Dodaj do ulubionych

co jest rodzina... a co nia nie jest

IP: 209.226.65.* 06.06.02, 21:08
watek o homoseksualistach adoptujacych dzieci zrobil sie juz dlugi okropnie
a na jego koncu jest rowniez niezbyt krotki post opisujacy, co wedlug jego
autorki jest, a co nie jest rodzina.
tradycyjnie rzecz ujmujac - mama, tata, dzieci to rodzina. wszelkie inne
konfiguracje - podobno nie.
mysle sobie, ze to kompletnie nie przystaje do rzeczywistosci.
pomijam juz sama kwestie homoseksualistow adoptujacych dzieci, bo to raczej
przyszlosc w wiekszosci przypadkow a mnie tu bardziej interesuje
terazniejszosc.
to chyba zreszta nigdy nie przystawalo do rzeczywistosci, bo kobiety wychodzily
za maz wczesnie za starych mezczyzn, ci umierali, te kobiety znow wychodzily za
maz by czesto same umrzec w pologu, trafialy sie wojny i zarazy - uklady
wewnatrzrodzinne zmienialy sie i komplikowaly - nihil novi sub sole.
co dla was jest rodzina?
jaki uklad formalny spelnia wedlug was warunki bycia rodzina?
a dlaczego jakis uklad nie mialby byc rodzina?
pytam, bo mnie osobiscie wystarcza gdy co najmniej dwie osoby okresla siebie
jako rodzine. skoro tak czuja to fajnie - ja bede ich tak traktowac.
ale moze to tylko ja tak to widze?
Obserwuj wątek
    • piega97 Re: co jest rodzina... a co nia nie jest 06.06.02, 21:31
      Ja + 2 dzieci,to chyba tez rodzina? No moze taka wybrakowana.:-(((((((((
    • Gość: jendza Re: co jest rodzina... a co nia nie jest IP: *.abo.wanadoo.fr 06.06.02, 21:44
      wywolales/as mnie do tablicy.
      Tym razem tylko krotka uwaga.
      Nie twierdze, ze np. matka i dziecko to nie rodzina.
      Funkcjonuje nawet w jezyku okreslenie 'rodzina niepelna'.
      Obok innego: 'rodzina patologiczna'. A w takiej wybitnie trudno.
      Zwlaszcza dzieciom...
      Czy dwoje homoseksualistow tworzy rodzine?
      Co to jest 'rodzina' Twoim zdaniem? Co decyduje o jej istocie?
    • bernacha Re: co jest rodzina... a co nia nie jest 06.06.02, 21:46
      Gość portalu: dodo napisał(a):

      > watek o homoseksualistach adoptujacych dzieci zrobil sie juz dlugi okropnie
      > a na jego koncu jest rowniez niezbyt krotki post opisujacy, co wedlug jego
      > autorki jest, a co nie jest rodzina.
      > tradycyjnie rzecz ujmujac - mama, tata, dzieci to rodzina. wszelkie inne
      > konfiguracje - podobno nie.

      Zerknij do slownika etymologicznego, co kryje sie pod haslem "rodzina", a rozjasni cie sie troche w
      glowie.

      > mysle sobie, ze to kompletnie nie przystaje do rzeczywistosci.

      Tak, bo dzisiaj homo w dobie AIDS tez nazywaja sie rodzina, ale nazwac sie rodzina, a byc nia to dwie
      rozne sprawy.

      > pomijam juz sama kwestie homoseksualistow adoptujacych dzieci, bo to raczej
      > przyszlosc w wiekszosci przypadkow a mnie tu bardziej interesuje
      > terazniejszosc.
      > to chyba zreszta nigdy nie przystawalo do rzeczywistosci, bo kobiety wychodzily
      >
      > za maz wczesnie za starych mezczyzn, ci umierali, te kobiety znow wychodzily za
      >
      > maz by czesto same umrzec w pologu, trafialy sie wojny i zarazy - uklady
      > wewnatrzrodzinne zmienialy sie i komplikowaly - nihil novi sub sole.
      > co dla was jest rodzina?
      > jaki uklad formalny spelnia wedlug was warunki bycia rodzina?
      > a dlaczego jakis uklad nie mialby byc rodzina?
      > pytam, bo mnie osobiscie wystarcza gdy co najmniej dwie osoby okresla siebie
      > jako rodzine. skoro tak czuja to fajnie - ja bede ich tak traktowac.
      > ale moze to tylko ja tak to widze?

      Rodzina to malzonkowie (kobieta + mezczyzna) + dzieci
      • Gość: sagan Re: co jest rodzina... a co nia nie jest IP: *.desy.de 07.06.02, 09:12
        bernacha napisał(a):

        > Gość portalu: dodo napisał(a):

        > > post opisujacy, co wedlug jego autorki jest, a co
        > > nie jest rodzina. tradycyjnie rzecz ujmujac - mama,
        > > tata, dzieci to rodzina. wszelkie inne konfiguracje
        > > - podobno nie.
        >
        > Zerknij do slownika etymologicznego, co kryje sie pod
        > haslem "rodzina", a rozja sni cie sie troche w
        > glowie.

        ale czy definicja to wszystko??? czy definicja mowi nam,
        co jest a co nie jest rodzina?? ona tylko mowi, co jest w
        danym spoleczenstwie TU i TERAZ uwazane za rodzine. to
        pare slow na papierze! czy mozna odebrac ludziom prawo
        BYCIA rodzina, bo DEFINICJA im nie pozwala??? definicja
        rzadzi nami??? czy my tworzymy definicje?
        poza tym definicja nie musi byc prawdziwa! ona tylko cos
        nazywa - nazwe mozna zmienic, jak rowniez tresc
        definicji!!

        > > mysle sobie, ze to kompletnie nie przystaje do
        > > rzeczywistosci.
        >
        > Tak, bo dzisiaj homo w dobie AIDS tez nazywaja sie
        > rodzina, ale nazwac sie rodzina, a byc nia to dwie
        > rozne sprawy.

        dokladnie!!! zdanie powyzej nadalas "swiety" status
        nazywaniem sie rodzina [definicja], a teraz mowisz, ze
        wazne jest BYCIE rodzina! tez tak uwazam, chyba tylko
        zupelnie sie roznimy w mysleniu, co decyduje o byciu
        rodzina!
        wg mnie - jest rodzina grupa, ktora wyraza chec bycia
        rodzina, chce dzielic troski, smutki i radosci. czuje sie
        ze soba zwiazana uczuciowo i sama siebie nazywa rodzina!
        czesc z moich krewnych prawie w ogole nie znam [z
        roznych, nie zawsze losowych powodow] i tylko ironicznie
        nazywam ich rodzina. natiomiast szwagier mojej mamy, choc
        "obca krew" jest osoba, ktora ZAWSZE nazwe rodzina!

        nie mozna ludziom odbierac prawa do nazwania siebie
        rodzina! moze tak byc, ze wg prawa w danym panstwie nia
        nie sa, ale czy prawo ma prawo ingertowac w tak intymna
        swere, jak rodzina? a jesli w innym kraju oni sa rodzina,
        bo takie jest prawo, to sa nia czy nie???

        >
        > > pomijam juz sama kwestie homoseksualistow
        adoptujacych dzieci, bo to racze
        > j
        > > przyszlosc w wiekszosci przypadkow a mnie tu bardziej
        interesuje
        > > terazniejszosc.
        > > to chyba zreszta nigdy nie przystawalo do
        rzeczywistosci, bo kobiety wycho
        > dzily
        > >
        > > za maz wczesnie za starych mezczyzn, ci umierali, te
        kobiety znow wychodzi
        > ly za
        > >
        > > maz by czesto same umrzec w pologu, trafialy sie
        wojny i zarazy - uklady
        > > wewnatrzrodzinne zmienialy sie i komplikowaly - nihil
        novi sub sole.
        > > co dla was jest rodzina?
        > > jaki uklad formalny spelnia wedlug was warunki bycia
        rodzina?
        > > a dlaczego jakis uklad nie mialby byc rodzina?
        > > pytam, bo mnie osobiscie wystarcza gdy co najmniej
        dwie osoby okresla sieb
        > ie
        > > jako rodzine. skoro tak czuja to fajnie - ja bede ich
        tak traktowac.
        > > ale moze to tylko ja tak to widze?
        >
        > Rodzina to malzonkowie (kobieta + mezczyzna) + dzieci

      • debra Re: co jest rodzina... a co nia nie jest 07.06.02, 14:36
        bernacha napisał(a):

        > Rodzina to malzonkowie (kobieta + mezczyzna) + dzieci

        Czy w takim razie, według Ciebie, małżeństwo nie mające dzieci nie jest rodziną?
        • bernacha Re: co jest rodzina... a co nia nie jest 07.06.02, 16:17
          debra napisał(a):

          > bernacha napisał(a):
          >
          > > Rodzina to malzonkowie (kobieta + mezczyzna) + dzieci
          >
          > Czy w takim razie, według Ciebie, małżeństwo nie mające dzieci nie jest rodziną
          > ?

          Tak, to nie rodzina, "tylko" malzenstwo. Rodzina stanie sie dopiero wtedy, gdy pojawi sie w niej dziecko.
    • Gość: Melba Re: co jest rodzina... a co nia nie jest IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 06.06.02, 22:03
      Teoretycznie rodziną jest małżeństwo ludzi dwojga płci, niekoniecznie
      posiadające dzieci. Takie są definicje - wiem, bo ryłam to po nocach:).
      Dla mnie? Ja już mam rodzinę, a że na razie malutka (dwuosobowa) i nieślubna?
      Rodziną są Ci, którzy tak się wzajemnie wobec siebie czują - definicja własna,
      ale jakże piekna, prawda ?:)
      • Gość: dodo Re: co jest rodzina... a co nia nie jest IP: *.sympatico.ca 06.06.02, 23:13
        Gość portalu: Melba napisał(a):

        > Teoretycznie rodziną jest małżeństwo ludzi dwojga płci, niekoniecznie
        > posiadające dzieci. Takie są definicje - wiem, bo ryłam to po nocach:).
        > Dla mnie? Ja już mam rodzinę, a że na razie malutka (dwuosobowa) i nieślubna?
        > Rodziną są Ci, którzy tak się wzajemnie wobec siebie czują - definicja własna,
        > ale jakże piekna, prawda ?:)

        definicje slownikowe z natury swojej nie oddaja calej zlozonosci zycia
        tak wiec wole "definicje wlasna" pani melby :-)
        • Gość: renia Re: co jest rodzina... a co nia nie jest IP: *.net.gr / *.ath.spark.net.gr 07.06.02, 00:04
          Tak mnie to sklonilo do zastanowienia. Wlasciwie co to jest rodzina to wiadomo,
          chyba nikt nie kwestionuje ze rodzina jest nie tylko malzenstow plus dzieci,
          rodzina jest tez brat, ciotka, dziadek i kuzyn itd. Czy szwagier to rodzina?
          Czy dzieci szwagierki z pierwszego malzenstwa (niespokrewnione z nami) to tez
          rodzina, czy rzeczywiscie dwoje ludzi niespokrewnionych, nie bedacych w
          malzenstwie, staje sie rodzina w momencie wzajemnnego oswiadczenia sobie tego?
          Byc moze, nie chce oceniac, niechaj i tak bedzie, jedno jest pewne:
          Homoseksualisci nie powinni w moim przekonaniu miec dzieci i oni sami, ci,
          ktorzy maja zdrowy rozsadek, sa przeciwko temu pomyslowi. Nie czytalam watku o
          homoseksualistach, ale takie mam zdanie i 2 homoseksualisci plus adoptowane
          dziecko to dla mnie nie rodzina tylko glupota i egoizm do kwadratu.
      • bernacha Re: co jest rodzina... a co nia nie jest 07.06.02, 08:57
        Gość portalu: Melba napisał(a):

        > Teoretycznie rodziną jest małżeństwo ludzi dwojga płci, niekoniecznie
        > posiadające dzieci. Takie są definicje - wiem, bo ryłam to po nocach:).
        > Dla mnie? Ja już mam rodzinę, a że na razie malutka (dwuosobowa) i nieślubna?
        > Rodziną są Ci, którzy tak się wzajemnie wobec siebie czują - definicja własna,
        > ale jakże piekna, prawda ?:)

        A jak nic nie czuja, tylko sa ze soba bo sie szanuja, i dla wspolnego wychowania dzeci, to juz nie
        rodzina??
        • Gość: Melba Re: co jest rodzina... a co nia nie jest IP: *.chello.pl 07.06.02, 14:14
          Pewnie rodzina, ale biedniutka i marniutka :(
    • the_man Re: co jest rodzina... a co nia nie jest 07.06.02, 01:00
      Rodzina to oczywiście:
      1. mężczyzna - głowa rodziny, dba o byt całego stadła
      2. kobieta - zajmuje się wychowaniem dzieci i prowadzeniem domu
      3. syn - kontynuator rodu
      4. inne dzieci (w tym również córki)

      Dalsza rodzina to:
      1. ojciec i matka (dziedek i babcia)
      2. bracia i siostry (wójkowie i ciotki)
      3. teść i teściowa
      4. barcia i siostry rodziców
      5. jeśli jeszcze żyją - pradziadkowie

      Zadne takie tam, samotna matka, itp. bie jes rodziną tylko patologią, która
      powinna być potępiana przez normalnych ludzi. Co do pedałów - niech sobie
      adoptują, co to kogo obchodzi, będzie kogo wskazywać palcami
      • Gość: renia the man?????????????????????????????????????? IP: *.net.gr / *.ath.spark.net.gr 07.06.02, 02:44
        the_man napisał(a):


        >
        > Zadne takie tam, samotna matka, itp. bie jes rodziną tylko patologią, która
        > powinna być potępiana przez normalnych ludzi.

        O ile do pewnego stopnia bylam sklonna zgodzic sie z tym co piszesz w watku o
        milosci na sprzedaz, (zalosna jest przede wsystkim forma tamtej wypowiedzi, tresc
        zawiera duzo prawdy), o tyle w tym momencie stracilam do Ciebie wszelki szacunek.
        Czymze wg Ciebie jest zatem ta patologia w postaci samotnej matki z dziecmi,
        nizaleznie od tego jak do tego doszlo, ze jest ona samotna? Przyczyn moze byc
        tyle ile samotnych matek. Smiesz tych ludzi pozbawiac prawa do nazywania sie
        rodzina????? W tej chwili stanowie rodzine w mysl tego co piszesz, bo jest i
        ojciec i matka i syn i reszta dzieci, w tym corki. Czy w sytuacji gdybym
        owdowiala przestaniemy byc wg Ciebie rodzina?????? Czy w sytuacji rozwodu tez
        przestane stanowic ze swoimi dziecmi rodzine? Czy tam, gdzie nie ma syna nie
        mozna mowic o rodzinie bo to przeciez patologia? Kim Ty jestes? A wlasciwie za
        kogo sie uwazasz, a nie kim jestes the man? Bo kim jestes to latwo sie domyslic
        czytajac Twoje posty.

        >Co do pedałów - niech sobie
        > adoptują, co to kogo obchodzi, będzie kogo wskazywać palcami

        Tak, prostacy i ludzie zakompleksieni potrzebuja miec wokol siebie kogos, kogo
        moga uznac za gorszego od siebie (jakim prawem - zapytam), kogo beda sobie
        wytykac palcami, to podnosi im te ich zalosnie niska samoocene. Nie dziwie sie
        zatem, ze potrzebujesz wytykac kogos palcem zeby poczuc sie we wlasnych oczach
        lepszy. Zal, litosc bierze nad takimi jak Ty.

        P.S. Pisze Ty, Twoje, Ciebie wielka litera, bo zal mi Ciebie, moze w ten sposob
        choc troche pomoge Ci poczuc sie waznym, pelnowartosciowym czlowiekiem - mimo
        wszystko. Rozumiem, ze w zyciu Ci nie wyszlo, rozumiem, ze jest Ci zle, biednie i
        samotnie, ze nie potrafisz sobie z tym wszystkim poradzic, ze Cie to przerasta,
        ale uwierz mi, przyjdzie i dla Ciebie lepszy czas.... Papatki, spij dobrze smutny
        the man, Jezus Cie kocha, a niejednemu jest jeszcze gorzej niz Tobie na tym
        okrutnym swiecie pelnym silnych przystojnych facetow i pieknych zamoznych kobiet.
        Ale to tylko z pozoru tak wyglada, widzisz to wszystko tylko dlatego, ze sam masz
        te a ni inne problemy, ze sam o tych wlasnie przymiotach marzysz. Tak naprawde
        ludzi takich jak Ty - Ubogich materialnie duchowo i umyslowo, zmarznietych i
        glodnych, brzydkich i wysmianych, nieudacznikow i pseudointeligentów jest masa,
        po prostu masa, trzymaj sie, nie jestes sam taki nieudany.
        • the_man Re: the man?????????????????????????????????????? 07.06.02, 13:17
          Gość portalu: renia napisał(a):

          > the_man napisał(a):
          >
          >
          > >
          > > Zadne takie tam, samotna matka, itp. bie jes rodziną tylko patologią, któr
          > a
          > > powinna być potępiana przez normalnych ludzi.
          >
          > O ile do pewnego stopnia bylam sklonna zgodzic sie z tym co piszesz w watku o
          > milosci na sprzedaz, (zalosna jest przede wsystkim forma tamtej wypowiedzi, tre
          > sc
          > zawiera duzo prawdy), o tyle w tym momencie stracilam do Ciebie wszelki szacune
          > k.
          > Czymze wg Ciebie jest zatem ta patologia w postaci samotnej matki z dziecmi,
          > nizaleznie od tego jak do tego doszlo, ze jest ona samotna? Przyczyn moze byc
          > tyle ile samotnych matek. Smiesz tych ludzi pozbawiac prawa do nazywania sie
          > rodzina????? W tej chwili stanowie rodzine w mysl tego co piszesz, bo jest i
          > ojciec i matka i syn i reszta dzieci, w tym corki. Czy w sytuacji gdybym
          > owdowiala przestaniemy byc wg Ciebie rodzina?????? Czy w sytuacji rozwodu tez
          > przestane stanowic ze swoimi dziecmi rodzine? Czy tam, gdzie nie ma syna nie
          > mozna mowic o rodzinie bo to przeciez patologia? Kim Ty jestes? A wlasciwie za
          > kogo sie uwazasz, a nie kim jestes the man? Bo kim jestes to latwo sie domyslic
          Wdową powinien ktoś się zaopiekować, np. starszy brat, ociec lub teść, napisałem
          że rodzina to również najbliźsi krewni (rodzice, rodzeństwo), jeśli idzie o
          rozwódki to kij im w oko, jak nie umiały utrzymać swojego małżeństwa niech sie
          teraz martwią.
          Widzę, że jesteśprawdziwa kobieta, a nie żadna feministka dlatego myślę, że
          powinnaś to zrozumieć:)))
          > czytajac Twoje posty.
          >
          > >Co do pedałów - niech sobie
          > > adoptują, co to kogo obchodzi, będzie kogo wskazywać palcami
          >
          > Tak, prostacy i ludzie zakompleksieni potrzebuja miec wokol siebie kogos, kogo
          > moga uznac za gorszego od siebie (jakim prawem - zapytam), kogo beda sobie
          > wytykac palcami, to podnosi im te ich zalosnie niska samoocene. Nie dziwie sie
          > zatem, ze potrzebujesz wytykac kogos palcem zeby poczuc sie we wlasnych oczach
          > lepszy. Zal, litosc bierze nad takimi jak Ty.
          >
          > P.S. Pisze Ty, Twoje, Ciebie wielka litera, bo zal mi Ciebie, moze w ten sposob
          >
          > choc troche pomoge Ci poczuc sie waznym, pelnowartosciowym czlowiekiem - mimo
          > wszystko. Rozumiem, ze w zyciu Ci nie wyszlo, rozumiem, ze jest Ci zle, biednie
          > i
          > samotnie, ze nie potrafisz sobie z tym wszystkim poradzic, ze Cie to przerasta,
          >
          > ale uwierz mi, przyjdzie i dla Ciebie lepszy czas.... Papatki, spij dobrze smut
          > ny
          > the man, Jezus Cie kocha, a niejednemu jest jeszcze gorzej niz Tobie na tym
          > okrutnym swiecie pelnym silnych przystojnych facetow i pieknych zamoznych kobie
          > t.
          > Ale to tylko z pozoru tak wyglada, widzisz to wszystko tylko dlatego, ze sam ma
          > sz
          > te a ni inne problemy, ze sam o tych wlasnie przymiotach marzysz. Tak naprawde
          > ludzi takich jak Ty - Ubogich materialnie duchowo i umyslowo, zmarznietych i
          > glodnych, brzydkich i wysmianych, nieudacznikow i pseudointeligentów jest masa,
          >
          > po prostu masa, trzymaj sie, nie jestes sam taki nieudany.

          • Gość: renia Re: the man?????????????????????????????????????? IP: *.net.gr / *.ath.spark.net.gr 07.06.02, 13:22
            the_man napisał(a):

            > Wdową powinien ktoś się zaopiekować, np. starszy brat, ociec lub teść, napisałe
            > m
            > że rodzina to również najbliźsi krewni (rodzice, rodzeństwo), jeśli idzie o
            > rozwódki to kij im w oko, jak nie umiały utrzymać swojego małżeństwa niech sie
            > teraz martwią.
            > Widzę, że jesteśprawdziwa kobieta, a nie żadna feministka dlatego myślę, że
            > powinnaś to zrozumieć:)))


            Co sie dzieje z nami w sytuacji, gdy jestem juz bez brata, tesc stary i sam
            potrzebuje opieki, a moj tata odszedl do wiecznosci wczesniej niz zdazyl sie
            zaopiekowac corka wdowa? Po prostu nie ma zadnych facetow, ktorzy sie moga mna
            zaopiekowac i musze zyc z rennty i wlasnych dochodow. Przestajemy byc ja i
            czworka moich dzieci rodzina i nalezy nas tepic bo stanowimy patologie, tak?

            P.S. Twoje zdanie na temat mojej kobiecosci mnie nie interesuje.
            • the_man Re: the man?????????????????????????????????????? 07.06.02, 13:31
              Gość portalu: renia napisał(a):

              > the_man napisał(a):
              >
              > > Wdową powinien ktoś się zaopiekować, np. starszy brat, ociec lub teść, nap
              > isałe
              > > m
              > > że rodzina to również najbliźsi krewni (rodzice, rodzeństwo), jeśli idzie
              > o
              > > rozwódki to kij im w oko, jak nie umiały utrzymać swojego małżeństwa niech
              > sie
              > > teraz martwią.
              > > Widzę, że jesteśprawdziwa kobieta, a nie żadna feministka dlatego myślę, ż
              > e
              > > powinnaś to zrozumieć:)))
              >
              >
              > Co sie dzieje z nami w sytuacji, gdy jestem juz bez brata, tesc stary i sam
              > potrzebuje opieki, a moj tata odszedl do wiecznosci wczesniej niz zdazyl sie
              > zaopiekowac corka wdowa? Po prostu nie ma zadnych facetow, ktorzy sie moga mna
              > zaopiekowac i musze zyc z rennty i wlasnych dochodow. Przestajemy byc ja i
              > czworka moich dzieci rodzina i nalezy nas tepic bo stanowimy patologie, tak?
              >
              > P.S. Twoje zdanie na temat mojej kobiecosci mnie nie interesuje.

              Dzieci zawsze można oddać do adopcji, albo znaleźć dla nich rodzinę zastępczą,
              żeby miały jednak namiatke rodziny, a samotna kobieta może przecież zarabiać na
              siebie wykonując podrzędne prace, z resztą mężczyzna powinien wykupić dopowiednie
              ubezpieczenie na wypadek swojej śmierci, żeby wdowa po nim miała z czego żyć.
              • kurtyzana Re: the man?????????????????????????????????????? 07.06.02, 18:36
                the_man napisał(a):

                > Gość portalu: renia napisał(a):
                >
                > > the_man napisał(a):
                > >
                > > > Wdową powinien ktoś się zaopiekować, np. starszy brat, ociec lub teść
                > , nap
                > > isałe
                > > > m
                > > > że rodzina to również najbliźsi krewni (rodzice, rodzeństwo), jeśli i
                > dzie
                > > o
                > > > rozwódki to kij im w oko, jak nie umiały utrzymać swojego małżeństwa
                > niech
                > > sie
                > > > teraz martwią.
                > > > Widzę, że jesteśprawdziwa kobieta, a nie żadna feministka dlatego myś
                > lę, ż
                > > e
                > > > powinnaś to zrozumieć:)))
                > >
                > >
                > > Co sie dzieje z nami w sytuacji, gdy jestem juz bez brata, tesc stary i sa
                > m
                > > potrzebuje opieki, a moj tata odszedl do wiecznosci wczesniej niz zdazyl s
                > ie
                > > zaopiekowac corka wdowa? Po prostu nie ma zadnych facetow, ktorzy sie moga
                > mna
                > > zaopiekowac i musze zyc z rennty i wlasnych dochodow. Przestajemy byc ja i
                >
                > > czworka moich dzieci rodzina i nalezy nas tepic bo stanowimy patologie, ta
                > k?
                > >
                > > P.S. Twoje zdanie na temat mojej kobiecosci mnie nie interesuje.
                >
                > Dzieci zawsze można oddać do adopcji, albo znaleźć dla nich rodzinę zastępczą,
                > żeby miały jednak namiatke rodziny, a samotna kobieta może przecież zarabiać na
                >
                > siebie wykonując podrzędne prace,



                dlaczego podrzedne prace? a jesli ma wyksztalcenie i kwalifikacje?



                z resztą mężczyzna powinien wykupić dopowiedn
                > ie
                > ubezpieczenie na wypadek swojej śmierci, żeby wdowa po nim miała z czego żyć.

              • Gość: renata Re: the man?????????????????????????????????????? IP: *.net.gr / *.ath.spark.net.gr 09.06.02, 19:05
                the_man napisał(a):

                .
                >
                > Dzieci zawsze można oddać do adopcji, albo znaleźć dla nich rodzinę zastępczą,
                > żeby miały jednak namiatke rodziny, a samotna kobieta może przecież zarabiać na
                >
                > siebie wykonując podrzędne prace, z resztą mężczyzna powinien wykupić dopowiedn
                > ie
                > ubezpieczenie na wypadek swojej śmierci, żeby wdowa po nim miała z czego żyć.

                The man jestes chory psychicznie idz sie leczyc
            • Gość: Melba Re: the man?????????????????????????????????????? IP: *.chello.pl 07.06.02, 14:18
              Renia, a Ty sie tak łatwo dajesz psychopatom wkręcać? No kobitko, po to nam w
              internecie stworzono opcję "ignore", żeby the meny i inne takie się szybko
              nudziły!
              Pozdrawiam Ciebie i całą Twoją Rodzinę :)
              • the_man Re: the man?????????????????????????????????????? 07.06.02, 15:20
                Gość portalu: Melba napisał(a):

                > Renia, a Ty sie tak łatwo dajesz psychopatom wkręcać? No kobitko, po to nam w
                > internecie stworzono opcję "ignore", żeby the meny i inne takie się szybko
                > nudziły!
                > Pozdrawiam Ciebie i całą Twoją Rodzinę :)

                Kto tu jest psychopatą?

      • Gość: aror Re: co jest rodzina... a co nia nie jest IP: 64.215.245.* 07.06.02, 05:51
        the_man napisał(a):

        > Rodzina to oczywiście:
        > 1. mężczyzna - głowa rodziny, dba o byt całego stadła
        > 2. kobieta - zajmuje się wychowaniem dzieci i prowadzeniem domu
        > 3. syn - kontynuator rodu
        > 4. inne dzieci (w tym również córki)
        ale skoro z poprzednich watkow wiemy ze pan_facet ma kochanki, gdzie one sie
        lokuja? Bo przeciez jako korzystajace z zasobow finansowych pana_faceta, niejako
        zaliczaja sie do stadla. Takie jest przynajmniej moje zdanie...

        Ale chyba nie sa zapraszane na Wigilie albo komunie chrzesniaka...chyba.
      • Gość: elve Re: co jest rodzina... a co nia nie jest IP: *.netland.gda.pl 07.06.02, 13:06
        the_man napisał(a):

        > Rodzina to oczywiście:
        > 1. mężczyzna - głowa rodziny, dba o byt całego stadła

        chyba, że bezrobotny, wtedy automatycznie przestaje być mężczyzną i zaczyna być
        mięczakiem.

        > 2. kobieta - zajmuje się wychowaniem dzieci i prowadzeniem domu

        Chyba, że pracuje na wysokim i dobrze płatnym stanowisku, wtedy w tajemnieczy
        sposób zamienia się w mężczyznę.

        > 3. syn - kontynuator rodu

        ale tylko jeden! jak więcej, to już nie jest rodzina! Podobnie, gdy nie ma syna -
        nie ma rodziny. The man zastanawia się nad opcją córki - kontynuatorki rodu, ale
        znając poziom jego mizogynii to raczej nie przejdzie. Ergo - mężczyzna, który nie
        spłodził syna, przestaje nim być (i staje się kobietą).

        > 4. inne dzieci (w tym również córki)

        Również córki? Hola, hola, czy nie za daleko się posuwamy? A swoją drogą, to
        ciekawa kategoria, te "inne dzieci". Czyżby the man mógł mieć coś więcej niż syna
        i córki? Trzecia płeć?
        >
        <ciach>
        >
        > Zadne takie tam, samotna matka, itp. bie jes rodziną tylko patologią, która
        > powinna być potępiana przez normalnych ludzi. Co do pedałów - niech sobie
        > adoptują, co to kogo obchodzi, będzie kogo wskazywać palcami

        Wolę, żeby ludzie pokazywali sobie palcami trzecią płeć the mana. Chyba nawet nie
        muszę się bardzo starać.
    • bernacha Re: co jest rodzina... a co nia nie jest 07.06.02, 09:05
      Gość portalu: dodo napisał(a):


      > pytam, bo mnie osobiscie wystarcza gdy co najmniej dwie osoby okresla siebie
      > jako rodzine. skoro tak czuja to fajnie - ja bede ich tak traktowac.
      > ale moze to tylko ja tak to widze?

      Dwoch homoseksualistow made in usa, po stosunku, jeden mowi do drugiego- " wiesz od dzisiaj
      bedziemy rodzina, zaodoptujemy jakiegos "szmaciarza" z Chin i bedzie do nas musial mowic tato", na to
      drugi -" spoko Zenek, nareszcie ludzie beda nas szanowac, a szmaciarza wychowamy na nasz obraz i
      podobienstwo, przeciez tyle bedzie nam zawdzieczal, bo go wyciagnelismy ze slamsow..."

      Jezeli dla ciebie dodo samookreslenie sie jako rodzina wystarczy, by nia byc, to jestes zalosna...
      • Gość: sagan Re: co jest rodzina... a co nia nie jest IP: *.desy.de 07.06.02, 09:18
        bernacha napisał(a):


        > Dwoch homoseksualistow made in usa, po stosunku,
        > jeden mowi do drugiego- " wiesz od dzisiaj bedziemy
        > rodzina, zaodoptujemy jakiegos "szmaciarza" z Chin i
        > bedzie do nas musial mowic tato", na to drugi -
        > " spoko Zenek, nareszcie ludzie beda nas szanowac, a
        > szmaciarza wychowamy na nasz obraz i podobienstwo,
        > przeciez tyle bedzie nam zawdzieczal, bo go
        > wyciagnelismy ze slamsow..."
        >
        > Jezeli dla ciebie dodo samookreslenie sie jako rodzina
        > wystarczy, by nia byc, to jestes zalosna...

        a dlaczego ta rozmowa ma wygladac wlasnie TAK????
        slyszalas kiedys dwoch homoseksualistow rozmawiajacych o
        rodzinie???

        a moze to wyglada tak:

        zgodna z definicja slownikowa rodzina alkoholikow, po
        pijatyce, szarpaninie, pijackim gwalcie meza na zonie
        rozmawia tak:
        'sluchaj stary, wiesz, do bycia slownikowa rodzina
        brakuje nam jakiegos bachhora. mnie sie nie chce z
        brzuchem chodzic, wiec chodz, zaadoptujemy jakiegos
        szmaciarza z chin. damy mu nazwisko i bedzie nam
        wdzieczny, ze wyciagnelismy go ze slamsow'
        'super,kurwa, ziutka, tak zrobimy. bedzie komu skakac po
        wodke, a i komu wpier... jak sie wnerwie. wychowamy gnoja
        na nasz obraz i podobienstwo i wreszcie spoleczenstwo
        zacznie nas szanowac, bo staniemy sie slownikowa rodzina
        z bachorem!"

        taka rodzina lepsza????
      • Gość: elve Re: co jest rodzina... a co nia nie jest IP: *.netland.gda.pl 07.06.02, 14:20
        bernacha napisał(a):

        > Gość portalu: dodo napisał(a):
        >
        >
        > > pytam, bo mnie osobiscie wystarcza gdy co najmniej dwie osoby okresla sieb
        > ie
        > > jako rodzine. skoro tak czuja to fajnie - ja bede ich tak traktowac.
        > > ale moze to tylko ja tak to widze?
        >
        > Dwoch homoseksualistow made in usa, po stosunku, jeden mowi do drugiego- " wi
        > esz od dzisiaj
        > bedziemy rodzina, zaodoptujemy jakiegos "szmaciarza" z Chin i bedzie do nas mus
        > ial mowic tato", na to
        > drugi -" spoko Zenek, nareszcie ludzie beda nas szanowac, a szmaciarza wychowam
        > y na nasz obraz i
        > podobienstwo, przeciez tyle bedzie nam zawdzieczal, bo go wyciagnelismy ze slam
        > sow..."
        >
        > Jezeli dla ciebie dodo samookreslenie sie jako rodzina wystarczy, by nia byc,
        > to jestes zalosna...


        Żałosny jest Twój wywód. Dodam jeszcze jedno słowo na "ż": żenujący. Pokazuje
        tylko, co myślisz o ludziach homo. Widać stosunek pełen pogardy. O czym tu w
        ogóle rozmawiać?
    • matrek Re: co jest rodzina... a co nia nie jest 07.06.02, 09:20
      Rodzina nie ma nic wspólnego z formalizmami. Rodzina, to stan faktyczny, czy
      może raczej emocjonalny, a nie prawny.
      • Gość: sagan Re: co jest rodzina... a co nia nie jest IP: *.desy.de 07.06.02, 09:32
        matrek napisał(a):

        > Rodzina nie ma nic wspólnego z formalizmami. Rodzina,
        > to stan faktyczny, czy może raczej emocjonalny, a nie
        > prawny.

        kurcze, dobrze Ci to wyszlo :)
        ladniej ode mnie i krocej :)
        • matrek Re: co jest rodzina... a co nia nie jest 07.06.02, 09:43
          Gość portalu: sagan napisał(a):

          > matrek napisał(a):
          >
          > > Rodzina nie ma nic wspólnego z formalizmami. Rodzina,
          > > to stan faktyczny, czy może raczej emocjonalny, a nie
          > > prawny.
          >
          > kurcze, dobrze Ci to wyszlo :)
          > ladniej ode mnie i krocej :)

          eeeee..., aaaa..., no..., tego..., mam to po mamusi :))
          • Gość: sagan Re: co jest rodzina... a co nia nie jest IP: *.desy.de 07.06.02, 09:44
            matrek napisał(a):


            > > kurcze, dobrze Ci to wyszlo :)
            > > ladniej ode mnie i krocej :)
            >
            > eeeee..., aaaa..., no..., tego..., mam to po mamusi :))

            i w dodatku skromny... ;)
            szkoda, ze zajety!!! :)))
            • matrek Re: co jest rodzina... a co nia nie jest 07.06.02, 13:00
              Gość portalu: sagan napisał(a):

              > matrek napisał(a):
              >
              >
              > > > kurcze, dobrze Ci to wyszlo :)
              > > > ladniej ode mnie i krocej :)
              > >
              > > eeeee..., aaaa..., no..., tego..., mam to po mamusi :))
              >
              > i w dodatku skromny... ;)
              > szkoda, ze zajety!!! :)))

              A skromny to już w ogóle.... Chodząca skromność ~_~
    • goga.74 Re: co jest rodzina... a co nia nie jest 07.06.02, 11:50
      To ja tez wtrace swoje "trzy grosze".
      Moi rodzice rozwiedli sie gdy bylam dorosla kobieta.
      Mysle ze ich malzenswto od poczatku bylo nieudane, co
      ich trzymalo przy sobie do dzis nie wiem (pewnie zle
      pojete tzw. "dobro dzieci). Uwazam ze rodziny nigdy nie
      mialam, mimo iz wedlug definicji"slownikowej" bylismy
      nia na pewno. Mama+Tata+ dzieci. Gdyby moi rodzice
      chcieli zaadoptowac jakies dziecko pewnie nie mieli by
      z tym zadnych klopotow (oboje wyzsze wyksztalcenie,
      stabilne prace), bo na zewnatrz potrafili sprawiac
      swietne pozory. A na rodzicow sie nie nadawali- byli
      tak zaabsorwowani kloceniem sie ze soba, ze dzieci
      prawie nie zauwazali. Gdy wracalam ze szkoly, wakacji
      nie wracalam do domu tylko do mieszkania.
      Rzadko pisze o tak osobistych sprawach na tym forum, ze
      swoja mlodoscia juz sobie jakis czas temu poradzilam,
      ale w tym wypadku bylo to wazne dla napisania co to dla
      mnie jest rodzina (a raczej co nia nie jest). Dlatego
      ze moge z cala stanowczoscia powiedziec, ze wolabym
      byla byc wychowana w domu, gdzie mialaby dwie mamusie
      lub dwoch milych tatusiow, jesli by byl to cieply,
      stabilny dom. Jako dziecku brakowalo mi przede wszytkim
      obok siebie madrej doroslej osoby, a jej preferencje
      seksulane nie mialy by kluczowego zdarzenia. Rozwodu
      rodzicow nie prezylam w kategoriach rodziny- nidgy nie
      uwazalam ze ja mam.
      Wracajc do homoseksulaistow. Tez kiedys myslalam tak
      wiele tu piszacych osob- uwazajac sie za osobe
      toleracncyjna nie mialam nic przeciwko ich
      malzenswtwom, ale dawanie im dzieci na wychowanie to
      juz bylo co innego. Dopoki kilku z nich nie poznalam
      (mieszkam w Holandii, oni sie tutja nie "kryja"),
      porozmawialam, pare rzeczy prezmyslalam a przede
      wszytskim patrzac na znajoma parke zapytalam sie czy
      chcialbym byla zeby mnie Ci panowie wychowywali i
      opowiedzialam sobie ze tak.
      • Gość: sagan Re: co jest rodzina... a co nia nie jest IP: *.desy.de 07.06.02, 12:06
        ladny post goga :)

        i uzylas w nim bardzo waznego, wg mnie, slowa: DOM!
        rodzina jest wtedy, gdy jest dom.
        ja sobie uswiadomilam po jakims czasie mieszkania ze
        swoim chlopakiem, ze mowi: ide do DOMU :)
        i to bylo cudowne :) wspolne mieszkanie stalo sie
        domem, a my - rodzina :)
        • Gość: dodo Re: co jest rodzina... a co nia nie jest IP: *.sympatico.ca 07.06.02, 12:48
          przypomnial mi sie pewien stary holenderski pan doktor, ktory iles
          tam lat temu umieral na moich rekach.
          bylismy wszyscy w zapyzialym grajdole w srodku afryki, wkolo nas
          byli glownie pacjenci, jakies osierocone dzieci, zbieranina lekarzy,
          misjonarzy i innych ludzi dobrej woli z calego swiata.
          gdy jednak spytalam rudiego, czy chce zebym kogos "z rodziny"
          zawiadomila o jego stanie to byl skrajnie zdziwiony - dla niego, my
          wszyscy wokol bylismy "jego rodzina" i na pewno laczylo nas tam
          wszystkich wiecej niz tylko adres.
          czy to zalosne? pewnie dla wielu tak. dla mnie pozostanie wyzwaniem
          i swiadectwem tego, ze drugi czlowiek naprawde moze i bywa
          "bratem" w duzo glebszym czesto znaczeniu niz jakiekolwiek wiezy
          krwi...
          • Gość: elve Re: co jest rodzina... a co nia nie jest IP: *.netland.gda.pl 07.06.02, 12:58
            kurcze, ale kilka ładnych postów na koniec... no no... bardzo dziękuję, goga74
            i dodo :)
          • bernacha Re: co jest rodzina... a co nia nie jest 07.06.02, 13:07
            Gość portalu: dodo napisał(a):

            > przypomnial mi sie pewien stary holenderski pan doktor, ktory iles
            > tam lat temu umieral na moich rekach.
            > bylismy wszyscy w zapyzialym grajdole w srodku afryki, wkolo nas
            > byli glownie pacjenci, jakies osierocone dzieci, zbieranina lekarzy,
            > misjonarzy i innych ludzi dobrej woli z calego swiata.
            > gdy jednak spytalam rudiego, czy chce zebym kogos "z rodziny"
            > zawiadomila o jego stanie to byl skrajnie zdziwiony - dla niego, my
            > wszyscy wokol bylismy "jego rodzina" i na pewno laczylo nas tam
            > wszystkich wiecej niz tylko adres.
            > czy to zalosne? pewnie dla wielu tak. dla mnie pozostanie wyzwaniem
            > i swiadectwem tego, ze drugi czlowiek naprawde moze i bywa
            > "bratem" w duzo glebszym czesto znaczeniu niz jakiekolwiek wiezy
            > krwi...

            Az by sie chcialo zaspiewać : "Wszyscy Polacy to jedna rodzina, duzy, czy maly chlopak czy dziewczyna".:))
            • bernacha Albo Polak i Wegier dwa bratanki- 07.06.02, 13:16
              i od bitki i id szklanki...
              Ktos dodo poczestowal frazesem i sie biedna wzruszyla..
              • Gość: sagan Re: Albo Polak i Wegier dwa bratanki- IP: *.desy.de 07.06.02, 13:20
                bernacha napisał(a):

                > Ktos dodo poczestowal frazesem i sie biedna wzruszyla..

                a skad wiesz, ze frazesem?
                bylas, widzialas, w glowie siedzialas???
                to, ze Tobie sie taka sytuacja wydaje nie realna ZUPELNIE
                nie oznacza, ze nie jest prawdziwa!!!
              • Gość: dodo Re: Albo Polak i Wegier dwa bratanki- IP: 209.226.65.* 07.06.02, 14:28
                bernacha napisał(a):

                > i od bitki i id szklanki...
                > Ktos dodo poczestowal frazesem i sie biedna wzruszyla..

                moja mila bernacho - kompletnie nic o tobie nie wiem. i ty o mnie nie wiesz nic.
                nie czas tu ani miejsce na pisanie zyciorysow, kazdy z nas dzieli sie z innymi
                tylko fragmentami i wspomnieniami roznych przezyc.
                ja juz zyje dlugo, pewnie dluzej niz wiekszosc tu "obecnych" wiec i roznymi
                sprawami, slowami, frazesami, sytuacjami przychodzilo mi sie w zyciu wzruszac.
                i pewnie jeszcze nie raz mi sie to przydarzy. czego i tobie zycze, bo bez
                wzruszen mimo wszystko smutno jest isc przez swiat.
                a o mojej przygodzie afrykanskiej moze jeszcse kiedys napisze wiecej, bo
                spedzilam na tym kontynencie wiele lat, widzialam wiele rzeczy strasznych
                i pieknych, ktore warto czasem "podac dalej". jak chocby wspomnienie o rudim,
                ktory ofiarowal cale swoje zycie ludziom biednym i przez wszystkich zapomnianym
                na kontynencie, na ktorym wszedzie wiecej tragedii i rozpaczy niz szczescia
                i powodzenia. czy to jest powod do wzruszen? moze... a moze do jeszcze glebszych
                refleksji...
      • the_man Re: co jest rodzina... a co nia nie jest 07.06.02, 13:23
        goga.74 napisał(a):

        > To ja tez wtrace swoje "trzy grosze".
        > Moi rodzice rozwiedli sie gdy bylam dorosla kobieta.
        > Mysle ze ich malzenswto od poczatku bylo nieudane, co
        > ich trzymalo przy sobie do dzis nie wiem (pewnie zle
        > pojete tzw. "dobro dzieci). Uwazam ze rodziny nigdy nie
        > mialam, mimo iz wedlug definicji"slownikowej" bylismy
        > nia na pewno. Mama+Tata+ dzieci. Gdyby moi rodzice
        > chcieli zaadoptowac jakies dziecko pewnie nie mieli by
        > z tym zadnych klopotow (oboje wyzsze wyksztalcenie,
        > stabilne prace), bo na zewnatrz potrafili sprawiac
        > swietne pozory. A na rodzicow sie nie nadawali- byli
        > tak zaabsorwowani kloceniem sie ze soba, ze dzieci
        > prawie nie zauwazali.
        Kłócili się, ponieważ brakowało w waszej rodzinie jasnego podziału ról, piszesz
        że matka pracowała, a to jest zabójcze dla rodziny. U mnie nie ma żadnych kłótni,
        wiadomo kto ma ostatnie słowo i basta, choćby dla dobra dzieciaków warto
        zdecydować się na stabilny układ - tam gdzie jest dwóch ludzi jeden musi być
        dowódcą, to gwarantuje porządek i spokój.
        Gdy wracalam ze szkoly, wakacji
        > nie wracalam do domu tylko do mieszkania.
        > Rzadko pisze o tak osobistych sprawach na tym forum, ze
        > swoja mlodoscia juz sobie jakis czas temu poradzilam,
        > ale w tym wypadku bylo to wazne dla napisania co to dla
        > mnie jest rodzina (a raczej co nia nie jest). Dlatego
        > ze moge z cala stanowczoscia powiedziec, ze wolabym
        > byla byc wychowana w domu, gdzie mialaby dwie mamusie
        > lub dwoch milych tatusiow, jesli by byl to cieply,
        > stabilny dom. Jako dziecku brakowalo mi przede wszytkim
        > obok siebie madrej doroslej osoby, a jej preferencje
        > seksulane nie mialy by kluczowego zdarzenia. Rozwodu
        > rodzicow nie prezylam w kategoriach rodziny- nidgy nie
        > uwazalam ze ja mam.
        > Wracajc do homoseksulaistow. Tez kiedys myslalam tak
        > wiele tu piszacych osob- uwazajac sie za osobe
        > toleracncyjna nie mialam nic przeciwko ich
        > malzenswtwom, ale dawanie im dzieci na wychowanie to
        > juz bylo co innego. Dopoki kilku z nich nie poznalam
        > (mieszkam w Holandii, oni sie tutja nie "kryja"),
        > porozmawialam, pare rzeczy prezmyslalam a przede
        > wszytskim patrzac na znajoma parke zapytalam sie czy
        > chcialbym byla zeby mnie Ci panowie wychowywali i
        > opowiedzialam sobie ze tak.

        • goga.74 Re: co jest rodzina... a co nia nie jest 07.06.02, 13:37
          the_man napisał(a):

          > goga.74 napisał(a):
          >
          > > To ja tez wtrace swoje "trzy grosze".
          > > Moi rodzice rozwiedli sie gdy bylam dorosla kobieta.
          > > Mysle ze ich malzenswto od poczatku bylo nieudane, co
          > > ich trzymalo przy sobie do dzis nie wiem (pewnie zle
          > > pojete tzw. "dobro dzieci). Uwazam ze rodziny nigdy nie
          > > mialam, mimo iz wedlug definicji"slownikowej" bylismy
          > > nia na pewno. Mama+Tata+ dzieci. Gdyby moi rodzice
          > > chcieli zaadoptowac jakies dziecko pewnie nie mieli by
          > > z tym zadnych klopotow (oboje wyzsze wyksztalcenie,
          > > stabilne prace), bo na zewnatrz potrafili sprawiac
          > > swietne pozory. A na rodzicow sie nie nadawali- byli
          > > tak zaabsorwowani kloceniem sie ze soba, ze dzieci
          > > prawie nie zauwazali.
          > Kłócili się, ponieważ brakowało w waszej rodzinie
          jasnego podziału ról, piszesz
          >
          > że matka pracowała, a to jest zabójcze dla rodziny. U
          mnie nie ma żadnych kłótn
          > i,
          > wiadomo kto ma ostatnie słowo i basta, choćby dla dobra
          dzieciaków warto
          > zdecydować się na stabilny układ - tam gdzie jest dwóch
          ludzi jeden musi być
          > dowódcą, to gwarantuje porządek i spokój.

          The_manie, DLACZEGO moja sytuacja rodzinna wygladala tak
          a nie inaczej to po pierwsze wiem lepiej niz Ty, po
          drugie nie zamierzam rozpisywac sie o tym na forum a po
          trzecie to nie niewiele ma wspolnego z watkiem. Punkt
          trzeci pewnie nie ma dla Ciebie znaczenia, bo piszesz w
          kolko to co myslisz (o ile moge w odniesieniu do Ciebie
          uzyc tego czasownika) i chocby jakis watek dotyl
          np.depilacji to na pewno znalazl bys sposob zeby i tam
          umiescic swoje zyciowe madrosci.
          Pozdrawiam mimo wszystko, mam nadzieje ze kiedys
          poczujesz sie lepiej.

          • the_man Re: co jest rodzina... a co nia nie jest 07.06.02, 14:59
            goga.74 napisał(a):

            > the_man napisał(a):
            >
            > > goga.74 napisał(a):
            > >
            > > > To ja tez wtrace swoje "trzy grosze".
            > > > Moi rodzice rozwiedli sie gdy bylam dorosla kobieta.
            > > > Mysle ze ich malzenswto od poczatku bylo nieudane, co
            > > > ich trzymalo przy sobie do dzis nie wiem (pewnie zle
            > > > pojete tzw. "dobro dzieci). Uwazam ze rodziny nigdy nie
            > > > mialam, mimo iz wedlug definicji"slownikowej" bylismy
            > > > nia na pewno. Mama+Tata+ dzieci. Gdyby moi rodzice
            > > > chcieli zaadoptowac jakies dziecko pewnie nie mieli by
            > > > z tym zadnych klopotow (oboje wyzsze wyksztalcenie,
            > > > stabilne prace), bo na zewnatrz potrafili sprawiac
            > > > swietne pozory. A na rodzicow sie nie nadawali- byli
            > > > tak zaabsorwowani kloceniem sie ze soba, ze dzieci
            > > > prawie nie zauwazali.
            > > Kłócili się, ponieważ brakowało w waszej rodzinie
            > jasnego podziału ról, piszesz
            > >
            > > że matka pracowała, a to jest zabójcze dla rodziny. U
            > mnie nie ma żadnych kłótn
            > > i,
            > > wiadomo kto ma ostatnie słowo i basta, choćby dla dobra
            > dzieciaków warto
            > > zdecydować się na stabilny układ - tam gdzie jest dwóch
            > ludzi jeden musi być
            > > dowódcą, to gwarantuje porządek i spokój.
            >
            > The_manie, DLACZEGO moja sytuacja rodzinna wygladala tak
            > a nie inaczej to po pierwsze wiem lepiej niz Ty,
            Na pewno nie wiesz tego lepiej, ponieważ twoja ocena sytuacji nie jest obiktywna,
            ja natomiast mam doświadzcenie życiowe, dobry punkt odniesienia i potrafię ocenić
            sytuację z dystansem. Zapewniam, że jasny podział ról rodzinnych zapobiega
            kłótniom, pamiętaj o tym, mając na uwadze swoją aktualną lub przyszłą rodzinę,
            choćby dla dobra dzieci nie ma sensu żeby kobieta udowadniała, że może robić to
            co mężczyzna, w końcu znasz to z autopsji. Życzę, aby Twój mąż był silny i pewny
            siebie, chociaż w tej Holandii same pantofle.
            po
            > drugie nie zamierzam rozpisywac sie o tym na forum a po
            > trzecie to nie niewiele ma wspolnego z watkiem. Punkt
            > trzeci pewnie nie ma dla Ciebie znaczenia, bo piszesz w
            > kolko to co myslisz (o ile moge w odniesieniu do Ciebie
            > uzyc tego czasownika) i chocby jakis watek dotyl
            > np.depilacji to na pewno znalazl bys sposob zeby i tam
            > umiescic swoje zyciowe madrosci.
            > Pozdrawiam mimo wszystko, mam nadzieje ze kiedys
            > poczujesz sie lepiej.
            I ja mam nadzieję, że poczujesz się lepiej
            >

    • zlotyrybek Re: to też rodzina 07.06.02, 15:07
      A propos rodzin homoseksualnych przypominam się :
      A ja bardzo kocham mojego kota. Dlaczego mój związek z kotem nie można nazwać
      małżeństwem ? Może wspólne opodatkowanie ?
      U nas seks nie wchodzi w grę(problemy techniczne, wiecie...) ale to wyższa
      forma miłośći - platoniczna.
      Dlatego chcielibyśmy zaadoptować sobie kotka i niemowlaczka. Czy możliwy jest
      zły odbiór rówieśników mojego dziecka jak dowiedzą się , że tatusiem jest kot ?
      Zresztą on pewnie nie dożyje momentu kiedy nasze dziecko pójdzie do
      szkoły ...ale znajdę sobie wtedy nowego męża... przecież inne związki też tak
      robią.

      I mój kolega też się przyłącza. Co prawda on ma ukochaną kozę z którą żyje ( i
      to już nie jest związek czysto platoniczny) ale też z powodu biologii
      (cholernej)nie moga mieć dzieci. Jego kochana poszła mu na rękę i jej wystarczy
      ludzkie dziecko.

      Ja myślę, że inicjatywa w sejmie w sprawie związków "innych niż wszystkie"
      jest również konieczna....
      • the_man Re: to też rodzina 07.06.02, 15:19
        zlotyrybek napisał(a):

        > A propos rodzin homoseksualnych przypominam się :
        > A ja bardzo kocham mojego kota. Dlaczego mój związek z kotem nie można nazwać
        > małżeństwem ? Może wspólne opodatkowanie ?
        > U nas seks nie wchodzi w grę(problemy techniczne, wiecie...) ale to wyższa
        > forma miłośći - platoniczna.
        > Dlatego chcielibyśmy zaadoptować sobie kotka i niemowlaczka. Czy możliwy jest
        > zły odbiór rówieśników mojego dziecka jak dowiedzą się , że tatusiem jest kot ?
        >
        > Zresztą on pewnie nie dożyje momentu kiedy nasze dziecko pójdzie do
        > szkoły ...ale znajdę sobie wtedy nowego męża... przecież inne związki też tak
        > robią.
        >
        > I mój kolega też się przyłącza. Co prawda on ma ukochaną kozę z którą żyje ( i
        > to już nie jest związek czysto platoniczny) ale też z powodu biologii
        > (cholernej)nie moga mieć dzieci. Jego kochana poszła mu na rękę i jej wystarczy
        >
        > ludzkie dziecko.
        >
        > Ja myślę, że inicjatywa w sejmie w sprawie związków "innych niż wszystkie"
        > jest również konieczna....

        Możęsz się pieorzyć i z kozą ty zboczeńcu, podobno do tego celu lepiej nadają się
        owce, tlko się z tym nie afiszuj, może ciebie po prostu nie stać na kochankę, ani
        prostytutkę. Jeśli nie wiesz to dowiedz się, że kot i koza nie mają predyspozycji
        do tego, by zaopiekować się dzieciakiem, nie ugotują też obiadu.

        • zlotyrybek Re: to też rodzina 07.06.02, 15:21
          Oj, jaki jestes przyziemny. Obiad ! ja umiem gotować. I ja się zajmę dzieckiem
          a mój Kotek kocha dzieci (zresztą zaadoptujemy też małego kotka - dla równowagi)
          MIłość jest najważniejsza !!!!! reszta to pryszcz. Jak się młodzi kochają to
          przezwyciężą wszystkie przeszkody !!!!!!!!!!
        • suzume Re: to też rodzina 07.06.02, 16:12
          the_man napisał(a):

          > Jeśli nie wiesz to dowiedz się, że kot i koza nie mają predyspozycji
          > do tego, by zaopiekować się dzieciakiem, nie ugotują też obiadu.

          ale przecież kotek miałby być tatusiem. a przwdziwy tatuś obiadów nie gotuje, ani
          nie opiekuje się dziećmi. plączesz się... :)))
        • kurtyzana Re: to też rodzina 07.06.02, 18:53
          the_man napisal:

          Kłócili się, ponieważ brakowało w waszej rodzinie jasnego podziału ról, piszesz
          że matka pracowała, a to jest zabójcze dla rodziny. U mnie nie ma żadnych
          kłótni,wiadomo kto ma ostatnie słowo i basta, choćby dla dobra dzieciaków warto
          zdecydować się na stabilny układ - tam gdzie jest dwóch ludzi jeden musi być
          dowódcą, to gwarantuje porządek i spokój.


          mozliwosci sa dwie:

          1. the_man sie niezle zgrywa (trudno uwierzyc, ze to co wypisuje to naprawde
          jego mysli, zwlaszcza te "podrzedne prace" ktore maja wykonywac wdowy by sie
          utrzymac - niezle sie ubawilam) a wy dajecie mu sie nabrac,

          2. przemawia do nas sam Andrzej Lepper ukrywajacy sie pod nickiem the_man.
          powyzszy fragment jego postu, ktory tu wkleilam to niemal kopia wypowiedzi wodza
          Samoobrony, on tez lubi dyktature i zawsze ma ostatnie slowo (sam to przyznaje).
          • liloom The man nie moze istniec. 07.06.02, 20:49
            A czy czasem ludzie pobierajac sie nie zakladaja RODZINY? Wydaje mi sie ze
            ksiadz mi cos o tym mowil te "pare" lat temu.
            Ludzie puknijcie sie w glowe i nie dajcie sie prowokowac - mowie do tych
            wszystkich, z ktorymi dyskutowalam do tj pory tu na forum.
            On sobie robi jaja. Ja w to nie wierze!
            Mam wprawdzie kolezanke, ktora sie rozwodzi i jej maz jest tak "pukniety w
            ambicje", ze bylby w stanie wypisywac tutaj te bzdury w takiej ilosci tylko po
            to zeby sie odegrac na "rodzie kobiet". To jest po prostu chore i dlatego
            niemozliwe. Czy sa dzisiaj kobiety, ktore godza sie na cos takiego?
            No to jeszcze przypomne co napisalam na watku o ciezarnych:

            "Po przeczytaniu postu the man'a zaraz mialam ochote wziac sobie nick z jakims
            meskim imieniem i dalej ciagnac wywody w stylu mana:)
            Baby! Zaden normalny czlowiek nie pisalby takiego posta w dodatku z
            nickiem "the man". To juz pachnie Seksmisja;)
            Jak dla mnie to S-U-P-E-R odpowiedz na ten beznadziejny pierwszy post Flory.
            Popieram! Wszystkie fstreeeetne slonice natychmiast zamknac w domach. Mam
            jeszcze pomysl zeby dla kobiet w ciazy wprowadzic czarczafy i kwefy, oraz zakaz
            odzywania sie. Zawsze mozna bedzie wtedy powiedziec ze to znajoma z Dubaju
            przyjechala. I spokoj."

            Dziewczyny, puknijcie sie dobrze czy ten facet naprawde istnieje (?)
            • goga.74 Re: The man nie moze istniec. 07.06.02, 20:51
              Ale przyznasz ze jest zabawny ? Jak czytalam tzw. milosc jako handek zamienny czy
              cos takiego, to sie o malo nie poplakalam ze smiechu.
              • Gość: liloom dawac go :) IP: *.11.vie.surfer.at 07.06.02, 21:36
                Przynajmniej cos sie dzieje:))))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka