Gość: karolina
IP: *.net.external.hp.com
27.03.01, 21:41
Jestem młodą mężatką. Ponieważ mąż jest Warszawiakiem,
porzuciłam swe rodzinne miasto, rodzinę i przyjaciół i
nieświadomie skazałam się na banicję. Moi teściowie są
ludzmi, którzy sądzą, że posiadają monopol na wieczne
szczęście i bez jakichkolwiek zahamowań radzą jak mamy
żyć, jakimi wartościami się kierować. Na dodatek nie
można pzry nich wyrażać własnych opinii, ponieważ są
zgoła odmienne od ich zdania, więc po co się narażać
na ględzenie. Mój mąż nie wie co to znaczy demokracja
w rodzinie, swobodny wybór i wolność słowa - dlatego
zawsze mi mówi: wysłuchaj i zrób jak uważasz! Na
szczęście on jest zupełnie normalny i tych zasad nie
przenosi na grunt naszego domostwa, ale ja już nie
mogę zmieść tego gadania! Nawet nie mam ochoty na
wizyty w domu teściów, ani telefoniczne kontakty. Co
robić?