Gość: zosia
IP: *.ljcrf.edu
27.10.02, 04:00
Sledze dyskusje o przedszkolach bedac w San Diego w Stanach. I
smieszy mnie troche stawianie Ameryki za wzor. Zgadzam sie
wpelni z Katarzyna Mitros, ze przedszkola powinny byc otwarte,
powinny respektowac potrzeby dzieci i rodzicow ale... Nie jest
prawda, ze w amerykanskich przedszkolach mozna byc z dzieckiem
dowolnie dlugo. Byc moze W niektorych mozna ale w wiekszosci
nie. Moja corka chodzi do tutejszego, zwyklego przedszkola.
Zaczela tam chodzic w srodku roku szkolnego (bo przyjechalismy
tu na wiosne). Przez pierwsze dwa dni moglam byc na korytarzu,
ale potem zostalam poproszona o pojscie do domu, bo innym
dzieciom zaczyna byc smutno jak widza mnie. I ja te dzieci i
pania rozumiem. Moja corka byla zagubiona z powodu nowego
miejsca, nieznajomosci jezyka i nowej sytuacji, ale na nikim nie
robilo to specjalnego wrazenia, bo w jej sytuacji sa tysiace
innych dzieci. Musiala sie nauczyc, ze ja wychodze i wracam. I
nauczyla sie, choc cierpialysmy razem. Z moich obserwacji
wynika, ze w amerykanskich przedszkolach dzieci sie nie
rozpieszcza. Panie sa serdeczne, pomagaja w najtrudniejszych
chwilach, ale nic poza tym. Taki zimny, zdrowy wychow. Jestem
zadowolona amerykanskiego przedszkola, ale tesknie do jednego
przedszkola w Warszawie. Piszcie o tym co w Polsce jest dobre.
Stawianie Ameryki za wzor jest niepotrzebne, bo przeciez idealem
ona nie jest.