Dodaj do ulubionych

i nie wiem co z tym zrobić....

29.08.05, 09:03
Mój mąż nie jest ze mna szczęśliwy. Czułam to wcześniej ale... teraz to do
mnie dotarło. On nie zamierza odejść, nie zmierza też mnie kochać jak kiedyś.
Jest bo jest, bo dziecko, bo miszkanie na kredyt... Wiem że flirtował z
innymi, zawsze jesnak starał się to przede mnną ukryć. Taie drobiazgi - sms
wysłał mi z innego nr telefonu (pomyliło mu się), potem powiedział, że
pomylił swój telefon z telefonem kolegi... Okazało sie jednak ze to jego
karta. W swoich krętactwach - paradoksalnie - usiłuje zachować
swoją "uczciwość" i przynajmniej - nie mówi mi że mnie kocha. Przedwczoraj
zapytałam go wprost: jestes szczęśliwy w naszym małżeństwie? Nie wiem. To się
zastanów. .. Pytanie na następny dzień: Uważasz że nasze małżeństwo jest w
porządku? Nie wiem o co ci chodzi, nie wiem co ci odpowiedzieć. Wczoraj
zapytałam po raz ostatni: Czy jesteś szczęśliwy ze mną? Nie wiem czego ode
mnie chcesz. Nie wiem o co ci chodzi. Odpowiedz w koncu, nie rób ze mnie
idiotki! Nie zawsze skaczę. Co??? nie rozumie? Nie zawsze skaczę z radości...
Co ja mam myśleć? Co wy myślałybyście na moim miejscu?
Obserwuj wątek
    • sagis Swoje szczęście trzeba umieć samemu zbudować. 29.08.05, 10:20
      Jeśli nie jest z Tobą szczęśliwy, to nie znaczy, że wolno jemu Ciebie zdradzać i
      oszukiwać.
      Problem może wynikać od niego, a nie to, że Ty czegoś jemu nie dajesz.
      Tak jak bita kobieta zgadza się na to i za każdym razem myśli, że to jest jej wina.
      Gdyby był w porządku wobec Ciebie i kogokolwiek, to postarałby się naprawić
      wszystko z Tobą. Powiedziałby i zrobiłby coś razem z Tobą.
      Mężczyźni lubią budować swoje szczęście na poczuciu winy kobiety.
      To jest ich taka łatwa metoda oczyszczania się.
      Już jego zachowanie świadczy, że nie jest w porządku wobec Ciebie.
      • c.eastwood Re: Swoje szczęście trzeba umieć samemu zbudować. 29.08.05, 10:22
        nie zanudzaj go takimi durnymi tekstami
        • dzikoozka Re: Swoje szczęście trzeba umieć samemu zbudować. 29.08.05, 10:28
          aha. W takim razie w ogóle ze sobą nie będziemy rozmawiać. Moj mąż nie widzi
          takiej potrzeby.
          • c.eastwood Re: Swoje szczęście trzeba umieć samemu zbudować. 29.08.05, 10:31
            i dobrze, bo jak tak mówisz to lepiej milczec
            • dzikoozka Re: Swoje szczęście trzeba umieć samemu zbudować. 29.08.05, 10:32
              To po cholerę jest ze mną???? Wolałabym jasna sytuację.
              • c.eastwood Re: Swoje szczęście trzeba umieć samemu zbudować. 29.08.05, 10:36
                a ja wiem? to Twoje zadanie znależć sposób jak się dowiedzieć . Niekoniecznie
                wiercąc dziurę w brzuchu.
                • dzikoozka Re: Swoje szczęście trzeba umieć samemu zbudować. 29.08.05, 10:41
                  Aha. Dzieki za radę, moze pójdę do wróżki?
                  • c.eastwood Re: Swoje szczęście trzeba umieć samemu zbudować. 29.08.05, 10:41
                    super
                    • dzikoozka Re: Swoje szczęście trzeba umieć samemu zbudować. 29.08.05, 10:44
                      Jesteś taki sam jak on. Głowa w piasek.. pewnie samo się poprawi? Bedzie super
                      jak zamkniemyy oczy i bedziemy udawac, ze nas nie ma.
                      • c.eastwood Re: Swoje szczęście trzeba umieć samemu zbudować. 29.08.05, 10:45
                        dobra to gadajmy lata całe - od mędlenia ozorem wszystko sie na pewno poprawi
                        • dzikoozka Re: Swoje szczęście trzeba umieć samemu zbudować. 29.08.05, 10:50
                          A od czego sie poprawi?
                          Rzuć jeden pomysł.... ja juz miałam kilka ale skutek był krótkotrwały. Facet
                          mnie nie kocha i juz. I żadne stawanie na uszach tego nie zmieni. Niech tylko
                          sie określi, tego chce, niech da mi szansę bycia kiedyś szczęśliwą....
                          • c.eastwood Re: Swoje szczęście trzeba umieć samemu zbudować. 29.08.05, 10:53
                            poczekaj jeszcze z tą rozmową- może ma romans
                            zaraz mu przejdzie i bedziecie szczęśliwi znowu
                            • dzikoozka Re: Swoje szczęście trzeba umieć samemu zbudować. 29.08.05, 10:55
                              Czekam od kwietnia 2003. wystarczy?
                              • c.eastwood Re: Swoje szczęście trzeba umieć samemu zbudować. 29.08.05, 10:56
                                za długo
                                odejdź
                                • dzikoozka Re: Swoje szczęście trzeba umieć samemu zbudować. 29.08.05, 11:01
                                  to straszne, nie wiem czy dam radę.:(
                                  • c.eastwood Re: Swoje szczęście trzeba umieć samemu zbudować. 29.08.05, 11:30
                                    trudno
                                    lepiej odejdź niż tkwic w czymś takim
        • sagis Wiedziałam,że odezwie się zakompleksiony i odrzuco 29.08.05, 10:33
          ny przez kobiety Clint:-))))))))))))))))))))))))))))))))))))
          • c.eastwood obrażaj sobie mnie feminizująca stara panno 29.08.05, 10:37
            innych arumentów nie masz i nigdy nie miałas - ten poziom znam już
            odrzucony?
            wiesz więcej niz ja?
            • sagis Po Twoim zachowaniu i obrażaniu wcześniejszym 29.08.05, 10:41
              innych kobiet widaś, jak jest prawda.
              Ja nie jestem tutaj pierwsza.
              Czy mężczyźni tutaj będący w szczęśliwym związku z kobietą i mający u nich
              powodzenie obrażają inne i piszą bzdury na kobiety, jak Ty?
              Poczytaj sobie i porównaj to, co Ty piszesz.
              • c.eastwood Re: Po Twoim zachowaniu i obrażaniu wcześniejszym 29.08.05, 10:43
                owszem tak
                taka jest moja odpowiedź
            • sagis Jak ktoś chce być lepszy i obrazić kobietę,to pisz 29.08.05, 10:45
              e, że jest ona starą panną i feministką:-)))))))))
              Jakby wszystkie kobiety, które nie zgadzają się z mężczyznami były
              feministkami:-)))))))))
              Clincie ja nie muszę w necie dowartościowywać się pisać, jakie mam powodzenie u
              mężczyzn. Gdy mężczyzna ma powodzenie u kobiet, to nie przechwala się tak o tym.
              Jest spokojny:-)
              Po Tobie już widać, że znam mężczyzn:-)
              A, nie jesteś pierwszym, którego rozszyfrowałam:-))))))))))
              Nie trzeba studiować do tego psychologii.
              • c.eastwood Re: Jak ktoś chce być lepszy i obrazić kobietę,to 29.08.05, 10:47
                podobnei , jak ja znam kobiety
                przyznaję, że stara panna i feministka to nic dobrego
                ale taka jest prawda o Tobie, nie wiem o co się gniewasz
                zreszta i tak zawsze mnie obrażasz
          • sagis Clint przestań za wszystko obrzucać kobiety winą. 29.08.05, 10:39
            Zastanów się nad sobą i popracuj nad tym, co złe.
            A, w końcu dostrzeże i pokocha Ciebie jakaś kobieta.
            Nawet facet psycholog powiedział innym facetom, aby najpierw w sobie szukali za
            coś winy, a nie winili innych.
            Szczególnie z tymi zdradami widać tutaj, że jej mąż nie jest bez winy.
            Wiadomo powszechnie, że to kobieta pierwsza będzie brała za coś winę na siebie.
            Ale, nic tutaj to nie pomoże, bo on już wybrał.
            Wpierw powinien z nią postarać się coś naprawić.
            W małżeństwie wina zawsze jest po obu stronach.
            Nie warto nawet dla dziecka dalej przedłużaćń tej farsy. Czego teraz dziecko
            uczy się od tatusia? Między jego rodzicami nie ma miłości i lepiej, jak dziecko
            nie wychowuje się w czymś takim. Uczy się jedynie jak można żyć w oszustwie i
            jak oszukiwać innych.
            • c.eastwood Re: Clint przestań za wszystko obrzucać kobiety w 29.08.05, 10:42
              ja jestem demiurgiem porozumienia i za nic nikogo nie winię
              tym sie róznię od takich jak Ty, które zawsze muszą mieć winnych
              • sagis Ja nie jestem szczęśliwa z powodu,że nie mogę być 29.08.05, 11:02
                ze wszystkimi mężczyznami, którzy zakochali się we mnie.
                Niestety nie można ustrzec wszystkich przed tym bólem.
                Każdy po niepowodzeniach miłosnych musi podnieść się i iść dalej.
                Łatwiej im znieść to, że niestety nie zadziała między nami chemia. Nikt nie ma
                nad nią wpływu.
                Co jest we mnie, że wielu mężczyzn tyle dałoby mi?
                Tylko od jednego to przyjęłam.
                Czekał na swoją kobietę bardzo długo. Jak mnie poznał miał już 32 lata, a po
                dwóch miesiącach sam beze mnie kupił mieszkanie, abyśmy mogli razem zamieszkać.
                Jak wielka może być miłość mężczyzny do kobiety:-)
                • c.eastwood Re: Ja nie jestem szczęśliwa z powodu,że nie mogę 29.08.05, 11:31
                  chyba masz jakiś problem :)
                  pytałaś lekarza o nadwrazliwosć?
      • pimpek_sadelko Re: Swoje szczęście trzeba umieć samemu zbudować. 29.08.05, 10:22
        tchorz, ktory nie umie powiedziec prawdy.
    • vandikia Re: i nie wiem co z tym zrobić.... 29.08.05, 10:24
      może jakis kryzys mężunio przechodzi. Za chłopami ciężko czasem trafić.
      • c.eastwood Re: i nie wiem co z tym zrobić.... 29.08.05, 10:26
        jakbym miał wysłuchiwac takich bzdetów to w domu byłbym gościem
        • dzikoozka Re: i nie wiem co z tym zrobić.... 29.08.05, 10:29
          ha, może nie powinieneś sie zenić po prostu? Albo bąź z facetem. Dobrze się
          zrozumiecie.
          • c.eastwood Re: i nie wiem co z tym zrobić.... 29.08.05, 10:31
            myślę, że masz sporo racji
            ale ja wol kobiety tylko nie takie stuknięte jak Ty ( bez obrazy )
            • dzikoozka Re: i nie wiem co z tym zrobić.... 29.08.05, 10:33
              w jakim sensie stuknięte? Bo chciałabym faceta, który będzie mnie kochał?
              • c.eastwood Re: i nie wiem co z tym zrobić.... 29.08.05, 10:37
                bo za dużo gadasz
                • dzikoozka Re: i nie wiem co z tym zrobić.... 29.08.05, 10:42
                  Zdarzały się milczące dni. np. tydzień pod rząd. Myślisz, że to było za duzo?
            • kryzysowa_narzeczona75 Re: i nie wiem co z tym zrobić.... 29.08.05, 10:39
              Clint, a ty pms'a moze masz? Jeszcze troche to wszystkie bedziemy dla ciebie
              wrednymi, stuknietymi idiotkami. Wyluzuj troche, co?
              • c.eastwood Re: i nie wiem co z tym zrobić.... 29.08.05, 10:43
                dobrze :)
                • kryzysowa_narzeczona75 Re: i nie wiem co z tym zrobić.... 29.08.05, 10:47
                  To mnie zalatwiles, tym "dobrze". A ja juz na dluzsza pogadanke sie
                  szykowalam :)
                  • c.eastwood Re: i nie wiem co z tym zrobić.... 29.08.05, 10:48
                    hehe, serio sie zgadzam :)
      • dzikoozka Re: i nie wiem co z tym zrobić.... 29.08.05, 10:28
        możliwe, ale on nie chce o tym mówić.
    • pimpek_sadelko oj clint.... 29.08.05, 10:31
      Ty sie lepiej nie zen, alo przynajmniej nie teraz. rozmowa to podstawa
      malzenstwa. trzeba umiec o wszystkim rozmawiac, a szczegolnie o tym co boli.
      • c.eastwood Re: oj clint.... 29.08.05, 10:32
        pimpek błagam
        kobiety ciąglę gadają i gadają
        znam lepsze podstawy niż gadanie
        • dzikoozka Re: oj clint.... 29.08.05, 10:34
          hm.... akurat, jak się człowiek nie dogada w innych kwestiach, to sex niewiele
          da. albo będzie przyjemnościa jednostronną. Albo zwykłym zaspokojeniem potrzeb
          fizjologicznych.
        • pimpek_sadelko Re: oj clint.... 29.08.05, 10:37
          sex?
          super rzecz, ale wierz mi, ze sam seks to na krotko wystarcza:)
          rozmowa na temat czy ktos jest szczesliwy w zwiazku ( nawet nie malzenskim) to
          podstawa, jesli cos sie ze zwiazkiem dzieje. ludzie, zyjacy w szczesliwych
          zwiazkach takich pytan sie nie boja, a nawet jesli czuja sie tymi pytaniami
          poirytowani a kochaja druga osobe, to wiedza jak jak to wyprostowac
          chyba mlody junak jestes jesli sadzisz ze do szczescia dwojga ludzi najbardziej
          potrzebna jest dupa i naiwny jestes myslac, ze jak cie ktos bliski wkurzy to
          pokazanie przez niego dupy tak wszystko pozytywnie przysloni, ze masz super
          poped seksualny i lecisz do wyra tudziez na inny mebel.
          przeciwnie clint... jak jest niefajnie to dupy sie nie chce, nawet jak jest
          najpiekniejsza.
          • c.eastwood Re: oj clint.... 29.08.05, 10:39
            ale ja nie mówiłem o seksie!!! obie o tym myślicie :)
            ale nie ja
            lepsza podstawa to humor i zrozumienie
            wstydźcie się zboczone baby :)
            • pimpek_sadelko Re: oj clint.... 29.08.05, 10:40
              c.eastwood napisał:

              >taaak oczywiscie. za naiwne nas masz?
              a humor w takich sytuacjach sobie mozna w buty wsadzic. zrozumienie? o to
              wlasnie chodzi... facet powinien zrozumiec, ze zona ma watpliwosci: jesli jest
              szczesliwy to niech je rozwieje, jesli nie, niech ma odage powiedzic co jst
              zle, zeby byla szansa na ratunek.
              • c.eastwood Re: oj clint.... 29.08.05, 10:44
                kobieta zawsze ma wątpliwości
                nikt tego nie zmieni
                • pimpek_sadelko Re: oj clint.... 29.08.05, 10:48
                  watpliwosci nie ma tylko duren, albo ktos kto wegetuje jak warzywko. czlowiek
                  myslacy, czujacy ma je zawsze, w roznych dziedzinach.
                  • c.eastwood Re: oj clint.... 29.08.05, 10:48
                    dzięki pimpek
                    • pimpek_sadelko Re: oj clint.... 29.08.05, 10:49
                      bardzo prosze:)
          • dzikoozka Re: oj clint.... 29.08.05, 10:40
            Dzięki pimpek, powiedziałąś wszystko to o co chodzi.
            Tak właśnie jest.....moj maż myślał, ze sex wszystko załątwi, od lat tak myśłi.
            Ja sie tylko łudziłam, ale mam dosyc kłótni co parę dni. Z reguły z powodu jego
            chłodu, poirytowania, złego odnoszenia sie do mnie dochodzi do kłótni....
            • c.eastwood Re: oj clint.... 29.08.05, 10:45
              a jak sie ma odzywać w czasie kłótni? dobrze?
              • pimpek_sadelko Re: oj clint.... 29.08.05, 10:49

                malzenstwa powinny umiec sie klocic clint:) to bardzo wazna sztuka!
              • dzikoozka Re: oj clint.... 29.08.05, 10:52
                nie wymagam wiele. Wystarczy zwykły szacunek dla drugiej osoby. Bez pogardy
                bedzie OK.
    • sagis Jest szansa.Idźcie razem na terapię małżeńską. 29.08.05, 10:51
      Jeśli on nie będzie chciał, to nie warto ratować tego małżeństwa. Pomyśl też o
      sobie.
      On już pomyślał o sobie samym.
      Ma w domu sprzątaczkę i pielęgniarkę, ale serce dał już pewnie innej.
      Chyba, że jest tak wyrafinowany, że żadnej kobiecie nie daje nic więcej. A,
      tylko bierze od nich.
      • omcrew Re: Jest szansa.Idźcie razem na terapię małżeńską 29.08.05, 13:06
        sag pomysl o jakiejs poradni albo cos :))
    • saandra24 Re: i nie wiem co z tym zrobić.... 29.08.05, 13:04
      A czy Ty go jeszcze kochasz?Zależy Ci na tym związku?Jesteś w stanie mu jeszcze
      zufać?Najpierw zastanów się czy ty chcesz i potrafisz odbudować ten związek.
      • dzikoozka c.d. 31.08.05, 08:52
        Ostatnie dni były "poprawne", czyli wszystko szło jak z automatu. Wzajemna
        uprzejmość i chłód. Dzisiaj rano chciał sie kochać...i gdyby chociaż zaczął od
        czułości... a nie od sedna :( Ostatnio seks w jego wykonaniu zaczynał sie
        zawsze od sprawdzenia, czy c.. jest na swoim miejscu i akcja :( Prosiłam,
        tłumaczyłam... niespecjalnie to pomogło.
        Jeszcze raz zadałam mu pytanie, czy mnie kochasz? Odwrócił się plecami i
        obraził. Powiedział, ze wyszedł na idiotę, i żebym się nie martwiła, już
        niczego ode mnie nie będzie chciał... Chciałam rozmawiać, ale powidział że nie
        bedzie ze mną rozmawiał i się denerwował. BYłam bezradna. nie chce rozmawiać.
        nie chce ode mnie nic... wiec, co czysta fizjologia? To ja tak nie chcę. Chcę
        miłości a nie życia z automatem. Powiedział, ze widocznie o wszystkim juz
        postanowiłam i nie ma o czym rozmawiać. Sądzi, że chcę od niego odejść. Wiec
        dlaczego nie próbuje zrobić nic, zeby mnie zatrzymać???
        Siorry, ale sama nie mogę pozbierac myśli.
        • salamandra75 Re: c.d. 31.08.05, 18:28
          Jakie wasze zycie bylo przed slubem? Kochal cie wtedy?
          Jakos nie moge sobie wyobrazic zeby z wielkiej milosci przejsc raptem do
          obojetnosci i chlodu. No chyba,ze ozenil sie z toba bo bylas w ciazy,wiec
          obecna styt. nie powinna cie raczej dziwic.
          • dzikoozka Re: c.d. 04.09.05, 18:46
            Chyba jesteś młoda jeszcze i niewiele wiesz o zyciu... Poznaliśmy się i
            zakochaliśmy tak, że byliśmy razem przez 4 lata "w rozłące", bo ja studiowałam
            wtedy za granicą. Staraliśmy sie widywać jak najczęściej a każde rozstanie
            łączyło się z potworną tęsknotą. To była silna wzajemna fascynacja. Pobraliśmy
            się (wcale nie bedąc w ciązy) a dziecko urodziło nam się ponad 7 lat po ślubie.
            Kłopoty zaczęły się kilka lat po ślubie. Mąż był raczej rozrywkowym typem,
            spotykał się chętnie z kolegami niekoniecznie biorac mnie ze zobą. Praktycznie
            nigdy mnie nie brał ze soba. Ja byłam z zewnatrz, nie miałam nikogo w mieście w
            którym zamieszkaliśmy. Starałam sie być jak najbardziej lojalna i wyjście bez
            niego z koleżankami z pracy uwałam za nielojalne. Z dzisiejszej perspektywy
            oceniam to jako duzą głupotę i naiwnośc z mojej strony. Oczy zaczęły mi sie
            otwierać, jak po powrocie z jakiejś imprezy zadzwonił po pijaku do kogoś z tel.
            stacjonarnego wychodząc na korytarz, a ja włączyłam tzw. "bazę" i usłyszałam
            jak rozmawia z kimś per "słonko" "robaczku" itd. Dziewczyna była raczej
            speszona jego telefonem. Włączyłam sie do rozmowy pytając uprzejmie, z kim
            rozmawia, a on natychmiast się rozłączył. Tłumaczył się potem głupio że to po
            prostu koleżanka... Być moze. Dałam sobie na spokój. Dzisiaj on nie jest już
            taki rozrywkowy i nie imprezuje, ale od ponad dwóch lat jest fatalnie...Podczas
            gdy byłam w zaawansowanej ciaży i połogi poznał kogoś z kim wymieniał czułe
            smsy. Nie wiem czy to było cos wiecej, ale na moją prośbę o zerwanie tej
            znajomości zaczął się lepiej kryć i ciagnął to jeszcze przez półtora roku. Na
            dobrą sprawę nadal nie wiem czy to trwa czy nie, bo on starannie się ze
            wszystkim kryje. Ja przestałam już być wściekle zazdrosna i czyhać na jego
            telefon. nie śledze, a on z kolei ma obsesję ja go tropię. Ale łapałam go na
            kolejnych kłamstwach. Ile można? Teraz wyjechał na tydzień szkolenia. Na dorba
            sprawę nawet nie wiem czy to szkolenie czy nie. Dałam mu tydzien na
            zastanowienie się, jeśli nie da konkretnej propozycji co z tym wszystkim
            zrobić, składam pozew rozwodowy. mam dosyć kłotni, awantur o wszystko i nic.
            Wiem, że wiele jest w tym mojej winy, że w głowie mam wszystkie te sytuacje
            kiedy mnie poniżył, oszukał, skłamał, udawał, nie pozostało NIC pozytywnego.
            On zachowuje sie tak: w dzień mi dogryza (uważając, ze to swietne żarty), jst
            złośliwy i często krzyczy, Ja się obrażam, dochodzi do kłotni. A w nocy on
            udaje że nic sie nie stało... Ale ja tak nie mogę.
    • asiulka81 Szczera rozmowa 31.08.05, 18:46
      A moze sprobujecie szczerze porozmawiac o waszym zwiazku, moze wspólna terapia
      małżeńska? A jak to nie pomoze to moze lepiej sie rozstac niz tkwic w
      bezsensie...
    • agnieszka_ka a co ty robisz 05.09.05, 10:36
      A co ty robisz zeby twoje malzenstwo bylo szczesliwe, poza obserwowaniem jak
      sie pograza?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka