drzewko_sandalowe
18.09.05, 23:29
Pomysł na ten post powstał wczoraj, a to dlatego, że ja zupełnie nie wiem co
mam sama o tej sytuacji myśleć – jest ktoś kto bardzo narzuca mi swoje
zdanie, jest mnóstwo niedomówień i nieporozumień, jest wina leżąca gdzieś po
środku i jest dwoje ludzi, mimo iż znali się tylko przez Internet...
Zaczęło się prawie 4 lata temu, na gg – jego numer wyszukany na chybił-trafił
w katalogu. 4 lata, kontakt który wciąż się z wielu powodów urywał, szukanie
możliwości skontaktowania się z nim...a dziś..."stawiam kropkę na końcu
zdania, które brzmi 'znajomość z M.'"” I chyba nie do końca rozumiem dlaczego
tak wszystko się potoczyło...
Na początku – jedna z wielu znajomości z Internetu. Tyle tylko, że wydawał
się kimś jednak mimo wszystko bardziej wyjątkowym...nie pytajcie mnie dziś
dlaczego. Po prostu tak. Zaledwie pół roku po tym jego życie zaczęło bardzo
się zmieniać, kontakt zaczął się rwać, a później spotkało go coś bardzo
złego. Życie wywrócone do góry nogami. A co ja mogłam w tej sytuacji zrobić?
Nic. Zupełnie nic. To nadal był tylko Internet, nawet nie było jak przy
pomocy niego się z nim skontaktować. A wiedziałam, że jest bardzo źle...i
bardzo chciałam wiedzieć jak się czuje...chciałam móc zrobić cokolwiek, żeby
choć na jedną maleńką chwilę zaświeciło słońce... Miałam adres domowy,
zaczęłam pisać listy...Nie maile, które kiedyś odbierze, przeczyta, zginą
gdzieś na dysku, ale listy... Były po to, żeby wiedział, że nie ważne jest
dla mnie to, że to tylko Internet, że nigdy się nie spotkaliśmy...ale ważne
jest co się z nim dzieje, jak wszystko się układa, jak się czuje...Z tego co
mówił wynikało, że chyba mu się...podobały...W sumie w ciągu roku wysłałam 3.
W tych listach były wszystkie moje uczucia, to było wszystko co mogłam mu
dać...nie mogłam mu pomóc...W ostatnim było coś...to był impuls...Zaraz
napiszecie, że jestem naiwna, ale...było coś, co miało być jak
talizman...maleńki miś Bukowski, nazwany Dziewczynką...gorąco wierzyłam, i
nadal wierzę, że wszystko się jeszcze w jego życiu ułoży i wszystkie swoje
uczucia przelałam na to maleństwo...ona nawet pachnie tak jak ja...i
wierzyłam, że jeżeli ona z nim będzie to tego zła, które go spotyka...ze
strony innych ludzi...będzie mniej, choć troszkę mniej... Po tym jak wysłałam
ten list ponownie udało nam się porozmawiać rok później, w listopadzie
zeszłego roku. Powiedział wówczas, coś, z czego wynikało, że wiele się w jego
życiu wciąż zmienia, wiele stracił, ale te listy i Dziewczynkę wciąż ma...i
wiele innych, bardzo miłych rzeczy...
Natomiast dziś, minął kolejny rok...i nadal się nie spotkaliśmy, nadal to
tylko Internet...Nie sądziłam, że nadejdzie dzień, w którym będę do tego
człowieka czuć tak ogromną niechęć jak dziś, ale nadszedł...niechęć i mnóstwo
żalu... Dlatego, że w ciągu ostatniego roku miało miejsce wiele przykrych
chwil...wiele razy z jego powodu płakałam... Aż nadeszła pewna sierpniowa
noc...po raz kolejny ja byłam nikim...I coś we mnie pękło, coś się
skończyło...To było o jeden raz bycia nikim za dużo...
Nikt nigdy mnie tak nie traktował. Czy to był tylko Internet, czy nie – nikt
nigdy. Absolutnie nikt. Tylko on. Przez całe te 4 lata jedyne czego chciałam,
to móc go poznać. Tak po prostu, jak poznaje się drugiego człowieka,
poznanego wcześniej przez Internet. Znalazł w tym czasie czas dla dziesiątek
kobiet poznanych przez któryś z portali randkowych, ale dla mnie nigdy...
Nawet nie zaproponował spotkania – a gdy zrobiłam to ja, owszem zgodził się,
ale dzień później zaczął mnie unikać...Miał listy, Dziewczynkę...i nawet nie
chciał mnie poznać – to bardzo bolało... Zapewniał, że absolutnie mam się nie
porównywać do "lasek z Sympatii, z którymi idzie do łóżka"...Ale ja zawsze w
porównaniu z nimi czułam się gorsza...nie jestem taka jak one – ze mną nie
mógł przeżyć upojnej nocy. Ja nie chciałam go zaliczyć i zapomnieć, ja
chciałam go poznać...Mam inny system wartości, nie wyobrażam sobie czegoś
takiego jak przelotna przygoda... Wiedział o tym. I dla mnie nie znalazł ani
chwili na żywo. W pewnym momencie zrobiło się z tego takie trochę błędne
koło: gdy mu zarzucałam, że jestem traktowana jak numer, bo to tylko
Internet – oburzał się, że to nieprawda. A w innej sytuacji znów podkreślał,
że to przecież Internet, nigdy go na oczy nie widziałam. Jak mu pasowało. W
międzyczasie spotykał kolejne panie z Sympatii, dla mnie nigdy nie miał
czasu... Ale wiecie co tak naprawdę było w tym wszystkim najsmutniejsze? To,
że te wszystkie przykre momenty...po których niejeden raz bardzo płakałam…
chyba zawsze były związane z którąś z tych pań z gatunku ona-potencjalna
upojna noc-znana kilka dni-jeszcze tylko Internet. W każdej z tamtych
sytuacji chodziło o drobiazg...o odrobinę dobrej woli...o uszanowanie uczuć
moich i jakiejś jej...n-tej pani z Internetu...i zawsze moje uczucia były
niczym. Ja absolutnie nie porównuje się do kobiet, które znał normalnie – to
by było lekko chore - mówię konkretnie o tych, które znał w takiej a nie
innej chwili również tylko przez Internet. Ją znał kilka dni. Mnie prawie 4
lata. Ona była zapowiedzią upojnej nocy, ja nie...Ona była boginią, ja
nikim...Pytam: ok, ja nie mam nic do wszystkich kobiet, które przewijają się
przez Twoje życie, ale dlaczego nie znalazłeś ani chwilki, aby uszanować
RÓWNIEŻ moje uczucia? Nie TYLKO moje, absolutnie. Ale RÓWNIEŻ. Nie obchodzą
mnie one, obchodzi mnie jak RÓWNOCZEŚNIE traktujesz, po tylu latach,
mnie...Czy byłam zazdrosna? Tak, w pewnym momencie zaczęłam...bo raz po raz
demonstrował mi, że w porównaniu z pierwszą lepszą chętną na przygodę z
Sympatii – choćby ją znał dzień lub dwa - ja jestem nikim... I nie
rozumiałam dlaczego...
Tak jak w moje urodziny...To były pierwsze moje urodziny, w które mieliśmy
stały kontakt. Wiedział bardzo dobrze, że je mam. Ja o jego urodzinach nie
zapomniałam nigdy, choć czasem nie miałam zupełnie jak się z nim
skontaktować – Dziewczynka była z okazji urodzin... W ostatnie wysłałam sms –
odpisał, ale tydzień później twierdził, że go nie dostał...Smutne...Tak czy
owak nadszedł dzień moich urodzin...Demonstracyjnie je zignorował. Jedyne co
zobaczyłam to to jak opisami na gg demonstruje jak tęskni za jedną z tych ona-
potencjalna upojna noc-znana kilka dni-jeszcze tylko internet. Był cały dzień
na gg, miał mój mail...Nie zostało dla mnie czasu na choć jedno zdanie. Ja
naprawdę na nie czekałam, po tylu latach, po Dziewczynce...Dzień później, gdy
poskarżyłam się, ze było mi smutno....wyładował na mnie złość. A żeby było
jeszcze milej – opisy świadczyły o tym, że w drugim okienku jest ta pani,
którą jest zachwycony...Kilka dni i kilka lat...w tej samej chwili dla mnie
ignorancja i złość, dla niej zachwyt. Napisał mi tego samego wieczoru,
że "nie jest możliwe nasze kontaktowanie się". No tak – ona była czarująca,
jej urodzin właśnie nie zignorował, na niej nie wyładował złości...więc ja
byłam tą najgorszą, z którą "nie jest możliwe kontaktowanie się". Pamiętam,
że bardzo długo tamtej nocy płakałam...i do dziś nie potrafię o tym spokojnie
myśleć...Właśnie przejrzałam archiwum...Po tym wszystkim jeszcze ja go
przepraszałam...Po tym, jak z okazji moich urodzin, w podzięce za
Dziewczynkę, wyładował na mnie złość, jeszcze ja go przepraszałam...
Zapomniałam o tym zupełnie...Musze na chwilę przestać pisać...
Takich momentów było mnóstwo. Napiszecie – to tylko Internet. Właśnie -
miałam tylko gg, tylko to, więc wszystko wyglądało inaczej. Nie znałam innego
jego. Poza tym w jego przypadku na wszystko reagowałam bardzo emocjonalnie,
wszystko brałam bardzo do siebie...bo uważałam go za kogoś naprawdę
wyjątkowego... I raz po raz czułam, że w porównaniu z pierwszą lepszą z tego
portalu, jestem nikim...