hiacynta
25.06.02, 10:18
jestem młodą osobą z wykształceniem policealnym, znalazłam pracę jako
sekretarka - asystentka, dla jednych może to nic nadzwyczajnego, ale dla mnie
było super biorąc pod uwagę dzisiejszy rynek pracy i wymagania. Na początku
przechodziłam proces przyzywczajania się do swojego miejsca pracy i wczuwania
się w klimat firmy. Po pewnym czasie popadłam w małą depresję, bo stwierdziłam,
że nie jest to praca dla takiej osoby jak ja, ja zawsze marzyłam o pracy z
ludźmi, a tak siedzę zamknięta całymi dniami w sekretariacie i jedyną osobą
jaką widuję jest szef i jego goście. Mój chłopak bardzo mi pomagał i przekonał,
żebym się czymś wykazała i prawdziwie zainteresowała swoją pracą. Postanowiłam
tak zrobić. Kiedy szef wyjechał do Anglii zostałam sama, więc zrobiłam porządek
w moim królestwie, zweryfikowałam bazę, powyrzucałam stare, niepotrzebne
papierki i ogarnęłam sekretariat. Po powrocie okazało się, że szef nie jest
zadowolony z nowego wyglądu sekretariatu. Nie podobało mu się, że przestawiłam
komputer o 20 centymetrów dalej i że zawiesiłam kalendarz na ścianie. Chciałam
coś zmienić ożywić to martwe pomieszczenie, które przecież jest wizytówką
naszej firmy, ale nie wolno mi niczego zrobić bez jego zgody, a wszystko co
robię mu się nie podoba. Z przykrością usunęłam wszystko i jest jak dawniej
szaro i ponuro. Tutaj nikt się do niczego nie przykłada, a ja chciałam coś
zmienić. Przyniosłam pięknego kwiatka w doniczce, żeby było milej, a szef kazał
go wyrzucić. Mam 23 lata, w domu ciągle przestawiam meble, zmieniam ubrania,
ubieram się na kolorowo, a jak przychodzę do pracy to zżera mnie przygnębienie.
Nie mogę zmienić pracy bo to nie jest łatwe, a i zarobki pozwalają mi na
opłacenie studiów i jakieś tam doświadczenie już jest, poza tym mam umowę na
stałe. Jednak z drugiej strony przychodzę tutaj raczej niechętnie.