Dodaj do ulubionych

po namysle...

24.03.05, 11:54
pogodziłam się wstępnie z myślą, że on mnie zdradza, lub będzie zdradzał. W
przeszłości robił to wiele razy, sypiał z mężatkami, miał mnóstwo kontaktów z
netu, takich na jedną noc. On jest klasycznym kobieciarzem, babeczki lecą na
niego, a on potrafi zakręcić w głowie dosłownie każdej. Praktycznie
przestaliśmy z sobą sypiać.
Ale oprócz tego, jest cudownym kompanem do rozmowy, towarzyszem w różnych
eskapadach, itp. Ja nie chcę się z nim wiązać na całe życie. Teraz czerpię z
tego związku to, co najlepsze. Zrozumiałam, że jeśli go zostawię (a mam ku
temu wystarczające powody), to mogę tego bardzo żałować. Mimo jego zdrad. Nie
zmienię go, jesli o to chodzi, to wiem na pewno. Zawsze nowe doświadczenie,
zdobywanie kobiet bedzie dla niego pociągające. Ale on jest wciąż ze mną,
widać, ceni mnie najbardziej i wiem nawet, za co. Bardzo trudno byłoby
znaleźć kogoś, z kim czułby się tak dobrze, podobnie, jak mi. Więc trwamy.
Niewykluczone, ze kiedyś odejdzie do innej, ale ja moge zrobić to samo
wcześniej. Sprawdziłam to - miałam okazje do wielokrotnej zdrady, kobiecie
łatwiej jest znaleźć kogoś na niezobowiązujący seks. Nie robię tego, nie jest
mi to potrzebne, ale nad nim wisi ta swiadomość, że teraz jest jedna zasada:
oko za oko, ząb za ząb. On może flirtować, zdradzać - ale ja też. I dostaje
apoplekscji, gdy dzwoni do mnie telefon, a ja usmiecham sie tajemniczo. Role
sie odwracają - teraz on zaczyna byc o mnie zazdrosny. Tak sobie założyłam,
zobaczymy, czy taki układ się sprawdzi. Bo o związku juz nie ma mowy
Obserwuj wątek
    • listek_a Re: po namysle... 24.03.05, 11:57
      Przeczytałas to co napisałas? ehhh.......
      • istna Re: po namysle... 24.03.05, 12:00
        A mi się to nawet podoba. Nie następna upokorzona kobieta roniąca łzy w
        poduchę, nie umiejąca odejść. Ładnie:) A może przy okazji facetowi się
        kuleczki w głowie wreszcie zderzą i zaskoczy, że w zdradzie jest coś nie halo?
        • listek_a Re: po namysle... 24.03.05, 12:03
          To zwiazek ma byc jakas konkurencja sportowa? Kto dłuzej wytrzyma?Ja chyba
          jestem jakas dziwna bo w ogole tego nie rozumiem!!!!!!!!!!!!!!!
          • istna Re: po namysle... 24.03.05, 12:11
            Zadra sama napisała, że to układ, a nie związek. Nie każdy ma domek z
            ogródkiem, czasem dobrze jest docenić to, co się ma i nie pragnąć tego, czego
            się mieć nie może.
            • listek_a Re: po namysle... 24.03.05, 12:13
              Myslisz ze nie moze miec normalnego faceta, ktory bedzie ja szanował?
              • zadra2 Re: po namysle... 24.03.05, 12:16
                nie wiem. Próbowałam, żaden mnie tak nie fascynował, jak on. Jaka mam
                gwarancję, że mi sie uda, że znajdę takiego, który spełni moje wszystkie
                oczekiwania? Ten jest najlepszy, kocham go. Ma tylko jedną wadę - ulega
                krótkotrwałym fascynacjom innymi kobietami. A czy jest ktoś w ogóle bez wad?
                Pytanie, co jest się w stanie zaaprobowac, aby być razem.
              • istna Re: po namysle... 24.03.05, 12:21
                Nie myślę tak:)
                Choć jak przeczytałam co napisałam, to też mi to tak zabrzmiało:)
                Nie umiem tego wytłumaczyć... Ale z tego co zrozumiałam, ona nie planuje być z
                nim po wieki.
                Podoba mi się jej podejście, tj. nie "Wybaczę ci wszystko, tylko przy mnie
                bądź, szlochu szlochu", ale "Dobra, przyjmuję twoje zasady" i szatański
                uśmieszek:) Nie jest to rozwiązanie, które ja sama bym wybrała, no ale każdy
                jest inny (ja już prędzej "szlochu szlochu", albo "spadaj" i potem w
                samotności "szlochu szlochu")
                Sorry Zadro, że tak o tobie w 3.os. piszę:)
                • listek_a Re: po namysle... 24.03.05, 12:28
                  Tylko najgorsze ze kocha. Bo bedzie WIELKIE SZLOCHU pradzej czy pozniej!
                  • istna Re: po namysle... 24.03.05, 12:29
                    Nie wiadomo, wygląda mi na silną i odporną kobietę. Jakoś myślę, że otrzepie
                    się i pójdzie dalej:)
        • zadra2 Re: po namysle... 24.03.05, 12:05
          no właśnie. Jeśli odejdę od niego - bedę cierpieć, może nie spotkam nigdy kogoś
          takiego, jak on. Wszak do tej pory mi się to nie udało. Poza
          sprawami "okołozdradzieckimi" dogadujemy się więcej niż wspaniale. Spróbuję
          zaaprobować jego zainteresowanie innymi kobietami, tak jak chorobę. Jeśli
          zobaczę, że sprawy brną za daleko - zainterweniuję albo odejdę. On też wie, że
          nie może zbytnio przeginać, potrafię wpaść w furię i go zostawić. A jeśli jemu
          te flirty są do czegoś potrzebne - cóż. Byle by to robił na tyle dyskretnie, by
          mnie nie ranić.
          • listek_a Re: po namysle... 24.03.05, 12:09
            a co dla Ciebie znaczy za daleko?Bo dla mnie to juz jest za daleko!
            • zadra2 Re: po namysle... 24.03.05, 12:21
              otóż to. Rozszerzam w tej chwili granice poznania, własnej tolerancji. Kiedys
              myslałam, że nie wybacze zdrady, zreszta przezyłam to odkrycie bardzo mocno.
              Ale kiedy stanęłam przed wyborem - zostawic go, czy zaakceptować te flirty -
              wybieram druga opcję. Wierzę, że póki jestem dla niego ważna, nie będzie brął
              za daleko. Zreszta, on twierdzi, że to nie zostało skonsumowane, były tylko
              telefony i wirtualny seks. Nie wiem, jak się zachowam, kiedy on zacznie
              faktycznie z kims sypiac, zacznie spędzać z inna więcej czasu, niż ze mną. Ale
              było tak, że miał do wyboru: spędzenie weekendu z tamta dziewczyną oraz ze mną.
              Bez konsekwencji, uwierzyłabym, że wyjechał w delegację. Wybrał mnie.
          • sagis Re: po namysle... 24.03.05, 12:09
            Oszukujesz siebie, bo inaczej w ogóle nie przejmowałabyś się tym, co on robi.
            Gdybyś umiała odejść, to już byś to zrobiła. Kobieta, która szanuje się, nie
            pozwoli, na coś takiego. Jego też oszukujesz.
            • zadra2 Re: po namysle... 24.03.05, 12:27
              nie rozumiem Twojego sposobu myslenia. Oczywiście, że gdybym umiała odejść, to
              bym odeszła. Ale go kocham, więc tego nie robię. Moje uczucie jest w stanie mu
              wybaczyć, nic na to nie poradze.
              Ja siebie szanuję, wierz mi. Ale rozumiem też jego - to jest silniejsze od
              niego, byc może powinien zacząć się leczyć na seksoholizm
              Jego nie oszukuję. Chciałam zerwać - nie pozwolił mi na to. Rozmawialiśmy długo
              i szczerze. On wie, że ja mam teraz konto w randkach, taki był mój warunek
              pozostania. Nie robie nic zdroznego, nie korzystam z niego, ale świadomość, że
              mogę, jest dla niego wystarczająca. Powiedziałam jasno: albo pełna kontrola,
              szczerość, etc, albo oboje robimy to samo. Ty masz konto - ja też. Ty dzwonisz
              do kobiet - ja do mężczyzn. Ty uprawiasz wirtualny seks - mi też na to pozwól.
              To wcale nie znaczy, że ja to będę robić. Raczej wątpię. Ale on ma świadomość,
              że teraz sam kręci sobie sznur na szyi. A taka możliwość jest dla mnie wentylem
              bezpieczeństwa - w razie czego, sięgnę po te środki.
              • listek_a Re: po namysle... 24.03.05, 12:31
                To po co poprzedni watek jak teraz sama nam tłumaczysz o co chodzi?
                • zadra2 Re: po namysle... 24.03.05, 12:51
                  pomyłkowo założyłam nowy wątek, tamten tekst mial iść jako odpowiedz na moim
                  starym
                  sorki
          • joa1001 Re: po namysle... 25.03.05, 21:44
            Nie wierzę w to co piszesz. Czytałam Twój wątek na innym forum, tam nie byłaś
            taka twarda. Myslę ze próbujesz siebie okłamywać i tłumaczyć ze nadal z nim
            jesteś. Siebie oszukujesz a to niebezpieczne. On sie nie zmieni. Ty go kochasz,
            więc nie wytrzymasz tego. Piszesz ze prawie nie sypiacie ze sobą. Za dużo złego
            wydarzyło się miedzy wami, choc probujesz oddalic to od siebie. Wypisz wymaluj-
            mój były ( po tym całym opisie wielowątkowym).A ja myslałam ze to egzemplarz
            unikatowy. Szloch w poduszkę dopiero Cię czeka. Ale obym się myliła...
            Ty nie jestes taka twarda na jaką sie zgrywasz. Zadna kobieta nie zasługuje na
            coś takiego
            • zadra2 Re: po namysle... 25.03.05, 22:25
              sama nie wiem. Chyba faktycznie próbuję zbudować sobie pancerz ochronny, bo
              trudno mi pogodzic się ze świadomościa, że w jego zyciu sa inne kobiety. Ale
              tyle razy próbowalam go rzucić, a on ciągle do mnie wraca. Ja szaleję, miotam
              sie, a on zachowuje się, jakby nigdy nic. Czuje się jak w matni, nie umiem
              skutecznie się z nim rozstać. Więc wpadłam na pomysł, że spróbuję zaaprobować
              to, co jest złe w jego zachowaniu.
    • sagis Re: po namysle... 24.03.05, 12:01
      zadra2 napisała:

      >Bo o związku juz nie ma mowy
      --------

      To po co Ci to? Czy tylko tego chcesz, co on Ci teraz daje?
      Najpierw piszesz, że czerpiesz z tego związku, co teraz jest dla Ciebie
      najlepsze, a później piszesz, że nie będzie z nim związku.
      Jest między Wami walka i rywalizacja.
      • listek_a Re: po namysle... 24.03.05, 12:04
        I tu sie z Toba Sagis zgadzam!!!!:))
    • koaa Re: po namysle... 24.03.05, 12:10
      ale wiesz jest pewna różnica
      dziewczyna która daje na lewo i prawo jest nazywana dziwka
      a jak facet sie łajdaczy to z niego niezły gosc
    • zadra2 Re: po namysle... 24.03.05, 12:13
      zaczynam nabierać poczucia własnej wartości. On wie, że jest mu ze mną dobrze,
      że nie znajdzie tak łatwo drugiej takiej, z którą udałoby mu się osiągnąć
      bliskość, porozumienie na wielu płaszczyznach. Skąd wie? Bo był z wieloma
      kobietami, dłużej, krócej i na jedną noc, a trwa właśnie przy mnie. Nie chce
      mnie zostawić, jak go rzucam - błaga o powrót. Nie będzie ryzykować, że mnie
      utraci na zawsze.
      A jeśli się zdarzy tak, że jednak mnie zostawi - trudno. Jest wolny, widać
      uzna, że z inna będzie szczęśliwszy. Nie jest moją własnością, nie mam prawa go
      zatrzymywać siłą. Jesli kogoś kochasz - puść go wolno. Jeśli wróci do Ciebie -
      jest Twój, a jesli odejdzie - nigdy go nie było.
      Jego seksoholizm jest prawdopodobnie chorobą, wynika z doświadczenia, nawyków,
      lęków przed zaangażowaniem, będziemy nad tym pracować.
      Tak - pisałam o związku, ale wycofuję sie z tego określenia, bo związek to
      zaufanie i wiernośc etc. Nazywam to układem, relacją, żeby nie mieszać pojęć,
      którymi sie tutaj posługujecie. Ale kocham go naprawdę
      • listek_a Re: po namysle... 24.03.05, 12:17
        Przestaje komentowac, bo to bez sensu jednak.Ty masz taki sposob zycia i Twoja
        sprawa,masz prawo.Tylko ostatnie pytanie, jak on tak szaleje to nie boisz sie
        chorob?Ze Cie czyms zarazi?Taka kwestia techniczna.
        • lena_zet Re: listeczku 24.03.05, 12:56
          ja i ty żyjemy w tym samym świecie, który dla autorki wątku jest zbyt odległy i
          niezrozumiały.Nie denerwuj się :)
          • listek_a Re: listeczku 24.03.05, 13:03
            Masz racje, juz nic nie mowie!
    • miawalles Re: po namysle... 24.03.05, 13:00
      ale musisz mieć mocne nerwy, kobieto!!!
      współczuję:(
      • listek_a Miawalles! 24.03.05, 13:02
        Co u Ciebie?Przeniesli Cie w koncu czy nie?
        • miawalles Re: Miawalles! 24.03.05, 13:12
          Własnie się przygotowuję do przejścia:)) Dlatego mam pełne ręce roboty:))
          A co u ciebie? wiosennie? "Zając" kupiony?:)
          • listek_a Re: Miawalles! 24.03.05, 13:23
            u mnie dzisiaj czadowo:) mam usmiech na twarzy jak jakis głupek:)Zajacow nie
            kupuje. Moj facet juz z tego wyrosł:))
            Podskoczyłabym sobie chetnie z radosci:))
            • miawalles Re: Miawalles! 24.03.05, 13:44
              Mi też humoer sprzyja:)))
              My z zająca nie rezygnujemy, baaa!!! ja jeszcze chowam;)
      • zadra2 Re: po namysle... 24.03.05, 13:04
        kwestia wprawy, długoletnich ćwiczeń i ustalenia sobie priorytetów :-))
        To, co robię, jest jedynym sposobem, żeby go zatrzymać. Jeśli będę go wiązać na
        siłę i zabraniać - i tak będzie mnie zdradzał, albo odejdzie. A tak - może
        nałoży sobie wewnętrzne cugle, na zasadzie: nie czyń drugiemu, co Tobie nie
        miłe. A jak sie nie uda - trudno. Przynajmniej będę wiedziala, że zrobiłam
        wszystko, co było w mojej mocy
        • miawalles Re: po namysle... 24.03.05, 13:13
          to ja jednak zdecydowanie wole trenowac coś innego:)
          powodzenia w takim razie:) i stalowych nerwów:)
    • dobrydzien Re: po namysle... 24.03.05, 14:06
      Prędzej czy póżniej pozna kobietę która nie zaakceptuje takiego układu, Ty
      będziesz z czasem coraz mniej aktrakcyjna ( nie chodzi o fizyczność ) i
      odejdzie bez szemrania i łez bo przecież godziłaś na to.

      uciekaj , uciekaj nawet jesli kochasz
      • zadra2 Re: po namysle... 24.03.05, 14:14
        on odejdzie, albo ja odejdę. To jest wpisane w ten związek, wiem o tym. Ale
        zastanawia mnie jedno - jeśli tak wiele mężczyzn - w tym mój - bagatelizuje
        problem zdrady (nie mówię o graniu na dwa fronty, tylko przelotnych romansach),
        mówi, że to nie ma znaczenia, wpływu, etc na związek - to czemu nie mam zacząć
        myślec ich kategoriami. Na mój układ tamta histria nie miała wpływu, on jest
        teraz bardziej czuły i kochający, jak nigdy przedtem. Jeśli jest im to tak
        potrzebne, a jednocześnie nie zagraża poważnie rozpadem relacji, to ja nie będę
        rozdzierać szat. Ale jeśli poczuję, że on mnie zaniedbuje, że nasze
        porozumienie zanika - wtedy sama odejdę.
    • kobieta_na_pasach gratuluje dobrej samooceny 24.03.05, 14:22
      ja ci powiem, dlaczego on jest z toba. nie dlatego, ze cie ceni, tylko dlatego,
      ze malo ktora jest tak naiwna i milosierna. no, ale swiat sklada sie takze z
      takich niebożątek, jak ty, i z takich sku..eli - jak ona. caly szkpul w tym,
      aby to nieboże i ten sku..el na siebie wpadli. wowczas beda stanowili zgrany
      duet. czego wam z okazji swiat serdecznie zycze.
      • zadra2 Re: gratuluje dobrej samooceny 24.03.05, 15:15
        może masz rację - czas pokaże. W sumie, dalam mu niezłego czadu, wyczułam
        wcześnie, co sie kroi i rozpracowałam go w try miga. Więc naiwna raczej nie
        jestem, bo nie dałam się oszukać. Jesli nie chciałby być ze mną, to by miał
        1000 okazji, żeby odejść - znalazłyby sie szybko pocieszycielki, a ja tez o
        niego nie walczę. A jednak trwa przy mnie, zabiega o mój czas, nadskakuje. Nie
        lepiej byłoby mu zyć samemu i bez stresów poznawać kolejne panienki?
        • katja Re: gratuluje dobrej samooceny 24.03.05, 16:59
          Jest mu z toba cudownie, milo i wesolo, jestescie najlepszymi kumplami...no
          wlasnie, tylko to! On ciebie nie kocha stad te zdrady. A co sie stanie gdy on
          nagle zakocha sie w ktorej ze swoich kochanek? Po prostu ciebie zostawi. Na
          razie nie trafil na swoja, ta jedna wybrana.
          Ciebie ma , bo zadna inna nie chciala pojsc na takie uklady; zeby ja zdradzal.
          Moze nawet probowal (co ty o tym wiesz) ale takiej naiwnej nie spotkal.
          Z toba ma swietny kontakt ale pomysl jak spotka inna dziewczyne z ktora tak samo
          dobrze sie dobierze a na dodatek zakocha???? Co z toba? Bedziesz jeszcze
          przezywala, bedziesz bardzo nieszczesliwa, mimo ze teraz oszukujesz siebie ,ze
          to dobre wyjscie.
          • jolla32 oj zadra przemyśl sprawę 24.03.05, 21:44
            wiesz wydaje mi się Zadra, że właśnie trafiłam na takiego gościa jak ten
            Twój ... seksoholizm hmm, czaruś netowy napewno wysokich lotów, pojawił się
            kilka razy, zabawiliśmy się i zniknął ... nie powiem było interesująco, ale
            ODRAZU mi wpadło do głowy ... facet ucieka od swojej kobiety - to po nich
            kurcze zawsze widać w końcu nie można ciągle grać ... no i tak sobie myślę, że
            już o nim w zasadzie zapomniałam...a tamta może ma podobne dylematy do Twojego,
            a ON hmmm goni kolejnego króliczka ... wiązanie się z emocjonalnym poparańcem
            (sorry że tak to nazywam, ale myślę, że tak jest) to cholerne ryzyko i problemy
            nieszczęśliwości jako "bonus" układu ... nie cierp na własne życzenie ...
    • natural7 Re: po namysle... 25.03.05, 01:57
      Tak uda Ci się. Zmianisz go. Już zaczął być o ciebie zazdrosny napewno uda Ci
      się go zmienić. (Ale dzisiaj w nocy mam ubaw.)
      KOBIETO CZY TY NIE ZDAJESZ SOBIE SPRAWY, ŻE SAMCÓW JEST NA ŚWIECIE PONAD 3
      MILIARDY.
    • rapsodiagitana Re: po namysle... 25.03.05, 19:46
      Hmm... Próbujesz do sprawy podejść racjonalnie, to przemyśl sobie też to, że z
      seksu to też czasem się dzieci biorą, że choroby się tak przenosi. I to może
      być problem... Pomyśl, że skoro nie potrafisz tego nazwać związkiem to...
      trudno tu tak naprawdę mówić o miłości, nie da się mówić o rodzinie. Pomyśl, że
      oboje w gruncie rzeczy jesteście skazani na samotność, bo to relacja bez
      przyszłości. Że inwestujesz swoje uczucia, czas, zaangażowanie w coś bez
      przyszłości. Pomyśl wreszcie, że skoro ewentualność flirtu, romansu i
      przelotnego seksu traktujesz jako potencjalną broń, to taka sytuacja może w
      końcu nieźle popaprać emocjonalnie również ciebie... Jeśli tej broni w czysto
      wyrachowany sposób użyjesz.
    • wiruska Re: po namysle... 25.03.05, 20:09
      A nie szkoda życia na takie gierki? Największą krzywdę robisz sobie samej.
    • zadra2 Re: po namysle... 25.03.05, 21:18
      no tak, trudno nie odmówić wam racji. Moja postawa jest aktem desperacji,
      rozpaczy przed utratą tego męzczyzny. Pewnie, że wolałabym, żeby był mi wierny.
      Ale on nie potrafi. Ma to chyba w genach. Idziemy do sklepu, automatycznie
      zaczyna uwodzić ekspedientki. Każdą kobietę traktuje jako potencjalną zdobycz.
      Musi ciągle zdobywać, potwierdzać się, sprawdzać. Ale nie potrafie go zostawić,
      próbowałam, on wraca jak bumerang, nie daje mi spokoju, aż w końcu mięknę.
      Zresztą, jest mi bez niego źle. No to sobie wymysliłam, że spróbuję
      zaakceptować jego skoki w bok, bo po każdym i tak wraca do mnie. Ale macie
      rację - to jest bez sensu. Zazdrość i tak mnie zżera, mimo solennych
      postanowień. Tylko jak się od niego uwolnić, to jest już jak nałóg.
    • joa1001 Re: po namysle... 25.03.05, 21:35
      Przegrasz w tej grze. Ja tez tak próbowałam. Wyszło bez sensu. szkoda waszego a
      głownie TWOJEGO czasu. Znam ten typ facetów, nie polecam.
      • zadra2 do Joa 25.03.05, 21:46
        Joa, czy możesz mi w takim razie pomóc? Napisz na priva, co wiesz, rozpaczliwie
        potrzebuję pomocy i gubię się juz w tym wszystkim :-((
        • joa1001 Re: do Joa 25.03.05, 22:27
          Napisałam do Ciebie, strasznie nieskładnie, ale stare czasy się przypomniały
          • zadra2 Re: do Joa 26.03.05, 10:11
            odpisałam, wielkie dzieki. Trzymaj się!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka