Dodaj do ulubionych

Miastowa niegościnność

IP: 217.153.88.* 22.11.04, 15:22
Wychowalam sie na wsi, od paru lat mieszkam w miescie - zaluje tego bardzo.
Ludzie na mojej klatce niechetnie odpowiadaja na dzien dobry, niechetnie
rozmowiaja, najczesciej otwieraja drzwi - lekko uchylajc je i staja w
przejsciu zagrodzajac droge dalej. Dlaczego? Skąd taka nieuprzejmość i
niegoscinność? Moje "miastowe" koleżanki maja może 3, 4 znajome, które je
odwiedzają - i to wszystko. I to też goście przyjmowani są z pewną fatygą....

Ludzie na wsi - mimo zarzucanego im prymitywizmu - są jednak bardziej ciepli i
otwarci.
Obserwuj wątek
    • Gość: thistle Re: Miastowa niegościnność IP: *.crowley.pl 22.11.04, 15:34
      Na wsi bliżni są czesto jedynym źródłem rozrywki (poza TV). Dodatkowo ludzie
      mieszkający w jednej okolicy często są z soba w jakiś sposób spokrewnieni, to
      zmienia relacje. W miescie jest poprostu dużo alternatyw dla kontaktów
      międzyludzkich, jednym to odpowiada a innym nie.
      • Gość: Yk Re: Miastowa niegościnność IP: *.aster.pl 22.11.04, 15:40
        A tu są dwie różne sprawy:
        1. dzień dobry nie mówi mi sąsiad ten akurat, który się "spod" przyprowadził
        2. kontakty towarzyskie są dobre, ale nigdy w pracy i nigdy wśród sąsiadów - jak
        się coś popsuje nadal się jest narażonym na wspólnotę
    • trzydziecha1 Re: Miastowa niegościnność 22.11.04, 15:42
      Niestety w mieście jest tez więcej kradzieży, włamań, stąd np. nierozsądnym
      jest wpuszczanie obcych do domu. Rezerwa w stosunku do sąsiadów wynika po
      prostu z nieznajomości osób, w małej miejscowości wszyscy znają się od dawna,
      wiedzą "co to za rodzina" i dlatego jest to inny charakter stosunków
      sąsiedzkich. Co nie zmienia faktu, ze wychodząc sąsiadom naprzeciw, można
      pozyskać przyjaciół. Ale czasami trzeba samemu wyjść z inicjatywą.
    • Gość: EWA Re: Miastowa niegościnność IP: *.chello.pl 22.11.04, 15:45
      Coś w tym jest. Mieszkałam kiedyś w kamienicy, w której zresztą do dziś
      mieszkają moi Rodzice. Taka troche jak z filmu Dom, tylko troche późniejsza.
      Wszyscy ze wszystkimi sie znali, byli życzliwi. Nie było problemu, żeby
      zostawić klucze u sąsiada, czy wpaśc po prostu na pogawędkę.
      Moi Rodzice ze względu na wykonywane zawody, często i bezpłatnie słuzyli swoją
      wiedzą i pomocą ( prawną i lekarską). Dzieci wspólnie odrabiały lekcje,
      chodziły do jednej szkoły.
      Obecnie mieszkam w jednym z droższych warszawskich osiedli. Nikt nikogo nie
      zna. W najlepszym razie sąsiad sąsiadowi mruknie coś na powitanie, zero
      zyczliwości. A jeśli chodzi o tzw. czas wolny i rozrywki to najczęściej nie są
      one wysublimowane - piwko+ goloneczka + telewizor ( z żona lub w samotności).
      Damska alternatywa to opera mydlana + chipsy+ papieroski. Chcąc niechcąc widzę
      to przez płot.
      Pozdrawiam.
    • Gość: wiruska Re: Miastowa niegościnność IP: *.chelm.gda.pl / *.futuro.pl 22.11.04, 16:28
      Wybieram miasto. Wolę miejską niegościnność aniżeli wiejską wścibskość.
      • Gość: EWA Re: Miastowa niegościnność IP: *.chello.pl 22.11.04, 19:49
        Ta "wścibskość" może uratować mieszkanie przed kradzieżą,niedopuścić do
        sytuacji, w której nie ma szklanki wody na herbatę bo awaria
        wodociągu......Czasem właśnie od "wsibskiego" sąsiada można uzyskać sygnał, że
        coś złego dzieje się z dzieckiem, że wpadło w nieodpowiednie towarzystwo.
    • Gość: mathom12 Re: Miastowa niegościnność IP: *.ahold.pl / 213.134.133.* 22.11.04, 17:35
      podpisuje sie pod tym postem obiem rekoma ... Generalnie to prawda...
    • Gość: she Re: Miastowa niegościnność IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.04, 19:03
      U mnie powoli zaczyna sie robic taka samo. Mieszkam w bloku, starzy lokatorzy
      wymieraja, wprowadzaja sie nowi. Od pol roku mam nowych sasiadow ale ich
      jeszcze na oczy nie widzialam. A nie jest to mrowkowiec z 11 pietrami. Ci zas
      ktorych widze na oczy, sa na tyle nieprzyjemni ze raczej wole aby moje oczy ich
      nie ogladaly.
      Ludzie na wsi prymitywni? Nie, nic nie przebije chamstwa nowomiastowych
      dorobkiewiczow. Postawi taki Czinkeczento przed blokiem i mysli ze jest krolem
      wsrod sasiadow - niezamoznych emerytow. Sloma z butow wychodzi na kilometr. I
      to tacy sa najbardziej niezyczliwi i opryskliwi, a niekiedy nawet wrecz
      niebezpieczni.
    • lysyadam Re: Miastowa niegościnność 22.11.04, 19:44

      Pochodzimy (ja i moja kobietka) z takiej sobie malej miejscowosci. Generalnie
      to kazdy zna sie z widzenia.

      A teraz mieszkamy w "wielkim miescie". Dwa lata temu trzaba bylo zdecydowac,
      czy wraca (a ja chcialem) czy zostac w tym "wielkim..." No i zostalismy, bo
      praca i perspektywy.... Ale zamieszkalismy w starej wiekowej kamienicy, w
      zielonej dzielnicy, sasiadow znamy wszyskich, odwiedzamy sie na kawke, klucz od
      kazdego mieszkania ma sasiad, jak sie widujemy - zawsze przystaniemy na chwilke
      i pogadamy, siadamy na laweczce wieczorem i sobie gadamy, czasami piwko
      zniesiemy czy kawke zrobimy na tej lawce....

      a w zimie mamy chlodno na mieszkaniu i trzeba palic w kominku, porabac drewna
      wczesniej...

      Nie zamienilbym tego na nowe strzezone osiedle ktore mamy 500 metrow dalej -
      chociaz dach trzeba bedzie zrobic w najblizszym czasie ;-))
    • Gość: corgan na wsi jest tylko jeden problem... IP: 217.11.142.* 22.11.04, 20:02
      Jeśli podpadniesz (cokolwiek to znaczy) wiejskiej społeczności to nie ma
      przebacz - jesteś skreslony/skreslona. Poważnych powodów może byc wiele - aby w
      1944 brata wujka dziadek ukrywał partyzantów i zydów i wziął złoto i się nie
      podzielił z resztą rodziny, abo siostry ciotki córka wyszła za mąż za "gorola"
      (to akurat na Górnym Śląska), a to ktoś z rodziny żenił się w 1953 i dostał w
      posagu tylko pierzyne a ta co wychodziła za mąż w 1956 od rodziców dostała kupe
      forsy, a to czyjś dziadek pobił się z dziadkiem sasiada w '48 i poszło o miedze
      a to o spadek (0,5 hektara) po ojcu itp. itd.

      btw - na wsiach tzw wioskowy głupek on i jego potomkowie do konca zycia sa
      wioskowymi głupkami, cokolwiek by nie zrobili...

      Sorki - mam trochę rodziny na wsi i wiem, że to wszystko wygląda różowo jak
      gwiazdy z Wielkiego Miasta przyjeżdżaja raz na ruski rok na wieś, aby odwiedzić
      rodzinę. Nie zmienia to faktu, ze ludzie chyba utrzymuja ze sobą lepsze
      kontakty. Co nie znaczy, ze jest różowo, bo nie jest.

      Odnośnie kradzieży - moja ciotka ktora mieszka od urodzenia na wsi (została na
      gospodarstwie, moja matka i ciotka wyjechały ze wsi) była na rzeczonej wsi
      okradana OSIEM razy w przeciągu lat 90-tych. A to ukradziono krowę, a to koło
      od poloneza, a to ktoś się włamał do domu itp. I to robili tzw "swoi" bo kradli
      wtedy kiedy wiedzieli ze ich nie będzie w domu. Wieś wsią, ale np. moja ciotka
      nie utrzymuje kontaktów z sąsiadem zza miedzy, bo tamta sasiadka o coś ją
      oskarżyła w latach 80-tych.. Nie wiem o co dokładnie poszło. Tak samo jak nie
      utrzymuje kontaktów ze swoim przyrodnim bratem (ale to akurat rozumiem, bo znam
      go i wiem dlaczego).


      • lysyadam Re: na wsi jest tylko jeden problem... 22.11.04, 21:56

        wiadomo - rozowo nie jest

        ale ja wole takie "nierozowe" niz tamto - tez "nierozowe"
    • serendepity Re: Miastowa niegościnność 23.11.04, 09:39
      Nie wiem jak jest na wsi albo w malych miastach. Zawsze mieszkalam w duzym
      miescie i nie odczuwam potrzeby kontaktow z sasiadami. Zauwazylam , ze na moim
      pietrze tylko dwoje sasiadow utrzymuje ze soba kontakty towarzyskie. Reszta
      ogranicza sie do "dzien dobry".
      Co do uchylania drzwi to ja ich po prostu nie otwieram jesli nie umowilam sie
      wczesniej z kims.
      Zauwazylam tez, ze sasiadom z mniejszych miast/wsi wiele rzeczy przeszkadza,
      maja pretensje itp. A i lubia wystawiac przedmioty za drzwi. Np wozki
      obowiazkowo stoja na korytarzu choc widze, ze juz nie uzywaja ich nawet.

      Serendepity.
      • Gość: Iga Re: Miastowa niegościnność IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.11.04, 10:59
        Mieszkam w duzym miescie i choc tak jak piszecie sasiedzi nie odwiedzaja się
        mnie to osobiscie nie przeszkadza.Wręcz przeciwnie takie bliskie kontakty
        czasami sie zle koncza.Ale mam znajomych na wsi i za zadne skarby nie poszłabym
        tam mieszkac.Pomijajac to ze kazdy o kazdym wszystko wie łacznie z tym czy ktos
        był na niedzielnej mszy czy nie.Czy ktos przyjąl kolędę czy nie.Jeśli sie z tego
        nie wywiązuje to ma przechlapane.Na tarasie w niedzielę nie moze wisiec pranie
        bo odrazu jest sie na językach,wiadomo nie katolik itd.itd.Natomiast w miescie
        jak sie ludzie nie znaja jest ok.Mozna chodzic do koscioła gdzie sie chce
        niekoniecznie do swojej parafii.Nikt nikogo nie sledzi.Juz wole to swoje miasto
        niz wscibskich sasiadow na wsi.

        • Gość: la valetta Re: Miastowa niegościnność IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.11.04, 11:05
          I na tym polega różnica mentalności. Ludzie ze wsi wolą żyć stadnie , ci z
          wilkich miast wolą dystans zarówno fizyczny jak i psychiczny. Gdzieś pomiędzy
          tym kołacze się tzw. małomiasteczkowość czyli zamknąć się w czterech ścianach,
          ale sąsiadowi przez okno zajrzeć do garnków.
          • Gość: Iga Re: Miastowa niegościnność IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.11.04, 11:15
            Mnie sasiedzi nie interesuja.Mam swoich przyjaciół,ktorzy bywaja u mnie a ja u
            nich.Niestety zagladanie do garnkow czy to przez okno czy wprost to
            charakter.Trzeba sobie tak ułożyc kontakty z ludzmi zeby nie mieli śmiałości
            zagladania i im tez nie zagladać.A mieszkanie jest oazą spokoju i do dobrego
            domu przychodzi sie na zaproszenie.Taki sposob na zycie maja Niemcy,Anglicy
            itd.Tam sie nikt nie dziwi ze został przyjęty przy drzwiach jesli wczesniej nie
            zadzwonił i nie umowił sie,

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka