Dodaj do ulubionych

Juz koniec....

19.02.05, 11:24
Pewnie zaraz znow rzuci sie na mnie kilka osob, znow zakladam watek...znow o
tym samym.Ale tym razem chce cos wniesc, przekazac, bo wiem ze takich jak ja-
kochanek zonatych mezczyzn jest wiele, i wiele takich kobiet walczy, lecz nie
umie odejsc.
Ja walczylam, moze nawet gralam troche nie fer, ale w koncu stalo sie, nawet
nie wiem czy to bardziej on czy ja.. Szczerze mowiac nie wiem po co bylo to
spotkanie, znowu..ale teraz wiem ze slusznie, ze dzieki temu spotkaniu wiele
spraw ulozylo sie w mojej glowie.Nagle zdalalam sobie sprawe, ze to on chyba
bardziej sie zgubil w tym wszystkim niz ja, nagle doszlo do mnie ze JA NIGDY
PRZENIGDY Z NIM NIE BEDE, bo facet zwyczajnie sie zauroczyl, ZAUROCZYL, ale
nic wiecej, wciaz ma zone, wciaz ja kocha..
Dobrze sie stalo, choc nagle uswiadomilam sobie/choc wiele z was mi to
pisalo/ ze zylam w jakims chorym zludzeniu, wykreowalam sobie rzeczywistosc i
slepo w nia wierzylam.. My wszystkie chyba takie jestesmy, moze troche
glupiutkie, naiwne, moze zbyt wrazliwe, niedoceniane..Ale nie dajmy sie im,
bo teraz wiem, sama po sobie, ze im dluzej tym wiecej lez.. Kazda z nas
pewnie po cichutku liczy na "szczescie", ze on naprawde pokochal, ze taki
biedny, ze trzeba mu wierzyc..Ale to nieprawda, to TYLKO nasza teoria, teoria
ktora stworzylysmy sobie w naszym nowym ,wykreowanym swiatku..
Jeszcze cos na koniec. Ja mialam moze troche wiecej szczescia niz inne, nie
potrzebowalam lat zeby przekonac sie o tym wszystkim, a i ON nie okazal sie
do konca perfidnym draniem, uszanowal pewne sprawy i to musze mu oddac.
Dziewczyny- kochanki zonatych mezczyzn! To wszystko prawda, co tu pisaly do
mnie kobietki negujace moja postawe- oni maja swoje zony, do ktorych zawsze
wracaja, u ktorych zawsze znajda cieplo i bezpieczenstwo. A my....to raczej
rozrywka, oderwanie sie od rutyny, mila odmiana...
To tyle, nie potrzebuje wrednych komentarzy, oszczedzcie sobie mile panie,
nie tego teraz potrzebuje..Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • miawalles Re: Juz koniec.... 19.02.05, 11:32
      cześć Izka,
      chciałam pogratulować Ci odważnej decyzji. Mądra z Ciebie kobieta:)
      Trzymaj się i życzę powodzenia w innym związku:)
    • isabelle7 Re: Juz koniec.... 19.02.05, 11:45
      Wzięłam leki i nareszcie mogę być na komputerze, młodzież wyrzuciłam:))
      Cóż ci powiedzieć. Jak się kocha to jest się z tą osobą, a nie zakłada sobie
      harem. Przykro to mówić, ale wielu zamożnych panów ma takie liczne kochanki i
      żone w domu. Wiem to z życia. Mnóstwo takich znam, a jakie mają gadane, są
      niezwykle szarmanccy, błyszczą intelektem. Jednym słowem wiedzą czym podejść
      kobietę. Nie wiem czemu, ale brzydzę się zdradą i jak on żone zdradza to to
      dobrze nie wróży. Jedno co lubię to rozmawiać z inteligentnymi, sypatycznymi
      ludźmi, ale sprawy intymne to ich sprawy.
      Niektórzy chowają obroczkę do kieszeni i mówią stanowczo, że nie mają żony.
      Dla równowagi panie robią to samo.
      No, ale warto natknąć się na Rodzynka:))Wernego Rodzynka:)) I tego Ci życzę, bo
      jesteś moją imiennniczką:))
    • kokoszka81 Re: Juz koniec.... 19.02.05, 12:51
      Madrze o tym napisalas iza. Smutno mi sie zrobilo bo post jest o
      mnie..Zludzenia, wykreowany swiat, nadzieja...Ty masz racje, mezowie powinni
      nalezec tylko do zon, nie powinnysmy dawac im tej rozkoszy, wygody....a jednak
      wciaz sie wierzy w ich slowa, tak jak napisalas, slepo..
      Ciesze sie ze przynajmniej Tobie sie udalo, mnie nie moze sie udac od dluzszego
      czasu..Ile tych lez poplynie......????
      Ale mimo to cos moze mi uzmyslowilas..mam teraz duzo do myslenia..

      pozdrawiam,3maj sie.
      • oltynka1 Re: Juz koniec.... 19.02.05, 23:54
        Dziewczyny, nie dajcie się. Przecież Wy cierpicie, angażujecie się, a oni się
        bawią. Ale takie juz jesteśmy my kobiety, za duzo uczuć, jednak w tym nasz
        urok :). Powodzenia :)
        Pozdrawiam
        Ola
    • kristy23 Re: Juz koniec.... 19.02.05, 13:02
      Ja nigdy nie strawie tych zonatych , co szukaja rozrywki na boku!! Nie szanuje
      takich mezczyzn, a i niestety, niektorych kobiet,ktore wchodza w swiadomie w
      takie uklady.Sa jednak takie, ktore sa zbyt niedojrzale,
      zbyt...hmmm.....naiwne,je moge zrozumiec, w koncu kazdy kiedys dojrzeje.:)
      Izo,chyba mowa o tobie, ciesze sie ze zmienilas tok myslenia,zycze tobie abys
      spotkala fajnego, uczciwego goscia...bez obraczki:))

      ps gratuluje:))
    • mala_paula Re: Juz koniec.... 19.02.05, 15:27
      Jejku,izka,a ile z nim bylas?? I kto zerwal?? Ja jestem w takim zwiazku od
      dawna dosyc,mecze sie jak cholera,ale on zapewnia mnie o swoim uczuciu..Mimo to
      nie odchodzi od rodziny.Ja go kocham, strasznie go kocham i jak przeczytalalm
      twoja wypowiedz..musisz byc bardzo silna kobieta(czy 82 to twoj rok
      urodzenia???). Nie wiem czy go kochalas, moze nie i dlatego latwiej bylo ci
      odejsc.. ja nie odchodze, bo kocham go i wierze w jego uczucie..uwazasz ze
      jestem naiwna?/...moze...Ale tak czuje. moja babcia zawsze mi powtarzala "idz
      dziecko za glosem serca,zycie jest zbyt krotkie"...wiec ide..za moim sercem.
      Tak bardzo go kocham..tak bardzo cierpie ze nie moze byc moj i tylko moj..:(
      Ale nie zrezygnuje, nawet jesli mi powiesz, ze jestem dla niego tylko
      rozrywka...
      • Gość: liss Re: Juz koniec.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.05, 17:57
        mala, to typowe, jesteś tak jak w sekcie. Jak facet będzie dobrze rozgrywał to
        jeszcze długo pociągnie. Znam gościa co ciągnął z jedną kochanką 15 lat. I
        oczywiscie ją zostawił wkońcu, bez niczego. Mogę ci poradzić byś, jeśli nie
        potrafisz tego przerwać, wyjechała gdzieś na dłużej, nie kończąc związku. Tylko
        jeśli będziesz musiała żyć wyłącznie dla siebie mozesz się emocjonalnie
        odłączyć. Facet jest szmatą, kompletną szmatą. Przecież to wiesz.
        • mala_paula Re: Juz koniec.... 19.02.05, 18:53
          Liss,czy ty kiedys kochalas, czy wiesz co znaczy zerwac z kims kogo kochasz??
          Gdyby byl chamem i szmata, nie bylabym z nim przeciz!!!!Zakochalam sie w nim, W
          NIM, i mam swoj rozum!On jest dla mnie dobry,jak nikt dotad,mowi ze jestem jego
          promykiem,ze tylko przy mnie zapomina o swiecie! Nie jest szczesliwy ze swoja
          zona,powtarzam tobie, NIE JEST! Nie odejdzie bo bardzo kocha dzieci (sa jeszcze
          male).On jest dobrym czlowiekiem i kiedy go poznalam dlugo bylismy znajomymi,ja
          wiedzialam jaka ma sytuacje,nie ukladalo sie mu z zona,ale to juz jego
          sprawa,nie bede pisac o szczegolach. Godzinami potrafilismy rozmawiac, ja k
          przyjaciele.Nagle pojawilo sie uczucie,znienacka! I bum,wszystkoo sei zaczelo,
          a ja pokochalam go takim jaki jest.I nie jest szmata! Mam cicha nadzieje ze w
          koncu kiedys bedziemy tylko razem....:)
          • Gość: dziewczyna Re: Juz koniec.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.02.05, 18:58
            Nadzieja matka glupich. A facet moze nie jest szmata, ale krzywdzi zone, ciebie
            i swoje dzieci przy okazji. Glupi wygodnicki tchorz.
          • uubawiona Re: Juz koniec.... 19.02.05, 20:31
            Kiepski dowcip...
    • izka82 Re: Juz koniec.... 19.02.05, 23:19
      "Mala paulo"! Wlasnie o tym tu mowie!! Wierzysz slepo, ze on bedzie z toba,ze
      zostawi zone, dzieci, a wy bedziecie zyc dlugo i szczesliwie! Wiec na co ten
      facet czeka, dlaczego jeszcze tego nie zrobil, przeciez jak napisalas,
      jestescie ze soba juz dlugo!!! Powiem tobie tylko tyle,ze mysle ze facet robi
      cie zwyczajnie na szaro.Sorki ze jestem moze brutalna dla "twojego" pana, ale
      tak wynika z opisu! Dla zonatych to wspaniala , wygodna sprawa miec mlodziutkie
      cialko tu, i bezpieczny dom tam. Jeszcze calkiem niedawno bylam niemal taka jak
      ty, strasznie mu wierzylam, bo te jego smutne oczy, bo ta zlosc kiedy
      osadzalam,ze obchodzi go tylko moje cialo...Byl wiarygodny, a mimo to zaczelam
      drazyc, meczyc go, analizowac, czesto bywalam na forum chcac zrozumiec pewne
      rzeczy, obrzucali mnie blotem, mowili rzezcy w ktore nie wierzylam (jak to,
      przeciez moj facet jest inny, on nie jest swinia!!). I stalo sie wczoraj,
      ostateczne rozegranie i facet przegial, calkiem przypadkiem przez jedno jedyne
      zdanie uswiadomil mi, ze te wszystkie slody do niczego nie prowadzily, ot
      zwykla niedojrzalosc zonatego trzydziestolatka! Nie wiem co by bylo gdybym tego
      nie drazyla, gdybym olala fakt ze jest zonaty, moze romans trwalby latami,moze
      odszedlby od zony, a moze wlasnie strasznie zlamalby mi serce..Trudno gdybac,bo
      wszystko juz skonczone. Ile z nim bylam? Nie bardzo dlugo, kilka miesiecy .
      Nie jestem zbyt silna osoba,dzisiejszy dzien byl dla mnie tragiczny, wczorajsza
      noc-lepiej nie mowic....:(
      dzieki wszystkim za cieple slowa :)
      Mala, juz nic wiecej nie jestem w stanie tobie napisac, bo i tak wiem, sama po
      sobie, ze to zalezy tylko od ciebie, i zadne "kazania" tu nie pomoga.
      Nie badz slepa! Trzymaj sie.
      • r_mala Re: Juz koniec.... 20.02.05, 21:54
        Izka gratuluje! Na ktoryms z watkow pisalam Ci, ze podjelam taka wlasnie
        decyzje,ze skonczylam to definitywnie:)
        Powoli zaczynam "dochodzic" do siebie. Jest jako tako, ale coraz lepiej. Coraz
        mniej bezsennych nocy, dziwnych snow i mniej mysli. Teraz ty musisz byc
        dzielna! Nie szukaj pretekstow do kontaktowania sie,do wyslania smsa.Nie ma
        sensu! Bo wszystko zacznie sie od nowa! Wiem co mowie:)
        Trzymaj sie Izka i wytrwaj w swojej decyzji!:) Trzymam kciuki!
    • oltynka1 Re: Juz koniec.... 19.02.05, 23:46
      Będzie dobrze, wiesz, że to była słuszna decyzja. Teraz już może być tylko
      lepiej, jestes o to doświadczenie silniejsza.
      Pozdrawiam :)
      Ola
    • lena_zet Re: zrozumiałaś dopiero po walentynkach? nt 19.02.05, 23:51

      • Gość: kiss [...] IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.05, 00:12
        Post niedostępny ze względu na naruszenie prawa lub regulaminu.
        • lena_zet Re: bidulki 20.02.05, 00:14
          pewnie, głaskajcie się nawzajem po tych pustych główkach.
          • izka82 Re: bidulki 20.02.05, 00:20
            Wiesz leno, nie wiem kim jestes, wiec nie bede cie osadzac, ale prosze,
            oszczedz sobie tych zlosliwych komentarzy, to juz nie ma najmniejszego sensu!
          • oltynka1 Re: bidulki 20.02.05, 01:13
            Lena, kobieto, Ty nie wiesz kiedy wyhamować ? Wiesz, to może mądre i ciekawe
            jest na początku, ale teraz niesmaczne. Też ją krytykowałam, ale wiem kiedy
            przestać, żal mi po prostu teraz dziewczyny.Daj już spokój...dobranoc.
            • lena_zet Re: odczep się oltynko ode mnie 20.02.05, 21:32
              cuś się tak przyczepiła mnie jak rzep psiega ogona, co?
              • oltynka1 Re: odczep się oltynko ode mnie 20.02.05, 21:59
                Hmm,kompletnie nie chce mi się z Tobą kłócić Moja Droga. Ty wypowiadasz swoje
                zdanie, zwracasz komuś uwagę, ja robię to samo. Nazywaj to czepianiem jeśli
                chcesz.
                Pozdrawiam
                Ola
        • Gość: kiss nie złamałem nic IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.05, 13:11
          co to już nie można powiedzieć żeby sobie czy komuś ktoś poszedł zrobić
          dobrze???? To żeby komuś dowalić trzeba być delikatnym???? Mobbing psychiczny
          nie zależy od słów. Tak samo jak prawda. Lena wal się
          • alpepe Re: nie złamałem nic 20.02.05, 13:15
            kiss, jak długo bedziesz łamał netykietę, tak długo ja będę Cię zgłaszać
            wycięcia.
            Ciekawe, czy w realu też jesteś taki ch...ojrak!
            • Gość: kiss Re: nie złamałem nic IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.05, 19:55
              real to real. A tu jest wolna amerykanka. Jeżeli ktoś komuś dowala i wie dobrze
              że to robi to uważam że bez różnicy czy zrobi to jak przewodniczący sejmu i
              powie ku.. czy zrobi to w inny sposób. Wisi mi to poza tym. Kiss to moja
              najbardziej wulgarna twarz. Mam inne jak wezmę tabletki.
              • alpepe Re: nie złamałem nic 20.02.05, 19:56
                to już lepiej weź te tabletki.
            • lena_zet Re: cześć alpepe :) 20.02.05, 21:33
              widzisz jak zwykle :) jak ktoś ma inne zdanie to zaraz nikt nie wypowie się na
              temat tylko zaczepia :)
              • alpepe Re: cześć alpepe :) 20.02.05, 21:38
                ten kiss Cię chyba Lena nie lubi, ale to chyba ten brak tabletek :-)
                • lena_zet Re: cześć alpepe :) 20.02.05, 21:39
                  alpepe napisał:

                  > ten kiss Cię chyba Lena nie lubi, ale to chyba ten brak tabletek :-)

                  skarbie, tak naprawdę to większość mnie nie lubi :) ale zwisa mi to.
                  Kurcze, dawno cię tutaj nie było, coś się działo?czy tylko czasu nie miałaś?
                  • alpepe Re: cześć alpepe :) 20.02.05, 21:41
                    długo by gadać, a czasu faktycznie nie miałam, zresztą nawet teraz mam zaraz
                    spadać. Jedno ci mogę powiedzieć: u mnie fatalnie.
                    • lena_zet Re: cześć alpepe :) 20.02.05, 21:42
                      jak to? :( zajrzyj do małpy jak znajdziesz chwilkę.
                  • niedzwiedzica_sousie Re: cześć alpepe :) 21.02.05, 11:20
                    "tak naprawdę to większość mnie nie lubi "

                    NA GŁOWĘ UPADŁAŚ??????? :))))))))))
    • felek_zdankiewicz Re: Juz koniec.... 20.02.05, 01:25
      Tak to najczęściej bywa. Jeśli facet chce się rozstać z żoną, to bierze rozwód.
      Ale rozwiedzeni nie są tak atrakcyjni jak żonaci (raz mu się już nie udało -
      pewnie jakiś felerny). Lepiej więc być żonatym i mieć romanse na boku;)
    • kingakunowska Re: Juz koniec.... 20.02.05, 02:56
      Gratulacje. Jestes bardzo dzielna. Czytalam te watki i naprawde mi teraz
      zaimponowalas. Bravo!
    • Gość: Krecik78 Gdzie Ci mężczyźni prawdziwi tacy... IP: *.245.185.173.Dial1.Stamford1.Level3.net 20.02.05, 03:51
      Rany czy tego watku nie czytal zaden facet...
      Sorry drogie uzalajace sie nad swoim losem Panie... ale nie poprawie wam humoru
      i nie dolacze do wspolczujacego tonu.
      W glowie mi sie nie miesci... owszem spora czesc facetow to swinie... nie mowie
      ze ja jestem idealem (czasem jak sie szuka tej swojej polowki rozne dziwne
      akcje sie zdarzaja).

      Gdzie tzw. "solidarnosc" jajnikow...

      W kolko jakie my to biedne... (swiat okrutny i zly), faceci to swinie i albo
      nas zdradzaja albo maja wstretne zony od ktorych nie chca odejsc...

      Czy wy jestescie istotami z jakiejs innej planety... czy co ???
      Jedno pytanie... z kim oni zdradzaja te zony ??
      Owszem czesto jest tak ze to zonaty facet podrywa... ale znam kilka przypadkow
      kiedy to kobieta stanu wolnego postanowila uwiesc faceta zonatego...
      I kiedy jest kobieta atrakcyjna i inteligentna moze spora czesc facetow
      sprowadzic na zla droge... pamietajcie do cholery ze my myslimy "ptaszkami"
      dosc czesto...
      Czy nie przyszlo wam do glowki ze Ci faceci maja ZONY i DZIECI... ze dla
      wlasnej wygody, "milosci", czasem ciekawosci, rozbijacie rodziny... ze
      krzywdzicie ich zony i dzieci.. ze kiedys inna kobieta moze zrobic to waszej
      rodzinie ???
      Przeciez oni nie zdradzaja swoich zon z kolegami ????
      Jezeli od samego poczatku okreslilybyscie jasno granice... nie doszloby do
      tego... nie wierze ze upil do nieprzytomnosci... czy wzial sila...

      Z moich obserwacji... zarzucacie facetom, ze mysla nie ta czescia ciala co
      trzeba... ale same nie jestescie inne...
      jestescie najlepszymi przyjaciolkami... uzalacie sie jedna drugiej... ale niech
      tylko pojawi sie miedzy wami jakis facet... nie zwazacie na nic... za nic dla
      was KOBIET sa takie wartosci jak wiernosc, uczciwosc... MALZENSTWO, RODZINA...
      Czy wasze uczucie, wasze "ego" daje wam prawo rozbijac rodziny...pomyslcie
      czasem nad konsekwencjami... nad tym ze kiedys ktos wam moze taki numer
      zrobic...
      MYSLCIE czasem....


      Nie wiem pewnie dlatego ciagle jestem sam... bo za duzo mysle i zastanawiam sie
      nad konsekwencjami swoich czynow...


      P.S. osobiscie znam przypadek kiedy facet zdradzal swoja zone ze swoja
      kuzynka... to jest dopiero akcja nadajaca sie na telenowele...
      • Gość: wiruska Re: Gdzie Ci mężczyźni prawdziwi tacy... IP: *.devs.futuro.pl / *.devs.futuro.pl 20.02.05, 10:55
        nie oczekiwałabym zrozumienia u kochanki. Od tego jest mąż, to On ślubował
        wierność a nie kochanka.
        • Gość: Krecik78 Re: Gdzie Ci mężczyźni prawdziwi tacy... IP: *.245.206.87.Dial1.Stamford1.Level3.net 20.02.05, 16:30
          Zgoda od tego jest maz... slubowal wiernosc, milosc, uczciwosc itd...

          Ale podobno kobiety sa z wenus a mezczyzni z marsa...
          Po tym co piszesz... mozna wysnuc wciosek ze jestesmy dokladnie tacy sami...
          Sorry... ale nie obchodzi Cie to ze dla wlasnej przyjemnosci wchodzisz z
          buciorami w czyjes zycie ?
          Czy uwazasz ze kobiety, ktore decyduja sie na takie uklady nie moga czuc sie
          winne ze mialy udzial w rozbiciu jakiegos malzenstwa ?

          Owszem gdyby facet nie zdradzil nie byloby problemu... ale przeciez... nie wiem
          moze jestem "czlowiekiem starej daty" ale uwazam ze zarowno zdradzajacy facet
          jak i kobieta z ktora zdradza powinni czuc sie winni... zreszta kobiety tez
          zdradzaja... i co facet ktory poszedl z dana kobieta do lozka nie moze czuc sie
          winny ??? w wiekszosci przypadkow idzie tylko dla seksu... jezeli osiagnie to
          co chcial odchodzi... Wy podobno angazujecie sie emocjonalnie...i takie uklady
          ciagna sie czasem latami... a moze sie myle ??? I tez tylko dla wlasnej
          przyjemnosci... w takim razie jestesmy identyczni :)
          • Gość: wiruska Re: Gdzie Ci mężczyźni prawdziwi tacy... IP: *.devs.futuro.pl / *.devs.futuro.pl 20.02.05, 19:42
            Oczywiście że są winne dwie strony. Nie próbuje nikogo usprawiedliwiać. Wydaje
            mi sie że takie rzucanie błotem tylko w kochankę jest niesprawiedliwe.
            Zwłaszcza kobiety mają takie tendencje: usprawiedliwiania faceta, a obwinianie
            za wszsytko kochanki. To jest niesprawiedliwe.

            On skoro ma żonę, powinnien myśleć innymi kategoriami.

    • izka82 Re: Juz koniec.... 20.02.05, 13:05
      Oltynko i Kingo!dzieki za slowa zrozumienia.
      Kingo!Nie jestem az taka dzielna, minal dopiero 1 dzien,a ja juz zdazylam miec
      watpliwosci co do swojej decyzji,juz zatesknilam,zaczelam wymyslac powody dla
      ktorych powinnam wyslac smsa..Dzis w nocy snil mi sie...Nie wiedzialam ze to
      bedzie takie trudne. Na szczescie mam jedna kolezanke-jedyna,ktora wie o calej
      sytuacji,ona mi pomaga,stara sie wesprzec,choc i tak pewnie do konca mnie nie
      rozumie..
      Wszystkie babki ktore laduja sie w zwiazki z zonatymi,powinny wiedziec, byc
      swiadome, ze im szybsze zerwanie, tym szybsze zaleczenie ran! U mnie,po kilku
      miesiacach bycia z nim, na razie jest ciezko, ale wiem ze musze wytrwac, bo
      tylko silna wola pozwoli mi szybko zapomniec o tym haniebnym wydarzeniu w moim
      zyciu!

      jeszcze raz dzienki i pozdraiwam.

      krecikowi tez dzieki za komentarz,w 100% obiektywny i prawdziwy!
    • Gość: no no Re: Juz koniec.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.02.05, 13:24
      to juz ktorys raz z kolei stwierdzasz ze to konczysz. za tydzien znowu
      napiszesz, ze wlasnie zrozumialas, ze to jednak milosc i chcesz byc z nim nadal?
      czy moze w koncu powiedzial ci wprost, ze "chyba na glowe upadlas myslac ze sie
      dla ciebie rozwiedzie" i ci lyso teraz?

      sama sie zdecydowalas na seks z nim, od poczatku wiedzac ze jest zonaty wiec
      nie rob z tego teraz takiego dramatu! pomysl co zrobilas jego rodzinie
      • izka82 Re: Juz koniec.... 20.02.05, 13:59
        Ten facet nie chcial mnie puscic, wygodnie mu bylo w takiej sytuacji, zona-
        ktora kocha, kochanka- ......! Nie, nie rzucil mnie, to byla tylko moja
        decyzja,i nigdy w zyciu nie stac by mnie bylo zeby od niego zazadac rozwodu z
        zona!
        Nie wazne, w kazdym razie, tym razem nie zamierzam do niego wrocic,nie
        zamierzam, bo wiem ze to nie ma sensu:)wiem to, zrozumialalm i nauczylam sie
        czegos!I powiem to kazdemu- nie mozna!!! Poza moimi myslami, tesknota, nie
        wroce, zapomne i bede przynajmniej zyc zgodnie ze soba!!:))
        pozdrawiam.
        • Gość: kisia Re: Juz koniec.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.05, 14:12
          moja kolezanka miala podobnie a do tego będac ze starszym facetem kompletnie
          odpuściła swoich znajomych i jak się z nim rozstała to została sama. Dlatego
          zawsze musimy starać się być niezależnymi i mieć swoich znajomych , swoje
          towarzystwo. A jeśli jemu sięnie podoba to niech się wali. O to trzeba walczyć
          na początku zanim się zadurzymy i będziemy niewolnikami drugiej strony
        • Gość: achaja Re: Juz koniec.... IP: *.osk.enformatic.pl 20.02.05, 14:13
          Kiedyś albo będziesz dumna ze swojej decyzji,albo będziesz jej żałować.
          Kochałam ,człowieka który miał żone ,rozum mówił odejdż ale serce walczyło dość
          długo.Nigdy nie chciałam budować swojego szczęścia na nieszczęściu innej kobiety
          nigdy tego nie planowałam,odeszłam.Mam swoją rodzinę szanuję swojego męża bo to
          dobry człowiek.
          Kochać można tylko raz.
    • Gość: żona Re: Juz koniec.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.02.05, 17:09
      po romansie mojego męża od roku próbujemy odbudować nasz związek,jest
      ciężko,tak samo cierpimy my żony jak wy kochanki,śmiem twierdzić,że żony nawet
      bardziej.Dla was to koniec kilkumiesięcznego romansu,a dla nas to koniec
      zupełny ..., jak zmienicie swój system wartości może to kiedyś zrozumiecie o
      czym mówię.
      • Gość: Ktoś Re: Juz koniec.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.05, 19:55
        a może tak by się taka "zdradzona" zona zastanowiła nad soba....co było powodem
        że jej facet szukał bliskości u innej...nie zawsze wszystko opiera się na
        sexie!!!!!
        • alpepe Re: Juz koniec.... 20.02.05, 19:59
          tak, czasem facet po prostu ma za dobrze...i mu się w d... przewraca.
          • Gość: doktore Re: Juz koniec.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.05, 20:01
            a poślij go do sanatorium to cie dopiero głowa rozboli
            • alpepe Re: Juz koniec.... 20.02.05, 20:04
              rozumiem doktore, że masz sanatorium za sobą i odkryłe/aś, to, o czym wszyscy
              wiedzą od wieków,
          • Gość: Krecik78 Re: Juz koniec.... IP: *.247.49.142.Dial1.Stamford1.Level3.net 21.02.05, 01:20
            Nie przejmuj sie... kobiety tez taka maja :D
        • Gość: juzio Re: Juz koniec.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.05, 20:04
          trzeba olać zdrady, pozwolić na nie, samemu zdradzać i brać wszystko co życie
          daje.
          • Gość: doktore Re: Juz koniec.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.05, 20:12
            jak tak umiesz i tak lubisz to prosze cię bardzo Juziu. Tylko nie pisz
            juziu ,że nie darowała ci tej nocy
    • uubawiona Re: Juz koniec.... 20.02.05, 23:38
      Poczytalam i chce sie wypowiedziec.
      Izko, Twoje uwagi "daruj sobie zlosliwosc" i podobne sa rownie skuteczne jak
      ustawa zakazujaca karaluchom przebywania w szpitalach. To jest forum, jak ktos
      ma chec skomentowac cos zlosliwie, to takie jego prawo.

      Ale to jest uwaga na marginesie.

      Zastanawialam sie nad Twoim postem i a takze tym walentynkowym. Jesli to bylo
      dla zartu, to malo smieszne, jesli na serio, to jad bylo slabym okresleniem. To
      bylo ujadanie ratlerka. No bo co ty mozesz? Byc zlosliwa? Taka slowna agresja.
      A przeciez znaczysz tyle samo co te robione w konia zony. I naruszasz pewna
      fundamentalna wartosc, jaka jest milosc. No bo coz to takiego jest. Probowalas
      to zdefiniowac? Czy kochajac mozna pozwolic drugiemu czlowiekowi na bycie
      lajdakiem? Oszustem? Po prostu slabym? CZy milosc to cos co jest i mija? No
      coz, to jest pytanie dla kazdego, uniwersalnej odpowiedzi nie ma.
      Post, pod ktorym teraz pisze, moj boze, towarzystwo wzajemnej adoracji, niemal
      partia kochanek, tych rozumiejacych, doswiadczonych... lena dobrze napisala,
      nie rozumiem czemu miala sobie odpuscic. Pytanie nasuwa sie samo i nie bede go
      powtarzac. Proponuje pojsc dalej, co zrozumialas.
      Nie wiem, moge tylko przeczytac tekst i poddac go analizie. Wyglada mi na to,
      ze potrzebujesz teraz poglaskania po glowie, cieplych slow i zrozumienia.
      Chcesz uslyszec, ze rozumiemy, ze cierpialas, ze madrze piszesz... Ale zycie
      latwe nie jest, to, co cenne osiaga sie z trudem, trzeba samozaparcia, zeby to
      utrzymac, zeby nie rezygnowac i nie dac sie mialkosci. To, co cenne, zdarza sie
      rzdako i tylko nielicznym. Droge na skroty uprawia wielu i takie ich prawo. To
      tak, jak ze zlozami kamieni szlachetnych, trzeba sie ich sporo naszukac,
      najczesciej trafiaja nam sie wypelniacze. Dla mnie jestes obecnie wypelniaczem,
      panienka, ktora kreci sie w koleczko i stroi miny, podobne jej bija brawo i tez
      sie chca pokrecic, minki postroic... Zycie wymaga odwagi...
      Powinnam zakonczyc: zycze Ci... sek w tym, ze niczego nie zycze, nie zycze ani
      dobrze ani zle. Guzik mnie obchodzi, czy przebrniesz przez zycie jako
      wypelniacz, czy nabierzesz troche blasku... to Twoje zycie, wiec zyj...
      • izka82 Re: Juz koniec.... 21.02.05, 11:05
        Droga Ubawiona!
        Nikogo nie oszukuje, nikogo nie prosze o litosc i poglaskanie po glowie. Czy
        czytalas uwaznie moj pierwszy post w tym watku? Tam wyjasnilam po co zakladam
        ten watek. Nie po to, o czym Ty piszesz, ale po to by uswiadomic takim
        dziewczynom jak ja jeszcze niedawno, ze to zle i niepotrzebne, ze jeszcze
        niedawno myslalam tak jak wiele z nich i nie przyjmowalam innej prawdy.Zreszta,
        poczytaj sobie jeszcze raz jak chcesz, moze zrozumiesz.
        Poprzednie watki, m.in. ten o walentynkach zakladalam tak ot, pod wplywem
        chwili, czasem pod wplywem "potrzeby"..
        Nic nie bylo i nie jest klamstwem, pisze tak jak czuje, a jestem tez
        czlowiekiem , czasem potrzebuje wyrzucic z siebie emocje. Nie jest latwo w
        realu, wsrod znajomych, zwyczajnie jest mi wstyd. I gdybym czegos nie
        zrozumiala, gdybym byla innym czlowiekiem, pewnie nadal zylabym w tym
        wstydzie..Nie chce robic z siebie ofiary, bo to nie w moim stylu, ale moze w
        tym momencie mojego zycia zgubialam moja droge, zabladzilam i teraz musze
        powoli sie odnalezc. Nie jest latwo, tym bardziej ze facet sie odezwal.Pyta
        czemu sie nim bawilam, dlaczego nie szanuje jego uczuc itp..Zwyczajnie probuje
        zrobic z siebie ofiare, a ja bylam pewna ze jasno sie wyrazilam..To swiadczy
        tylko o nim, zaczynam zmieniac o nim zdanie, szczerze mowiac pomogl mi tym
        telefonem utwierdzic sie w przekonaniu co do pewnych spraw..
        Ty, ubawiona zupelnie mnie nie rozumiesz, pytasz czy kochajac kogos mozna
        pozwolic tej osobie na bycie lajdakiem.. Milosc to tu za wielkie slowo, kocha
        sie kogos po latach bycia ze soba , a po kilku miesiacach mozna sie co najwyzej
        zauroczyc, zafascynowac . Powiem z drugiej strony: nie umialabym pokochac kogos
        kto tak rani , gra nie fer w stosunku do drugiej osoby. Fascynacja to dobre
        slowo w moim przypadku, zarowno z mojejjak i jego strony. Dlatego moje serce
        nie pozwolilo mi pojsc dalej, nie pozwolilo na wiele niedobrych rzeczy ktore
        moglyby sie pozniej stac.
        Z drugiej strony moze masz racje, moze niepotrzebny ten watek, bo przeciez nie
        jestem w stanie wpoic w te dziewczyny-kochanki prawdy, ktorej one do siebie nie
        dopuszczaja. Nie jestem w stanie wyjasnic slowami, to trzeba zrozumiec w
        sobie.. I nawet jak wczoraj do mnie zadzwonil, chcial sie spotkac, bylam na
        krawedzi zlamania sie, jednak cos sprawilo ze nagle poczulam jakies odrzucenie
        od niego..jego slowa, mnie obwiniajace..
        Nie jestem w stanie wyjasnic slowami co sie nagle stalo. Choc pewnie to nie
        bylo tak nagle, chyba wzrastalo we mnie wiele tygodni, chyba nawet pisalam o
        tym na forum..Juz pisalam, ze bycie na forum pomoglo mi bardzo. krytyczne
        uwagi, niemile komentarze, choc bardzo oczywiste, mysle ze pomogly mi
        przyspieszyc caly proces konca tego zwiazku. Choc paradoksalnie czuje, ze to
        bardziej serce zdecydowalo o rozstaniu niz rozsadek..

        Nie bede komentowac twoich slow o kamieniach szlachetnych i wypelniaczach...

        pozdrawiam

        iza
        • Gość: Chłop Re: Juz koniec.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.02.05, 11:18
          Cłopami, mężczyznami nie należy sie przejmować
    • Gość: armia5 Re: Juz koniec.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.02.05, 15:10
      Izko , czytam twoje posty , staram sie uważnie wczytać, ale z toba jest cos nie
      tak , albo jestes niezrównowazona , albo historia którą tu opisujesz nie jest
      do końca taka jaka w rzeczywistosci była.Masa zaprzeczeń.Dlatego nie umiem tego
      skomentować.
      • izka82 Re: Juz koniec.... 21.02.05, 15:57
        Droga armio, prosze podaj mi przyklady tych zaprzeczen!

        pozdr. iza

        ps raczej jestem jak najbardziej zdrowa :-)
        • Gość: js Re: Juz koniec.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.05, 18:06
          to normalne, że gość będzie starał się wzbudzić w tobie poczucie winy. To też
          świadczy źle o nim ale większość facetów tak robi. A do tego łatwiej zapomnieć
          jak się przejdzie etap złości.
          Gościu będzie na ciebie bluzgał i cieie obwiniał, ale zawsze się wieczorkiem
          ułoży obok żonki która w niewiedzy będzie go całować, tulić i kochać. Tak jak
          to robiła gdy on był z tobą i plótł brednie o wielkim uczuciu. Ty będziesz na
          razie sama. Myślę, że powinnaś się cieszyć że to się skończyło i starać się
          wytrwać. On teraz będzie się starać cię bzyknąć by potwierdzić sobie swoją
          wspaniałość. A faceci potrafią też kręcić i swoje osiągnąć.
        • Gość: armia5 Re: Juz koniec.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.02.05, 08:45
          Wielu rzeczy nie rozumiem , ale to własciwie niewazne dla mnie .Myslę , ze
          jestes juz tak tym umordowana , ze ja nie bede meczyła cie moim niezrozumieniem
          całej sytuacji . Nie o to przeciez chodzi. Wazne jest to co ty teraz myslisz i
          twoja decyzja.Ocen to z perspektywy i nie próbuj nawet zrozumiec , czasami
          bowiem tak sie dzieje , ze motywów zdrady i samej zdrady nie jesteśmy w stanie
          zrozumiec .Dopiero gdy powrzednieje ten czar zastanawiamy sie co
          zrobilismy.Spróbuj sie nie obwiniac i nie myslec zbytnio o tym .Życze ci
          powodzenia w dochodzeniu do siebie.
      • Gość: kk Re: Juz koniec.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.05, 18:00
        armio, to normalne, że mozna znaleźć tu jakieś nielogiczności. Raczej
        zdziwiłbym się gdyby takich nie było. Mówimy o uczuciach i fascynacji. To
        ekstrema a nie dowód matematyczny.
        • Gość: armia5 Re: Juz koniec.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.02.05, 16:24
          Tylko szukanie rozwiazania tej sytuacji jest niemalze scisle matematyczne
    • dureksis Re: Juz koniec.... 21.02.05, 23:16
      Wiesz nie do konca się z tym zgodzę.Czasem mężczyzna zostaje z nia nie ze
      względu na nią samą ale ze względu na dzieci a poza tym skoro ją zdradzał to
      nie wierzę żeby ją kochał..Raz- ok mozna wybaczyć ale związek z inną
      kobietą,zauroczenie wskazuje na brak miłości..To chyba raczej
      przyzwyczajenie.Tak poza tym..to nie jest niemozliwością aby żonaty
      odzszedł,pokochał.tylko niektórzy poprostu nie mają odwagi pójśc za głosem
      serca.czasem dlatego,że się boją,czasem dlatego że jest im
      wygodniej,bezpieczniej.Jednak to co byłoby między wami powinno zostać waszej
      pamięci.Niech zostaną chociaż wspomnienia..
      • Gość: kiss Re: Juz koniec.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.05, 23:47
        Głupiś. Co ma pozostać? Że on ją bzykał a potem szedł do domu i bzykał żonę? Że
        okłamywał? Bredzisz koleś. Co innego gdy jest to z góry ustawione na krótki
        ognisty rozmans przez zdradzających swoich partnerów ludzi. Tu nie ma nic do
        wspominania. Lepiej dla niej jak najszybciej zapomnieć, wypłukać do śmietnika
        by móc żyć normalnie z innym mężczyzną. Laska ma przechlapane ale może nauczyła
        się co to znaczy gdy traci się partnera. Czyli to co mogła poznać tego kutafona
        małżonka.
        • dureksis do kiss 22.02.05, 19:37
          nie jestem facetem.a uwierz mi wiem co pisze.Trzeba byc ograniczonym zeby
          wszystko sprowadzac do seksu..
    • kryskawaw Re: Juz koniec.... 22.02.05, 07:01
      Witaj izka82...

      wlasnie poruszylam ten watek na forum towarzyskim: (Brak)Seks w
      Małżeństwie...no i odeslano mnie tu - wielkie dzieki za to...
      jestem od jakiegos czasu z żonatym facetem...najpierw boski seks a teraz
      dodatkowo jeszcze wspaniała przyjaźń
      cóż on na szczeście od początku był szczery - kocha żonę, jest szczęśliwy 0
      nawet jeśli teraz to dziwnie brzmi - i jej nie zostawi... a ja...ja jestem dla
      niego rónie ważna, ale są wcześniejsze zobowiązania...
      tak więc jestem w tym nadal, i co gorsza zakochana po uszy...nie wiedzac ja to
      zakończyć...jakkolwiek to zrobię ja ucierpie najbardziej....

      pozdrawiam serdecznie
      • Gość: rozbawiona Re: Juz koniec.... IP: *.aster.pl 22.02.05, 08:07
        cóż on na szczeście od początku był szczery - kocha żonę, jest szczęśliwy 0
        nawet jeśli teraz to dziwnie brzmi - i jej nie zostawi... a ja...ja jestem dla
        niego rónie ważna, ale są wcześniejsze zobowiązania

        Ile Ty masz lat??
        Szczesliwy, kocha zone a zabawia sie z Toba???Przeciez to absurd !!!
        Szczesliwy i kochajacy maz stara sie spedzic kazda wolna chwile z ukochana zona
        a nie kochanka!
        Ale WY kobitki durne jestescie!

      • kobieta_na_pasach Re: Juz koniec.... 23.02.05, 08:42
        a ty oczywiscie wierzysz, ze on nie ma dobrego seksu z zona! ma, tylko jest
        rodzaj mezczyzn, ktorzy musza miec harem, al;bo przynajmniej jeszcze jedna
        partnerke na boku, zeby czuc sie prawdziwym samcem.


        "A krowa na to: To tu już nie można umyć wymion?!"
    • kobieta_na_pasach Moj komentarz 22.02.05, 07:48
      ciesze sie, ze to napisalas. szkoda tylko, ze musialas sie o tym przekonac na
      wlasnej skorze. ze musial ktos przez ciebie cierpiec.
      o czym wy dziewczyny w domach rozmawiacie z matkami? przeciez pewne zasady i
      wartosci wynosi sie wlasnie z domu! nie powiem, ze nie mialam kontaktow z
      zonatymi, owszem, ale ograniczaly sie one jedynie do fazy wstepnej znajomosci
      jesli sie okazywalo,ze facet mial rodzine. tyle razy o tym pisalam, ze nie chce
      mnie sie juz powtarzac. zadne uczucie nie jest warte czyjegos cierpienia.
      • Gość: kev Re: Moj komentarz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.05, 09:55
        Trzeba jednak podkreślić walkę kobiet o swoje. Jeśli jest facet ustawiony,
        przystojny to może się go uda usiedlić, bez względu na cierpienie innych
        kobiet. Przecież to wojna o przetrwanie genów!! Co mnie obchodzi jakaś inna
        samica. Wymyślamy wielką miłość, rozmowy do rana, etc, a potem okazuje się, że
        on jest ustawiony z jedną i woli by tak pozostało a my jesteśmy tylko
        dodatkowym dawcą przyjemności. Ale jak on cierpi - mówi kochanka! Hahahahaha
        Mam kupę taich cierpiących kolegów. Myślę, że ponad połowa moich ustawionych
        znajomych ma kochanki. Więc to nie są przypadki tyklo laski szukają faceta a
        towaru jest mało. Więc walczy się nie przebierając w środkach. Lepiej żeby mnie
        bzykał fajny niż niefajny. Chociaż trochę a potem może się da go wyrwać na
        stałe. Niestety to często kosztuje. Jak widać na załączonym obrazku.
    • izka82 Re: Juz koniec.... 22.02.05, 15:21
      Witajcie. Witaj Kryskawaw!
      Wiekszosc kobiet jak zauwazylam nie laczy milosci ze zdrada. Ale co to jest
      wlasciwie milosc? I czy my kobiety, i oni- faceci tak samo ja postrzegamy??
      Wielu "zdradzaczy" twierdzi ze kocha swoje zony, a ze szukaja na boku...."zona
      nie chce sie kochac", "rutyna","jedna kobieta nie wystarcza"....To najczestsze
      wymowki, czesto jednak popierane miloscia do kobiety ktorej slubowali..
      Wiele/wielu z was powie : bzdura, jak zdradza to nie kocha! I wlasnie o tym
      mowie! Faceci chyba maja inna definicje milosci, i nawet jak zdradzaja, wciaz
      czuja (wierza?) ze kochaja te zdradzane kobiety.. Nie wiem czy sama to
      zrozumialam, ale mam nadzieje ze wiecie co mam na mysli.:) Ostatnio bowiem duzo
      rozmawialam z takimi zonatymi zdradzaczami (przez net), aby moc ich
      zrozumiec.Doszlam do takich wnioskow , jak wyzej. Oczywiscie wielu z nich to
      perfidne dranie, szukajacy krotkich przygod, takich na jedna noc, co jest chyba
      najciezszym przewinieniem.. Nie chce usprawiedliwiac tych, ktorzy maja jedna
      kochanke na dluzszy czas, ale mysle ze potrafilabym ich zrozumiec( choc
      absolutnie nie znaczy to ze to popieram!!).

      Kryskawaw! Niczego juz nie jestem w stanie tobie powiedziec, wszystko masz w
      tym watku, co ja mysle na temat wiazania sie z zonatymi. Oczywiscie, z racji
      moich doswiadczen, rozumiem cie , i to, ze nie potrafisz zerwac ( moze tak
      naprawde nie chcesz!). Nie wiem jak dlugo sie z nim spotykasz, jesli sa to
      pierwsze miesiace- masz szanse, jesli nie olejesz sprawy. ja na poczatku
      olalam, brzydko mowiac, zylam chwila, cieszylam sie ze wspolnych
      chwil, "zapomnialam" o zonie.. I kiedy on zaczal byc w stosunku do mnie
      taki.....cieplejszy, czulszy, nagle paradoksalnie "przypomnialam" sobie o
      niej.Myslalam, myslalam, a kazdy jego czuly gest w moja strone, zaczal mnie
      draznic. Dojdz do tego, ja doszlam, dojrzalam, tak mysle. To nie ma sensu, bo
      kazde cieplo, ktore on tobie daje, jest....z drugiej reki...a jesli mowi ze
      kocha zone..to ja kocha, tak na swoj, meski sposob, co znaczy, ze jesli nie
      zbierzesz sie w sobie teraz, czeka cie pieklo potem....Nie ludz sie..!!!

      pozdrawiam goraco, przemysl to.

      iza
      • kryskawaw Re: Juz koniec.... 22.02.05, 16:39
        witaj izo
        jak wspominalam wątek tez zaczełam na innym forum. wejdź prosze na towarzyskie,
        (Brak)seks|(u) w małżeństwie i seks z żonatym mężczyzna...tak "ON" napisal jak
        to wyglada z jego strony....potem napisz proszę co myślisz...
        to nie takie łatwe jak może się wydawać...
        pozdrawiam serdecznie
      • kobieta_na_pasach dla Izki definicja milosci 23.02.05, 08:40
        Milosc to zdolnosc do poswiecen, to umiejetnosc bycia cale zycie z jedna osoba,
        to takze przedlozenie czyjegos interesu (w Twoim wypadku - zony tamtego faceta)
        nad interes wlasny. Pojęłaś?
    • Gość: Ona Re: Juz koniec.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.02.05, 09:58
      Jesteś mądrą dziewczynką Izka......
      • izka82 Re: Juz koniec.... 23.02.05, 14:26

        Odpowiadasz na :
        Gość portalu: Ona napisał(a):

        > Jesteś mądrą dziewczynką Izka......


        Nie widze w sobie zadnej nadzwyczajnej madrosci:) To zwykle doswiadczenie,
        ktore mam juz za soba,a ktore wieeele mnie nauczylo.
        Teraz, choc od konca tego zwiazku minelo zaledwie kilka dni, mysle ze juz
        ochlonelam, choc czasem miewam jeszzce "zle" mysli, choc wiem, ze juz nie
        wroce, nigdy!:)
        Coraz bardziej tez przekonuje sie, ze chyba nie mam czego zalowac.. Przeszlam
        co przeszlam, choc przeciez przezylam tez wspaniale chwile!! Poza tym warto
        bylo czasem poplakac, podolowac sie, aby nauczyc sie czegos na przyszlosc i
        stac sie...lepszym czlowiekiem....:)
        Z calego serca zycze tego wszystkim kobietkom takim jak ja!!!

        pozdrawiam goraco i dziekuje, mimo wszystko za mile slowo:)
    • a312a pocieszylas mnie...(przepraszam) 23.02.05, 15:49
      Mnie pocieszyła twoja wypowiedz. Ja jestem po tej drugiej stronie - żony.
      Nasze poczatki i długo potem były bajkowe, niepowtarzalne i wyjatkowe. Potem
      zaczela sie monotonia zycia, problemy zyciowe i zawodowe. Zaczelismy zyc
      bardziej obok siebie, szarpac sie. I mimo iż czułam sie nieszczesliwa, on tez,
      jakos nie potrafilismy nic konkretnie zmienic, naprawic, walczyc. Ja myslalam
      ze to jest gorszy czas, a lepszy NAPEWNO nadejdzie. Nadszedł jeszcze gorszy,
      mąż powiedział mi że sie zakochał... Ale nie spotyka sie z nia, nie rozwijaja
      znajomości, raz sie do niej przytulil. To byl dla mnie szok... Mimo że bylo
      miedzy nami kiepsko, ja nigdy nie pomyslalam o innym w ten sposob... Mimo
      wszystko myslalam ze zawsze bedziemy tylko dla siebie. Przeliczylam sie... Byl
      i jest placz, żal, rozpacz, ból, złośc, rezygnacja, nadzieja, walka...
      WSZYSTKO.
      Zrozumialam że nie bylam odpowiednim oparciem dla meza, chowalam glowe w piasek
      gdy on mial problemy zawodowe, nie bylam wtedy duchowo przy nim, myslac ze jest
      to meska sprawa...
      Czytajac twoj post dalas mi nadzieje, że moj maz sie zauroczyl a nie zakochal
      ta kobieta, ze stanela na jego drodze i wstrzelila sie w jego kiepski stan
      emocjonalny, okazala zrozumienie, sama przechodzac z wlasnym mezem nie
      najlepsze chwile... Przepraszam, że w ten sposob wykorzystiuje twoje
      nieszczescie...
      Modle sie o to zeby Bog dal nam jeszcze szanse bycia razem tak naprawde, bycia
      rodziną. Jest lepiej, bo rozmawaiamy ze soba, nie warczymy na siebie,
      otworzylismy na siebie serce. Ale jest mi źle bo nie wiem kiedy i czy w ogole
      uslysze slowa "kocham cie", poczuje to uczucie w zwyklych codziennych
      gestach...
      Czuje codziennie ból. Mąż jest ze mna i dziecmi, ale jeszcze (ze mna) nie
      sercem. A ja tak bardzo tego portrzebuje, zrozumialam ze tak bardzo mocno go
      kocham i nie potrafie zyc bez niego... Czy on tez ???
      Małżeństwo jest dla mnie swietoscia, życze wszystkim aby ich zwiazki takie
      wlasnie byly, aby mezowie i zony nie musieli szukac pocieszenia i szczescia u
      innych. A tobie abys znalazla wspanialego wolnego faceta.
    • Gość: Max Naturalnie masz racje IP: *.mad.east.verizon.net 23.02.05, 16:02
      >To wszystko prawda, co tu pisaly do
      >mnie kobietki negujace moja postawe- oni maja swoje zony, do ktorych zawsze
      >wracaja, u ktorych zawsze znajda cieplo i bezpieczenstwo. A my....to raczej
      >rozrywka, oderwanie sie od rutyny, mila odmiana...

      Naturalnie masz racje. Dlatego zadne rodziny sie nigdy nie rozpadaja a rozwody
      nie istnieja:-(
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka