Gość: zdezorientowany
IP: 213.25.84.*
21.12.04, 21:04
Opowiem wam ciekawa historyjke.Bohaterowie: kobieta (25 lat,wyzsze
wyksztalcenie), jej maz (25 lat,podstawowe wyksztalcenie),pewien chlopak (23
lata,student).Kobieta rozwodzi sie z mezem,sprawa rozwodowa w toku.Jej
malzenstwo to byl koszmar.On okazal sie alkoholikiem,traktowal ja jak
przedmiot:wyzwiska,obelgi,szarpanie,czasami bicie,podduszanie,zero
odpowiedzialnosci i na utrzymaniu zony.Ona wiec poznaje w pracy
studenta,zakochuja sie w sobie i spedzaja ze soba 6 cudownych miesiecy.Ona
mowi Jemu,ze jest miloscia jej zycia i takie tam.Jednak maz nie daje za
wygrana:nachodzi zone,wyczekuje pod blokiem,wydzwania na komorke po 200(!)
tygodniowo,prosi,blaga,a widzac ze i to nie pomaga to straszy ze zabije
siebie i ja itp.itd..Tymczasem student i zona maja pierwszy(!) po 6
miesiacach kryzys.On mowi cos przykrego,ona mowi ze mu tego nie wybaczy i
zrywa z nim.On stara sie na wszelkie mozliwe sposoby ja przeprosic,lecz ta
pozostaje nieublagana..Po miesiacu od rozstania student dowiaduje sie ze zona
z jakiegos powodu wraca do meza.No i coz mozna myslec o tej kobiecie..???