Dodaj do ulubionych

Rozwiązywanie problemow w zwiazku

IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 05.06.02, 10:09
czy od razu mowicie, co Wam sie nie podoba?
czy przy wiekszych klotniach lapiecie sie na tym, ze oprocz rozmawiania o
problemie (meritum), zaczynacie wyciagac stare bródy (cos kiedys Wam sie nie
podobało, ale teraz jak sie nawarstwiło, to zaczynacie wypominac)?
czy w kłotniach uogólniacie, np. "Ty/ja to zawsze/nigdy..", etc.

bo ja uważam, że lepiej na bieżąco mówić, co się nie podoba niż raz na rok a
porządnie (przy okazazji wywlekając coś, co się wydarzyło wcześniej, nie
podobało nam się, ale dopiero po 2 mies, przy okazji kłótni o coś większego
przypominamy sobie i staje się to jednym z argumentów przetargowych)

czy zauważyliście, że to, co się wyniosło z domu - tu: obserwacje rozwiązywania
konfliktów przez rodziców; ma wpływ na nasze ew. trudności w rozwiązywaniu
konfliktów z partnerami?!
ja np. muszę się tego uczyć, bo moja mama nigdy nie dopuszczała takiej
możliwości, że coś mogłoby być źle. Mam trudności w mówieniu o negatywnych
uczuciach, a rozmawianie o pozytywnych nie sprawia mi żadnej trudności.

jak to jest u Was?
czy bycie w związku pomogło Wam nauczyć się lepszego rozwiązywania konfliktów,
czy to Wy uczyliście tę drugą osobę, ona Was, czy nawzajem się 'docieraliście'?

czy zauważyliście, że jeżeli jedna z osób w związku jest ustępliwa, to
konfliktów jest mniej?
Obserwuj wątek
    • lalka74 Re: Rozwiązywanie problemow w zwiazku 05.06.02, 10:14
      Staram się mówić o swoich uczuciach i o tym, co uważam za problem. Czasem
      niestety - mnie ponosi - i wtedy zaczynam wywlekać. Ale wystarczy, że usłyszę -
      hej, wyluzuj, posłuchaj siebie - i wtedy zaczynam się śmiać. Ale - kurcze -
      problemy często pozostają nierozwiązane. Chociaż ostatnio postanowiłam nie
      przeżywać za mocno i stosować zasadę: Co moje niech zostanie - co nie moje
      niech odejdzie. Czyli - jeśli mój meżczyzna uważa sprawę za załatwioną i nie
      wraca do niej - to nie jest to również moja sprawa i pozwalam jej odejść.
      • bukowski27 ja jestem zerokonfliktowy... 05.06.02, 10:16
        nigdy si enie kloce... a jak sie zbiera na klotnie to wychodze... no bo po co
        mam sie klocic? nie rozumiem...
        • lalka74 Re: ja jestem zerokonfliktowy... 05.06.02, 10:16
          tu nie chodzi o kłótnię - tylko o rozwiązywanie problemów. A wychodzenie jest
          najgorszą z metod.
        • Gość: anE Re: ja jestem zerokonfliktowy... IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 05.06.02, 10:20
          w książce "psychologia miłości" Wojciszke, o której już kiedyś wspominałam
          wymienione jest kilka sposobów rozwiązywania problemów. najbardziej optymalnym
          (wg przeprowadzonych badań) jest konstrukcyjne rozwiązywanie konfliktów, a
          najmniej - ucieczka - czyli wychodzenie i niechęć do rozmowy, zamykanie się w
          sobie, duszenie itd..
          • Gość: anE konstruktywne IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 05.06.02, 10:21
            ja to dzis jestem jakas nie tego..
            konstruktywne rozwiazywanie problemow, a nie konstrukcyjne.. o ja
            niedokształcona! psieprasiam
          • bukowski27 aha.. to moe zle zaakcentowalem... 05.06.02, 10:25
            problemow nie rozwiazuje bo problemow nie ma.. piszac o wychodzeniu nie mialem
            na mysli duzsenia czegokolwiek w sobie albo zamykania sie w sobie... i nie
            mialem na mysli tez unikania rozmowy... mialem na mysli tylko to, ze jezeli
            jedna ze stron zaczyna podnosic glos to nie jest to najlepszy moment do
            konstruktywnego rozwiazania problemu... ona podniesie glos o 1, ja podniose o
            2, to ona o 3... do czego to prowadzi? moim zdaniem niekoniecznie do
            rozwiazania problemow... na kilk azwiazkow w ktorych bylem nigdy sie z zadna
            dziewczyna nie poklocilem...
            • Gość: anE Re: aha.. to moe zle zaakcentowalem... IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 05.06.02, 10:30
              ale super!

              mi utkwilo to konstruktywne rozwiazywanie problemow, bo ja jestem b.uparta i jak
              sie kloce, to zaciekle, wiec nie wiem, jak mialabym w takiej sytuacji sie
              opanowac i spokojnie po-ro-zma-wiac o problemie proponujac racjonalne wyjscie z
              konfliktu.. ale jestem na dobrej drodze i sie ucze. osiagam swoj cel powolutku,
              klotni coraz mniej, a ja bardziej nad soba panuje, :-)
      • Gość: anE Re: Rozwiązywanie problemow w zwiazku IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 05.06.02, 10:18
        ja mam podobnie, że się unoszę za bardzo..
        nie słucham wtedy argumentacji i się obrażam (jak mała dziewczynka, na
        szczęście na krótko). mam ten problem, że dla mnie wszystko musi być
        racjonalne, logiczne, wyjaśnione w 100 % - a nie zawsze tak się da.

        zauważyłam, że jak byłam przedrzeźniana, to b. mnie to drażniło, teraz na
        szczęście nauczyłam się sama z siebie śmiać i rozładowuje to atmosferę.

        humor w kłotni?! chyba jest na plus?! rozluźnia napiętą atmosferę..

        a kto kogo pierwszy przeprasza? macie problem z przyznawaniem się do swojej
        winy (kiedy ewidentnie jest to Wasza wina?)
        • lalka74 Re: Rozwiązywanie problemow w zwiazku 05.06.02, 10:21
          Ja pierwsza przepraszam, z reguły. Oczywiście nie wtedy kiedy czuję się
          skrzywdzona.
          • Gość: anE Re: Rozwiązywanie problemow w zwiazku IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 05.06.02, 10:23
            a czy czasem w kłótni płaczecie?

            bo ja płacze, kiedy jestem albo wzruszona albo zła..
    • lastka Re: Rozwiązywanie problemow w zwiazku 05.06.02, 10:25
      Gość portalu: anE napisał(a):

      > czy od razu mowicie, co Wam sie nie podoba?

      ja niestety a może właśnie stety mam ten paskudny nawyk że wale od razu.


      > czy przy wiekszych klotniach lapiecie sie na tym, ze oprocz rozmawiania o
      > problemie (meritum), zaczynacie wyciagac stare bródy (cos kiedys Wam sie nie
      > podobało, ale teraz jak sie nawarstwiło, to zaczynacie wypominac)?

      oj czasem mi się to zdarza, ale mojemu facetowi nigdy.

      > czy w kłotniach uogólniacie, np. "Ty/ja to zawsze/nigdy..", etc.

      Nie

      >
      > bo ja uważam, że lepiej na bieżąco mówić, co się nie podoba niż raz na rok a
      > porządnie (przy okazazji wywlekając coś, co się wydarzyło wcześniej, nie
      > podobało nam się, ale dopiero po 2 mies, przy okazji kłótni o coś większego
      > przypominamy sobie i staje się to jednym z argumentów przetargowych)
      >
      > czy zauważyliście, że to, co się wyniosło z domu - tu: obserwacje rozwiązywania
      >
      > konfliktów przez rodziców; ma wpływ na nasze ew. trudności w rozwiązywaniu
      > konfliktów z partnerami?!
      > ja np. muszę się tego uczyć, bo moja mama nigdy nie dopuszczała takiej
      > możliwości, że coś mogłoby być źle. Mam trudności w mówieniu o negatywnych
      > uczuciach, a rozmawianie o pozytywnych nie sprawia mi żadnej trudności.
      >
      > jak to jest u Was?
      > czy bycie w związku pomogło Wam nauczyć się lepszego rozwiązywania konfliktów,
      > czy to Wy uczyliście tę drugą osobę, ona Was, czy nawzajem się 'docieraliście'?
      >
      > czy zauważyliście, że jeżeli jedna z osób w związku jest ustępliwa, to
      > konfliktów jest mniej?

      W moim związku to chyba jednak ja jestem bardziej ustępliwa, nawet mój partner
      ostatnio stwierdził, że inna kobieta chyba by go nie zniosła przez tyle lat. Ale
      pomalutku docieramy się i myślę że jeszcze trochę i będzie już tak całkiem super.
      A konflikty muszą być nawet w nalepszych związkach są malutkie konflikciki.

      • liloom Re: Rozwiązywanie problemow w zwiazku 05.06.02, 10:48
        Znam tylko jeden sposob rozwiazywanie konliktow - KOMUNIKACJA.
        Gadamy ze soba tyle na biezaco, ze nie zdazy dojsc do czegos grubszego.
        Jakies ciche dni, albo moje lzy - na szczescie tego nie znam.
        Klotnia to tez jakas forma komunikacji, bo czasem nie da sie wszystkiego easy,
        bo emocje czy to tamto. Na szczescie nie mamy z tym wiekszych klopotow, bo
        oboje jestesmy ustepliwi - i to chyba dobre rozwiazanie, ale szczerze mowiac
        troche nawet sie tym martwie, ze nasze dziecko bedzie przez to moze za malo
        przebojowe:)))
        • lalka74 Re: Rozwiązywanie problemow w zwiazku 05.06.02, 10:49
          ale na pewno będzie zdrowsze :))))
        • Gość: anE Re: Rozwiązywanie problemow w zwiazku IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 05.06.02, 10:50
          ale jeszcze sa inne srodowiska - jak szkola, gdzie dziecko moze sie spotkac z
          nieustepliwymi rowiesnikami i bedzie musialo sobie radzic, nauczyc sie tego..
          lepiej zeby bylo mniej przebojowe niz nie umialo rozwiazywac konflikow..
    • muszek0 Re: Rozwiązywanie problemow w zwiazku 05.06.02, 10:49
      dyplomacja i spokój. jest to trudne. żeby rozluźnić atmosferę puszczam jej sms-
      y od pana boga, który widzi swoje owieczki i bardzo je kocha i potrafi na nie
      spojrzeć z dystansem. wypominanie starych rzeczy jest bez sensu, bo na samym
      końcu musiałbym wypomnieć mojej mamie, że mnie wogóle urodziła.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka