Gość: horacjo
IP: 3.5.* / *.chello.pl
04.06.02, 12:03
Właściwie to powinienem założyć ten wątek na forum "Mężczyzna ",bo kieruję go
do facetów,ale poziom umysłowy i kulturalny dyskusji tam prowadzonych stwarza
jednak niewłaściwy kontekst dla problemu,który chciałbym opisać.Tutaj ,o ile
zdążyłem się zorientować ,również nie brak mężczyzn,poza tym mogę mylić się w
ocenie specyficznie "męskiej natury " nurtującej mnie kwestii.Być może płeć nie
jest w jej wypadku kategorią znaczącą i moje doświadczenia są w równej mierze
udziałem kobiet i mężczyzn.
Ciekaw jestem bardzo czy ktoś z was ( niekoniecznie w tak radykalnym ,jak ja
stopniu) doświadcza w równej mierze fascynacji i niechęci w stosunku do istot
płci przeciwnej.Skrajność uczuć ,jakie ja żywię wobec kobiet,wyraża się w
tym,że przejawiając normalne ,heteroseksualne skłonności,jednocześnie
podświadomie obawiam się ich konsekwentnej realizacji,to jest przerodzenia się
koleżenskich ,czy nawet przyjacielskich relacji z kobietą w intymny związek.Mam
26 lat ,jestem samodzielnym i niezależnym życiowo ( do tego nawet przystojnym i
atrakcyjnym fizycznie facetem),mam juz właściwie poukaładane życie,ale czasem
czegos mi w nim brakuje. Nie chodzi nawet o fizjologiczny aspekt samotności(
nigdy jeszce nie byłem z kobietą) ,ale bardziej o jej emocjonalny wymiar-
chwilami po prostu brakuje mi kogoś bliskiego,równocześnie jednak boję się
psychicznej zależności,poczucia skrępowania i ograniczenia, które narzuca
intymny związek partnerski.Na samo wyobrażenie wszystkich tych
czułości,serdeczności, dowodów przywiązania ,które wypełniają życie każdej
zakochanej pary , robi mi się niedobrze,i pierwsze symptomy tego rodzaju
odruchów ze strony kobiet,zawsze dotąd konczyły się moja paniczna dezercją.
Bardzo cenię sobie komfort bycia samemu.Nie chodzi tu nawet o brak zobowiązań(
choć to oczywiście nie umniejsza mojego egoizmu),ale poczucie wewnetrznej
wolności, psychicznej autonomii, absolutyzację tej sfery osobowości , która
wogóle nie podlega próbom przeniknięcia, oglądu z zewnątrz.W kobietach ( może
tylko z takimi miałem do czynienia ) przeraża mnie właśnie ich zaborczość,
pragnienie całkowitego utożsamienia się z ukochanym mężczyzną. Wiem,że ta
potrzeba identyfyikacji,całkowitego oddania ,emocjonalnego zespolenia z drugim
człowiekiem jest wyrazem miłości,a mimo to budzi we mnie sprzeciw. Mi
wystarczyłaby przyjaźń bez przekraczania granicy intymności.Tak tez pojmuję
bliskość, o której wspominałem, i do tego właściwie ograniczają sie moje
potrzeby emocjonalne.Kierują się one jednak wyłacznie ku kobietom, tkwi w nich
niewatpliwie element fascynacji erotycznej , której doznaję ,jak każdy
męzczyzna.Dziwne, prawda :-)?