truskafka86
05.09.05, 16:19
Jestem z chłopakiem od 2,5 roku, mam 19 lat. Nie chcę wyjść na bezczelną, ale
świadoma jestem tego, że jestem ładna, inteligentna, bez nałogów, z dobrego
domu. Natura dała urodę i możliwośc przyswajania wiedzy, rodzice wpoili zasady
kultury. Mam oczywiście wiele wad, których również jestem świadomoma, ale nie
o tym chcę pisać. Spotkałam jego, zakochał się, ja chyba też. Chyba, bo nie
zawsze byłam tego pewna.
Było super, jak zawsze na początku, a ostatnio coś się psuje i mam wrażenie,
że to z mego powodu. Zdarzało się nam wiele razy, że mieliśmy możliwość bycia
ze sobą kilku, kilkunastu dni "na okrągło". Wydawał się być idealny na męża -
sprząta, potrafi coś ugotować, zmywa naczynia (nawet mi czasem wręcz wyrywa
miejsce przy zlewie). Jak chorowałam ponad tydzień czasu to robił wszystko:
sprzątanie, gotowanie, zakupy, podawanie tabletek i pilnowanie pory ich
brania, cały czas czuły, przytulał, pocieszał. Do tego nie ma miesiąca, żeby
mi czegoś nie kupił, jakieś drobiazgi, lub ubrania. Kwiatów już mam pełen
pokój, zasuszone. Choć prosiłam, zeby już nic kupował, bo mi z tym głupio :(
To jednak krępujące jest :( Ale on twierdzi, ze to z miłości i że i tak bedzie
kupował.
A ja czuję, ze coś wygasa we mnie. Mam wątpliwości, ciągle się waham, czy to
on, czy jeszcze nie. Ostatnio dużo się go czepiałam, prowokowałam kłótnie.
Wystarczy, ze zrobi malutką rzecz nie tak, jak trzeba, już się go czepiam,
bo... rozpieścił mnie chyba :( mam wrażenie, że to właśnie przez to. Dawał mi
o wiele więcej niż powinien, a ja chcę jeszcze i jeszcze. Co najgorsze, nie
mogę sobie z tym poradzić. Nie chce, zeby tak było, samo wychodzi. Do tego ta
świadomość hm... swej urody... :( Jak się kłócę z nim, to przychodzi mi coś
takiego na myśl: jestem ładna, poradzę sobie i znajdę innego... :(
Ale to wszystko tak boli, bo gdzieśtam w środku czuję, ze chce jednak jego...
Myślałam o psychologu, poważnie. Myślicie, że to dobry pomysł? :(
Pomóżcie... :(