Dodaj do ulubionych

dbalosc o meza....

17.11.05, 10:33
podkopuje intelek zony:)
hehehe niezla mysl szkoda, ze to nia na to wpadlam. przyznajcie, ze czasami
dbalosc bywa odmozdzajaca... robienie kanapek, prasowanie koszul....
jak to dobrze, ze mam faceta z kompletem rak, tzn jedna lewa a druga na
szczscie PRAWA!:D
Obserwuj wątek
    • nisar Re: dbalosc o meza.... 17.11.05, 10:36
      A ja lubię dbać o męża, zwłaszcza w zakresie kulinarnym - to jakieś takie
      pierwotne jest, żeby on miał siłę na tego mamuta... Ale pod warunkiem, że mąż
      dba o mnie, w roli żonusi-służusi się nie widzę.
      P.S. Koszul nie prasuję, nie sprzątam, pierzemy na spółkę, zakupy i dziecko
      obsługujemy razem, a podsuwanie jedzonka to sama przyjemność, zwłaszcza jak
      widzę ten błysk w oku na widok talerza leniwych.
      • maretina Re: dbalosc o meza.... 17.11.05, 10:37
        a mi lepiej smakuje jak jem tego czego sama nie ugotuje;)
        jesli cos gotuje to jestem najedzona samym zapachem i nie mam juz apetytu.
        • ladyx Re: dbalosc o meza.... 17.11.05, 10:37
          To dobre na utrzymanie linii ;)
          • maretina Re: dbalosc o meza.... 17.11.05, 10:39
            ladyx napisała:

            > To dobre na utrzymanie linii ;)

            linie mam nawet dobra:D
            tylko czasami fajnie cos dobrego wciagnac:)
            • ladyx Re: dbalosc o meza.... 17.11.05, 10:40
              maretina napisała:

              > ladyx napisała:
              >
              > > To dobre na utrzymanie linii ;)
              >
              > linie mam nawet dobra:D
              > tylko czasami fajnie cos dobrego wciagnac:)

              Jak będziesz to robić tylko czasami, to będziesz długo super wyglądać :)
    • gres81 Re: dbalosc o meza.... 17.11.05, 10:37
      maretina napisała:

      > podkopuje intelek zony:)
      > hehehe niezla mysl szkoda, ze to nia na to wpadlam. przyznajcie, ze czasami
      > dbalosc bywa odmozdzajaca... robienie kanapek, prasowanie koszul....

      i tu masz racje
    • aureliana Re: dbalosc o meza.... 17.11.05, 10:43
      mretina tez tak mam, jak samacos rzygotuje to potem nie moge tego jesc...to niby
      dobre dla figury, ale na pewno nie dla dziewcyzny z niedowaga, ktora przez
      polowe tygodnia mieszka sama i sama sobie robi zarcie( czyli dla mnie)
      • nisar Re: dbalosc o meza.... 17.11.05, 10:43
        Jezu, jak bym coś rzygotowała, to już nikomu nie kazałabym tego jeść, hi,hi,hi
    • squirrel9 Re: dbalosc o meza.... 17.11.05, 10:45
      Lubię gotować, mąż robi to wyjątkowo (pizza lub pasty), prasuję (zajęcie dla
      mnie neutralne, mąż nie lubi a codziennie świeża koszula więc zwykle piorę,
      podsuszam i prasuję z 10-15 na raz oglądając przy tym coś zaległego nagranego).
      Kanapki robię i to czasem nawet wieczorem gdy rano nie muszę wstawać tak
      wcześnie (ja nie jadłabym takich lodówkowych z poprzedniego dnia, mężowi to
      smakuje a jak nie ma kanapek to kupuje w jakimś barku). Zwykle on sprząta choć
      czasem i jak jak mąż od świtu do nocy w pracy i jeszcze ze stertą papierów w
      domu siada. Nie czuję się odmóżdżona choć czasem te zajęcia mnie nudzą.
    • grogreg Re: dbalosc o meza.... 17.11.05, 10:45
      Czy twoja tez o ujemnym wplywie prasowania kuszul na iloraz inteligencji ma
      podstawe empiryczna?
      • maretina Re: dbalosc o meza.... 17.11.05, 10:52
        grogreg napisał:

        > Czy twoja tez o ujemnym wplywie prasowania kuszul na iloraz inteligencji ma
        > podstawe empiryczna?

        po czesci tak. prawie rok siedze w domu. najpierw okres ciazy ( caluska na
        zwolnieniu), zatem spadlo na mnie gotowanie( wczesniej robil to maz), teraz w
        domu, bo male dziecko ( od marca do pracy... NARESZCIE!), zatem obowiazki
        domowe to moja rzeczywistosc. przy zmywaniu czy gotowaniu nie wykonuje sie
        zadnego wysilku intelektualnego.w pracy sie rozwijalam, spelnialam. obecna
        sytuacje akceptuje tylko dlatego, ze kocham moja rodzine i wiem, ze etap
        odmozdzania jest przejsciowy. niebawem bede myslala o czyms innym niz zupki,
        kupki i to czy maz ma wyprasowany fartuch na dyzur.
        zeby bylo jasne: nie mam zle. moj maz jest normalny, jesli nie jest w pracy i
        nie pada na pysk po maratonie dyzurowym to zajmuje sie dzieckiem, sam robi
        sobie jesc i sam sobie prasuje.
        • nisar Re: dbalosc o meza.... 17.11.05, 11:00
          Wiesz jaka będziesz niepopularna z tym NARESZCIE?
          P.S. Po pięciu miesiącach na macierzyńskim wyrwałam z domu tylko kurz poszedł.
          Też będę niepopularna.:)
          • maretina Re: dbalosc o meza.... 17.11.05, 11:11
            kocham nad zycie moje dziecko. jednak nie bede klmala, ze marze o tym aby cale
            dnie i noce nic innego nie robic jak nim sie zajmowac. mam dobre godziny pracy,
            praca blisko. polowa dnia bedzie tylko dla rodziny.
            • nisar Re: dbalosc o meza.... 17.11.05, 11:14
              I super. Właśnie rozważam rozpoczęcie wątku pt. "kobiety, wasze dzieci to wasza
              sprawa a nie całego świata" i to nie jest całe życie...
            • grubaska20 Re: dbalosc o meza.... 17.11.05, 11:24
              widzisz.. ja nie wyobrażam sobie odstąpić naszego orlika nawet na kroek.. i
              jednocześnie tak bardzo chciałabym żyć odrobiną dawnego życia.. moja praca..
              ech.. ale wiem, ż enie zdołam tego pogodzić.. napewno nie wrócę do tamtej
              firmy:( ta praca dawała maksimum satysfakcji, ale wymagała zbyt dużo
              zaangażówania, czasu.. dla ześwirowanego singielka ok, ale dla mamy, to za
              dużo:(
              ale chyba typowe, ludzie już chyba tak mają.. chcielibyśmy mieć wszystko.. mój
              boże jakież to rozczarowanie, kiedy okazuje się to niemożliwe..
        • grogreg Re: dbalosc o meza.... 17.11.05, 11:23
          Czy rozwoj zawodowy to jedyna forma samorealizacji na jaka sobie pozwalasz?
          • maretina Re: dbalosc o meza.... 17.11.05, 11:31
            grogreg napisał:

            > Czy rozwoj zawodowy to jedyna forma samorealizacji na jaka sobie pozwalasz?

            nie. nie tylko.natomiast siedzac tylo w domu i tylko gaworzac cofam sie
            intelektualnie.
            to zaden wstyd czy hanba potrzebowac kontaktu z innymi ludzmi.
            sprobuj posiedziec w domu rok i zajmowac sie tylko dzieckiem, domem, zobaczysz
            o czym mowie. wtedy bedziemy mogli pogadac jak rowny z rownym. teraz mamy
            sytuacje taka, ze ja wiem o czym mowie, a Tobie sie wydamje, bo cos sobie
            wyobrazasz. wyobrazenia czesto odstaja od rzeczywistosci. kiedys sadzilam, ze
            moglabym byc matka polka ( gromada dzieci a ja z walkami na glowie gotuje
            obiad, do pracy nie chodze), teraz wiem, ze bedac matka nie traci sie tez
            dawnych pragnien. w mojej pracy mialam mozliwosc spotykania ciekawych ludzi,
            uczestniczenia w waznych wydarzeniach regionu, miasta,bardzo mi tego brakuje.
            a poza tym... po macierzynskim nikt mi nie zagwarantuje, ze pracodawca poczeka,
            na wychowawczym nie dostane ani centa, a syn rosnie. trzeba zmienic mieszkanie
            na wieksze, musi miec swoj pokoj itd... sponsorow nie mamy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka