kobieta_na_pasach
22.09.05, 08:45
Pierwszy raz zakochalam sie w wieku 16 lat. Zaluje , ze nie mialam wtedy
wiecej, bo w przeciwnym razie bylby to moj mezczyzna zycia, a tak - znajomosc
trwala kilka miesiecy szkolnych. On mial 19, byl jedynakiem, ale nie
rozpieszczonym. Wydawal mi sie bardzo dojrzaly. Okolicznosci , w jakich to
sie stalo, sa marzeniem kazdej dziewczyny. Nalezelismy oboje do kola
teatralnego. Przypisano nam role kochankow w wierszu M. Pawlik.Jasnorz.
(tytulu nie pamietam), ktory zaczynal sie od slow: "powiedz mi, jak mnie
kochasz".
No i z soba chodzilismy. Za raczke. Nie pamietam juz czy sie calowalismy, ale
chyba tak (do calowania nigdy wagi nie przywiazywalam). Natomiast na pewno
nie byl moim pierwszym kochankiem, o nie! Nie w tym wieku! Nie tak mnie
mamusia wychowala. Pasowalismy do siebie wizualnie i astrologicznie (ale o
tym dowiedzialam sie po fakcie, kiedy zainteresowalam sie na powaznie
chiromancja). Byl mi oddany, tyle pamietam. Ale ja skuplam sie tylko na tym,
czy pije alkohol. Po tym , jak trzyma kieliszek i jak go oproznia poznalam,
ze ma pociag do alkoholu. A tego balam sie bardzo. Postanowilam zerwac z nim.
I tak sie stalo. Bardzo cierpial i dlugo. Po paru latach, gdy dowiedzalam sie
jak bardzo pasuje do siebie ryba i rak postanowilam go odnalezc. Udalo mi
sie, nawet sie spotkalismy, ale nic z tego nie wyszlo. Cdn.