ya_bolek
13.09.04, 18:30
- Nie mogę, po prostu nie mogę uznać tego za miłość. Bicia serca, szaleństw w
łóżku, na łące, romantycznych nocy, wieczorów przy ptakach, przy świecach,
przy winie, przy ognisku, tęsknoty, zazdrości, szukania schronienia w
ramionach drugiej osoby.
- A co to jest, jeśli nie miłość?
- Dokładnie to, co powiedziałem, bicie serca, szaleństwa w łóżku, na łące,
romantyczne noce, wieczory przy ptakach, przy świecach, przy ognisku, przy
winie, tęsknota, zazdrość, szukanie schronienia. Przyjemność, taka sama yakę
czerpiemy z jedzenia czekolady, picia piwa, wódki, palenia trawki.
- No dobrze, to czym zatem według Ciebie jest miłość?
- Miłość to coś, co potencjalnie możemy dać i otrzymać od każdego człowieka.
Miłość bez warunków, bez osądzania, bez wypominania z kim spędzamy czas za
dnia i w nocy, do kogo się modlimy, na jakiej platformie sprzętowej pracujemy,
ile pieniędzy zarabiamy, profilu twarzy, uda, rozmiaru biustu oraz
współczynnika inteligencji.
- To dlaczego ludzie wyznają sobie miłość?
- Bo boją, wstydzą się powiedzieć „masz coś czego potrzebuję”, „masz coś, na
co masz ochotę. Musisz przyznać, że znacznie nobliwiej brzmi „kocham Cię” niż
„chcę Cię”. Wycierają sobie miłością swoją wstydliwą gębę.
- Zatem małżeństwo według Ciebie jest?
- Kontraktem. Niczym innym jak kontraktem, związkiem obwarowanym mnóstwem
warunków. Nie spełniasz warunków – łamiesz kontrakt. Spędzasz za dużo czasu z
kimś innym – łamiesz kontrakt. Prześpisz się z kimś innym – łamiesz kontrakt.
Przeznaczasz zbyt dużo pieniędzy dla siebie – łamiesz kontrakt. Partner
więdnie i przestaje być atrakcyjnym dla Ciebie, nie żarzy Cię jego/jej ciało,
pieszczoty – łamiesz kontrakt.
- Kontraktem! To brzmi jak jakaś umowa handlowa ale przecież małżeństwo to
sakrament!
- Słowa te wypowiedziane przez księdza na moim ślubie do dziś dzwonią mi w
uszach jak puste butelki po piwie. Szukaj u księdza porady małżeńskiej ślepego
pytaj się czy dobrze wyglądasz.
- Ale przecież małżeństwo z założenia ma trwać aż do śmierci jednej ze stron,
kontrakt to coś, co zwykle zawiera się na czas określony, przy czym zawsze
jasno określone są zasady odstąpienia od kontraktu.
- Właśnie dlatego małżeństwo jest tak trudnym, wręcz niemożliwym do
zrealizowania kontraktem bez wielkich poświęceń, bez wyrzekania się samego
siebie. A ludzie czynią ten kontrakt jeszcze trudniejszym wmawiając sobie, że
jest on oparty na miłości bez warunków.
- Ale jeśli znajdzie się „tą drugą połówkę”...
- Nie ma żadnej drugiej połówki. Człowiekiem nie jesteś, czlowiekiem się
stajesz, zmieniasz sie dojrzewasz. Możesz znaleźć osobę, która Cię dopełnia
„tu i teraz” zaś „tam i potem” będzie tylko kulą u nogi. No, chyba że oboje
zamrożą swój rozwój z chwilą zawarcia związku.
- W takim razie, po co wogóle zawierać ten kontrakt?
- ???? Gdyby tak naprzód znać jaki finał to nikt by tańca nie rozpoczynał....