serce_na_dloni
29.06.05, 10:58
Kocham go bardzo. Umie byc ciepły, kochany. Taki miś, do którego mozna sie
przytulić.
Często wspomina jednak swoją eks. Rozwiódł sie kilka lat temu, a wciąż
wspomina. Mówił wczoraj na przykład, że umarł, gdy ona odeszła. Że jakby dzis
stracił to, co ma, niewiele by poczuł.
Dotąd myslałam, że mnie kocha i że jestem mu potrzebna. Jak widać nie jestem.
Jest mi bardzo, bardzo przykro. Poczułam sie jak nic nie warta figurka z masy
ze straganu z pamiątkami, która nie zdobi, ale nie przeszkadza, choć
właściwie można ja wyrzucić.
Co ja dla niego znaczę? Znajomym dalszym mówi, że jestem jego narzeczoną,
choć nigdy mi sie nie oświadczył. tłumaczy, że to mnie stawia w lepszym
świetle. A ja chrzanię takie "lepsze swiatło". Chcę byc kochana naprawdę, a
nie byc tylko panienką do łózka i do śniadań.