Dodaj do ulubionych

Moj zwiazek sie rozpada...

IP: *.gorzow.mm.pl 17.11.04, 14:21
zawirowania, pretensje, fochy....zalezy nam na sobie,ale ja- wrazliwa i
ciepla a on-zamkniety w sobie,nienauczony czulosci,mowienia o uczuciach...
Czy to można pokonać? Czy warto walczyc? Czy ucieczka jest rozwiazaniem?
Mysle,ze trzeba walczyc,poki jest to możliwe, a gdy wszystko zawiedzie -
stwierdzić,ze chociaż sie probowało...Tak boję sie dzisiejszego spotkania....
Obserwuj wątek
    • Gość: Mona-lisa Re: Moj zwiazek sie rozpada... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.11.04, 15:37
      może i warto
      U mnie jest podobnie - mam dobry humor a spotykam jego i mi ucieka gdzis
      radośc, zła sie robie, krzycze na niego i focham się...
      Zastanawiam sie co sie ze mna stało.
      Rano budze sie i załuje tego i wtedy on mnie rozczula, taki słodki mi sie
      wydaje, tak zaluje swojego zachowania. Jak spi.
      Dzwonie do niego z pracy i tesknie a jak sie spotkamy.....
      nie chce mi sie znim gadac.
      Ale ja zamierzam wyjsc za niego za maz i to juz niedługo.
      I zwalam wine na swoja nerwice, i inne wydumane a moze prawdziwe problemy
      psychiczne.

      moja rada - walcz,. rozmawiaj z nim...
      • 1975a2 Re: Moj zwiazek sie rozpada... 18.11.04, 07:40
        to ty sama nie wiesz czego chcesz , ten chłop się kiedyś wkurzy ! i spieprzy
    • Gość: ania Re: Moj zwiazek sie rozpada... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.11.04, 19:34
      heh-ja tam uwaza ze nalezy dqac szanse sobie....jak sie z kims jest jakis czas
      to taka szanse nalezy dac chociazby ze wzglegu na wspolnie spedzone chwile-
      wspomnienia <oczywicie jak sie kochacie> a z tego co piszesz to tak jest
      podejmij walke, porozmawiajcie-moze trzeba poprosu cos zmienic w waszym zwiazku-
      moze tzrreba szczerej rozmowy

      ps....
      powodzenia
      • Gość: ala Re: Moj zwiazek sie rozpada... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 17.11.04, 21:12
        żeby do czegoś doiść, to obydwie strony muszą tego chcieć!Sama na siłę niczego
        nie naprawisz i nie zmienisz.
    • Gość: Marti Re: Moj zwiazek sie rozpada... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.11.04, 21:31
      Nati, to tak jakbym siebie słyszała dosłownie słowo w słowo, zastanawiałam się
      nawet czy tego jakimś dziwnym trafem sama nie napisałam :). Mam dokładnie taką
      samą sytuację, jestem 5 lat po ślubie, walczyłam i rozmawiałam już tyle razy,
      że czasami mam już naprawdę dość, a on nic, zero reakcji.....:(
      • Gość: Magda Re: Moj zwiazek sie rozpada... IP: *.zpigichp.edu.pl 17.11.04, 21:47
        Mogłabym taż podpisać się pod słowami Nati. Podobny układ, podobne myśli, ale
        jestem zoną od 22 lat. I powiem Wam - warto. Nie jest łatwo, ale jak spojrzę
        wstecz, nie żałuję niczego.
    • Gość: Malgosia Re: Moj zwiazek sie rozpada... IP: 5.5R* / *.wlfdle.rnc.net.cable.rogers.com 17.11.04, 23:45
      Faceci sa po prostu inni niz my dziewczyny i nigdy nie beda nami. No i dzieki
      za to. Czy sa jakies konkretne roznice na konkretne tematy czy tez ogolnie nie
      pasujecie do siebie pod wzgledem temperamentow???
      • sagis Re: Moj zwiazek sie rozpada... 18.11.04, 08:23
        Gość portalu: Malgosia napisał(a):

        > Faceci sa po prostu inni niz my dziewczyny i nigdy nie beda nami. No i dzieki
        > za to.

        Pokochaj takiego, jakim jest, albo jeśli jest więcej różnic między Wami, to nie
        można na siłę czegoś ciągnąć. Nie można podchodzić do związku, że w razie czego
        zmienisz jego. Lepiej siebie trochę zmienić, ale też w granicach:-)Bo, dlaczego
        jego masz zmieniać? Czy on jest zły, czy to Tobie coś nie odpowiada?
    • s_s Re: Moj zwiazek sie rozpada... 18.11.04, 06:30
      u mnie było tak samo jak piszesz... po 2 latach małżeństwa postanowiłam odejść,
      ale jak się potem okazło to nie było dobre rozwiązanie... dziś znów jesteśmy
      razem potrafimy rozmawiać o tym co było złe, co powinniśmy zmienic iiii jest
      cudownie... wiem jedno romowa rozmowa i jeszcze raz rozmowa!!!! bez tego nic
      nie będzie, powiedz partnerowi co Ci nie gra, zastanówcie sie co moglibyście
      zmienic, nad czy popracować, moze jest tak ze Tobie się wydaje że jest źle ale
      on nie widzi w tym ni c złego, wydaje mu się że wszystko jest OKI... (tak było
      u nas)
      powodzenia życze
      pozdrawiam
      • Gość: Nati Do wszystkich. IP: *.gorzow.mm.pl 18.11.04, 08:50
        Wcozrajsza rozmowa to duzo sprzecznych doznań...Zalezy mu na mnie, boli go to
        wszystko,wiem,ze cierpi i dlugo jeszcze bedzie cierpial (ja tez), jednak wybral
        teraz samotnosc, wyciszenie.Nasze klotnie wrzucily niepewnosc przyszlosci.On
        woli teraz uciec, niz zaangazowac sie ze wszystkich sil i ...potem cierpiec.
        Zwiazalam sie z nim po krotkim czasie (nie wyleczyl sie porzadnie z
        poprzedniego zwiazku,gdzie dostal kopa).On potrzebowal ciszy, spokoju, a tu ze
        wszystkich stron problemy (ja tez dorzucalam swoje).Roznica była tylko w kwesti
        okazywania uczuć - nie umie tego i oto byly pretensje. Teraz dwoje cierpimy za
        zdrowy rozsądek.... Nawet nie czuję złości..jedyne co czuje to ból i smutek,
        rozdarcie serca na 100000 częsci...Najgorsze ze rozstalismy sie
        b.cieplo...smutno...To najbardziej boli. Moze nasze drogi sie zlacza...kiedys?
        jesli tak, to na pewno nie na "poł gwizdka".
        • Gość: ania Re: Do wszystkich. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.11.04, 11:42
          Witajcie Dziewczyny,

          czy to jakiś okres sprzyjający zrywaniu?
          Ja rozstałam się wczoraj z facetem, choć twierdził, że tak naprawdę nie ma
          żadnego powodu, bardzo mnie lubi, lubi ze mną przebywać, ale to wszystko. Nie
          mogłam tego zrozumieć.
          Wszystko było do końca super i nagle tak po prostu mówi mi, że nie chce już być
          ze mną...

          Smutna
    • lensko Re: Moj zwiazek sie rozpada... 18.11.04, 09:48
      I u mnie tak bylo.
      Ostatni miesiac caly czas zarlismy sie o pierdoly, nakrecalismy sie wzajemnie,
      zapewniajac jednoczesnie, ze zalezy nam na sobie i szkoda by bylo...
      Jestem osoba bezkonfliktowa, kompromisowa, wyciagam pierwsza reke, ale...
      poczulam sie upokorzona, wykorzystana i ignorowana.
      Kiedy wczoraj dostalam smsa (!!!), ze chce "przerwy", nie wytrzymalam.
      Powiedzialam mu (twarza w twarz, tak mam) KONIEC.
      Rozum mowi: swietnie...

      Musialam sie wygadac.
    • Gość: felicja Re: Moj zwiazek sie rozpada... IP: *.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 18.11.04, 12:01
      odpowiem tak: warto walczyć, można to pokonać a ucieczka absloutnie niczego nie
      da.
      Twoja sytuacja w związku jest dokładnym odzwierciedleniem tego co działo się w
      moim związku do momentu gdy uświadomiłam sobie że jeśli nie zrobię niczego aby
      to naprawić w jakimś stopniu, nasze wspólne życie byłoby już przeszłością.
      Zaczęłąm pracować nad sobą i nad nim.
      Udało mi się, metoda malutkich kroczków do przodu i Udało się. Dziś mój
      mężczyzna na tyle na ile potrafi okazuje mi czułość i otworzył się przed mną.
      Nie musi mówić mi o tym, że kocha mnie bo ja to czuję i widzę.


      • Gość: Nati Do felicji i do Ani IP: *.gorzow.mm.pl 18.11.04, 13:07
        Felicjo....nas juz nie ma. Jestem ja i jest On. Nie wiedzialam,ze jest tak
        trudno przetrwac...Nie mam juz sil plakac, wiec skad te lzy??????
        Wiem,ze warto walczyc...,ale teraz chyba musze dac mu i sobie troche czasu.
        Wiem,ze tez jest mu ciezko..ale taki jest - ucieka,bo boi sie tego ze sytuacja
        poprzedniego zwiazku powtorzy sie. Łatwiej jest uciec.Wie,ze to złe.Za jakis
        czas na pewno spotkamy się i zobaczymy, co dalej. Moze obojgu trzeba chwili
        wytchniecia,a jesli mamy byc razem...bedziemy...Jesli nie.., to wiem,ze bedzie
        fajnym kumplem. Ale bardzo mi go brak...pustka jest ogromna. Nie wiem jak sobie
        radzic?
        • Gość: felicja Re: Do felicji i do Ani IP: *.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 18.11.04, 15:16
          Przykro mi i wiem jak Ci ciężko.
          Czas, to jest to czego potrzebujesz. Czas dzięki któremu spojrzysz zupełnie
          innym okiem na Wasz związek i być może, czego życze Ci, pozwoli Wam obojgu
          dojśc do wniosku że chcecie być ze sobą.
          Natomiast co do chwili obecnej. Powinnaś zajać się sobą. Nie chodzisz na
          aerobic, siłownię czy basen? więc teraz zacznij, Jest może coś co chciałaś
          robić ale odkładałaś to? zacznij to robić. Napewno masz przyjaciół, którzy z
          chęcią poświęcą Ci swój czas i spędzą z Tobą wieczór. Wyjście do kina, jakiegoś
          fajnego lokalu.
          Skup się na sobie a przynajmniej postaraj się to zrobić.
          • Gość: Nati Do felicji IP: *.gorzow.mm.pl 19.11.04, 09:22
            Wiem, trzeba sie wziac w garsc. Czas leczy rany. Wiem,ze zarowno mi jak i jemu
            jest ciezko, ze boli.
            Dzikuje za mile slowa, za pocieszenie. Jakos tak pozytywnie mysle. Kto wie,co
            przyniesie zycie? Nie raz plata nie lada niespodzianki :)Najgorsze jednak sa
            takie przepelnione czuloscia,smutkiem,niemoca rozstania...Lepiej rozstac sie w
            klotni,ze swiadomoscia tego,ze ktos jest bydlakiem...
            Jezdze konno, maluje, nadrobie zalegla lekture...Czes zastanowic sie nad soba,
            nad tym czego tak naprawde chce.Mam przyjaciol - to szczescie.
            • Gość: felicja Re: Do Nati IP: *.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 19.11.04, 13:53
              "Lepiej rozstac sie w
              > klotni,ze swiadomoscia tego,ze ktos jest bydlakiem..."

              To nie do końca jest tak Nati,
              Dobrych parę lat temu wlaśnie w taki sposób mój ówczesny facet rozstał się ze
              mną.
              Do dzisiaj coś we mnie siedzi i jak o nim pomyślę to narasta we mnie złość bo
              przypominam sobie wszystkie złe chwile które z nim przeżyłam a o tych dobrych
              zapomniałam. Mam żal, ogromny żal do niego do dziś za sposób w jaki zakończył
              nasz związek.
              I wierz mi, że wolałabym żeby nasze rozstanie wyglądało tak jak u Ciebie. Myślę
              że tak byłoby lepiej.
              Czas i myślenie pozytywne napewno pomogą Ci
              Trzymam za Ciebie kciuki i mocno wierzę w że dasz sobie radę. :))
    • Gość: ..... Re: Moj zwiazek sie rozpada... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.04, 12:54
      Najgorsze co moze byc, to mysli ze to nigdy nie wroci i ze bylo tak pieknie,
      idealizowaniego bylego faceta meczy strasznie, ja po 4 miesiacach zagoilam
      swoje rany, coraz mysle o tym co bylo ale dokladnie- zajelam sie czyms, basen,
      znajomi, ksiazki, czy nauka i pomoglo... !! i zyje choc myslalam ze nie
      przezyje tego okresu...cale wakacje i jesien.. powodzenia dziewczyny, tylko
      czas nam pomaga- to on jest naszym lekarzem!!
      • Gość: Ara Re: Moj zwiazek sie rozpada... IP: *.easycomm.pl / 212.191.169.* 19.11.04, 13:07
        U mnie bylo bardzo podobnie..kochalismy sie, ale nasz zwiazek sie rozbil o
        nieumiejetnosc okazywania uczuc i inne podejscie do zycia..smutne to,ze mozna
        kochac kogos tak bardzo, a potem jednak zyc bez niego. Z drugiej strony zyc z
        kims, kto nie potrafi odpowiadac na twoje uczucia moze byc jeszcze trudniejsze,
        i jezli nie ma sie 100% pewnosci ,ze to ten, to czasami lepiej zrezygnowac ze
        zwiazku, niz potem sie szarpac i byc nieszczesliwa ..
    • Gość: jojo Re: Moj zwiazek sie rozpada... IP: *.ip.nd.e-wro.net.pl 19.11.04, 13:14
      Moj sie mam nadzieje nie rozpada.
      Ale codziennie, albo prawie sa jakies pretensje. FOchy z obu stron.
      Za tydzien mamy razem za soba zamieszkac. tak nasz zwiazek byl zwiazkiem na
      odleglosc, dosyc spora.
      nie wiem, jak to bedzie,tym bardziej,ze on od 2 dni ma widoczny kryzys..
      • Gość: Nati Do felicji i reszty babek... IP: *.gorzow.mm.pl 19.11.04, 14:58
        Felicjo, dziekuje,dziekuję....Wiem,ze musze dac sobie rade.
        J
        ojo, nasz zwiazek dzielia tez odleglosc 100km. Najgorsze beda weekendy... :(
        Jojo, nie martw sie, nie ma co sie martwic zawczasu. A 2-dniowy kryzys to
        jeszcze nie powód do rozpaczy. Obydwoje jestescie w stresie (przeprowadzka).
        Gdy bedzie przy Tobie tak naprawde, nie na "pol gwizdka" moze wszystko sie
        ulozy ;) Życze wam tego!

        Ale, wiecie co? Jakos jestem dobrej mysli. Moze ulozy sie mi wszytsko za jakis
        czas, jak odetchniemy. Jak myslicie, lepiej na jakis czas zerwac calkowicie
        kontakt smsowy, mailowy ..itp.? I tak nic nie zminie,a moze jemu zacznie mnie
        brakowac i dojdzie do nie go...ze mnie po prostu nie ma.

        Pozdrowionka babki i trzymajcie sie ;)
    • Gość: kati Re: Moj zwiazek sie rozpada... IP: *.kom / *.kom-net.pl 19.11.04, 22:14
      Witaj w klubie;) Nie ma szans...
    • Gość: Zośka Re: Moj zwiazek sie rozpada... IP: *.czerwonak.iwg.pl / 213.17.226.* 24.11.04, 22:06
      ja wyznaję zasadę...że jak dwoje ludzi ma ze soba być...to będą...nawet po
      przerwie...wiem to z własnego związku...też miałam przerwę(on tego potrzebował)
      teraz jest dobrze-przynajmniej tak mi się wydaje...
      • e-xtaza Re: Moj zwiazek sie rozpada... 25.11.04, 10:58
        Zosiu piszesz że on tego potrzebował a gdybyś ty tego potrzebowała to dałby ci
        taką szansę?
    • carlabruni Re: Moj zwiazek sie rozpada... 25.11.04, 11:08
      wiem co czujesz.u mnie byłodokładnie to samo. wczoraj się rozstalismy. ja tak
      samo jak Ty jestem wrażliw, a on wrażliwy, ale ma problem z okazywaniem uczuć.
      sam tk zadecydował. stwierdził, że nie chce mnie ranić itp.prubójcie. może wam
      sie uda.
    • Gość: Zośka Re: Moj zwiazek sie rozpada... IP: *.czerwonak.iwg.pl / 83.238.134.* 30.11.04, 00:04
      mam nadzieję,ze jak ja bym potrzebowała takiej przerwy na zastanowienie to tez
      bym ją dostała....ale pewna na 100% nie jestem...
    • olcia_21 Re: Moj zwiazek sie rozpada... 02.12.04, 00:22
      U mnie jest podobna sytuacja i z tego powodu często bardzo się kłóciliśmy o
      byle głupoty, ale zawsze się godziliśmy i teraz znów się stało (choć już od 7m-
      cy było dobrze)i nie widzieliśmy się już od 2 tyg. on się nie odzywa a ja nie
      wiem co robić, dwa razy chciałam się z nim spotkać ale mnie zbył pod byle
      pretekstem, nie wiem co będzie dalej czy to kolejna zwykła kłótnia czy może
      koniec?Najgorsze jest że ciągle o tym myślę i nie daje mi to spokoju.Jesteśmy
      razem już 4,5 roku więc szkoda byłoby zerwac z tak błachego powodu ale może
      czara goryczy się już przelała?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka