Gość: Lilli
IP: *.access.as9105.com
14.03.05, 11:29
Wielka milosc w nastepstwie ktorej przeprowadzilam sie zagranice,aby byc
razem. Znalazlam wspaniala prace,cudownego mezczyzne i szczescie.Ale sa
sygnaly,ktore mowia mi,ze tkwie w jak najbardziej klasycznym toksycznym
zwiazku,czego niestety do tej pory nie dostrzegalam. Co za ironia:potrafie
okreslic zwiazki moich znajomych jako toksyczne lub nie,sama nie potrafie
dostrzec w jakim tkwie bagnie. Oto symptomy:
* wieczna krytyka,ktora ma podobno sprawiac,ze staniemy sie lepsi,a ja
absolutnie nie potrafie zaakceptowac krytycyzmu.Przyklad: zadzwonil do mnie w
Wigilie i powiedzial,ze sobie popuscilam,jesli chodzi o wage,mam wielki
brzuch jak kobieta w ciazy,chociaz w ciazy nie jestem.
*krytykuje wiecznie moich znajomych-a to ze sa grubi albo maja na mnie zly
wply,albo mna manipuluja.Po wizycie w Polsce powiedzial mi,ze boi sie ,ze
bede kiedys wygladala jak moja matka.
Boze, dziewczyny,to co opisalam to tylko wierzcholek gory lodowej,nie moge
juz nic napisac,bo przeciez to oczywiste,ze jestem w toksycznym zwiazku.
Probowalam raz odejsc,ale po naszych klotniach to ja zawsze czuje sie jak
przewrazliwiona idiotka,ktora rani cudownego czlowieka. Kazda klotnie koncze
z ogtomnym poczuciem winy,ze krzywdze tego cudowgo mezczyzne. Bo on potrafi
byc cudowny,troskliwy,etc.Chociaz wczoraj powiedzial mi,ze jego uczucia
oslably. Myslalam,ze to bedzie ten,z ktorym dzieci,maly domek,etc.
Prosze o sensowne wypowiedzi:przejsciowy kryzys,czy czym predzej brac nogi za
pas?