prawie - tylko jest jego odbiciem i ew. potwierdzeniem.




    • enith Re: Na kogo mieszkania? 27.02.23, 17:20
      Tak to jest, jak się takich spraw nie dogada przed ślubem. Teoretycznie, jeśli właścicielem jest pan, to wyłącznie od jego dobrej woli zależy to, czy dopisze żonę do aktu własności. Nie musi, a w razie rozwodu on zostaje z mieszkaniem, ona zostaje z niczym, czyli z tym, co do tego małżeństwa pod względem mieszkalnym wniosła. Najsensowniej w tej chwili byłoby chyba, żeby żona zaczęła męża spłacać za połowę mieszkania, które miałby jej przekazać, czyli po prostu wnieść majątek wart połowy mieszkania do małżeństwa. Oczywiście wszystko na legalu, tak, żeby te wpłaty dało się w razie czego udowodnić. I wtedy mąż dopisuje ją do aktu własności, a w przypadku rozwodu dzielą majątek po połowie i nikt nie ma poczucia, że został oszukany. Pani chyba przed ślubem gdzieś mieszkała, prawda? Miała również jakiś majątek osobisty. To powinna była wnieść do małżeństwa za przepisanie połowy mieszkania na nią. Teraz wygląda to tak, że chce połowę mieszkania za friko.
      • camel_3d2 Re: Na kogo mieszkania? 28.02.23, 20:19
        Pani chyba przed ślubem gdzieś mieszkała, prawda? Mi
        > ała również jakiś majątek osobisty. To powinna była wnieść do małżeństwa za prz
        > episanie połowy mieszkania na nią.

        W Nieczech posiadanie mieszkania wlasnosciowego wcale nie jest takie oczywiste. Wiekszosc ludzi nie ma wlasnego M. Wynajmuja. Ale w tkescie nie bylo o tym mowy.
        • teodor-k Re: Na kogo mieszkania? 28.02.23, 20:46
          Dobrze kombinujesz .Zaciągłem informacji w mojej rodzinie bo mam prawnika . Sytuacja osoby występującej z takim żądaniem jest o tyle nieskomplikowana, że przepisy kodeksu rodzinnego i opiekuńczego ustanawiają tzw. domniemanie faktyczne, zgodnie z którym przedmiot majątkowy, nabyty przez jednego z małżonków w czasie trwania wspólności majątkowej małżeńskiej, stanowi dorobek wspólny.Jeśli nastąpi rozwód to też nie stoi na przegranej .Ale takie sądy to majątek .Dobrze by było jakby go zmusiła do regulacji prawnych .Kobiety mają takie sposoby .Pozdrawiam .
    • eriu Re: Na kogo mieszkania? 27.02.23, 19:24
      A czemu żona taka chciwa? Nie wystarczy, że nie trzeba kredytu brać i się martwić gdzie mieszkać? Dlaczego trzeba małżonkowi wszystko oddawać co się ma? Dlaczego trzeba się zlewać?
      • okruchlodu Re: Na kogo mieszkania? 28.02.23, 23:33
        Myślę, że babka ma świadomość, że w związku nie układa się dobrze i bez prawa do mieszkania jest w czarnej dupie. Jak się jest singielką to wystarczy spakować walizkę. W przypadku dzieci sprawa się bardzo komplikuje. Wynajęcie mieszkania więcej kosztuje niż pokoju, wymaga przeorganizowania wszystkich spraw logistycznych (przedszkole, szkoła, zajęcia dodatkowe). W dodatku dzieci wymagają wyższego standardu życia- w przyczepie kempingowej z nimi nie zamieszkasz. A kasy ma się znacznie mniej niż w czasach, gdy się miało całą pensje tylko dla siebie.

        Dodatkowo fakt mieszkania 'u kogoś' i brak możliwości bezproblemowego opuszczenia lokalu w chwili kryzysowej stawia kobietę w na słabszej pozycji. Co może być wykorzystane do forsowania niefajnej wizji związku. Niefajnej dla strony słabszej, fajnej dla strony silniejszej. Dlatego babeczka kombinuje jak może. Pewnie przeraża ja wizja biedy i zaniedbanych dzieci walących mefedron, gdy ona będzie tyrać na dwa etaty, żeby opłacic wynajem. W takich chwilach w matkach budzą się lwice gotowe walczyć o lepszy byt.

        Uważam, że dużo bardziej opłaca się wspólnie spłacać ten kredyt i mieć względnie równą pozycję.

        Nie oznacza to, że pan ma jakikolwiek obowiązek przepisywać na nią pół domu jeśli nie ma podstawy prawnej. Babeczka popełnila bład, jaki popełnia wiele kobiet. Nie pomyślała o zabezpieczeniu finansowym bo myslała, że zawsze będzie dobrze.
        • enith Re: Na kogo mieszkania? 01.03.23, 04:05
          okruchlodu napisała:

          > Myślę, że babka ma świadomość, że w związku nie układa się dobrze i bez prawa d
          > o mieszkania jest w czarnej dupie.

          Też się zastanawiam, skąd to nagłe (czy na pewno?) żądanie przepisania połowy mieszkania. Siedem lat po ślubie? Wcześniej pani nie zdawała sobie sprawy, że mieszka u męża, a gdyby teściowie wycofali się z darowizny, to mieszkałaby nawet nie u męża, a u teściów. I na ich humory zdana.
          Swoją drogą to daje do myślenia fakt, że mieszkanie dostał tylko syn. Skąd taka decyzja i co za nią stało? To ważne, bo np. jeśli rodzice przekazali synowi mieszkanie z zaznaczeniem, że nie życzą sobie, by ten w przyszłości oddał połowę żonie, to należałoby jednak to życzenie uszanować. A może, podobnie jak byłoby to w analogicznej sytuacji w Polsce, chodzi o podatki? Syn go płacić nie musi, ale synowa będąca w dalszej grupie podatkowej, już jak najbardziej. A może teściowie nie znoszą synowej i nie chcą jej oddawać połowy ich krwawicy. Coś za ich decyzją stało.

          > Nie oznacza to, że pan ma jakikolwiek obowiązek przepisywać na nią pół domu jeśli nie ma podstawy prawnej. Babeczka popełnila bład, jaki popełnia wiele kobiet. Nie pomyślała o zabezpieczeniu finansowym bo myslała, że zawsze będzie dobrze

          Gwoli ścisłości, panowie też popełniają podobny błąd. Był tu nawet na forum przypadek męża, któremu żona po 20 latach pokazała drzwi, bo zakochała się w innym. Mąż mieszkał przy żonie, w domu podarowanym jej przez rodziców. I przez 20 lat nie zadbał w żaden sposób o plan awaryjny, gdyby przyszło do rozwodu. Brak umiejętności przewidywania w kwestiach mieszkaniowych nie jest więc wyłącznie domeną kobiet.

          > Uważam, że dużo bardziej opłaca się wspólnie spłacać ten kredyt i mieć względnie równą pozycję.

          Zgadzam się w 100%. Nikt nie mieszka u nikogo i na niczyjej łasce.
          • okruchlodu Re: Na kogo mieszkania? 01.03.23, 21:36
            Gdybym kupowała mieszkanie dla potomka też chcialabym, żeby było tylko jego własnością. To bardzo naturalne. Bliższa ciału koszula.
        • tt-tka Re: Na kogo mieszkania? 01.03.23, 09:45
          okruchlodu napisała:

          > Myślę, że babka ma świadomość, że w związku nie układa się dobrze i bez prawa d
          > o mieszkania jest w czarnej dupie.

          Rzecz w tym, ze nie jest. W Niemczech wiele wiecej osob mieszkanie wynajmuje niz posiada. Pani moze spokojnie sie rozwiesc i wynajac sobie.


          > Dodatkowo fakt mieszkania 'u kogoś' i brak możliwości bezproblemowego opuszczen
          > ia lokalu w chwili kryzysowej stawia kobietę w na słabszej pozycji. Co może być
          > wykorzystane do forsowania niefajnej wizji związku. Niefajnej dla strony słabs
          > zej, fajnej dla strony silniejszej. Dlatego babeczka kombinuje jak może. Pewnie
          > przeraża ja wizja biedy i zaniedbanych dzieci walących mefedron, gdy ona będzi
          > e tyrać na dwa etaty, żeby opłacic wynajem. W takich chwilach w matkach budzą s
          > ię lwice gotowe walczyć o lepszy byt.

          Sorry gregory, sa doplaty, socjal, alimenty, kindergeld i inne swiadczenia.
          • okruchlodu Re: Na kogo mieszkania? 01.03.23, 20:59
            Kindergeld może w PL wydaje się majątkiem ale przy kosztach życia w DE już blado wypada. A te dopłaty i socjalne to tak każdej nieszczęśliwej mężatce dają czy trza się najpierw rozwieść, wynająć mieszkanie i wykazać, że się 'zasługuje'? Alimenty też pierwszego dnia po rozstaniu się dostaje? Swoją drogą mogą równie dobrze mieszkać w Polsce.

            Coraz częściej w DE porusza się problem kobiet po piecdzisiątce, które to spedziły życie dbając o rodzinę a po rozwodzie zostają z niczym. Bez zabezpieczenia finansowego, bez doświadczenia zawodowego. Pewnie nie słyszały o tym super socjalu:-)
            • tt-tka Re: Na kogo mieszkania? 02.03.23, 01:47
              Tak, alimenty dostaje sie natychmiast, a nawet przed rozwodem (podobnie jak w Polsce zabezpieczenie potrzeb rodziny), jesli sie o to wystapi. Niemcy jako panstwo sa bardzo prodzieciece i dbaja o interesy maloletnich.

              Nieszczesliwa mezatka nie rowna sie samotna matka. Nieszczesliwa mezatka, jak kazda dorosla osoba, sama powinna o siebie zadbac. Najlepiej pracujac i oplacajac wlasne ubezpieczenie i skladki emerytalne, zamiast plakac, ze po piecdziesiatce jest bez zabezpieczenia i bez doswiadczenia.
              A ty sugerujesz, ze pani ze startera nie tylko polowe mieszkania chcialaby od meza, ale i dozywotnie jej utrzymywanie ?
              • okruchlodu Re: Na kogo mieszkania? 02.03.23, 06:57
                Nic nie sugeruje. Rozumiem jednak, że podjęcie decyzji o rozstaniu może być trudne gdy są dzieci miedzy innymi z finansowego powodu.

                Ty piszesz o możliwościach z opieki społecznej jakby one przysługiwały wszystkim i problem tych kobiet był urojony.
                Tak jakby wystarczyło złożyć wniosek i kasa wpada na konto. Tak nie jest.

                Nie poznałam samotnej matki, która by sobie nie poradziła. Choć dla wielu pierwsze pół roku to był istny armadedon pod względem finansowym i emocjonalnym.
                • tt-tka Re: Na kogo mieszkania? 02.03.23, 08:33
                  Ale wlasnie finanse, gdy dzieci pozostaja przy matce, plyna. W Niemczech, znaczy. Sciagalnosc alimentow nie stanowi problemu, mozna bez trudu uzyskac dofinansowanie do mieszkania, do zlobka/przedszkola, do wypoczynku dzieci. Z tym ze pomoc spoleczna, jak sama nazwa wskazuje, pomaga, a nie bierze na utrzymanie po calosci osobe w wieku produkcyjnym i zdolna do pracy.

                  Ja juz nie wiem o co Ci chodzi - kobiety po 50-tce, ktore ocknely sie z reka w nocniku, nie sa samotnymi matkami malych dzieci (nie mowiac o tym, ze dla nich praca tez jest - niekoniecznie prestizowa, niekoniecznie wysokoplatna, ale jest). Matka malych dzieci raczej nie jest po 50-tce.
                  • okruchlodu Re: Na kogo mieszkania? 02.03.23, 10:00
                    No właśnie o to chodzi, że wcale nie jest tak kolorowo jak piszesz. Te kobiety mają problem ze znalezieniem pracy za którą się utrzymają.

                    Dlatego tak wazne jest przeprowadzenie analizy finansowej swojego życia wczesniej, gdy jest się jeszcze względnie młodym. Warto wiedzieć gdzie się będzie mieszkać po ewentualnym rozstaniu i z czego żyć. Przeprowadzenie takiej rozmowy z mężem może pomóc części kobiet otworzyć oczy.
                    • teodor-k Re: Na kogo mieszkania? 02.03.23, 10:33
                      okruchlodu napisała:

                      > No właśnie o to chodzi, że wcale nie jest tak kolorowo jak piszesz. Te kobiety
                      > mają problem ze znalezieniem pracy za którą się utrzymają.
                      >
                      > Dlatego tak wazne jest przeprowadzenie analizy finansowej swojego życia wczesn
                      > iej, gdy jest się jeszcze względnie młodym. Warto wiedzieć gdzie się będzie mie
                      > szkać po ewentualnym rozstaniu i z czego żyć. Przeprowadzenie takiej rozmowy z
                      > mężem może pomóc części kobiet otworzyć oczy.
                      Krótka piłka .Jeśli kocha to mieszkanie dzieli na pół i wpisuje do księgi ,inaczej kobieta wie na czym stoi .I goli go by się zabezpieczyć na później .Dalsze rozkminy nie mają sensu .Pozdrówka .
                      • camel_3d2 Re: Na kogo mieszkania? 06.03.23, 11:50

                        > Krótka piłka .Jeśli kocha to mieszkanie dzieli na pół i wpisuje do księgi ,inac
                        > zej kobieta wie na czym stoi .I goli go by się zabezpieczyć na później .Dalsze
                        > rozkminy nie mają sensu .Pozdrówka .

                        a jak ona przestanie kochac i nagle zarzada rozwodu? to myslisz, ze odda te 50%?
                    • okruchlodu Re: Na kogo mieszkania? 02.03.23, 12:38
                      Nie chodzi o miłość tylko odpowiedzialność. Uważam, że wszystkie pary zakładające rodzinę powinny odbyć rozmowę o finansach. Ustalić swoje zobowiązania finansowe, własność wspolną i odrebną oraz obowiązki domowo-dzieciowe w czasie związku i po nim. Sformalizować ile się da. Niech wszyscy mają świadomość oczekiwań i wkładu w związek oraz tego co bedzie, gdy związek się rozpadnie.
                      • teodor-k Re: Na kogo mieszkania? 02.03.23, 15:36
                        okruchlodu napisała:

                        > Nie chodzi o miłość tylko odpowiedzialność. Uważam, że wszystkie pary zakładają
                        > ce rodzinę powinny odbyć rozmowę o finansach. Ustalić swoje zobowiązania finans
                        > owe, własność wspolną i odrebną oraz obowiązki domowo-dzieciowe w czasie związk
                        > u i po nim. Sformalizować ile się da. Niech wszyscy mają świadomość oczekiwań i
                        > wkładu w związek oraz tego co bedzie, gdy związek się rozpadnie.
                        Pewnie tam ,ale młodość to zakochanie i nikt wtedy nie liczy kasy .Rozumu dostaje po ileś tam latach. Kobiety inaczej to odbierają .Stają się wilkami ,gdy chodzi o dzieci jak im dzieje się krzywda .Gdyby każdy miał takie rozumowanie jak Ty nie było by błędu .Ale młodość ma swoje prawa i granice .Na początku zapomina się o wyrachowaniu .
                    • tt-tka Re: Na kogo mieszkania? 02.03.23, 12:50
                      okruchlodu napisała:

                      > No właśnie o to chodzi, że wcale nie jest tak kolorowo jak piszesz. Te kobiety
                      > mają problem ze znalezieniem pracy za którą się utrzymają.

                      Spokojnie sie utrzymaja. Tylko rzecz jasna nie na tym poziomie, do ktorego przywykly nie pracujac zarobkowo :P


                      >
                      > Dlatego tak wazne jest przeprowadzenie analizy finansowej swojego życia wczesn
                      > iej, gdy jest się jeszcze względnie młodym. Warto wiedzieć gdzie się będzie mie
                      > szkać po ewentualnym rozstaniu i z czego żyć. Przeprowadzenie takiej rozmowy z
                      > mężem może pomóc części kobiet otworzyć oczy.

                      Wczesniej, slusznie. Ale po siedmiu latach malzenstwa to tak ni z gruchy, ni z pietruchy... takie rzeczy ustala sie imo, ZANIM sie sformalizuje zwiazek. I ustalenia moga byc rozne, np zajmuje sie dziecmi az do ich szkolnego wieku/zajmuje sie domem az do smierci, ALE, drogi wspolmalzonku, oplacasz moja polise emerytalna/inne zabezpieczenie - lub ide do pracy i sama dbam o swoje benefity.
                      natomiast akurat w DE, gdzie wynajmowanie lokum jest czestsze niz posiadanie, oczekiwanie znienacka (bo przed slubem mogli to dogadac, czemu nie), ze maz/zona przepisze na to drugie polowe domu mnie osobiscie by zaniepokoilo i nasunelo niemile podejrzenia
                      • tt-tka Re: Na kogo mieszkania? 02.03.23, 12:53
                        PS
                        w Polsce takze nie przepisalabym. Wspolne i do podzialu jest to, czego dorobilismy sie wspolnie, zabepieczeniem sa renty rodzinne, polisy itp. Ale moja przedslubna wlasnosc pozostaje moja, zwlaszcza gdy sa dzieci.
                        • ta Re: Na kogo mieszkania? 02.03.23, 15:06
                          Przede wszystkim należy włożyć trochę wysiłku w poznanie prawa w obszarze wspólnej własności, darowizn i dziedziczenia.

                          Znam przypadek pana, który sprzedał swoje wiele warte przedślubne mieszkanie i cała kwotę władował we „wspólny” domek z małżonką. Małżonka wniosła do tej „ wspólnoty” działkę, na której domek stanął i nic więcej.

                          Po kilku latach małżeństwo runęło. Pan został z domeczku wyeksmitowany i od wielu lat sądzi się o zwrot przynajmniej części wniesionego wkładu. Mieszka kątem u dalszej rodziny, która udzieliła mu schronienia.

                          Nie zapoznał się z przepisami, a to:
                          „Kto jest właścicielem budynku wybudowanego na cudzym gruncie?
                          Odpowiedź brzmi następująco: superficies solo cedit (jęz. łac. „To, co jest na powierzchni, przypada gruntowi”). Zgodnie z tą zasadą, wszystkie budynki, nasadzenia oraz inne elementy posesji należą do właściciela gruntu.”
                          ——
                          „ W rezultacie budynek wybudowany na cudzym gruncie stanowi własność właściciela gruntu, jednakże budujący może żądać przeniesienia własności gruntu. Dodajmy jednak, że z tego rodzaju roszczeniem można wystąpić wyłącznie wtedy, gdy wartość budynku znacznie przekracza wartość zajętej działki.”

                          W tym przypadku wartość budynku nie przekracza wartości działki i pan może się bujać, wszystko należy do byłej żony.

                      • okruchlodu Re: Na kogo mieszkania? 02.03.23, 16:25
                        Fakt, że UE nikt z głodu nie umiera nie oznacza, że sytuacja tych kobiet jest ok.

                        Nie zgodzę się z Tobą, że o pieniądzach mówi się tylko przed ślubem. Powinno się rozmawiać cały czas, na każdym etapie. Życie czasami rewiduje plany. No i nie znamy argumentów pani. Bo przecież czymś to musi argumentować.

                        Nie uważam też, że mąż ma obowiązek przepisać na nią swoje mieszkanie. Ma obowiązek przedstawić sprawę jasno. Niech kobita wie na czym stoi.
                        • enith Re: Na kogo mieszkania? 02.03.23, 18:01
                          okruchlodu napisała:

                          > Nie uważam też, że mąż ma obowiązek przepisać na nią swoje mieszkanie. Ma obowiązek przedstawić sprawę jasno. Niech kobita wie na czym stoi.

                          Sprawa była jasna od samego początku. Rodzice przepisali mieszkanie na syna i tylko na niego. Siedem lat temu. Jeśli synowa/przyszła synowa chciała współwłasności, powinna była postawić sprawę jasno siedem lat temu. Tak, żeby i jej mąż, i jej teściowie wiedzieli, na czym stoją.

                          > No i nie znamy argumentów pani. Bo przecież czymś to musi argumentować.

                          To prawda, argumentów pani nie znamy. Ale mąż przepisać nie chce (i jego argumenty akurat znamy) i w zasadzie tylko to się liczy. Jest mało prawdopodobne, żeby żona o motywach męża (a wcześniej teściów) nie wiedziała.

                        • tt-tka Re: Na kogo mieszkania? 02.03.23, 18:29
                          okruchlodu napisała:


                          > Nie zgodzę się z Tobą, że o pieniądzach mówi się tylko przed ślubem. Powinno si
                          > ę rozmawiać cały czas, na każdym etapie.

                          Nie napisalam, ze TYLKO przed slubem. Ale zaczac nalezy wlasnie wtedy, a nie ocykac sie po siedmiu latach.
                          Gdyby panstwo wowczas omowili kwestie wlasnosci mieszkania/podzial srodkow/zasady gospodarowania zasobami - to tego watku by nie bylo :)
                          • okruchlodu Re: Na kogo mieszkania? 02.03.23, 19:24
                            Stare Chińskie przysłowie mówi, że najlepszy czas, żeby posadzić drzewo, był 20 lat temu, a druga najlepsza pora jest dzisiaj.
                            • enith Re: Na kogo mieszkania? 02.03.23, 19:29
                              Tak właśnie. Niech pani o swoje zabezpieczenie na wypadek rozwodu zadba więc teraz. Samodzielnie, bez wyciągania ręki po majątek osobisty męża.
                              • okruchlodu Re: Na kogo mieszkania? 02.03.23, 19:40
                                Zgadzam się. I przy okazji niech nie da się wykorzystywac. Żadnego dokładania do remontów z własnej kieszeni. Niech zadba o własną karierę. Jeśli przez siedem lat poświęcała więcej czasu na obowiązki domowo-dzieciowe, przez następne siedem lat to pan niech się bardziej udziela. Niech jej kariera będzie dla niej priorytetem. Jak za wczasu o to zadba, nie będzie musiała zebrać u pana i władcy o prawo do części mieszkania bo kupi sobie własne.
                                • enith Re: Na kogo mieszkania? 02.03.23, 20:36
                                  "Żadnego dokładania do remontów z własnej kieszeni."
                                  Pani tam mieszka za friko od siedmiu lat. Naprawdę uważasz, że nie powinna zapłacić swojej połowy za farbę, którą odświeżane są ściany? Czy za cyklinowanie podłogi? Takie postawienie sprawy to z kolei totalne finansowe wykorzystywanie męża. Pani mieszka i zużywa mieszkanie za darmo, takoż państwa dzieci, ale tylko mąż ma za bieżące remonty płacić, a żona nic? A z jakiej racji?
                                  • okruchlodu Re: Na kogo mieszkania? 02.03.23, 21:38
                                    Remont a kupienie puszki farby to jednak nie to samo. Pomalować mogą wspólnie, bez fachowców. Cykliniarkę też można wynająć na dzień lub dwa i robi się to raz na 10-15 lat? Czyli jeszcze drugie 7 lat pociągnie. Poważniejsze remonty zwiększają wartość nieruchomości i dokładać się do nich powinno tylko, gdy zostanie to uwzględnione jako (jakiś procent) współwłasność lub traktujemy to jako formę dobroczynności.
                                    • tt-tka Re: Na kogo mieszkania? 02.03.23, 22:50
                                      okruchlodu napisała:

                                      > Remont a kupienie puszki farby to jednak nie to samo. Pomalować mogą wspólnie,
                                      > bez fachowców. Cykliniarkę też można wynająć na dzień lub dwa i robi się to raz
                                      > na 10-15 lat? Czyli jeszcze drugie 7 lat pociągnie. Poważniejsze remonty zwięk
                                      > szają wartość nieruchomości i dokładać się do nich powinno tylko, gdy zostanie
                                      > to uwzględnione jako (jakiś procent) współwłasność lub traktujemy to jako formę
                                      > dobroczynności.

                                      och, rili ? a jesli trzeba wstawic wybita w pokoju dzieci szybe, przepchac albo zgola wymienic zapchany/rozbity przez dziecko kibelek czy umywalke, zerwac tapety i wykladzine, bo dziecko okazalo sie byc alergikiem ? dom jest pana, ale dzieci jakby wspolne...
                                      • okruchlodu Re: Na kogo mieszkania? 03.03.23, 08:58
                                        Wymiana wykładziny to remont?
                                        Uważam, że takie sytuacje nie zdarzają się często. U mnie nigdy nie zbił się kibelek, jak się zapycha to można udrożnić- sama robiłam to kilka razy, sprzęt leży w piwnicy i czeka. Zbita szyba? Ostatni raz widziałam, gdy byłam dzieckiem- szyby jeszcze z tych szklanych. Rodzice wezwali szklarza- koszt nie był duży w porównaniu do wymiany okna.

                                        Jeśli pan kiedykolwiek użył podczas kłótni pan wykorzystuje argument "moje mieszkanie, jak się nie podoba, możesz się wynieść" to warto przemyśleć nawet najmniejsze inwestycje. To jest chwila, gdy trzeba sobie szykować drogę odwrotu a nie planować dalsze wspólne życie.

                                        Większość ludzi remontuje mieszkania, żeby podnieść wrażenia wizualne. I nie widzę w tym problemu ale jeśli ktoś nie ma własnego mieszkania i potencjalnie jest samotną matką to na takie zbytki nie powinien marnować kasy.

                                        Ja jestem w trakcie remontu własnego mieszkania. Jak podliczę wszystkie wydatki to mogłabym mieć w tej cenie kolejne mieszkanie do remontu. Gdyby mi tak ktoś dołożył 50% do remontu to de facto byłoby 25% wartości mieszkania. Piękny prezent!
                                        • tt-tka Re: Na kogo mieszkania? 03.03.23, 12:49
                                          Zmiana wykladziny, tapet, byc moze tez tapicerowanych sprzetow to, owszem, spore koszty. Podobnie jak wszystkie koszty za szkody wyrzadzone przez dziecko, a nawet za zwykle zuzycie. Chocby meble, ktore trzeba wymieniac na wieksze w trakcie rosniecia dzieci :P
                                          meble w zabudowie to inwestycja trwala w mieszkanie - pani niech trzyma portfel przy sobie, mimo ze to w polowie jej dzieci ? To skad zdziwko, ze pan nie chce zrobic jej wspolwlascicielka, zwlaszcza z marszu pol na pol ? Sadzisz, ze jej siedmioletnia praca w domu i przy dzieciach (liczmy polowe tej wartosci, bo pani doklada sie zdaje sie wylacznie praca, nie finansami, a dzieci nie tylko dachu nad glowa potrzebuja, ale i bucikow co sezon, i chlebusia na co dzien) wyrownuje polowe wartosci mieszkania ? Znajac troche niemieckie ceny przypuszczam, ze watpie...
                                          • okruchlodu Re: Na kogo mieszkania? 03.03.23, 14:41
                                            Raczej w drugą stronę. Pani powinna pilnować finansów bo mieszkanie nie jest jej. Każdy człowiek mieszkający u kogoś powinien analizować wydatki na mieszkanie. Każdy człowiek, który chce na starość mieszkać w własnym mieszkaniu, nie liczyć na pomoc opieki społecznej powinien na nie oszczędzać a nie udawać, że jest krezusem.

                                            Proszę wskazać miejsce, w którym napisałam, że pan powinien przepisać pani mieszkanie lub pół.

                                            Jak pisałam wcześniej nie znamy argumentów pani więc trudno zgadywać czy chodzi tylko o obowiązki domowe. Jeśli argumentem jest jej większy wkład w związek (bo pracowała i zajmowała się domem a mąż tylko pracował) to niech pan przez następne siedem lat pracuje i zajmuje się domem a ona robi karierę. To chyba sprawiedliwe oczekiwanie?

                                            Nie pytałaś jeszcze o ubranka, pieluchy i jedzenie...
                                            Jak często kupujesz te meble dla dzieci? Co rok? Toż to konsumpcjonizm, mało ekologiczne. Jest realna potrzeba, czy chodzi o to, żeby było ładnie? Wymiana łóżeczka na łóżko, kupienie biurka i fotela. I ewentualnie jak coś się rozleci. Można wydawać na to kasę, ale jak ktoś chce zaoszczędzić na mieszkanie ma prawo bardziej analizować wydatki i kupować tylko to co niezbędne, bez czego nie da się żyć. No i meblami w przypadku rozstania też można się podzielić, tak jak i lodówką czy innym sprzętem. Trzeba to tylko wcześniej ustalić i pilnować rachunków, na wypadek, gdyby ktoś się rozmyślił. Szczególnie jak związek się sypie.
                                            I rozmawiać, dopytywać co w sytuacji rozstania, na ile zwrotu mogę liczyć za tą kuchnie zabudowaną za 30 tyś. Jeśli można podpisać umowę.

                                            Tu pojawia się problem co w sytuacji, gdy w związku nie ma równości statusów finansowych. Czy biedniejszy partner powinien się wykosztowywać, żeby dorównać bogatszemu? Zrezygnować z marzenia o własnym mieszkaniu i niezależności na koszt kuchni zabudowanej i głupich wydatków?
                                            • tt-tka Re: Na kogo mieszkania? 03.03.23, 18:12
                                              Odpowiedz jest jedna i juz ja podalam - takie sprawy jak zarobkowanie, wydatkowanie (a tez wychowanie dzieci przykladowo) ustala sie przed slubem, a najlepiej przed wspolnym zamieszkaniem.
                                              Zycie wprowadza korekty, jasne, ale wiadomo, do czego te korekty trzeba wprowadzic.

                                              I gdyby pani przed slubem zazadala wspolwlasnosci, to dzis nie mialaby problemu albo nie mialaby tego meza (i tez nie mialaby problemu). Gdyby zawczasu ustalili, ze co przedslubne, to nie wspolne, ALE postaraja sie o nieruchomosc rowniez wspolna, takze nie mialaby problemu. Gdyby i tak dalej. Ale pani o to nie zadbala w pore, a teraz... nawet przyjmujac wspolnote zarobkow (bez wzgledu na to, czy zarobkuje jedno z nich, czy oboje i jaka jest obliczalna wartosc pracy domowej wykonywanej przez pani) - ona ze swojej polowy ma obowiazek wspollutrzymywac dzieci, w tym takze lokum zamieszkane przez dzieci.
                                              • okruchlodu Re: Na kogo mieszkania? 03.03.23, 19:15
                                                Nie odbycie takiej rozmowy przed ślubem nie powinno oznaczać dożywotnie przekreślenie szansy na kolejne. Zresztą teraz ma to sens, chociażby taki, że kobieta zastanowi się nad swoim życiem i finansami. Będzie musiała poszukać planu 'b', który w ogólnym rozrachunku może być bardziej opłacalny.

                                                Samo utrzymanie lokum czy dzieci nie oznacza partycypacji w kosztach remontu cudzego mieszkania i kupowania mebli, bo moda się zmieniła. Nie sądzę zresztą, żeby mąż miał takie oczekiwania po tym jak nie przepisze na nią części mieszkania.
                                                • tt-tka Re: Na kogo mieszkania? 04.03.23, 19:27
                                                  Rozmawiac mozna zawsze i na kazdym etapie, pewnie. Niekiedy nawet trzeba, bo przybywa zmiennych. Tyle ze dogadanie sprawy takiej jak wlasnosc mieszkania zawczasu oszczedziloby gadania teraz.
                                                  na pewno pani powinna zastanowic sie nad swoim zyciem i finansami, jej strata, ze nie zrobila tego siedem czy osiem lat temu.

                                                  Nowe meble kupuje sie nie dlatego, ze moda sie zmienia, tylko dlatego, ze dzieci rosna. No tak juz maja. I innego lozka, krzesla, stolika, biurka potrzebuje osobnik polmetrowy, innego metrowy, innego taki metr piecdziesiat i wiecej. I jezeli zona sadzi i oczekuje, ze maz te wydatki bedzie opedzac sam jeden, to imo tym bardziej nie ma co liczyc na wspolwlasnosc w mieszkaniu. Czyje by nie bylo lokum, dzieci sa i pozostaja ich wspolne.
                                                  • okruchlodu Re: Na kogo mieszkania? 04.03.23, 22:36
                                                    I naprawdę myślisz, że inwestycje w mieszkanie zmienią zdanie pana? Bardzo naiwne myślenie, ludzie którzy tak robią po rozstaniu zostają bez mieszkania i kasy z dużym poczuciem wykorzystania.

                                                    I nie rozumiem coś się tak tych mebli uczepiła? Dzieci nie rosną do 10 metrów, wymienia się kilka mebli kilka razy w życiu. A meble dla maluszków mogą przetrwać wiele dzieci. Można kupić używane i odsprzedać, gdy dzieci wyrosną. Jak się nie jest bogaczem, nie ma sensu się wykosztowywać ale te kilka razy trzeba. I niech ponoszą te koszty wspólnie do czasu aż mieszkają razem. Nie neguje zasadności wspołfinansowania tej inwestycji.

                                                    Zakup biurka nie ma się ni jak do remontu, to inny rząd wielkości. Opłacenie np kuchni zabudowanej to już inna bajka.
                                                  • tt-tka Re: Na kogo mieszkania? 05.03.23, 10:11
                                                    okruchlodu napisała:

                                                    > I naprawdę myślisz, że inwestycje w mieszkanie zmienią zdanie pana?

                                                    Nie, naprawde tak nie mysle.
                                                    Ale zwalanie wszystkich wydatkow na pana na pewno nie poskutkuje dopisaniem pani do wspolwlasnosci mieszkania. Tego jestem pewna jak malo czego.

                                                    >Bardzo naiw
                                                    > ne myślenie, ludzie którzy tak robią po rozstaniu zostają bez mieszkania i kasy
                                                    > z dużym poczuciem wykorzystania.

                                                    Bardzo naiwne to jest myslenie, ze wspolmalzonek, ktory nigdy nie proponowal rozszerzenia wlasnosci zrobi to na pif-paf. Zwlaszcza w sytuacji, gdy pierwszym skojarzeniem malzonka wlasciciela jest "w razie rozwodu bede musial splacac".

                                                    Pewnym zabezpieczeniem przed zostaniem bez mieszkania i kasy sa przelewy z wlasnego konta i imienne faktury.
                                                    Jeszcze lepszym zabezpieczeniem jest odkladanie na lokum wlasne lub wspolne - tylko, bagatela, trzeba miec to konto ze srodkami wlasnymi.


                                                    >
                                                    > I nie rozumiem coś się tak tych mebli uczepiła?

                                                    tak, widze, ze nie rozumiesz...

                                                    Wytlumacze - jezeli jedna strona jest wylacznym platnikiem wydatkow zwiazanych ze wspolnymi dziecmi (dziecmi, nie mieszkaniem !) - to ta strona bedzie bardzo malo sklonna uwspolniac cokolwiek.

                                                    >
                                                    > Zakup biurka nie ma się ni jak do remontu, to inny rząd wielkości. Opłacenie np
                                                    > kuchni zabudowanej to już inna bajka.

                                                    Wymienialam niedawno meble w zabudowanej kuchni. kosztowalo mnie to mniej wiecej tyle, co siostrzenice urzadzenie dziecinnego pokoju. Bajka moze i inna, ale koszty porownywalne.
                                                  • teodor-k Re: Na kogo mieszkania? 05.03.23, 10:27
                                                    "Wymienialam niedawno meble w zabudowanej kuchni. kosztowalo mnie to mniej wiecej tyle, co siostrzenice urzadzenie dziecinnego pokoju. Bajka moze i inna, ale koszty porównywalne .Same meble to pikuś .Mnie remont kuchni kosztował 20 tys. Z podłączeniem prądu do każdego urządzenie + szkło na płytki by ich nie skuwać + inne duperele jak wymiana sprzętu AGD .Tak się mówi jak się coś zaczyna .
                                                  • okruchlodu Re: Na kogo mieszkania? 05.03.23, 19:24
                                                    Tak jak pisałam nie znamy argumentów pani. W opisie nic o nich nie ma. Może mają niepełnosprawne dziecko, którym pani się zajmuje a pan, ostatnim czasem często bierze nadgodziny choć zarabia tyle samo. Może mieszkanie było ruderą i pani opłaciła remont. Może obiecywał jej na poczatku, że przepisze. Bez argumentów pani ciężko zgadywać.

                                                    A poza tym, kto pyta nie bładzi. Są już razem 7 lat, mają dwójkę dzieci. To nie obcy ludzie. Samo pytanie to tylko pytanie. Przecież nie stoi nad nim z pistoletem.

                                                    Urządzanie mieszkania to studnia bez dna. I wiem, że za urządzanie pokoju dla dziecka można płacić krocie. Tylko, że jeśli jeden z partnerów jest biedny to nie ma obowiązku trzemać na siłe standardu bogatszego partnera. To samo dotyczy wszystkich potrzeb dziecka. Gdyby Twój mąż milioner oczekiwał od ciebie 50% wkładu na remont pokoju dla wspólnego dziecka za 200.000zł to byś się dołozyla czy uważasz, że nasz prawo coś w tej kwestii powiedzieć? Albo chciał kupisz super bezpieczną, nowiuską Teslę (tylko na siebie), którą będzie woził dzieci do szkoły, przedszkola na zajęcia dodatkowe, zakupy to też byś się dorzucila? Przecież to też twoje dzieci!

                                                    Poza tym oszczędności są też w interesie obu stron. Kupią tańsze meble i on zaoszczędzi. Jak pani kupi mieszkanie, będzie miał komfort psychiczny, gdy związek się rozpadnie, to pani nie będzie niezalezna. Gdy się wszystko ułozy miedzy nimi to będą mieć extra mieszkanie na wynajem, trochę a później będzie dla dzieci.


                                                  • teodor-k Re: Na kogo mieszkania? 05.03.23, 21:38
                                                    "Poza tym oszczędności są też w interesie obu stron. Kupią tańsze meble i on zaoszczędzi. Jak pani kupi mieszkanie, będzie miał komfort psychiczny, gdy związek się rozpadnie, to pani nie będzie niezalezna. Pewnie tak ,ale autor wątasku był kedyś adminem i pewnie sentyment do tych stron .Zaczynasz remont i nie wiesz jak się zakończy .Ja byłem i jestem zadowolony ,
                                                  • tt-tka Re: Na kogo mieszkania? 06.03.23, 07:40
                                                    Oszczednosci sa w interesie obu stron, ale pan przeciez oszczednosci nie bunkruje na siebie, sa wspolne. jak i caly dorobek z czasow malzenstwa, podkreslam - DOROBEK.
                                                    Mieszkanie darowane przez rodzicow pana nie jest dorobkiem ani jego, ani ich obojga.

                                                    Koncze rozmowe, bo poplynelas, w dodatku bez zadnych danych - ani nie o mnie mowa, ani maz nie jest milionerem, ani nie zarobki i wydatki pana/pary sa dyskusyjne, a li tylko mieszkanie, ktorego polowe pani chcialaby przytulic. W tej kwestii juz sie wypowiedzialam - co dorobkowe, to wspolne, co przedmalzenskie, to tego z malzonkow, ktory mial lub dostal.
                                                  • camel_3d2 Re: Na kogo mieszkania? 06.03.23, 11:49

                                                    > Mieszkanie darowane przez rodzicow pana nie jest dorobkiem ani jego, ani ich ob
                                                    obojga

                                                    Tak, ale chyba jest jednak wlasnoscia meza.
                                                  • okruchlodu Re: Na kogo mieszkania? 06.03.23, 12:34
                                                    O to chodzi, że Ty też nie masz danych i wychodzisz z założenia, że pani nie ma żadnych argumentów. W dodatku zakładasz, że pani nie dorzucała się do remontów itd. Wypisałam kilka argumentów, które mi wyobraźnia podsunęła a które mogą dawać pani solidne podstawy moralne do ubiegania się o przepisanie połowy mieszkania.

                                                    O mężu milionerze pisałam dla porównania. Ciekawa byłam czy Ty też stosowałabyś się do zasad, które w Twoim mniemaniu powinno się przestrzegać (jak dzieci wspólne to i wydatki po 50%).

                                                    A mieszkanie jest pana, nie jego rodziców. Może je sprzedać, przepisać na żonę, dzieci a nawet na Rydzyka. Prawo tego nie zabrania.
                                                  • camel_3d2 Re: Na kogo mieszkania? 07.03.23, 06:23
                                                    oczywiscie, ze malzonek moze zrobic co bedzie chcial. Moze przepisac na dzieci np..kiedys.
                                                    Z tego co podaja statystkiki okolo 1/3 malzenstw w Pl konczy sie rowzodem. W NIemchech 39.9% (Statista). Wiec jest duza szansa, ze sie rozwiada, i bedzie musial przekazac bylej zonie 50% mieszkania, na ktore np pracowali jego rodzice. ALe przeciez jezeli malzwnstwo przetrwa i zostalaby wdowa, to automatyzcnie dziedzicy mieszkanie. Moze ja w testamencie umiesicic jako glowna osobe. Dzieci tak czy sieka maja zachowek.

                                                    Ja bym nie ryzykowal z przepisaniem, jezeli to ja bym wniosl mieszkanie do malzenstwa
                                                  • teodor-k Re: Na kogo mieszkania? 07.03.23, 08:16
                                                    Tu jest wszystko .Ty byś żonie nic nie dał.. www.google.com/url?sa=t&source=web&rct=j&url=https://punkt.media/pl/poradniki/niemcy/prawnicy-i-ubezpieczenia-d/11966-rozwod-w-niemczech&ved=2ahUKEwjyso3Hocn9AhWWyYsKHV1HCmMQFnoECAoQAQ&usg=AOvVaw03CnFXV1gEojGWPHKUzuxO
                            • tt-tka Re: Na kogo mieszkania? 02.03.23, 22:46
                              Widocznie jednak dzisiaj ta pora nie jest najlepsza, skoro pytanie czy postulat (nawet tego nie wiemy) pani skojarzyl sie panu z rozwodem i checia oblupienia go :P

                              Wyniknac moze jeszcze wiele kwestii - siedze czesto na ematce, to wiem :) - np starosc i niedolestwo rodzicow pana, pani lub obojga i koniecznosc finansowego wsparcia w tej sytuacji. Niespodziewane a spore wydatki zwiazane z dziecmi. Choroba ktoregos z malzonkow. A jak nie daj buku zbiegnie sie w czasie jedno z drugim i trzecim, kto bedzie mial glos decydujacy ? jedyna osoba zarabiajaca ?
            • enith Re: Na kogo mieszkania? 02.03.23, 04:44
              okruchlodu napisała:


              > Coraz częściej w DE porusza się problem kobiet po piecdzisiątce, które to spedz
              > iły życie dbając o rodzinę a po rozwodzie zostają z niczym. Bez zabezpieczenia
              > finansowego, bez doświadczenia zawodowego.

              Yyy... a to nie te panie są przypadkiem odpowiedzialne za swoje zabezpieczenie finansowe i zdobycie doświadczenia zawodowego? Jak zresztą każda inna pełnosprawna osoba dorosła płci dowolnej? Każdy jest kowalem własnego losu. Jeśli ktoś przez kilkadziesiąt lat nie zadbał o takie sprawy, licząc, że zadba o to ktoś inny, a potem budzi się z kończyną w nocniku, to wyłącznie siebie może za to winić.
              • okruchlodu Re: Na kogo mieszkania? 02.03.23, 06:31
                W Polsce coraz mniej ale sporo takich kobiet było w pokoleniu moich rodziców. Dbających o dom, dzieci i ognisko rodzinne, gdy mąż robił karierę. I po 50 już o pracę trudno, gdy całe zycie zajmowało się tylko domem. Wspomniałam o tym bo może żona z wątku, właśnie zaczyna myśleć o tym zabezpieczeniu na starość dlatego, że temat w DE stał się popularny.
                Oczywiście, że każdy dorosły człowiek powinien zadbać o siebie. I o swoje dzieci. Nie widzę powodu dlaczego kobieta nie powinna iść do pracy. Tak samo jak nie widzę powodu, dla którego mężczyźna nie może zajmować się dziećmi, brać opieki, gdy chorują, iść na urlop ojcowski, wychowawczy. Zamiast siedzieć po godzinach wracać szybko do domu i gotować obiad dla dzieci i zmęczonej pracą żony. Jeśli tego nie robią, konsekwencje powinni też ponosić oboje a nie tylko kobieta. A w tych przypadkach całe konsekwencje spadają na jedną stronę.
              • camel_3d2 Re: Na kogo mieszkania? 06.03.23, 11:48
                niby tak, ale jednak nie kazdemu udaje sie kupic teraz mieszkanie. Polska i tak jest w czolowce w EU jezeli chodzi o ilosc wlasnych mieszkan. prawie 90%. czesc to spadek po PRL i mieszkaniach spoldzielczych, ktore mozna bylo kupic za bezcen. Teraz ceny sa z kosmosu, wizcze niz we wchodnich landach Niemiec, wiec kupienie mieszkania = masz mega zarobki.
    • vivi86 Re: Na kogo mieszkania? 27.02.23, 22:20
      Cóż, są kraje gdzie 50% idzie z automatu na nią chyba, że mają intercyzę. I to nawet wtedy jak majątek jest przedślubny.
      • obrotowy wirrualna i realna pazernosc kobiet. 27.02.23, 22:25
        vivi86 napisał(a):
        > Cóż, są kraje gdzie 50% idzie z automatu na nią chyba, że mają intercyzę.
        I to nawet wtedy jak majątek jest przedślubny.


        ale to nie ten przypadek.

        w DE, jak i w PL - co sie dostanie przed Slubem - pozostaje wlasna wlasnoscia.

        ale chciwi - sa wszedzie na Swiecie.


        • vivi86 Re: wirrualna i realna pazernosc kobiet. 28.02.23, 10:42
          Facet chyba ma dostać po ślubie, ale fakt, że jak mają jak u nas, a darowizna będzie na niego to żona nie będzie współwłaścicielką mieszkania.
          • obrotowy istotnie tekst "wstepniaka" jest niejasny. 28.02.23, 15:24
            vivi86 napisał(a):
            > Facet chyba ma dostać po ślubie,....


            istotnie tekst "wstepniaka" jest niejasny.

            gdyz nie jest jasne kiedy dostal (formalnie - czyli na papierze) to mieszkanie.

            bo jesli przed slubem - to jest ono wylacznie jego.

            a jesli dostal je po slubie - no to mieszkanie jest wspolne.

            ________________________________________-
            "drobna rzecz - a nie cieszy" :)
            • vivi86 Re: istotnie tekst "wstepniaka" jest niejasny. 28.02.23, 16:17
              Myślę, że po.
              • obrotowy zapewne. 28.02.23, 17:31
                vivi86 napisał(a):
                > Myślę, że po.


                zapewne.

                kontekst calego opisu (ktory raz jeszcze dokladnie przeczytalem) - na to wskazuje.

                gdyz, gdyby je dostal przed slubem - to zona nie malaby zadnej podstawy prawnej - by ja dopisac do wlasnosci.

                a jezeli sie tego domaga (a nie tylko "prosi") - to znaczy, ze te podstawe prawna zapewne ma.
                • camel_3d2 Re: zapewne. 28.02.23, 20:23
                  dobre pytanie... nie bylo jasno okreslone, czy przed czy po slubie, ale mysle, ze to rodzice decyduja komu daja mieszkanie i kogo wpisuja do ksiegi wieczystej jako wlasiciela.
                  Znam malzenstwo, gdzie po slubie kupili dom, ale malzonka byla taka sobie doraniajace czase, tu i tam, a gosc pracowal i splacal kredyt. Dom kupil wylacznie na siebie i sam widnieje w ksiedze wieczystej. Po rozwodzie musiala sie wyniesc. Prawnicy tez nic nie wskorali. Wiec to chyba nie ma znaczenia czy przed czy po slubie. Wazne kto figuruje w ksiedze wieczystej jako wlasciciel.
                • akle2 Re: zapewne. 01.03.23, 13:56
                  Wiesz, domagać się można gwiazdki z nieba, wolna wola. To sąd rozstrzygnie w razie czego, czy roszczenie jest zasadne. Jeśli ta kobieta czyniła nakłady na ten dom/mieszkanie w trakcie małżeństwa, to ma spore szanse cos ugrać. Musiałaby tylko zbierać rachunki na swoje nazwisko i ogarniać świadków. Nie wiem, czy skończyłoby się współwłasnością, czy tylko zwrotem tych nakładów, ale szansę ma i to dużą. Natomiast samo żądanie wpisu własności nie poparte niczym innym, jak byciem żoną, moim zdaniem jest kuriozalne. Kodeks rodzinny i opiekuńczy wskazuje, że ląduje to w majątku osobistym osoby obdarowanej. Ale niech się lepiej wypowiedzą prawnicy, jeśli są tu tacy.
                  • tt-tka Re: zapewne. 01.03.23, 14:38
                    Przydaloby sie, zeby to byli prawnicy obznajomieni z NIEMIECKIM prawem, bo tam przepisy sie jednak cokolwiek roznia od naszych. I prawa rodzinnego, i wlasnosci, i w ogole.
                    Tam, przykladowo, latwiej ojcu zatrzymac dzieci po rozwodzie przy sobie niz u nas. I wtedy matka musi alimentowac, juz nawet abstrahujac od kwestii mieszkaniowych.
    • stasi1 Re: Na kogo mieszkania? 28.02.23, 12:18
      Dopóki są małżeństwem to w zasadzie to mieszkanie jest i jej, schody zaczynają się jak już by nie byli małżeństwem. Oczywiście dla niej. Ale są małżeństwa gdzie cały majątek facet przepisuja na żonę i w razie czego zostałby na lodzie. Patrz morawiecki. Czasami w prasie opisują takie przypadki że żona twierdzi że dzięki temu że przepisze na nią mniejsze podatki będzie płacił. I akurat to się zgadza, mniejsze podatki od mniejszej wartości
      • camel_3d2 Re: Na kogo mieszkania? 01.03.23, 06:38
        Morawiecki przepisal caly majatek na zone?
        Ja cos kojarze z Marcinkiewiczem, gdzie na koniec laska go do ruiny doprowadzila.
        • stasi1 Re: Na kogo mieszkania? 04.03.23, 23:50
          Tak Morawiecki nie ma nic, wszelakie działki są jego żony. Marcinkiewicz chyba wszystko zostawił swojej prawowiernej żonie i związał się z Izabellą. Ona chyba nie miała dochodów żadnych a jeszcze na dodatek wypadek dość poważny miała. Jak PiS stracił władzę to i Marcinkiewicz stracił posadę, nie miał z czego płacić Izabeli alimentów
    • okruchlodu Re: Na kogo mieszkania? 28.02.23, 23:06
      Bardziej od wątku interesujące jest dlaczego go tu przytaczasz? Nie kojarzę, żebyś miał taki problem, nie wygląda na to, że to Twój znajomy... Po co więc robić rozważania w tym kierunku?

      Jeśli tak bardzo boisz się wykorzystania finansowego to poszukaj sobie laski, którą w przypadku rozwodu będzie stać, żeby zachować się honorowo czyli zabrać dzieci pod pachę i wrócić tam skąd przyszła. Innym nie zawracaj dupy. To naprawdę wystarczy.
      • camel_3d2 Re: Na kogo mieszkania? 01.03.23, 06:37
        zeby rozruszac forum. Ale tez z ciekawosci.
        Nie, to nie moj znajomy Sherlocku.
        • teodor-k Re: Na kogo mieszkania? 01.03.23, 07:47
          No to rozruszałeś szacun .
        • okruchlodu Re: Na kogo mieszkania? 01.03.23, 08:08
          Monotematyczne są te Twoje wątki.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka