Dodaj do ulubionych

akceptacja rodziny

17.08.05, 14:37
od kilku miesięcy spotykam sie z facetem starszym o 17 lat. długo nic nie
mówiłam rodzinie, jak odwazyłam sie powiedzieć moja rodzina zamarła. nie chca
go poznać, nie chca o nim nawet słyszec, zero akceptacji. na szczęście tez
nie wtracaja sie i nie prawią morałów. Niby "światli" a jednak... A jak u Was
to wyglada? Cchiałabym żeby to zaakceptowali bo nie wyobrażam takiej sytuacji
trwajacej latami. PZDR.
Obserwuj wątek
    • dr.rocco Re: akceptacja rodziny 20.08.05, 21:04
      Spoko , to typowy szok :) przejdzie im z czasem , musza przywyknac , potrzebuja
      czasu.
      • bayah Re: akceptacja rodziny 21.08.05, 01:21
        U mnie? Pierwsze trzy lata byly czasem wyczekiwania i przyzwyczajania sie.
        Teraz sie nawzajem uwielbiaja, nie jest juz zieciem, tylko ich kochanym
        dzieckiem.
        Napewno duzo zalezy od Twojego partnera, jak sie zachowa przed Twoimi
        rodzicami. Rodzice widzac, ze o Ciebie dba i ze dajecie sobie na wzajem
        szczescie i milosc taz napewno zaczna sie przekonywac.
    • megxx Re: akceptacja rodziny 21.08.05, 10:25
      A ile masz lat?
      Inaczej wyglada, gdy ona 20 on 37; ona 28 on 45, czy ona 40 a on 57:)
      Trudniej rodzicom zaakceptować, gdy partner przekroczył 40. Przecież ich
      postrzeganie ludzi i przyzwyczajeń jest inne, dojrzalsze, szersze. Inaczej
      świat wyglada z perspektywy 20-letniej osoby, inaczej z perspektywy szerszej o
      20 lat doświadczeń.
      Nie dziw się rodzicom.
      On musi u nich niejako zasłużyć na uznanie, chociaż tym, że zapewni ich córce
      szczęście i poczucie bezpieczeństwa. Być może rozmowy, opowiadanie o swoich
      uczuciach zmienią spojrzenie rodziców, wywołane szokiem.
      Nie mam córek, ale byłoby mi na pewno trudno zaakceptować gdyby mój 19-letni
      syn spotykał się z 30-latką, czy nie byłoby to rodzajem przejścia spod
      opiekuńczych skrzydeł mamy pod inne ?
      Póki co nie mam tego problemu, ale rozpoczynam psychiczne ćwiczenia pt." a
      gdyby tak było?"
    • futrzasta Re: akceptacja rodziny 22.08.05, 14:38
      dziekuje za odpowiedzi, sytuacja niestety z dnia na dzień się komplikuje, ale
      jakoś to musi sie rozwiązać, tylko jeszcze nie wiem jak. do megxx - ja mam 31
      lat on-48. jest dojrzałym, odpowiedzialnym facetam, ale nawet nie mam
      mozliwości przekonać o tym mojej rodziny ponieważ nie chca mnie słuchac i
      rozmawiać na ten temat już nie mówie o spotkaniu z nim. chyba myslą, że jak sie
      nie mówi to znaczy, że problemu nie ma.
      • dr.rocco Re: akceptacja rodziny 22.08.05, 23:30
        Mysle , ze oboje jestescie na tyle dorosli i juz calkowicie rozwinieci
        umyslowo , zwlaszcza to ciebie dotyczy , bo juz nie jestes malolata , tylko
        dorosla kobieta , wiec pomysl o sobie , nie patrz na rodzicow , to ty
        masz byc szczesliwa , jesli taki jest twoj wybor to wszystko jest jasne ,
        jak dla mnie , i dla innych tez powinno byc...............................
        • megxx Re: akceptacja rodziny 23.08.05, 13:39
          Też tak sądzę. Podejmujesz decyzje i poniesiesz sama ich konsekwencje.
          Oczywiście musisz być niezależna od rodziny. Gdy zobaczą, że jestes szczęśliwa,
          przekonają się. A gdyby coś było nie tak (odpukać), to nie musi przyczyną być
          różnica wieku, równolatkom też związki rozpadają się.
          Ważne, by była to miłość, a nie zauroczenie. A może oni coś o nim wiedzą więcej
          i maja inne obawy niż wiek?
          • futrzasta Re: akceptacja rodziny 29.08.05, 16:43
            jestem niezalezna i mieszkaniowo i finasowo więc nie ma problemu z tym. Ale
            problem lezy troche głebiej równiez po stronie "Wybranka" On nie potrafi
            zrozumieć takiej sytuacji, robi mi wymówki a wczoraj, żeby było jeszcze
            smieszniej(bosze, to jakiś melodramat) powiedził, że dla niego taka sytuacja
            jest nie do zniesienia w zwiazku z czym mnie porzucił. A podobno planował długa
            przyszłość, poznałam i zaprzyjaxniłam sie z jego rodziną, było super. na razie
            nie rozpaczam i czekam na rozwój wypadków, i mam nadzieje, że bedzie dobrze.
            tyle mi zostało.

            a troche zmieniam temat Czy Wsi Panowie w tym wieku czyli "dojrzałym" nie
            zachowuja się czasami jak małe rozkapryszone dzieci?
            • megxx Re: akceptacja rodziny ? 02.09.05, 19:13
              Coś nowego się o nim dowiedziałaś. Dziwne, że bardziej na opini i akceptacji
              rodziny zależało mu niż na Tobie.
    • giselda Re: akceptacja rodziny 01.09.05, 09:05
      Postaw się na ich miejscu. Czy zaakceptowałabyś sytuację kiedy Twoja córka
      przyprowadziłaby dziadka i przedstawiła jako swojego narzeczonego?
      • anutka1 Re: akceptacja rodziny 02.09.05, 23:23
        giselda, skad w Tobie tyle niecheci do takich zwiazkow - przeciez jezeli sie
        kochaja to dlaczego stawac na drodze do szczecia-nie wolno zabraniac takiej
        szansy nikomu, nawet corce, kazdy ma szanse sprobowac i ewentualnie uczyc sie
        na swoich bledach.
    • hanaria Re: akceptacja rodziny 03.09.05, 23:09
      U mnie różnica wynosi 21 lat.Rodzice idą w zaparte i powtarzają mi że wciąż
      mają nadzieję zę mi przejdzie. Nie dopuszczają do siebie takiej myśli, że ich
      dziecko może wybrać taką drogę. Rozmawiałam kiedyś z taką panią, która miała
      podobną sytuację , powiedziała mi że u niej zmieniło się dopiero jak urodziło
      siędziecko, po 5 latach. U mnie mineły 2 i ciężko to znoszę, bo naprawdę
      przykro patrzeć jak mają w d... co ja czuję. Ale nic, czekam, dziecko nie służy
      do załątwiania własnych problemów. Wierzę ze z czasm zaakceptują. Pozdr.
      • diegosia Re: akceptacja rodziny 28.09.05, 09:37
        Ja mialam podobny problem. Moj facet jest 17 lat starszy. Jak go poznalam
        mialam niespelna 20 lat i byl tak naprawde moim pierwszym powaznym zwiazkiem.
        Jestesmy razem juz prawie 5 lat i za 2 miesiace pobieramy sie :-)
        Moja rodzina byla poczatkowo stanowczo przeciwna! nawet bardzo stanowczo! Mama
        nie miala innego tematu rozmow, ojciec trzymal sie na dystans ale tez mu sie
        nie podobalo. Jedyny plus to fakt, ze nie mieszkalam juz wtedy w domu (bo
        wyjechalam na studia) wiec moglam sobie ich wrogosc odpowiednio "dawkowac".
        Strasznym bledem bylo jednak to przed nimi ukrywac - bo balam sie im
        powiedziec, gdyz domyslalam sie reakcji - i oni dowiedzieli sie przypadkiem. na
        dodatek mieszkalam juz wtedy z nim razem!
        W kazdym razie postanowilam nie ulegac rodzicom, staralam sie utrzymac z nimi
        dobry kontakt (i mysle ze mi sie udalo) ale stanowczo trzymalam sie swojej
        decyzji.
        Po roku okazalo sie, ze wbrew proroctwom mamy nie porzucil mnie, nie bylam w
        ciazy ani nie rzucilam studiow. I powoli, powoli przestali marudzic...
        A teraz to nawet sa zadowoleni z przyszlego ziecia (mama moze mniej, bo jednak
        pewnie wolalaby mlodego studenta :-D ) i bardzo nam pomagaja w przygotowaniach
        do slubu.
        Mam nadzieje - jestem pewna - ze i Tobie sie wszystko dobrze ulozy!

        pozdrawiam, gosia
        • hanaria Re: akceptacja rodziny 01.10.05, 09:30
          rozwodu na przykład? Bo z tego co wiem dla moich rodzicow najwiekszy problem
          stanow ito wlasnie, ze on dla mnie musi sie rozwiesc, a wiec ktos cierpi przeze
          mnie, a on to juz w ogole potwor ze moze cos takiego zonie robic. Ja nie
          ukruwalam, od poczatku wiedzieli, tez tak jak ty mialam studia, na ktore jak
          trzeba bylo to uciekalam i mieszkalam osobno. Ale teraz jestem po studiach, za
          niedlugo zaczynam prace, mieszkam z nim, do rodzicow jezdze raz na tydzien (co
          w sumie jest czesniej niz jak studiowalam)i nadal nie widze zadnej poprawy
          stosunkow z ich strony.A o slubie tez myslimy, tylko najpierw jego rozwod...
          Jak to zrobic zeby przekonac rodzicwo ze wiem co robie? Jak ci to przyszlo ze w
          koncu sie z tym pogodzili Twoi rodzice? Ja juz na wszelki wypadek w domu nic
          nie mowie o nim, bo mama od razu jesyt obrazona, ma mine jakby jej migrena
          miala zaraz nastapic, ojciec tez nie podejmuje tematu, choc sie przynajmnije
          nie obraza. Szlag mnie niedlugo z nimi trafi i w ogole nie bede do nich
          przyjezdzac. Oni nawet nie wiedza gdzie ja dokladnie mieszkam, nie maja numeru
          stacjonarnego do mnie, jakby cos sie stalo to nie wiem czy by mnie znalezli.
          Napisz prosze jeśli masz ochotę jak to u ciebie wygladalo. Ten proces
          dochodzenia do normalnosci. I dziekuje za odpowiedz.
          • anias05 Re: akceptacja rodziny 01.10.05, 21:32

            Witajcie!
            Pozwolicie że do Was dolącze i odpowiem na pytanie.
            Hanaria, nie ma lepszego sposobu na to żeby rodzice to zaakceptowali niż czas,u
            nas co prawda wszystko działo się bardzo szybko bo po trzech miesiącach od
            zaręczyn już się pobraliśmy( w sumie znaliśmy się przed ślubem 4 miechy).ja nie
            miałam żadnych wątpliwości że to ten jedyny,no może trochę puściłam się na
            głęboką wodę:-)
            Między nami jest ponad 20 lat różnicy a mój tatuś jest teraz jego najlepszym
            kumplem,razem nawet pracują:-) Było ciężko na samym poczatku ale po 3 miesiące
            po ślubie zaszłam w ciązę(chcianą)i wszystko przyjęło normalny tryb.Sama nie
            wiem kiedy i jak przestali mi gadać.Ważne jest to żeby facet był NORMALNY, no i
            to pierwsze spotkanie z rodzicami(trzeba zrobić wszystko żeby nie zaognić
            sytuacji bo potem ciężko to odbudować)!!!Z chęcią odpowiem na jakieś Wasze
            pytania tylko żeby nie były zbyt ogólnikowe,lubę streszczenia:-)
            POZDROWIONKA OD A&J
            • hanaria Re: akceptacja rodziny 03.10.05, 09:19
              Cześć Anias.Dziękuję za odpowiedź.Piszesz, że ważne jest pierwsze
              spotkanie.Hmm,widzisz u mnie doszło już do tego spotkania i nawet więcej ich
              było. Na samym poczatku znajomości naszej rodzice uważali go za bardzo dobrego
              lekarza i fajnego człowieka w ogóle.Ja byłam jego pacjentką. Jak się o
              wszystkim dowiedzieli (ode mnie zresztą, nie ukrywałam tego) wszyswtko obróciło
              się o 180st. On pojawił się potem u mnie w domu 2 razy. Raz na żądanie
              rodziców, wtedy powiedział im że się rozwiedzie żeby być ze mną i że chce być
              ze mna bo mnie kocha.Ja przy tym byłam.Drugi raz mama zaprosiła go samego beze
              mnie, ja byłam daleko poza miastem i nie mogłam być na tym spotkaniu.On jej
              powiedział to co wcześniej, a ona po tym spotkaniu uznała że jest fałszywy i
              mnie wykorzystuje a ja naiwna się daję. Zaczeli szukać jakiś dróg pobocznych do
              tego szpitala gdzie pracuje, żeby się dowiedzieć cazegoś o nim, bo przecież ja
              wiem tylko nieprawdę od niego. ktoś im powiedział, że on lubi seks, jest
              babiarzem itd. I to im wystarczyło do przekreślenia go całkowicie i na zawsze.
              Jestem z nim 2 lata ponad, i nadal przyjeżdżam do domu sama, oni mnie nie
              odwiedzją, nawet nie wiedzą gdzie dokładnie mieszkam. Nie mam pomysłu jak tą
              sytuację wyprostować. Do tego wszystkiego mój meżczyzna już traci ochotę na
              spotkania z nimi, skoro traktują go jak g.... W stosunku do mnie zachowują się
              wszyscy jakby nigdy nic.Cała wina spoczywa na nim, co też mnie wkurza, bo do
              tanga trzeba dwojga. O nim nie pada ani słowo w moim domu, jakby go nie było.No
              po prostu nie wiem zupełnie CO ROBIĆ???
              • anias05 Re: akceptacja rodziny 03.10.05, 12:29

                Czegoś tu nie rozumiem, skoro jesteście razem już dwa lata to dlaczego On nie
                jest jeszcze po rozwodzie? Wiesz On jako mąż innej nie może budzić zaufania
                Twoich rodziców.To byłoby śmieszne.Albo rybka albo akwarium:-)
                POZDROWIONKA
                • hanaria Re: akceptacja rodziny 05.10.05, 19:33
                  Masz rację, jego stan cywilny może u nich budzić nieufność. Ale aż taką ???
                  Już wyjaśniam jaka jest sytuacja. Otóż ona wie o mnie, wie jak się sprawy mają.
                  W czerwcu byli u adwokata i zgodziła się na ugodę, ale jeszcze do sądu nie
                  poszli.... Bo chcieli najpierw dać dzieciom spokojne wakacje, a teraz się
                  dowiaduję, że ona jest w kiepskiej kondycji psychicznej i kiepskiej sytuacji w
                  pracy i jakby miala wylecieć to mogłaby zmienić warunki ugody albo w ogóle coś
                  pozmieniać. Więc on uważa że trzeba poczkać na jej lepszy okres. Pomijam co ja
                  o tym uważam, ale mu ufam i wierzę że faktycznie zrobi to jak uzna, ze stanie
                  się to za najmniejsza krzywdą dla wszystkich. Wtedy pójdzie szybciej i łatwiej.
                  Tyle w skrócie. I co o tym teraz sądzisz? Pozdrawiam serdecznie.
                  • anias05 Re: akceptacja rodziny 06.10.05, 21:03
                    Witaj Hanaria,powiem Ci co tym myślę ale w poniedziałek.
                    Teraz gościnnie korzystam z netu więc nie chcę się rozpisywać.
                    POZDROWIONKA i TRZYMAJ SIĘ !!!
                    • lazannia Do Hanarii. 07.10.05, 10:24
                      Może przyda Ci się spojrzenie kogoś z zewnątrz.
                      Nigdy nie ma właściwego momentu na rozwód. Przerabiałam to ponad 9 lat.
                      Też ufalam, ale było mi z tą sytuacją źle. Na tyle źle, że w końcu przebiło to
                      szczęśliwe chwile. Poza tym oczy otwierały mi się przy kolejnych coraz bardziej
                      bzdurnych tłumaczeniach dlaczego jeszcze nie teraz.

                      Dlaczego On nie może rozwieść się skoro razem mieszkacie? Co do tego mają
                      dzieci i sytuacja zawodowa żony? Pytania retoryczne. Obie znamy odpowiedź.
                      Jak się facet nie zdecyduje od razu, marne szanse, że zrobi to potem.
                      Twoja decyzja czy wolisz w to wierzyć jakiś czas jeszcze, czy przeciąć to teraz.
                      Ja zrobiłam to po prawie 10 latach. Próbując kilka razy wcześniej, ale... może
                      mniej przez to bolało, bo już się we mnie wypaliło dużo i lepiej mi bez niego
                      niż z nim i jego mętnymi tłumaczeniami. Niestety mam na karku dekadę wiosen
                      więcej.
                      Naprawdę nie warto. Pomyśl o sobie. Jak Ty sama o siebie nie zadbasz, nikt inny
                      tego też nie zrobi.
                      • hanaria Re: Do Hanarii. 07.10.05, 12:01
                        Dziękuję Ci za odpowiedź. Jest ona dla mnie bardzo cenna i... przerażająca.
                        Jeśli jest tak jak mówisz, to to w co wierzę może się okazać nieprawdą.Są takie
                        chwile, kiedy zastanawiam się czy faktycznie on mnie nie zwodzi. Ale jest ich o
                        wiele mniej niż tych, kiedy ufam, że on wie co robi. Jak to sprawdzić? Przecież
                        w efekcie może się okazać, że to już za chwile! Tyle zrobił i poświęcił dla
                        naszego związku, wyprowadził się, postawił sprawę żonie jasno, tylko tej
                        cholernej formalności nie może stać się zadość.
                        Nie chcę go naciskać, ale faktem jest, że zawsze moją inicjatywą była jego
                        rozmowa z żoną, pójście do tego adwokata itd. Chcę żeby to on teraz zrobił
                        następny krok. Jak z nim o tym rozmawiałam, to już wiesz co mi powiedział.
                        Lepszy moment. Zapytałam go, czy on wierzy w to, że taki lepszy moment będzie.
                        Powiedział, że jest o tym przekonany i to nawet szybko może nastąpić.
                        Zastanawiam się, czy nie powiedzieć mu, że czekam do końca roku na przykład.
                        Jeśli do tego czasu nic nie ruszy, tzn nie pójdzie z pozwem do sądu - odchodzę.
                        Ale to ponownie będzie mój krok. Czuję się w kropce. Co sądzisz o tym pomyśle?
                        • lazannia Re: Do Hanarii. 07.10.05, 15:45
                          Kilka razy dawałam ultimatum i terminy. Ale zawsze mnie uprosił, przekonał...
                          chciałam mu wierzyć po prostu. Zbyt bolesne było uświadomienie sobie, że mnie
                          zwodzi i okłamuje. A jak pięknie to robił! Zasłaniał się podziałem majątku
                          (dużo mógł stracić i trzeba było czekać na lepszy moment), chorobą najpierw
                          ojca, potem matki, zmianą pracy, zimą stulecia itp.:)) Żartuję oczywiście
                          trochę. Już mogę, już mnie nie boli. W moim wypadku pomógł fakt, że poznałam
                          kogoś innego. Byłam wtedy już wypalona i potwornie zmęczona czekaniem. Nie
                          powtórz mojego błędu. Mam 34 lata i 10 lat wyrwanych z życiorysu.

                          Dawanie ultimatum z terminem nic nie da. Przynajmniej w moim wypadku nie dało.
                          Skoro nie wiąże uczucia do Ciebie z chęcią legalizacji Waszego związku, skoro
                          nie widzi, że obecna sytuacja jest dla Ciebie niekomfortowa (lekko mówiąc).

                          Wytrwałości życzę i żelaznej konsekwencji. Ten rozwód należy Ci się od dwóch
                          lat. Bez proszenia i namawiania. Powodzenia.
                    • hanaria Re: akceptacja rodziny 07.10.05, 12:04
                      Czekam zatem do poniedziałku, dodałam już trochę informacji odpowiadając
                      Lazanni.Pozdrawiam.
                      • dr.rocco Re: akceptacja rodziny 07.10.05, 20:03
                        Tez mi sie wydaje , ze jak facet sie nie rozejdzie z zona z miejsca , to
                        znaczy ze zwodzi i juz tego nie zrobi. Takie moje zdanie , zdanie faceta.
                        • hanaria Re: akceptacja rodziny 10.10.05, 13:58
                          Czekałam na komentarz anias05, ale jeszcze jej nie ma. I tak mam potrzebę
                          poradzić się co robić. Jeśli odejdę teraz bo on sie nie rozwodzi, to tak jakbym
                          mu znów pokazała "albo zrobisz to teraz albo do widzenia". Ale ja taka nie
                          jestem żeby tak kategorycznie stawiać sprawę. Przecież może faktycznie tak byc,
                          że on zna swoją zonę i wie do czego jest zdolna. Może spodziewa się jakiejś
                          zmiany w najbliższym czasie.Nie chcę go usprawiedliwiać, ale spojrzeć na to
                          obiektywnie, o ile ja moge tu mówić o obiektywiźmie. Faktem jest, że wy,
                          szanowni forumowicze, znacie moją sytuację tylko z moich opowiadań, być może
                          gdyby opowiedział to on, inaczej byście tą sytuację odebrali. Czuję sie
                          pozbawiona mozliwości ruchu i to mnie najbardziej wkurza.Ile można czekać???
                          • lazannia Re: akceptacja rodziny 10.10.05, 16:47
                            Oj, Hanario... długa droga przed Tobą jak widzę.
                            Jakie szczęście, że ja to mam już za sobą. Z jednej strony wiem, że nic i nikt
                            Cię nie przekona teraz, z drugiej żal mi Ciebie. Jesteś tak jakby mną sprzed
                            paru lat:)
                            Brutalna prawda jest taka, że facet powinien w zębach Ci przynieść orzeczenie
                            rozwodu. Bez żadnych warunków. A Ty boisz się, że Cię zostawi postawiony pod
                            ścianą? Gdyby nawet to lepiej teraz niż za parę lat. Zresztą oni rzadko
                            odchodzą. Coś tam ich przy nas trzyma, może i uczucie, ale ja dziękuję za taką
                            jego odmianę.
                            To mój ostatni post tutaj.
                            • dr.rocco Re: akceptacja rodziny 10.10.05, 21:28
                              Mozesz czekac , ale nie zycze ci bys sie obudzila bedac starsza juz kobieta ,
                              i co stwierdzisz : ze jestes sama i tylko stracilas czas , a na starosc to
                              juz raczej nie znajdziesz nowej milosci.
                              • anias05 Re: do Hanaria 17.10.05, 12:39
                                Witaj, przepraszam za ten poślizg ale wizyta u rodzinki się przedłużył no i
                                dopiero wczoraj wróciliśmy.
                                A do tego wszystkiego mojego maluszka i mnie dopadło choróbsko!Straszne.
                                Ale wracając do tematu, oczywiście przeczytałam wszystkie posty i mam burzę
                                mózgu:-)
                                Cholerka jak to dobrze dawać rady, też by Ci taką dała żeby dać mu
                                ultimatum .Ale jakby to dotyczyło mojej osoby to już nie wiem czy byłabym taka
                                twarda.Chociaż teraz chyba już tak,mój maluch jest najwspanialszym i jedynym
                                facetem wartym mojej osoby:-)A partner to tylko dodatek:-)
                                Sorki że spytam ale nie chce mi się szukać, ile masz latek?
                                Znam gościa który zwodził laski przez prawie 20 lat a teraz coś mu zrobiło klik
                                i jest już po pierwszej sprawie rozwodowej,od niego wiem że jak się chce to
                                kobieta we wszystko uwierzy.
                                Moim skromnym zdaniem to że godzisz się za niego wyjść to już dla niego
                                zaszczyt a jeszcze masz się męczyć i czekać.
                                Dziewczyno jesteś młoda i całe zycie przed Tobą!!!
                                • hanaria Re: do Hanaria 17.10.05, 20:00
                                  Dzięki za odpowiedź. Mam nadzieję, że z Twoim i Twojego malucha zdrowiem
                                  wszystko w porzadku.Odpowiadjąc na Twoje pytanie - mam 24 lata. Jestem
                                  postrzegana jako osoba inteligentna i rozsądna.Nie żebym się chwaliła, tylko
                                  chodzi mi o to, że nie jestem gówniarą z głową w chmurach. Trochę juz
                                  przeszłam. On 44.

                                  Dojrzewam do postawienia mu ultimatum.Zapytam najpierw żeby sam go wybrał,byle
                                  nie dłużej niż do końca roku. I póki co, jestem przekonana, że jeśli on go nie
                                  dotrzyma dam radę odejść. Wiem, może mi się wydaje.Ale do tego czasu nie pisnę
                                  słówkiem na temat rozwodu.Zobaczę, czy się tym przejmie.
                                  Jezu już się boję. Ale potrafię być twarda i on o tym wie.

                                  A Twój starszy jak? Szybko pobraliście się, więc pewnie był
                                  wolny.Zazdroszczę.Dzieciątka też zazdroszczę. Mój o dziecku nie przestaje
                                  mówić, już bardzo chce. Tylko cholera niech się najpierw rozwiedzie!

                                  Pozdrawiam serdecznie, Hania
                                  • anias05 Re: do Hanaria 19.10.05, 16:20
                                    Witaj Haniu!
                                    Pobraliśmy się szybko bo nie chciał poczekać do sierpnia, miałam jechać do
                                    pracy do Niemiec na wakacje i bał się że mu ucieknę,hehehe.
                                    Tak był wolny, tzn po rozwodzie 13 lat.
                                    Ale miejmy nadzieję że ten Twój przystojniaczek Ciebie nie zwodzi i wszystko
                                    skończy się happy endem:-)
                                    No wiesz mój starszy jak to starszy:-))) Hehe nie jest zle,ale ja czuję różnicę
                                    wieku.No nie zawsze ale są takie chwile i pewnie Ty też poczujesz.
                                    Ogólnie żyjemy sobie bezproblemowo może dlatego czasami się czepiam:-)
                                    Dla mnie to pierwszy tak poważny związek(ślub,dziecko) a On już ma te
                                    młodzieńcze lata za sobą:-)
                                    A malucha mamy cudownego tylko trochę za dużo rozrabia.Praktycznie nigdy nie
                                    kończy rozrabiać , no może jak śpi.
                                    A jak u Was wyczuwasz różnicę wieku?Nie myślisz o tym co będzie za 20 lat?
                                    POZDROWIONKA OD A&J
                                    • hanaria Re: do Hanaria 21.10.05, 09:35
                                      O! To widze ze podobnie jak u mnie bylo u Ciebie z wyjazdem, z tą różnicą, że
                                      ja po 5 miesiacach naszej znajomosci wyjechalam na pol roku do Anglii, troche z
                                      musu a troche bronilam sie przed tym uczuciem, w koncu jest zonaty. No ale
                                      tesknilismy do siebie jeszcze bardziej.
                                      Pare dni temu postawilam mu ultimatum, dalam mu miesiac na rozpoczecie sprawy w
                                      sadzie. Przyjal to spokojnie, powedzial ze jak najszybciej porozmawia z nia.
                                      Brakowalo mi tylko przeprosin ze w ogole musze go o to prosic, bylo to dla mnie
                                      ponizajace.

                                      A wracajac do roznicy wieku - praktycznie jej nie czuje. Czuje sie z nim lepiej
                                      niz w zwiazku z rowiesnikiem, czy tak pare lat starszym chlopakiem. Moze
                                      dlatego ze sama jestem bardziej dojrzala.
                                      Natomiast to co powiedzialas - co bedzie za 20 lat czasem mi spedza sen z
                                      powiek. Bardzo sie tego boje, ale nie mozna myslec o tym ze sie zostanie kiedys
                                      samym. Ktos tu juz kiedys napisal, rownie dobrze moze mi cegłówka jutro spasc
                                      na głowę i to on zostanie sam.

                                      Zresztą, aktualnie mieszkamy w mieszkaniu, gdzie żyło przed nami takie
                                      małżeństwo, gdzie różnica wieku była chyba 24 lata. Ona zmarła pierwsza w wieku
                                      48 lat na raka wszystkiego, on krótko za nią. Byli całe życie ze sobą
                                      szczęśliwi. Życie różne sc enariusze pisze.

                                      A ja dowiem sie za niecaly miesiac co mi jest pisane.
                                      Pozdrawiam serdecznie!
                                      Hania
                                      • anias05 Re: do Hanaria 21.10.05, 22:10
                                        Witaj Haneczko!
                                        Piszesz że było to poniżające ale chyba nie powinno.po to jesteśmy żey faeta
                                        zdopingować jak błądzi:) A tak serio to naprawde nie możesz jego winić bo
                                        pewnie ma na głowie dużo innych spraw,jest z Tobą i tak mu dobrze, nie myśli o
                                        legalizacji.Ty pracujesz?
                                        A z drugiej strony to trzeba ich krutko trzymać,nie dość że są starsi to jeszze
                                        będą nas denerwować.To my z nimi powinnyśmy mieć jak pączki w maśle:-)
                                        Strasznie jestem ciekawa co ten Twój lover zrobi.Ale jestem dobrej myśli!

                                        Masz rację, też to czytałam i bardzo mi się podobało,nie można myśleć o tym co
                                        będzie o i tak to się stanie.A co tego już nikt nie wie.

                                        Nie wiem dlaczego, przecież Ciebie nie znam ale strasznie bym chciała żeby Ci
                                        się ułożyło.Nie wiem czy z nim ale tak żebyś była szczęśliwa!!!
                                        POZDROWIONKA OD A&J
    • jagula5 Re: akceptacja rodziny 23.10.05, 20:35
      No ja też wchodzę w podobny związek. Trwa kilka miesięcy. Różnica wieku to 23
      lata-i nie powiem PRZERAŻA MNIE!!!
      Nie mam problemu z rodzicami, nie mam już rodziców. Reszta rodzinki go
      zaakceptowała od razu, uwielbiają go wręcz. Znajomi też. Problem mam ze samą
      sobą.
      Teraz jest super, po prostu bosko. Ale co będzie za 10 lat??? On będzie już
      dziadkiem...a ja?? Ja będę w kwiecie wieku!!!
      Facet jest wolny, chce ślubu, dziecka i zakochany jest we mnie po uszy. Między
      nami tej różnicy nie widać aż tak bardzo, on wygląda baaardzo młodo, ja trochę
      poważniej jak na swój wiek.... ale boje się okropnie!
      Czasem sie zastanawiam czy ja normalna jestem. Tak i chciałabym i boję się :)
      Głupia baba..... wiecznie jakieś dylematy...
      • hanaria Re: akceptacja rodziny 23.10.05, 23:47
        Kochana! Kto nie ma dylematów ten nie czuje, kto się nie boi ten jest głupcem...
        To normalne, związek ze starszym o wiele mężcyzną nie jest łatwy, trzeba do
        wielu spraw podejść inaczej, z dystansem, nie ma czasu na obrażanie się,
        cietrzewienie itd...
        Ja przy moim starszym mam wrażenie że bardzo szybko wydoroślałam, jestem nad
        wiek dojrzała i bardzo mi z tym dobrze.
        Wszystko ma swoje plusy i minusy. Jak się kocha to wiek nie ma znaczenie,
        lepiej przeżyć pół życia szczęśliwie z ukochaną osobą niż całe nijak
        prześlizgując się przez nie byle jakoś było. Czasem miłość puka do nas tylko
        raz w życiu i przykro by było stracić taką okazję myśląc, że może trafi się
        jeszcze młodszy, lepiej rokujący.
        Odpowiedz sobie sama czy czujesz, że będziesz z nim do końca, najpewniej jego
        końca, szczęśliwa i.... mamy wszystkie jeszcze parę ładnych latek żeby się
        przygotować, że kiedyś zostaniemy same. Wtedy miejmy nadzieję będziemy mieć
        dzieci, które się nami zajmą, a może i po raz drugi ułożymy sobie życie.
        Kto wie...

        Witam Cię na tym forum, pisz często bo nas tu nieco mało.
        Pozdrawiam!!!
        • anias05 Re: akceptacja rodziny 20.11.05, 22:31
          Witaj Hanaria.
          Co tam u Was, jak potoczyła się rozmowa?
          Jak samopoczucie?
    • futrzasta Re: akceptacja rodziny 14.12.05, 14:18
      Cześć, dawno mnie nie było, ale chciałabym sie podzielić z Wami dobrymi
      wiadomosciami. Odbyło sie spotkanie z moimi rodzicami i co sie okazało?, że Go
      zaakceptowali !!! i nie maja nic przeciwko temu zebyśmy sie spotykali :))),
      moja histeria była nieuzasadniona (ale wiele mnie to nauczyło). Pozdrawiam
      • piorunka Re: akceptacja rodziny 15.12.05, 14:12
        to naprawdę świetnie!!
        na moim własnym przykładzie wiem,że czas i rozsądek czynią cuda.Między nami
        jest 17 lat różnicy, ja mam 30.
        moim Rodzicom dałam dużo czasu na oswojenie się z trudną dla nich sytuacją, nie
        upieraliśmy się na spotkania "na siłę", musieli sami się przekonać ,że jestem
        szczęśliwa, bezpieczna, zaopiekowana, że nie jestem wykorzystywana itp.
        (pewnie wiecie, co kochającym Rodzicom przychodzi do głowy;)) aż wyszli z
        propozycją wspólnego obiadu....kiedy to było..:)))...
        Dziś jesteśmy małżeństwem, teść z zięciem mają wspólne pasje i zainteresowania,
        wszystko toczy się swoim rytmem.
        Po raz kolejny stwierdzam,że dla wielkiego uczucia warto przetrwać burze i
        walczyć z przeciwnościami.
        Powodzenia..
      • hanaria Re: akceptacja rodziny 15.12.05, 14:55
        Ja też Ci baaardzo gratuluje i ... zazdroszczę!!!
        Cieszę się, że inni mają dobrze, możesz odetchnąć z ulgą i cieszyć się ze
        wspólnych spotkań z nim u boku i z rodziną. To jest nie do przecenienia.
        Pozdrawiam!
    • noelia27 Re: akceptacja rodziny 01.07.06, 02:24
      Zazdroszcze tym, ktorych rodziny zaakceptowaly fakt iz Wasi partnerzy sa
      starsi. Moj M jest starszy ode mnie o 16 lat, mial juz zone i ma 18 letnia
      corke. Moja rodzina nie jest w stanie zaakceptowac mojego zwiazku. Dla mnie ta
      sytuacja jest bardzo przykra, bo nawet nie chcieli go poznac - od razu ocenili
      i skreslili, nie chca wiedziec ze jestesmy ze soba bardzo szczesliwi. Po bardzo
      nieprzyjemnych awanturach urzadzonych przez moja rodzine (co bylo dla mnie
      totalnym szokiem), musialam z nimi zerwac kontakty. Uslyszalam ze nigdy nie
      zaakceptuja "tego pana". Niestety, sa tez bolesne konsekwencje kochania kogos
      kogo nie akceptuje rodzina. Ale widocznie za to, co jest najcenniejsze, trzeba
      czasem najwiecej zaplacic. Pozdrawiam :-)
      • kraxa ja nie mialam problemu 04.07.06, 15:14
        Bo o pierwsze moaj niemalz jest cudwnym czlowiekiem, i skonfrontowany z moim
        byly mezem, chodzaca kanalia- musial zjdnac sobie wszystkich lacznie z
        najstarszym pokoleniem ( 80 letnia babcia), a poza tym nie ma dzieci, i o ktore
        nosze bedzie dla nas obojga pierwszym. Mysle,ze to wazne, szczegolnie dla
        rodzcow, ze nie rozbijasz cudze rodziny, itepe, chocby i ta rodzina juz dawno
        nie istniala. ni wyobraza sobie co by o bylo gdyb moi nie zaakceptowali mojego
        partnera, bo z rodzina jestem bardzo blisko emocjonalnie zwiazana i czuje sie
        najszczesliwsza jak mam ich wszystkich w jednym ogrodzie pod parasolem;-)))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka