Dodaj do ulubionych

ciagle sie spozniam

13.10.05, 08:39
w najlepszym wypadku przychodze na ostatnia chwile. Na tramwaj rano biegne,
do pracy spozniona, do kosciola z corka ledwo co zdaze, do lekarza tez na
styk, albo spozniona. Nie zawsze jest to wynikiem braku czasu ale raczej zlej
organizacji. Na 22 tez sie potrafie spozniac:( jak sie przestawic?
Najbardziej dobija mnie spoznianie do roboty:) Moje zegarki chodza kazdy
inaczej, specjalnie, tak zebym musiala wyjsc wczesniej, ale zawsze odliczam
sobie, jednak tak jak dzis, zdarza sie ze sie pomylilam, i tym samym
spoznilam sie po raz 3 w tym tygodniu:)
help:)
Obserwuj wątek
    • grogreg Re: ciagle sie spozniam 13.10.05, 09:08
      To kwestia samodyscypliny i pewneo organizacji przestrzeni i czasu.
      Ja mialem podobny problem. Wyjscie z domu do pracy zawsze zabieralo mi i kilka
      minut za duzo. Przyczyna? Paniczne szukanie kluczykow do samochodu, portwela,
      panelu... itp. Rozwiuazanie? Wiszaca pulka w korytarzu gdzie powyzsze rzeczy
      maja swoje miejsce.
      • viola2 Re: ciagle sie spozniam 13.10.05, 09:22
        dzieki, lecz u mnie nie do konca chodzi o szukanie rzeczy, bo teraz wszytsko
        trzymam w torebce, a jak zmieniam to wszytsko przerzucam:)
        Ja nie moge wstac, leze i mysle ze jeszcze minutke, ale wychodzi z tego
        kilkanascie,a i tak nic mi to nie daje, potem w toalecie za dlugo siedze, bo
        nie chce mi sie ruszyc, pozniej tez sie grzebie bo wydaje mi sie ze mam duzo
        czasu, ze zdaze, a w koncu ubieram sie w pospiechu, czesze tez szybko i
        wszystko szyybko i sie jeszcze wkurzam. Codzien powtarzm sobie, ze od jutra
        koniec. I tak juz kilkanascie lat to trwa, bo od czasow szkolnych:)
        • krysica Re: ciagle sie spozniam 13.10.05, 09:24
          to zmień przyzwyczajenia...:)
        • grogreg Re: ciagle sie spozniam 13.10.05, 09:25
          E, Ty sie zwyczajnie nie wysypiasz.
          • viola2 Re: ciagle sie spozniam 13.10.05, 09:28
            nie znosze wstawania o 6. Ale spie ok 7 godzin, wiec powinno starczyc. I tak
            jak pisalam, na godzine 22 tez sie potrafie spoznic, wiec to nie tylko zalezy
            od wstawania:( beznadziejna z tym jestem
            • grogreg Re: ciagle sie spozniam 13.10.05, 09:38
              Widocznie 7 godzin to za malo.
              Co do braku "ruchliwosci" moze masz zespol chronicznego zmeczenia?
              • viola2 Re: ciagle sie spozniam 13.10.05, 09:41
                hmm.. w sumie nie myslalam o tym. To sie leczy jakos? zaraz poszukam sobie w
                necie, bo fakt, wciaz mi sie chce spac, i jestem zmeczona. Dzieki
                • tubu5000 Re: ciagle sie spozniam 14.10.05, 13:28
                  moze masz oznaki anemii z powodu niedoboru zelaza/witaminy B12?
                  • very_martini Re: ciagle sie spozniam 16.10.05, 15:53
                    a nie jesz za dużo cukru? zmula niesamowicie

                    16%VOL
                    22%VAT

                    --
                    takie tam... forum homeopatia
                    • natalia.brzeska Re: ciagle sie spozniam 16.10.05, 21:16
                      Zbadaj sobie poziom hormonów - najprawdopodobniej masz za wyskoką prolaktynę!

              • caysee Re: ciagle sie spozniam 14.10.05, 22:48
                Ja tez ostatnio czuje sie wyjatkowo zmeczona, mimo ze sie teoretycznie wysypiam
                (7-8 godzin). Kolo godziny 14 robie sie juz senna...

                A moze to jakies tzw. przesilenie jesienne?


                Pozdrawiam.
          • pepperoni_prawdziwy Masz nerwicę o podłożu masochistycznym 14.10.05, 16:49
            Nerwica. Spóźniasz się, bo podświadomie pragniesz być poniżona przez otoczenie,
            czuć się winna i przepraszać. Można to leczyć, ale na Twoim miejscu bym się tym
            nie przejmował. PS. Papież też miał tendencję do spóźniania się, jedyne co go
            ratowało to popędzanie przez Dziwisza.
            • croyance Re: Masz nerwicę o podłożu masochistycznym 16.10.05, 12:07
              A moja notorycznie spozniajaca sie kolezanka powiedziala kiedys, przycisnieta
              do muru przez wychowawce:
              Bo jak przychodze punktualnie, to nikt na mnie nie zwraca uwagi ...
        • tuti Re: ciagle sie spozniam 15.10.05, 19:14
          jestes leniwa!:)
    • lena_zet Re: i co z tego? 13.10.05, 09:33
      ja też zawsze się spóźniałam, spóźniam i wiecznie będę.W niczym mi to nie
      przeszkadza, wszyscy się do tego przywyczili.
      • viola2 Re: i co z tego? 13.10.05, 09:38
        kurde, tylko ze dyr to widzi. i mnie sama tez to meczy zwlaszcza jak przeze
        mnie cora musi ze mna biec jak wczoraj, bo do lekarza.. Na szczescie nie jest
        malutka, ale jednak. Nie zawsze moge soboe pozwolioc na spoznianie, no i nie
        jest ciekawie jak z mezem wychodzimy gdzies, on czeka gotowy a ja sie pindruje
        hihi i wiele jeszcze takich sytuacji, a jakos mimo prob nie umiem tego zmienic
        • lena_zet Re: i co z tego? 13.10.05, 09:46
          ja na rozmowie kwalifikacyjnej powiedziałam, że nie potrafię się nie
          spóźniać.Wiem, że nie każdy zareagowałby tak jak moja dyrekcja, ale przełknęli
          go i nikt nie ma pretensji (zostaję chwilkę dłużej i już).Z dzieckiem też gnam
          do szkoły hehe, a mąż jakby mi marudził to by ochrzan dostał i po sprawie.
          • viola2 Re: i co z tego? 13.10.05, 09:53
            ja nie moge sie spozniac bo pracuje w sekretariacie, wiec na nic tu mi to ze
            zoastane dluzej.
            Meza nie bede opierniczac ze to ze sie nie wyrabiam:) ale czasami stosuje
            jakies sztuczki zeby sie nie wkurzal albo mu to wynagradzam.
            Tyle ze ja pytam jak to zmienic a nie jak to zrekompensowac:) Ja nie chce sie
            spozniac a nie moge:( zawsze wole wykorzyatsc czas na lezenie czy spanie, czy
            ogolnie odpoczynek, i co dziwne zawzse wydaje mi sie zdaze
            • forumowiczkaaa Re: i co z tego? 14.10.05, 14:35
              Wystarczy sobie wmowic, ze do pracy masz np zamiast na 8 to na 7:30, spotkanie,
              ktore mialo byc o 17 o 16:30 i tak ze wszystkim. Zobaczysz ile sie najczesciej
              spozniasz [choc wtedy i tak bedziesz przed czasem] i bedziesz mogla zmiejszyc
              czas "oszukanstwa" o iles tam minut. Moja znajoma wyleczyla sie tak skutecznie
              ze spozniania :)
            • spin_spin_sugar Re: i co z tego? 15.10.05, 20:58
              spróbuj dzień wcześniej spisać na kartce co masz zrobić dnia następnego (albo
              najlepiej na kilka dni naprzód) i ustal sobie na to odpowiednią ilość czasu,
              najlepiej rozpisz godzinami - działa;) jeżeli masz na jakąś tam godz, do pracy
              to najpierw odlicz sobie czas dojścia do pracy ze śrdoka lokomocji, potem czas
              dojazdu pod pracę, potem czas na ubranie się do wyjścia z domu i wyjście z
              domu, potem ile czasu przed wyjściem z domu postanowisz być już zwarta i gotowa
              do wyjścia, i tak dalej "wstecz" ;)))
              może to brzmi śmiesznie, ale ja trzymam się takiego "planu" - też miałam
              kłopoty z rannym wstawaniem w liceum (szczególnie na 7:10, teraz jest troche
              lepiej bo na studiach ma się różne godziny i czasem nawet okienka, ale
              gdziekolwiek masz "wyjście", spróbuj sobie ułożyć taki "plan" i trzymaj się go -
              jak jest to gdzies napisane tym lepiej:) bo jak masz w pamięci, że musisz
              wyjść o tej a o tej to z reguły się o tym zapomina i robi sie jeszcze tysiąc
              rzeczy przed wyjściem:)))

              acha, a jak musisz wstać (ale nie dopiero się obudzić, ale już wyjść z wyrka) o
              pewnej godzinie (po odliczeniu czasu na wszystkie zajęcia, które robisz przed
              wyjściem gdziekolwiek) to ustaw sobie dodatkowe "budzenie na 30 i 15 minut
              wcześniej i jak za pierwszym razem otworzysz oczy to np. puść radio lub podnieś
              sie troszkę na łóżku by nie usnąć z powrotem (bo zaśpisz!) i czekaj do
              pory "ostatecznego wstania":) możesz się przez ten czas troszkę poprzeciągać
              jak już "dojdziesz do siebie po przebudzeniu" i się na dobre obudzisz:))
              najlepiej słuchać przed jakimś wyjściem muzyki, która "pobudza do dziłania":)
              oczywiście takiej jaka działa na Ciebie (na mnie np. działają ulubione kawałki
              klubowej, dynamicznej muzyki - ale gusta są różne;))
              życzę powodzenia:)
              pzdr
        • margonik Re: i co z tego? 20.10.05, 03:25
          Jestem z tej samej gliny :-) Całe życie się wszędzie i zawsze spóźniałam. Ale
          ostatnio, przynajmniej w pewnych sytuacjach, przejmuję nad tym kontrolę. Tzn.
          potrafię się sprężyć na czas, gdy mam jakieś ważne spotkanie lub pociąg. Ale na
          co dzień do pracy... niestety tu się już chyba nie zmienię :-) Na szczęście po
          wielu bojach i zmaganiach udało mi się zmienić pracę na taką, w której nikt nie
          ma do mnie o to pretensji - mimo, że wobec moich godzin przychodzenia do pracy,
          słowo "spóźnienie" to już eufemizm :-)

          Ale w gruncie rzeczy w pełni rozumiem Twój problem. W mojej pierwszej pracy to
          nie było akceptowane i kosztowało mnie ogromnie dużo stresów. W tej także się
          stresowałam moimi spóźnieniami, aż w końcu usłyszałam od przełożonych, że
          akceptują to. W tej chwili nikt mi nie narzuca godzin pracy.
      • grogreg Re: i co z tego? 13.10.05, 09:39
        >wszyscy się do tego przywyczili.

        Twoj pracodawca/klientci tez?
        • lena_zet Re: i co z tego? 13.10.05, 09:46
          też.
          • grogreg Re: i co z tego? 13.10.05, 10:00
            Kurcze, to ty na zwojej drodze spotykasz niezwykle poblazliwych ludzi. No,
            tylko pozazdroscic.
            • lena_zet Re: i co z tego? 13.10.05, 10:03
              grogreg napisał:

              > Kurcze, to ty na zwojej drodze spotykasz niezwykle poblazliwych ludzi. No,
              > tylko pozazdroscic.

              dobrze pracuję i tyle ;) spóźnianie się w tym wypadku to pikuś.
              • grogreg Re: i co z tego? 13.10.05, 10:23
                Widocznie pracujesz w zdrowym srodowisku. Powszechnie jest tak, ze dobra praca
                jest warunkiem utrzymania roboty, a nie przyczynkiem do nagrod czy tolerowania
                samodzielnej organizacji czasu pracy.
      • funia81 Re: i co z tego? 13.10.05, 17:28
        To znaczy, ze nie szanujesz ludzi, z ktorymi sie umawiasz. Dopoki urok osobisty
        zalatwia sprawe, spoko. Ale gdyby nie...
        • lena_zet Re: bzdury wypisujesz dziewczyno 14.10.05, 10:38
          co to za związek z szacunkiem?poprostu mam to we krwi i tyle.
    • mmagi Re: ciagle sie spozniam 13.10.05, 10:51
      sama sobie helpnij:->
      • viola2 Re: ciagle sie spozniam 13.10.05, 11:20
        no ale jak?:)
        • jassmanka Re: ciagle sie spozniam 13.10.05, 14:33
          No właśnie,jak? Czytałam Twój post i zastanawiałam się, czy to przypadkowo nie
          ja go napisałam, ale na szczęście (dla mnie) nie mam córki i męża :))
          Słuchaj, mam ten sam problem, notorycznie się spóźniam, na spotkania ze
          znajomymi, z moim chłopakiem, do pracy itp...Moi najbliżsi pogodzili się z tym
          faktem. Ale, ale, to wcale nie jest przyzwolenie do dalszego, notorycznego
          spóźniania. Nie pomogą poprzestawiane zegarki i inne myki. Musisz sama się
          zdyscyplinować, ćwiczyć silną wolę. Ja zaczęłam od nastawiania sobie o 15 minut
          wcześniej zegarka, tak że jak dzwoni mam 15 minut zapasu na ewentualną drzemkę
          5-minutową i rozbudzenie się...Powoli, sukcesywnie nauczysz się wstawać
          wcześniej. Jeśli wiesz, że masz spotkanie, np. o 22 ;), a masz mnóstwo czasu
          zacznij się wcześniej przygotowywać, a nie na ostatnią chwilę...I pamiętaj, że
          wszystko zależy od Ciebie i od Twej wewnętrznej siły!!!! Trzymam kciuki!
          • viola2 Re: ciagle sie spozniam 13.10.05, 15:07
            hehe, podoba mi sie co napisalas. Juz sobie nastwiam zegarek wczesniej niz
            kiedys ale zawsze jak sie budze stwierdzam, ze mam jeszcze duzo czasu i ze moge
            sobie pospac:-D
            A z kolei nie lubie sie za wczesnie przygotowywac bo nie lubie pozniej czekac
            hehe, chodze i nie moge sobie miejsca znalezc:) Zawsze chcialabym punktualnie
            ale nigdy nie moge:) No i z tym mnostwem czasu to pojecie wzgledne:) bo.. wciaz
            mi go brakuje:)
            teraz wydaje mi sie to smieszne ale ciekawe co bedzie jutro rano? hahaha
            • funia81 Re: ciagle sie spozniam 13.10.05, 17:29
              A wiesz, ze budzik mozesz nastawiac nie tylko rano? na takie spotkanie o
              dziesiatej wieczor tez moze ci pomoc wczesniej wyjsc... Musisz tylko chciec.
      • margonik Re: ciagle sie spozniam 20.10.05, 03:28
        A swoją drogą mogę Ci podać przepis na "upunktualnienie się". Kiedyś ktoś go
        dla mnie wymyślił i jest naprawdę świetny! Stosowałam go przez dwa miesiące w
        nowej pracy i działał :-) Przez ten czas ani jednego spóźnienia. Ale później i
        tak się poddałam ...
    • katarzyna_z Re: ciagle sie spozniam 13.10.05, 14:36
      Ty się ciagle spozniasz , a ja nigdy ... makabra czlowiek by czasem chetnie
      zaspal do pracy, ale.... ma zryty beret na punkcie bycia punktualnym(maslo
      maślane), szczegolnie gdy wlasny chlop uwaza , że szczesliwi czasu nie licza i
      jest totalnym przeciwienstwem
      • jassmanka Re: ciagle sie spozniam 13.10.05, 14:43
        O widzisz, a u mnie jest na odwrót, to ja czasu nie liczę, a mój CHOP jest
        ekstra punktualny, chociaż przy mnie trochę się rozpuścił, ale kto z kim
        przystaje...;)
        • katarzyna_z Re: ciagle sie spozniam 13.10.05, 14:46
          tzn wiesz u nas jest tak ze jak wychodzimy gdzies razem to zawsze jestesmy
          spoznieni .... mnie szlak trafia i go poganiam , zameczam, a on sie tylko
          smieje .... dlatego marzy mi sie czasem spoznic tak samej od siebie a nie byc
          zawsze okolo 20 minut przed czasem....
          • jassmanka Re: ciagle sie spozniam 13.10.05, 14:58
            Hmm, skąd ja to znam, u nas jest podobnie, ale wiesz cooo? Budzisz się
            budzikiem, czy wewnętrznym zegarem ;), jeśli budzikiem to go po prostu raz nie
            nastaw ;)) i wtedy zaśpisz i spóźnisz sie na bank (o Boże, nigdy nie myślałam,
            że będę dawać komuś radę, jak się spóźnić :D:D:D)
            • katarzyna_z Re: ciagle sie spozniam 13.10.05, 15:11
              busze sie zegarem biologicznym.... jest nastawiony na 6:15 ... czasami tak smao
              sie budze w weekend, mama zakaz wtedy do 8 ruszania sie w lozku i
              pytania :"spisz misiak jeszcze?"

              pozdrawiam i dziekuje za rady ale mam wrazenie ze to jest nieuleczalne, potem
              pewnie mialabym moralniaka:D
              • katarzyna_z Re: ciagle sie spozniam 13.10.05, 15:12
                jezuuuuu jakie literówki sorry, to juz ze zmeczenia;)
        • margonik Re: ciagle sie spozniam 20.10.05, 03:39
          Coś w tym jest, bo przy mnie mój ogromnie punktualny chłop zrobił się
          koszmarnie niepunktualny. I co śmieszne - wkurza mnie tym strasznie!!! :-)

          Wiem, że do pracy sie nie spóźnia, ale gdy umawiamy sie gdzies ze znajomymi na
          mieście, to zawsze jestem w butach pół godziny przed nim. A potem i tak zwala
          spóźnienie na mnie :-)
      • viola2 Re: ciagle sie spozniam 13.10.05, 15:08
        o boszzz... przerabane hihihi ;-D
        • jassmanka Re: ciagle sie spozniam 13.10.05, 15:11
          eee tam, dasz radę !!! ;)
          • viola2 Re: ciagle sie spozniam 13.10.05, 15:15
            :) powiedzialam to do katarzyny:) ze taka extra punktualna:) a ja mam nadzieje
            ze poradze sobie z tym:) kiedys moze:)
            • katarzyna_z Re: ciagle sie spozniam 13.10.05, 15:18
              wiesz czasami to jest jak faszyzm ;) hahahah
              • viola2 Re: ciagle sie spozniam 13.10.05, 15:20
                domyslam sie dlatego ja chcialabym tak wyposrodkowac:)zeby bylo w sam raz:)
                • karola_waw Re: ciagle sie spozniam 13.10.05, 20:54
                  wiesz co? Nie jestes jedyna....
                  Ktos mi kiedys powiedzial, ze keidys moge trafic na mniej tolerancyjna osobe,
                  na ktorej zdaniu bedzie mi bardzo zalezec i dopiero wtedy sie przejade. Mam
                  nadzieje, ze do etgo nie dojdzie. Jak juz sobie poradzisz to daj znac na forum
                  jak, chetnie skorzystam:D
    • marzrz Re: ciagle sie spozniam 13.10.05, 17:15
      przeczytaj sobie Lesia Joanny Chmielewskiej on nigdy nie byl na czas w pracy a
      swoja droga to mysle ze powinnas miec wlasnie wszystkie zegarki dobrze
      nastawione zeby wiedziec ktora jest naprawde godzina i zebys wiedziala ze nie
      masz oc dokladac sobie czasu b onie masz z czego i wychodzic wczesniej nie
      umalowana nie doczesana ale masz wyjsc i wychodzisz....i tak z reszta rzeczy
      po prostu musisz wyjsc z zalozenia ze bycie na czas jest priorytetem a stopniowo
      reszte tez opanujeszz!!! trzymaj sie w
      • siostra-milosierdzia Re: ciagle sie spozniam 14.10.05, 11:28
        Popieram poprzedniczke. Przyznaje,że ja sama od pewnego czasu jakiegos roku mam
        problem ze wstaniem, z byciem na czas.A tak do 22 roku zycia byla punktualna,
        przed czasem, ranny ptaszek i nocny marek zarazem.A teraz.WIem,ze musze wstac,
        bo sa zajecia,ale .... ale przeciez zdażę na nie , tak sobie powtarzam i teraz
        to jzu notorycznie sie spóźnaim.Wiem,że powodem jest niecheć do zajęć na
        uczelni, brak chęci na spotkanie tamtejszych ludzi, i chęć spędzenia tego czasu
        inaczej,ale ... jako paradoks powiem,ze chce je skoczyc te studia co juz tylko
        rok do konca zostalo i wyruszam,lekko spóźniona ale jade naz ajecie.I wiem, z
        ostatnich praktyk,ze czy wczesniej wstane czy później nie wpływa na moje
        dotarcie na uczelnie.Chodzi o to by wiedziec co rano należy zrobic i niemyslec
        o niczyminnym,na pewno nie o tym,ze sie spóźnie tylko dzialac.A że czasem
        lospomaga to nic.No a z ludzmi.szanuje ludzi, respekt mam do wielu osob ale jak
        to jest.Jak jestem punktulana to inni mnie wystawiaja do waitru,wlasni
        przyjaciele, rodzina.Odwoluja spotkania,przesuwaja godziny.POtem mam uraz i
        zaczelam sama robic tak,ze pewnie znow sie spoznia wiec sie nie spiesze i tak
        oto kolo sie zamyka.
        A co do poprzedniczki popieram.Nie ma co sie przejmowac wygladem , wazne by
        wyjsc.,A z czasem wszytskie rzeczy si epolaczy razem.Jestem na dobrej drodze do
        powrotu do punktualnosci:)
        Należy widzieć sens i cel w punktualnosci i od razu jest lepiej.

        pozdrawiam życze powodzenia.

        Pogodna
    • funia81 Re: ciagle sie spozniam 13.10.05, 17:27
      Pomysl z tym, zeby KAZDY ZEGAREK CHODZIL INACZEJ, nie wydaje mi sie
      najszczesliwszy, mowiac oglednie. Mozna ustaw na wszystkich to samo
      wyprzedzenie? A moze brakuje ci motywacji, moze za latwo odpuszczasz? Ja tak
      mialam na studiach, kiedy bylo jasne, ze spoznienie mnie wiele nie kosztuje. Z
      filozoficznym spokojem jechalam nastepnym autobusem, kiedy ten wlasciwy mi
      uciekl - i luzik; zadnej tragedii nie bylo. Ale w robocie na szczescie zlapalam
      pion.
    • ra_cha Re: ciagle sie spozniam 13.10.05, 17:43
      viola2 napisała:


      > do pracy spozniona,

      daj mi namiary na swojego szefa, załatwię Ci, że przestaniesz się spóźniać
    • marta.uparta Re: ciagle sie spozniam 13.10.05, 17:59
      Ja poszłam na kompromis sama ze sobą i czasem się spóźniam, a czasem nie:)
    • kamaoka Re: ciagle sie spozniam 13.10.05, 21:05
      viola, wydaje mi sie jakbym to ja pisala twoje posty:) nawet juz dalam link do
      watku swojemu chlopakowi, zeby sporobwoal zrozumiec, ze po prostu niektoyrm ejst
      ciezej byc punktualnym:)
      i tez wszystko przerabialam - mam zegarke na rece i na komorce ustawiony o 4 min
      do przodu (hihi, nawet nie wiecie jak to poprawia zdolnosc liczenia w pamieci,
      gdy trzeba sie zorientowac na pzrystanku ktora godzina jest aktualnie, zeby
      zobaczyc, keidy pzryjedzie wlasciwy autobus), ustawiam sobie budzik wczesniej o
      10min, zeby dac sobei zcas na wylegiwanie sie chwile, choc moj problem jest tez
      taki, ze w ciagu tygodnia "lapie" takie niedostatki snu, ze potem w weekend nie
      ejstem w stanie tego odespac, bo nie moge po prostu lezec w lozku wiecej niz
      11h, potem juz czuje sie zle, najgorzej, jak mam na 8 (studia, wiec godziny mam
      rozne, eh...wlasnie jutro mam na 8, straszne....)
      i wnioski do jakich doszlam po wielokroc analizujac swoj pzrypadek - mam tak, ze
      np. czas przed wyjsciem planuje co do minuty, bo tez nie lubie pzrygotwoac sie
      wczesniej, a potem czekac, drepcze w meijscu i wogole "chodze" cala , wiec
      wszystko rozplanowuje tak, zeby skonczycz i akurat zeby byl zcas na wyjscie - i
      chyba tu lezy problem - nie zostawiam sobie w tych planach troche4 takiego
      "extra" czasu, bo czesto sie okazuje, ze "cos" mi tam wyskoczy, np. czesto
      zapominam lub nie mam sily sie spakowac wieczorem i potem pakowanie zamiast
      wyliczonych 2 minut z rana, zajmuje mi 10 bo czegos szukam i jzu ejstem AZ 8
      minut do tylu:/ teraz staram sie planowac wszystko tak zeby skonczyc "robote" na
      15min przed wyjsciem - tyle czasu gdyby mi zostaloz awsze moge przeznaczyc na tv
      czy cokolwiek, no ale gdyby mi zostawalo:)
      druga sprawa, ze trcohe sobie poblazam, tak jak np. teraz - powinnam teraz juz
      odrabiac lekcje, a siedze na forum na zasadzie "jak juz otworzylam, to chociaz
      przelece wzrokiem" albo "ta praca domowa tyle mi nie zajmie, zeby siedziec do
      nocy", a cos czuje, ze jednak zajmie:/ moze gdbym miala silna wole i potrafila
      wylaczyc wszystko to byloby fajnie, ale ja tak nie zawsze potrafie
      inna sparwa, ze takie wylaczenie powoduje, ze potem mnie nurtuje zawartosc tego
      co wylaczylam i nudzac sie smiertelnie pzry nauce pozwalam sobie na takie
      "jednorazowe" wyskoki w celu spawrdzenia co to bylo:>
      zatem lacze sie w niedoli i dla tych ktorzy uwazaja, ze wystarczy sie "wziac" i
      juz byc punktualnym powiem, ze takie rady dla takich zatwardzialych
      spoznialskich jak my, to jak mowiene nalogowemu palaczowi "wez sie w garsc i
      rzuc palenie", jego etz to rozsmieszy:P
    • vinca Re: ciagle sie spozniam 13.10.05, 23:00
      Najbardziej dobija mnie spoznianie do roboty:)

      Moje zegarki chodza kazdy
      > inaczej, specjalnie, tak zebym musiala wyjsc wczesniej, ale zawsze odliczam
      > sobie, jednak tak jak dzis, zdarza sie ze sie pomylilam, i tym samym
      > spoznilam sie po raz 3 w tym tygodniu:)


      Ciebie to śmieszy?
      Chyba na tym polega twoj problem - nie rozumiesz jak bardzo okazujesz swoim
      spoznianiem się brak szacunku dla innych. To jest żałosne a nie śmieszne.
      • viola2 Re: ciagle sie spozniam 14.10.05, 14:34
        ee, bez przesady, smieszne (choc w sumie nie dokonca) sa moje proby poradzenia
        sobie w z tym, a nie ze sie spozniam.
        A co do szacunku ludzi i czasu innych to sie nie martw.
        A dyrektor beze mnie chwile tez wytrzyma.
        I wlasnie dlatego jest to dla mnie problem, bo nie chce by wygladalo ze nie
        szanuje ludzi i ich czasu
    • alfred2224 Re: ciagle sie spozniam 13.10.05, 23:57
      Zmuś się do cholery!!! Każda minuta znika bezpowrotnie. Chyba, że Ci nie zalezy - to wtedy może to znak jakiejś depresji? I szanuj tych, którzy na Ciebie czekają, bo jednak na pewno czekają :-) Nie odbieraj im ich cennych minut ich życia ;-)
    • mkrysiewicz a ja nie :):):) 14.10.05, 09:52
      Ja z kolei praktycznie zawsze i wszędzie jestem za wcześnie i często się
      wpieniam że muszę czekać.. A robie to tak że jak wiem że gdzieś mam iść lub
      jechać to wyliczam sobie czas na dojście/ dojazd, szacuje o której wyjść i tak
      sie zbieram ze jestem gotowa długo przed zaplanowaną godziną wyjścia. Potrafię
      w ten sposób nawet przyjechac wcześniej na spotkanie o kórym ktoś mnie
      powiadomił w ostatniej chwili i mam baaardzo mało czasu. Jestem generalnie
      bardzo dobrze zorganizowana, wiem co gdzie mam i nie stoje 40 minut koło szafy
      mysląc co założyć. Ubrania szykuję sobie wieczorem tak że rano nie muszę o tym
      mysleć. Rozplanu jsobie wszystkie stałe obowiązki i zostaw rezerwę n aawaryjne
      sytuacje i wreszcie przestaniesz się spóźniac.

      Życzę powodzenia i pozdrawiam gorąco :)
      • kapciowa Re: a ja nie :):):) 14.10.05, 10:31
        > Ja z kolei praktycznie zawsze i wszędzie jestem za wcześnie i często się
        > wpieniam że muszę czekać..

        A ja mam przyjaciolke ktora tez jest zawsze pol godziny przed czasem, i za
        kazdym razem wscieka sie gdy jestem punktualnie, ze tyyyle musiala na mnie
        czekac... :)
    • istna Re: ciagle sie spozniam 14.10.05, 10:33
      Ojej, to jak o mnie:(
    • pawel1940 Re: ciagle sie spozniam 14.10.05, 11:37
      Miło wiedzieć, że nie jestem sam :-).
      Tyle, że u mnie to efekt tego, że od wielu lat pracuję w systemie nienormowanego czasu pracy, do tego pracuję głównie po nocach. I strasznie trudno się w takich warunkach samemu zdyscyplinować... Ale staram się, może mi się kiedyś uda? ;-)
    • apawlak1 Re: ciagle sie spozniam 14.10.05, 14:19
      Może popatrz na to z innej strony: Twoje spóźnianie może byc oznaką braku
      szacunku dla innych. Jeśli nawet Ty osobiście swojego spoźniania się tak nie
      odbierasz, ale inni tak.
      ja mam tak, owszem, że czasami się spóźniam, ale tylko jeśli się umówię z
      osobami, które też to robią.
      Jeśli ktoś się spóźnia, a ja czekam jak ten kołek, to jest to dla mnie
      strasznie wkurzające. W 90% nie mam ochoty potem znowu umawiać się z tym
      kimś.. .
      W skrajnych przypadkach i kiedy mogę sobie na to pozwolić, po prostu nie czekam
      na spóźnialskiego...
      Spróbuj po prostu postawić sie w sytuacji czekającego na Ciebie, może to
      pomoże :-)
      • viola2 Re: ciagle sie spozniam 14.10.05, 14:42
        wlasnie zeby uniknac domyslow ze mam gdzies znajomych, nifgdy nie umawiam sie
        na konkretna godzina, ale mowie ze pomiedzy .... Wtedy spieszac sie na te
        wczesniejsza zdaze na ten dolny przedzial, albo ledwo..

        Moim najwiekszym problemem jest jednajk wlasnie wstawanie do pracy. Z tymi
        zegarkami macie chyba racje, ze musze nastwic punktualnie.

        Dzis bylo podobnie, Nastwilam budzik na 5.45 ale wstalam o 6,20:( Jednak
        zdazylam na tramwaj, bo.. kierowca poczekal dwie sekundy:)

        Moze rzeczywiscie przyczyna lezy w braku mobilizacji. Bo np po odebranie
        nagrody z totolotka to czekalabym zdecydowanie przed czasem, i nie wazne bylo
        by jak wygladam. JEdnak do pracy nie moge isc nie domalowana czy niedoczesana,
        pracuje w sekretariacie wiec musze wygladac jak czlowiek:) To juz nie czasy
        szkolne, kiedy tylko wstalam, umylam sie i lecialam w biegu zapinajac np pasek,
        i z kurtka w reku, z rozwiaznymi butami:)

        Musze tez chyba zmusic sie do wczesniejszego chodzenia spac, bow czoraj poszlam
        po 23, i bylo to jak dla mnie za pozno.

        dzieki za wsyztskie rady, i prosze nie piszcie o braku szacunku, bo z tego
        zdaje sobie sprawe, i to jest dla mnie bardzo wazne.
    • chris12 Nie znam nikogo kto by się wyleczył z tej wady 14.10.05, 16:53
      Sam taki jestem więc wiem najlepiej.
    • kicia7 [...] 14.10.05, 23:06
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • white.falcon Re: ciagle sie spozniam 15.10.05, 00:50
      Zmień przyzwyczajenia w ten sposób, że "włącz" ułatwiacze. Ja zmusiłam siebie
      do wyskakiwania z łóżka po porządnym "kocim" przeciągnięciu się (tak, by
      kosteczki zachrupały) odrazu po dźwięku budzika. Nie ma zmiłuj się -
      żadnych "minutka jeszcze, chwileczka". Zorganizuj sobie automatycznie
      powtarzane co rano czynności. ja robie następnie tak - jak automay: sięgam po
      szlafrok, zakładam go, idę do kuchni, nastawiam czajnik, zasypuję filiżankę
      kawą i cukrem. Otwieram małe okienko, robię dwa głebokie wdechy. Potem uciekam
      do łazienki i myje się. Wybiegam na chwilę - zaparzam kawę. Wracam - robię
      makijaż, pierwsze czesanie włosów. Idę ubrać się (ubranie zawsze mam
      przygotowane (w przypadku gdyby nagle oziębiło się - sięgam na półeczkę,
      gdzie "dyżurują" cieplejsze rzeczy). Wracam do łazienki i czeszę się
      ostatecznie. Wracam do kuchni, piję kawę, gapiąc się na program poranny w TV.
      Zabieram torebkę do przedpokoju (wieczorem wkładam do niej potrzebne mi
      rzeczy), zakładam buty i kurtkę. Zgodnie z prognozą zabieram lub nie parasol z
      półeczki i wychodzę. Czasem zabieram też worek ze śmieciami i po drodze
      wyrzucam do zsypu. Całość czynności zajmuje mi od godz. 06.05 do 06.56 - nie
      mniej, nie więcej.

      Jedyna możliwość spóźnienia - to awaria autobusu, którym jeżdżę. Ale ile razy w
      roku autobus ulega awarii? Dwa razy - nie więcej. Wtedy dzwonię i mówię, że
      zaistniała własnie taka sytuacja. Zawsze spotykam się ze zrozumieniem, bo nie
      spóźniam się nigdy. A tez nienawidzę wstawać o tej godzienie, bo tak naprawdę
      robię to wszystko śpiąc prawie. Musiałam nauczyć się. Skoro jedna osoba
      potrafi, to inna też. Tylko nie pobłażaj sobie - nie mów: "dzisiaj sobie
      daruję". Po dwóch tygodniach wejdzie Ci nawyk automatycznego poruszania się z
      rana w krew i przestaniesz męczyć się. Acha, sniadanie mam w lodówce zapakowane
      w folię i przygotowane wieczorem - nic, tylko zabrać ze sobą.

      Pozdrawiam,
      Sokoliczka
      • danusis Re: ciagle sie spozniam 19.10.05, 00:24
        ja zaczynam prace codziennie o innej godzinie i nawet jak mam na późniejszą to
        tez się spóźniam :/ pzrynajmniej ostatnio mam taki etap, wcześnie była tzw.
        ostatnia chwila.
        może to jesień?
    • kama-333 Re: ciagle sie spozniam 15.10.05, 15:59
      Niestety mam ten sam problem, co Ty. Tzn. zdarza mi się być punktualną, ale
      bardzo często niestety nie. Często też, nawet jak się nie spóźniam, to jednak
      wcześniej musiałam gonić tramwaj czy autobus. Też bardzo mi to przeszkadza i
      denerwuje. Zauważyłam jednak, że ostatnio jest trochę lepiej. Próbowałam też
      nastawiać zegarki na wcześniejszą godzinę, ale to neistety nic nie daje, kiedy
      się o tym wie. Może należałoby poprosić, żeby ktoś zrobił to za nas tak,
      żebyśmy nie wiedzieli kiedy i o ile przestawia;) Ja nastawiam rano 4 budziki-
      każdy dzwoni co 5 minut. Dzięki temu mogę poleżeć 20 minut i przebudzić się
      powoli. Na dźwięk ostatniego budzika wstaję i wykonuję wszystkie czynności
      codziennie w tej samej kolejności. Dobrze jest miec taki stały porządek, bo
      wtedy nie tracisz czasu na zastanwianie się, co teraz robić. Największy problem
      mam ze śniadaniem i makijażem. Dlatego czasem nie jem śniadania lub robię je na
      wynos (wydaje mi się, że dobrym pomysłem byłaby rada 1 z osób, by robić je juz
      poprzedniego dnia i zostawiać w lodówce). A bez makijażu w sumie mogłabyś
      wyjść. zawsze jak przyjdziesz do pracy, to możesz skoczyć do łązienki i się
      umalować. Szef będzie widział, że jesteś na czas, a że idziesz do łazienki to
      chyba nie grzech.
      Powodzenia dla nas wszystkich!!!
      Też walczę!!
      • ra_cha Re: ciagle sie spozniam 15.10.05, 16:58
        kama-333 napisała:

        Ja nastawiam rano 4 budziki-
        > każdy dzwoni co 5 minut. Dzięki temu mogę poleżeć 20 minut

        to chyba daje 15 minut, a nie 20! OJ, KAMA, CHYBA COŚ ZMYŚLASZ!
        • migdalek.niebieski Re: ciagle sie spozniam 15.10.05, 19:24
          Super to policzyłaś;))) nobel dla Ciebie;))))
          • edithea Re: ciagle sie spozniam 16.10.05, 00:34
            Hehe, mam ten sam problem, jest nas więcej ;)) Spóźniam się notorycznie od
            dziecka, zawsze tak miałam, podejrzewam że jest to jakaś nieodłączna cecha
            osobowości. U mnie to jest tak, że zwykle wiem o ktorej wyjść żeby zdąrzyć, ale
            że nie znoszę czekać i bywać gdzieś za wcześnie to ustawiam wszystko na styk. I
            tak gdy juz już mam wyjść z domu to nagle okazuje się, że a to zadzwonił
            telefon, a to muszę się przebrać, albo nie mogę czegoś zanleźć, a to się wracam
            3 razy bo czegoś zapomniałam i w efekcie zwykle brakuje mi te 10-15 minut aby
            zdąrzyć na czas. Bywa oczywiście, że się wyrabiam ale rzadko. Jedyny z tego
            pożytek że się zawsze spóźniam na randki - wcale nie celowo, samo tak wychodzi -
            a to podobno jest przez facetów dobrze widziane ;D
    • natalka85 ja też... 16.10.05, 15:47
      ja też non stop się spóźniam i nie wiem jak temu zaradzić
    • bombalska Re: ciagle sie spozniam 17.10.05, 07:43
      Jestem DOKLADNIE taka sama. Nawet do lozka nie potrafie sie polozyc o
      zaplanowanej porze, przez co rano ciezko mi wstac.
      Moja recepta, przynajmniej na niespoznianie sie do pracy, jest taka:
      dzielisz czas na poszczegolne czynnosci, czyli:
      - wstajesz o 6 i masz 20 min na mycie, ubranie i posprzatanie (20 min)
      - o 6:20 idziesz zrobic sobie sniadanie (20 min)
      - o 6:40 idziesz do lazienki, myjesz zeby , malujesz sie, czeszesz (10 min)
      - o 6:50 wychodzisz
      - 7 jestes w pracy
      Jezeli ktorykolwiek z tych etapow jest opozniony, to juz wiesz, ze z czyms
      jestes do tylu i trzeba to nadrobic. W przeciwnym razie spoznisz sie do pracy.
      Oczywiscie plan taki trzeba zmodyfikowac pod wlasne warunki, a potem po prostu
      sie go trzymac. Moge Ci jeszcze podpowiedziec, ze np. sniadanie warto
      przygotowac sobie w poprzedniego dnia wieczorem.

      Ponadto ogladalam kiedys psychologiczny program w TV, w ktorym mowili wlasnie o
      spoznialstwie (tak, jest to problem psychologiczny). Za jego przyczyne uznano
      fakt, ze spozniajacy sie chce zrobic zbyt wiele w za krotkim czasie. I tak np.
      rano zmywasz jeszcze naczynia, wyciagasz pranie z pralki, poprawiasz dywan,
      ktory sie podwinal, ukladasz ciuchy itp. A to po prostu trzeba sie skupic na
      tym, co najistotniejsze.
    • iwonka.ka Re: ciagle sie spozniam 17.10.05, 16:01
      Dobrze to rozumiem, sama mam problemy z byciem na czas.., do pracy zawsze o te
      5 minut jestem za pozno..chocby dzis rano co z tego ze wstalam jak nigdy
      wczesniej i tak bylam spozniona...zawsze mi sie wydaje ze mam jeszcze chwilke
      na szybka kawke,jakies wiadomosci,zerkniecie kolejny raz w lustro:)
      Ostatnio zaczełam kontrolowac i probowac eliminowac niepotrzebne czynności,
      ktore zabieraja mi cenny czas..moze warto na to zwrocic uwage:)
      Milego dnia!
    • skygirl Re: ciagle sie spozniam 18.10.05, 17:46
      to ja mam ten sam problem.... i jak sobie poradzic?
      bo kilka minut w lozku za dlugo, bo nie moge sie zdecydowac w co sie ubrac, bo
      zastanawiam sie jaki zrobic makijaz...o Boze jak typowa kobita...ale ja tego
      sama nienawidze
      Jest jedna rada trzeba wziac sie w garsc .....tylko ze to jest problem
      Pozdrowienia
    • landrynka8 Re: ciagle sie spozniam 18.10.05, 18:26
      U mnie jest za to przegięcie w drugą stronę, jestem zawsze przed czasem.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka