zadra2
24.03.05, 11:54
pogodziłam się wstępnie z myślą, że on mnie zdradza, lub będzie zdradzał. W
przeszłości robił to wiele razy, sypiał z mężatkami, miał mnóstwo kontaktów z
netu, takich na jedną noc. On jest klasycznym kobieciarzem, babeczki lecą na
niego, a on potrafi zakręcić w głowie dosłownie każdej. Praktycznie
przestaliśmy z sobą sypiać.
Ale oprócz tego, jest cudownym kompanem do rozmowy, towarzyszem w różnych
eskapadach, itp. Ja nie chcę się z nim wiązać na całe życie. Teraz czerpię z
tego związku to, co najlepsze. Zrozumiałam, że jeśli go zostawię (a mam ku
temu wystarczające powody), to mogę tego bardzo żałować. Mimo jego zdrad. Nie
zmienię go, jesli o to chodzi, to wiem na pewno. Zawsze nowe doświadczenie,
zdobywanie kobiet bedzie dla niego pociągające. Ale on jest wciąż ze mną,
widać, ceni mnie najbardziej i wiem nawet, za co. Bardzo trudno byłoby
znaleźć kogoś, z kim czułby się tak dobrze, podobnie, jak mi. Więc trwamy.
Niewykluczone, ze kiedyś odejdzie do innej, ale ja moge zrobić to samo
wcześniej. Sprawdziłam to - miałam okazje do wielokrotnej zdrady, kobiecie
łatwiej jest znaleźć kogoś na niezobowiązujący seks. Nie robię tego, nie jest
mi to potrzebne, ale nad nim wisi ta swiadomość, że teraz jest jedna zasada:
oko za oko, ząb za ząb. On może flirtować, zdradzać - ale ja też. I dostaje
apoplekscji, gdy dzwoni do mnie telefon, a ja usmiecham sie tajemniczo. Role
sie odwracają - teraz on zaczyna byc o mnie zazdrosny. Tak sobie założyłam,
zobaczymy, czy taki układ się sprawdzi. Bo o związku juz nie ma mowy