Dodaj do ulubionych

Co byście zrobiły......

11.05.05, 10:08
Co byście zrobiły w takiej sytuacji:
Chłopak jest z dziewczyną 13 lat, jest fajnie, firma, kasa, miłość itp. W
pewnym momencie wszystko się wali, straszne długi, facet zaczyna pić. Ona mu
pomaga, wysyła na odwyk, jest z nim, ale nic to nie daje. Po powrocie zaczyna
pić znowu, więcej, startuje z łapami do rodziców, niemiło zachowuje się do
niej.
Czy wyprowadziłybyście się od niego i zaczełybyście układać sobie życie na
nowo, czy może próbowałybyście dalej??
Dzisiaj u mnie w pracy rozgorzała dyskusja na ten temat. Zdania były bardzo
podzielone i różne argumenty. Ciekawa jestem opinii innych. Opisana sytuacja
jest niestety prawdziwa.
Obserwuj wątek
    • kalina42 Re: Co byście zrobiły...... 11.05.05, 10:11
      najlepiej zwrócić się do AA.Oni wiedzą ,jak pomóc osobie współuzależnionej
    • dardetka Są dwa wyjścia... 11.05.05, 10:14
      Ona się poświęci i będzie próbowała go dalej wyciągnąć, a doprowadzi do tego że zrujnuje sobie życie, co po latach będzie gorzko wspominać. Albo postawi sprawę stanowczo: wóda albo ja. Jeśli wybierze wódę, to ona robi w tył zwrot i (zależnie na kogo jest mieszkanie) on ląduje u mamusi albo ona :) Ja jestem osobiście za tym drugim rozwiązaniem. Nie widzę sensu w poświęcaniu swojego życia na alkoholika...
    • grogreg Re: Co byście zrobiły...... 11.05.05, 10:14
      Na dobre i na zle?
      Czy ktos jeszcze, oprocz mnie, w to wierzy?
      • mamdylemat Re: Co bys´cie zrobi?y...... 11.05.05, 10:19
        ja w to nie wierze... jestem goraca wrecz zwolenniczka tego. nie wyobrazam
        sobie zostawic mojego faceta (i na odwrot) w sytuacji kryzysowej. wiem, bo mam
        to juz za soba. warto walczyc.
        • pietrek666 Re: Co bys´cie zrobi?y...... 11.05.05, 10:23
          Nie wierzysz w na dobre i na złe, ale faceta nie zostawisz? Nie qmam :(
      • pietrek666 Re: Co byście zrobiły...... 11.05.05, 10:22
        Ja wierzę.
        Czytając takie pseudopoważne wątki, nachodzi mnie taka myśl: Rozwód jest
        najczęściej używaną metodą rozwiązywania problemów rodzinnych.
        Chrapie - rozwód
        Całuje za często - rozwód
        Całuje za rzadko - rozwód
        Za często chce się kochać - rozwód
        Jest oziębły - rozwód
        Pierdzi - rozwód
        No żesz qrwa opanujcie się kobity z tymi rozwodami!!!
        • poto333 Re: Co byście zrobiły...... 11.05.05, 10:23
          zgadzam się
        • miawalles Re: Co byście zrobiły...... 11.05.05, 10:27
          nie przesadzaj, Pietrek. zycie nie jest takie czarno-białe. a rozówd wcale nie
          jest najprostszym wyjściem. najprościej jest własnie siedzieć i tkwić w
          marazmie i czekać na mannę z nieba, a może coś sie zmieni...
          • pietrek666 Re: Co byście zrobiły...... 11.05.05, 10:32
            Ja mówię o podpowiedziach niektórych kobiet z FK. Wiem, wiem, że nie należy się
            sugerować nimi, ale hipotetycznie rzecz ujmując ja parę razy, a małża pewnie
            jeszcze więcej powinniśmy złożyć wniosek o rozwód. My staramy się przezwyciężać
            kryzysy i przeciwności, a nie uciekać od razu do rozwodu. Ło tło mnie chłodzi
            • miawalles Re: Co byście zrobiły...... 11.05.05, 10:38
              wiem, o co Ci chodzi. tylko niektórych rzeczy, mimo usilnych starań, rozmów,
              prób, nie przejdziesz i wtedy pozostaje ostateczne rozwiązanie. ja jestem
              raczej wybuchowa, ostra i wstyd się przyznac, ale uciakm od problemów, nie
              potrafie ich rozwiązać. staram się bardzo, angazuję, ale do czasu. kiedy nie
              widzę oddźwięku z drugiej strony, przestaję walić głową w mur:(
      • krysica Re: Co byście zrobiły...... 11.05.05, 10:23
        W zdrowiu i chorobie....ja w to wierzę a raczej wierzyłam....czeka ją syzyfowa
        praca....
        • grogreg Re: Co byście zrobiły...... 11.05.05, 10:32
          Skad ta pwenosc kleski?
          • krysica Re: Co byście zrobiły...... 11.05.05, 10:34
            No...po przejściach jestem....swierzo...
            • grogreg Re: Co byście zrobiły...... 11.05.05, 10:37
              Swierzo?
              Moze z perspektywy czasu inaczej bedziesz na to patrzec?
              • krysica Re: Co byście zrobiły...... 11.05.05, 10:42
                Mam nadzieję...
      • kiciorun Re: Co byście zrobiły...... 11.05.05, 10:24
        a misje matki teresy też wierzysz?? na dobre i na złe...piękne teoretycznie.
        Wiele kobiet tak się męczy i męczyło całe życie. Więc zapytam w imie czego
        kobieta ma marnować swoje życie?? w imie miłości. Nie powiesz mi chyba że
        alkoholika krzywdzącego całą rodzinę, którego próbujesz nawracać od 10 lat
        można pokochać. Alkoholizm to choroba społeczna- pociąga za sobą ogromne
        konsekwencje. Kobieta, która przez męża alkoholika zostaje strzępem człowieka,
        nie bedzie w stanie normalnie życ i wychowywac dzieci. O krzywdzie, która jest
        wyrządzana dzieciom w takich przypadkach, nie wspomne, bo a dużo by pisać. Mąż
        alkoholik krzywdzi rodzinę, ale i następne pokolenia- swoich wnuków i
        prawnuków.
        • dardetka Nie jestem za poświęcaniem swojego życia 11.05.05, 10:27
          dla ALKOHOLIKA. Każdy ma prawo być w życiu szczęśliwy, więc dlaczego ona ma się męczyć?? Poza tym jeśli ten men będzie czuł, że cokolwiek zrobi to ona mu wybaczy i przygarnie do łona, to będzie pił coraz więcej. Bo ona mu przecież wybaczy. Ale jak dostanie kopa i zostanie sam to się może opanuje...
        • grogreg Re: Co byście zrobiły...... 11.05.05, 10:33
          A jezeli to ona pije, cpa, uprawia hazard?
          • dardetka Tak samo. 11.05.05, 10:44


            • grogreg Re: Tak samo. 11.05.05, 10:47
              To samo?

              Smutne.
              • dardetka On jest człowiekiem ona też.Więc czemu nie? 11.05.05, 10:57
                Czasem brutalne sposoby są najlepsze. Najważniejsze to nie pobłażać...
                • grogreg Re: On jest człowiekiem ona też.Więc czemu nie? 11.05.05, 11:01
                  Liczylem chocby ma plciowa solidarnosc.
                  • kiciorun Re: On jest człowiekiem ona też.Więc czemu nie? 11.05.05, 11:26
                    nie licz ani na solidarnosc ani na litosc. nie ma poblazania
                    • grogreg Re: On jest człowiekiem ona też.Więc czemu nie? 11.05.05, 11:29
                      Zawsze draznili mnie niepoblazliwi ludzie. Szczegolnie iz to niepoblazanie nie
                      dotyczylo ich samych.
                      • dardetka Nie jestem alkoholikiem i nie pobłażam 11.05.05, 11:39
                        alkoholikom. Nie jestem narkomanką, hazardzistką, palaczką i tym ludziom nie pobłażam. To nie są choroby, ale nałogi. Choroba to coś, co cię dopada niezależnie od ciebie. A nałóg wypracowywujesz sobie sam. Poza tym pobłażanie w tych wypadkach do niczego dobrego nie prowadzi.
                        • grogreg Re: Nie jestem alkoholikiem i nie pobłażam 11.05.05, 12:04
                          AIDS to choroba?
                          • basbusaa Re: Nie jestem alkoholikiem i nie pobłażam 11.05.05, 12:14
                            AIDS to choroba, nie nałóg. Jeżeli patrzysz na to jako na coś w wyniku
                            rozwiązłego życia to tak można patrzeć na każdą chorobę. Na raka, bo np. nie
                            odżywał się odpowiednio, palił papierosy, na choroby serca, bo sport był mu
                            obcy, wątroba, bo źle jadł i zażywał leki itp. Na AIDS nikt świadomie nie
                            zachoruje a alkoholizm jest świadomy. Poza tym AIDS to nie tylko kontakty
                            seksualne, ale i przez inne sposoby też można się zarazić.
                            • kryzysowa_narzeczona75 Re: Nie jestem alkoholikiem i nie pobłażam 11.05.05, 12:20
                              Alkoholizm swiadomy??? Zalecam odpowiednia literature, bo glowa mnie boli i nie
                              chce mi sie pisac wykladu :)
                              • pietrek666 Re: Nie jestem alkoholikiem i nie pobłażam 11.05.05, 12:32
                                Khie khie Alkoholizm swiadomy!!! To brzmi jak upragniona wpadka :DDDDDD
                            • grogreg Re: Nie jestem alkoholikiem i nie pobłażam 11.05.05, 13:39
                              Wyczerpalas temat. Kazda dysfunkcja organizmu to choroba.
                              Dotyczy to rozniez psychiki. Nalug to brak kontroli nad tym co sie robi.
                              To jest choroba.
                        • kryzysowa_narzeczona75 Re: Nie jestem alkoholikiem i nie pobłażam 11.05.05, 12:19
                          Coz to za dziwna definicja choroby?? Alkoholizm, narkomania, hazard sa uznawane
                          za choroby i tak nalezy je traktowac.
                          • basbusaa Re: Nie jestem alkoholikiem i nie pobłażam 11.05.05, 12:23
                            Dla mnie to nie są choroby i nigdy nie będą. Jeżeli pijesz to na własne
                            życzenie, jeżeli ćpasz to na własne życzenie i jeżeli przegrywasz całą kasę w
                            kasynie to też na własne życzenie. Nikt Ci na siłę do gardła wódki nie wlewa.
                            • grogreg Re: Nie jestem alkoholikiem i nie pobłażam 11.05.05, 13:51
                              Wlasnie ze wlewa. I to jest istota alkoholizmu - brak kontroli nad tym co sie
                              robi.
                          • kraxa Kryzysowa- masz w bliskim otoczeniu alkoholika? 11.05.05, 12:56
                            Ja mam. I wiem, ze to jest wynik czesto egozimu, braku checi do brania sie z
                            zyciem za bary. Zapijanie problemów, a zona wspiera. Po 30 latach to jest wrak
                            czlowieka. A nie kazdy w jego rodzinie powiela ten model. Ja tez uwazam, ze
                            kazdy alkoholik SAM SOBIE NA GLOWE sciagnal swoja przypadlosc. I nie smiem
                            nikogo namawiac, ani oczekiwac, ze bedzie niosl nie swój krzyz za kogos.
                            • grogreg Re: Kryzysowa- masz w bliskim otoczeniu alkoholik 11.05.05, 15:04
                              A ja myslalem ze jak sie z kims wiazemy to zgadzamy sie niesc jego "krzyz" w
                              zamian oczekujac tego samego.
                              • basbusaa Re: Kryzysowa- masz w bliskim otoczeniu alkoholik 11.05.05, 15:08
                                Bez przesady. Jeśli jest to choroba lub inne podknięcie w życiu to ok, ale nie
                                z powodu pijaństwa.
                                • grogreg Re: Kryzysowa- masz w bliskim otoczeniu alkoholik 11.05.05, 15:24
                                  Alkoholizm, czy jak wolisz pijanstwo jest choroba, choroba leczon, aczkolwiek
                                  niewyleczalna. Twoje arbutralne zdanie nie ma tutaj znaczenia.
                                  To jest choroba. To akcjomat.
                                  • basbusaa Re: Kryzysowa- masz w bliskim otoczeniu alkoholik 11.05.05, 15:28
                                    A jak piję za dużo kawy i mam z tym problem, terroryzuję rodzinę i wydaję całą
                                    kasę na kawę to też jest to choroba??
                            • kryzysowa_narzeczona75 Re: Kryzysowa- masz w bliskim otoczeniu alkoholik 11.05.05, 15:20
                              Czy mam? Nie, ale mialam. Skoro tak szczerze rozmawiamy, to moj ojciec byl
                              alkoholikiem. Obecnie od niedawna prowadze grupy terapeutyczne dla dzieci
                              alkoholikow i DDA, praca magisterska rowniez tematycznie zwiazana z
                              alkoholizmem i DDA, doktorat zaplanowany rowniez w tym temacie, wiec tak -
                              jestem swiadoma co to jest alkoholizm i kto to jest alkoholik. Ale nawet w
                              chorobie alkoholowej nic nie jest albo czarne albo biale - sa rozne odcienie
                              szarosci...
    • basbusaa Re: Co byście zrobiły...... 11.05.05, 10:24
      Ale czy warto walczyć bez końca nie patrząc na to, że ten człowiek niszczy nie
      tylko swoje ale i Twoje życie? Pośrednio też m.in. Twoich rodziców, bo oni
      przeważnie wiedzą o całej sytuacji i też dla nich jest to problem.
    • basbusaa Re: Co byście zrobiły...... 11.05.05, 10:27
      A poza tym alkoholizm to dla mnie nie choroba. To nałóg w który wpada się na
      własne życzenie, tak jak papierosy lub narkotyki. Choroba to rak, problemy z
      sercem itp. Nie wiem dlaczego ludzie określają alkoholizma jako chorobę i nigdy
      tego nie zrozumiem.
      • poto333 Re: Co byście zrobiły...... 11.05.05, 10:33
        zasięgnij porady u ludzi kompetentnych,którzy zajmują się tym na co dzień.Nie
        poddawaj się ,walcz o Niego
    • landrynka8 Re: Co byście zrobiły...... 11.05.05, 10:36
      Alkoholizm to jest choroba, którą sie leczy. W zasadzie to cała rodzina powinna
      w tym uczestniczć.
      Jezeli Twój mąż CHCE sie wyleczyć, robi wszystko aby było lepiej, to uwazam że
      nalezy pomóc, wesprzeć go. Nie można zostawiać kogoś, komu podwinęła się noga w
      życiu.
      Kazdego to moze spotkać (nie tylko tych słabych psychicznie) a wtedy
      chcielibyśmy aby nas ktoś zrozumiał, pomógł.

      Natomiast jeżeli facet nie rokuje nie ma sensu marnowac życia dzieciom (które
      mają prawo do normalnego zdrowego dzieciństwa) i sobie.

      Musisz sama w swoim sumieniu rozstrzygnąć co zrobić.

      • basbusaa Re: Co byście zrobiły...... 11.05.05, 10:41
        To nie jest mój mąż i nie moja sytuacja. Na szczęście. Są razem 13 lat bez
        ślubu i bez dzieci.
        • dardetka No to widmo rozwodu odpada... 11.05.05, 10:45
          ...czym się co niektórzy gorszą...
      • grogreg Re: Co byście zrobiły...... 11.05.05, 10:46
        landrynka8 napisała:

        > Alkoholizm to jest choroba, którą sie leczy.

        Alkoholizm sie leczy. Ale sie nie wylecza, niestety. Znam wielu trzezwych
        alkoholikow. Jednym sie udaje utrzymac w tym czasie innym nie.

        > W zasadzie to cała rodzina powinna
        > w tym uczestniczć.

        To prawda.

        > Jezeli Twój mąż CHCE sie wyleczyć, robi wszystko aby było lepiej, to uwazam
        że
        > nalezy pomóc, wesprzeć go. Nie można zostawiać kogoś, komu podwinęła się noga
        w
        >
        > życiu.

        No, latwo sie teraz skresla ludzi.

        > Kazdego to moze spotkać (nie tylko tych słabych psychicznie) a wtedy
        > chcielibyśmy aby nas ktoś zrozumiał, pomógł.
        > Natomiast jeżeli facet nie rokuje nie ma sensu marnowac życia dzieciom (które
        > mają prawo do normalnego zdrowego dzieciństwa) i sobie.

        Tylko jak odroznic jedno od drugiego.

        > Musisz sama w swoim sumieniu rozstrzygnąć co zrobić.
        >

        Takie roztrzyganie czeka ja przez reszte zycia. Niezaleznie jakiego wyboru
        dokona.

        • kiciorun Re: Co byście zrobiły...... 11.05.05, 10:50
          znam wiele podobnych sytuacjii i tylko jedną, która skończyła sie dobrze-
          kobieta zamiast wybaczać dała facetowi solidnego kopa. Po dwóch latach sie
          nawrócił, nie pije, wychowują raze dzieci i są szzęsliwi.
          • dardetka No i jak widać brutalne metody są najlepsze :) 11.05.05, 10:57


            • grogreg Re: No i jak widać brutalne metody są najlepsze : 11.05.05, 11:04
              A ja znalem wielu alkoholikow na ktorych postawiono krzyzyk. Zostali sami ze
              soba. Sa pochowani na koszt miasta.
              • kraxa a ja znam alkoholików nie kopnietych w dupe 11.05.05, 12:59
                I co? z reguly przezywaja swoje zony, które cale zycie bily glowa w mur. Daj
                spokój. Chcesz chlac to chlej, za uszy nikt jeszcze nikogo z gówna nie
                wyciagnal. No chyba, ze dzielny Kamilek ze Slaska:-)
          • grogreg Re: Co byście zrobiły...... 11.05.05, 11:03
            Czyli go nie porzucila?
            • dardetka Dała mu kopa więc porzuciła 11.05.05, 11:07
              a jak się nawrócił to wrócił :)
        • landrynka8 Re: Co byście zrobiły...... 11.05.05, 11:21

          Takie roztrzyganie czeka ja przez reszte zycia. Niezaleznie jakiego wyboru
          > dokona.
          >


          Przecież nie zadecydujemy za tą kobietę co powinna zrobić. Takie wybory każdy
          powinnien dokonywac sam.
          • grogreg Re: Co byście zrobiły...... 11.05.05, 11:28
            No.
    • mamdylemat pietrek!!!!!!!! 11.05.05, 12:50
      chodzilo mi o to, ze w moim przypadku to juz nie sama wiara w to, ze "na dobre
      i na zle", ale przekonanie, czyli cos wiecej.
      moze zle to ujelam w slowa... wot babska logika.
      • pietrek666 Re: pietrek!!!!!!!! 11.05.05, 12:55
        Aaaaa Bo już miałech żech dylemata :DDD
    • chocolate.coffee Re: Co byście zrobiły...... 11.05.05, 13:48
      Basabussa, przede wszystkim, to Twoje stwierdzenie nie jest prawdą:

      > Dla mnie to nie są choroby i nigdy nie będą. Jeżeli pijesz to na własne
      > życzenie, jeżeli ćpasz to na własne życzenie i jeżeli przegrywasz całą kasę w
      > kasynie to też na własne życzenie. Nikt Ci na siłę do gardła wódki nie wlewa.

      Nie ćpasz na własne życzenie, nie pijesz itd. Narkomani są do końa przekonani,
      że mogą w każdej chwili przestać. Oni nawzajem się ostrzegaja przed wpadnieciem
      w nalog, choc sami dawno juz w nim sa. Nie zdaja sobie sprawy z tego co sie
      dzieje. Alkoholik pije bo to mu pomaga normalnie funkcjonowac (oczywiscie wg
      jego kryteriow 'normalnie'), on nigdy nie pomysli ze wpada w nalog na wlasne
      zyczenie. Ty zjadasz rano sniadanie, zeby moc swobodnie myslec i pracowac, on
      musi sie napic, zeby osiagnac ten sam efekt. Czy w jedzeniu sniadania widzisz
      znamiona wpadania w nalog? Nie, bo to jest dla Ciebie czynnosc zupelnie
      naturalna. I wiesz, ze mozesz go czasem nie zjesc i tez bedzie w miare ok.
      Tylko blagam, nie pisz mi teraz, ze jestes z tych, ktorzy nie jadaja sniadan
      itd. załozmy, ze jestes :) a jezeli nie jestes to wstaw tam co tylko chcesz,
      nie wiem, filizanka kawy chocby - czy ktos wlewa Ci ja do gardla na sile? A
      picie kawy to tez rodzaj nalogu. Nalogiem jest wszystko, bez czego nie mozna w
      pewnym momencie funkcjonowac. A gdy zaczyna to wplywac na relacje z otoczeniem,
      wymyka sie spod kontroli, prowadzi do autodestrukcji, staje sie jednostka
      chorobowa.

      Tak czy owak, nie wpada sie w nalog na wlasne zyczenie, bo to nie jest czynnosc
      swiadoma. Dzieje sie to powoli, picie/cpanie/palenie staje sie rytualem,
      czescia dnia, a co najgorsze genialnym poprawiaczem nastroju. Powtarzasz sobie,
      ze oczywiscie mozesz przestac, no ale jeszcze tylko dzisiaj ostatnia dzialka,
      bo jakis tak dzis wszystko jest do d***... I konczysz na odwyku albo pod ziemia.


      Opisana przez Ciebie sytuacja jest bardzo niejasna. Nie znamy sily uczucia
      jakie ich laczy, nie wiemy co dokladnie sie tam dzieje. Napisalas 'jest fajnie,
      firma, kasa, miłość itp' Dlaczego milosc na koncu? A moze dla nich jest
      najwazniejsza? Gdyby tak nie bylo, ona odeszla by od niego raczej zaraz po
      bankructwie. Nie mialaby ochoty na odwyki etc. A z drugiej strony, moze on
      czuje, ze byl dla niej kims, gdy mial firme, a teraz jest nikim, bo mu sie nie
      udalo. Topi smutek w alkoholu. Powini sie wybrac na terapie malzenska, bo bez
      niej sam odwyk nie da efektu (co juz widac). A moze tam byc jeszcze milion
      innych powodow. Ale czuje, ze to nie tylko jego problem, ale jej rowniez.
      Powinni pracowac nad soba, a nie tylko nad nim.
      • basbusaa Re: Co byście zrobiły...... 11.05.05, 14:05
        Mów co chcesz, ale dla mnie to i tak nie jest choroba. Tyle się o tym mówi,
        pisze itp, że każdy wie czym grozi jeśli za dużo się pije, próbuje się
        narkotyków czy papierosów. Nikt mi nie wmówi, że nie wiedzieli, że tak się
        stanie. Ja wiem, dlatego nie palę i tego nienawidzę, piję bardzo rzadko, nigdy
        nie próbowałam narkotyków. Właśnie dlatego, że wiem czym to grozi. A jeżeli
        mimo to ktoś udaje, że nie wiedział to już jego problem i jego nałóg, ale nie
        choroba.
    • sylwiastep Re: Co byście zrobiły...... 11.05.05, 13:53
      Ja bym postwila ultimatum: albo sie leczy, albo z nami koniec. I dotrzymalabym
      slowa.
      • basbusaa Re: Co byście zrobiły...... 11.05.05, 14:54
        Wydaje mi się, że to najlepsze wyjście, chociaż w tej sytuacji wyszło coś
        jeszcze innego, ale napiszę o tym jutro.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka