izka82
19.02.05, 11:24
Pewnie zaraz znow rzuci sie na mnie kilka osob, znow zakladam watek...znow o
tym samym.Ale tym razem chce cos wniesc, przekazac, bo wiem ze takich jak ja-
kochanek zonatych mezczyzn jest wiele, i wiele takich kobiet walczy, lecz nie
umie odejsc.
Ja walczylam, moze nawet gralam troche nie fer, ale w koncu stalo sie, nawet
nie wiem czy to bardziej on czy ja.. Szczerze mowiac nie wiem po co bylo to
spotkanie, znowu..ale teraz wiem ze slusznie, ze dzieki temu spotkaniu wiele
spraw ulozylo sie w mojej glowie.Nagle zdalalam sobie sprawe, ze to on chyba
bardziej sie zgubil w tym wszystkim niz ja, nagle doszlo do mnie ze JA NIGDY
PRZENIGDY Z NIM NIE BEDE, bo facet zwyczajnie sie zauroczyl, ZAUROCZYL, ale
nic wiecej, wciaz ma zone, wciaz ja kocha..
Dobrze sie stalo, choc nagle uswiadomilam sobie/choc wiele z was mi to
pisalo/ ze zylam w jakims chorym zludzeniu, wykreowalam sobie rzeczywistosc i
slepo w nia wierzylam.. My wszystkie chyba takie jestesmy, moze troche
glupiutkie, naiwne, moze zbyt wrazliwe, niedoceniane..Ale nie dajmy sie im,
bo teraz wiem, sama po sobie, ze im dluzej tym wiecej lez.. Kazda z nas
pewnie po cichutku liczy na "szczescie", ze on naprawde pokochal, ze taki
biedny, ze trzeba mu wierzyc..Ale to nieprawda, to TYLKO nasza teoria, teoria
ktora stworzylysmy sobie w naszym nowym ,wykreowanym swiatku..
Jeszcze cos na koniec. Ja mialam moze troche wiecej szczescia niz inne, nie
potrzebowalam lat zeby przekonac sie o tym wszystkim, a i ON nie okazal sie
do konca perfidnym draniem, uszanowal pewne sprawy i to musze mu oddac.
Dziewczyny- kochanki zonatych mezczyzn! To wszystko prawda, co tu pisaly do
mnie kobietki negujace moja postawe- oni maja swoje zony, do ktorych zawsze
wracaja, u ktorych zawsze znajda cieplo i bezpieczenstwo. A my....to raczej
rozrywka, oderwanie sie od rutyny, mila odmiana...
To tyle, nie potrzebuje wrednych komentarzy, oszczedzcie sobie mile panie,
nie tego teraz potrzebuje..Pozdrawiam