karmm
06.06.24, 19:17
Sama nie wiem po co piszę. Chyba tylko po to, żeby się wyżalić. Radzić tu już nie ma co. Przepraszam, że chaotycznie, ale jestem rozbita. Siedzę i ryczę jak to piszę.
Razem 3 lata, bez wspólnego mieszkania. Ja prawie 40 lat, on po 40. Więc niby każdy powinien wiedzieć czego chce. Wydawało mi, się że jesteśmy dla siebie stworzeni. Dużo gadaliśmy, śmialiśmy się. Mieliśmy identyczne poczucie humoru. Lubiliśmy podobnie spędzać czas. Tylko, że za tym nie szły żadne deklarację z jego strony. Liczyłam, że wspólnie zamieszkamy. Na koniec zeszłego roku brak jakichkolwiek deklaracji totalnie mnie przygasił. Stałam się cieniem siebie, odsunęłam się. Porozmawialiśmy. Powiedziałam, że mnie tu nie ma. Nie ma moich potrzeb. Poprosił mnie wtedy o czas na wyprostowanie spraw spadkowych i podziałowych z rodziną i wtedy mieliśmy razem zamieszkać. 2 tygodnie temu zobaczyłam u Niego pismo z sądu. Dałam mu kilka dni, że może mi coś o tym powie. Ale nic. W końcu w rozmowie telefonicznej zaczął narzekać na swoją rodzinę, więc spytałam co z tą sprawą spadku. Nie chciałam o tym gadać przez telefon, ale jak już było koło tematu, a on nic nie mówił, to postanowiłam o tym porozmawiać. No i zaczął kręcić. Zmieniać temat.
Przypomniałam mu, że coś mi obiecał, a On znowu zaczął zmieniać temat. Zrozumiałam, że obietnica, to zwykłe kłamstwo. Wczoraj do mnie przyjechał jakby nigdy nic. Rozmawiał jakby nic się nie stało. Chciał mnie wciągnąć w rozmowę. A ja odpowiadałam półsłówkami, bo po prostu próba zabudowania jakiegoś dłuższego zdania skończyłaby się płaczem. W końcu zapytał co mi jest.
Powiedziałam, że coś mi obiecał. A on na to, że nie ma czasu. Powiedziałam, że albo traktujemy się poważnie albo nie i się żegnamy. Powiedział, że nie będzie ze mną mieszkał. Nie byłam w stanie słowa wydusić. I po prostu wyszedł. Całość trwała 3 minuty. A dodał, że zadzwoni wieczorem. Oczywiście nie zadzwonił.
Przekreślenie 3 lat, zajęło 3 minuty. Czuję się jak śmieć. Po prostu uciekł.
Nie wiem jak można się tak rozstać. Nie wiem też jak można komuś kraść czas obietnicami, których nie zamierza się realizować.