06.06.24, 19:17
Sama nie wiem po co piszę. Chyba tylko po to, żeby się wyżalić. Radzić tu już nie ma co. Przepraszam, że chaotycznie, ale jestem rozbita. Siedzę i ryczę jak to piszę.
Razem 3 lata, bez wspólnego mieszkania. Ja prawie 40 lat, on po 40. Więc niby każdy powinien wiedzieć czego chce. Wydawało mi, się że jesteśmy dla siebie stworzeni. Dużo gadaliśmy, śmialiśmy się. Mieliśmy identyczne poczucie humoru. Lubiliśmy podobnie spędzać czas. Tylko, że za tym nie szły żadne deklarację z jego strony. Liczyłam, że wspólnie zamieszkamy. Na koniec zeszłego roku brak jakichkolwiek deklaracji totalnie mnie przygasił. Stałam się cieniem siebie, odsunęłam się. Porozmawialiśmy. Powiedziałam, że mnie tu nie ma. Nie ma moich potrzeb. Poprosił mnie wtedy o czas na wyprostowanie spraw spadkowych i podziałowych z rodziną i wtedy mieliśmy razem zamieszkać. 2 tygodnie temu zobaczyłam u Niego pismo z sądu. Dałam mu kilka dni, że może mi coś o tym powie. Ale nic. W końcu w rozmowie telefonicznej zaczął narzekać na swoją rodzinę, więc spytałam co z tą sprawą spadku. Nie chciałam o tym gadać przez telefon, ale jak już było koło tematu, a on nic nie mówił, to postanowiłam o tym porozmawiać. No i zaczął kręcić. Zmieniać temat.
Przypomniałam mu, że coś mi obiecał, a On znowu zaczął zmieniać temat. Zrozumiałam, że obietnica, to zwykłe kłamstwo. Wczoraj do mnie przyjechał jakby nigdy nic. Rozmawiał jakby nic się nie stało. Chciał mnie wciągnąć w rozmowę. A ja odpowiadałam półsłówkami, bo po prostu próba zabudowania jakiegoś dłuższego zdania skończyłaby się płaczem. W końcu zapytał co mi jest.
Powiedziałam, że coś mi obiecał. A on na to, że nie ma czasu. Powiedziałam, że albo traktujemy się poważnie albo nie i się żegnamy. Powiedział, że nie będzie ze mną mieszkał. Nie byłam w stanie słowa wydusić. I po prostu wyszedł. Całość trwała 3 minuty. A dodał, że zadzwoni wieczorem. Oczywiście nie zadzwonił.
Przekreślenie 3 lat, zajęło 3 minuty. Czuję się jak śmieć. Po prostu uciekł.
Nie wiem jak można się tak rozstać. Nie wiem też jak można komuś kraść czas obietnicami, których nie zamierza się realizować.
Obserwuj wątek
    • chocolate_dog123 Re: Rozstanie 06.06.24, 19:35
      może dział spadku że spłatami? zgłosił już do urzędu?
      • karmm Re: Rozstanie 06.06.24, 19:50
        Nie mam pojęcia. Nic o tym nie mówił, więc chyba nie.
        Zresztą to nieważne. Chodzi o wycofanie się ze zobowiązań. I styl rozstania. Ja się nie mogę pozbierać. Cały czas mi krąży myśl w głowie, że jak tak można się zachować. I tak cały czas od tej rozmowy. Te próby zmiany tematu. W dzień jeszcze do mnie dzwonił i się żalił na coś. Ja nie bardzo angażowałam się w rozmowe, po tym jak we wcześniejszych rozmowach rozmydlał temat mieszkania razem. A On ciągnął tą rozmowę, gadał jakby nic się nie stało.
        • chocolate_dog123 Re: Rozstanie 06.06.24, 20:00
          pewnie już inne na kwadracie siedzą - może i rotacyjnie 🤣
    • karmm Re: Rozstanie 06.06.24, 20:05
      Boli mnie strasznie to, że wychodzi na to, że nie byłam na poważnie, a i tak mnie mamił, żebym nie odeszła. Że w zeszłym roku jak podjęłam temat mieszkania razem, to mógł się wycofać. Ja już wewnętrznie stałam wtedy w drzwiach.
      Te ostatnie 2 tygodnie miałam już podły nastrój. Wewnętrznie chyba wiedziałam co się stanie. A On chodził jak w zegarku. Dosłownie dwoił się i troił, żeby mi humor poprawić. Żeby to coś dłużej trwało.

      Czuję się fatalnie. Aż mnie boli klatka piersiowa, chce mi się wymiotować.
      • okruchlodu Re: Rozstanie 12.06.24, 17:02
        Mężczyźni są z Marsa😉. Tak poważnie to nie pielegnowalabym w sobie tego produktu poczucia wykorzystania. Jego zamiary nie musiały być złe. Może zwyczajnie przeszacował, może sam mierzy się z jakimiś problemami. Nie wiesz tez jak on to teraz przeżywa.

        Skup się na tym co pozytywnego z tej relacji wynosisz.
        Wiem, że jest ciężko, każda świeża rana potrzebuje czasu, żeby się wygoić. Wyrzucaj z siebie te emocje a poza tym szukaj odskoczni, zajmij sobie jakoś fajnie ten czas. I pamietaj 'To też minie'.
    • stasi1 Re: Rozstanie 07.06.24, 07:18
      A czemu czekałaś dwa lata z decyzją o zamieszkanie? Swoją drogą nie wiele starsze kobiety juz nie chca mieszkać z nowymi facetami
      • karmm Re: Rozstanie 07.06.24, 08:52
        Wcześniej mówił, że kupi mieszkanie. Miał je kupić do września zeszłego roku. Rozmowa o tym była mniej więcej w maju. Oczywiście nic z tego nie wyszło. Powinnam wtedu odejść, ale spadło na mnie tyle złych rzeczy. Śmierć w rodzinie oraz problem ze źle rozliczonym podatkiem. Musiałam zapłacić dość dużą karę. Wezwanie dostałam w dniu śmierci tej osoby i już się całkowicie podłamałam. Osoba chorowała na raka, więc obserwowałam jak odchodzi każdego dnia. Czułam, że wszystko się wali. Nie dawałam sobie rady w pracy. W sumie nie dawałam sobie rady w niczym.
        Nie radzę sobie z tym bólem. Wychodząc rzucił, że zadzwoni. Oczywiście nie zadzwonił. Rozum wie, że nie zadzwoni. Ale jakoś podświadomie czekam.
        • stasi1 Re: Rozstanie 09.06.24, 12:48
          A czemu nie chciał u ciebie zamieszkać? Ty w zasadzie jeszcze nie wiesz czy z braku tej jasnej deklaracji względem ciebie czy lepiej że cię zostawił czy też było by dla ciebie lepiej jakby nadal zwodził
    • akle2 Re: Rozstanie 07.06.24, 12:22
      Ten, kto wymyśli tabletki na znieczulenie i zapomnienie po rozstaniu ze złamanym sercem, będzie miliarderem i to dolarsowym.
      Może to zabrzmi jak tania rada domorosłego kołcza, ale tu trzeba po prostu przeczekać. Pozwól sobie na "żałobę", a potem koniecznie, ale to koniecznie się czymś zajmij, przynajmniej przez jakiś czas. I koniecznie postaw na siebie w każdym aspekcie, niezależnie, z kim będziesz i na jakiej zasadzie. Swoją drogą, stawiać granice i formułować oczekiwania należy od samego początku, aby potem nie było zaskoczenia, jeśli zechcesz wrócić do tematu. Nie chodzi o to, aby cisnąć na wspólne mieszkanie po dwóch tygodniach, ale żeby zasygnalizować plany, które po jakimś czasie zechcesz zrealizować.
      Należy też rozgraniczyć niechęć do wspólnego zamieszkania od braku planów co do Twojej osoby. Niektórzy, szczególnie w wieku średnim, nie chcą mieszkać razem, co nie znaczyć, że nie chcą razem być. To dwie różne sprawy. Ja do takich należę; póki co związek na dwa domy bardzo mi odpowiada. Może kiedyś dojrzeję, ale bycie "u siebie" jest dla mnie jedną z największych wartości.
      Tu, jak rozumiem, był to tylko pretekst, w przeciwnym razie nastąpiłby jakiś dialog i byłby jakiś konsensus. Kupno mieszkania to nie taka prosta sprawa, jak się nie ma gotówki, albo dziadków chcących zejść z tego świata, to trzeba mieć tzw. zdolność. O to też coraz trudniej, bo banki windują poprzeczkę. Niemniej w dorosłym, poważnym związku dialog, komunikacja i wypracowywanie wspólnych, konstruktywnych rozwiązań powinno być priorytetem. Rozumiem twoje rozgoryczenie. Oby szybko minęło i obyś wyszła z tego silniejsza. Pozdrawiam serdecznie.

      • karmm Re: Rozstanie 07.06.24, 12:59
        Na tamten czas rozumiałam czemu nie kupił mieszkania. Wtedy jeszcze nastąpił gwałtowny wzrost cen. Ale jak układa się to wszystko w całość, to wygląda to beznadziejnie. Jak próby grania na czas.
        A jak ktoś chce być razem bez mieszkania, to rozmawia. On nie chciał rozmawiać. Przyparty do muru powiedział, że u mnie nie zamieszka. I że nie ma czasu. Ja powiedziałam, że albo traktujemy się poważnie albo trzeba się rozstać. A on po prostu wyszedł. W drzwiach rzucił, że zadzwoni wieczorem.
        Nie jestem pewna czy powiedział, że musi pomyśleć. Byłam tak zdenerwowana, że nie wiem.
        I nie wiem co mam robić. Bo nie wiem czy się rozstaliśmy czy nie. Nie zadzwonił. Nie wiem co robić. W złości na to jak ta rozmowa wyglądała spakowałam jego rzeczy. Miałam zamiar dziś je odesłać. Ale też się okropnie czuje z takim rozwiązaniem. Odesłać rzeczy. Jak to wygląda.
        Czuję się głupia i nie wiem co robić.
        Wczoraj uważałam, że sytuacja jest jasna. A dziś oszukuje chyba samą siebie, że to nie koniec.
        Strasznie mnie boli ta rozmowa. Jej forma. Brak odwagi, ucieczka jak szczur.
        • chocolate_dog123 [...] 07.06.24, 13:20
          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
          • karmm Re: Rozstanie 07.06.24, 13:57
            Możesz sobie stworzyć wlasny temat i tam robić śmietnik? Dziekuje
    • obrotowy nie bylo to ladne, ale... 07.06.24, 15:30
      ale czy te jego deklaracje wspolnego zamieszkania - to wyplynely od niego samego,

      czy tez byly prze Ciebie troche wymuszone?

      - pytaniami: - jak widzisz nasza przyszlosc, czy masz wobec mnie jakies plany, itd... ?
      • karmm Re: nie bylo to ladne, ale... 07.06.24, 18:09
        W przypadku zakupu mieszkania wyglądało to tak, że zaczęłam się odsuwać od Niego. Zwyczajnie źle się czułam. I o tym powiedziałam. Wtedy padła propozycja mieszkania. Oczywiście nic się nie zadziało w wyznaczonym terminie. Rozumiałam to też, bo na ceny mieszkań odleciały w kosmos.
        Potem zaczęła się choroba w rodzinie i te problemy podatkowe. Rozsypałam się. Nasz problem zszedł na dalszy plan. On tematu mieszkania nie poruszał.mnie znowu zaczęło to dręczyć. Powiedzialam mu, że mnie w tym wszystkim nie ma. Nie ma moich potrzeb. Że źle się czuję. Widać było we mnie całkowitą rezygnację. Od razu powiedział, żebym dała mu czas. Że załatwi te wszystkie sprawy spadkowe i wtedy wszystko ułoży. Nie powiedzialam, że mieszkamy razem albo odchodzę. Jednak na pewno czuł, że bez tej deklaracji odejdę.
        A teraz jak wyklarowały się sprawy spadkowe znowu nic się nie zadziało. Wyszło na to, że nie dogada się z resztą osób dziedziczących i będzie miał tylko udział w mieszkaniu, w którym obecnie mieszka. W rozmowie telefonicznej powiedziałam, więc żeby wprowadził się do mnie. Nie. No to może kup mieszkanie. Powiedział, że to chyba jedyna opcja.

        Obawiam się, że to po prostu człowiek, ktory ucieka przed pełnym zaangażowaniem. Zapytałam o oddanie rzeczy to mi napisał nie planował się przeprowadzać nigdzie. Nie jest w stanie się teraz spotykać. Nie ma siły. Nie jest w stanie nic zrobic.
        • obrotowy Re: nie bylo to ladne, ale... 07.06.24, 18:21
          karmm napisała:
          > Obawiam się, że to po prostu człowiek, ktory ucieka przed pełnym zaangażowaniem
          > . Zapytałam o oddanie rzeczy to mi napisał nie planował się przeprowadzać nigdz
          > ie. Nie jest w stanie się teraz spotykać. Nie ma siły. Nie jest w stanie nic zrobic.


          mam wrazenie, ze odpowiedzialas sobie sama i chyba slusznie.

          sa tacy ludzie - ktorzy w pelni zaangazowac sie nie chca , lub nie potrafia...

          wiem to po sobie - bo ja potrafie, ale nigdy nie chcialem.

          z pewnej koniecznosci uczynilem to, - ale nie jest mi z tym dobrze.

          _________________________________________________________________
          przepraszam za trywialnosc.

          ale: - czlowiek rodzi sie sam i sam umiera.


          • karmm Re: nie bylo to ladne, ale... 07.06.24, 18:44
            A czemu nie chciałeś?

            Wydaję mi się, że on nie robi tego do końca świadomie. Jak powiedział, że zamieszkamy razem po ogarnięciu spadku, to ta rozmowa była tak pewna. Czułam szczerość, nie uciekał, był otwarty.
            A teraz pokazał się jak zwykły tchórz.
            Cierpię strasznie.
            • karmm Re: nie bylo to ladne, ale... 07.06.24, 18:45
              W sensie wydaję mi się, że wtedy jak to mówił, to był pewny, że to zrobi.
            • obrotowy Re: nie bylo to ladne, ale... 07.06.24, 19:11
              karmm napisała:
              > A czemu nie chciałeś?

              z dwoch powodow.
              jeden juz wyjasnilem. - nigdy nie mialem parcia na "stala kobiete/partnerke" - potrafie byc i zyc sam.

              a drugi: - byla/jest/ ladna, inteligentna, wyksztalcona itd....

              ale mialem wrazenie (i mam je nadal po 30-tu latach), ze ja nie jestem dla niej tym "wlasciwym"...
              • karmm Re: nie bylo to ladne, ale... 07.06.24, 20:51
                To tu zupełnie inny przypadek.
                Bo chciał mieć kogoś na stale.
                A drugie to myślę, że nawet nie zastanawiał się czy jest tym właściwym czy nie.
                • obrotowy alez... tego chce wielu... 07.06.24, 21:25
                  karmm napisała:
                  > To tu zupełnie inny przypadek.
                  > Bo chciał mieć kogoś na stale.


                  ale... tego chce wielu...

                  ja chcialem tego (na stale) rowniez.

                  taka przyjaciolka - z osobnym mieszkaniem i budzetem...

                  spotkania raz, dwa razy w tygodniu...

                  i nie tylko seks, ale takze wspolne wyjscia do teatru np....

                  i drobna pomoc w drobnych sprawach (np. pomalowanie mieszkania, czy odebranie prania z pralini...)

                  - i NIC WIECEJ...

                  slowem: - taki sympatyczny "pol-dystans"...



                  • karmm Re: alez... tego chce wielu... 08.06.24, 09:03
                    Do takiego czegoś trzeba być z osobą o podobnych potrzebach.
                    Gdyby mi to na początku powiedział, to bym się nie angażowała.
                    Zresztą widzę, że u Niego argumenty były wymyślane na poczekaniu. Sprzeczne z logiką. Nie zamieszkamy razem bo nie mam czasu. Zobacz jak późno dziś do Ciebie przyjechałem. To chyba właśnie wspólne mieszkanie rozwiązuje problem braku czasu. A potem jeszcze dodał, że więcej czasu będzie miał za miesiąc.
                    Takie sprzeczne komunikaty.
                    A cały problem obrócił do tego, że ja chcę, żeby sie wprowadził do mnie.
                    Strasznie mnie to wszystko wewnętrznie męczy. Nie dochodzi do mnie, że to koniec.
                    Czuję się żałosna. Powinnam godnie zaakceptować jego decyzję. A wiem, że zaraz napiszę, że chodziło mi o spelnienie jego wlasnej obietnicy. W takiej formie lub innej. Męczybuła ze mnie tutaj straszna.
    • okruchlodu Re: Rozstanie 07.06.24, 22:13
      A dlaczego nie chce mieszkać u Ciebie? Gdzie teraz mieszka i dlaczego nie możesz zamieszkać u niego?
      Dlaczego to MUSI być mieszkanie, które ON kupi?

      Potrafię zrozumieć, że ludzi może nie być stać na samdzielny zakup mieszkania za gotówkę, są jednak inne możliwości. Można kupić na kredyt, wynająć, postarać się o mieszkanie z zasobów miasta. Rozmawiacie, szukacie innych rozwiązań? Czekanie na spadek jest bardzo słabe.
      • chocolate_dog123 Re: Rozstanie 07.06.24, 22:28
        dokładnie, niech ona kupi sobie mieszkanie, to jest pewniejsze zabezpieczenie dla kobiety - nie zostanie na lodzie bez dachu nad głową. zresztą w dużych miastach cena to już 15-18 tys. za m2 - i to za tzw. chów klatkowy, czyli można się zadłużyć na całe życie żeby kupić klaustrofobiczną, ciasną "szufladę", gdzie słyszysz przez ścianę w zasadzie wszystko - to też nie każdy czuje się swobodnie w takim kurniku. ciekawe czasy nastały.
        • okruchlodu Re: Rozstanie 07.06.24, 23:00
          Właśnie o to chodzi, że mozliwosci jest dużo. Nie trzeba kupować mieszkania na modne osiedlu w Śródmieściu Warszawy. Można wybrać bardziej ekonomiczną opcję, łącznie z wynajmem pokoju czy mieszkaniem w przyczepie kempingowej😉. Przecież dwójce dojrzałych ludzi bez dzieciarni nie potrzeba dużo a wypłaty są dwie.

          Nie wierzę, że nie można znaleźć rozwiązania tego problemu analizując różne opcje. Obie strony muszą jednak chcieć i muszą wspólnie działać.
          • obrotowy okruch nie filozofuj. 07.06.24, 23:26
            okruchlodu napisała:
            > Nie wierzę, że nie można znaleźć rozwiązania tego problemu analizując różne opc
            > je. Obie strony muszą jednak chcieć i muszą wspólnie działać.


            Facett nie chce baby na stale (ktory w tym wieku by to chcial - skoro sie do tej pory nie ozenil...?)

            - ale na dochodne.

            a Panna sie buntuje.

            niepotrzebnie

            (sie buntuje)
          • chocolate_dog123 Re: Rozstanie 07.06.24, 23:39
            ale 15-18 000 zł za m2 to są juz normalne ceny w niemodnych dzielnicach i to nie stolicy. zarówno mieszkania nowe jak i z drugiej ręki. więc nie jest ciekawie.
            chyba nie myślisz że dwoje dorosłych ludzi miałoby wynajmować pokój o dzielić mieszkanie że studentami czy coś w tym stylu. to już lepszy wóz drzymały. wynajem w zasadzie też jest nieopłacalny - 2500 zł co miesiąc idzie w obcą kieszeń.
            fatalne czasy nadeszły, ale lewica coś krakała przed wyborami parlamentarnymi, że będzie działać w kierunku budownictwa mieszkalnego na modlę zachodnią - w przystępnej cenie. Jakoś nie słychać co z tymi obiecankami, temat ucichł. na tapecie zamiast tego skrobanki, brak prac domowych. W sumie rozwiązanie problemu od d... strony - nie stać ludzi na mieszkania, pozwólmy im się skrobać - wtedy jakoś luźniej bezdzietnym na ich skromnym metrażu albo dzieci nie cisna starych o nowe biurko do rozwiązania prac domowych/ tudzież o większy pokój do realizowania swoich naukowych zapędów.
            • okruchlodu Re: Rozstanie 08.06.24, 05:55
              chocolate_dog123 napisała:

              > ale 15-18 000 zł za m2 to są juz normalne ceny w niemodnych dzielnicach i to ni
              > e stolicy. zarówno mieszkania nowe jak i z drugiej ręki. więc nie jest ciekawie

              Polecam wyjechać poza Warszawę i sprawdzić ceny np. na Śląsku.

              > chyba nie myślisz że dwoje dorosłych ludzi miałoby wynajmować pokój o dzielić m
              > ieszkanie że studentami czy coś w tym stylu. to już lepszy wóz drzymały. wynaje
              > m w zasadzie też jest nieopłacalny - 2500 zł co miesiąc idzie w obcą kieszeń.

              Gdzieś mieszkać i tak trzeba a to wiąże się z uwzględnieniem kasy na ten cel w budzecie. Stąd pytanie o ich dotychczasowe możliwości i dlaczego nie mogą skorzystać z dostępnych teraz opcji.

              I nie widzę nic zdrożnego w wynajmowaniu pokoju, jeśli ludzi nie stać na całe mieszkanie.

              > fatalne czasy nadeszły, ale lewica coś krakała przed wyborami parlamentarnymi,
              > że będzie działać w kierunku budownictwa mieszkalnego na modlę zachodnią - w pr
              > zystępnej cenie. Jakoś nie słychać co z tymi obiecankami, temat ucichł. na tape
              > cie zamiast tego skrobanki, brak prac domowych. W sumie rozwiązanie problemu od
              > d... strony - nie stać ludzi na mieszkania, pozwólmy im się skrobać - wtedy ja
              > koś luźniej bezdzietnym na ich skromnym metrażu albo dzieci nie cisna starych o
              > nowe biurko do rozwiązania prac domowych/ tudzież o większy pokój do realizowa
              > nia swoich naukowych zapędów.

              Nie pamiętami, żeby kiedyś było lepiej. No może za czasów moich rodziców, kiedy to na mieszkanie się czekało. Większość moich znajomych wynajmowało, kupowało mieszkania na kredyt, często małe klitki do remontu w mniej modnych dzielnicach.
              • vivi86 Re: Rozstanie 09.06.24, 05:23
                kiedyś ludzie wykupili za grosze. Tak l. 90.
      • karmm Re: Rozstanie 08.06.24, 08:43
        Ja swoje mieszkanie mam. Nie chciał tu zamieszkać, bo niby nie włożył tu złotówki.
        On mieszka w tym spadkowym mieszkaniu. Mieszkanie chciał kupić, ale ceny odjechały. Co prawda zanim się poznaliśmy, to miał podpisaną umowę na zakup mieszkania. Niestety inwestycji cofnięto pozwolenie. Do tej pory stoi rozgrzebane. Potem ceny oszalały i jego pieniądze starczały na zakup mieszkania na obrzeżach. Namawiałam go na zakup zanim wszedł kredyt 2%. Razem byśmy kupili z niewielkim kredytem typu 50k. Nie chciał, bo chce mieć tylko swoje. Mówiła, że najwyżej kupimy razem, żeby nie brać kredytu i mnie będzie spłacał.Nie chciał. Potem wielka frustracja na ceny. Teraz też namawiałam. Ale teraz myśli, że może ceny spadną.
        Widocznie po prostu nie chciał razem zamieszkać. I to jest prawdziwa odpowiedź. Nie wiem.
        • okruchlodu Re: Rozstanie 08.06.24, 10:05
          Nie rozumiem. Nie chce zamieszkać w Twoim bo jest Twoje? Tu w grę moze chodzić jakąś głupią męska ambicja lub szukanie powodu na siłę.

          Swoją drogą to stwierdzenie 'u ciebie nie zamieszkam' mogło być takim zaczepnym wołaniem 'namawiaj mnie'. Można próbować w odpowiednim czasie na spokojnie przegadać te opcje. On może sobie na spokojnie czekać na spadki, obniżki cen mieszkań i w tym czasie możecie testować czy wspólne mieszkanie Wam służy.

          Co do jego mieszkania. Jak rozumiem, mieszka w nim sam i nikt go z niego nie wygania? Dlaczego Ty nie mogłabyś zamieszkać z nim?Twoje mieszkanie możnaby wynająć i mieć dodakkowa kasę na spłatę reszty spadkobierców.

          Co nie tak jest z mieszkaniami na obrzeżach? Często to fajne miejscowki z dala od hałasu, blisko natury.

          Dałaś mu wiele propozycji bardzo sensownych. Teraz czas, żeby sobie je w samotności przemyślał😉. Nie zdziw się, jeśli będzie się co jakiś czas przypominał.
          • karmm Re: Rozstanie 08.06.24, 10:39
            Moim zdaniem sobie nie przypomni. Mam taką koleżankę. Może na siłę szukam tu podobieństw. Miała chłopaka od liceum. Po studiach kolejny raz zaproponował, żeby razem zamieszkali. Moja koleżanka uciekła. Wyjechała z kraju. Po tym chłopaku płakała 5 lat. Jednocześnie sama siebie przekonywała, że slusznie zrobila, bo on np. chciał ją utrzymywać. Schemat powtarzał. W końcu po latach kogoś spotkała i uciekła jak było zbyt poważnie. Powód - on pije piwo i źle sie odżywia. Nie był żadnym alkoholikiem. Tylko np. wypił puszkę piwa w 20min. Potem ryczała rok. Z kolejnym facetem to samo.
            Wydaje mi się, że trafiłam podobnie. Przy założeniu, że mu na mnie zależało.

            Myślę, że te wszystkie jego ruchy były wymówką. I nie znajdzie się tu logiki.

            • okruchlodu Re: Rozstanie 08.06.24, 11:05
              Ty go znasz najlepiej więc prawdopodobnie masz rację. Pan szuka wymówek bo nie ma potrzeby zamieszkania z Tobą. Może traktuje Cię jako kryzysową narzeczoną?

              Jak zapomnieć? Każdy ma swój sposób. Ja pozwalam sobie na wyrzucenie emocji- płacz, przemielenie w głowie. Lubię to połączyć z ruchem np. rowerem. Jadę, myślę, płaczę i jadę dalej😉. Lubię też w tych chwilach chodzić po górach. Schemat jest podobny.

              Dla mnie najtrudniejsze są te pierwsze dni, tygodnie. Później zaczynam sprawdzać ofertę na rynku matrymonialny. Początkowo bez przekonania, z czasem jednak trafiają się panowie, którm warto dać szansę na poznanie.

              Poza tym pomagają też kontakty towarzyskie, różne formy aktywności, 'zaopiekowanie się sobą', zadbanie o atrakcyjność.
              • karmm Re: Rozstanie 08.06.24, 12:02
                Wydawało mi się, że jest między nami dobrze, więc nie sądziłam, że mogę byc kryzysową narzeczoną. Ale może tak było. Dziś już niczego nie jestem pewna.
                Dla mnie najgorsze są 2 dni. No i tą walkę przegrałam pytając o oddanie rzeczy. Licznik wyzerowany, walka zaczyna się od nowa.
                Rano odesłałam jego rzeczy i poszłam ryczeć na spacerze.
                Na razie mam totalne załamanie. Moje kontakty towarzyskie nie mają czasu. Co jeszcze bardziej powoduje uczucie osamotnienia, bo jak koleżanki miały problem to byłam i słuchałam. Dzisiaj ja mam problem i nie mają czasu pogadać od kilku dni.
                • okruchlodu Re: Rozstanie 08.06.24, 19:50
                  Ściskam wirtualnie. Dwa dni szybko zlecą.

                  Może to głupie ale pomaga mi też nazwanie uczuć. Mówię (na głos) co czuję. Daje sobie prawo do tych uczuć, nie krytykuję, nie oceniam, tylko nazywam.
                  • karmm Re: Rozstanie 08.06.24, 22:04
                    Dziękuję. Teraz na koniec dnia jest lepiej.
                    Ale rano wszystko zacznie się od nowa.
                    Dziś przeszło przeze mnie tyle uczuć, że czuję się jakby to był miesiąc a nie jeden dzień. Mam takie momenty całkowitego załamania. Tak, że mam ochotę napisać, żeby wrócił. Powtarzam sobie, że ma prawo do własnej decyzji i ja muszę to zaakceptować i dać mu spokój. A potem, że może jak coś napiszę, to zmieni zdanie.
                    Czuję się wtedy taka żałosna. Zapomniałam też, że musi mi dokumenty podpisać. Muszę więc wysłać kolejną paczkę i czuję się jak natręt, bo jego sms odnośnie zwrotu rzeczy odczuwam tak, że nie chce żadnego kontaktu. Ehh
                    • rozmyslam Re: Rozstanie 09.06.24, 16:12
                      Na pocieszenie napiszę, że twoja sytuacja jest przynajmniej jasna. Kończysz związek, przechodzisz żałobę i dajesz sobie szansę na nową relację. Czasem związki się kończy a ludzie w takim układzie tkwią nadal, bo nie chcą swoim dzieciom robić zawirowań, bo rozstanie wiąże się z szeregiem trudnych, stresujących decyzji, bo życie w pojedynkę jest im kompletnie nieznane, gdyż ostatni raz samotni byli na początku studiów. Chociaż w przypadku, który opisuję nie ma już rozczarowania, pretensji do losu czy do tej drugiej osoby. Jest jedynie pogarda dla siebie, że się żyje w farsie. Pogarda dla własnego tchórzostwa. I chęć znalezienia wyjścia z tej relacji jednak, mimo wszystko. Ale jak tak coś pęka coraz mocniej to w końcu musi się rozpaść.
                      • obrotowy rozpaść ? - niekoniecznie. 09.06.24, 16:44
                        rozmyslam napisała:

                        ... Jest jedynie pogarda dla siebie, że się żyje w farsie. Pogarda dla własnego tchórzostwa.
                        I chęć znalezienia wyjścia z tej relacji jednak, mimo wszystko.
                        Ale jak tak coś pęka coraz mocniej to w końcu musi się rozpaść.


                        Niekoniecznie.
                        Nie czuje zadnej pogardy. jest za to swiadomosc, ze zakonczenie tej (jak piszesz) farsy - zadnej ze stron sytuacji nie poprawi.

                        We dwoje ("jak brat z siostra") zyje sie taniej i wygodniej, bo dzieli sie tez prace i obowiazki
                        (pranie sprzatanie , gotowanie)

                        ERGO: - paradoksalnie ma sie wiecej czasu na swoje wlasne sprawy (ksiazki, spacery, itd....) niz gdyby zylo sie samemu.
        • eriu Re: Rozstanie 08.06.24, 12:35
          Pomyśl realnie o tym kupnie mieszkania. PO prostu głupi facet. Na co Ci taki głupi facet i niezaradny, że nie umie mieszkania kupić mając na nie pieniądze? Kasę miał na chatę ale już nie ma bo marudził i sytuacją się zmieniła. Zamieszkać nie chce bo marudzi. Wprowadzić się nie da bo marudzi znowu. No błagam. Tylko kopnąć w d… i cieszyć się, że taką marudę ma się z głowy.
          • karmm Re: Rozstanie 08.06.24, 14:52
            No jego postępowanie w wypadku zakupu mieszkania było najgłupsze z możliwych.
            Ale jednak zarobił duże pieniądze w kilka lat, więc nie jest głupi czy niezaradny. Byłabym hipokrytką gdybym mu takie coś zarzuciła, bo ja takich pieniędzy nie zarabiam.
      • vivi86 Re: Rozstanie 09.06.24, 05:17
        Potrafię zrozumieć, że ludzi może nie być stać na samdzielny zakup mieszkania za gotówkę,

        jematusi :> ? no nie żartuj :D


        Czekanie na spadek jest bardzo słabe.
        in polish nie mówimy czekanie na spadek. I polish to jest doszłam do wszystkiego SAMA :)
        • okruchlodu Re: Rozstanie 09.06.24, 08:33
          Nie wiem do czego bijesz. Nikt tu nie ma pretensji o to, że pan nie posiada własnego mieszkania. Nie widzę tu wymagań typu 'bo mężczyzna powinien'.

          Problemem jest brak odpowiedniego zaangażowania z jego strony.
          • vivi86 Re: Rozstanie 09.06.24, 15:45
            Do mentalności na tym forum :)
    • okruchlodu Re: okruch nie filozofuj. 08.06.24, 05:23
      Do rewelacji Obrotowego podchodziłam z dystansem. Koleś to socjopata a poza tym ma z 70 lat i od jakiś 40 jest w związku. Słabiutki przykład na 'jak to mężczyźni lubią niezależności, nie chcą się wiązać'. Przynajmniej na forum może sobie pokozaczyć🤭.
      • obrotowy nadal nie filozofuj i nie uogolniaj. 08.06.24, 15:31
        okruchlodu napisała:
        Słabiutki przykład na 'jak to mężczyźni lubią niezależności, nie chcą się wiązać'.


        szczypawko, nie bylo mowy o tym - jak to mezczyzni lubia niezależności

        - tylko - jak to NIEKTORZY mezczyzni to lubia

        zapewniam, ze wiekszosc moich znajomych w tych "zależnościach" czuje sie dobrze.
        • okruchlodu Re: nadal nie filozofuj i nie uogolniaj. 08.06.24, 15:48
          To niech oni się wypowiadają w tym temacie i podają się za przykład. Ty jesteś antyprzykladem😉.
          • obrotowy bzdury 08.06.24, 16:00
            okruchlodu napisała:
            > To niech oni się wypowiadają w tym temacie i podają się za przykład.
            Ty jesteś antyprzykladem😉.


            bzdury.

            jestem mniejszoscia, co prawda, - ale grzecznie sugeruje, ze opisywany tu (niedoszly) partner autorki watku,

            moze do tej mniejszosci tez nalezy ?

            - a mowiac dobitniej: - boi sie (lub po prostu nie chce) trwalego zwiazku.
            • okruchlodu Re: bzdury 08.06.24, 18:38
              O tym czy pan chce czy nie chce zwiazku g. wiemy. Może chcieć ale nie z tą kobietą. Każdy zna takie przypadki. Pan chodził z dziewczynami latami i nic aż nagle trafiał na odpowiednią i wspólne mieszkanie, ślub potrafił zaproponować po tygodniach znajomości.
              • obrotowy tia... 08.06.24, 18:50
                okruchlodu napisała:

                > O tym czy pan chce czy nie chce zwiazku g. wiemy. Może chcieć ale nie z tą kobi
                > etą. Każdy zna takie przypadki. Pan chodził z dziewczynami latami i nic aż nagl
                > e trafiał na odpowiednią i wspólne mieszkanie, ślub potrafił zaproponować po ty
                > godniach znajomości.


                no naturalnie, to jest jedna z opcji.

                i po co sie zloscic, zamiast ood razu spokojnie to napisac?
                • okruchlodu Re: tia... 08.06.24, 19:18
                  "Facett nie chce baby na stale (ktory w tym wieku by to chcial - skoro sie do tej pory nie ozenil...?)

                  - ale na dochodne."

                  Trzeba było dodać słowo 'może'.


                  i po co sie zloscic, zamiast ood razu spokojnie to napisac?

                  A kto się złości?
                  • obrotowy to zbyteczne. 08.06.24, 19:40
                    okruchlodu napisała:
                    > Trzeba było dodać słowo 'może'.


                    to zbyteczne.

                    rozpatrujac na foro jakis problem / zdarzenie - na podstawie dostepnej puli informacji
                    (a wiec sila rzeczy fragmentarycznej)

                    przedstawia sie wlasne zdanie, badz wlasne domniemania.

                    oczywistym jest, ze to tylko wlasna opinia - zatem slowo "moze" jest tu zbyteczne.
        • okruchlodu Re: nadal nie filozofuj i nie uogolniaj. 08.06.24, 20:05
          Myślę, że twoja wypowiedź zawierała spora dozę pewności. Uważam, że twoje rady dla kobiet są bardzo niekorzystne- z innej epoki, oderwane od rzeczywistości.
          • obrotowy tia... 09.06.24, 16:12
            okruchlodu napisała:
            > Myślę, że Twoja wypowiedź zawierała spora dozę pewności. Uważam, że twoje rady
            > dla kobiet są bardzo niekorzystne - z innej epoki, oderwane od rzeczywistości.


            wolno ci tak uwazac. nie przeszkadza mi to.

            wszakze nie odczuwam, abym komukolwiek cokolwiek doradzal

            - a wyrazenie swojego (subiektywnego w koncu) zdania n/t jakiejs opisywanej na foro sytuacji

            - nie jest tozsame z "doradztwem".

            nie mam takich ambicji.


            PS.Piekny sloneczny dzien dzisiaj mamy.
    • rozmyslam Re: Rozstanie 09.06.24, 07:47
      On nie ucieka jak szczur, ale z jakiegoś powodu nie potrafi być stanowczy. Może boi się twojej reakcji (która jest mocno emocjonalna), może też trochę żałuje, że związek nie spełnił jego oczekiwań. Nie potrafi waszej relacji zdecydowanie zakończyć, ale jednocześnie nie widać silnej potrzeby życia razem.

      Serce nie sługa. Nie można nikogo zmusić do miłości. Widocznie to nie ten. Mówi się, że jeśli kobieta przyciąga niezdecydowanych facetów, to ma w sobie coś do przepracowania, aby przyciągać takich, którzy wiedzą, czego chcą.
      • karmm Re: Rozstanie 09.06.24, 09:05
        Moja reakcja nie była emocjonalna. Wyrzucam emocje tu na forum. Podczas rozmowy, w której złożył mi obietnicę mieszkania razem nie było we mnie żadnych emocji. Czysta rezygnacja, nie było podniesionego głosu, zarzutów, przekonywania. W sumie chciałam powiedzieć, że odchodzę. Nie spodziewałam się żadnej propozycji z jego strony.

        Podczas rozstania chciało mi się płakać, ale starałam się dusić ten płacz w sobie. Emocje były widoczne na pewno w smutnym głosie. Dużo nie mówiłam, bo nie byłam w stanie.
        Reakcji nie miał się co bać, bo podczas rozmów telefonicznych ja się po prostu wycofywałam - typu widzę, że Cię zmuszam do rozmowy. Cześć, a on chciał dalej gadać. Tylko nie na temat, więc po prostu się pożegnałam.
        A uważam jednak, że uciekł jak szczur. Nie wyjaśnił powodów swojej decyzji. Tchórzył przed rozmową.
        Myślę, że odpowiedzialnie byłoby w takiej sytuacji pomyśleć o komforcie drugiej osoby.
        Chociażby powiedzieć to co napisałaś. Nie kocham Cię i tyle. Na pewno by mocno zabolało, ale przynajmniej czlowiek wie dlaczego. Mi brakuje, że to nie zostało przegadane. A jak się bał, to wystarczyłby nawet sms. A tak siedzę w swojej głowie i się zastanawiam.
    • karmm Re: Rozstanie 12.06.24, 14:53
      Dziś mija tydzień. Rzeczy odesłane. Smutek i ból. 0 wyjaśnień, więc już raczej ich nie będzie.
      Dużo żalu o to. Bo jak się ma odwagę kogoś oszukiwać te ostatnie kilka miesięcy, to chyba można mieć też odwagę, żeby powiedzieć wypaliłem się, odchodzę. Geberalnie chociaż powiedzieć, że to koniec i się pożegnać. Ehh
    • karmm Re: Rozstanie 19.06.24, 08:06
      Nie wiem co robić. Czekam na oddanie moich rzeczy. Jest ich zaledwie kilka. Drobiazgi. Po tym jak wysłałam paczke do Niego napisał, żebym zrozumiała, że się nie przeprowadzi, nie ma siły nic robić, musi dojść do siebie. W czwartek napisał, że spakuje moje rzeczy i odeśle albo przywiezie i zostawi pod drzwiami(!!!). No i od tamtej pory cisza. Nie ma ani powiadomienie o jakieś paczce ani nic pod drzwiami. Męczy mnie to, bo czuję otwartą furtkę. A im bardziej, to się przeciąga tym bardziej zastanawiam się czy może rozważa powrót. Nie wiem czy go popędzać ze zwrotem rzeczy czy zostawić i niech może myśli. O ile myśli, a nie że ma wywalone...
      • okruchlodu Re: Rozstanie 19.06.24, 09:18
        Właśnie dlatego nigdy nie prosiłam eksow o zwrot rzeczy, utrudnia to proces postawienia kropki nad i.
        Dzięki temu mam kilka fajnych przedmiotów np. kubek na kawę. Mój ulubiony. Ponad 20 lat mi służy. Wszystkie inne się tłuką a ten ciągle trwa.

        Potrzebujesz tych rzeczy? Czy jest tam coś cennego? Jeśli nie to spisz je na straty.

        Dla niego może to być taka otwarta furtka. Póki ma te rzeczy zawsze ma pretekst, żeby zagadać na neutralny temat. Kobiety rozstanie przeżywają najintensywniej tuż po. Mężczyźni po jakimś czasie. Potrafią zatęsknić i próbować odnowić kontakt rok lub nawet kilka lat po rozstaniu. Oczywiście nie oznacza to, że są gotowi do zmian.
        • karmm Re: Rozstanie 19.06.24, 09:39
          Jednej rzeczy potrzebuję. Nie chce wchodzić w szczegóły ze względu na chęć zachowania anonimowości. Są to dokumenty. Będą mi potrzebne, nie ma możliwości ich odtworzenia.
          Nie są mi potrzebne teraz, ale za kilka miesięcy tak.
          Ja rzeczy muszę się pozbyć, bo nie mogę na nie patrzeć. Kłują mnie i irytuje mnie ich obecność.
          Zaczęłam się trochę lepiej czuć. Wręcz pojawiła mi się myśl, że nie chce z Nim być, bo mnie tak potraktował. Ale sprawa tych dokumentów daję mi jakąś nadzieję, że może będzie jeszcze ok.
          A przecież nie trzeba mieć pretekstu do kontaktu jak się chce.
          On jest bardzo wycofaną emocjonalnie osobą, więc nawet jak napisał, że jest rozbity to mega osiągnięcie. Ja to zignorowałam.
          Nie wiem co robić. Zadzwonić, napisać smsa, czekać. Zależy mi bardzo, ale nie dam się tak traktować.
          • karmm Re: Rozstanie 19.06.24, 09:43
            I nie ukrywam, że boli mnie brak wyjaśnienia sytuacji. Liczyłam, że może coś wytłumaczy a tu nic. Strasznie mnie to męczy, cały czas o tym myślę. Jakbym jakąś nerwice natręctw miala. Poszłam nawet do psychologa. Co mi jeszcze bardziej zaszkodziło, bo psycholog mi powiedział, że przecież On nie powiedział, że odchodzi, więc nic nie zostało zakończone.
          • okruchlodu Re: Rozstanie 20.06.24, 07:38
            karmm napisała:

            > Jednej rzeczy potrzebuję. Nie chce wchodzić w szczegóły ze względu na chęć zach
            > owania anonimowości. Są to dokumenty. Będą mi potrzebne, nie ma możliwości ich
            > odtworzenia.
            > Nie są mi potrzebne teraz, ale za kilka miesięcy tak.
            > Ja rzeczy muszę się pozbyć, bo nie mogę na nie patrzeć. Kłują mnie i irytuje mn
            > ie ich obecność.
            > Zaczęłam się trochę lepiej czuć. Wręcz pojawiła mi się myśl, że nie chce z Nim
            > być, bo mnie tak potraktował.
            Zaczynasz zdrowieć.

            Ale sprawa tych dokumentów daję mi jakąś nadzieję
            > , że może będzie jeszcze ok.

            Warto przygotować się na ewentualność, że będzie chciał wrócić. Czasami po takiej przerwie, gdy tęsknimy, lubimy zapominać dlaczego się rozstaliśmy i okazuje sie, że wracamy na stare śmieci i jest jak było. Tymczasem jest to najlepszy czas na rewolucję w związku.

            > A przecież nie trzeba mieć pretekstu do kontaktu jak się chce.
            > On jest bardzo wycofaną emocjonalnie osobą, więc nawet jak napisał, że jest roz
            > bity to mega osiągnięcie. Ja to zignorowałam.

            Znam ten typ, masakra jeśli chodzi o komunikację. On prawdopodobnie potrzebuje pretekstu, jest mu łatwiej. Bardzo trudno też poznać źródło problemów bo sam ci o tym nie powie, będzie krążył wokół tematu, wymyślał, robił uniki, wycofywał się w trudniejszych chwilach. Ty będziesz siedzieć i analizować, domyślać sie, brać do siebie i nie będziesz mieć pewności o co chodzi. Gdyby jeszcze Wam wyszło to myślałaś o terapii dla par? Ciężko żyć w takim związku.

            > Nie wiem co robić. Zadzwonić, napisać smsa, czekać. Zależy mi bardzo, ale nie d
            > am się tak traktować.

            Masz kilka opcji, postawić go pod ścianą. Zamówić kuriera lub Paczkomat i poprosić o spakowanie rzeczy i nadanie w jakimś terminie. Możesz dać mu czas, skoro dokumenty potrzebujesz za kilka miesięcy. Do tego czasu skupić się na innych rzeczach. Za kilka miesięcy będziesz silniejsza. Jeśli Cię to bardzo męczy to naciskaj. Daj kilka możliwości i męcz bułę.
            • karmm Re: Rozstanie 20.06.24, 08:07
              Nie wytrzymałam i napisałam.Widać, że nie chciał wysłać tych rzeczy. Ale twierdzi, że nie umie paczki wysłać. Wielokrotnie wysyłał. Dążył do tego, żeby przywieźć osobiście. Zobaczymy. Z tonu głosu raczej czuje, że nic się nie zmieni.
              O terapii par myślałam, ale nie pójdzie. Kiedyś chciałam, żeby poszedł, bo miał ogromny kryzys. Nie ma szans. Nawet cienia szansy.
              • okruchlodu Re: Rozstanie 20.06.24, 16:33
                I odesle czy przywiezie osobiście?
                M

                Może nie mam racji ale wydaje mi się, że on nie chce tego kończyć. Zależy mu na Tobie ale ma jakiś problem o, którym oczywiście nie powie wprost. Nie myślałaś, że może chodzić o jakaś taka głupią męska dumę, że to Ty masz mieszkanie a on nie? Czy to nie jest mężczyzna tej starszej daty, honorowy, uważający, że to facet jest odpowiedzialny za zapewnienie bytu kobiecie?

                Gdyby jednak chciał do Ciebie wrócić to postawiłbym terapię to jako warunek tego powrotu. Lęk przed strata partnerki może być dla mężczyzny taka siła napędowa do walki z największymi nawet słabościami.
                • karmm Re: Rozstanie 20.06.24, 17:14
                  Miał być wczoraj, ale zadzwonił, że nie może. Miał być dzisiaj, ale mi się przypomniało, że mam dostawę agd. Więc pewnie jutro. Chyba, że to agd przyjedzie o jakiejś normalnej godzinie.
                  Na początku myślałam, że będzie chciał wrócić. Ale jak odwołał wczoraj i dziś smsowo ustalaliśmy godzinę, to odpisywał po 3h. Jakoś tak bez zaangażowania. Trochę mam wrażenie, że to że nie mógł przyjechać wczoraj, to pokazanie przez los, że nie ma czasu. Coś mi się wydaje, że po prostu przyjdzie, przedstawi swoją skrzywioną wizję rzeczywistości.
                  Przy rozmowie powtarzał, że nie mógł wysłać paczki, bo bla bla bla. Nie chce się przyznać, że chce się zobaczyć.
                  Myślę, że jest w nim złość, że nie ma mieszkania. Na pewno to ogromna porażka dla Niego. Ale on chce wszystko sam. Mało kto kupuje mieszkanie w pojedynkę. A on jakby tego nie akceptuje, a frustracja rośnie.
                  Rozmowy się boję, bo on dla mnie w tych momentach jest niezrozumiały. Teksty typu nie mam czasu albo nie umiem rozwalają mnie na łopatki. Przykładowo dopiero po kilku dniach doszło do mnie, że napisał, że mu ciężko i powinnam ruszyć temat. Że to takie zaproszenie do rozmowy. Bo to ostateczność, żeby się przyznał, że sobie nie radzi. Ale ja też nie mam siły go ciągnąć, bo mi też jest ciężko. Jego komfort pozostania w wycofaniu, to przerzucanie problemu na mnie. Jakbym powiedziała, że robi, bo tak mu łatwiej, to by się obraził.
                  Obawiam się, że problem jest niestety w strachu przed zaangażowaniem. Pisałam wyżej, że mam taką koleżankę.
                  Zawsze ucieka jak jest poważnie. Ale ona widzi problem, nie wypiera, leczy się. A tu nie ma chęci zobaczenia problemu.
                  Nie wiem jak poprowadzić rozmowę. O ile nie ucieknie jak ostatnio.
                  Z chęcią przyjmę wszelkie rady.
                • karmm Re: Rozstanie 22.06.24, 11:41
                  Okruchlodu, no jakoś nie ma czasu podjechać. Miał być teraz i przełożył. Niby jakiś kłopot ma. Więc raczej nic naprawiać nie zamierza. Może co najwyżej chce się wytłumaczyć, ale po takim czasie nie ma to już znaczenia. A to jak przywozi te moje rzeczy, jak ostatnią rzecz z ostatnich rzeczy do zrobienia, to we mnie już i tak chyba wszystko zdechło. Co zostaje, to tylko żal na takie potraktowanie mnie.
                • karmm Re: Rozstanie 23.06.24, 18:53
                  Nic nie powiedział. Oddał mi tylko rzeczy.
                  Wolałabym je dostać pocztą.
                  • okruchlodu Re: Rozstanie 24.06.24, 20:03
                    Może i lepiej? Pan ma kilka problemów, których za niego nie rozwiążesz.

                    Pewnie musisz zacząć proces zdrowienia od początku.
                    • karmm Re: Rozstanie 25.06.24, 09:05
                      Może nie od początku, bo dziś już się lepiej czuję. Ale wczoraj musiałam wziąć wolne. Rozbiło mnie to strasznie. Nie spodziewałam się tego, bo dobrze się czułam, a nawet bardzo dobrze biorąc pod uwagę, że to tylko 2 tygodnie.
                      Mimo wszystko liczyłam na jakąś rozmowę, a tu totalna ignorancja. Jeszcze dodał, że znalazł kilka moich innych rzeczy, to przywiezie innym razem i zostawi pod drzwiami. Powiedziałam, że nie chce tych rzeczy.
                      Jak wyszedł, to nie wytrzymałam i zadzwoniłam, że mógłby coś wyjaśnić chociaż. Bylo w nim szczere zdziwienie, że coś mi obiecał kiedyś. Nie wiedział nawet co. Emocji w nim żadnych. Spytałam kim dla niego byłam. Powiedział, że nie wie.
                      Nie wiem po co robił cyrk z tym osobistym oddaniem dokumentów. Co to miało mieć na celu? Ja po rozstaniu napisałam tylko 3 sms w związku z oddaniem rzeczy. Nic więcej, więc może go to bolało.
                    • karmm Re: Rozstanie 25.06.24, 13:43
                      A i powiedział, że nie chce związku. Szkoda tylko, że o tym nie wiedziałam wcześniej. Odpowiedział dopiero postawiony pod ścianę. Gdybym wiedziała, to nigdy bym w to nie weszła. A on po prostu chciał mieć ciastko i zjeść ciastko. Nie wiem co sobie myślą tacy ludzie. Jest zapewne mnóstwo kobiet, które nie chcą związku, ale od tych kobiet nie dostał by takiego zaangażowania.
                      • obrotowy nie 25.06.24, 16:30
                        karmm napisała:
                        Jest zapewne mnóstwo kobiet, które nie chcą związku,


                        nie. takich jest malo, - zdecydowana mniejszosc.

                        stad wielu mezczyzn stwarza kobietom zludzenia, ze oni chca "czegos wiecej"

                        a chca jedynie "mienia" kobiety...
                        • karmm Re: nie 25.06.24, 17:05
                          To nie jest powód, żeby niszczyć komuś życie i zabierać czas.
                          Niech sobie szuka w tej małej grupce kobiet w takim razie.
                          Jakbym miała informację, że on nie chce związku, to skończyłabym znajomość lata temu.
                          Poza tym ja nawet nie wiem co on chce a czego nie chce. Bo to padło po serii odpowiedzi nie wiem.
                          Jakby w familiadzie był i musiał odpowiedź wymyślić.
                          • obrotowy Re: nie 25.06.24, 17:31
                            karmm napisała:
                            > To nie jest powód, żeby niszczyć komuś życie i zabierać czas.


                            nie jest, ale tak sie czesto dzieje.

                            czy mam dobitniej powiedziec, ze przykro mi, ze akurat na Ciebie trafilo ?

                            - ale to tylko hipoteza.

                            PS. zycie nie jest zero-jedynkowe.
                            jakies wartosci z tej relacji chyba jednak rowniez wynioslas ?
                            • karmm Re: nie 25.06.24, 18:09
                              Nie widzę tu wartości. Same straty.
                              Zrujnowane zaufanie, rozbicie psychiczne, bezsenność, stracony czas, zapewne straciłam szansę na dziecko. Kiedyś chorowałam na depresję. Teraz czuję, że czai się za rogiem. On o tym wiedział. Tym bardziej to boli. Zajęło mi lata, żeby stanąć na nogi. Więc uważam, że w takiej sytuacji należy się zastanowić komu sprzedaje się ułudę.
                              • okruchlodu Re: nie 25.06.24, 18:33
                                Karmm, na twoim miejscu nie szłabym w tym kierunku. Zakończyłaś źle rokujący związek. Jestes wolna. Zaczynasz z czystą kartą.

                                Jeśli czujesz potrzeba idź na terapię. Skup się na sobie i aktywnościach, które dają Ci szczęście.
                                • karmm Re: nie 25.06.24, 19:20
                                  Tylko karta nie jest czysta. Jest pełna rozżalenia, smutku. Nie mogę uwolnić głowy. Wpadają mi jakieś myśli i nie mogę się uwolnić od analizowania. Zapisałam się na terapię. Zobaczymy. Mam takie godziny, że nie mogę wyjść z tej mojej głowy. Nie mogę sobie darować, że zgodziłam się, żeby odwiózł dokumenty. Myślałam, że to pretekst do rozmowy. Nie wiem po co to zrobił. Tłumaczył mi, że nie ma gdzie wydrukować etykiety, a do tych dokumentów dodrukował kilka stron.
                                  Żałuję, że nie wytrzymałam i zadzwoniłam, że powinien wytłumaczyć co się stało.
                                  Bez sensu ta rozmowa była. Co się stało? Nie wiem. Co się zmieniło? Nic.
                                  Jak się wypaliłeś to bylo trzeba powiedzieć. Jak nie kochasz to też bylo trzeba powiedzieć. Zero reakcji. Myślę, że sam nie wie. W końcu wypalił, że nie chce związku.

                                  Na razie nic nie sprawia mi radości. Skupiam się na tym, żeby czas minął jak najszybciej.

                                  • okruchlodu Re: nie 26.06.24, 16:20
                                    karmm napisała:

                                    > Tylko karta nie jest czysta. Jest pełna rozżalenia, smutku. Nie mogę uwolnić gł
                                    > owy. Wpadają mi jakieś myśli i nie mogę się uwolnić od analizowania.

                                    To będzie niszczyć tylko Ciebie. Czasu nie da sie cofnąć. A jesli czegos nie da sie zmienic, trzeba to zaakceptowac. Rozumiem poczucie rozżalenia ale masz do wyboru- pielęgnować je lub iść do przodu.

                                    Zapisałam
                                    > się na terapię. Zobaczymy.

                                    To dobry początek.

                                    Mam takie godziny, że nie mogę wyjść z tej mojej gło
                                    > wy. Nie mogę sobie darować, że zgodziłam się, żeby odwiózł dokumenty. Myślałam,
                                    > że to pretekst do rozmowy. Nie wiem po co to zrobił. Tłumaczył mi, że nie ma g
                                    > dzie wydrukować etykiety, a do tych dokumentów dodrukował kilka stron.

                                    A może to i lepiej? Przynajmniej wiesz, że nie ma czego naprawiać. To definitywny koniec. Teraz trzeba przeżyć żałobę i żyć dalej.

                                    > Żałuję, że nie wytrzymałam i zadzwoniłam, że powinien wytłumaczyć co się stało.
                                    > Bez sensu ta rozmowa była. Co się stało? Nie wiem. Co się zmieniło? Nic.
                                    > Jak się wypaliłeś to bylo trzeba powiedzieć. Jak nie kochasz to też bylo trzeba
                                    > powiedzieć. Zero reakcji. Myślę, że sam nie wie. W końcu wypalił, że nie chce
                                    > związku.

                                    Takie rozmowy są bez sensu, tylko zyskujesz łatkę wariatki i zwiekszasz przekonanie, że dobrze zrobił, że się wycofał.

                                    > Na razie nic nie sprawia mi radości. Skupiam się na tym, żeby czas minął jak na
                                    > jszybciej.

                                    Polecam aktywność fizyczna. Wyrzuć z siebie emocję a przy tym zagospodarujesz czas. Zadbaj o siebie. Zrób coś co podniesie Twoją samoocenę.
                                    • karmm Re: nie 26.06.24, 20:31
                                      Nie chcę pielęgnować rozżalenia. W sumie zaczyna mi to trochę przechodzi, więc może kwestia kilku dni.
                                      Nie wydaję mi się, żeby te pytania były jakieś na miarę wariatki. Po prostu po takim czasie chciałoby się znać odpowiedzi.
    • allegropajew Re: Rozstanie 21.06.24, 09:24
      Po przeczytaniu tego przydługiego wątku niczemu się nie dziwię. Autorce proponuję konsultację psychiatryczną. Psycholog nie wystarczy, bez farmakologii się nie uda.

      Gościula
      • akle2 Re: Rozstanie 26.06.24, 14:50
        Serio? To 98% ludzi powinnaś wysłać do psychiatryka, bo tak się składa, że ludzie mają emocje, a emocje rządzą się własnymi prawami. Dziewczyna cierpi i po prostu musi przeczekać (korzystając ewentualnie z dostępnych form pomocy-terapii). Ratowanie związku tylko wtedy, gdy jest szansa na bycie dla drugiej strony podmiotem, a nie przedmiotem, w przeciwnym razie nie ma to najmniejszego sensu.
        • akle2 Re: Rozstanie 26.06.24, 14:52
          Sorry, allegropajew, tym razem ja zareagowałam zbyt emocjonalnie. Myślę, że nie miałaś nic złego na myśli, a farmakologię można oczywiście rozważyć, jeśli lekarz uzna to za stosowne. Może się jej to wyciszyć.
      • hrasier_2 Re: Rozstanie 26.06.24, 23:27
        allegropajew napisał:

        > Po przeczytaniu tego przydługiego wątku niczemu się nie dziwię. Autorce proponu
        > ję konsultację psychiatryczną. Psycholog nie wystarczy, bez farmakologii się ni
        > e uda.
        >
        > Gościula
        Na złe zakochanie nie ma środków farmakologicznych proszę pana. Do tego jedynie trzeba poszukać nowej miłości.
        • obrotowy nie 27.06.24, 00:13
          hrasier_2 napisał:
          > Na złe zakochanie nie ma środków farmakologicznych proszę pana.
          Do tego jedynie trzeba poszukać nowej miłości.

          NIE.
          milosc trza wtedy odpuscic

          i poszukac sobie panienki do obrotu.

          - to lepsza terapia.

    • pinderynda Re: Rozstanie 27.06.24, 21:00
      Hmm... To jak to jest? Uciekl, zmarnowal mi czas, tchorz, tacy ludzie, postepowanie najglupsze z mozliwych, takie potraktowanie mnie... A jeszcze wczoraj "kocham cie kochanie moje"? :D

      Ja pierdole. Jesli kogos kochalas, nie wieszasz na nim psow, publicznie ani niepublicznie. Ale co ja tam wiem ;)

      Ludzie maja prawo zmienic zdanie. Nic nam nie sa winni. Maja prawo nie wiedziec, czego chca, miec commitment issues itd. Nie wszystko wynika ze zlych intencji. Zmienic mozesz tylko i wylacznie siebie. Kochasz? Daj odejsc, jesli nie interesuja go Twoje potrzeby, a Ciebie jego potrzeby (w tym wypadku zdaje sie, ze potrzeba mieszkania osobno). Brutalne, ale tak to jest.

      A na weselsza nute: ludzie mowia ludziom "zegnaj", zeby powiedzic "hello" komus innemu, kazdego dnia robia to miliony, jestes jedna z nich... :) zamiast sie dopytywac, co poszlo nie tak, a co i tak niczego nie zmieni, podziekuj mu moze za to, co bylo fajne, jesli masz jakas potrzebe podsumowania tej relacji? Zdrowiej IMHO.
      • obrotowy udajesz , ze nie wiesz ? 27.06.24, 21:42
        pinderynda napisała:
        podziekuj mu moze za to, co bylo fajne, jesli masz jakas potrzebe podsumowania tej relacji?
        Zdrowiej IMHO.


        Zgoda, ale... Autorka mial ostatnia (zyciowa) nadzieje sprokurowania dzidziusia

        w koncu jest przed 40-tka.

        plan nie wypalil.

        ma prawo miec zal do losu.

        (choociaz niekoniecznie do bylego juz partnera...)
    • li_lah Re: Rozstanie 30.07.24, 11:18
      Czemu brnęłaś w to tyle czasu nie widząc żadnych postępów? Naprawdę zakochany facet chxe mieszkac kobietą bardzo szybko, jakby miał poważne plany nie czekałby z tym tyle czasu.
    • lydiabokva Re: Rozstanie 31.07.24, 16:22
      Przyjaciele radzą Ci dzisiaj i teraz, aby przed rozpoczęciem związku złóż wszystko w ręce Boga, a On Cię we wszystkim poprowadzi, ponieważ diabeł jest w stanie zasiać panikę w domu, w którym żyje w pokoju
      • alpepe Re: Rozstanie 29.08.24, 15:36
        dawno się tak nie uśmiałam
    • rotterdamus Re: Rozstanie 02.09.24, 10:09
      Wlasnie to przechodze...ale nie po 3 ale po wielu latach...Napisala, ze musi przemyslec....i fiuu.... Zalosne
      • rotterdamus Re: Rozstanie 02.09.24, 10:23
        Wlasnie jade na Nodrsee. Odpisalem jej; ''fly,fly baby''. Niestety takie jest zycie. Trzeba zaczac od nowa...Powodzenia Wszystkim od/po rzuconym...keep smiling ;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka